Aktualności
Sprawy nauki
02 Września
Źródło: MIBMiK
Opublikowano: 2025-09-02

Prof. Jacek Kuźnicki: Traktuję to jako poważne zobowiązanie

Jeżeli mielibyśmy odpowiednie metody diagnostyczne do identyfikowania pacjentów z różnymi postaciami parkinsonizmu, można by dobrać pod tym kątem odpowiednie leki, które zadziałają efektywniej niż w sytuacji, gdy na dobrą sprawę nie wiadomo, z jaką chorobą mamy do czynienia. Opieka nad chorymi na schorzenia neurodegeneracyjne jest bardzo trudna, wymagająca, stąd tak ważne jest, by nie poruszać się po omacku, tylko możliwie precyzyjnie dobierać terapię – mówi prof. Jacek Kuźnicki z Międzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie.

W ubiegłym tygodniu informowaliśmy o prywatnej darowiźnie, jaką otrzymało Laboratorium Neurodegeneracji w Międzynarodowym Instytucie Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie. Środki zostaną przeznaczone na badania nad chorobą Parkinsona. Radość z przekazanego niespodziewanie 1 mln zł mąci jednak sprawa brakujących funduszy na budowę nowej placówki instytutu. Obecna siedziba pęka w szwach, a na nową potrzeba dodatkowych około 200 mln zł. „Doszliśmy do ściany” – słychać na korytarzach MIBMiK. O darowiźnie na badania i braku odpowiednich warunków do ich realizacji rozmawiamy z prof. Jackiem Kuźnickim.

Jak to jest otrzymać w prezencie 1 mln zł i to bez wypełniania kuponu?

Po pierwsze, czuję ogromną wdzięczność, ale i wyjątkowy ciężar odpowiedzialności. Wiele sytuacji sprawiło mi w życiu radość, ale kiedy pojawia się w instytucie człowiek, który mówi, że ma małą sumę pieniędzy na badania dla prof. Kuźnickiego – a wcześniej nigdy się nie spotkaliśmy – po czym ta „mała suma” okazuje się być milionem złotych, to chyba większej satysfakcji w swojej przeszło 40-letniej karierze naukowej dotąd nie miałem.

Jak pan zareagował na taki gest?

Nie do końca wierzyłem, było to trochę nierealistyczne, tym bardziej, że osoba ta, o wielkiej szlachetności, rzetelna, zanim się spotkaliśmy, przekazała nam tę wiadomość telefonicznie. Zachowałem wtedy sceptycyzm, chociaż muszę przyznać, że już wcześniej dostałem darowiznę na badania choroby Parkinsona.

Jednym słowem, to dla pana nie pierwszyzna?

Poprzednim razem zgłosiła się do mnie pani Grażyna Anna Sutherland, Polka mieszkająca w Anglii, której ojciec – prof. Stefan Ziajka, wielka postać polskiego mleczarstwa – również zmarł na chorobę Parkinsona. Po jego śmierci w 2024 roku ogłosiła zbiórkę, z której środki trafiły do naszego laboratorium. Jeszcze ich nie wykorzystałem, chcę je przeznaczyć na wsparcie młodych badaczek z mojego zespołu i ich projektów dotyczących tego schorzenia.

Kim jest obecny darczyńca?

Ta osoba woli pozostać anonimowa. Najpierw zadzwoniła na naszą recepcję, a kiedy pojawiła się w instytucie zobaczyliśmy się pierwszy raz w życiu. W trakcie rozmowy mogłem poznać historię darowizny, która jest realizacją ostatniej woli dziennikarki agencji United Press International. Patricia Ann Koza specjalizowała się w sprawach Europy Wschodniej. Przekazała część swojego majątku na badania nad chorobą Parkinsona, sama przez wiele lat zmagając się z tym nieuleczalnym schorzeniem. Darczyńca opiekował się nią przez ten czas i bardzo mu zależało, żeby daną obietnicę zrealizować. Tak doszło do przekazania miliona złotych na badania.

Skoro wcześniej się nie znaliście, to jak na pana trafił? Jest pan jednym z czołowych polskich neurobiologów, czy to mogła być dla darczyńcy kluczowa rekomendacja?

Nie mam pojęcia, jak na mnie trafił, być może przeczytał gdzieś, że w 2023 roku dostałem duży grant OPUS z Narodowego Centrum Nauki o wartości ponad 3 mln zł. To czteroletni projekt, który wpisuje się w cykl badań podstawowych poszukujących markerów umożliwiających diagnozę choroby Parkinsona przed pojawieniem się objawów oraz celów terapeutycznych, które mogą dokonać przełomu w terapii tej nieuleczalnej choroby neurodegeneracyjnej. Zaczęliśmy realizację grantu rok temu, planujemy go skończyć na początku 2028 roku.

Na co pójdzie najnowsza darowizna?

Od razu podkreślę, że to pieniądze nie dla mnie, one wpływają na konto instytutu. Każda złotówka będzie właściwie wykorzystana zgodnie z zasadami umowy darowizny, którą instytut podpisał z darczyńcą. Zgodnie z tym dokumentem, prowadzone przeze mnie Laboratorium Neurodegeneracji otrzymało środki z przeznaczeniem na wsparcie badań naukowych dotyczących choroby Parkinsona. Traktuję to jako poważne zobowiązanie. Każdy grant jest zobowiązaniem, podobnie jak darowizna, jednak przekazanie prywatnych środków ma nieco inny charakter. Uważam, że to odpowiedzialność nie tylko zawodowa, ale i osobista, prywatna.

Te pieniądze mogą być dodatkowym wsparciem dla badań prowadzonych w ramach grantu NCN?

Postanowiłem, że nie będę ich wykorzystywał przy bieżącym projekcie NCN, który na razie jest na wczesnym etapie. Staram się obecnie zorientować, w jakim kierunku mogą pójść nasze badania przy współpracy z lekarzami i z wykorzystaniem funduszy z darowizny.

Realnie rzecz ujmując, za milion zł przełomu w badaniach nad znalezieniem potencjalnych miejsc uchwytu leków na tę chorobę nie zrobimy. Dlatego przy współpracy z lekarzami skupimy się na poszukiwaniu nowych markerów diagnostycznych, które pomogą rozróżniać kilka postaci parkinsonizmu. Bo oprócz tej klasycznej, która jest związana z wiekiem, występują choroby, które mają na początku podobne objawy kliniczne, czyli np. drżenie, sztywność mięśni, spowolnienie ruchowe, ale należą do atypowych schorzeń parkinsonowskich, o nieco innym podłożu biologicznym. Wyróżnia się wśród nich postępujące porażenie nadjądrowe, zwyrodnienie korowo-podstawne czy zanik wieloukładowy. Nie zawsze klinicysta jest w stanie na wczesnych etapach dobrze je zdiagnozować i odróżnić od klasycznego parkinsonizmu. To o tyle znaczące, i dla pacjenta, i dla jego opiekunów, że atypowe postacie choroby rozwijają się znacznie szybciej, nie zawsze reagują na lewodopę (prekursor dopaminy – przyp. MK), dzięki której „klasyczni” pacjenci mogą przeżyć nawet kilkadziesiąt lat. Dzięki wczesnej diagnostyce wiedzielibyśmy, z czym mamy do czynienia.

I w tym kluczową rolę odegrają biomarkery?

Nad tym właśnie będziemy pracować. Prowadzi się w tej chwili dużo badań klinicznych potencjalnych leków oddziałujących na różne ścieżki sygnałowe. Jeżeli mielibyśmy odpowiednie metody diagnostyczne do identyfikowania pacjentów z różnymi postaciami parkinsonizmu, można by dobrać pod tym kątem odpowiednie leki, które zadziałają wówczas efektywniej niż w sytuacji, gdy na dobrą sprawę nie wiadomo, z jaką chorobą pacjent przychodzi do lekarza. Opieka nad chorymi na schorzenia neurodegeneracyjne jest bardzo trudna, wymagająca, stąd tak ważne jest, by nie poruszać się po omacku, tylko możliwie precyzyjnie dobierać terapię.

Wróćmy do darowizny. Jak wygląda jej przekazanie z formalnoprawnego punktu widzenia?

Jako międzynarodowy instytut badawczy mamy zapisaną w statucie możliwość otrzymywania darowizn na badania. Myślę, że w innych jednostkach też nie byłoby z tym problemu, o czym świadczy choćby przykład sprzed roku, gdy prof. Magda Konarska ofiarowała 100 tys. dolarów na dalszy rozwój Międzynarodowego Instytutu Mechanizmów i Maszyn Molekularnych PAN. Bariery mogą jednak tkwić gdzie indziej niż w zapisach prawnych. Z taką darowizną wiąże się niestandardowa procedura, która wielu odstrasza.

Mam kolegę, który gdy tylko przeczytał w „Forum Akademickim” o darowiźnie dla mojego laboratorium, skontaktował się ze mną i zapytał, jak to zrobiłem, bo on też ma chętnego do przekazania pieniędzy z USA, ale w jego macierzystym instytucie PAN brakuje właśnie procedury na przyjęcie i rozliczenie pieniędzy w takiej formie. Widać więc na tym przykładzie, że bez zmiany mentalności, bez otwartej księgowości, bez przełamania – nawiasem mówiąc zupełnie niepotrzebnego – strachu się nie obędzie. Należy stworzyć odpowiednią umowę, która zagwarantuje darczyńcy, że jego pieniądze zostaną właściwie wykorzystane, i stanowić będzie zabezpieczenie dla jednostki naukowej, która przyjmuje prywatne środki. Pieniądze nie wpływają na główny rachunek instytutu, lecz są zdeponowane na subkoncie, dzięki czemu można nimi przejrzyście zarządzać.

Czy sądzi pan, że rozszerzenie zakresu ulg podatkowych dla darczyńców wspierających naukę i badania, co postulowano w prowadzonej niedawno kampanii deregulacyjnej, dałoby efekt zachęcający? W tej chwili na podmioty szkolnictwa wyższego nie można przekazywać nawet 1,5% podatku.

Rzeczywiście, wydaje się, że byłaby to dobra zachęta, by przekazywać pieniądze także na naukę. Jest to ze wszech miar pożądane rozwiązanie, znane i praktykowane na świecie.

Tym bardziej, że prywatne darowizny na rzecz nauki nie są w Polsce niczym nowym.

Oczywiście, wystarczy przypomnieć choćby historię Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego PAN, która sięga początków ubiegłego wieku. Placówka powstała dzięki prywatnej darowiźnie w wysokości 50 tys. rubli w złocie. Z prywatnych środków sfinansowano także pierwszą siedzibę instytutu. Zanim do tego doszło, kardiolog Józef Pawiński ofiarował 10 tys. rubli na Pracownię Fizjologiczną przy Towarzystwie Naukowym Warszawskim. Dla bogatych ludzi nie było wówczas niczym nadzwyczajnym, by ofiarować część swojego majątku na cele naukowe. Pamiętajmy też o Kasie im. Józefa Mianowskiego, która powstała w 1881 roku i była pierwszą organizacją wspierającą ludzi działających na polu naukowym. Jak widać, mamy w historii dobre przykłady wspierania nauki z prywatnych pieniędzy.

Takie wsparcie przydałoby się też dziś Międzynarodowemu Instytutowi Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie. Nasza obecna siedziba pęka w szwach. Mamy świetne zespoły naukowe, prowadzone przez młode badaczki i młodych badaczy, zajmujące się kluczowymi wyzwaniami nauk biomedycznych. Grupy te się rozrastają i z ledwością mieścimy się w tym budynku, a nie stać nas na budowę nowego. W 2018 roku dostaliśmy wprawdzie z ministerstwa fundusze, za które kupiliśmy działkę, ogłosiliśmy i rozstrzygnęliśmy konkurs architektoniczny, teraz mamy już gotowy plan i czekamy na zgodę na budowę, ale wiemy, że środków tych nie wystarczy. Brakuje około 200 mln zł. Eksponowane miejsce na tablicę z podziękowaniami dla darczyńcy z pewnością byśmy znaleźli. Co najważniejsze, takie wsparcie byłoby istotnym wkładem w rozwój nauki w Polsce.

Rozmawiał Mariusz Karwowski

Zespół prof. Jacka Kuźnickiego
Dyskusja (10 komentarzy)
  • ~Anna 14.09.2025 20:03

    It is ever so sad that people cannot give credit when credit is due…

    Those young scientists are ever so lucky to benefit from the experience of a professor who has a wealth of knowledge and skills acquired during his distinguished career. Hopefully they will continue benefiting from this guidance for as long as the Professor’s energy and vision allow him to work, whilst ignoring all the small minded people who clearly do not seem to understand the importance of his research.

    I do hope that nobody from those people making silly and irrelevant comments ever experiences at first hand their beloved family member or a close friend suffering or dying from one of those horrible neurodegenerative diseases like Parkinson’s or Alzheimer’s. Only then will they possibly appreciate the importance of donations and scientific research.

    Let’s hope that the generosity of spirit will prevail both in putting a stop to more silly and uncalled for comments and in generating more and more donations now that those precious funds started to arrive. Let’s pull together in showing kindness and doing what we can to help this invaluable cause!

  • ~Zenon 13.09.2025 18:21

    A moze to brakujece 200 mln dorzuciłby rzad Indii?

  • ~Z. N. 13.09.2025 09:21

    Rekord Pubmedu (hasło Kuznicki j and "Parkinson's disease") to 8 publikacji, ze czego 3 to przeglądówki, trzy prace bardzo luźno związane z Parkinsonem, (raczej fokusowały się na Alzheimerze i nie były to prace eksperymentalne) i tylko dwie (2019 i 2020) prace eksperymentalne badające temat choroby Parkinsona. Moim zdaniem to nie jest dorobek wybitnego specjalisty od danego zagadnienia.

  • ~Jolanta 04.09.2025 23:16

    Czy Pan Kuźnicki (ur. 1952) pracuje na etacie będąc emerytem?

    • ~Dawid W 09.09.2025 14:10

      @Jolanta
      A co, to nielegalne? Ma pracować na śmieciówce, albo za darmo, bo jest wieku emerytalnym? Skoro jest aktywny, spełnia wszystkie wymagania instytucji zatrudniającej (a IIMCB ma wyjątkowo klarowne i restrykcyjne kryteria) oraz skutecznie zdobywa finasowanie dla swojej grupy nawet od prywatnych inwestorów, to dlaczego ma nie pracować na etacie?

      • ~Helena D 11.09.2025 20:08

        Nielegalne nie, ale groteskowe już tak jak ktoś kto od kilku lat jest w wieku emerytalnym, nie idzie na emeryture a mowi o tym, że nie ma miejsca dla młodych. A aktywny jest tak, że większość niedawnych prac opublikował w MDPI plus przez całą swoją kariere jako szef grupy chyba nigdy nie opublikował pracy w czasopismie z naprawdę górnej polki. Także może wlasnie jak najbardziej jest czas zeby zwolnić już miejsce dla mlodszych naukowców i udać sie na zasłużona emeryture.

        • ~Maciek 12.09.2025 23:08

          @ Helena D,

          Jakie to ma znaczenie, gdzie publikował swoje prace prof. Jacek Kuźnicki? Liczy się to, co opublikował i ma do powiedzenia w ogóle w nauce. A jest to wybitny polski uczony. A pani jakie ma osiągnięcia, i czym się może pochwalić?

          • ~Helena 13.09.2025 12:23

            Takie ma znaczenie, że wybitnych odkryc naukowych się tam nie publikuje. Wybitne bronia sie same i publikuje się je w bardzo dobrych czasopismach (mysle ze kazdy wie jakie to sa czasopisma w danej dziedzinie), a prof. Kuznicki jako szef grupy raczej takich nie ma w swoim dorobku. Moze Pan uwazac ze to wybitny naukowiec ja uważam, że to przeciętny naukowiec. Przez wiekszosc swojej kariery zajmował sie dyrektorowaniem i polityka naukowa a nauke robili za niego wlasnie glownie młodsi naukowcy, cytując jednego z nich "bo szef to przecież nie wie co robimy". Mysle ze gdyby nie wplywy to byc moze obecnie nie miałby szans na wygranie konkursu w instytucie, ktorym kierował, zresztą byc moze i wtedy jak instytut powstawał, gdyby to był uczciwy konkurs, takich szans by tez nie miał (zgode na otwarcie tego instytutu wspierał m.in. owczesny prezes PAN, prof. Leszek Kużnicki, jego tata).
            Wreszcie moje osiągnięcia nie mają tu nic do rzeczy (to taka marna proba odwrocenia uwagi od tematu).
            Na ich zrobienie mam jeszcze kilka dekad choc będzie to o wiele trudniejsze niż w przypadku prof. Kuznickiego m.in. wlasnie przez szkodliwa dla młodych polityke naukowa prof. Kuznickiego a raczej na to, ze tata otworzy mi instytut nie mam co liczyc. Wreszcie to nie ja w zawansowanym wieku emerytalnym groteskowo mowie o braku miejsca dla mlodych, kiedy powszechnie wiadomo, ze jednym z waznych powodów tego stanu rzeczy w akademii jest wlasnie zbyt pozne przechodzenie na emeryture nieproduktywnych (przez produktywnosc rozumiem jakosc a nie ilosc) naukowców w zaawansowanym wieku emerytalnym

            • ~Maciek 13.09.2025 21:10

              @ Helena,

              Nie dostrzegam korelacji między prestiżowym czasopismem, a jakością artykułu naukowego. W dobie globalizacji i naukometrii, proces recenzji jest zawodny. Doskonale to zagadnienie przedstawiła holenderska uczona Elizabeth Bik w wywiadzie udzielonym na łamach dziennika El Pais. Redaktorzy czasopism nie wdrożyli na czas odpowiednich narzędzi i instrumentów, które mogłyby wesprzeć proces recenzji. Mimo licznych apeli i ostrzeżeń. Tym samym prestiż czasopisma, to dziś kwestia wielce dyskusyjna. Natomiast nie ulega wątpliwości, że prof. Jacek Kuźnicki wybitnym uczonym jest, a decyduje o tym właśnie jego dorobek badawczy, ale i działalność organizacyjna na polu nauki. Moja opinia i pani opinia nie ma w tej kwestii żadnego znaczenia. Rozczarowała mnie pani stwierdzeniem, iż na osiągnięcia naukowe pani autorstwa będę musiał poczekać kilka dekad. Droga pani za kilka dekad może mieć miejsce koniec świata lub upadek Rzeczypospolitej Polskiej. Inne sprawy pominę.

            • ~Helena 13.09.2025 14:25

              A i nie zdziwiłabym się gdyby tym wspanialomyslnym darczynca byłby sam prof. Kuźnicki. Tylko, że wtedy byłoby to zwykle robienie z ludzi idiotow.