Jeden nie ma problemu ze współpracą z rosyjskim uniwersytetem, drugiemu zarzucono sztuczne zawyżanie liczby cytowań, jeszcze inny publikuje na potęgę, przez co musi się mierzyć z podejrzeniami o „papiernictwo”… Niektóre nazwiska na liście ekspertów Narodowego Centrum Nauki mogą zaskakiwać.
Na początku kwietnia, jak co roku, Narodowe Centrum Nauki opublikowało listę członków Zespołów Ekspertów oceniających wnioski złożone w konkursach tej agencji. Wobec przyjętego przez NCN modelu niejawnego procesu oceny, takie zestawienie jest w zasadzie jedyną możliwością poznania nazwisk osób, które biorą w nim udział. To polscy, a w ostatnich latach głównie zagraniczni naukowcy, posiadający przynajmniej stopień naukowy doktora, których podstawą wyboru jest ich dorobek, a także doświadczenie i to zarówno w realizacji projektów badawczych w roli kierownika, jak i oceny wniosków w agencjach grantowych. Nie od początku panele były tak umiędzynarodowione jak ostatnio. Kierunek taki obrano pod koniec poprzedniej dekady, a dynamikę zmian najlepiej obrazuje odsetek ekspertów afiliowanych za granicą w 2019 (25%) i 2024 roku (ponad 94%).
Z danych udostępnionych przez Centrum wynika, że do oceny merytorycznej ponad 10,2 tys. wniosków zaangażowano w ubiegłym roku 1850 ekspertów, którzy wzięli udział w pracach 94 zespołów. Na liście nie brakuje „głośnych” nazwisk.
Strzał w stopę
Widnieje na niej m.in. Rafael Luque Alvarez de Sotomayor, hiszpański specjalista w dziedzinie chemii organicznej. To jeden z najczęściej cytowanych naukowców na świecie. Od kilku lat plasuje się na czele rankingu Highly Cited Researchers sporządzanego przez firmę Clarivate. Zalicza się też do najbardziej „płodnych” naukowców – tylko w pierwszym kwartale 2023 r. miał na koncie prawie 60 artykułów, więc – jak skrupulatnie odnotowały hiszpańskie media – musiał publikować średnio… co 37 godzin. Jest autorem lub współautorem w sumie już ponad 800 artykułów.
W roli eksperta NCN występuje nie po raz pierwszy – oceniał wnioski również w latach 2020, 2022 i 2023. W ub.r. pełnił także funkcję przewodniczącego Zespołu. Na liście jest afiliowany przy Politechnice Bukareszteńskiej, z którą związał się w 2023 roku, niedługo po tym, jak załamała się jego kariera na macierzystym Uniwersytecie w Kordobie. Pracował tam 15 lat. Zdaniem władz andaluzyjskiej uczelni, badacz rażąco naruszył obowiązujące procedury w zakresie współpracy z innymi instytucjami i w konsekwencji musiał odejść. On sam w rozmowie z mediami obwiniał za całą sytuację zazdrosnych kolegów. „Beze mnie Uniwersytet w Kordobie spadnie o 300 miejsc w rankingu szanghajskim. Strzelili sobie w stopę” – podsumował z wrodzoną sobie skromnością na łamach hiszpańskiego dziennika El Pais.
Być może sprawy w ogóle by nie było, gdyby nie chodziło o współpracę (poza pełnoetatowym kontraktem w Kordobie) z uczelniami w Arabii Saudyjskiej i Rosji. Luque zarzekał się, że nie otrzymywał od nich „bezpośrednio” żadnych gratyfikacji, a jedynie finansowanie analiz, podróży pierwszą klasą i luksusowych hoteli. Z Uniwersytetem Króla Sauda w Rijadzie współpracuje od 2019 roku, dwa lata wcześniej nawiązał kontakty z Uniwersytetem Przyjaźni Narodów Rosji w Moskwie (Росси́йский университет дружбы народов, RUDN). W tym ostatnim, w 2018 r., został dyrektorem Centrum Projektowania Molekularnego i Syntezy Innowacyjnych Związków dla Medycyny. Inwazja Rosji na Ukrainę nie zmieniła specjalnie jego nastawienia. Najświeższy dowód to jego lutowa wizyta w Moskwie.
„Błąd przy pracy”
Pojawił się na scenie położonego w samym sercu metropolii Państwowego Pałacu Kremlowskiego w towarzystwie trójki innych zagranicznych badaczy (z Niemiec, Indonezji i Włoch), by odebrać tytuł honorowego profesora RUDN. Jak podano, „za znaczący wkład w rozwój rosyjskiego szkolnictwa wyższego”. Autor bogatej w zdjęcia relacji z wydarzenia, zamieszczonej na stronie internetowej uniwersytetu, nie omieszkał przy tej okazji wspomnieć o zaangażowaniu Luque w życie uczelni: ma on pod swoją opieką grupę chemików syntetycznych (w tym postdoków), na studiach chemicznych prowadzi przedmiot Bioenergia i produkty przetwarzania biomasy, a ponadto regularnie bierze udział w seminariach naukowych i organizuje konferencje w RUDN. Wymieniono także dwa projekty badawcze, których jest kierownikiem: jeden, finansowany przez RUDN, opiewa na 93,6 mln rubli (to przeszło 4,2 mln zł), drugi, finansowany przez Rosyjską Fundację Naukową, jest wart 21 mln rubli (ponad 950 tys. zł). Realizację obu zaplanowano na okres 2024–2026.
Oczywiście, uroczystość przyznania tytułu odbyła się ledwie parę tygodni temu, ale i wcześniej, pełniąc funkcję eksperta NCN, hiszpański naukowiec nie krył swojej rosyjskiej afiliacji. W sierpniu ub.r. w „Journal of the Elektrochemical Society” opublikowano artykuł Review – Advances in Rechargeable Lithium-Ion Batteries Utilizing Polyoxometalate-Functionalized Nanocarbon Materials, którego jest jednym ze współautorów. Jako pierwszą afiliację podał moskiewski RUDN. Również w innym artykule (One-pot acid–base catalysed tandem reactions using a bimodal N, S-doped cubic mesoporous carbon) z 2023 roku w „Green Chemistry”, widnieje przy jego nazwisku nazwa tej uczelni. I w 2022 roku w „ACS Sustainable Chemistry and Engineering” (Artificial Coal: Facile and Green Production Method via Low-Temperature Hydrothermal Carbonization of Lignocellulose).
Z kolei na stronie internetowej King Saud University nietrudno znaleźć jego CV (w pliku PDF), w którym napisał, że jest dyrektorem wspomnianego wyżej Centrum w Moskwie. Dokument, na co wskazuje wpisana w prawym górnym rogu data, stworzono 10 czerwca 2023 roku. Było to zatem blisko półtora roku po wydaniu przez NCN komunikatu, w którym jednoznacznie nakazano zawieszenie do odwołania współpracy z jednostkami naukowymi w Rosji. Jak informuje nas pełnomocniczka dyrektora NCN ds. komunikacji, nie tylko grantobiorcy objęci są tym wezwaniem.
– Komunikat NCN z marca 2022 roku dotyczący współpracy z rosyjskimi jednostkami naukowymi nadal obowiązuje i dotyczy również osób zaangażowanych w ocenę wniosków grantowych – zarówno recenzentów, jak i członków Zespołów Ekspertów. Jeżeli ekspert miał afiliację również w innym kraju lub krajach, w pojedynczych przypadkach mógł zostać zaproszony do udziału w ocenie. Sytuacje takie są traktowane jako „błąd przy pracy”. Koordynatorzy dyscyplin są dodatkowo wyczulani na ten aspekt – podaje Anna Korzekwa-Józefowicz.
Owszem, zadaniem koordynatorów jest m.in. bieżący monitoring ekspertów i sposobu, w jaki wykonują oni swoją pracę, ale by do tego doszło, trzeba ich najpierw… wybrać. To już wyłączna kompetencja Rady NCN. Szczegółowo procedurę tę, z uwzględnieniem terminów poszczególnych czynności, opisywała w artykule „W grantowym gabinecie luster” dr hab. Joanna Golińska-Pilarek, ówczesna radna NCN. W skrócie: radni wskazują kandydatów (w tym także na przewodniczących zespołów), gotowe listy przedkładane są do akceptacji poszczególnym komisjom dziedzinowym Rady, a na końcu, już na posiedzeniu plenarnym, organ ten przyjmuje stosowną uchwałę. Głosowanie poprzedzone jest dyskusją, w trakcie której przedstawiane są też szczegółowo sylwetki kandydatów na przewodniczących poszczególnych paneli oceniających wnioski. To na Radzie NCN spoczywa więc odpowiedzialność za powołanie tego czy innego eksperta.
– Jako Centrum zawsze podkreślamy, jak istotne jest, aby w Radzie zasiadały osoby o uznanym dorobku, z doświadczeniem w realizacji projektów naukowych czy ocenie wniosków w agencjach zagranicznych o podobnym profilu, np. ERC, oraz reprezentujące różne dyscypliny. Ważne jest również, by w jej składzie zachowana była równowaga między dyscyplinami HS, ST i NZ – zaznacza rzeczniczka.
Precyzuje zarazem, że eksperci są powoływani do oceny wniosków złożonych w konkretnym konkursie, a członkiem zespołu można być nie częściej niż w trzech następujących po sobie edycjach konkursów i nie więcej niż pięciokrotnie w ciągu dwóch lat. I jeszcze jedno: ekspertów (podobnie jak recenzentów) NCN obowiązuje kodeks etyki. Jak zaznacza przedstawicielka agencji, każda osoba uczestnicząca w procesie oceny wniosków podpisuje oświadczenie o jego przestrzeganiu.
Naruszył zasady
Oświadczenie musiał więc sygnować także Hamid Reza Karimi z Iranu. I to nie raz, bo członkiem Zespołu Ekspertów jest nieprzerwanie od 2021 roku. Tyle że zasady etyczne ekspertów NCN dotyczą zachowania poufności, dążenia do unikania konfliktu interesów, rzetelnego i bezstronnego sporządzania oceny, a więc jedynie tych aspektów działań, do których zostali przez agencję zaangażowani. Nic nie mówią o etycznym wymiarze zawodu naukowca. A w ten wpisuje się również aktywność publikacyjna. I tego właśnie dotyczy przypadek Irańczyka. Specjalizuje się w inżynierii systemów sterowania w motoryzacji, robotyce i energetyce wiatrowej. Od lat znajduje się w czołówce najczęściej cytowanych naukowców w inżynierii. Ukończył Uniwersytet w Teheranie, a od blisko dekady jest profesorem na Wydziale Inżynierii Mechanicznej Politechniki w Mediolanie. Taką też afiliację umieszczono przy nim na liście NCN.
W 2022 r. „coś dziwnego” stało się z jego tuzinem artykułów opublikowanych wcześniej w IEEE Xplore należącym do Instytutu Inżynierów Elektryków i Elektroników (Institute of Electrical and Electronics Engineer, IEEE). Wszystkie prace, zarówno te, w których był on jedynym autorem, jak i współautorskie, opatrzono jednakowo brzmiącym „powiadomieniem” otwierającym ich streszczenia: „Po wnikliwej analizie ustalono, że autor, Hamid Reza Karimi, dopuścił się naruszenia zasad etycznego publikowania, sztucznie zawyżając liczbę cytowań tego artykułu”. Jak powszechnie wiadomo, wskazana praktyka służy szybkiemu zbudowaniu pozycji badacza w międzynarodowym środowisku. O sprawie donosił portal forbetterscience.com, zajmujący się tropieniem nieuczciwych zachowań wśród naukowców. Dziś licznik Karimiego na Scopusie pokazuje imponujące liczby: 38 tys. cytowań przy 1200 publikacjach (IH = 105).
Równie oszałamiającymi wynikami może się poszczycić José Manuel Lorenzo (ponad tysiąc publikacji na koncie, 44 tys. cytowań i IH = 102), technolog żywności z Uniwersytetu w Vigo i kierownik Centrum Technologii Mięsa w San Cibrao das Viñas w galisyjskiej prowincji Ourense. Był ekspertem NCN w ub.r., a wcześniej – w 2021. W przerwie jednak nie próżnował, o czym również można przeczytać w El Pais. Poświęcono mu obszerny materiał. Tylko w 2022 roku nazwisko „największego na świecie eksperta od mięsa” pojawiło się przy 176 artykułach. Publikował średnio co drugi dzień, i to uwzględniając weekendy – obrazował dziennik. To o tyle dziwne, że zdecydowana większość badaczy z dziedziny Lorenzo publikuje co najwyżej kilkanaście artykułów rocznie. „Jego przypadek ujawnia mroczną stronę nauki” – komentował autor tekstu.
Lorenzo, nader skuteczny beneficjent systemu „publikuj albo giń”, w pewnym momencie rozszerzył swoje zainteresowania. Opublikował m.in. badanie na temat leczenia ospy małpiej, którego współautorami byli Irakijczycy, Hindusi i Pakistańczycy. Z kolei z grupą naukowców z Indii i Arabii Saudyjskiej napisał artykuł na temat leczenia chorób dziąseł jadem pszczelim. W rozmowie telefonicznej z dziennikarzem przyznał, że nie jest ekspertem w żadnej z tych kwestii i nie zna osobiście żadnego ze współautorów. Jak to możliwe? Gazeta podąża indyjskim tropem i wskazuje, że to jeden z tych krajów, w których skoncentrowane są tzw. fabryki artykułów (paper mills). Za odpowiednią opłatą oferują one współautorstwo prac. Lorenzo, pytany o tę kwestię, przyznaje, że ma świadomość istnienia rynku sprzedaży artykułów – nawet otrzymał kilka ofert – ale kategorycznie zaprzecza jakoby korzystał z takich usług. Dodaje, że często jest zapraszany do współpracy przez naukowców z Indii czy Pakistanu. Nie zawsze odmawia. Podaje przykład artykułu, przy którym ograniczył się do sprawdzenia wersji angielskiej, zaproponowania grafik i podpisania się jako współautor. Tym sposobem od paru lat nie schodzi poniżej stu artykułów rocznie. „Nie ma nawet czasu, żeby je przeczytać” – kąśliwie cytuje jednego z jego współpracowników El Pais.
Społeczny audyt
Ponieważ badaczy z ponadstandardowymi wynikami jest na liście ekspertów więcej, nasuwa się pytanie, czy przy podejmowaniu decyzji o powołaniu danego eksperta Rada NCN kieruje się głównie jego wskaźnikami bibliometrycznymi? Nie powinna – zastrzega rzeczniczka Centrum.
– Pod uwagę brane są: liczba i tematyka wniosków złożonych w danym konkursie, kompetencje kandydatów, ewentualne konflikty interesów oraz dotychczasowe doświadczenie kandydatów w pracach Zespołów Ekspertów NCN lub innych instytucji grantowych – wylicza Korzekwa-Józefowicz.
W przesłanej nam korespondencji zapewnia, że Centrum monitoruje jakość pracy ekspertów, a najważniejszym „bezpiecznikiem” – zarówno z perspektywy wnioskodawców, jak i całego systemu – jest to, że decyzje o ocenie wniosków i o liście projektów rekomendowanych do finansowania nie zapadają nigdy jednoosobowo. Każdy wniosek oceniany jest przez co najmniej kilkunastoosobowy zespół naukowców, co ogranicza ryzyko błędu lub jednostkowej nierzetelności. Eksperci, którzy nie sprawdzają się w swojej roli, lub do których pracy są merytoryczne zastrzeżenia, nie są ponownie zapraszani do udziału w ocenie wniosków.
– Elementem monitorowania pracy ekspertów jest m.in. coroczna publikacja listy osób zaangażowanych w ocenę wniosków. Upublicznienie listy ekspertów pozwala środowisku naukowemu na społeczny audyt ich pracy. Jeśli pojawią się sygnały o możliwych nieprawidłowościach lub nierzetelności, są one weryfikowane, a NCN podejmuje odpowiednie działania – zapewnia rzeczniczka.
W ramach „społecznego audytu” chcieliśmy się dowiedzieć, przy ilu wnioskach zaangażowani byli wymienieni wyżej naukowcy, kto konkretnie wskazał ich jako kandydatów na ekspertów, a także czy agencja sprawdzała ich naukową działalność, aktywność publikacyjną i czy nie budziły one jakichkolwiek zastrzeżeń.
– Centrum nie jest uprawnione do ujawnienia szczegółowych danych dotyczących prac ekspertów w ramach oceny wniosków, a wynika to z poufnego charakteru postępowań w tym zakresie, co ma zapewnić niezależność ekspertów – otrzymaliśmy lakoniczną odpowiedź.
Mariusz Karwowski
Pisze się o tych, co mają podejrzanie za dużo cytowań. Szkoda, że milczy się przy tym o tych, którzy cytowań mają niewiele lub nie mają ich wcale... Być może komuś to pasuje...
"Knowledge is Power"
Recenzent ma dostęp do kilku, a członek panelu ma dostęp do wszystkich projektów (ok. 100 w sesji) w całości ze szczegółami od hipotezy i jej uzasadnienia, przez wyniki wstępne potwierdzające hipotezę, a niepublikowane(!), metodykę, często z zakresem dawek po plan badań rozpisany w czasie. Gotowy przepis na tort z wisienką; wystarczy znaleźć wykonawców, którzy zrealizują badania w ciągu roku (ban NCN).
Że etyka naukowca wyklucza takie postępowanie? Idealizm. Polecam kilka linków pierwszych z brzegu: https://research-and-innovation.ec.europa.eu/document/download/09a49b8b-ddc8-43eb-856f-73ffbe5076c8_en?filename=ec_rtd_council-recommendation-research-security-fs.pdf
https://sciencebusiness.net/universities/chinese-scientific-espionage-germany-what-next
https://www.politico.eu/article/dutch-government-scientists-tech-national-security-espionage/
We współczesnym świecie uzasadnione jest pytanie jak NCN monitoruje recenzentów pod kątem nieetycznego postępowania lub wręcz przestępczej działalności szpiegostwa naukowego? Ostatecznie ma w nazwie "Narodowe".
Ale panie kolego, na tym oparta jest praca naukowa i np. publikowanie wyników. Oczywiście należy zdawać sobie sprawę z takiej ewentualności, ale jest to zwyczajne ryzyko zawodowe, przed którym można próbować zabezpieczać się w ten czy inny sposób, ale ono zawsze istnieje. Z tym że ryzyko na własnym podwórku z zasady jest większe, niż że jakiś random z zagranicy gwizdnie mi pomysł. Tak samo ryzyko negatywnej recenzji od miejscowego recenzenta jest (w mojej ocenie) większe, niż w przypadku recenzenta z zagranicy. Ciekawa byłaby ankieta na ten temat, rozpisana wśród naukowców, najlepiej z podziałem na dziedziny. Co do zagranicy, to osobiście raczej spotykałem się z koleżeńskimi zachętami. Na przykład niedawno jeden z istotnych profesorów z mojej branży, dowiedziawszy się, jaki składam projekt, powiedział że jeśli naprawdę liczę, że badania tego akurat problemu zostaną sfinansowane z rządowych środków w sytuacji, gdy branża jest uważana za strategiczną i podlega potężnemu lobbingowi, to chyba jestem głupi :-) Powód jego rozgoryczenia akurat znam: on już u siebie próbował się przebić z tą tematyką, niestety bez powodzenia. Ja nadal liczę, że projekt jednak zostanie uznany za ważny.
Czy ktoś zadał sobie pytanie dlaczego zagraniczni eksperci zajęci tworzeniem Nauki przez duże N znajdują czas na czytanie i recenzowanie polskich projektów? Czy tak dobrze płaci im NCN? Czy wgląd w polskie pomysły ma taką siłę przyciągania?
Tak, chodzi o pomysły. Doświadczyłem tego osobiście. Cztery lata walczyłem o grant, bezskutecznie. Nie składałem już po raz piąty, bo mój projekt zrealizowano za granicą. Dokładnie tak, jak go opisywałem we wniosku, z moimi założeniami, metodami itd.
U mnie też ukradziono grant - KBN - ale zrealizowano go w formie książki. Zrobił to profesor z Torunia UMK, który potem przez kolejne 25 lat niszczy mi kolejne kroki awansu - żałuję, że go nie zgłosiłam. Przynajmniej byłoby jasne, że jest konflikt interesów a tak - ten plagiator - w KBN, CK, RDN, NCN, i podobnych miejscach sprawuje szacowne funkcje i uwalił mi nie tylko granty ale odpowiednio wpływając na recenzentów i głosowania habilitację i nawet próbuje szkodzić moim doktorantom. Powinien być systemowy monitoring tego gdzie i co recenzent recenzuje i potem porównanie z tym co potem publikuje.
Bzdurne pytanie świadczące o braku wiedzy o tym, na czym polega praca uczonego. A dlaczego ja znajduję czas na czytanie i recenzowanie np. projektów angielskich? Albo na recenzowanie publikacji?
Rachwald pracuje naukowo, ubawiłem się. Ale pisanie komentarzy to nie praca naukowa. Jak patrzę na te komentarze i ich poziom braku logiki to Boże broń nas przed takimi recenzentami.
Przebóg, jam poznan!
Szanowny Panie Alku, ja Panu powiem szczerze, że jakbym lata temu wiedział ile można mieć wolnego czasu na pisanie postów non stop tu i na naszej grupie Reddit jak Pan w ciągu dnia i jeszcze dostawać za to pieniądze to bym wybrał Pana specjalność naukową, a tak to mogę tylko późnym wieczorem, bo człowiek ciągle siedzi w laboratorium. Jedyne co by mnie ograniczało to słaba wątroba bo znam kilku leśników i patrząc na Pana stopień naukowy to na pewno jest Pan wybitnym koneserem fermentowanych napojów, bo tylko najbardziej wytrzymali dochodzą do habilitacji i później profesury (wierzę że kiedyś Pan da radę). Kiedyś jeden profesor tej specjalności mnie poczęstował marynowanymi jak dla mnie trującymi grzybami, które były jakimś cudem jadalne po tym procesie marynowania itp. Także świetne praktyczne umiejętności życiowe macie po tych studiach. Ogólnie pozdrawiam i zazdroszczę wyboru właściwej ścieżki naukowej, ale 30 lat temu niestety nie było to takie oczywiste. Fajnie by było przy okazji nie robić z siebie świetoszka lub wszechwiedzącego, bo komentarze na Reddit od Pana też jakieś wybitnie poważne nie bywają i raczej nikt Pana nie poucza, a tu może młody człowiek nie wie to pyta.
Dziękuję za uznanie.
Dlatego niewiele osiągnął w nauce a do zespołu ministerialnego wstawił go kolega. Całymi dniami siedzi i troluje na FA i Redicie. Proszę nie tracić na niego czasu. Znany jest w środowisku ale niestety tylko z negatywnej strony. Przez habilitację przepchał go stary profesor i już wtedy to było słabe a jego dorobek naukowy jest stały - stale się nie zmienia.
Bardzo konstruktywny komentarz.
Oni już sobie poszli. Anonimowy fanklub producentów makulatury wpadł na jeden dzionek, nakrzyczał na nas, pochwalił swój patriotyzm, nadał obowiązkowy program na Niemca (a w istocie na Żyda akurat) oraz na posługiwanie się językiem angielskim, po czym oddalił się. Faktycznie, przy tej okazji ja zaliczyłem jakiegoś psychofana (właściwie dwóch), ale słabo zorientowanych, bo napisali głupstewek. Zresztą może umyślnie, kto ich tam wie, chłopaczków (a może dziewczynki, stwierdzić trudno). Co do zasady nie warto się nimi interesować, chyba że moderacja. Do dyskusji o nauce nic tutaj nie wnieśli, sławy też nie zdobyli, bo przecież jeden w jednego anonimy. Niektórzy po prostu mają za dużo czasu, pewnie z braku hobby...
Panie kochany, niech Pan tak się nie unosi, wszyscy Pana uwielbiają i tyle, tak jak na naszej grupie i naszego drugiego mędrca z Lublina. Nikt tu nie jest Pana psychofanem, tylko mile spędzamy czas (przynajmniej ja) czytając między innymi Pana wybitne komentarze. To że wybrał Pan podpisywanie się pełnym imieniem i nazwiskiem to Pana wybór, a jeżeli "anonimowe" komentarze Panu nie odpowiadają to może warto napisać do admina żeby dopuszczał komentarze tylko z profilu zaufanego. A po angielsku raczej wszyscy mówią i tu panowie poniżej raczej stwierdzili oczywiste, że porozumiewamy się po Polsku i nie jest to kulturalne żeby na takim forum pisać w języku obcym w takich delikatnych sprawach jak polityka i nauka jeszcze opisujące nasze podwórko. Sugeruję, żeby właśnie skupić się na tym naszym przepięknym polskim języku, bo pewnie przez przypadek lub z uwagi na rzadkie korzysystanie z naszego pięknego języka potencjalnie może Pan obrazić osoby narodowości żydowskiej tym powyższym tekstem. To tak jak jeżdżę na wykłady do NY i rozmawiam z kolegami narodowości żydowskiej i nigdy nie zwrócił bym się do nich z pytaniem" are You a Jew?" tylko " are You Jewish?". Także są osoby narodowości Żydowskiej, a inne opisy mogą się kojarzyć z poniżaniem tej grupy lub wręcz antysemityzmem. A Pan Schneider no cóż więcej by ugrał gdyby nie grał kartą wykluczenia z uwagi na przynależność etniczną i atakując w ten sposób każdego, kto z nim się nie zgadza. Ja osobiście odbieram go jako zacnego Niemca tak jak Pana jako zacnego Polaka, mimo że nazwisko brzmi jak trochę niemieckie. Pozdrawiam serdecznie i niech się Pan nie obraża, myślałem że Pan jak ja starej daty i nie obraża się o radosne teksty komentarzy.
Ależ nie obrażam się, tylko widzę z grubsza, z kim mam - nazwijmy to - przyjemność. I owszem, bardzo chętnie porozumiewam się w naszym pięknym języku. I nie ma to związku z faktem, że obrażanie się na to, iż na forum naukowym ktoś akurat posłużył się językiem nauki, uznałem za ciekawy paradoks. A że na forum naukowym parę osób najwyraźniej nie zrozumiało dość prostych komentarzy wygłoszonych w tym języku...
Przy okazji, jeśli szanowny kolega jest tym samym Jarkiem, co wczoraj, to główna teza wczorajszego komentarza była chybiona, bowiem nie jestem leśnikiem i nie studiowałem tego kierunku. Zatem grzybki (o sugestiach dotyczących alkoholu przez grzeczność nie wspominając) trzeba będzie przypisać komu innemu, czego żałuję, bo nie jestem ponad przyjemności życia. Jarku... :-)
Pan Karwowski powołuje się na stronę For Better Science która prowadzi Leonid Schneider który nie jest naukowcem tylko politykiem partii zielonych i atakuje przeciwników politycznych czyli osoby funkcyjne w różnych krajach Europy. Strona ta została zablokowana na terytorium Włoch a w wywiadzie https://erlensee-aktuell.com/2024/08/21/leserbrief-von-leonid-schneider-zum-erlensee-aktuell-sommergespraech-mit-horst-pabst/ Leonid Schneider wzywa do przewidzenia Niemców na świecie. Partia zielonych w Niemczech ma długą historię współpracy niemiecko-rosyjskiej. Gratuluję artykułu o współpracy rosyjskiej w których redaktor powołuje się na polityka o długiej współpracy z Rosją. Co na to fani ataków na polskich naukowców i osoby powołujące się na na for better science? Na prawdę nie widzicie o co toczy się gra zwłaszcza na Śląsku opolskim? Opole Gliwice i ruchy autonomii Śląska.
Bzdurki, w dodatku pisane łamaną polszczyzną. Tutaj też już włazicie?
Która część jest bzdurą, przecież to potwierdzone informacje. Sam Schneider to potwierdził. Czynny polityk partii proputinowskiej. Cała narracja się wysypała a głupio się przyznać że się powielało dezinformację a tym samym jest się trollem w tym przypadku leśnym. A mój język też jest z translatora?
To po prostu nieprawda. Ale jak widać wszystko można anonimowo napisać w obronie naszych miglanców pompujących sobie dorobek prawem i lewem.
W tym poście jest link i wystarczy włączyć translatora jeżeli ktoś nie mówi po niemiecku. Na tym forum sam Schneider potwierdził że jest politykiem z partii zielonych. U Pana to raczej partia zielonych w czym innym.
Nie, nie potwierdził. Ale to znowu było po angielsku, więc znany problem.
Polityk bez FB i innych narzędzi promujących swoje stanowisko polityczne? Mało zdjęć w internecie tylko jakieś rysunki postaci? Przecież to zwykła gra służb rosyjskich w Niemczech żeby było go potem trudno na granicy zatrzymać. Podobnie było z tym sędzią z Białegostoku co uciekł na Białoruś. On też unikał publikowania zdjęć tylko działał na grupach na Whatsapp.
The Green Party is pro-russian, putin is a good Christian, and Hitler was a Jew, did I sum your views up correctly?
Przepraszam bardzo, ale co to ma być, czy to jest forum w języku polskim czy pozwala się już na komentarze w innych językach, bo zaraz nam w cyrylicy czy chińskich krzaczkach zaczną pisać. Gdzie jest jakiś moderator? Czemu dopuszcza się takie treści i wychwalanie największego zbrodniarza w historii. Chce Pan tu pisać to ma Pan narzędzia, choćby google translate I trochę pokory. Panie Dr Schneider myślałem, że Pan jest poważny, ale to nie jest Pana forum i proszę zachowywać się z godnością, a nie takie chamstwo w tekście. Myślałem, że Pan jest dziennikarzem, a nie politykiem. A tu wychodzi słoma...
Najwyraźniej kolega nie zrozumiał przedmówcy, może dlatego, że napisane po angielsku. I tak, język angielski jest międzynarodowym językiem nauki, w tym języku porozumiewają się naukowcy z różnych krajów. Warto przywyknąć.
Szanowny Panie, proszę się tak nie gorączkować, Niemiec chce to napisał jak mu się podoba. Oni są tu obecnie najważniejsi. Poniżej ma Pan wpisy kolejnych akolitów m.in. w osobie naszego profesora Wojtaska, dziwię się tylko że po angielsku, a nie w języku rosyjskim lub ukraińskim, bo wysoko oceniam jego zdolności i podejrzewam, że to poliglota. W sumie brakuje tylko żeby zrobili coś na podobieństwo hołdu pruskiego swojemu idolowi. Myślę, że niestety być może nie zrozumieją tego co napisałem, bo używam języka polskiego, który widać jest dla nich mniej ważny. A czy naprawdę widzi Pan różnicę w tym czy on jest politykiem czy 'dziennikarzem'. No może nikt o tym nie miał wiedzieć, bo to nie pasuje już do koncepcji niezależności i jedynego źródła dochodu. Czas pokaże jaki z niego polityk i czemu go tak ten post zabolał, że musiał tu wkroczyć z komentarzem. Zresztą Pan Dr Schneider jak sam tu podkreśla nie jest politykiem z górnej półki, tylko przynależy do Partii, która ma całkiem przypadkiem wpływ na bardzo wiele rzeczy. No i dowiedzieliśmy się, że wg naszego detektywa profesora Wojtaska osoba, która przychodzi na polskojęzyczne forum musi być delikatnie mówiąc ograniczona jeżeli nie rozumie angielskiego. Co najwyżej mógł tu odpisać po ukraińsku dla Pana, bo Polski to chyba wg jego wypowiedzi język plebsu i ograniczonych jednostek.
Szanowny Adamie,
W obecnych czasach, jak to ktoś już tutaj zauważył, Google przetłumaczy prawie wszystko. Ale i bez Google'a mogę Panu odpowiedzieć po rosyjsku (w czasach, gdy chodziłem do szkoły, był to obowiązkowy język obcy), niemiecku i japońsku. Ponieważ posługuję się i językiem niemieckim i rosyjskim, jestem zapewne idealnym kandydatem na niemiecko-rosyjskiego agenta/szpiega (no może tylko trochę mniej idealnym od Leonida Schneidera), co już kilkukrotnie sugerowano na różnych forach. A to, że ktoś nie rozumie języka obcego, wcale nie świadczy o tym, że jest ograniczony, tylko że się go nie nauczył.
Ma Pan jak zawsze rację Panie profesorze. Gratuluję umiejętności Panie profesorze, jak to mówią ilekroć człowiek poznaje nowy język po tylekroć staje się nowym człowiekiem. Także chylę czoła przed Pana umiejętnościami językowymi i cieszę się, że podzielił się Pan z uczestnikami forum tymi informacjami. Pewnie łatwiej Panu w takim razie rozmawiać na żywo lub na miejscu podczas wzajemnych wizyt lub odwiedzin z Panem dr Schneiderem w Niemczech lub w Opolu naszej jeszcze polskiej stolicy piosenki. Jeszcze raz gratuluję i zdrowia życzę, i żeby te umiejętności językowe pozostały z Panem jak najdłużej.
Zapomniał Pan napisać o Pana teczce w IPN. To jest oczywiście dla każdego do sprawdzenia po drugim imieniu i dacie urodzenia- dostępne informacje na Wikipedii.
Tak, zapomniałem napisać, że jako 15-latek w 1979 donosiłem na Arcybiskupa Nossola do SB. Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa.
Przecież w tym poście nikt nie pisze o Putinie czy Hitlerze. Uderz w stół a nożyce się odezwą. Proszę czytać ze zrozumieniem a nie wprowadzać swoją dezinformację poprzez głupie prowokacje. A to że Zieloni mają długą historię współpracy z Rosją nie jest żadną tajemnicą. A kto blokował przekazywanie broni na Ukrainę. Pan Hirst Pabst już dawno o tym pisał dlatego został w Niemczech zaatakowany.
1. Greens are the only pro-Ukraine and anti-putin party in Germany, Ukraine only got weapons because Greens convinced the Social Democrats. But yes, i understand that in for certain folks in Poland everyone is pro-russian except for the good and fine people of Konfederacija, PiS, AfD, FPÖ, Fidesz, and of course russia itself.
2. I am only a member of the Green Party, not a politician. I hold no public offices whatsoever.
3. Those who demand I answer your unhinged insults Polish can go take a hike. I can answer in Ukrainian though.
To ciekawe co Pan mówi, no już większych absurdów w życiu nie słyszałem. Myślałem, że Pan jest poważny, ale że co zieloni są antyputinową partią? To chyba rzeczywiście ma Pan wszystkich Polaków za niespełna rozumu. Mieszkając w Niemczech od lat dobrze wiem, że Grünen/Bündnis 90 są od lat najbardziej proputinowską Partią! Pan naprawdę jest Ukraińcem mieszkającym w Niemczech i wybiera Pan taką partię? Proszę państwa, pierwsza lepsza publicystyka: ...Die Lieblingsformation des Kreml firmiert unter dem Namen „Die Grünen/Bündnis 90“... https://www.thepioneer.de/originals/thepioneer-briefing-business-class-edition/briefings/putin-und-die-gruenen-ziemlich-beste-freunde.
Koniec tematu Skoro jest Pan członkiem tej organizacji to ja już nie mam wątpliwości z kim mamy do czynienia i skąd ta furia i Pana komentarze, szczególnie na naukowców w Niemczech, którzy sprzeciwiali się idiotycznym pomysłom zielonych. Mam tylko nadzieję, że Pan profesor Wojtasek się zreflektuje i przejży na oczy i nie będzie narzędziem w grze politycznej, bo do teraz szanowałem jego pracę na rzecz rzetelności naukowej.
Dear Leonid,
No worries, please ignore those trolls orchestrated by fraudsters mentioned in your articles. Integrity is still there, in Poland. Minister Zioło-Pużuk is aware of the problem, and hopefully, we will see some actions to punish those silly paper-millers.
They attack in panic on PubPeer. They are scared.
Understandably, their scheme is falling apart.
Ale facet ma za uszami i chyba coś nie tak z nim gdy pisze że " Uczciwość nadal istnieje w Polsce." Słońce i guru co to jest wychwalany przez tego pana od uczciwości mówi wprost: Mamy demokrację walczącą, prawo to my i jak my ją rozumiemy, MS pokazuje jakie to jest, a jak nie to silnych ludzi wyślemy i wyprowadzimy tych co nam się nie podobają, bo my mamy stołki i misę więc się nie przejmuj tymi co są Polakami, bo " Uczciwość nadal istnieje w Polsce." to my ją jesteśmy, co to popieramy resety, wywalanie na bruk rodowitych Polaków, i zapewniamy siłę roboczą Tobie el.
Fajnie się tam bawiliście na tych politechnikach i w instytutach. Fajniusio.
Pisemka fajne rozsyłacie, szkoda, że lądują w koszu na śmieci.
To jedna osoba pisze, czy macie cały zespół?
W każdym razie, pozdrawiam wszystkich!
Ja tylko jestem członkiem… a Pana koledzy tylko wykonywali rozkazy. Powinno się zrobić listę współpracowników Pana Schneidra i zobaczyć co powiedzą: my nie wiedzieliśmy, to nie ja, ja tylko przekazywałem to dalej żeby inni wiedzieli co się dzieje i oczywiście ja tylko wykonywałem rozkazy. Włosi i Francuzi są mądrzejsi od nas i już dawno zablokowali stronę FBS i jej dezinformację.
Don't worry. Those who demand that you respond in Polish simply don't understand English - see the comment below - "Krystyna" simply doesn't know the meaning of the phrase "go take a hike".
Tak, Niemiec będzie pisał Polakom żeby się wynosili, najlepiej z Polski. Pokazał Pan teraz jak równo ma Pan poukładane. To nie 1939 więc proszę brać swoich kolegów i wracać tam skąd Oan przyszedł. Przepraszam czytelników ale jestem oburzona tym człowiekiem i jego dezinformacja chamstwa. No nie wierzę że tak się dzieje w wolnej Polsce.
Jestem pod wrażeniem, ze Forum Akademickie przyciąga nie dość, że trolli, to jeszcze tak nierozgarniętych. Łaskawa pani, zwracam uwagę, że to jest miejsce przeznaczone na dyskusje akademickie. Wiem, ze anonimowo można wszystko, ale jakiś wewnętrzny wstyd powinien w naszym środowisku istnieć.
Ale ten komentarz był na poziomie akurat. Że też FA przyciąga nierozgarniętych polityków. Ze strony forest monitor o m.in. Rachwaldzie i radzie ochrony przyrody w której jest Rachwald:
„został wybrany właśnie na bazie przekonań politycznych oraz osobistych ministry i jej zastępcy, będących doskonałym paliwem walki politycznej.”
A, to jacyś pracownicy LP piszą, najczęściej anonimowo. Wielu pracowników LP ma taki stosunek do całej Państwowej Rady Ochrony Przyrody, od kiedy przestała być milczącym zapleczem ministra Szyszki. Warto zwrócić uwagę, że jest to w kontrze do oficjalnego stanowiska np. DGLP. Nie warto się przejmować tymi głupstewkami, to tylko biznes leśny walczy o swoje, co oczywiście można zrozumieć. Gorzej, że jak widać uznaje się tam tylko kryteria osobiste, najwidoczniej nie uznając istnienia merytorycznych.
Korekta, sprawdziłem źródło. Jest to tekst autorstwa dyrektora firmy WIREX, produkującej sprzęt tartaczny, zatem nie leśnika. Mea culpa, przepraszam leśników za posądzenie. Natomiast zdanie o biznesie leśnym walczącym o swoje pozostaje tym bardziej aktualne, chociaż zaangażowanie w to polityki nie jest merytoryczne. Gdyby napisał konkretnie o poniesionych stratach, byłoby to bardziej zrozumiałe. Z drugiej jednak strony tekst zawiera tyle ciepłych słów pod adresem PROP ("najlepsi z najlepszych" itd.), że poczułem się nawet pochlebiony tym bardziej, że to w końcu opinia prostego fana, niefachowca.
A perfect answer to a Ukrainian Jew on 80th anniversary of the end of WW2.
I wonder if most of these unhinged and hateful comments come from my upset "customers", already on For Better Science?
You boys and girls can continue without me now. If anything, you have my address, so you can drive over and beat me up.
Goodbye.
I am convinced of that. They have been appearing here for some time now, more or less since the scandal with that Królczyk et consortes broke out.
Tak rocznica wyzwolenia Polski i Polaków, zwłaszcza kobiet przez Armię Czerwoną. Retoryka Rosjanina który uważa że powinniśmy być wdzięczni za wyzwolenie. Ani Polacy ani Ukraińcy nie zostali wtedy wyzwoleni.
lekarz już nie pomoże temu biednemu, w biologii jedyna nadzieja na rozwiązanie problemu tego, no właśnie kogo?
Agenta WD40 dla wtajemniczonych
Bye, na placu czerwonym zaczęła się właśnie defilada i trzeba pomachać czerwoną flagą. Na stronie FBS można kasować komentarze a tu Polacy nie chcą się słuchać i piszą prawdę. W merytorycznej rozmowie niewiele ma Pan do powiedzenia.
A o co się toczy gra? Śmiech bierze i chce się .... Gdy się wybiera takich co pomiatają tymi co ich wybrali, to o co chodzi w tej grze. Nie wiem czy ci co teraz tak się obrażają nadają się do zbierania szparag, czy może do zamiatania. Sami sobie gotujemy te "luksusy" więc cicho siedzieć i chwalić tych co wybraliście. Ksywkę wam Sławek N. darował i cieszcie się że tacy jesteście.
Ale jakoś nikomu nie przeszkadza, że na tej liście jest cała masa miernych naukowców, publikujących głównie w MDPI. To jest ok dla p. Karwowskiego i komentatorów. Ja wolę, żeby mój wniosek recenzował ktoś z tych wymienionych w artykule niż jakaś miernota z H10 ledwo nabitym na MDPI.
Chyba nie dotarło do ciebie to, że zarówno index H, jak i wszelkie wskaźniki bibliometryczne są polem licznych nadużyć, patologii, a tym samym uległy kompromitacji. Na świecie stanowią dziś jedynie narzędzie pomocnicze.
Wchodzę na Scopus, patrzę z kim z Polski publikuje prof. José Manuel Lorenzo i znajduję Prof. Ryszarda Amarowicza z Olsztyna (19 prac) i prof. Krystiana Marszałka, Radnego NCN (16 prac, czyli więcej niż ma ze sławnym Dr. Aminem Khaneghah). Przypadek?
Tak. Wołacz. Albo celownik.
Ciekawe, że obaj ci polscy profesorowie mają już całkiem spore kartoteki na PubPeer.
Rosyjska dezinformacja for better Science służy do wytykania współpracy Hiszpana z Rosją w Polsce. Ubawiłem się poziomem tego artykułu. Dla ociężałego czytelnika.
Karwowski w akcji, na prawie dwa tysiące recenzentów znalazł 3 i to takich którym nic nie udowodniono. Już cały świat nie może współpracować z Rosją ok rozumiem ale z Arabią Saudyjską? To które kraje są niegodne współpracy z wybitnymi naukowcami z Polski? Najlepiej nic nie robić a brać kasę za 240 godzin w roku.
"To które kraje są niegodne współpracy z wybitnymi naukowcami z Polski?"
Może Iran? Przypomnę pana Mehdiego Rahimi-Nasrabadiego, współautora licznych publikacji prof. Hermanna Ehrlicha i Teofila Jesionowskiego.
https://forbetterscience.com/2025/02/21/schneider-shorts-21-02-2025-i-reviewed-the-facts-and-could-not-find-any-scientific-misconduct/#poznan
Ten pan jest afiliowany z Baqiyatallah University of Medical Sciences, uczelni będącej m.in. kuźnią kadr Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej. Proszę sobie poczytać o tej organizacji. Jest też afiliowany z uniwersytetem ITMO w Sankt Petersburgu. W roku 2022 był afiliowany z Uniwersytetem Adama Mickiewicza.
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S1226086X22003951?via%3Dihub
Z uniwersytetem ITMO jest też obecnie afiliowany Amin Mousavi Khaneghah. W Instytucie Biotechnologii Przemysłu Rolno-Spożywczego został zatrudniony w lipcu 2022. Coś ważnego wydarzyło się w tym roku? Też nie widzicie związku? To może poczytajcie sobie komentarz pod artykułem na For Better Science na temat międzynarodowych siatek irańskich w zachodnich instytucjach badawczych. Darmowy transfer wiedzy do Iranu.
https://forbetterscience.com/2025/01/31/schneider-shorts-31-01-2025-falsified-narrative-as-part-of-cognitive-war/#comment-762605
Pan Karimi podaje dwie afiliacje - Politecnico di Milano i Iran University of Science and Technology. Pan Karimi jest inżynierem. Może uczestniczył w opracowaniu dronów shahed? Wśród jego polskich współautorów znajdziemy m.in. pracowników Wojskowej Akademii Technicznej. Swoją drogą ciekawe będzie sprawdzenie ilu jeszcze pracowników polskich uczelni wojskowych współpracowało z Irańczykami. Tylko, że człowiek już nie wie za co się złapać. Gdzie nie wdepnę, tak większe bagno. Współpracę z takimi ludźmi można wytłumaczyć na dwa sposoby. Albo jesteście tak zaślepieni żądzą kariery, że nie widzicie tego, co się wokół was dzieje, albo doskonale zdajecie sobie z tego sprawę i prowadzicie taką współpracę mimo to dla własnych korzyści. Chyba nie muszę pisać jak się nazywa takie działanie. Może otrzeźwiejecie, gdy shahed uderzy w wasz dom? Tylko wtedy może być już cokolwiek za późno.
Według pana polscy naukowcy nie powinni współpracować z irańskimi naukowcami?
Co najmniej ze znaczną ostrożnością.
@ Alek Rachwald,
Zgoda. Niemniej polecam panu Iran jako cel potencjalnej podróży na Bliski Wschód. Uchodzi za perłę Islamu, a zarazem jego mieszkańcy są życzliwi i gościnni względem turystów. Tam lubią i cenią Polaków, a czego dowodem jest wyjątkowo czysty i zadbany polski cmentarz w Isfahanie. Jeżeli pojedzie pan tam raz, to będzie pan powracał. Polubiłem ten kraj i naród. Jeżeli Iran wyjdzie z międzynarodowej izolacji, to w nieodległym czasie zostanie mocarstwem tego regionu.
Zasadniczo już nim jest. Jednak prowadzenie przez ten kraj agresywnie fanatycznej polityki oraz wspieranie militarne i polityczne moskiewskiego reżimu skutecznie blokuje ewentualne ambicje Iranu w kierunkach bardziej, nazwijmy to, cywilizowanych.
@ Alek Rachwald,
Jeżeli chodzi o ustrój polityczny współczesnego Iranu, to właściwie mamy model hybrydowy łączący elementy demokracji i religijnej dyktatury. Natomiast współpraca z Rosją i Chinami ma dla Iranu, jako państwa podlegającego międzynarodowej izolacji ważne znaczenie. Obydwa kraje zainwestowały w Iranie konkretne fundusze, co też powinno być jasnym sygnałem dla USA i Izraela. Iran, to nie Irak, Libia czy Syria. Należy też pamiętać, że udział państw G 7 maleje w gospodarce, wymianie handlowej globu, choć nadal 70% bogactwa świata jest w rękach Zachodu.
Taaa, dzień, w którym Rosja, Chiny i Iran obejmą władzę nad światem, będzie dniem powszechnej szczęśliwości. Ostoje wolności i demokracji. Dlatego mamy np. takie zestawy – Zhixiong Li/Arash Karimipour/Danil Pimenov. Albo takie:
Zarifi D., Farahbakhsh A., Mrozowski M. (2025) An ultrawideband monopulse feed with slant polarization for tracking radar systems, Scientific Reports, 15(1), 3593
https://www.nature.com/articles/s41598-025-87956-y
Dla kariery zrobicie wszystko i jeszcze wymyślicie bzdurne usprawiedliwienia dla współpracy z irańskimi papiernikami.
A prof. Zhixiong Li doświadczył retrakcji siódmej publikacji finansowanej z projektu UMO-2020/37/K/ST8/02748.
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0167732225008463?via%3Dihub
Człowiek przestaje już za tym nadążać. Nie dziwię się, że NCN też nie ma na to czasu, choć chyba powinno.
@ Hubert Wojtasek,
Dziś świat jest wielobiegunowy. W ogóle Zachód to nie jest cały świat, a jedynie jego wycinek. Ponadto nigdzie na świecie wbrew pozorom nie ma wolności i demokracji, w dosłownym rozumieniu tych terminów. Natomiast współpraca polskich i irańskich uczonych, to nie moja, ani pana sprawa. Polscy uczeni nie są jednocześnie śledczymi, aby weryfikować pod kątem papiernictwa irańskich uczonych czy jakichkolwiek innych. Ponadto ja jestem spoza krajowego środowiska akademickiego i naukowego stąd pana uwagi pod moim adresem o karierze i współpracy z irańskimi papiernikami są chybione. Właściwie, to czym się pan zajmuje na co dzień?
Jeśli Panu nie przeszkadza, że shahedy zabiły setki, a może i tysiące Ukraińców, to ja też nie widzę przeciwwskazań.
@Hubert Wojtasek
Panie Hubercie, nie wchodzac w szczegoly calej dyskusji, a odnoszac sie tylko do powyzszego pytania o wspolprace:
Wydaje mi sie, ze o ile nie ma jakiejs decyzji na poziomie krajowym co do zamrozenia relacji pomiedzy Iranem a Polska, nie ma co wprowadzac takiego "blanket ban" na wspolprace z tym krajem. Natomiast mozna uznac Iran, jako kraj nalezacy do grupy "sensitive", co uniemozliwiloby na przyklad wpolprace na poziomie wojskowym czy tez w domenach bezposrednio istotnych strategicznie, na przyklad w energetyce.
Trzeba pamietac o tym, ze wspolprace w takich domenach, jak kultura czy nauka, czesto sa niezwykle pomocne w przelamywaniu barier i nawiazywaniu dialogu, co moze miec wielkie znaczenie, rowniez polityczne. Jest szansa, ze jesli Iranczycy beda widziec, ze "lepszy swiat" istnieje, beda chcieli w tym kierunku podazac lub przynajmniej miec z nim dobre uklady. Nienawisc i brak dialogu zwykle nie prowadza do polepszenia jakiejkolwiek sytuacji.
Panie Marcinie,
Szanuję Pana za komentarze na tym forum, ale w tym przypadku nie mogę się zgodzić. Za wschodnią granicą mamy wojnę trwającą już ponad 3 lata, w której zginęły setki tysięcy ludzi. A Iran jest krajem najaktywniej wspierającym agresora. W czasie wojny sprawy kultury i nauki muszą zejść na dalszy plan. Poza tym w swoim życiu miałem okazję spotkać ludzi z jakichś 30 krajów. Te doświadczenia nauczyły mnie, że pewnych narodowości lepiej unikać, bo uwarunkowań kulturowych po prostu nie da się przeskoczyć. Czytał Pan może komentarz na For Better Science, do którego link umieściłem powyżej? Niestety, wydaje mi się, że dobrze opisuje on rzeczywistość.
Naukowcy z różnych państw współpracują ze sobą, co jest zjawiskiem naturalnym i pożądanym, bez względu na formę ustroju danego państwa i inne kwestie. Jeżeli chodzi o Iran, to ich sektor szkolnictwa wyższego i nauki jest na wysokim poziomie (wyższy niż w Polsce). Na Bliskim Wschodzie jedynie Izrael ma wyżej rozwinięty sektor wiedzy. Natomiast polscy naukowcy współpracują z kim tylko mogą. Do potęg naukowych globu nie należymy, a polska nauka jest finansowana na poziomie wydatków na sektor B+R Berlina jako landu RFN. Czego pan oczekuje? Zdobycia pucharu Ligi Mistrzów?
Naukowcy z różnych państw współpracują ze sobą, owszem. Ale przecież znamy sytuacje, w których naukowcy z państw totalitarnych lub po prostu państw-agresorów włączali się w "wysiłek wojenny", wspierając wiedzą i autorytetem swoje rządy w ich dążeniu do panowania nad światem lub nad własnymi obywatelami. Filozofowie uzasadniali żądzę władzy (widzimy to dzisiaj w Rosji), fizycy pracowali nad "cudowną bronią" (tak było w Niemczech hitlerowskich). A to tylko wyrywki z wyrywków. Irańskie rakiety też nie są projektowane przez niepiśmiennych fellahów. Jest to powód, dla którego idea "współpracy z kim się da" nie dźwięczy zbyt czysto.
@ Alek Rachwald,
Ogólnie zgadzam się z treścią pana postu powyżej, ale nie chciałbym aby polityka blokowała współpracę pomiędzy naukowcami różnych państw globu. Nawet jeżeli ta współpraca niesie pewne ryzyko czy nie dźwięczy zbyt czysto, jak pan powiedział. Czasami bywa tak, że czynniki zewnętrzne ograniczają kontakty np. Polska Akademia Nauk przez wiele lat realizowała projekty badawcze z Rosyjską Akademią Nauk, Rosyjską Akademią Nauk Rolniczych i Rosyjską Akademią Nauk Medycznych, ale restrukturyzacja tych instytucji w latach 2013-2020 przyczyniła się do zapaści dotychczasowych bilateralnych relacji i ostatecznie likwidacji przedstawicielstwa PAN w Moskwie. A wybuch wojny na Ukrainie całkowicie zamroził kontakty między nauką rosyjską a polską. Natomiast ma pan racje, iż w państwach stanu wyjątkowego na ogół naukowcy wspierają wiedzą i autorytetem swoje rządy, a szczególnie w trakcie wojny. Jednak ten sam proces ma miejsce w państwach demokratycznych. Unikam celowo pojęcia totalitaryzmu, gdyż jest ono puste tzn. można mówić o ideologiach totalitarnych, które pragną ukształtować nowego człowieka od narodzin do śmierci w drodze indoktrynacji, ale trudno zastosować pojęcie totalitaryzmu w odniesieniu do państw, jako zróżnicowanych systemów polityczno-prawnych.
Panie Piotrze, dla Pana to zawsze będą tylko jednostkowe przypadki — bo wygodniej nie widzieć problemu. I właśnie dlatego Polska i Europa różnią się od USA. Ale Pan i tak tego nie pojmie, bo trzeba by chcieć zrozumieć coś więcej niż własną narrację.
Kilka dni temu ministerstwo chwaliło profesora z Olsztyna który publikuje 70 artykułów rocznie. Profesor jest świetnym specjalistą. To że ktoś dużo publikuje nie znaczy że te publikacje kupuje. A kto ma robić recenzje grantów? Ktoś z IH 4?
Czy te 70 artykułów to samodzielne dzieła? Czy może jest kierownikiem albo dyrektorem instytutu i ma propozycję nie do odrzucenia?. W życiu to przerabiałem, napisałem publikację, idę do szefa pochwalić się i prosić o błogosławieństwo, a tu słyszę, że manuskrypt nie nadaje się do niczego, do kosza z nim. Wracam sfrustrowany i mówię do znajomych, że nie będzie publikacji, a taki byłem dumny z niej i z tego co tam napisałem. Znajomi mówią, pokaż nam. Oczywiście, że do niczego, dopytuję się, a oni pytają czy wiem kto jest szefem. Zrozumiałem, poprawiłem, idę znów do szefa i eureka. O, teraz to publikacja nadaje się, jest super i do wysłania.
Proszę o nazwę instytucji. Jeśli dyrektor decyduje, jaką pracę publikować a jaką nie, nie ma ona prawa istnieć.
Proszę poprzeć wpis " Magda w Nowa ewaluacja co 5..." "w naukach humanistycznych kiedy jesteś jedynym autorem artykułu, a i tam zwykle masz szefa, więc zapełniasz 1/2 slotu." Myślałem, że to było i że minęło, ale widzę, że byłem w błędzie. Jak się ma szefa, a szef to szef i wie jak działać by nic nie robić i na swoje wyjść i mieć co trzeba. Teraz już nie prosto z rury a z jedynki wychodzi 1/2.
Mize 20 lat temu, dziś nikt nie pyta szefa czy może publikować no chyba że chce w MDPI i potrzebuje pieniędzy
Eksperci , eksperci - a jak to przekłada się na realną wartość czy ocenę naszych osiągnięć naukowych ?? Podejrzewam że karawana jedzie dalej !!!!!!!
Panele ekspertów to jest jądro ciemności NCN. Recenzenci są listkiem figowym. Granty przyznają de facto panele ekspertów. Kumoterskie relacje pomiędzy ekspertami NCN są tajemnicą poliszynela. Mechanizmy, które miały chronić niezależność ekspertów są wykorzystywane do cementowania układu kumoterskiego w NCN. Po podwyższeniu wynagrodzeń w grantach NCN będzie jeszcze gorzej. Mamy tylko dwie drogi wyjścia z obecnego bagna. Pierwsza to likwidacja NCN i przeniesienie całej kasy do dotacji dla uczelni i zobowiązanie uczelni do transparentnego wydawania tej kasy (pełna jawność, wszystkie faktury w internecie dostępne dla każdego). Druga droga to likwidacja wynagrodzeń w grantach NCN
Przeniesienie środków z NCN do uczelni oznaczałoby chyba koniec badań naukowych w Polsce. Uczelnie wydadzą te pieniądze na wszystko, tylko nie na badania. A jeśli już będą musiały wykazać się publikacjami, to wystarczy, że zatrudnią sobie naukowców, których główne miejsca pracy i źródła finansowania są za granicą, albo po prostu papierników. Przecież to jest powszechne zjawisko.
Likwidacja wynagrodzeń? Ale dla kierownika, czy wykonawców?
Granty bez wynagrodzeń dla kierowników, przy obecnym poziomie zarobków w nauce będą przyciągały już chyba tylko idealistów/dobrze ustawionych finansowo. Po co mam grać w grę w której mam mniej niż 20% szansy na sukces, a wygrana oznacza "tylko" pieniądze na finansowanie badań? Mam poświęcić miesiąc lub więcej w pracy na pisanie wniosku który w przypadku zaakceptowania nie zmieni mojej sytuacji finansowej?
Już pomijam kwestie dodatków dla kierowników, nie są to zbyt duże pieniądze.
Jeśli nie będzie honorariów to na co ma iść całą kasa z grantu? Na podróże? Usługi obe, czyli wykonanie badań przez inne podmioty? Na kupnie drogiego sprzętu, który będzie sobie potem stał bo nie będzie miał kto go obsługiwać? Realizacja projektu to dodatkowe obciążenie i powinno być honorowane finansowo. I tak dodatki dla kierownika i wykonawców są marne.
@maciej
A czy sa jakies inne kraje, poza Polska, w ktorych skladajacy wniosek (kierownik projektu) moze sobie doplacac z grantu do wlasnej pensji w przypadku, kiedy ich aplikacja bedzie rozpatrzona pozytywnie?
Podejrzewam, że może być tak w krajach w których (podobnie jak w Polsce) naukowcy otrzymują pensje na poziomie sprzedawców w supermarketach. Taki dodatek zwiększa szansę, ze facet (lub facetka), który jest na tyle dobry, że złożył wybitny projekt, nie zwieje z nauki przed jego ukończeniem.
"A czy sa jakies inne kraje, poza Polska, w ktorych skladajacy wniosek (kierownik projektu) moze sobie doplacac z grantu do wlasnej pensji w przypadku, kiedy ich aplikacja bedzie rozpatrzona pozytywnie?"
Nie wiem, pracuję w Polsce i średnio mnie obchodzą praktyki stosowane w innych krajach. Pozwolę sobie niemiło odbić piłeczkę: a czy są jakieś kraje, w których Adiunkt dostaje tak niską (w porównaniu do mediany) pensję?
@maciej
Dobre pytanie (to o pensje). Czyli teraz mamy taka sytuacje, ze problemem jest niska pensja.
Moim zdaniem nalezy wiec sprobowac rozwiazac ten problem w sposob, ktory nie bedzie prowadzil do sytuacji korupcjogennych oraz niedobrych dla rozwoju nauki i szerzej, calego spoleczenstwa.
Dodawanie do pensji z grantu jest wlasnie taka korupcjogenna praktyka. Nalezy wiec jej unikac, a problem rozwiazac w inny sposob.
Moje pytanie o inne kraje bierze sie stad, ze jest szansa na to, iz brak takiego rozwiazania wprowadzonego gdzie indziej moze wskazywac na nieadekwatnosc takiego podejscia. Czyli chodzi o refleksje, "u innych tego nie ma, dlaczego?".
Tak, w biednej części Azji , bez Chin oczywiście i Afryce.
Tak, chociażby granty ERC (Starting / Consolidator / Advanced) mogą finansować PI w zakresie 0-100%, w zależności od umowy z host institution.
@Prawda zwycięży
Nie znam sie za bardzo na grantach ERC, ale bylbym bardzo zdziwiony, gdyby pozwalaly one na PODNOSZENIE pensji. Czyli - tak, moga one oplacac pensje, ale tylko w ramach tego, co kierownik grantu zarabia w danej instytucji. To jest calkowiecie normalne i w UK na przyklad granty z UKRI wlasnie tak dzialaja. W Stanach zreszta tez.
Dla przykladu, jesli ktoz zarabia 80K rocznie i dostanie grant ERC (lub dowolny inny grant), to pensja tej osoby nie wzrosnie, bedzie nadal zarabiac 80K, tylko czesc tej pensji bedzie pokryte z grantu, a czesc z miejsca, gdzie pracuje ("w zakresie 0-100%, w zależności od umowy z host institution").
Oczywiście, że umowa z host institution może opiewać na kwoty wynagrodzenia dla PI znacznie wyższe, niż widełki w polskich instytucjach dla danego stanowiska - i słusznie.
Przykłady z innych krajów - zupełnie nietrafione. W USA i krajach zoragnizowanych na ich modłę, negocjuje się stawki indywidualne i negocjowalne, natomiast w Polsce na uczelniach publicznych obowiązuje podstawowa zasada "minimalnych widełek dla wszystkich" - zupełnie inaczej zorganizowany system. ERC bierze to pod uwagę, tak jak NCN. Doprawdy, skoro się Pan nie zna, jak szczerze przyznał...
@Prawda zwycięży
Czyli z tego, co Pan pisze wynika, ze w Polsce jest jak w USA, czyli "negocjuje się stawki indywidualne", skoro przed otrzymaniem grantu ERC ktos zarabia sume X, a po otrzymaniu grantu ERC ta sume nagle zmienia sie na X+costam.
Z tym negocjowanie w USA to tez bywa rownie, poniewaz zwykle sa pewne guidelines dla danej instytucji, ale rzeczywiscie mozna tez probowac negocjowac pensje w dosyc duzym zakresie, szczesgolnie na tych stanowiskach ponad Assistant Professors.
Natomiast w Wielkiej Brytanii to czy grant ktos ma, czy nie, nie wplywa na jego/jej pensje. Oczywiscie, po otrzymaniu jakiegos grantu, szczegolnie ktoregos z tych wiekszych, czlowiek moze wystapic o promocje (awans) w oparciu o ten sukces grantowy, ale to absolutnie nie jest "doplacanie z grantu".
Ciekawe, jak jest w innych krajach w tym temacie, musze podpytac znajomych.
Badam to od lat i takiego kraju nie znalazłem. Ale całkiem możliwe, że w Słowenii, Słowacji czy w Kazachstanie tak jest.
Obydwa zaproponowane rozwiązania byłyby lepsze od obecnej sytuacji.
Odkąd w NCN dominują zagraniczni eksperci i recenzenci, to jakość recenzji drastycznie spadła. Często piszą bzdury, które polski recenzent bałby się napisać z uwagi na wstyd w środowisku naukowym. Zagraniczni recenzenci nie mają żadnych oporów, bo wiedzą, że nikt ich nie zna w środowisku.
Uzupełniając własną odpowiedź. Zastanowiłem się trochę nad tą kwestią, i tak: polscy recenzenci NCN-u nie boją się niczego z dwóch powodów: po pierwsze, wydaje się, że wstyd umarł, na co liczne dowody (np. w niektórych recenzjach stopni i tytułów, podpisywanych nazwiskami). A po drugie, recenzenci w NCN są co do zasady anonimowi i można najwyżej domyślać się, który z augurów stworzył daną opinię. A z kolei w przypadku recenzentów zagranicznych (zwłaszcza w węższych dyscyplinach czy tam dziedzinach) można domyślać się autora recenzji z takim samym powodzeniem, jak w przypadku polskich, na podstawie własnej orientacji w branży. Więc ani nie jest tak, że krajowi recenzenci są od ręki rozpoznawalni, ani tak, ze zagraniczni mogą zawsze zachować anonimowość. Nie widzę tutaj decydującej różnicy.
Mam wręcz przeciwne doświadczenia. Ale może kolega reprezentuje jakąś specyficzną dziedzinę.
Pełna zgoda!
W recenzjach zero odniesień do merytoryki, same ogólniki, wniosek bardzo dobry ale inne są lepsze, i ban na kolejny rok.
Granty tylko dla "dzieci NCN".
O, to moja ostatnia recenzja, zarzuty do części metodycznej, bo ekpert nie doczytał, nie zrozumiał lub specjalizuje się w innych organizmach. Plus ocena wniosku jak grantu co najwyżej Preludium, o niewielikm i sprecyzowanym zakresie badan, a nie Opus, w którym na 5 stronach nie można szczegółowo opisac technik, tym bardziej że będą zależeć od wyników - w końcu odkrywam nieznane. Ani jednego zarzutu merytorycznego do pomysłu, celowości badan. Ban na rok.
A może warto takie recenzje opublikować wraz z wnioskiem dla poprawności metodycznej???
Wtedy każdy czytelnik wyrobi sobie sam opinię...
A może tę recenzję opublikować wraz z wnioskiem i wtedy każdy czytelnik sam wyrobi sobie opinię?????
Dlaczego mam Pani/Panu wierzyć na słowo ....?
Jeszcze innym wyjściem jest anonimowość projektu - przynajmniej w pierwszej turze. Ekspert niech ocenia sam projekt, nie wiedząc kim jest autor projektu, z jakiej placówki pisze i jaką ma historię grantową. W obecnym systemie ekspert może celowo zablokować najlepszy nawet projekt pod byle pretekstem. I tak eksperci robią by pozbyć się konkurenta i ukraść jego pomysły. Wystarczy zarzucić autorowi, że dawno nie kierował projektem, że ma mało doktorantów, że wskazane publikacje mają mało cytowań itp. Kilka punktów mniej w ocenie i już rok do tyłu. Będą trzy lata bez grantu... W następnym konkursie ekspert postawi zarzut poważniejszy, że cztery lata bez grantu, w kolejnym pięć i tak się to toczy.
No popatrz, wypisz wymaluj moja ostatnia opinia! Za mało doktorantów, za mało cytowań. Co do umiędzynarodowienia nie mogli się zdecydować ;)
W moim przypadku byli zdecydowani. Postawili zarzut, że pieniądze podatnika chcę przeznaczyć na współpracę z jednym z krajów byłych demoludów, zamiast z kimś z zachodu. Nie miało znaczenia dla eksperta, że akurat w tym kraju są najlepsi specjaliści w tej dziedzinie, nie tylko w skali Europy lecz świata. Niemcy, Francuzi, Anglicy mają akurat mierne osiągnięcia. Prawdopodobnie "ekspert" w ogóle w temacie nie był zorientowany.
Recenzje piszą eksperci używając ChatGPT.. Dostałam w tym roku osobiście w opus 28..czas pracy to mniej niż 4 minuty. A leśne dzidy w panelach czytają to i uwalaja polskich naukowców. Smutne
Na marginesie: podlinkowana oficjalna lista członków zespołów ekspertów oceniających wnioski w konkursach NCN w 2024 roku ma doprawdy uroczą postać 91 stron alfabetycznej listy nazwisk, w .pdf. Bo gdyby materiał posegregowano choćby nawet tylko według grup nauk, to szeregowy uczony mógłby zbyt łatwo się w tym zorientować.
Bardzo mi to przypomina formę, w jakiej ministerstwo udostępnia listę punktowanych czasopism i wydawnictw - że aż prywatna inicjatywa była zmuszona do zakładania specjalnych stron z wyszukiwarką, dzięki którym w tym śmietniku można było jakoś nawigować.
"Kwiatki, czy to personalne, czy to dot. potraktowania konkretnych wniosków wyskakują co chwila - choćby na tym portalu."
jak na razie głównie na tym portalu.... mówi samo za siebie ;-)
Pani Aniu,
Pani wie kto jest źródłem problemów.
Byle by dojechać do grudnia 2026, i będzie dobrze.
Pozdrawiam!
Gratuluję "doskonałego" wyniku śledztwa dziennikarskiego: 3/1850.
3/1850? To proszę sprawdzić tę listę (tylko panele ST i NZ, tylko rok 2024):
Lucia Altucci
Luca Fabris
Francesca Pentimalli
Wei Cao
Wei Wu
Yuying Yan
Zhe Chen
Richard Yongqing Fu
Marek Zivcak
Franklin Gregory
Proponuję zacząć od Retraction Watch Database, potem funkcja "co-authors" w Scopusie żeby sprawdzić powiązania ze światowymi liderami papiernictwa: Changhe Li, Chander Prakash, Arash Karimipour, a nawet naszymi lokalnymi: Zhixiong Li, Grzegorz Królczyk, Munish Kumar Gupta... Przecież granty same się nie zdobędą, a z czegoś trzeba żyć.
A prof. Zhixiong Li (Politechnika Opolska) doczekał się tydzień temu retrakcji szóstego artykułu finansowanego z projektu UMO-2020/37/K/ST8/02748 (Nowatorska, sterowana danymi, oparta na inteligentnym prognozowaniu platforma do złożonych systemów cyber-fizycznych w kierunku przyszłości)
https://projekty.ncn.gov.pl/index.php?projekt_id=484595
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0167732225008190
To najprawdopodobniej krajowy, a może i światowy, rekord retraktowanych artykułów finansowanych z jednego projektu.
Kiedyś wspominałem w wywiadzie dla redaktora Piotra Mirowicza, że opracowanie szacowanego 1000 papierników zatrudnionych w polskich jednostkach naukowych zajęłoby mi 160 lat. To na 1850 wychodzi ile? To chyba daje odpowiedź na pytanie dlaczego tylko trzech (najbardziej prominentne przypadki). Ktoś chętny do tej pracy? Nie? No tak, komentarze na forum łatwiej się pisze.
Czyli rozumiem, że jak coś jest złe, ale jest tego mało to można na to przymknąć oko?
Nie, nie należy przymykać oka, ale robić g...wnoburzę wraz z propozycją zamknięcia całej instytucji - to sam pan przyzna, mało dojrzałe rozwiązanie.
Wszyscy krzyczą, że słabi eksperci, że słabe recenzje - ale wnioski wielu polskich wnioskodawców też są słabe!
Może warto zacząć naprawę świata od siebie :-)
Forum akademickie ponownie pisze dla mało wymagającego czytelnika.
Proszę bez tanich chwytów. Kwiatki, czy to personalne, czy to dot. potraktowania konkretnych wniosków wyskakują co chwila - choćby na tym portalu. Czy jakoś wyobraża pan(i) sobie systematyczną całościową ewaluację wszystkich "ekspertów" NCN? Przecież zaraz napotkalibyśmy na wielką tajemnicę wszystkiego, co się tam dzieje, z takim zaangażowaniem strzeżoną przez NCN.
Za to łatwo wskazać argumenty pośrednie. "Eksperci", którzy wg reguł NCN wcale nie muszą być ekspertami w tematyce ocenianego wniosku. To w zasadzie wystarczy.
O ile dobrze zrozumiałem opisane tutaj zasady funkcjonowania NCN, to miano eksperta ma ktoś, kto z założenia się nie zna. I dobrze, wiedza utrudnia decyzje.
NCN w teorii powinien krzepić elitarność w nauce, choć niskie i nieciągłe finansowanie z NCN w praktyce czyni je bezużytecznym, ale powinien. Powinien na morzu patologicznej, urzędniczej oceny jednostek wg idiotycznych reguł stanowić wysepkę rzetelnej oceny i rzeczywistego rozeznania wartości prowadzonych prac. Jak ma to zrobić, jeśli sam jest rewirem cwaniaczków punktozy? Czy jak takiego eksperta brano do konkursu, nikt nie widział tej absurdalnej ilości prac, którą ten człowiek produkował? Nie wzbudziło to niczyich podejrzeń?
Podtrzymuję zdanie, że NCN jest nie do naprawy, to jakiś sąd kapturowy, który nic nie chce ujawniać i z niczego się tłumaczyć, w dodatku nieudolny. Należy tę instytucję zlikwidować. Jeśli w Polsce system grantowy ma pozostać, to, poza wzmocnieniem finansowym, rozważałbym rozproszenie go między różne instytucje o mniejszym zasięgu dziedzinowym, które są w stanie racjonalnie działać i ewaluować. Gdyby kto nie chciał nie budować zbyt dużo nowych tworów, można rozważyć wzmocnienie już istniejących. Mnóstwo jest różnych lokalnych konkursów, olimpiad, grantów/subwencji wojskowych czy resortowych.
Ekspertów nominują koordynatorzy, rada to tylko zatwierdza. A że koordynatorem może zostać każdy nawet najsłabszy psobnik bez standardów moralnych, to jest potem tak jak jest.
Ponoć faktycznie długo mechanizm wyboru ekspertów wyglądał tak, jak opisano – z formalną akceptacją ze strony Rady i realną inicjatywą leżącą po stronie koordynatorów. Ale czy obecnie ten model funkcjonuje dokładnie w ten sam sposób? Rzekomo mechanizm ten zaprojektował jednen z byłych włodarzy aby mieć możliwość bezpośredniego oddziaływania na przyporządkowywanie ekspertów do konkretnych projektów.
„Ponoć”…”.rzekomo”…… użyte stwierdzenia doskonale obrazują poziom wiedzy autorów większości wpisów na FA. I niektórych redaktorów FA także.
Nie widziałem, nie byłem zaangażowany, nie pracowałem w NCN, ale się chętnie wypowiem.
PS. W tym nieidealnym świecie, nie ma idealnych rozwiązań. Spośród tysiąca zawsze można trafić na kogoś nieuczciwego. Po co to bicie piany?
PS2. Byłam, widziałam, pracowałam, więc uczciwie mogę się wypowiedzieć.
Ekspertów nominują radni, koordynatorzy zapraszają z listy zatwierdzonej przez radę. A że radnym mógł zostać każdy, wybrany palcem ministra, nawet najsłabszy psobnik bez standardów moralnych, to jest potem tak jak jest.
Tragedia, porażka i kompromitacja NCNu po całości!!! To od razu do zmiany!
Naprawdę to lepiej już losować projekty za pomocą modułu random Pythonie.
A po co jakiś Python? Jeszcze by wyszło na to, że Ci co mieli dostać nie dostali.
Ojć......no i z kim wtedy forumowicze by się wykłócali? Kogo by obwinili za całe zło?
I co na to oskrżony Python ;-)
Bo to jest latający cyrk Monthy Pythona.
No cóż, myślę, że udźwignąłby to jakoś, o to jestem spokojny, że nie zareaguje emocjonalnie. :-)