Zwolnienie podatkowe z PIT dla wynagrodzeń otrzymywanych przez uczestników badań naukowych (do ustalonego limitu), większe ulgi podatkowe na wsparcie badań naukowych oraz korzystanie z legitymacji studenckiej i doktoranckiej wyłącznie za pomocą aplikacji mObywatel – to pierwsze przedstawione przez ekspertów propozycje deregulacji w obszarze nauki i szkolnictwa wyższego.
Zbyt skomplikowane przepisy, nadmierna biurokracja i niejasne regulacje spowalniają rozwój gospodarczy i utrudniają życie milionom Polaków. Od kilku tygodni przedsiębiorcy i eksperci zaangażowani w inicjatywę „SprawdzaMy” pracują nad identyfikowaniem i upraszczaniem najbardziej uciążliwych przepisów. Zgłoszone i opracowane propozycje publikowane są w serwisie sprawdzaMY.com, gdzie można na nie głosować. Najlepsze trafią do polityków w formie gotowych propozycji zmian legislacyjnych.
Wśród ponad stu pomysłów są już także pierwsze dotyczące obszaru szkolnictwa wyższego i nauki. To m.in. wprowadzenie zwolnienia podatkowego z PIT dla wynagrodzeń otrzymywanych przez uczestników badań naukowych (do ustalonego limitu). Obecnie podmiot przeprowadzający badania naukowe jest obowiązany do gromadzenia szczegółowych danych na potrzeby rozliczeń podatkowych, również w przypadku badań, które wymagają anonimowości i dotyczą kwestii wrażliwych dla badanych.
Z uwagi na konieczność gromadzenia danych osobowych niezbędnych do rozliczenia podatku dochodowego od osób fizycznych, część osób badanych rezygnuje z udziału w badaniach bądź odpowiada w sposób niezgodny ze stanem faktycznym, co godzi w jakość, rzetelność i różnorodność badań oraz wstrzymuje postęp nauki. Niezbędnym jest uzyskanie stanu, w którym osoby badane będą mogły w pełni uzyskać anonimowość w badaniach – czytamy w uzasadnieniu.
Podano przykład badań, w których uczestniczy kilkaset osób. Każdy uczestnik otrzymuje niewielkie wynagrodzenie za udział. Organizator musi zebrać dane osobowe wszystkich, aby odprowadzić podatek dochodowy i dochować wszelkich formalności wobec urzędu skarbowego. Generuje to duże obciążenie administracyjne i koszty, a także zniechęca potencjalnych uczestników ze względu na brak anonimowości. Dodatkowo konieczność przetwarzania danych osobowych zwiększa ryzyko naruszenia przepisów o ochronie danych i utrudnia spełnienie obowiązku anonimizacji danych osobowych po przeprowadzeniu badań. W efekcie badania naukowe stają się bardziej skomplikowane, kosztowne i trudniejsze do przeprowadzenia.
Inny pomysł to rozszerzenie zakresu ulg podatkowych dla darczyńców wspierających naukę i badania. Jak tłumaczą eksperci, dzięki temu prywatni inwestorzy będą mieli większą motywację do przekazywania środków instytucjom naukowym, co pozwoli znacząco zwiększyć skalę innowacyjnych projektów w Polsce. Dostępne obecnie ulgi ograniczają zachętę do finansowania nauki. Niemożliwe jest także przekazywanie 1,5% podatku na podmioty szkolnictwa wyższego. Dlatego proponuje się rozszerzenie zakresu podmiotowego organizacji pożytku publicznego o podmioty, w których prowadzona jest działalność naukowa. Mechanizm przekazywania 1,5% podatku PIT ma umożliwić szybkie i elastyczne finansowanie kluczowych projektów badawczych, a jasne reguły odliczeń podatkowych zapewnić przejrzystość przepływów finansowych i lepsze dopasowanie badań do realnych potrzeb rynku.
Kolejne zgłoszenie dotyczy korzystania z legitymacji studenckiej i doktoranckiej wyłącznie za pomocą aplikacji mObywatel. Jak wskazują pomysłodawcy, mimo dostępności mLegitymacji dla studentów i doktorantów, uczelnie nadal są zobowiązane do wydawania plastikowych legitymacji, co generuje koszty i biurokrację. Pełna cyfryzacja legitymacji miałaby ograniczyć niepotrzebne wydatki uczelni oraz zapewnić większą wygodę dla studentów.
MK, źródło: IRSW, sprawdzamy.com
Pomysłów nienowych sztuk parę:
1. Zerowy VAT na produkty i usługi na cele naukowe, dydaktyczne i charytatywne. Uzasadnienie: przez to, że tak nie robimy nie mamy już fabryk pomocy naukowych. Pod zaborem ZSRR mieliśmy, pod zaborem UE – nie mamy. Cos za coś 😉
2. Określenie kwot statutowego wspierania działalności naukowej dla każdej dziedziny. Uzasadnienie: ciągłość pracy naukowej jest ważna. Na tym forum pozwolę sobie nie tłumaczyć dlaczego.
3. Dofinansowanie uczelni rządowymi zamawianymi projektami długoterminowymi – rząd finansuje pracownię, a ta pracuje dla rządu. Co z tego ma uczelnia? Pensje dla części nauczycieli – dla zatrudnionych w tejże pracowni, a także możliwość korzystania z zasobów i danych pracowni, jeśli to możliwe. Przykład: sieć uczelni powinna monitorować stan zanieczyszczenia wód w Polsce i opracować sposób naprawy tej sytuacji. Nie naprawisz urządzenia, którego budowy nie znasz i nie odkryjesz przyczyn usterki. Drugi przykład: Po co nam wydziały prawa i administracji, kiedy zgodnie z polskim prawem należy „chronić tajemnicy kodu genetycznego”, a ludzkie komórki to „mikroorganizmy”, do bzdur dodajmy liczne sprzeczności i zdania nie mające w języku polskim żadnego sensu, a także prawo, którego stosowanie jest niewykonalne. Niech by się wzięli na tych wydziałach i tak, jak kiedyś nauczyli się korzystać z komputera, później z bazy Lex, tak i teraz szybko się nauczą korzystać z kompilatorów AI i polskie prawo naprawić, uprościć, żeby było „jasne jak spojrzenie w oczy i proste jak podanie ręki”.
Deregulacji to wymaga PZP w odniesieniu do prowadzenia badań naukowych, ale też do dydaktyki - niedopuszczalne jest stawanie na głowie, żeby kupić kilka metrów prętów z różnych stopów albo zlewek do prowadzenia laboratorium.
Ceterum censeo auctionem delendam esse
Pomysły są dobre, zwłaszcza pierwszy jest wręcz konieczny. Obecnie zrobienie badania ze 100 uczestnikami wymaga zebrania 100 papierków, potem zrobienia 100 pitów, wysłania 100 kopert itd. Badający i kwestura są wściekli, a badani zniechęceni.
Likwidacja habilitacji i profesury!
Dopóki o nauce decydują habilitowani i profesorowie to raczej się nie wydarzy.
Najlepiej niech wszystkich nas wsadza calych do swiata cyfrowego i maja pod 100% kontrola... Kto ma za malo roboty w pracy, ze zaczyna wymyslac takie brednie jak przymus przechodzenia do swiata cyfrowego? Mozna lepiej wykorzystac srodki niz na wynagrodzenia dla takich osob.
Pomysł dotyczący legitymacji studenckich i doktoranckich odbiera część wolności osobistej. Może być narzędziem politycznych represji M. Cyfryzacji wobec studiujących. Jako taki godzi w autonomię uczelni.
Ja bym proponowal zmiany w ustawie o finansach publicznych, umozliwijace przechodzenie środków na inwestycje na kolejny rok. Obecnie finansowanie jest roczne i na koniec danego roku trzeba w pośpiechu aneksowac umowy, zwracać środki niewykorzystane tylko po to żeby znowu je otrzymać w roku następnym. Z tego co wiem to ministerstwo finansów bardzo tego nie chce. To była by duża zmiana na plus.
Zwolnienie z PIT dla uczestników badań naukowych to b. dobry pomysł. Obecne rozwiązanie ogólne dot. podatku zryczałtowanego do kwoty 200 zł nie zwalnia z gromadze ia danych osobowych, co powoduje dodatkową pracę. A możliwości skorzystania z takiej formy bywają iluzoryczne - kwestury boją się korzystać z obecnego rozwiązania, a pla enie drobnej zachęty za udział czymś prostym jest tak samo pracochłonne jak większej kwoty dla uczestnika np. badan jakościowych czy eksperymentu z pomiarami fizjologicznymi. pożądany limit to 300-400 zł
Trzeba zacząć od usuwania naukowców, którzy fałszują dane. Profesorów dwoch publikacji. Podatki mają płacić wszyscy a nie tylko emeryci.
1 Zwolnienie z PZP w zakupach sprzętu wykorzystywanego do badań naukowych i kształcenia
2 Ustalenie stałego odpisu PKB na naukę na poziomie 4%
3 Wydzielenie instytucji zajmującej się ewaluacją jakości działalności naukowej I kształcenia (połączenie zadań PKA z KEN)
Korzystanie z legitymacji studenckiej i doktoranckiej wyłącznie za pomocą aplikacji mObywatel - a to mi deregulacja. Czyli obywatel nie ma wyboru, jakiej formy używać. W dodatku, kto jest studentem, zostaje zmuszony do wyrobienia sobie elektronicznego dowodu osobistego (a nie każdy chce, choćby ze względów bezpieczeństwa i braku zaufania do rządowych serwisów, niektórych kabaretowych pomysłów zabezpieczeń, jak "elektronicze" hologramy). Mniej wyboru, mniej wolności. Deregulacja po polsku.
Odnośnie drugiego punktu, to już teraz można wspierać fundację takie jak FNP.
Prawdopodobnie można także spierdać uczelniane fundacje czy stowarzyszenia.
Pomysł nr 1 jest dobry
Pomysł nr 2 w części dotyczącej 1,5% PIT mi się nie podoba. Nie chcemy rywalizować o pieniądze z chorymi dziećmi, to byłoby bardzo słabe.
Pomysł nr 3 jest zły. Co jak ktoś nie chce mieć telefonu - abonament kosztuje, albo mu się rozładuje lub wpadnie do kałuży? Coś jednak student ma prawo wymagać od uczelni.
Mam podobne przemyślenia. Pomysł 3 jest fatalny. Ale ogólny wniosek jest taki, że na razie na naszym podwórku sprawa dotyczy rzeczy absolutnie trzeciorzędnych.
Zgadza się, trzeciorzędni politycy zajmują się rzeczami trzeciorzędnymi.