W systemie ewaluacji opartym o zliczanie punktów za publikacje uczelnie i instytuty są fabrykami gwoździ, a nie miejscami, gdzie uprawia się działalność twórczą. Niewykluczone, że właśnie przez takie zniechęcanie naukowców do pracy nad prawdziwie ambitnymi problemami nasze wyniki w konkursach ERC pozostają wciąż niezadowalające. Uważam, że o wiele lepszy byłby system polegający na ocenie eksperckiej – mówi w rozmowie z FA prof. Stefan Dziembowski, jeden z nowych członków korespondentów Polskiej Akademii Nauk.
Prof. Stefan Dziembowski pracuje w Instytucie Informatyki na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego oraz w Instytucie Badawczym IDEAS. Prowadzi grupę badawczą zajmującą się kryptografią i blockchainem. Jest laureatem grantów Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych (Starting w 2008 r. – jako pierwszy polski naukowiec i Advanced w 2020 r.). Pięć lat temu otrzymał Polsko-Niemiecką Nagrodę Naukową Copernicus. Pod koniec czerwca został wybrany na członka korespondenta Polskiej Akademii Nauk. Rozmawia z nim Mariusz Karwowski.
Gratuluję wyboru! Teraz będzie pan mógł recenzować Akademię już z tej drugiej strony, od wewnątrz.
Dziękuję za gratulacje. Członkostwo w PAN to dla mnie ogromne wyróżnienie. Oczywiście, jestem gotów uczestniczyć w procesie reform Akademii, ale nie ledwie parę dni po wybraniu mnie na członka korespondenta. Proszę dać mi jeszcze trochę czasu. Najpierw chciałbym porozmawiać i podzielić się swoimi opiniami z tymi, którzy w PAN są znacznie dłużej niż ja. Być może widzą inne aspekty danej sprawy, a i ja nie zamierzam twardo obstawać przy swoim. Jeśli już teraz zacząłbym mówić, co chcę zmienić, byłoby to nieeleganckie wobec korporantów. Nie przystępuję do PAN z pozycji atakującego, bardziej jak ktoś, kto chce coś pozytywnego wnieść do tej instytucji. Tak rozumiem rolę członka Polskiej Akademii Nauk. Nie planuję rewolucji, zresztą samemu byłoby mi o to trudno.
Przyzna pan jednak, że ścierał się niejednokrotnie w mediach społecznościowych z prof. Dariuszem Jemielniakiem, wiceprezesem Akademii, na temat jej funkcjonowania, a pana krytyka instytutów z Wydziału IV obrosła już niemal legendą.
Dyskusje w mediach społecznościowych rządzą się swoimi prawami i ich uczestnicy, w tym pewnie i ja, mają czasami tendencję do wyrażania radykalnych poglądów, które nie służą osiągnięciu konsensusu. Ale, niestety, trzeba przyznać, że w Wydziale IV Nauk Technicznych jest kilka instytutów informatycznych i na razie żaden nie zdobył grantu ERC, co powinno jednak być jakimś sygnałem alarmowym.
Zaznaczam, że jestem przeciwnikiem oceniania pojedynczych naukowców pod kątem liczby zdobytych grantów i na pewno w tych jednostkach jest wielu świetnych badaczy. Ale jeśli mamy grupę instytutów informatycznych, które nigdy nie zdobyły żadnego grantu ERC, to może świadczyć nie tyle nawet o jakości prowadzonych tam badań, co o podejmowanej tematyce. Być może nie odpowiada ona założeniom ERC, która finansuje tylko najbardziej nowatorskie i przełomowe badania. W Wydziale III Nauk Ścisłych i Nauk o Ziemi, do którego zostałem wybrany, jest pod tym względem o wiele lepiej.
Skoro nie da się pan już teraz namówić na wypowiedź jako członek korespondent, to proszę w takim razie jeszcze z pozycji obserwatora patrzącego z boku nakreślić swój obraz Polskiej Akademii Nauk.
Do tej pory miałem niewiele kontaktów z Polską Akademią Nauk, przez chwilę byłem zatrudniony w Instytucie Matematycznym PAN, ale to działo się jakieś dwadzieścia lat temu. Z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się, że należałoby przemyśleć formułę działalności instytutów PAN, a więc placówek, w których nie prowadzi się dydaktyki, przynajmniej na poziomie studiów licencjackich i magisterskich, i które zajmują się badaniami podstawowymi. Skoro już tworzymy takie jednostki, a ja jestem jak najbardziej za tym, żeby one istniały, to powinniśmy pójść za przykładem np. instytutów Maxa Plancka. Tam o dożywotnią pozycję do uprawiania „blue-sky research”, bez jednoczesnej konieczności prowadzenia dydaktyki, jest bardzo trudno. Tych pozycji powinno być zatem niewiele.
Jak by to w praktyce miało wyglądać?
Moim zdaniem na jeden instytut przypadałoby kilka takich osób, najczęściej (przynajmniej w STEM) byliby to liderzy grup badawczych. Cała reszta powinna być zatrudniana na umowy na czas określony, np. sześć lat. Co więcej, przyjmowanie do pracy nie odbywałoby się na zasadach koleżeńskich, tylko w oparciu o ocenę międzynarodowej rady doradczej. Stałych pozycji nie dostawałoby się za wysługę lat. Jeśli ktoś nie zostaje group leaderem, a zależy mu na stałej pozycji, to powinien przejść na uniwersytet. Jeśli i tam nie da rady, to trzeba przyjąć do wiadomości, że nie każdy ma talent do pracy, jaką sobie wymarzył.
Mam wrażenie, że Polska Akademia Nauk nie zbliżyła się jeszcze do tego modelu.
Niestety, w instytutach PAN znajdują się stałe etaty dla ludzi, którzy publikują mało lub wcale. Można oczywiście pomyśleć, że niektórzy z nich pracują nad jakimś wielkim problemem naukowym, którego rozwiązanie na razie im nie wychodzi. Ale jeśli zajmuje to dekady i w tym czasie nie osiąga się większych sukcesów badawczych, to w pewnym momencie należałoby przyjąć do wiadomości, że z tej mąki chleba nie będzie. I zakończyć współpracę, przesuwając te osoby na stanowiska dydaktyczne, o ile oczywiście do tego się nadają. Mam świadomość, że mówię tu z pozycji informatyka, dla którego utrata pracy nie jest tak bolesna, jak dla np. historyka. Tym niemniej, nie zgadzam się na podejście, by żyć w kapitalizmie, a pracować w socjalizmie. Pracowałem przez jakiś czas w Danii, która dla wielu jest wzorem socjalnego państwa dobrobytu, i nawet tam pod pewnymi względami system naukowy okazywał się jeszcze bardziej brutalny niż amerykański, a naukowców zwalniano z pracy za długotrwały brak wyników. Oczywiście, rozliczanie naukowców co roku z tego, ile udało im się „nastukać” prac, też jest absurdalne. Dobry system naukowy gwarantuje odpowiedni balans między rozliczaniem naukowców a swobodą prowadzenia badań.
A jak zapatruje się pan na samą korporację?
Tak jak wspomniałem, z PAN miałem dotąd niewiele kontaktów, wewnątrz korporacji nigdy nie byłem, wolałbym więc najpierw zobaczyć od środka, jak ona wygląda, przyjrzeć się temu i dopiero wtedy ewentualnie zaproponować jakieś zmiany.
Jest pan pierwszym członkiem korespondentem PAN, którego główną dyscypliną naukową jest informatyka. Brzmi to tak, jakbyśmy byli wręcz świadkami momentu dziejowego w Akademii.
Jeszcze raz podkreślę, że jest to dla mnie ogromne wyróżnienie. Pamiętajmy, że ogólnie informatyka w Polsce jest podzielona na „czystą”, którą między innymi ja reprezentuję, oraz informatykę techniczną i telekomunikację. Są to generalnie dwa różne środowiska. To pierwsze wyrosło z polskiej szkoły matematycznej, jesteśmy silnie osadzeni w matematyce. Specjalizuję się w kryptografii, moje badania mają ścisłe związki z matematyką, dlatego właśnie zostałem przyjęty do Wydziału III. Natomiast informatyka techniczna, skupiona w Wydziale IV, czerpie bardziej z polskiej tradycji inżynierskiej. Od razu zaznaczę, że nie jest to podział ścisły i jest od niego wiele wyjątków.
Rzeczywiście, trudno zaprzeczyć, że żyjemy w epoce triumfu zastosowań matematyki w informatyce. Dziedzina ta staje się kluczowa, szczególnie dziś, gdy postęp technologiczny jest tak szybki. Mam tu głównie na myśli zagadnienia związane z cyberbezpieczeństwem, z uczeniem maszynowym oraz w ogóle z gospodarką cyfrową. W polskich warunkach geopolitycznych szczególnie ważne są też technologie podwójnego zastosowania, czyli te, które dotyczą zarówno sfery cywilnej, jak i wojskowej.
Co ciekawe, pana wybór zbiegł się z pomysłem utworzenia w PAN Międzynarodowego Instytutu Nauk Obliczeniowych i Matematycznych. Pisaliśmy o tym jako pierwsi na początku czerwca.
Jeszcze zanim zostałem członkiem, zasiadałem w komisji PAN, która oceniała ten wniosek. Popieram ten pomysł, wydaje mi się, że połączenie informacji z matematyką może być odpowiedzią na wyzwania współczesnych czasów. Moim zdaniem zamiast na start-upy państwo powinno przeznaczać więcej środków na finansowanie badań naukowych. Jeśli mielibyśmy wydawać pieniądze na rozwój informatyki, to długofalowo bardziej nam się opłacą badania podstawowe i kształcenie doktorantów. Ten nowy instytut ma być właśnie zorientowany na badania podstawowe, w przeciwieństwie do np. Instytutu IDEAS nastawionego na badania o wyższym poziomie gotowości technologicznej.
Wspomniał pan, że jako informatyk nie musi się specjalnie martwić o pracę, ale przecież i pana dziedzina – jak cała nauka – zmaga się z wieloma bolączkami. Co jest największą?
Niedofinansowanie badań i biurokratyzacja. To drugie daje się we znaki przy zatrudnianiu, np. w moim grancie ERC. Przez pięć lat pracowałem we Włoszech i oni mieli dokładnie to samo. Kiedy wróciłem do Polski w 2010 roku, nie mogłem wyjść z podziwu, jakie tu wszystko jest proste. Od tego czasu tak skomplikowaliśmy te proste rzeczy, że dziś – mam wrażenie – dogoniliśmy tamtych Włochów. Dziś tutaj czuję się, jak tam dwie dekady temu.
Ponadto ogromnym problemem jest przyjęty w Polsce system ewaluacji jakości działalności naukowej oparty o zliczanie punktów za publikacje, tak jakby uczelnie i instytuty były fabrykami gwoździ, a nie miejscami, gdzie uprawia się działalność twórczą. Mam ten luksus, że władze mojego wydziału na Uniwersytecie Warszawskim starają się raczej chronić naukowców przed absurdami tego systemu niż wymuszać na nich dostosowanie się do niego. Ale, niestety, nie wszystkie jednostki mogą sobie na to pozwolić. Niewykluczone, że właśnie ten nieszczęsny system, przez zniechęcanie naukowców do pracy nad prawdziwie ambitnymi problemami, odpowiada między innymi za niezadowalający wynik konkursów o granty ERC. Uważam, że o wiele lepszy byłby system polegający na ocenie eksperckiej.
Jak widzi pan swoją rolę jako członka korespondenta Polskiej Akademii Nauk? Zamierza pan realnie angażować się w jej prace?
Generalnie krajowe akademie działają tak, że płaci się składki członkowskie, a pracuje w ramach wolontariatu. U nas jest inaczej – członkom przysługuje wynagrodzenie (dla członka korespondenta ok. 1700 zł – przyp. MK), a skoro tak, to wypada coś jednak zrobić (śmiech).
Ale już na poważnie – nie chciałbym jedynie siedzieć z założonymi rękami. Więcej, mam nadzieję wnieść znaczący wkład w rozwój Akademii, nie wzbraniam się przed działaniem. Tym bardziej, że wprawdzie zgłaszał mnie uniwersytet, ale za moją zgodą. Skoro zatem chciałem być członkiem PAN, to wypadałoby teraz wykazać aktywność. Mam już pewne doświadczenie, bo przez jedną kadencję byłem w Radzie Narodowego Centrum Nauki (w latach 2020–2024 – przyp. MK) i muszę przyznać, że była to świetna lekcja z tego, jak działa instytucja. Wydaje mi się, że to doświadczenie może mi pomóc.
W jaki sposób?
Choćby w spojrzeniu na pewne rzeczy nie z perspektywy pojedynczego badacza, nie poprzez jedynie własną karierę, ale znacznie szerzej. Doskonałym przykładem może tu być open access. W zasadzie informatyków ten problem nie dotyczy. Byliśmy niejako akuszerami Internetu i od zawsze publikowało się u nas prace na swoich stronach albo w repozytoriach. Ale już w biologii jest zupełnie inaczej. Nie do końca zdawałem sobie z tego sprawę, nie rozumiałem, dlaczego cały czas się o tym rozmawia, zamiast po prostu wrzucić pracę na stronę internetową. Generalnie naukowiec powinien być przecież zainteresowany tym, żeby wszyscy czytali jego publikacje. Będąc w Radzie NCN, nauczyłem się właśnie tego szerszego spojrzenia na daną kwestię, tego, że nie w każdej dziedzinie musi być tak, jak u mnie. Poza tym zyskałem jeszcze coś – instytucjonalny punkt widzenia, a więc jak to wygląda z drugiej strony.
Średnia wieku nowo wybranych członków PAN to 58,8 lat, jest pan jednym z tych, którzy ją w znaczący sposób zaniżyli.
Nie da się ukryć, przekroczyłem już „pięćdziesiątkę” i rzadko kiedy jestem uważany za młodego człowieka czy badacza, natomiast w kontekście PAN – nadal mogę się cieszyć tym statusem. Bardzo optymistycznie nastraja mnie to, że i tak nie jestem najmłodszy. Liczę więc, że znajdzie się więcej osób myślących w podobny sposób, co ja. Oczywiście, może się okazać, że jak się poznamy, to w ogóle nie zgodzimy się ze sobą. Ale może aż tak źle nie będzie i właśnie jako młodzi członkowie PAN staniemy się awangardą zmian. Choć może niewłaściwie jest się tak określać przed tym, nim zacznie się działać.
Rozmawiał Mariusz Karwowski
W wyniku ostatnich wyborów członkami korespondentami PAN zostało 45 naukowców. Najwięcej z nich dołączy do Wydziału III Nauk Ścisłych i Nauk o Ziemi (13). Średnia wieku wszystkich nowo wybranych wynosi 58,8 lat. Wśród nich jest 8 kobiet (średnia 56,25 lat) oraz 37 mężczyzn (59,35 lat). Najmłodsi są z rocznika 1979 (46 lat) i jest ich czworo: dwie osoby z Wydziału I (prof. Maciej Karwowski z Uniwersytetu Wrocławskiego i prof. Michał Wierzchoń z Uniwersytetu Jagiellońskiego) i dwie – z Wydziału II (prof. Krzysztof Pyrć – prezes-elekt Fundacji na rzecz Nauki Polskiej i prof. Magdalena Frąc z Instytutu Agrofizyki im. Bohdana Dobrzańskiego PAN).
Zdecydowana większość nowych korporantów pracuje na uczelniach (32, w tym cztery osoby z podwójną afiliacją), z których najsilniejszą reprezentację ma Uniwersytet Jagielloński (8). W instytutach PAN zatrudnionych jest 12 osób (w tym dwie jednocześnie na uczelniach), a trzy są związane z innymi instytucjami: Narodowym Centrum Badań Jądrowych, Instytutem Pomnikiem – Centrum Zdrowia Dziecka, Międzynarodowym Instytutem Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie.
W tym gronie jest 20 osób będących członkami komitetów Polskiej Akademii Nauk (w tym 5 przewodniczących), a także 5 dyrektorów instytutów PAN: prof. Andrzej M. Jagodziński (Instytut Dendrologii PAN), prof. Leszek Sirko (Instytut Fizyki PAN), prof. Sławomir Zadrożny (Instytut Badań Systemowych PAN), prof. Leonora Maria Bużańska (Instytut Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. Mirosława Mossakowskiego PAN), prof. Piotr Ładyżyński (Instytut Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej im. Macieja Nałęcza PAN).
W czerwcowych wyborach status członków rzeczywistych zyskało również 30 spośród dotychczasowych członków korespondentów PAN.
MK
Do ~Marcin Przewloka 14.07.2025 11:32, ~Marcin Przewloka 15.07.2025 08:5 oraz do osób, którym zależy na ocenach eksperckich.
Przeczytałem wczoraj (14.07) pana komentarz i nie chciało mi się nawet odpisywać. Bo pan powtarza swoją tezę o wyższości ekspertów, zwłaszcza zagranicznych, w ewaluacji. Panie Marcinie, przecież nie eksperci wymyśląją system oceny. Zrobi to komisja do spraw ewaluacji. Eksperci dostaną kryteria oceny, i będą działać według nich. Przecież pan czytał o niechęci wysoko postawionych w kierownictwie nauki osób o niechęci do czasopism, które lobbyści tak zwanych dobrych czasopism nazywają drapieżnymi. I ta komisją, nie wykluczone, będzie kazała je nie uwzględniać. Drugi przykład – propozycja uwzględnienia popularyzacji nauki. Przecież wiadomo, że popularyzacja polega na uproszczonym podawaniu wyników już znanych, tak, żeby człowiek nie posiadający nawet licencjackiego wykształcenia coś zrozumiał. Trzeci przykład. Pozwolę tu jeszcze raz zacytować pana profesora Krzysztofa Pyrćia, dotyczącej kryterium III: „Eksperci dokonujący oceny powinni być niezależni – czyli spoza naszego systemu, najlepiej mieszkający poza Polską. W przeciwnym razie grozi nam powielenie patologii znanej z oceny K3 lub wspomnianej listy punktowanych czasopism.” Dodam od siebie – kryterium trzecie wymyśliła komisja. Kolejny przykład, znany z FA – czasopisma z tej samej dyscypliny, o jednakowych IF, punktowane jedno za 140 drugie za 40 pkt. Kolejny – rok rocznie podawane są nowe wartości IF, a na liście czasopism brak zmian. Jak widać z tych i innych, nie podanych przeze mnie przykładów, wytyczne dla ekspertów określane są przez odpowiedną komisję. I nawet jak eksperci będą punktualnie trzymać się tych wytycznych, sterowanie ręczne nieuniknione. Bo powstaje podczas wyznaczania kryteriów. Ale my ty gadu-gadu, a komisją i tak zrobi swoje, zgodnie z wytycznymi swoich mocodawców – niektórych rektorów, dziekanów, dyrektorów instytutów PAN oraz bliżej nie określonych osób, którym z jakichś powodów zależy na uznaniowości.
@PŻ
Z cytatu, ktory Pan przytoczyl, widze, ze moje poglady co do ewalaucji nie sa w zadnym przypadku "unikalne"; najwyrazniej profesor Pyrć ma podobne zdanie na temat.
Prosze pamietac, ze przy odrobinie zlej woli (a ta moze byc rozbudzona i mocno wspomagana przez lokalne powiazania, protekcje, znajomosci i zaleznosci) nawet z najlepszego kryterium mozna uczynic farse, szopke i odwrotnosc tego, co bylo oryginalnie zamierzone. Stad moje mocne przekonanie co do tego, kto powienien ta ewaluacje w praktyce robic.
Moge sie tutaj oczywiscie mylic, ale moim zdaniem ewaluacja ekspercka robiona przez lokalnych naukowcow zupelnie nie ma sensu. Wtedy juz chyba lepiej pozostac przy tych przedziwnych listach czasopism i punktach. Podkreslam, to tylko moje skromne zdanie.
Przepraszam, ze sie powtarzam, postaram sie tego nie robic. :)
W tekscie pojawia sie przyklad instytutow z sieci MPG. Chcialem tylko dodac jedna obserwacje:
Podawanie przykladow, jak dzialaja instytucje w innych krajach, w innych miejscach, jest bardzo pomocne, bo pozwala budowac wiedze na temat tego, "jak inni to robia". Co jest mozliwe, jakie sa potencjalne rozwiazania, jak oni radza sobie z trudnosciami, itd. To jest bardzo wazna wiedza, pozwala rozpatrywac rozne opcje i porownywac miedzy soba czasami bardzo rozne podejscia w temacie - tutaj konkretnie - organizacji nauki czy tez instytutow naukowych.
Jest to jednak zupelnie co innego, niz proponowanie wprowadzenia pewnych elementow z tych innych organizacji do lokalnego - tutaj konkretnie polskiego - systemu. Wyciagniecie pojedynczego elementu z tej organizacji i zaproponowanie aby go zastosowac lokalnie zwykle nie ma szans powodzenia. A to dlatego, ze system to jest caly uklad zaleznosci, a nie jedna wyciagnieta z kontekstu cecha. 'Cherry-picking' zwykle prowadzi do nieuprawnionych wnioskow.
Jesli ktos oczekuje ze system zatrudniania bedzie podobny do instytutow MPG, to moze rowniez powinien oczekiwac, ze srodowisko w instytutach PAN bedzie podobne do srodowiska w instytutach MPG. Na przyklad, na stronie Maxa Plancka czytam, ze " The total allocation for a Max Planck Research Group amounts to up to 2.7 million euros for the initial six years".
Czy instytuty PAN sa gotowe wesprzec swoich group leaderow start-upem w wysokosci 2.7 miliona Euro na 6 lat?
Tak wiec wiedza o tym, jak system dziala w innym kraju jest wazna, ale potencjalne wprowadzanie pojedynczych elementow tego "obcego" systemu na grunt lokalny moze byc trudne. Trzeba zwrocic uwage na wszystkie elementy ukladanki, a nie tylko na jeden.
Każdy ma prawo do oceny. Oczywiście, lepiej jest, gdy ta ocena opiera się na szerszym i, w miarę możliwości, obiektywnym spojrzeniu na rzeczywistość. Granty ERC są bez wątpienia prestiżowe i bardzo ważne, ale nie mogą być one wyłączną miarą oceny jakości działalności jednostek naukowych, w tym instytutów naukowych PAN. Stwierdzenie, że ich brak "jest sygnałem alarmowym" lub że to oznacza "że tematyka prowadzonych badań nie jest nowatorska lub przełomowa" wprowadza czytelnika w błąd.
Warto pamiętać, że informatyka obejmuje szeroką tematykę
badawczą, w której związane z informatyką instytuty naukowe Wydziału IV PAN mają bardzo liczne, uznane w kraju i na świecie, osiągnięcia. Na przykład, Instytut Podstaw Informatyki PAN (IPI PAN, Wydział IV PAN) zdobywa prawie 50% środków na utrzymanie siedziby i prowadzenie działalności naukowej z projektów, głównie europejskich, w ramach dużych międzynarodowych konsorcjów naukowych. Są to projekty, które bywają lepiej finansowane niż granty ERC i pozyskiwane na równie konkurencyjnych warunkach.
IPI PAN jest liderem w zakresie przetwarzania języka
naturalnego z zastosowaniem zarówno podejść klasycznych, jak i tych, wykorzystujących nowoczesne architektury sieci neuronowych. Na przykład, jednym z ostatnich osiągnięć IPI PAN, w ramach dużego konsorcjum, jest system PLLuM (polski odpowiednik ChatGPT) wdrażany np. w administracji państwowej (https://www.newsweek.pl/biznes/pllum-polska-ai-dla-urzedow-jak-cyfryzacja-administracji-zmieni-zycie-obywateli/wxx28xk).
IPI PAN jest też znany w świecie ze swoich prac dotyczących weryfikacji modelowej, stanowiącej fundament skutecznych zastosowań informatyki; dowodem na to są między innymi, wystąpienia i publikacje w materiałach wiodących konferencji międzynarodowych w tej dziedzinie.
Instytut Badań Systemowych PAN (IBS PAN) jest światowym liderem w dziedzinie inteligencji obliczeniowej, stanowiącej obecnie wiodący nurt sztucznej inteligencji.
Naukowcy z IBS PAN zostało wyróżnieni licznymi prestiżowymi nagrodami naukowymi, np. Nagrody Pionierów IEEE czy
nagroda Gabora INNS, i zajmują czołowe pozycje w światowych rankingach naukowców. Innym przykładem są badania w IBS PAN nad zastosowaniami z obszaru Internetu Rzeczy, prowadzone w ramach licznych, kolejnych projektów UE, o wielomilionowych budżetach.
Wielu naukowców z IPI PAN i IBS PAN zaliczanych jest do grona 2% najbardziej wpływowych naukowców na świecie
według rankingu opracowanego przez Stanford University we współpracy z wydawnictwem Elsevier i firmą SciTech Strategies.
W Instytutach informatycznych PAN Wydziału IV pracuje wielu wybitnych naukowców, których index Hirscha (H-index)
wg Google Scholar przekracza istotnie 35, a nawet 50 lub 80, a liczba cytowań ich publikacji przekracza kilkadziesiąt tysięcy. H-index jest zazwyczaj, oprócz liczby cytowań i liczby prestiżowych publikacji, kluczowym składnikiem oceny pozycji naukowca na całym świecie. warto też spojrzeć na jeden z ostatnich rankingów Research.com polskich informatyków:
https://pan.pl/naukowcy-pan-w-swiatowej-czolowce-badaczy-wedlug-research-com/
Wśród informatyków są to w znakomitej większości przedstawiciele nauk technicznych, a wielu z nich pracuje w instytutach naukowych PAN z Wydziału IV.
Powyższe uwagi dotyczą również innych instytutów PAN, związanych z informatyką, z Wydziału IV - podano tylko dwa przykłady dla ilustracji braku trafności tezy, która jest upowszechniana, niestety, w mediach.
Reasumując, oceniając innych należy robić to obiektywnie, z rozpoznaniem stanu rzeczy. W przeciwnym razie, propagowana obecnie ocena ekspercka w ramach kolejnej
ewaluacji jednostek naukowych będzie zmianą wyłącznie na gorsze.
Wojciech Penczek, Dyrektor IPI PAN
Sławomir Zadrożny, Dyrektor IBS PAN
Całkowicie zgadzam się, że H-index jest najlepszą miarą jakości. Sam jestem tego dowodem, bo mam bardzo wysoki..
Muhammad Bilal
Źle na tym nie wyszedł. Został zatrudniony na Uniwersytecie w Antwerpii.
Alpiniści też stosują H-index. Najlepszy alpinista to taki, który zdobył tysiąc górek o wysokości tysiąc metrów każda. Jak kto zdobędzie koronę Himalajów i Karakorum, to H-index ma niewart uwagi: 14.
Mylenie pojęć: indeks H naliczany na za działania osób trzecich (cytujących), a nie samego zainteresowanego.
No i co z tego? Miarą (niedoskonałą ale dość rzetelną) sukcesu artykułu jest to, ile razy został zacytowany. Miarą sukcesu wyprawy wysokogórskiej jest to, jak wysoki szczyt udało się zdobyć. H-index mierzy sukcesy raczej drobne: zdobyte górki i pagórki i artykuły cytowane 30-40 razy czyli raczej niewiele. Zdobyte ośmiotysięczniki i artykuły cytowane tysiące razy są poza zasięgiem jego wzroku.
Ale to jest dobra miara, bo pozwala docenić ludzi przeciętnych choć pracowitych. Ludzie wybitni mają już swoją wybitność, jakby jeszcze byli doceniani, byłoby to ewidentnie niesprawiedliwe.
To z tego, że wartością H nie można sterować, gdyż nie zależy od decyzji/ruchów/etc zainteresowanego, podczas gdy wchodzenie gdziekolwiek (w tym na wzniesienia) już tak.
Ależ oczywiście, że można. Wystarczy zostać członkiem kartelu cytowań. Mogę podać dziesiątki przykładów. Zresztą jeden z bardziej prominentnych pojawił się już w komentarzu powyżej. A czasami to można sobie załatwić we własnym zakresie.
http://retractiondatabase.org/RetractionSearch.aspx#?auth%3dKarimi%252c%2bHamid%2bReza
Pan to chyba ostatnie pół roku przespał gdzieś na zapiecku.
Twierdzi pan, że nie ma zbliżonych do obiektywizmu kryteriów oceny nauki? Tak czy nie? Bo jeśli twierdzi pan, że dzięki kartelom cytowań można sobie nakręcić tysiąc cytowań, to ja powiem panu, że tworzenie karteli publikacji jest tysiąc razy łatwiejsze. Jeśli cytowania są bezwartościowe, to ministerialne punkty są jeszcze bardziej bezwartościowe.
To nie ja. W 2013 Bruce Alberts, wówczas redaktor naczelny czasopisma Science, a wcześniej prezes Akademii Nauk Stanów Zjednoczonych, napisał tak:
„Such metrics further block innovation because they encourage scientists to work in areas of science that are already highly populated, as it is only in these fields that large numbers of scientists can be expected to reference one's work, no matter how outstanding.”
https://www.science.org/doi/10.1126/science.1240319
Każdy system ewaluacji oparty na liczbach (publikacji, cytowań, indeks HIrscha) prowadzi do wypaczeń. Dlatego pan Bilal ma się obecnie dobrze w Antwerpii. A jak go stamtąd wyrzucą, to sobie znajdzie miejsce w Monachium, Mediolanie albo innej Walencji. Systemy są wszędzie podobne i promują takich oszustów. A ci wszyscy "geniusze z Azji", jak ich nazwał pan Kieraciński, potrafili to perfekcyjnie wykorzystać. No, ale to przecież sami naukowcy "z Zachodu" stworzyli ten system, żeby połechtać swoje ego.
"Każdy system ewaluacji oparty na liczbach (publikacji, cytowań, indeks HIrscha) prowadzi do wypaczeń"
Ja bym zaryzykowal stwierdzenie, ze "każdy system ewaluacji prowadzi do wypaczeń". Wystarczy tylko dac troche czasu.
Dlatego ewaluacja ma szanse na jako-taka uczciwa ocene tylko, kiedy bierze sie pod uwage wiele czynnikow, a nie opiera tylko na jednym, i wtedy, kiedy jest przeprowadzona przez ludzi, ktorzy moga spojrzec na wszystko calosciowo i biorac pod uwage lokalny i czasowy kontekst.
Zas co do pana Bilala, to czy przypadkiem on w Antwerpii nie jest postdokiem? Jesli tak, to jest to wielka roznica pomiedzy jego aktualna pozycja, a posiadaniem stanowsika na zasadzie stalej, 'permanent'. A postdoki zwykle nie trwaja wiecznie.
Każdy system ewaluacji prowadzi do wypaczeń a nawet więcej: każda ludzka działalność obciążona jest niedoskonałością. Przeczytałem o tym w takiej grubej książce z cienkimi kartkami ale empiria też potwierdza na każdym kroku.
Pytanie brzmi: czy ocena artykuły względem miejsca publikacji albo względem cytowań to jest uczciwy system trochę tylko nadgryziony korupcją czy sama korupcja?
@Profesor PAN
Niby proste pytanie, ale odpowiedz nieoczywista.
Ocena artykulu pod wzgledem miejsca publikacji teoretycznie nie ma sensu. Tylko jakos tak sie sklada, ze ostatecznie miejsca/instytuty ocenione jako "silniejsze", albo zwyczajnie "lepsze", maja wiecej publikacji w tych tak zwanych "dobrych tytulach". Czyli na przyklad lepiej jest miec publikacje w Nature Communications, niz w Scientific Reports.
To jest troche tak, jak z rankingiem uczelni. Niby wiemy, ze te rankingi moga byc zmanipulowane i w zasadzie za wiele nie znacza, ale jednak ciagle wszystkie rankingi z jakiegos dziwnego powodu sa do siebie mocno podobne, tak?
Ocena publikacji wzgledem cytowan ma znacznie wiekszy sens. Trzeba dac publikacjom troche czasu i one albo te cytowania zbiora, albo nie. Tak, rzeczywiscie, czasami niektore publikacje sa cytowane mocno z negatywnych powodow. Tak, rzeczywiscie, czasem te cytowania sa wynikiem manipulacji. Ale ciagle sadze, ze kiedy patrzymy na dluzszy okres czasu, to cytowania sa dobrym wskaznikiem tego, co sie dzieje.
Nie ma jednego doskonalego kryterium. Trzeba patrzyc na szereg roznych kryteriow, brac pod uwage, czego sie od danej osoby oczekuje (np. ile czasu poswieca na nauczanie studentow, inne funkcje i aktywnosci), zaangazowanie w prace niezwiazane bezposrednio z publikowaniem, itd. Miedzy innymi dlatego wlasnie sadze, ze ocene powinni robic ludzie.
Tak, jest post-dokiem. Z prof. PG to faktycznie degradacja (choć może zarobki wyższe). No, ale skoro jego liczba publikacji w ciągu 6 miesięcy zmniejszyła się z 935 do 37...
https://orcid.org/0000-0001-5388-3183
Mam jedynie nadzieję, że dzięki interwencji Leonida Schneidera ten postdok zakończy się przed upływem terminu umowy.
@ Hubert Wojtasek,
Tak czytam pana posty, ale coś w tym wszystkim mi nie pasuje. Na ile dobrze pamiętam to wcześniej pan mówił, że bezpośredni przełożeni i szefowie jednostek, gdzie aktualnie przebywają Bilalowie zostali poinformowani o ich świetlanej przeszłości, a mimo to im zaufano i przyjęto. Teraz mówi pan, że w sprawie tego głównego Bilala ma interweniować L. Schneider, aby skrócić jego postdok. Wie pan brzmi to wszystko jakoś dziwnie. Gdyby Schneider miał faktycznie taką moc oddziaływania, to żaden z nich nigdzie by się nie załapał, a jednak jest zupełnie inaczej. Wniosek jest taki, że nikogo w Europie Zachodniej nie interesują opinie Schneidera.
Panie Maćku (czy to aby ten sam Maciek? 😉),
Może Pan niedokładnie czyta, a może ja piszę zbyt chaotycznie i wiadomości są rozproszone w zbyt wielu komentarzach. A więc jeszcze raz po kolei. Nową lokalizację pana Bilala odkryłem 20 czerwca. Tego samego dnia Leonid Schneider wysłał zawiadomienie do jego szefa (prof. Jan Dries) i do władz wydziału i uniwersytetu w Antwerpii. Oto fragment odpowiedzi z biura rektora, którą otrzymał 4 lipca (!):
„Please note that the Committee of Scientific Integrity does its due diligence, meaning the procedure takes the necessary time and a response within a short period of time, e.g. a week, is not possible.”
Więc postępowanie potrwa zapewne kilka miesięcy. W tym czasie pan Bilal znajdzie sobie nowe zatrudnienie, tak jak pisałem – w Monachium, Mediolanie lub innej Walencji. Wiele uczelni jest zainteresowanych poprawieniem swoich notowań we wszelkiego rodzaju systemach ewaluacji i rankingach, nie tylko Politechnika Gdańska. Nie ma żadnego systemu ostrzegania przed takimi oszustami, których są dziesiątki tysięcy. Jedyne co mogę teraz zrobić, to złożyć zawiadomienie do ORCID w sprawie weryfikacji jego konta.
„Wniosek jest taki, że nikogo w Europie Zachodniej nie interesują opinie Schneidera.”
To niezupełnie prawda, choć faktycznie jego działania przynoszą pożądane skutki w niewielkim procencie przypadków. Ostatnim sukcesem jest przypadek dwóch niemieckich profesorów – Simone Fuldy i Klausa-Michaela Debatina. Tylko, że kary nawet w przypadku udowodnienia nieuczciwości naukowej są symboliczne:
“The Joint Committee issued a written reprimand against both researchers. It also imposed a one-year ban on Fulda from submitting proposals to the DFG.” 🤣 🤣 🤣
https://forbetterscience.com/2025/07/04/schneider-shorts-4-06-2025-why-should-i-care-about-this/#fulda
A u nas coś się dzieje? Czy papiernicy ponieśli jakieś dotkliwe kary? Największą poniósł chyba prof. Królczyk, który „zrezygnował” z funkcji prorektora. A pozostali? Grzegorz Boczkaj został wysłany do Korei, żeby nie drażnił kolegów swoimi przekrętami i grantami oraz nagrodami, które za nie otrzymuje.
Prof. Jesionowski w swoim oświadczenia przesłanym Leonidowi Schneiderowi w grudniu pisał tak:
”although I do not fully agree with the allegations made, because the scientific level of the works signed with my name and the ethical issues related to them are of the highest value to me, I have contacted the Editors-in-Chief of the journals where my articles with Dr. Bilal were published to re-verify and/or possibly withdraw these articles from the journals. My request is currently being verified by the ethics committee of the publisher and we will be notified of the decision made.”
I jakie są efekty tych działań? Na razie zdjął jedną klątwę Vickersa:
https://www.pubpeer.com/publications/16D8E496CDA12B7C8057B6C4E265B8
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0141813025009389?via%3Dihub
A prof. Jaszczur z AGH? Tylko w tym roku zaliczył 16 retrakcji. Rekord w historii polskiej nauki.
http://retractiondatabase.org/RetractionSearch.aspx#?auth%3djaszczur
Ktoś coś z tym robi? Przypadek trójcy z PO został opisany ponad rok temu. I co? Powstał jakiś ruch na rzecz obrony uczciwej nauki? Ja do śmierci mogę rozpracować co najwyżej 10% z nich, więc mogą mi się śmiać w twarz. Straszą sygnalistów procesami sądowymi i postępowania dyscyplinarnymi. Jeśli ministerstwo nie podejmie zdecydowanych kroków, to tak zostanie. I wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. Tak jak w 1984. Polską nauką będzie rządzić Wewnętrzna Partia Papierników. A mnie zapewne czeka los Winstona Smitha.
@ Hubert Wojtasek,
Panie Hubercie, tak to ja z którym pan niejednokrotnie na forum rozmawiał. Co mogę tutaj powiedzieć? Martwi mnie to, że ważniejsze są dla uczelni rankingi i dobre notowania w systemach ewaluacji opartych o wskaźniki liczbowe niż dobro nauki. Dotyczy to całej UE i globu. Wszystkie dane można policzyć, zważyć i poukładać w tabelkach. Tylko, co rzeczywiście kryje się za tymi liczbami? Tutaj zdania są podzielone, i nie wiem czy uda się komukolwiek opracować dobry i zadowalający środowisko akademickie system oceny. Natomiast jeżeli chodzi o papiernie, to występują one praktycznie w każdym kraju, choć nie wiem jak dokładnie to wygląda w Azji. W tym przypadku nie pomogą nakazy, zakazy czy jakiekolwiek kary, a jeśli zatracony został system wartości akademickich z etyką zawodową włącznie. Tym samym w każdym środowisku społecznym znajdą się osoby, które zamiast wejść na szczyt góry, to będą starały się ją obejść. Może nauka etyki w szkolnictwie podstawowym, a potem średnim przyniosłaby pożądane owoce, ale to też tylko moje życzenie.
@Hubert Wojtasek
Link do ORCID jest, jak sadze, dla innej osoby.
Oj, jeszcze jedną rzecz przeoczyłem. Fakt, że nie zaglądałem do tego konta od dwóch tygodni. Dzisiaj faktycznie jako właściciel konta figuruje Minal Fatima, choć jestem pewny, że 2 tygodnie temu był to Muhammad Bilal. Minal Fatima figuruje nawet jako współautor kilku publikacji (m.in. pierwszych trzech). Ale proszę kliknąć w link do którejkolwiek z nich. 🤣🤣🤣
Jak to mówił pan Popiołek - koniec świata.
Aaa, teraz rozumiem skąd to pytanie. Źródłem wszystkich informacji na koncie ORCID pana Bilala jest niejaka Minal Fatima. Może nie chciało mu się samemu konstruować nowego konta i po prostu kogoś wynajął? A może jest z nim jakoś związana? Ale chyba niezbyt dobrze wywiązała się z tego zadania, skoro zostawiła publikacje z Boczkajem, Jesionowskim i Zdartą.
Myślę, że to ta sama osoba. Prawie wszystko się zgadza:
numer - taki sam był i jest podany w cv na stronie PG,
https://pg.edu.pl/badawcza/centra/naukowe/cmp/laureaci-nobelium/dr-muhammad-bilal
miejsce uzyskania doktoratu - Shanghai Jiao Tong University,
współautorzy - Grzegorz Boczkaj, Teofil Jesionowski, Jakub Zdarta (mam nadzieję, że współpracowali tylko z jednym Bilalem 😊).
Oczywiście nie zgadza się liczba publikacji, ale z cv na stronie PG informacje o jego osiągnięciach publikacyjnych też jakoś dziwnie wyparowały. 😊
@Hubert Wojtasek
Jakos to wszystko brzmi bardzo skomplikowanie i mocno podejrzanie....
Ale prosze sie juz nie klopotac tym sprawdzaniem szczegolow; az tak ta sprawa mnie nie interesuje.
Dzieki za wyjasnienia
Wyłgał się pa z odpowiedzi. Dlatego powtórzę: Czy istnieją zbliżone do obiektywizmu kryteria oceny nauki? Tak czy nie?
Nie, nie wyłgałem się. Podałem cytowanie. Dalej w tym samym artykule Bruce Alberts pisze tak:
"As a bottom line, the leaders of the scientific enterprise must accept full responsibility for thoughtfully analyzing the scientific contributions of other researchers. To do so in a meaningful way requires the actual reading of a small selected set of each researcher's publications, a task that must not be passed by default to journal editors."
Z mojego doświadczenia wynika, że u nas robi się to bardzo rzadko, zarówno przy ocenie wniosków o stopnie i tytuły, jak i przy ocenie grantów. O ewaluacji już nie wspomnę. Dobrą odpowiedź dał też pan Marcin Przewłoka powyżej. A co robi nasz zespół ds. nowych zasad ewaluacji?
No to jeszcze raz: Czy istnieją zbliżone do obiektywizmu kryteria oceny nauki? Tak czy nie?
Zmienia to coś w istocie mojej wypowiedzi?
No niezła odpowiedź, brzmią jak sigma
Do prof. Stefana Dziembowskiego
Do ~Adam 11.07.2025 14:14
Do ~Profesor z Warszawy 11.07.2025 14:35
Do ~Profesor PAN 12.07.2025 11:47
W wywiadzie przytoczono słowa pana profesora, cytuję: „Ponadto ogromnym problemem jest przyjęty w Polsce system ewaluacji jakości działalności naukowej oparty o zliczanie punktów za publikacje.…..Niewykluczone, że właśnie ten nieszczęsny system, przez zniechęcanie naukowców do pracy nad prawdziwie ambitnymi problemami, odpowiada między innymi za niezadowalający wynik konkursów o granty ERC. Uważam, że o wiele lepszy byłby system polegający na ocenie eksperckiej.”
Wydaje mi się, że jest tu coś nie tak z logiką. Moim zdaniem, praca nad ambitnymi problemami powoduje wysyp nowych nieoczekiwanych informacji, a co za tym idzie, przynosi dużą liczbę publikacji oraz dużą liczbę cytowań. Związek jest oczywisty - im bardziej ambitny problem – tym lepsze publikacje, tym wyższa liczba cytowań. W związku z tym jak ktoś rozwiązuje ambitny problem, nie musi zamartwiać się zliczaniem punktów. Same przyjdą!
Co do wskazówek pana Adama. Pisałem już o tym w FA. W komisji, która opracowała zasady obecnej ewaluacji, informatycy bardzo sprytnie załatwili sobie to, czego pozbawieni są inni. A mianowicie, punktują im konferencje. I to nie tak, jak poprzednio, 10 - 15 pkt., a aż do 200, tak jak i publikacje w czasopismach.
Co do pana Profesora z Warszawy. 2,379 referatu konferencyjnego (tu odsyłam do wskazówek pana Adama) na rok to dużo lub mało? Moja odpowiedź – dla osób spoza informatyki – 0 pkt.
Co do pana Profesora PAN. Pan prof. Stefan Dziembowski był już znacznie wyżej, niż eksperci. Był w Radzie NCN, która zarządza tymi ekspertami.
@PŻ
Podobno Einstein mowil, ze "Wszystko powinno być tak proste, jak to tylko możliwe, ale nie prostsze". Postaram sie wiec skomentowac ten fragment wypowiedzi, bo wydaje mi sie, ze sytuacja zostala uproszczona za bardzo:
"Moim zdaniem, praca nad ambitnymi problemami powoduje wysyp nowych nieoczekiwanych informacji, a co za tym idzie, przynosi dużą liczbę publikacji oraz dużą liczbę cytowań. Związek jest oczywisty - im bardziej ambitny problem – tym lepsze publikacje, tym wyższa liczba cytowań. W związku z tym jak ktoś rozwiązuje ambitny problem, nie musi zamartwiać się zliczaniem punktów. Same przyjdą!"
Praca nad ambitnymi projektami czy tez trudnymi pytaniami owocuje tymi "lepszymi publikacjami"
1. w dluzszym okresie czasu
2. kiedy ktos ma odpowiedni warsztat lub warunki do tego, aby byc w stanie zawalczyc
3. kiedy przy odrobinie szczescia rzeczywiscie udaje sie zblizyc do tej "duzej odpowiedzi".
Poniewaz w nauce rzadko wiedy wszystko idzie z planem, osiagniecie pelnego sukcesu w walce z bardzo ambitnym pytaniem nie zawsze wychodzi. Czesciej nie wychodzi. Ale w czasie, kiedy ta proba zostaje podjeta, bardzo duzo nowego sie uczymy, niezaleznie od koncowego efektu. Stad ma Pan racje piszac, ze "praca nad ambitnymi problemami powoduje wysyp nowych nieoczekiwanych informacji". Tylko to niekoniecznie musza byc te informacje na ktore wszyscy tak bardzo czekaja.... I wtedy to tez jest sukces! Wazne, zeby sobie zdawac z tego sprawe.
Do ~Marcin Przewloka 12.07.2025 21:59. Panie Marcinie. Pisałem już o tym, że pana uwagi bardzo mi podobają się. Teraz pan sięgnął do strasznie odległych czasów, cytując Ensteina. Jego największe osiągnięcia mają już ponad sto lat. Lecz i Enstein nie czekał na uznanie, jak pan pisze w pkt. 1, „przez duży okres czasu”. Proszę spojrzeć na noblistów z XXI stulecia. Teraz nauka tak przyśpieszyła, że to, co kiedyś wymagało kilku dziesięcioleci, teraz potrzebuje jedynie kilku lat. A poza tym, nikt w ewaluacji nie wymaga, żeby ambitny problem był na miarę Nobla. Co do pkt. 2 – stawiając przed sobą do rozwiązania ambitny problem, należy brać pod uwagę możliwości własnego warsztatu oraz możliwości kooperacji z podmiotami, a raczej z osobami zaprzyjaźnionymi z innych jednostek z kraju i zagranicy. Jak postawiony przed sobą problem nie będzie szarlataństwem oraz będzie spełniał warunki wymienione wyżej, to wszystko, o czym pisałem – publikacje w dobrych wysoko punktowanych czasopismach oraz dużo cytowań przyjdą w miarę szybko. Dalej pisze pan, cytuję: „Tylko to niekoniecznie musza być te informacje na które wszyscy tak bardzo czekają.” Nie jest to coroczna podwyżka emerytury, na którą czekają wszyscy emeryci. Wystarczy, że zainteresuje się tymi nowymi informacjami kilkanaście lub kilkadziesiąt naukowców, może zastosują a może nawet i zacytują. Oczywiście, im więcej, tum lepiej, tym bardziej ambitnym jest problem.
Problem (przepraszam) z „ambitnymi problemami” polega na tym, że należy je znaleźć. Jak to zrobić? Wydaje mi się, że na tak postawione pytanie nie ma dobrej odpowiedzi. Mogę jedynie powiedzieć, ze duże znaczenie ma intuicja badacza oraz jak najszerszy zakres jego wiedzy.
W mojej wypowiedzi chodziło mi, jak i wcześniej, o ocenę ekspercką jednostek ewaluowanych. Dzisiejszy artykuł daje doskonały przykład takich ocen. Pan prof. Stefan Dziembowski daje nie za bardzo wysoką ocenę informatyki w instytutach PAN. Natomiast panowie Wojciech Penczek, Dyrektor IPI PAN oraz Sławomir Zadrożny, Dyrektor IBS PAN, mają wręcz przeciwne zdanie. Gdyby wdrożyć ocenę ekspercką ewaluacji, zakładam, że wyniki były by podobne. A gdyby uwzględnić znajomości, zarówno in plus, jak i wrogość, wyniki ewaluacji były by nieprzewidywalne.
@PŻ
Jest tutaj pewien dysonans i mysle, ze wielu naukowcow zgodzi ze mna w tym temacie. Otoz z jednej strony nauka dazy do ilosciowej charakterystyki i opisu rzeczywistosci, czyli stara sie byc bardzo precyzyjna (quantitative). Z drugiej strony nauka sama z siebie, to jak ona dziala, to co kieruje kierunkami nadan naukowych i jak wyglada proces poznawczy, sa bardzo nieilosciowe, to znaczy trudno je opisac liczbami. Glownie stad wlasnie wynikaja te trudnosci z ocena pracy naukowcow.
Dlatego jesli juz zakladac, ze ewaluacja jest potrzebna, to zapewne najlepszy rodzaj tej ewaluacji to wlasnie ocena ekspercka. Tak, jakies wskazniki ilosciowe sa potrzebne, ale jednak glownie w ocene powinni byc zaangazowani ludzie i ich jakosciowa ocena pracy instytucji naukowych.
Powtorze jednak swoje stanowisko, ktorego sie trzymam od jakiegos czasu: konkretnie w Polsce bardzo wazne jest aby ta ewaluacja byla zrobiona przez naukowcow i pracownikow uczelni zagranicznych. Udzial ewaluatorow z Polski powinien byc albo zerowy, albo naprawde minimalny. Mniej wiecej tak, jak to bylo opisane tutaj na FA przez pana Kaczmarka:
https://forumakademickie.pl/ewaluacja-jak-to-robia-w-portugalii/
Najpierw pan prof. Stefan Dziembowski będzie musiał zapoznać się z organizacją, strukturą i zasadami funkcjonowania PAN, a także instytucji równorzędnych o modelu hybrydowym, jak np. Austriacka Akademia Nauk, Królewska Holenderska Akademia Sztuk i Nauk czy Bawarska Akademia Nauk. Odwoływanie się do rozwiązań z instytutów MPG w RFN jest nieco mylące. Instytuty MPG mają stabilny i przyzwoity budżet, co przekłada się na elastyczne formy zatrudnienia badaczek i badaczy, ale też realizują wytyczne rządu federalnego dotyczące polityki naukowej państwa, a której nad Wisłą nie ma. Tym samym trzeba lobbować na salonach polskiej polityki o większe fundusze na rozwój polskiej nauki, w tym też instytutów naukowych PAN. Wówczas można pomóc instytutom z Wydziału IV w rywalizacji o granty ERC. Na razie krajowa klasa polityczna w ogóle nie interesuje się nauką, ani też krajowym biznesem. A przedsiębiorcy mówią, jak mamy inwestować pieniądze w B+R, a skoro polskie państwo ma w nosie naukę.
Propozycja kontraktów 6-letnich dla naukowców z PAN jest prostą drogą do zamknięcia instytutow, chyba że prof. Dziembowski równocześnie sprawi, że infrastruktura, finansowanie badań i wynagrodzenia pracownikow instytutow będą na wspomnianym poziomie instytutow Max Planck. Bo jesli nie, to nie liczylabym na to, że ktokolwiek będzie chętny na zatrudnienie czasowe z wynagrodzeniem między minimalne wynagrodzenie za pracę a wynagrodzenie 2 x minimalne (asystent_profesor), ciągle starania o granty żeby jakiekolwiek badania prowadzic (nauki biologiczne, moze w informatyce jest inaczej), szukanie wspolprac aby miec dostep do infrastruktury, prace w nieplatnych nadgodzinach, wlaczajac czesto soboty i niedziele, bo eksperymentów nie można przerwać, itp. Nie wspominając o tym, że w Polsce nie ma kultury rotacji na stanowiskach naukowych, również na uczelniach. Plus młode pokolenie patrzy inaczej na pracę naukową niż to, po 50-tce, jest mniej sklonne do poswiecen i yo jest trend globalny a nie tylko polski. Podsumowując, od tego bym reformy nie zaczynała.
Jak to jest, że ludziom od algorytmiki przeszkadzają rozwiązania algorytmiczne (takie jak ocena parametryczna) i naiwnie wierzą w tzw. ocenę tzw. ekspertów?
Bo to oni mają być tymi ekspertami.
Rasowy "człowiek od algorytmiki" bardzo dobrze wie, jak to jest i dlaczego takie rozwiązania algorytmiczne przeszkadzają.
Rasowy, to może być pies. Ale chętnie posłucham "rasowego": to dlaczego przeszkadzają?
podpowiem, może zrozumiesz
"Słownik języka polskiego PWN
rasowy
1. «dotyczący rasy ludzkiej»
2. «o zwierzętach: należący do jakiejś rasy»
3. «mający wszelkie cechy charakterystyczne dla przedstawicieli jakiejś grupy zawodowej lub społecznej"
Oby nie był jak mój pryncypał, co to nawet nie wie, co jest w publikacji napisanej przez studenta z zagranicy w której jest autorem. Jest członkiem całą gębą i może wszystkich pouczać jak mają pracować, a jak nie, to zanim zaczną pracować już słyszą, że ich zwolnią, to taka zachęta do pracy. Najważniejsze jest, że jest dodatkowa kasa i można się wyżywać na maluczkich i pokazywać jaki to ja wielki PAN. Pryncypał mówi do pracowników, że pieniędzy nie ma i nie będzie premii za A+, ale pryncypałowi to już są i 3 miesięczne wynagrodzenie jako premia jest, za A+. Widzę, że dyrektorów przybyło więc będzie więcej takich w gronie z ramienia i z poparcia. Nauka to dla nieuka i straszenie, że 6 lat i won, co to nie umie o siebie zadbać i być w zespołach, kolegiach, gremiach, a dla nich to dożywocie na garnuszku podatników. A co, zamiast składki płacić to się ma na PAN wzbogacić, toć my wielcy, choć czasami mierni, ale wierni.
Wkrótce będzie mu dane to zbadać eksperymentalnie:) Komitet Informatyki jest w IV Wydziale, a nie w III. Choć krytyka jest formą oceny, to czy elegancko jest od niej zaczynać o to tu?
Dobrym zwyczajem Forum powinno być publikowanie linku do SCOPUSA
https://www.scopus.com/authid/detail.uri?authorId=14026632000
danego autora, wtedy łatwo można zobaczyć, jak jest płody, jak rozpoznawały, w czym publikuje.
Ten autor chciały zwalniać, zatrudniać na 6 lat, itp. Sam ma natomiast, średnio 2,379 publikacji na rok.
Ale to dużo czy mało?
No proszę, ledwie został członkiem, a już by chciał reformować.
Na razie tylko zabija śmiechem
czlonek z ramienia, taka anomalia anatomiczna....