Aktualności
Sprawy nauki
30 Stycznia
Źródło: www.pixabay.com
Opublikowano: 2025-01-30

Recenzent i recenzja w świetle prawa

Czy aktualnie obowiązujące przepisy gwarantują powoływanie na recenzentów osób będących najlepszymi ekspertami w danym zakresie? – o prawnych uwarunkowaniach powoływania recenzentów, pozycji osób pełniących te funkcje oraz formalnym charakterze sporządzanych przez nich recenzji piszą prof. Bronisław Sitek, przewodniczący Rady Doskonałości Naukowej, i Artur Woźniak, kierownik działu prawnego i rozwoju kadr naukowych Biura RDN.

Zasady wyboru przez Radę Doskonałości Naukowej recenzentów w postępowaniach awansowych w ostatnim czasie budzą dyskusję nie tylko w gronie nauczycieli akademickich i pracowników naukowych, zwłaszcza osób zainteresowanych wspomnianymi awansami, ale również w mediach społecznościowych. Nierzadko w dyskursie pojawiają się błędne, a nawet nierzetelne informacje na ten temat, sprzeczne z obecnymi rozwiązaniami prawnymi i praktyką działania Rady. Chcemy przybliżyć środowisku prawne uwarunkowania powoływania recenzentów, pozycję osób pełniących te funkcje oraz formalny charakter sporządzanych przez nich recenzji. Ze względu na kompetencje RDN dalsze rozważania będą dotyczyły wyłącznie habilitacji i profesury.

Zagadnienia związane z dokonywaniem eksperckiej oceny jakości osiągnięć naukowych, czyli sporządzaniem recenzji, które warunkuje przyznanie sui generis certyfikatu umiejętności, wiedzy i zdolności do prowadzenia badań naukowych, są de facto znane i normowane od początku obowiązywania Ustawy o szkołach akademickich z dnia 13 lipca 1920 r. (Dz. U. z 1920 r. nr 72 poz. 494). Z uwagi na zachodzące zmiany społeczne i dostrzeżenie, że nadanie określonego stopnia naukowego lub tytułu profesora wiąże się z przyznaniem uprawnień o charakterze publicznoprawnym i stanowi przejaw władczego rozstrzygnięcia o prawach i obowiązkach obywatela, Ustawą o tytule naukowym i stopniach naukowych z dnia 12 września 1990 r. (Dz. U. z 1990 r. nr 65 poz. 386, dalej UTNSN) postępowaniom awansowym nadano przymiot szczególnego rodzaju postępowań administracyjnych, co także w sposób istotny wpłynęło na pojmowanie pozycji recenzentów, charakter prawny sporządzanych recenzji i dopuściło sądowoadministracyjną kontrolę, która obejmuje m.in. prawidłowość przeprowadzenia czynności związanych z ich powołaniem oraz sporządzeniem recenzji.

W tym kontekście warto wspomnieć o zasadach wyboru recenzentów na podstawie przytoczonej już UTNSN oraz ustawy Prawo o stopniach naukowych i tytule oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki z dnia 14 marca 2003 r. (Dz. U. z 2017 r. poz. 1789, dalej USTN), gdyż były one co do zasady zbliżone. W postępowaniu habilitacyjnym komisja habilitacyjna była powoływana przez Centralną Komisję ds. Stopni i Tytułów w składzie 7 osób, w tym 3 recenzentów (art. 18a ust. 5 USTN). Z kolei w przypadku postępowania o nadanie tytułu profesora jednostka, która dokonała wszczęcia postępowania, zgłaszała do CK niewiążącą propozycję 10 kandydatów na recenzentów. Właściwa Sekcja CK wybierała pięciu recenzentów w drodze głosowania (art. 27 ust. 1 USTN). Przy wyborze recenzentów najważniejszy głos zawsze mieli, jako osoby kompetentne, przedstawiciele danej dyscypliny w CK. Recenzenci powoływani przez CK winni byli posiadać uznaną renomę krajową i zagraniczną. W postępowaniu o nadanie tytułu profesora, po sporządzeniu pięciu recenzji na rzecz jednostki, która wszczęła postępowania i po podjęciu przez nią uchwały popierającej wniosek o nadanie tego tytułu, CK powoływała na własne potrzeby, zgodnie z przepisami USTN, co najmniej jednego tzw. superrecenzenta.

Taki system wyznaczania recenzentów budził obawy co do obiektywności ich wyboru. Wprawdzie decydujący głos zawsze mieli przedstawiciele dyscypliny, to jednak czynnik ludzki w przekonaniu niektórych osób mógł mieć wpływ na nieobiektywny wybór recenzentów. Jednocześnie unormowanie postępowań awansowych jako szczególnego rodzaju postępowań administracyjnych nakazywało w możliwie najdalej idący sposób przestrzegać procesowych zasad bezstronności oraz obiektywizmu.

W ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce z dnia 20 lipca 2018 r. (Dz. U. z 2014 r. poz. 1571, dalej PSWN) zmieniono zasady i tryb wyboru recenzentów przez RDN – następczynię prawną CK – w postępowaniach w sprawie nadania stopnia doktora habilitowanego i tytułu profesora. W uzasadnieniu do projektu tej ustawy argumentowano, że zostanie wprowadzony nowy system wyboru recenzentów wskazywanych przez RDN na potrzeby postępowań awansowych, rozpatrywania odwołań od decyzji o odmowie nadania stopni naukowych, oceny decyzji w sprawie nabycia uprawnień równoważnych uprawnieniom wynikającym z posiadania stopnia doktora habilitowanego, a także w przypadku podań o ponowne rozpatrzenie wniosków o nadanie tytułu profesora. System ten polegał na wyłanianiu recenzentów w drodze losowania.

Wprowadzenie losowania recenzentów spośród osób wskazywanych do pełnienia tej funkcji przez RDN zostało co do zasady pozytywnie przyjęte przez środowisko akademickie i naukowe. U osób aplikujących o awans naukowy zwiększyło poczucie obiektywizmu i uczciwości. Z czasem jednak pojawił się kolejny problem wymagający systemowego rozwiązania. Dotyczył sytuacji, gdy wylosowani recenzenci z różnych przyczyn rezygnują ze sporządzenia recenzji. W konsekwencji RDN była zobligowana do ponownego losowania kolejnego recenzenta. Najczęściej losowano spośród tych kandydatów, którzy wcześniej zostali zgłoszeni, z zachowaniem zasady przynajmniej trzykrotności liczby osób mających zostać wylosowanymi. To jednak powodowało znaczne opóźnienie w toczących się postępowaniach, co było krytycznie przyjmowane zwłaszcza przez osoby ubiegające się o awans naukowy. RDN, jak niemal każdy organ kolegialny, obraduje w trybie sesyjnym. Nie do uniknięcia były zatem przypadki znacznego wydłużenia postępowań poza ustawowe ramy czasowe. W związku z tym, Rada, korzystając z planowanej przez ustawodawcę nowelizacji przepisów PSWN, wystąpiła z wnioskiem o to, aby w drodze losowania dokonywać ustalenia kolejności powoływania recenzentów. Propozycja ta, która spotkała się z aprobatą ustawodawcy i została wprowadzona do obowiązującego porządku prawnego, miała na celu wyeliminowanie podniesionego problemu, przy jednoczesnym zachowaniu przyjętych standardów obiektywizmu i uczciwości.

Zaakcentowania wymaga również zagadnienie koherentności zasad i trybu powoływania recenzentów z ich pozycją w systemie awansów naukowych oraz prawną formą sporządzanych recenzji i opinii, gdyż ustawodawca wyraźnie w przepisach PSWN odróżnia jedne od drugich, omówienie tych różnic wykracza jednak poza ramy artykułu. W pierwszej kolejności wskazać należy, że – stosownie do art. 221 ust. 4 PSWN – recenzent wyznaczany przez RDN w postępowaniu w sprawie nadania stopnia doktora habilitowanego musi legitymować się aktualnym dorobkiem naukowym lub artystycznym i uznaną renomą, w tym międzynarodową. Co interesujące, kryteriów tych expressis verbis ustawodawca nie stawia przed recenzentem wskazywanym przez właściwy organ podmiotu habilitującego. Z kolei, jak stanowi art. 229 PSWN, recenzentem w postępowaniu w sprawie nadania tytułu profesora może być osoba posiadająca tytuł profesora w danej dziedzinie lub co najmniej stopień doktora, zatrudniona przez co najmniej 5 lat w zagranicznej uczelni lub instytucji naukowej na stanowisku profesora, która przez okres co najmniej 5 lat kierowała samodzielnie zespołem badawczym oraz posiada znaczący dorobek w danej dziedzinie.

W wyniku zestawienia obu regulacji dostrzec można, że ustawodawca – co może wzbudzać uzasadnione wątpliwości – różnicuje merytoryczne kryteria doboru recenzentów w omawianych postępowaniach. Co więcej, znaczne różnice dostrzegalne są także w porównaniu do przepisów USTN, w której to ustawie bezpośrednio wskazano, że recenzentem w postępowaniu habilitacyjnym (art. 20 ust. 6) może być osoba posiadająca stopień doktora habilitowanego lub tytuł profesora w zakresie danej lub pokrewnej dyscypliny naukowej lub artystycznej, a w postępowaniu o nadanie tytułu profesora (art. 27 ust. 5) osoba posiadająca tytuł profesora w zakresie danej lub pokrewnej dziedziny nauki lub sztuki lub osoba posiadająca stopień doktora zatrudniona przez co najmniej pięć lat w zagranicznej instytucji naukowej na stanowisku profesora, która przez okres co najmniej pięciu lat kierowała samodzielnie zespołem badawczym, była promotorem co najmniej dwóch osób, które uzyskały stopień doktora oraz posiada znaczny dorobek naukowy. Obecnie ustawodawca, w odróżnieniu od uprzedniego stanu prawnego, nie wymaga zatem wprost, aby osoba pełniąca funkcję recenzenta reprezentowała tę samą lub pokrewną dyscyplinę, co dyscyplina wskazana we wniosku awansowym.

Jak słusznie akcentuje się jednak w orzecznictwie oraz literaturze przedmiotu, recenzja stanowi pewnego rodzaju oświadczenie wiedzy osoby, którą ją sporządziła. Jest ona zatem ekspertyzą w zakresie jakości osiągnięć przedłożonych do oceny w postępowaniu o awans naukowy. Jedynie bowiem taka ocena, ekspercko-jakościowa, może posłużyć Radzie czy też właściwemu organowi podmiotu habilitującego do podjęcia decyzji o tym, czy osiągnięcia danej osoby świadczą o wiedzy i umiejętności prowadzenia badań na odpowiednim poziomie, warunkującym przyznanie określonych publicznoprawnych uprawnień, czyli nadanie stopnia doktora habilitowanego lub tytułu profesora. Recenzja stanowi zatem tekst sprawozdawczo-krytyczny, albowiem omawia i ocenia osiągnięcia naukowe oraz aktywność badawczą. Stanowi ona podstawowy materiał dowodowy w procesie wydawania przez dany organ władczego i jednostronnego rozstrzygnięcia, jednakże obiektywnego co do istoty sprawy z uwagi na wyważenie wielu przesłanek i okoliczności warunkujących awans naukowy.

Nie powinno zatem ulegać wątpliwości, że recenzent winien dysponować wiedzą oraz umiejętnościami, które umożliwią mu w sposób w pełni merytoryczny dokonanie jakościowej oceny określonych osiągnięć naukowych lub artystycznych. Musi być on zatem specjalistą z danego obszaru badawczego. Z tych też przyczyn – formalnej pozycji oraz roli recenzenta – osoby sporządzające recenzje nie są biegłymi. Istotą funkcji biegłego jest bowiem dostarczenie organowi wiadomości specjalnych co do faktów, nie zaś ocena merytoryczno-jakościowa, a zatem pośrednie wypowiadanie się co do spełnienia kryteriów ustawowych w danej sprawie. Wspólnym mianownikiem recenzenta i biegłego są natomiast zasady bezstronności obowiązujące w administracyjnych procedurach.

Tak rozumiana pozycja recenzentów – jako merytorycznych ekspertów w danym zakresie – a także formalny charakter sporządzonych recenzji, będących podstawowym i najważniejszym dowodem w postępowaniach awansowych, przyświecają RDN w procedurze powoływania osób do pełnienia tych funkcji.

Nie sposób jest przy tym uznać, co bywa niekiedy formułowane jako zarzut wobec RDN, że dobór w danym postępowaniu recenzentów z listy kilku czy kilkunastu kandydatów promuje mechanizm faworyzowania niektórych z nich. Z podejściem tym nie można się zgodzić. Nie można powoływać najwłaściwszych recenzentów z obszernych list osób, gdzie jedynym kryterium umieszczenia na liście jest reprezentowanie dyscypliny tożsamej z tą, którą reprezentuje osoba ubiegająca się o awans naukowy, czy też współczynniki naukometryczne. Takie podejście – tworzenia bardzo szerokich list kandydatów na recenzentów w każdym indywidualnym postępowaniu czy też kierowanie się wyłącznie cytowalnośćią – mogłoby prowadzić do sytuacji, w której na recenzenta powołana zostanie osoba nieodpowiadająca roli, jaką ustawowo jej się przypisuje, a która została powyżej przedstawiona, z uwagi na brak eksperckiej wiedzy z zakresu nierzadko wąskiego obszaru badawczego, którym zajmuje się osoba ubiegająca się o awans naukowy.

Konkludując, można postawić pytanie, czy aktualnie obowiązujące przepisy prawa, zgodnie z którymi powoływanie recenzentów przez RDN następuje z listy osób, których kolejność ustalona została w drodze losowania, gwarantują powoływanie na te funkcje osób będących najlepszymi ekspertami w danym zakresie? Z drugiej strony, procedura ta wpływa na zwiększenie obiektywizmu, który jest czynnikiem istotnym w postępowaniach awansowych. Członkowie RDN, którzy dokonują ustalenia listy kandydatów na recenzentów, wybierani są spośród osób o wysokich kwalifikacjach merytorycznych, cieszących się poważaniem środowiska naukowego. Ich wyboru dokonują inne osoby mające stopień doktora habilitowanego lub tytuł profesora, przy czym kandydatów na członków RDN mogą przedstawiać uprawnione podmioty, a zatem samo środowisko naukowe. To stanowi gwarancję, że dobór kandydatów na recenzentów dokonywany jest przez osoby, które posiadają wysokie kompetencje, a zatem jest optymalny, przy jednoczesnym każdorazowym uwzględnieniu specyfiki danego postępowania. Zasadna jest opinia, że indywidualne określanie listy kandydatów na recenzentów, a następnie losowanie ich kolejności sprzyja merytorycznemu ich doborowi, a także w możliwie najdalej idący sposób zapewnia bezstronność procedury.

Jako wniosek de lege ferenda zasugerować można ujednolicenie procedur i kryteriów doboru recenzentów we wszystkich postępowaniach awansowych.

Bronisław Sitek, Artur Woźniak

Dyskusja (116 komentarzy)
  • ~RCV 11.02.2025 12:21

    W odniesieniu do tego artykułu
    https://sciencewatch.pl/433-sito-habilitacyjne1-2

  • ~Dhj 03.02.2025 07:27

    Ja wam do was inne pytanie. Kiedy zostaną opublikowane nazwiska osób z MBA kupionymi dyplomami kolegium tuman. Większość z nich była kupywana za pieniądze podatników z samorządów. Sprawy sądowe będą trwać latami o unieważnienie dyplomów.. myślicie że osoby które ciągnęły kasę za bycie słupem w radach nadzorczych w spółkach zwrócą te pieniądze jak wyłudzone? Czy raczej wszystko zostanie wyciszone i ludzie zapomną za rok za dwa..

  • ~Przemo 02.02.2025 18:41

    Najlepiej by było system uprościć.
    Stopień doktora i na tym koniec. Uczelnia decyduje kogo i na jak długo zatrudnia na stanowisku profesora.
    Po co komu ten skomplikowany skansen PRL?

    • ~Op 02.02.2025 20:16

      Akurat ten system jest starszy niż PRL.

    • ~JK 02.02.2025 20:15

      Po to żeby nie osiąść na laurach po doktoracie. Na profesurę trzeba zapracować długie lata,a nie 4lata dr i od razu profesor.bTo śmieszne.

      • ~Profesor PAN 02.02.2025 21:08

        Przecież młodzi, ambitni o twardych łokciach i ostrych zębach o tym właśnie marzą - wykopać to całe profesorskie próchno po czterdziestce, rozsiąść się na posadach i korzystać z życia. Rozumiem podejścia ale ciągle uważam, że się pomylili. Z taką postawą idzie się do biznesu a nie do nauki.

  • ~Fidelio 02.02.2025 15:50

    Jak tak dalej pójdzie, jak idzie, to niedługo nie trzeba się będzie zastanawiać nad recenzentami, tylko nad egzaminatorami, których trzeba będzie wprowadzić :). Ponieważ dorobek publikacyjny staje się coraz mniej wiarygodnym wyznacznikiem czegokolwiek, trzeba będzie jakoś zapobiegać habilitacjom ignorantów. Być może wtedy dobrym sposobem okaże się egzamin pisemny złożony z paru konkretnych zadań, jak na studiach.

  • ~Wt 01.02.2025 21:15

    Szkoda że pod tekstem jest podpisany Przewodniczący RDN. Ostatnio kierowane przez niego Prezydium przyznało tytuł osobie (sprawa głośna, bo kandydatka odwołała się do Gazety Wyborczej), kt nie miała ani jednego autorskiego artykułu w dyscyplinie w której aplikowała, nie mówiąc o monografii czy solidnym dorobku publikacyjnym i to mimo dwukrotnej negatywnej decyzji zespołu - raz uzyskała 13 głosów a raz 11 na ok 35. Po co te opowieści skoro wystarczy tupanie Gazety.

    • ~Alek Rachwald 07.02.2025 14:49

      O jaką konkretnie sprawę chodziło?

  • ~Wt 01.02.2025 21:04

    Szkoda że pod tekstem jest podpisany Przewodniczący RDN. Ostatnio kierowane przez niego Prezydium przyznało tytuł osobie (sprawa głośna, bo kandydatka odwołała się do Gazety Wyborczej), kt nie miała ani jednego autorskiego artykułu w dyscyplinie w której aplikowała, nie mówiąc o monografii czy solidnym dorobku publikacyjnym i to mimo dwukrotnej negatywnej decyzji zespołu - raz uzyskała 13 głosów a raz 11 na ok 35. Po co te opowieści skoro wystarczy tupanie Gazety.

  • ~komentator 01.02.2025 09:58

    Cyt."Doktor w Polsce jest królem, jeśli porównać jego pozycję z tym, co mają doktorzy bez tenure w Stanach. A poza tym jest wiele innych powodów do odwiedzenia Stanów, to wspaniały kraj."

    Dziękuję, od razu poczułem się lepiej, jako król. ;) ;) A na serio, to owszem, bez "tenure" jest niewesoło w USA. Ja jednak miałem na myśli dr-ów, którzy mają gwarancję zatrudnienia. W USA właśnie to, że ma się gwarancję zatrudnienia na uczelni, powoduje, iż na kogoś takiego patrzy się z szacunkiem, że działa naukowo, nawet jeśli nie jest profesorem.

    • ~Marcin Przewloka 01.02.2025 14:58

      @komentator

      Zgaduje, ze na uczelniach w Stanach, ktore ma Pan na mysli, "dr-ów, którzy mają gwarancję zatrudnienia", a ktorzy jednoczesnie nie sa assistant professors i wyzej, jest bardzo malo lub nie ma ich w ogole. Taki juz jest sytem anglosaski. Ma to swoje i dobre, i zle strony. Jak wszystko.
      Natomaist warto zauwazyc, ze w USA jest prawie 6 tysiecy uczelni wyzszych, najczesciej znanych jako colleges, i one naprawde roznia sie bardzo od siebie. BARDZO! Tak wiec mowienie, ze "a bo w Stanach to jest tak" jest dosyc ryzykowne, bo zawsze znajda sie przyklady na to, ze jest odwrotnie, a przynajmniej nie do konca tak, jak ktos to widzi.

      • ~Profesor PAN 01.02.2025 15:39

        Tenure dla Amerykanina to w ogóle jest ewenement, dlatego jest to tak wysoko cenione i trudne do uzyskania. W tym kraju wielomiliardowa firma potrafi z dnia na dzień zmienić profil działalności i zwolnić wielkie departamenty, wymówienie dwutygodniowe (a nie z dnia na dzień) jest uznawane za przywilej.

        • ~kk 01.02.2025 18:20

          A polski profesor potrafi w Polsce zarabiać więcej niż amerykański profesor.

          Pytanie: za co polskim profesorom się płaci ? Za kombinowanie ?

          • ~Marcin Przewloka 01.02.2025 19:38

            @kk
            "A polski profesor potrafi w Polsce zarabiać więcej niż amerykański profesor.
            Pytanie: za co polskim profesorom się płaci ? Za kombinowanie ?"

            Te dwa zdania nie sa ze soba zwiazane. Dotykaja roznych tematow.

            Rzeczywiscie, pewnie sa przypadki, kiedy profesorzy w Polsce otrzymuja za swoja prace (jako profesorzy) wyzsze zarobki, niz profesorzy ze Stanow. Ale domyslam sie, ze nie sa czeste przypadki.
            Profesorzy z Stanach zwykle zarabiaja powyzej 100 tysiecy dolarow rocznie. Ale wezmy raczej ta dolna granice 90 tysiecy rocznie, co miesiecznie daje 7.5 tysiaca dolarow, czyli okolo 30 tysiecy zlotych brutto. To przyklad raczej nizszych zarobkow profesora w USA. Sa oczywiscie ci z drugiego konca skali, zarabiajacy pol miliona rocznie i wiecej. Mysle, ze w Polsce podobnych zarobkow profesorskich raczej sie nie znajdzie.

            Ale nie potrafie skomentowac drugiego zdania komentarza, czyli pytania, za co placi sie polskim profesorom.

            • ~Profesor PAN 02.02.2025 09:47

              Nasz kolega miał prawdopodobnie na myśli profesorów prawa i ich zarobki poza uczelnią. To jest prawda, że po obu stronach sadzawki kancelarie prawne potrafią zarabiać kokosy i to całkiem legalnie. Co jest zrozumiałe - prawnicy w pierwszej kolejności zadbają o to, by ich działalność była legalna bez względu a to, co robią.

              Niektórzy twierdzą, że prawo nie jest nauką.

              • ~Ghh 02.02.2025 12:26

                Tacy profesorowie uczelniami korytazowi bez osiągnięć zawodowych nikomu gdzie kolwiek nie znani. Nawet ze swoich prywatnych praktyk zawodowych czy kancelarii zostają potem pożytecznymi idiotami w publicznych instytucjach aby politycy lub inne osoby mogły się dorabiać na nielegalnych i szemranych interesach we współpracy z mafia czy kościołem katolickim. Dlatego zadne organy publiczne nie działają lub funkcjonują bo jest bezprawie. Aby ktoś mógł się szybko dorobić. A na państwowym bardzo szybko i bez żadnych konsekwencji. Tacy profesorowie mają milion opinii na ten sam temat w zależności jaka opcję polityczną reprezentują. Dlatego konstytucją RP zawiera ogólnikowe przepisy tak aby można było ją w absurdalny sposób interpretować jak chce się. Pogladajcie sobie prokuratorke z Amber gold czy urzędników z miasta warszawy ws kamienic . Zorganizowana grupa przestepcza. Tyle w temacie

              • ~Fhh 02.02.2025 12:13

                Peofesorowie prawa ci pracujący wyłącznie na uczelniach to teoretycy którzy by nie przetrwali na prywatnym rynku. Oni zawdzięczają swoją pozycję dzięki koneksjom politycznym. Nie wspominając o potomkach tajnych współpracowników. . Bierze się ich do różnych śmiesznych sądów i trybunałów lub spółek skarbu państwa albo samorządów. Mają zarobki z rzędu co najmniej 20 k miesięcznie plus potem super emerytury. Za to aby być uzytycznymi marionetkami w rękach polityków . I nie ma znaczenia partia polityczna. Nic się nie zmieniło od czasów PRL PZPR. Na państwowym super się żyje. W samorządach mogą się dorabiać przejmując atrakcyjne działki rolne i nieruchomości za grosze potem sprzedawać za miliony.

              • ~kk 02.02.2025 12:02

                Ne o tych co łączą pracę na co najmniej dwóch uczelniach, uczelni i PAN, dwóch instytutów Pan lub więcej, pracę na uczelni i pracę w zakładzie pracy - trochę się tego wdziało i widzi.

                Oczywiście profesor od górnictwa tak nie ma.

              • ~Marcin Przewloka 02.02.2025 11:57

                @Profesor PAN

                Dlatego tez w moim komentarzu ograniczylem sie do spojrzenia na pensje uczelniane, i wspomnialem "otrzymuja za swoja prace (jako profesorzy)", co z rozwazan eliminuje zarobki poza-uczelniane. Wydaje mi sie, ze inne podejscie nie bardzo ma sens, bo porownuje sie rzeczy nieporownywalne.

                Ze statystycznego punktu widzenia, na potrzeby porownan, stwierdzenie "A polski profesor potrafi w Polsce zarabiać ...." jest tez niewystarczajaco precyzyjne. Co to znaczy, ze "potrafi"? Jak czesto? O jaka konkretnie grupe profesorow chodzi, itd.

                Ale jest mozliwe, ze @kk ma odmienne zdanie na temat tego, czy zarobki polskich naukowcow i nauczycieli akademickich sa adekwatne, czy nie. I czy nalezy je podniesc, czy nie. Byc moze to wolanie calego srodowiska nie jest dobrze osadzone w realiach. Takie stanowisko byloby odwrotne do tego, co twierdzi zdecydowana wiekszosc, ale w koncu kazdy moze miec swoje zdanie.

                • ~kk 02.02.2025 13:43

                  Czy pozom zarobków polskich naukowców jest adekwatny ?

                  Jestem zwolennikiem dwóch poziomów dla asystentów i dla doktorów.

                  W polskich realach nie widzę sensu oddzielnego poziomu dla habilitantów ani profesorów. W tym przypadku wystarczy system nagród. Kombatanctwo aby płacić komuś za to, że ma tytuł uważam za niewłaściwe.

                • ~kk 02.02.2025 12:14

                  Praca na co najmniej dwóch uczelniach czy zakład pracy i uczelnia lub połączone z Instytutem PAN trwa latami w sposób ciągły to co obserwowałem i obserwuję wciąż.

                  Co do treści artykułów tych osób i znaczenia tych artykułów dla nauki to niezbyt w mojej ocenie są one zasługujące na uwagę - doktorzy piszą podobne.

            • ~kk 02.02.2025 08:09

              Natomiast stosunek zarobków do średniej to amerykańscy zarabiają mniej w bardzo wielu przypadkach.

    • ~kk 01.02.2025 11:05

      I taki ktoś pracuje w jednym miejscu, a nie w innych.

    • ~Profesor PAN 01.02.2025 10:39

      Widzę, ma pan problemy z amerykańską terminologią. Otóż tak: profesorem w USA jest każdy, kto uczy, może niekoniecznie opiekunka w przedszkolu ale już nauczyciel w high school - mówi się do niego i o nim professor. Doktoratu mieć nie musi i rzadko ma. W Polsce chyba też kiedyś nazywano nauczyciela w liceum profesorem.

      Najnższa pozycja na uczelni to assistant professor, coś takiego jak asystent czy adiunkt w Polsce, nigdy nie jest to pozycja permanentna. Nauczanie w Stanach wygląda inaczej - nie ma tam podziału na ćwiczenia i wykłady a wykłady wyglądają inaczej i często przypominają właśnie polskie ćwiczenia. Bardzo dużo pracuje się w domu, studenci robią mnóstwo zadań, niektórzy wykładowcy w ogóle zakładają, że student zna już treść wykładu i wykład staje się swobodną dyskusją o zagadnieniu.

      Gwarancja zatrudnienia to jest właśnie tenure i ten szczebel kariery odpowiada właśnie polskiemu profesorowi z tym, że daje o wiele więcej władzy. W Polsce jest chyba nie do wyobrażenia, by profesor zwolnił postdoka z dnia na dzień, w Stanach jest to normalne. Władza profesora nad pracownikami jest absolutna, jak zażyczy sobie spotkania o drugiej w nocy, to wszyscy przyjdą i będą uśmiechnięci i układni. Generalnie są grzeczni ale pamiętajmy o tym, że USA to kraj pionierów, czasem zdarzają się zachowania tak chamskie i grubiańskie, że Polaka zatknie. W odpowiedzi należy się uśmiechnąć.

      Proszę przestać się mazgaić, pracuje pan w bardzo wymagającym zawodzie. Jest pan uczonym, pana zadaniem jest gryźć granicę ludzkiego poznania. Przy czymś takim zęby się czasem łamią.

      • ~Alek Rachwald 11.02.2025 18:07

        Adiunkt. Asystent jednak jest niżej. Natomiast amerykański "adjunct" to jeszcze co innego, coś jak nasz asystent tylko bez stałej posady.

      • ~komentator 03.02.2025 00:50

        Panie Profesorze, jeszcze raz dziękuję za rady. Natomiast, nie da się nie zauważyć, że Pana filozofia jest mniej więcej taka: "Nie narzekać na polski system, bo i tak nie jest aż tak źle, np. w USA jest jeszcze gorzej." No cóż, można i tak, ale w ten sposób wiele nie poprawimy na "naszym podwórku".

      • ~komentator 01.02.2025 11:38

        Thank you very much for the pieces of advice. :=)

  • ~Maciej 31.01.2025 22:41

    Niestety część recenzji jest po prostu słabo merytorycznie przygotowana i wynika to z kilku powodów: 1) oceniane jest to gdzie artykuł został opublikowany a nie wartość merytoryczna osiągnięcia, 2) cykl publikacji oceniają Ci, którzy sami pisali książkę, 3) oceniający dorobek przez pryzmat wymagań nie widzą różnicy pomiędzy "i" a "lub", 4) oceniający są przekonani o swojej nieomylności i wyższości własnego dorobku nad dorobkiem kogoś innego i co więcej negują coś w czym często nie mają doświadczenia, 5) recenzentami są osoby, które już dawno wypadły z obiegu, bo nie piszą już samodzielnie prac (po prostu są dopisywani) i bardzo często nie potrafią obsłużyć nawet najprostszej aparatury.

    Osobiście mnie to wszystko przeraża. Jestem za konstruktywną krytyką, rzeczową dyskusją i wskazaniem możliwych rozwiązań. Niestety tacy Profesorowie stanowią mniejszość. Większość natomiast atakuje i krytykuje nie pozostawiając nawet pola do obrony.

    A o tym jakie patologie rządzą postępowaniami awansowymi to chyba każdy wie. W kuluarach pełno uwag i wątpliwości, a na komisji brak zastrzeżeń, bo to człowiek z zespołu mojego kolegi. Albo umawianie się kto co nspisze w recenzji i jaką da decyzję.

    O recenzjach z NCNu nawet się nie wypowiem szerzej bo to studnia bez dna. Nie przyznają grantu, bo ktoś nie kierował grantem. Nie dostaniesz grantu bo zleczasz badania na zewnątrz zamiast kupić aparaturę, a jak chcesz ją kupić to pytają po co skoro te badania można zlecić. Raz, że za dużo badań, a raz, że za mało. Dopóki takie recenzje nie będą jawne nawet nie ma co o tym dyskutować.

    A później widać projekty udowadniające, że woda w temperaturze pokojowej i pod ciśnieniem atmosferycznym jest cieczą, rozliczone jedną publikacją

    • ~Alek Rachwald 07.02.2025 17:00

      Znacznym postępem w poruszanej kwestii byłoby wprowadzenie możliwości odpowiedzi na recenzje habilitacyjne i profesorskie. Argumentuje się, że jest przecież procedura odwoławcza, ale tutaj nie chodzi o odwołanie się od np. negatywnej decyzji RDN, tylko o możliwość udzielenie merytorycznej odpowiedzi każdemu z recenzentów w trakcie trwania procedury.
      Warto zwrócić uwagę, że w postępowaniu o nadanie stopnia doktora odpowiada się na opinie recenzentów, nikomu z tego powodu krzywda się nie dzieje, zaś (to jest moje osobiste spostrzeżenie) recenzje doktorskie zwykle są bardziej wyczerpujące i merytoryczne od habilitacyjnych i profesorskich. Jak to się mawia w niektórych kręgach: przypadek? Nie sądzę.

    • ~komentator 01.02.2025 10:07

      Cyt."Osobiście mnie to wszystko przeraża. Jestem za konstruktywną krytyką, rzeczową dyskusją i wskazaniem możliwych rozwiązań. Niestety tacy Profesorowie stanowią mniejszość. Większość natomiast atakuje i krytykuje nie pozostawiając nawet pola do obrony."

      Łeee tam...mnie już chyba nic ani nie zdziwi, ani nie przerazi, zwłaszcza jeśli chodzi o światek akademicki. Po co się martwić polem do obrony, nie lepiej się zająć kwantową teorią pola albo nawet szukaniem prawidłowości w liczbie "Pi", czy rozwiązywaniem problemów milenijnych ? ;)
      Ktoś napisze zapewne zaraz tutaj, że lepiej byłoby, gdybym sam skorzystał z tych moich powyższych rad. Tyle, że w takim razie, w Polsce nauką najlepiej jest zajmować się dla czystej przyjemności, żeby się utrzymać na etacie na uczelni lub w PAN, a już na pewno NIE MYŚLĄC przy tym o jakimś awansie naukowym, bo i po co sobie nerwy szarpać, chyba że ma się poparcie w środowisku.
      Na UJ (i nie tylko chyba), mają takie szczytne hasło "Plus ratio quam vis", a ja powiem: "Plus ratio et vis quam vis". Bowiem, niestety, jak pokazuje życie, sam rozum jednak NIE wystarczy, dopiero połączony z siłą poparcia daje możliwości.

      • ~Profesor PAN 01.02.2025 14:02

        "W Polsce nauką najlepiej jest zajmować się dla czystej przyjemności, żeby się utrzymać na etacie na uczelni lub w PAN, a już na pewno NIE MYŚLĄC przy tym o jakimś awansie naukowym, bo i po co sobie nerwy szarpać, chyba że ma się poparcie w środowisku."

        Inaczej bym to sformułował - trzeba znać uwarunkowania zewnętrzne i swoje oczekiwania i uwzględniać je przy podejmowaniu decyzji. Nie ma ogólnej reguły, z całą pewnością istnieją konfiguracje, przyktórych zajmowanie nauką ma sens. Ja w każdym razie od swoich doktorantów domagam się deklaracji, że w głowie im nie postoi, by pracować na polskim uniwersytecie lub w PANie. Jak dotąd wszyscy dotrzymali.

        • ~Dgsg 01.02.2025 20:57

          Brawo za Pan im prawdopodobnie pomaga odnaleźć się zagranicą lub w przemyśle albo biznesie. Po to się robi doktoraty czy naukę aby to potem gdzieś wykorzystać zawodowo. Jeśli chodzi o profesorów bardziej po humanistycznych kierunkach oni bardziej są nakierowani na kariery zawodowe w sektorze publicznym czasami jako słupy z politycznego nadania z fajnymi zarobkami a potem emeryturą w sądach prokurutze organach nadzorczych i regulacyjnych. Z wiadomych przyczyn aby nic się nie zmieniało oraz żeby nie było nad niczym kontroli lub egzekwowania prawa. Dużo ludzi na prowincjach ogląda tv i myśli nadal że nad jakimiś reformami np prawnymi czy ekonomicznymi wypowiada się profesor to musi być prawda absolutna i łykają wszystko jak pelikany

          • ~Profesor PAN 02.02.2025 13:37

            Sami sobie poradzili. Człowiek zdolny i dobrze wykształcony da sobie radę w życiu. Oczywiście - o ile będzie się trzymać z dala od nauki w Polsce.

  • ~Habilitowany 31.01.2025 22:25

    RDN do mojej habilitacji powołał recenzentów, z którymi miałem publikacje. Wszystko jest w wymaganych przez nich dokumentach, ale nawet nie chce im się poszukać czy nie ma konfliktu interesu. To ja musiałem wnieść o zmianę by potem mi nie odebrali stopnia. Taką DOSKONAŁOŚĆ prezentuje RDN

  • ~Stary profesor 31.01.2025 18:12

    Rzecz nie w przepisach, ale etyce środowiska naukowego.. Powszechnie tolerowana jest zasada powoływania recenzenta grzecznościowego, znajomego promotora pracy, wzajemne świadczenie sobie „grzeczności” odwdzięczenie się pozytywną recenzją za pozytywną recenzję. Takie zachowania są częste i na ogół nie spotykają się z dezaprobatą środowiska. Tego nie da się wyeliminować przepisami prawa. Trzeba o tym głośno mówić, tłumaczyć, że to jest nieetyczne, zwracać na to uwagę młodszym koleżankom i kolegom. Młodzi profesorowie, najczęściej uczelniani „ nie spadają z nieba”. Proces ich kształcenia trwa lata. To jest czas, w którym należy ich też wychowywać. Najlepiej własnym przykładem. A z tym czasem bywa trudno.
    Prof. Jan Widacki

  • ~Magda K. 31.01.2025 16:48

    Zmiany trzeba by zacząć od samej nazwy organu, gdyż nie ma w mych oczach większej bzdury od "Rady Doskonałości Naukowej". Jaka "doskonałość"???

    • ~komentator 01.02.2025 09:06

      Myślę, że nazwa "Pawilon Harmonii Naukowej", nawiązująca do nazwy budynku, w którym koronowano cesarzy chińskich w Zakazanym Mieście, też byłaby niezła.

    • ~Marcin Przewloka 31.01.2025 17:43

      @Magda K.

      Domyslam sie, ze chodzi o dazenie do doskonalosci.
      Podobnie, jak w UK jest Research Excellence Framework, czyli lokalny system ewaluacji nauki, a na przyklad MRC (czyli jedna z instytucji fundujacych badania naukowe) finansuje MRC Centres of Research Excellence.
      Nazwy bym sie nie czepial, chyba lepiej patrzyc na to, czy w RDN robia dobra robote.

  • ~Profesor PAN 30.01.2025 17:50

    Recenzje z RDN są w większości merytoryczne, przynajmniej te, o których mi wiadomo. Recenzje z NCN... Szkoda gadać. A recenzje/oceny/ekspertyzy czy jak tam to nazwać tzw. "ekspertów" (nie potrafię nie użyć cudzysłowu) to zbyt często groteska.

    • ~X 30.01.2025 18:52

      To chyba oczywiste, że coś co jest jawne, podpisane nazwiskiem autora jest lepszej jakości. Kto by się spodziewał. ;)

      • ~kk 31.01.2025 08:32

        Co to znaczy lepszej jakości ? Nie sądzę by mentalność zmieniała się , gdy ujawnia się nazwisko.

        Co to znaczy merytoryczne ? To słowo słyszałem również przy bełkocie naukowym.

        • ~Albert 31.01.2025 11:16

          Typowa recenzja z NCN napisana przez kogoś z zagranicy jest OK. Typowa opinia polskiego eksperta, pisana to kilka okrągłych zdań, które powodują, że Twój wniosek ląduje w koszu i nie masz szans się odwołać. Chyba że na Berdyczów.

          Typowa recenzja profesorska, jaką miałem okazję czytać, jest dość zdawkowa, w sensie: opiera się na autoreferacie a nie wnikliwej analizie dorobku "profesorskiego" kandydata.

          Opinię eksperta NCN można napisać w godzinę. Nawet całego wniosku nie trzeba czytać.
          Recenzję wniosku profesorskiego - w jeden dzień roboczy.
          Recenzja wniosku habilitacyjnego to minimum tydzień pracy.
          Recenzja doktoratu to minimum miesiąc.

          Dlaczego tak jest?
          Ekspert/recenzent NCN nie musi uwzględniać żadnej reakcji zwrotnej. Nic. Co by nie napisał, jest święte i niepodważalne. Jak się jest takim ekspertem pierwszy raz, to pewnie człowiek się przykłada, potem nabiera wprawy, nad głową wyrasta mu aureola świętego i dzięki obu tym zjawiskom nie przeznacza na wniosek więcej niż godzinę.

          Recenzja profesorska jest imienna, wisi w internetach, jest czytana (oby!) w RDN i (na pewno) przez sporą część odpowiedniej rady wydziału. Wstyd napisać gniota. Ale od czego jest autoreferat? Wielu recenzentów pisze recenzje wniosku profesorskiego wyłącznie w oparciu o autoreferat kandydata. Dlatego można ją napisać w dzień i nikt się nie zorientuje, że recenzent nawet nie zajrzał do dorobku profesorskiego..

          Recenzja habilitacyjna jest omawiana na posiedzeniu komisji habilitacyjnej. Nie ma zmiłuj, ktoś może zapytać o treść / jakość / metodykę prac z cyklu habilitacyjnego i co wtedy powie leniwy recenzent? Więc przy habilitacji wypada, by recenzent oprócz autoreferatu przeczytał, być może pobieżnie, ale jednak przeczytał, dorobek wskazany jako habilitacyjny.

          Przy doktoracie sytuacja jest dramatyczna. Recenzent jest fizycznie obecny podczas obrony. Musi zadać kilka inteligentnych pytań świadczących o tym, że zna nie tylko treść doktoratu i ewentualnie prac, na podstawie których on został napisany, ale i że zna tematykę doktoratu lepiej niż doktorant. I to wszystko dziać się będzie publicznie! I doktorant może, a nawet powinien z recenzentem wejść w spór! Carramba! Nie ma gorszej fuchy niż recenzowanie doktoratu. Zwłaszcza że recenzent, ze względu na atomizację nauki, zwykle tylko ogólnie orientuje się w tematyce pracy, bo gdyby orientował się szczegółowo, to pewnie miałby z doktorantem wspólne publikacje, a więc nie mógłby być recenzentem.




          • ~Cghd 02.02.2025 01:32

            Ja widziałem że recenzowane doktoraty z nauk humanistycznych miały czasami bardzo skrajne recenzje. Jedna mówiła o pracy z wyróżnieniem a druga recenzja że gniot bardzo kiepskiej jakości. Jak to możliwe. ??
            Ps. Cieszę się że nie dałem się nikomu na doktoraty naciągnąć. Szukali naiwnej osoby do darmowych prac charytatywnych na uczelni. Niewolnik za darmo. Nie trzeba zatrudniać i płacić komus za wykonanie prac. Można zwalić na doktoranta. Potem nie ma pracy na uczelni jak się nie jest rodzina kogoś ważnego. A o pracy w sektorze prywatnym w Polsce z doktoratem można zapomnieć. Finansowo i zawodowo po prostu nie warto.

          • ~komentator 31.01.2025 18:51

            "Recenzja profesorska jest imienna, wisi w internetach, jest czytana (oby!) w RDN i (na pewno) przez sporą część odpowiedniej rady wydziału."

            Ale przecież recenzja habilitacyjna też jest imienna i jet umieszczana w sieci. Dlaczego recenzenci i w ogóle większość Komisji Habilitacyjnej zachowała się tak, jak się zachowała, przegłosowując m.in. ocenę dorobku z dziedziny, z której SAMI nie mieli dorobku, jako słabą, BEZ podania uzasadnienia (pisałem o tym tutaj wcześniej) ? Nie mogli po prostu, UCZCIWIE napisać, że nie są specjalistami z tej dziedziny i że wstrzymują się z oceną tego dorobku ? Jaki oni mają kręgosłup moralny i etyczny ? Teraz pewnie jedzą kolację lub popijają herbatkę, i gdyby im wprost powiedzieć o ich postępowaniu, to graliby zapewne rólki "niewinnych"... No, jasne że tak.
            Podobne uwagi powinny być skierowane do tych członków Rady Dyscypliny, którzy poparli tę uchwałę tej Komisji Habilitacyjnej, jak też Rady Doskonałości Naukowej, którzy tak samo się zachowali, w odpowiedzi na tzw. superrecenzje.

            • ~Profesor PAN 31.01.2025 21:18

              "No tak, przecież taki dr bez habilitacji jest traktowany na tle kasty habilitowanych, nierzadko, jako człowiek z "drugiego sortu", taki "chłopiec na posyłki" od dydaktyki."

              Widzę, że nie był pan w Ameryce i nie widział relacji między profesorem (tenured) a postdokiem. Życzę miłej podróży, są miliony powodów do odwiedzenia Ameryki.

              I jeszcze drobna rada - jak chce mieć wszystko, proszę na to zapracować. Samo pragnienie nie wystarczy.

              • ~komentator 01.02.2025 08:28

                Szanowny Panie Profesorze, wiem że aby poznać zdrowe relacje na linii profesor-zwykły doktor, trzeba pojechać za ocean, ale JEŚLI TAK ma wyglądać jedyne rozwiązanie tego, co obecnie jest w Polsce, jeśli chodzi o te relacje, to nie ma o czym dyskutować. Bowiem, w takim razie, PO CO te wszystkie dyskusje o ulepszaniu systemu nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce ?
                Równie dobrze można byłoby polecić narzekającym na drogi w Polsce, żeby sobie pojechali do Niemiec, bo tam są dobre autostrady (pominę już fakt, za czyich czasów one powstały). Napisałem o MENTALNOŚCI, jaką w Polsce wytworzył nasz system nauki i szkolnictwa wyższego.
                A co do pracy, to zapewniam, że włożyłem dużo wysiłku i zainwestowałem dużo czasu, żeby coś osiągnąć. Udało się, tyle że, jak to mówi znane przysłowie: "Jak się chce psa uderzyć, to kij się znajdzie."

                • ~Profesor PAN 01.02.2025 09:26

                  Nie zrozumiał pan. Nie wysyłałem pana do Ameryki, by mógł pan poznać zdrowe relacje profesor-doktor, tylko po to, by zobaczył, jak naprawdę wygląda niewolnictwo i przestał opowiadać, że w Polsce doktor bez habilitacji jest chłopcem na posyłki czy drugiego sortu. Doktor w Polsce jest królem, jeśli porównać jego pozycję z tym, co mają doktorzy bez tenure w Stanach. A poza tym jest wiele innych powodów do odwiedzenia Stanów, to wspaniały kraj.

                  • ~Alek Rachwald 14.02.2025 10:54

                    Mój jeszcze do niedawna postdok, Anglik, dostał właśnie stały angaż u nas. Wychwala Polskę pod niebiosa. Nie wybiera się też wcale z powrotem za Kanał.

          • ~Profesor PAN 31.01.2025 11:43

            Non plus ultra.

            Dodam tylko, że nie ma nic złego w zdawkowości recenzji wniosku profesorskiego. Tytuł (a nie etat) profesora istnieje tylko w Polsce (biorę pod uwagę tylko większe państwa, nie wiem, jak jest w Słowenii, Rosji też nie znam) i nie bardzo wiadomo, jaką ma funkcję, wszelkie uprawnienia nadaje już habilitacja. Profesorem powinien zostać po kilku latach każdy doktor habilitowany, no chyba że zupełnie się nie nadaje, ale tego przecież nie da się ukryć. Jak kto po habilitacji nie opublikuje żadnego artykułu, to nie ukryje tego żaden makaron nawinięty na uszy.

            • ~kk 31.01.2025 12:19

              Po co habilitacja.? Czyżby doktoraty nie potwierdzały naukowego własnego osiągnięcia?
              Bo tak powinno być.

              Wystarczy mgr i doktor i żadnych innych tytułów i 8 godzin w pracy, a tak to mamy jakiś profesorów, którzy znajdują się na przykład w Parlamencie Europejskim , w Ministerstwie Sprawiedliwości, jakiś Prezydentów Miast i wszędzie tam gdzie można odcinać kupony od tytułu profesorskiego, a pracy naukowej jest zero.

              • ~Naukowiec 31.01.2025 13:22

                Doktorat jest pisany pod kierunkiem promotora, nie jest więc samodzielnym osiągnięciem.

                • ~Marcin Przewloka 01.02.2025 14:36

                  @kk

                  To, ze popchnieto granice wiedzy nie oznacza, ze popchnieto je samodzielnie. Myli tutaj Pan/Pani zupelnie niezalezne sprawy.

                  Tak, oczywiscie. Odkrycie czegos nowego, przesuniecie granicy tego, co znane, jest absolutnym warunkiem uzyskania stopnia doktora. Mozna to jednak osiagnac, jak rowniez udokumentowac, na wiele sposobow. Stad zreszta bierze sie pomysl doktoratow w przemysle, w Polsce znanych chyba jako doktoraty wdrozeniowe. W czsie tych projektow mozna jak najbardziej przesunac granice tego, co znamy, na przyklad na polu metodycznym. Mozna wprowadzic udoskonalenia (czyli wczesniej nieznane podejscie) jakiejs waznej metody lub techniki, mozna opracowac nowa technologie lub zrobic porzadny, ilosciowy assessment alternatywnych metod, ktory bardzo pomoze zoptymalizowac jakas wazna technologie. Jest mnostwo pomyslow na to, jaki projekt jest "warty" stopnia doktora.

                  Jeszcze raz powtorze: jednym z bardzo istotnych celow doktoratu jest osiagniecie samodzielnosci naukowej. Jednak osoba zaczynajaca doktorat jeszcze tej calkowitej samodzielnosci nie musi wykazywac.
                  Pomysl jest taki, ze doktorant zaczyna pracowac nad jakims projektem (wczesniej dokladnie zdefiniowanym, zwykle przez promotora), pozniej zas projekt ewoluuje wraz ze zbieraniem nowych danych i wynikow, a doktorant przejmuje odpowiedzialnosc za projekt w czasie swojej pracy i pozniej potrafi juz sam nim pokierowac. Potrafi tez zaproponowac, co zrobic z tymi wynikami dalej.
                  Doktorem (PhD) czlowiek wlasciwie staje sie podczas ilus lat pracy nad projektem, a nie z dnia na dzien. I w czasie tego procesu potrzebuje pomocy z zewnatrz. Bardzo rzadko zdarza sie, ze doktorantowi uda sie zakonczyc owocnie projekt, jesli nie bedzie otrzymywal pomocy ze strony promotora i calego srodowiska dookola siebie.

                • ~kk 01.02.2025 12:54

                  @Marcin Przewłoka

                  Z tej strony jasno wynika, że osoba jest włączana do zespołu prowadzącego badania naukowe i jednak celem jest otrzymanie jako wyniku badań takich rezultatów, które nie były jeszcze do tej pory osiągnięte, a więc jednak będzie to samodzielne osiągnięcie mimo pracy w zespole.

                • ~Marcin Przewloka 01.02.2025 12:17

                  @kk

                  Nie, nie pisze o pracy magisterskiej, tylko o pracy doktorskiej.
                  Magister nie jest samodzierlnym naukowcym. Idea jest taka, ze staje sie nim po zrobieniu doktoratu.
                  To znaczy przynajmniej tak jest w STEM, bo w naukach humanistycznych i spolecznych rzeczywiscie realia moga byc troche inne.

                  Doktor to nie jest magister, ktory nauczyl sie wiecej technik i przeczytal wiecej artykulow. Z doktoratem przychodzi doswiadczenie na wielu poziomach, ktore ksztaltuje czlowieka jako samodzielnego badacza. Jest jakosciowa (a nie tylko ilosciowa) roznica pomiedzy czlowiekiem, ktory wlasnie zaczyna doktorat, zwykle magistrem, a czlowiekem ktory doktorat konczy. Do tego intelektualnego wzrostu i do tego dojrzewania jest wlasnie potrzebny promotor doktoratu, jak rowniez trening i dobre srodowisko, ktore na to dojrzewanie pozwala. To jest proces.

                  Dawno temu w krajach takich jak Wielka Brytania doktorant zaczynal od spedzenia tygodni w bibliotece, znalezieniu sobie swojego wlasnego projektu, zdefiniowaniu go i przekonaniu promotora, ze ten wlasnie projekt jest warty jego uwagi, czasu i pieniedzy. W dzisiejszych czasach doktoranci aplikuja na juz dosyc dobrzej zdefiniowane i do pewnego stopnia metodologicznie opracowane projekty doktorskie. To nie jest projekt wymyslony samodzielnie przez doktoranta, chociaz w duzym stopniu bedzie samodzielnie przez doktoranta wykonany.
                  Prosze spojrzec na strone www.findaphd.com, zeby zobaczyc, jak to wyglada.

                • ~kk 31.01.2025 21:22

                  @Marcin Przewłoka

                  Pisze Pan o pracy magisterskiej, o tym jak to powinno wyglądać. No chyba, że doktorat to praca magisterska i pierwszy tytuł naukowy.

                  Tytuł mgr to pierwszy tytuł naukowy.

                  Doktor jest to drugi tytuł naukowy więc praca od początku do końca winna być samodzielna mimo nadzoru promotora, więc stąd te 4 lata na to by móc popełniać błędy i dyskutować z promotorem, który nie może wykonać głównego zadania za kandydata na doktora to znaczy odkrycia prawdy.
                  Co doktorat wdrożeniowy ma wspólnego z nauką?

                  Pisze Pan o pracy magisterskiej, więc domyślam się, że obecna habilitacja to doktorat i to by się w sumie zgadzałoby ze stanem obecnym nauki w Polsce.

                • ~Marcin Przewloka 31.01.2025 18:22

                  @kk

                  Wydaje mi sie, ze z tymi doktoratami to nie jest takie proste, bo oczekiwania moga sie roznic znaczaco pomiedzy roznymi osrodkami i dziedzinami nauki. Jak rowniez dlatego, ze doktorant, ktory zaczyna robic doktorat rozni sie znaczaco od doktoranta, ktory konczy. To jest proces "dojrzewania", wiec to, czyj dokladnie jest projekt naukowy to zalezy od miejsca w doktoracie.
                  Na poczatku czasami jest to tylko projekt promotora, ale pod koniec to powienien byc w znaczacej wiekszosci projekt doktoranta. Uzyskiwanie niezaleznosci i samodzielnosci w pracy naukowej to bardzo wazna czesc stawania sie doktorem. I analogicznie, doktorat to nie jest praca w 100% samodzielna od poczatku projektu, ale na koniec tego projektu doktorant powinien byc w 100% samodzielny.

                • ~kk 31.01.2025 13:35

                  Takie doktoraty nie powinny być w ogóle obronione skoro nie są samodzielne, gdyż to osiągnięcie wobec tego promotora i ocena, recenzja doktoratu sprowadza się do recenzji pracy promotora.

                  To za co nadaje się tytuł doktora kandydatowi na doktora, za to że spisał pracę promotora na papierze lub pomógł mu technicznie?

                  Takie system w Polsce wymyślili polscy profesorzy ? No to nie ładnie o nich świadczy, a i to kolejne trzepanie forsy za promotorstwo doktoratu .



              • ~ZF 31.01.2025 13:21

                Absolutnie się nie zgadzam. Znam wiele osób, które pracują dwadzieścia kilka lat na uczelni, mają tylko doktorat zrobiony wiele lat temu i kompletnie się od tego czasu nie rozwijają. W zasadzie w ogóle nie powinny pracować na uczelni. Nawet napisanie artykułu przychodzi im z trudem.

                • ~kk 31.01.2025 13:28

                  A to dlaczego ich uczelnia trzyma ?

                  Widocznie doktorat nie był samodzielny.

              • ~Profesor PAN 31.01.2025 13:09

                Po co habilitacja? Trzeba zacząć od specyfiki pracy naukowca. Otóż - praca naukowca cieszy się niesłychanymi przywilejami: samodzielnego pracownika naukowego nie da się zwolnić, jeśli nie wykaże się czymś naprawdę horrendalnym. Dla Amerykanów to coś niebywałego, tam zwalnia się z dnia na dzień ale nawet dla Europejczyka to jest dużo. Ten przywilej jest uzasadniany koniecznością niezależności nauki ale tego aspektu sprawy nie będę rozwijać. Dlatego zanim naukowiec uzyska to zupełnie wyjątkowe prawo, musi zostać poddany weryfikacji. W USA ta weryfikacja nazywana jest tenure, we Francji, Niemczech i w Polsce habilitacją, w Hiszpanii agregación, w Portugalii agregação, procedury różnią się do detali ale wszystkie mają funkcję opisaną wyżej. I jest naturalne i rozsądne, że taka procedura weryfikacji istnieje.

                PS. Jeśli nie dostosuje się pan do standardów kindersztuby właściwych środowisku naukowemu, nikt nie będzie chciał z panem rozmawiać.

                • ~komentator 31.01.2025 19:01

                  Cyt."Po co habilitacja? Trzeba zacząć od specyfiki pracy naukowca. Otóż - praca naukowca cieszy się niesłychanymi przywilejami: samodzielnego pracownika naukowego nie da się zwolnić, jeśli nie wykaże się czymś naprawdę horrendalnym. "

                  No tak, przecież taki dr bez habilitacji jest traktowany na tle kasty habilitowanych, nierzadko, jako człowiek z "drugiego sortu", taki "chłopiec na posyłki" od dydaktyki. No, może coś tam zrobił naukowo, ale już mu się nie chce, nie wychodzi mu itp.itp. Gorzej, gdyby tak powiedział w gremium, w którym byliby członkowie kasty habilitowanych, że np. udowodnił bardzo ważny wynik, to hohohohoho.... poza zdawkowymi "Aha", reakcji by zapewne nie było, oczywiście bardzo prawdopodobne, że wielu z tych dr hab.-ów poczułoby się urażonych, bo musieliby sami przed sobą przyznać, że guzik się znają na danej tematyce, no i że ktoś gorszy od nich ma ważny wynik naukowy na koncie. Ich próżność i brak pokory od razu dałyby znać o sobie.
                  A tak, jak ktoś ma habilitację, to nie musi się tłumaczyć. On jest jak "beatyfikowany" w świecie akademickim, w opinii innych "z urzędu" prowadzi badania, jest aktywny naukowo, wszystko super, ok. itp. itp.

                • ~kk 31.01.2025 14:52

                  Czyli jednak habilitacja w Polsce nie jest potrzebna.

                  Jeśli by ktoś z polskich naukowców spełniał warunki amerykańskiej habilitacji, to nie pracowałby w Polsce., a więc polscy obecni habilitanci tak na prawdę nie spełniają warunków otrzymania habilitacji i wobec tego nie ma sensu im taki tytuł przyznawać, a więc potwierdza się brak potrzeby na istnienie habilitacji w Polsce. Po co utrzymywać habilitację skoro nie ma osób, które na nią zasługują.

                • ~Profesor PAN 31.01.2025 14:34

                  @Marcin Przewloka, @kk

                  Dokładnie. Formalne wymagania na amerykańską tenure i polską habilitację są dosyć podobne ale Amerykanie procedurę tę traktują dużo ostrzej i poważniej. Więc jeżeli ktoś w Polsce domaga się, by 27-letniego doktora świeżo po obronie już zatrudniać na samodzielne stanowisko, z którego nie może zostać zwolniony, nie potrafię takiej osoby potraktować poważnie. Nauka to nie jest praca dla przerośniętych rozkapryszonych bachorów.

                • ~Marcin Przewloka 31.01.2025 14:07

                  @kk

                  Dodam tylko, ze zwolnienie kogos, kto ma tenured position w Stanach, jest niezwykle trudne.
                  Dlatego tez tam wlasnie nie zastanawiaja sie 10 razy, tylko 100 razy, zanim komus ten tenure dadza.
                  W Wielkiej Brytanii stala pozycja nie jest az tak stabilna, jak w US, ale tez zanim kogokolwiek sie zatrudni na samodzielna, stala (permanent) pozycje, kandydaci sa ogladani wiele razy z kazdej strony. To jest bardzo duza inwestycja dla instytucji zatrudniajacej. Nie wyglada na to, aby podejscie w Polsce bylo podobne w tym temacie.

                • ~kk 31.01.2025 13:44

                  Skoro ktoś jest tak dobry aby otrzymać ten przywilej pod różną nazwą w różnych 1krajach jak Pan pisze, to i bez tego przywileju raczej taka osoba nie będzie zwalniana.

                  Ponadto wątpię w to aby sam taki tytuł chronił w USA przed zwolnieniem jeśli taka osoba nie będzie na co dzień wykazywać się osiągnięciami.

                  Co do Europy to dobrze wiemy, że różne rzeczy wchodzą w grę nie konieczne tak jak w USA wykazywanie się osiągnieciami na co dzień przez cały czas. Europa była i jest inna od USA i dlatego przegrywa w wyścigu naukowym.

        • ~X 31.01.2025 08:47

          Na tej zasadzie, że jak coś jest publiczne to w miarę porządny człowiek nie chce się ośmieszyć. Jak coś jest anonimowe to można napisać co się chce bez konsekwencji. Nie jestem psychologiem ale mam resztki nadziei że tak jeszcze świat działa. ;)

          • ~pp 31.01.2025 11:19

            No właśnie: ujawnijmy swoje nazwiska!!! Wszystkie wpisy na FA nie powinny być anonimowe.

            W myśl przytoczonej powyżej zasady, ich jakość będzie wysoce merytoryczna, a co niektórzy przestaną ujadać.

            • ~kk 31.01.2025 12:10

              Zapomina Pan o komisjach dyscyplinarnych.

              Zresztą sam się Pan nie podpisał.

          • ~kk 31.01.2025 09:44

            No to chyba Pan nie czytał recenzji habilitacji. Tam się podpisują a z recenzji jasno wynika, że nie czytali artykułów starającego się o habilitację, no zresztą po co skoro się i tak na tym nie znają.

            • ~X 31.01.2025 09:53

              Im więcej czytam na formum tym bardziej przekanuję się, że pracuję w dyscyplinie o wyjątkowo normalnych i etycznych standardach jak na polską naukę. Nie mam też osobiście tak traumatycznych doświadczeń.

              • ~kk 31.01.2025 10:38

                Mi się też tak kiedyś wydawało.

  • ~Janinka 30.01.2025 15:57

    Coraz ciekawsza dyskusja.
    A koleżanka/kolega, który pisze koleżance/koledze recenzje w czasopiśmie międzynarodowym z IF, to spotkaliście się, żeby ktoś się tym chwalił?

    • ~Alek Rachwald 07.02.2025 17:02

      W niektórych węższych dziedzinach to nieuniknione. Znam osobiście ponad połowę ludzi zajmujących się moją tematyką na świecie, a w Europie to chyba wszystkich, poza studentami. Co robić w takiej sytuacji?

    • ~Prof z UWr 31.01.2025 09:19

      Nie spotkalem się z takim procederem. Jezeli tak jest to znaczy, że redakcja czasopisma nie trzyma się zasad i ranga samego żurnala jest naciagnięta

      • ~Albert 31.01.2025 11:21

        A jeśli koleżanka i kolega nie pracują w tej samej uczelni?
        I mamy dwa przypadki:
        a) obie uczelnie zlokalizowane są w Polsce
        b) znajomy piszący recenzję pracuje za granicą.

        Redaktor czasopisma jest bez szans.

        • ~Region 31.01.2025 11:48

          Albo ktoś żongluje dwoma afiliacjami?
          To powinien być od razu retrakt prawda ?

          • ~maciej 31.01.2025 12:41

            "Albo ktoś żongluje dwoma afiliacjami?"

            Proszę o doprecyzowanie. Chodzi o to, że w jednej pracy ma jedną, a w drugiej drugą afiliację?

            • ~Kowal 31.01.2025 18:36

              W sensie ma afiliację uczelni X i Y. Zgłasza artykuł z afiliacją X i wskazuje recenzentów z uczelni Y - na pozór inna uczelnia.

    • ~Alek Rachwald 30.01.2025 18:30

      Jasne, taak, zwłaszcza w double blind :-) Istnieje taka procedura w czasopismach międzynarodowych "z IF".

    • ~Profesor PAN 30.01.2025 17:45

      Koleżanka/kolega to jest osoba, którą znam i z którą mam poprawne relacje. Znam większość znaczących uczonych z mojej dziedziny a ponieważ jest to relacja zwrota, oni znają mnie, wrogość też zdarza się stosunkowo rzadko. Sugeruje pani, że recenzje można pisać tylko wtedy, kiedy się na tematyce nie znamy ani trochę, wtedy jest jakaś szansa, że badaczy też nie znamy? Nie powiem, pewe rzeczy to wyjaśnia.

  • ~maciej 30.01.2025 15:30

    Problem z recenzjami polskich habilitacji/profesur jest także to, że często są one niemerytoryczne i nie na temat.
    Jak inaczej np. nazwać fragment recenzji, w którym stwierdza się, że wniosek została złożony późno, ale wnioskodawczyni urodziła 7 dzieci, więc poświęciła się najpierw ojczyźnie, a potem dopiero nauce?

    Takich mniej lub bardziej absurdalnych fragmentów jest całkiem sporo, a jeszcze większe kwiatki występują w recenzjach doktoratów.

    • ~komentator 30.01.2025 16:17

      Cyt."Jak inaczej np. nazwać fragment recenzji, w którym stwierdza się, że wniosek została złożony późno, ale wnioskodawczyni urodziła 7 dzieci, więc poświęciła się najpierw ojczyźnie, a potem dopiero nauce?"

      Jeszcze bardziej do "(nie)radosnej twórczości" należy przypadek, gdy pewna komisja złożona z prof.dr hab.-ów i dr hab.-ów specjalistów z dziedziny X., oceniała dorobek z dziedziny Y., dość odległej merytorycznie od dziedziny X., a ci panowie nie mieli ANI JEDNEJ publikacji z dziedziny Y. Nie przeszkadzało im to jakoś ocenić dorobek z dziedziny Y., jako... słaby, BEZ podania uzasadnienia (sic !). Stało się tak mimo faktu, iż w skład tego dorobku wchodziła m.in. jedna praca zawierająca pewien wynik, co do którego nikt z uznanych specjalistów nie bardzo mógł się przyczepić, a który wzbudzał i wzbudza nadal pewne kontrowersje. Czy kogoś to obchodzi ? Nieeee, a skądże... bo i dlaczego, prawda ?

      • ~komentator 30.01.2025 16:28

        Dodam jeszcze, że ta komisja wspomniana przeze mnie uprzednio, to była właśnie komisja habilitacyjna. Sprawa dotyczyła postępowania o nadanie stopnia "dr hab." z dziedziny X., a panowie habilitowani (specjaliści z dziedziny X.), oceniali też tzw. dorobek pozostały - w tym przypadku dotyczył on dziedziny Y., z której ŻADEN z nich nie miał opublikowanej ANI JEDNEJ pracy, ani jednego preprintu, ani jednego abstraktu np. referatu na konferencję. NIC. Oczywiście, wszyscy oni wzięli wynagrodzenie za tę swoją pracę (ledwo udało mi się powstrzymać przed napisaniem tutaj dość dosadnego określenia tej ich pracy).
        Z tego, co wiem, to sekretarz tej komisji zachował się przyzwoicie w tej sprawie. Natomiast, jak się zachował każdy z pozostałych jej członków, to nie wiem. Wiem tylko, że przegłosowali to, co uchwalili.

  • ~Tik 30.01.2025 14:22

    Czy recenzentem w postępowaniu habilitacyjnym może być promotor pracy doktorskiej i magisterskiej?

    • ~Naukowiec 30.01.2025 21:02

      10 lat temu powszechna praktyką, nic niezgodnego z prawem.

    • ~On 30.01.2025 20:24

      Teraz nie, wcześniej tak.

    • ~Zaciekawiony 30.01.2025 15:07

      Promotor rozprawy doktorskiej z pewnością nie powinien.
      Co do promotora pracy magisterskiej miałbym wątpliwości, czy nie może. Należałoby się zapewne zastanowić, czy promotor pracy magisterskiej angażował się w dalszy rozwój naukowy studenta.

      • ~Jol 30.01.2025 15:09

        Jeśli to jednocześnie promotor pracy magisterskiej i doktorskiej?
        Sytuacja wydaje się niemożliwa na gruncie na pewno etyki i rzetelności naukowej, chociaż z uwagi na to, że sam recenzent powinien odmówić.

    • ~JK 30.01.2025 14:49

      Nie moze.

      • ~Tik 30.01.2025 15:07

        Ale po 2018 roku? Czy we wcześniejszych postępowaniach też (przed 2018)?

        • ~Zaciekawiony 30.01.2025 15:11

          Przed 2018 r. również. Wtedy także odpowiednie zastosowanie znajdowały przepisy k.p.a.

          • ~Tik 30.01.2025 15:13

            A co jeśli minęło 10 lat od takiego procederu?
            Czy mógłby Pan przytoczyć przepis k.p.a.?

            • ~Op 30.01.2025 20:18

              Wcześniej nie zachowywano tej zasady. Istnieje wiele przypadków kiedy promotor dr był recenzentem Jan
              Dam się nie powołał na tę funkcję. Teraz się tego nie robi.

              • ~Ortograf 30.01.2025 23:00

                Czy mogę poprosić o komentarz w języku polskim?

              • ~Gro 30.01.2025 20:48

                Ale to nie jest etyczne przecież.
                Wyobraźmy sobie sytuację w starej procedurze: 3 recenzentów
                1. Recenzja negatywna
                2. Recenzja pozytywna

                I 3. rozstrzyga recenzent, który był promotorem doktoratu.

                To etyczne i rzetelne?

                • ~Zbig 31.01.2025 09:40

                  Są inni członkowie komisji, którzy uczestniczą w głosowaniu (przewodniczący, sekretarz, członek), więc oni podejmują decyzję. Jest rada wydziału albo dyscypliny, która zatwierdza (lub nie) hab. Przy tym, trzeba pamiętać, że to cK (a teraz RDN) powołują składy komisji. Ktoś powołał takiego recenzenta i tutaj sam habilitant jest niewinny, bo co może zrobić? Relacje między promotorem dr a dawnym doktorantem też nie zawsze są dobre, więc niekoniecznie taka osoba musi być zadowolona, że ocenia ją dawny promotor.

                • ~Profesor PAN 31.01.2025 09:31

                  Jeśli ów recenzent doktoratu sam jest etyczny i rzetelny, to tak, a jeśli nie, to nie. Ale w nauce etyczność i rzetelność są najważniejsze, cały proces promocji powinien być nakierowany na eliminację ludzi nieetycznych i nierzetelnych, więc jeśli ktoś taki dojdzie do samodzielnej pozycji naukowej, to jest źle nie tylko z nim ale z całym jego środowiskiem. A co?

            • ~Zaciekawiony 30.01.2025 15:18

              W moim przekonaniu przepisem, który w omawianej sytuacji znajdowałby zastosowanie jest art. 24 § 3 k.p.a., zgodnie z którym wyłączeniu od udziału w postępowaniu podlega osoba, jeżeli zostanie uprawdopodobnione istnienie okoliczności, które mogą wywołać wątpliwość co do bezstronności tej osoby. Jeżeli natomiast minęło 10 lat, to prawdopodobnie z uwagi na ochronę trwałości wydanych decyzji niewiele da się zrobić.

  • ~Naukowiec 30.01.2025 12:58

    Nie ma żadnego losowania. Przestańcie ściemniać. Członkowie zespołów powołują swoich znajomych,, albo nawet samych siebie na recenzentów. Nie są to żadni specjaliści w dziedzinie. Każdy to wie.

    • ~Alek Rachwald 30.01.2025 13:33

      "Każdy to wie" nie jest dowodem w rozumieniu nauki, jak sądzę.

      • ~Naukowiec 30.01.2025 13:51

        To proszę sobie przeanalizować składy komisji. Zauważy Pan pewną powtarzalność niektórych nazwisk powiązanych z członkami zespołów. Może to będzie wystarczającym dowodem.

        • ~Habilitowany 31.01.2025 22:31

          Zgadzam się w pełni, swoi muszą przecież zarobić

        • ~Zaciekawiony 30.01.2025 15:04

          Czy można prosić o przedstawienie szczegółów takiej analizy? Rozumiem, że została dokonana skoro została postawiona teza: "Członkowie zespołów powołują swoich znajomych,, albo nawet samych siebie na recenzentów". W szczególności interesują mnie dane dotyczące tych powiązań, a także postępowań, w których członkowie RDN zostali powołani na recenzentów (jak rozumiem w czasie pełnienia funkcji członka RDN).

          • ~IPuzio 31.01.2025 06:44

            Takie podsumowanie (2016 -2023)
            Na 44 wnioski o nadanie stopnia doktora habilitowanego i/lub profesora, w postępowaniach dotyczących pracowników związanych z Wydziałem medycyny Weterynaryjnej UP Lublin:
            a) Andrzej Koncicki brał udział w 14 postępowaniach ( 13 przewodniczący komisji; 1 jako recenzent)
            b) Tomasz Janowski brał udział w 14 postępowaniach ( 10 przewodniczący komisji; 4 jako recenzent)
            c) Zygmunt Pejsak brał udział w 5 postępowaniach ( 4 przewodniczący komisji; 1 recenzent)
            d) Alina Wieliczko brała udział w 4 postępowaniach ( 4 jako recenzent)
            e) Iwona Puzio brała udział w 7 postępowaniach ( 6 sekretarz komisji; 1 jako członek komisji)
            f) Urszula Kosior – Korzecka brała udział w 14 postępowaniach (11 sekretarz komisji, 2 jako recenzent habilitantów z tego samego wydziału; 1 jako członek komisji)
            g) Aneta Nowakiewicz brała udział w 8 postępowaniach ( 4 sekretarz komisji; 2 członek komisji; 2 jako recenzent osób z tego samego wydziału)
            h) Stanisław Winiarczyk brał udział w 6 postępowaniach ( 1 recenzent osoby z tego samego wydziału; 5 jako członek komisji)
            i) Kinga Wieczorek brała udział w 2 postępowaniach ( 2 razy recenzent)
            j) Jarosław Kaba brał udział w 2 postępowaniach. Oba dotyczyły wniosków o nadanie tytułu profesora, osób pracujących w tym samym zakładzie ( Nowakiewicz i Gnat)

          • ~IPuzio 31.01.2025 06:41

            Jakby można było wstawić tu taką tabelkę to z chęcią bym wskazała pewne powtarzające się wzorce i to tylko dotyczące jednego wydziału, na jednej uczelni, gdzieś tam w Polsce.

  • ~Alek Rachwald 30.01.2025 12:52

    Pragnę zwrócić uwagę, że uwagami merytorycznymi szczególnie często zgłaszanymi wobec procesu recenzowania w procedurach awansowych są, po pierwsze, brak procedury odwoławczej, a po drugie, zbyt częste powoływanie recenzentów o ewidentnie mniejszym dorobku naukowym niż recenzowany. Efektem mogę być (i bywają) negatywne recenzje niemerytoryczne i/lub powołujące się na nieistniejące kryteria, które to recenzje w toku całej procedury awansowej muszą być traktowane jako pełnowartościowe opinie eksperckie, mimo swej jawnej nieprzystawalności.

    • ~Zaciekawiony 30.01.2025 15:09

      Procedura odwoławcza na każdym szczeblu postępowań awansowych jest zagwarantowana ustawowo.
      Ostatecznie recenzje mogą być w pewnym stopniu weryfikowane przez sądy administracyjne. Oczywiście nie co do merytorycznej oceny w nich wyrażonej, ale co do prawidłowości ich sporządzenia już tak, np. czy nie odwołują się do wspomnianych "nieistniejących kryteriów".

      • ~Alek Rachwald 30.01.2025 22:10

        Nie chodzi o odwołanie od decyzji o nienadaniu stopnia, tylko o skarżenie konkretnych recenzji jako nierzetelnych.

        • ~Zaciekawiony 31.01.2025 08:10

          Temu właśnie m. in. służy odwołanie od decyzji odmawiającej nadania stopnia, zaskarżeniu tego typu recenzji.

      • ~JK 30.01.2025 15:54

        Proszę zajrzeć na stronę dr Joanny Grubej, tam są analizy,dane i nazwiska.

        • ~Zaciekawiony 30.01.2025 21:17

          Niestaty nie dostrzegam na tej stronie artykułów, które zawierałaby analiz i dane udawadniające postawioną tezę.

          • ~Jk 31.01.2025 09:42

            https://sciencewatch.pl/index.php/408-losowanie-recenzentow-w-postepowaniach-profesorskich-od-kuchni

            • ~Zaciekawiony 31.01.2025 14:14

              Dziękuję uprzejmie za podanie linku. Artykuł ten jest mi znany i w moim przekonaniu nie zawiera on danych potwierdzających postawioną tezę. Dla przykładu, w artykule tym mowa jest o tym, że RDN powoływała na recenzentów swoich członków. Nie jest natomiast wspomniane, że dana osoba pozostała powołana na recenzenta w czasie, gdy nie była członkiem RDN, bo została nim dopiero później, albo też została powołana, gdy przestała być członkiem RDN.

              • ~Jk 31.01.2025 14:37

                Czynni członkowie RDN mogą być członkami komisji i nimi bywają. Nie będę rzucać nazwiskami, ale jak Pan taki zaciekawiony, to proszę sobie przejrzeć składy komisji w systemie Radon. Tam Pan znajdzie nazwiska aktualnych członków zespołów RDN powołanych w trakcie kadencji.

  • ~~badaczka 30.01.2025 11:50

    Z moich obserwacji nie są powoływani specjaliście w danym obszarze. Co więcej - systematycznie ruguje się młodych z tych recenzji.