Gdy ustawowo umocowaną misję Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej zestawimy z praktyką deprecjonowania publikacji wieloautorskich, otrzymamy dość osobliwy obraz: współpraca z zagranicą jest wprawdzie mile widziana, o ile nie prowadzi do wspólnych publikacji…
Chciałbym się podzielić z czytelnikami „Forum Akademickiego” refleksją na temat udostępnionej mi anonimowo recenzji wniosku złożonego w konkursie NAWA Bekker. Wzbudziła ona moje zdumienie, ale przede wszystkim zaniepokojenie. Skąd przekonanie, że taki jednostkowy przypadek zasługuje na uwagę? Wspomniana recenzja nie tylko opiera ocenę wniosku wyłącznie na kryteriach pozamerytorycznych i sprzecznych z ustawowymi celami NAWA, ale czyni to w sposób sugerujący, że kryteria te są właśnie zamierzonym standardem – a zatem może sygnalizować szerszy, systemowy problem w konkursach NAWA.
Jak można przeczytać poniżej (tekst recenzji znajduje się pod komentarzem NAWA), recenzja sprowadza w zasadzie całość oceny dorobku badawczego wnioskodawcy do liczby współautorów jego publikacji (i dodatkowo ich „niszowości”, o czym dalej). Recenzenci piszą m.in.:
…[dorobek] ujawnia też wyraźny wzorzec polegania na pracy zespołowej, zaledwie jedną publikacją jednoautorską (…) na tym etapie kariery brak mu wystarczającego dorobku samodzielnych publikacji o szerokim oddziaływaniu. W najbliższej przyszłości konieczne będzie wyraźniejsze ukierunkowanie na prace niezależne…
Oczekiwanie samodzielnego dorobku w humanistyce jakiś czas temu faktycznie nie było niczym niezwykłym, problem w tym, że w nowoczesnej nauce – tej uprawianej dzisiaj – utraciło rację bytu i stało się co najwyżej kryterium estetycznym (jak, powiedzmy, kolor włosów wnioskodawcy), które nie może być stosowane jako poważny argument merytoryczny. Liczba autorów publikacji nie pozostaje w żadnym systematycznym związku z ich jakością, a zatem – póki nie przechodzimy do roli czy wkładu poszczególnych autorów – także z wartością opartego na nich dorobku naukowca. Liczba autorów publikacji jest za to w systematycznym związku z typem badań. Truizmem jest twierdzenie, że w przypadku badań empirycznych publikacje wieloautorskie nie stanowią wyjątku, lecz są regułą, a w wielu przypadkach wręcz koniecznością. Dotyczy to szczególnie najbardziej innowacyjnych badań interdyscyplinarnych, wymagających zróżnicowanej wiedzy specjalistycznej, czy wszelkich badań na dużą skalę i o złożonej logistyce (o czym wielokrotnie pisano także na łamach FA, np. „Stypendia dla indywidualistów?”).
Używając analogii: oczywiście, także i dziś zdolny zegarmistrz może od początku do końca sam skonstruować zegar, tyle że generalnie rzemiosło od dawna już tak nie funkcjonuje. Za inżyniera motoryzacyjnego najwyższej klasy nikt nie uważa przecież tego, który w pojedynkę potrafi złożyć całe auto!
Od strony czysto formalnej ustawowym celem działania NAWA (ustawa z dnia 7 lipca 2017 r. o Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej) jest wspieranie współpracy międzynarodowej polskich naukowców. Gdy jednak tę ustawowo umocowaną misję zestawimy z praktyką deprecjonowania publikacji wieloautorskich, otrzymujemy dość osobliwy obraz: współpraca z zagranicą jest mile widziana, o ile nie prowadzi do wspólnych publikacji…
Na tym jednak nie koniec. W komentowanej recenzji zarzut niewystarczającej liczby publikacji jednoautorskich został następnie rozszerzony, aby zdyskredytować en bloc całość dorobku wnioskodawcy (tj. grantów i współpracy międzynarodowej):
…osiągnięcia te – mimo że znaczące – nie rekompensują niedoboru wysoko cenionych, jednoautorskich publikacji… [osiągnięcia] potwierdzają jego wiarygodność, ale zarazem uwypuklają ogólną tendencję do współuczestnictwa, a nie przełomowej innowacyjności… Rola wnioskodawcy jako kierownika projektu (…) potwierdza jego zdolność do prowadzenia badań i projektowania agend badawczych. Jednak brak silniejszego dorobku samodzielnego, w szczególności poza pracami współautorskimi, kwestionuje jego wiodącą rolę na tym polu badań…
Już na poziomie formalnym jest to dość dziwaczne. Poszczególne składniki dorobku powinny być oceniane autonomicznie, tymczasem tutaj zostały nie tylko powiązane, ale jeszcze do tego w logice „im lepiej, tym gorzej”: wysokie osiągnięcia pozapublikacyjne mają rzekomo przemawiać na niekorzyść całości. Aż się prosi o reductio ad absurdum: „Dostała pani Nobla, fajna nagroda, ale ten prestiż tym bardziej podkreśla pani niedojrzałość naukową i miałkość pani wieloautorskiego dorobku” (co w rzeczy samej w przypadku noblistów jest regułą, a nie wyjątkiem.
Nie trzeba zresztą sięgać od razu po noblistów, ponieważ bardzo dobry ogląd nauki na najwyższym światowym poziomie można uzyskać poprzez analizę profili laureatów najbardziej prestiżowych europejskich grantów ERC (European Research Council), w których dominują oczywiście publikacje wieloautorskie. Już choćby kilka przykładów naukowców o dorobku niewystarczającym, by przejść pierwszy etap selekcji w konkursie NAWA, ale wystarczającym, by dostać grant ERC (z językoznawców to np. Bert Remijsen, Hope Morgan, Aditi Lahiri), pokazuje, że nasz krajowy system jest wyraźnie źle „skalibrowany”. Co więcej, publikacje wieloautorskie nie tylko dominują w CV laureatów ERC do momentu uzyskania grantów, ale ich proporcja jeszcze dodatkowo i bardzo znacząco rośnie po otrzymaniu finansowania. Podsumowując, wizja najlepszej nauki jako tej robionej w pojedynkę kompletnie rozmija się z rzeczywistością, w jakiej funkcjonuje nauka światowa, w tym także humanistyka.
I wreszcie, uzupełniającym wątkiem recenzji jest określenie publikacji w czasopismach o wysokim wskaźniku cytowań jako mających ograniczony zasięg i niszowy charakter:
…głównie wieloautorskie prace empiryczne, które – choć metodologicznie poprawne – wywarły ograniczony wpływ na dyscyplinę poza wąskim kręgiem badaczy… Rygor metodologiczny badań wnioskodawcy nie budzi zastrzeżeń, lecz ich ograniczony zasięg – koncentrujący się głównie na czasopismach specjalistycznych i wąskiej społeczności akademickiej – osłabia ich szerszy wpływ naukowy…
Szkopuł w tym, że oceniany dorobek zawierał publikacje w czasopismach znajdujących się w pierwszym kwartylu (Q1) i pierwszym decylu (Top 10%) rankingu Scopus według wskaźnika SJR, a więc niejako z definicji należące do najbardziej prestiżowych i najbardziej wpływowych w danej dyscyplinie. Tu spieszę dodać, że zgodnie ze spójnymi i szeroko przyjętymi wytycznymi współczynniki bibliometryczne czasopisma nie mogą być samodzielną podstawą oceny jakości poszczególnych publikacji. Wskaźniki te jednak bez wątpienia stanowią jedyną obiektywną miarę cytowalności i zasięgu samych czasopism, a co za tym idzie ich prestiżu i wpływu. Określenie zasięgu najwyżej cytowanych czasopism jako „ograniczonego” wskazuje na bardzo daleko idące niezrozumienie współczesnych standardów prowadzenia i oceny badań naukowych.
dr hab. Sławomir Wacewicz
Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu
Mój tekst nie jest wyrazem osobistego niezadowolenia czy polemiką merytoryczną z jednostkową recenzją. W edycji 2022/2023 konkursu NAWA Bekker sam złożyłem w nim wniosek i otrzymałem negatywną recenzję, z którą nie polemizowałem i której nie krytykowałem nawet w prywatnych rozmowach, ponieważ uznałem ją za w dużej mierze zasadną, a w każdym razie bez wątpienia opartą na kryteriach merytorycznych.
______________________
O komentarz poprosiliśmy Narodową Agencję Wymiany Akademickiej. Publikujemy w całości otrzymaną odpowiedź:
NAWA działa na podstawie i w granicach wytyczonych ustawą o Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej. Celem oceny merytorycznej jest rzetelna weryfikacja, w jakim stopniu wniosek spełnia kryteria jakościowe wskazane w ogłoszeniu o naborze. Weryfikacja merytoryczna wniosków w każdym z programów NAWA przeprowadzana jest przez ekspertów, którzy dokonują niezależnej oceny, opierając się wyłącznie na swojej wiedzy i zasadach rzetelności naukowej. Zachowanie pełnej autonomii ekspertów jest, w ocenie NAWA, kluczowe dla zapewnienia każdemu wnioskowi uczciwej i obiektywnej oceny.
W toku realizowanych zadań NAWA zaprasza do współpracy ekspertów reprezentujących różne obszary badawcze oraz mających doświadczenie w realizacji i ocenie projektów. Są to osoby o wysokich kompetencjach merytorycznych.
W przypadku programu Bekker kryteria oceny merytorycznej są następujące:
Celem programu Bekker jest wsparcie doktorantów, naukowców i nauczycieli akademickich z polskich instytucji nauki i szkolnictwa wyższego w dążeniu do doskonałości naukowej poprzez dofinansowanie wyjazdów do uznanych zagranicznych ośrodków badawczych oraz akademickich na całym świecie. Program oferuje stypendystom możliwość odbycia stażu podoktorskiego lub realizacji części kształcenia doktorskiego, realizacji prac badawczych wspólnie z wybitnymi naukowcami z zagranicy, pozyskania materiałów do pracy naukowej oraz nawiązania długofalowych relacji z zagranicznymi zespołami naukowymi.
Przy tak określonym celu programu, kryteria oceny merytorycznej wniosków zostały określone w sposób pozwalający na rzeczową i rzetelną ocenę wniosków i równocześnie nie wykraczający poza ramy kryteriów oceny merytorycznej określonej w art. 23 pkt 2 ustawy o Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej.
W tym miejscu należy wskazać, że w programie Bekker ocena przebiega w kilku etapach:
Oceny dokonuje Zespół Oceniający, składający się z przedstawicieli kilkunastu dyscyplin naukowych. Zespół ma możliwość porównania i przedyskutowania wszystkich wniosków złożonych w naborze. Na tym etapie zespół przeprowadza preselekcję wniosków na podstawie kryterium: „Dotychczasowy przebieg kariery naukowej lub akademickiej oraz osiągnięcia naukowe wnioskodawcy, z uwzględnieniem etapu kariery naukowej”. Zespół analizuje łącznie dorobek publikacyjny, doświadczenie w realizacji projektów i współpracy międzynarodowej oraz pozostałe osiągnięcia przedstawione przez wnioskodawcę we wniosku, porównując każdy wniosek z innymi wnioskami z tej samej dyscypliny i złożonymi przez wnioskodawców będących na podobnym etapie kariery.
Wnioski powyżej przyjętego progu punktowego są rekomendowane do kolejnego etapu oceny. Wnioskodawcy, których wnioski nie zostały zakwalifikowane, otrzymują decyzję o odmowie finansowania. Należy podkreślić, że decyzja ta odzwierciedla relatywną ocenę na tle wniosków konkurencyjnych, a nie bezwzględną wartość naukową.
Wnioski zakwalifikowane do dalszej oceny są przekazywane do dwóch recenzentów zewnętrznych, wskazanych przez Zespół Oceniający zgodnie z profilem tematycznym projektu. Recenzenci dokonują indywidualnej oceny merytorycznej w oparciu o wszystkie kryteria określone w ogłoszeniu.
Po uwzględnieniu recenzji oraz dokonaniu własnej oceny w pozostałych kryteriach, Zespół Oceniający tworzy listę rankingową i wskazuje wnioski rekomendowane do finansowania, biorąc pod uwagę dostępną alokację środków.
Kryterium „publikacyjne”, w którym oceniany jest cały dorobek naukowy, jest objęte etapem oceny wstępnej i ma charakter stricte merytoryczny. Oceny zależą tutaj od indywidualnego przypadku, który każdorazowo jest poddawany analizie przez Zespół Oceniający. Zespół, jak wspomniano składający się z ekspertów reprezentujących kilkanaście dziedzin, jest świadomy różnic w praktykach publikacyjnych przyjętych przez naukowców w poszczególnych dyscyplinach. Ocena jest uzgadniana w drodze dyskusji Zespołu Ekspertów, w której dąży się do wypracowania konsensusu.
Wszystkie wnioski złożone w danym naborze oceniane są według tych samych, jasno określonych kryteriów, w sposób transparentny i obiektywny, i jednocześnie z uwzględnieniem specyfiki danej dyscypliny naukowej. Wnioski są porównywane na tle innych projektów złożonych w tej samej dyscyplinie i przez wnioskodawców na podobnym etapie kariery naukowej, co zapewnia maksymalnie obiektywną i rzetelną ocenę. Wybór wniosków do finansowania odbywa się w sposób rzetelny i wolny od jakichkolwiek wpływów zewnętrznych, a każdy wniosek poddawany jest ocenie wyłącznie pod kątem jego wartości naukowej.
Warto na koniec dodać, że zarówno eksperci, jak i sporządzane przez nich recenzje są weryfikowane przez pracowników NAWA, a w przypadku wątpliwości recenzja kierowana jest do korekty. W stosunku do wszelkich potencjalnych nieprawidłowości podejmujemy na bieżąco działania zmierzające do wyeliminowania ewentualnych błędów czy nieścisłości w ocenie.
_________________________
OMAWIANA RECENZJA
The Applicant presents a research record that, while coherent and situated within the interdisciplinary fields of language evolution, pantomime, and non-verbal communication, suffers from several notable gaps in scope and independent impact. The five listed publications demonstrate sustained engagement with the central theme but reveal a pattern of reliance on collaborative work, with only one sole-authored article. The earliest of these, an innovative narratological and evolutionary analysis of wordless storytelling, stands out as a significant independent contribution. However, the Applicant’s later work largely consists of multi-authored empirical case studies, which, while methodologically sound, have had limited disciplinary influence outside of niche circles within language evolution research.
While the Applicant has garnered international recognition through board memberships, service as a reviewer, and frequent invited lectures, these achievements, though notable, do not fully compensate for the lack of high-impact, sole-authored publications. Membership in prestigious international research associations and repeated participation in leading conferences further establish credibility but highlight a broader trend of scholarly participation rather than groundbreaking innovation.
The Applicant’s role as Principal Investigator on a nationally funded project (NCN SONATA) underscores their ability to lead and design research agendas. However, the absence of a stronger independent publication record, particularly outside of co-authored work, raises questions about their leadership within the field. The methodological rigor of their research is not in question, but its limited reach—largely confined to specialist journals and a narrow academic community—diminishes its broader scholarly impact.
In conclusion, while the Applicant demonstrates a coherent research trajectory and solid international standing, their career at this stage lacks sufficient independent scholarly contributions with widespread influence. Moving forward, a more significant emphasis on independent work with broader disciplinary resonance is needed to solidify their leadership and long-term impact in the field.
Szkoda, że nie przemyślał dokładnie, co chce przekazać, zamiast udzielać – niezbyt spójnych – wyjaśnień w komentarzach. Krótko mówiąc, artykuł jest nieporozumieniem i szkodzi merytorycznej dyskusji na temat patologii w procesach recenzji.
Zamiast tytułu
„Soliści preferowani w konkursach NAWA?"
proponuję mniej sensacyjny i bardziej precyzyjny tytuł:
„Jeden z 500 recenzentów NAWA wyżej ceni publikacje jednoautorskie niż wieloautorskie”.
Kiedyś przeczytałem artykuł kierownika sąsiedniego zespołu, podpisany jednoosobowo. Z mojego doświadczenia wynikało, że była to praca zespołowa. W mojej dyscyplinie praktycznie niemożliwe są prace jednoosobowe. Ten kierownik był na etapie przygotowania habilitacji. A prace zespołowe były źle oceniane przez CK. Musiał mieć kilka jednoosobowych żeby dostać habilitację. Wszyscy o tym wiedzieli. Jak widać, mimo że minęło sporo lat, niektórzy „eksperci” nadal uważają lub udają, że prace jednoosobowe są lepsze. Wiadomo, że finansowanie dostanie jeden na 6-10 wniosków. A co taki „ekspert” może zrobić? Dostaje do oceny kilka wniosków, w tym jeden od znajomego. Oznacza to, że pozostałe musi uwalić. I wtedy przypomina sobie tą starą zasadę, że wieloosobowe artykuły są be.
Niektórzy dyskutanci oburzają się, że jednostkowy przykład został opisany w FA. Chyba nie do końca mają rację. Takich, z pozoru jednostkowych, przykładów jest więcej. Nie tylko pod względem przeciwstawienia jedno i wielo autorskich publikacji. Również subiektywnej oceny jakości czasopism, o czym było już w dyskusjach w FA. Również pod wieloma innymi sztucznymi kryteriami, wymyślonymi przez „ekspertów”. Nie są to sposoby na obiektywną ocenę wniosków, tylko na wybór tych wnioskodawców, którym należy się.
Ne można zakładać, że wszyscy eksperci tak zachowują się. Przy 1% takich „ekspertów”, biorąc pod uwagę, ile każdy z nich przerabia wniosków, może być tak, że prawie co 10 wniosek, zaakceptowanych przez nich dostaje nienależyte finansowanie. Dotyczy to nie tylko NAWA, lecz i pozostałych agencji finansujących naukę.
@PŻ
Chyba nie do końca rozumiem ten fragment z Pana komentarza:
"A co taki „ekspert” może zrobić? Dostaje do oceny kilka wniosków, w tym jeden od znajomego. Oznacza to, że pozostałe musi uwalić. I wtedy przypomina sobie tą starą zasadę, że wieloosobowe artykuły są be."
Można prosić o rozwinięcie? Czy przez "eksperta" tutaj ma Pan na myśli osobę, która dostaje grant proposal do oceny? Czy raczej kogoś w panelu?
Ekspert było w cudzysłowie. To znaczy kazdy, kto biere udział w ocenie wniosków.
@PŻ
Mam nadzieję, że niezależnie od tego, czy ekspert jest w cudzysłowie, czy też nie, taka przykładowa, klasyczna wręcz sytuacja konfliktu interesów jednak nie ma miejsca w czasie ewaluacji aplikacji.
Do ~Marcin Przewloka 03.12.2025 12:10
Pisze pan, cytuję: „Mam nadzieję, że niezależnie od tego, czy ekspert jest w cudzysłowie, czy też nie, taka przykładowa, klasyczna wręcz sytuacja konfliktu interesów jednak nie ma miejsca w czasie ewaluacji aplikacji.” Lubię pana komentarze. Podejrzewam, że w tym komentarzu pan nie ma racji. Pan uczestniczy częściej niż ja w dyskusjach. Pamięta pan, ile było w nich przykładów nierzetelnych ocen wniosków? A i w tej dyskusji ich nie brakuje. Ja przecież ostrożnie zakładam, że nierzetelnych „ekspertów, recenzentów, jak zwał, tak zwał”, jest jedynie 1%. A powinno być 0,000%.
@PŻ
No wiec najważniejsze pytanie jest chyba własnie tutaj: jak często zdarzają się przypadki nierzetelnych ewaluacji, konfliktu interesów i kumoterstwa? Jeśli jest to drobny ułamek, możemy to wrzucić do worka "niedoskonałości systemu". Jednak jeśli one są raczej normą, to należy cos w tym temacie zmienić.
Każdy ma prawo do oceny wedle swoich kryteriów jak na przykład sędzia, ale to nie znaczy, że sędzia wyda wyrok zgodny z prawem. Jak będzie chciał , to takiego wyroku nie wyda i nie poniesie konsekwencji.
Nierzetelność trzeba udowodnić. Życzę sukcesu w dochodzeniu tej nierzetelności, która koniec końców może zakończyć się w sądzie.
Środowisko zawsze będzie mówiło, że jest to marginalne i będzie chciało przykładów na ich występowanie. Po co sobie zatruwać życie taką czy inną kreaturą skoro jest ich tak dużo, a udowodnienie tego, że tak jest, jest problematyczne.
Kościół mówi, że każdy jest grzesznikiem. Ateiści wobec tego winni mówić, że każdy jest skur........ Jedni grzeszą i żałują, a inni są zatwardziali w tym co czynią.
Złodziej zawsze uważa, że wszyscy kradną. Kradzież jest zdefiniowana w prawie, ale kradzież to szersze pojęcie niż to zdefiniowane w prawie. Można otrzymywać pensję i w świetle prawa nie jest to kradzież, ale jeśli jest to pensja pobierana za nie pracowanie, to czyż nie jest to przywłaszczanie cudzego majątku, czyli kradzież ?
Napisał Pan:
Kiedyś przeczytałem artykuł kierownika sąsiedniego zespołu, podpisany jednoosobowo. Z mojego doświadczenia wynikało, że była to praca zespołowa. W mojej dyscyplinie praktycznie niemożliwe są prace jednoosobowe. Ten kierownik był na etapie przygotowania habilitacji. A prace zespołowe były źle oceniane przez CK. Musiał mieć kilka jednoosobowych żeby dostać habilitację. Wszyscy o tym wiedzieli. Jak widać, mimo że minęło sporo lat, niektórzy „eksperci” nadal uważają lub udają, że prace jednoosobowe są lepsze.
Problem leży w tym, że środowisko naukowe w Polsce jest zdemoralizowane, to takie środowisko cwaniaków pseudonaukowych produkujących nikomu niepotrzebne artykuły, których nawet studenci nie czytają. Dla mnie bez sensu jest produkcja rzetelnych artykułów bez wdrożeń, gdyż wdrożenia zrobią Chinczycy i na tym zarobią.,
Wniosek:
należy zlikwidować wszelkie tytuły hab i prof. i prowadzenie badań nie zamawianych, gdzie każdy wnioskodawca wymyśla co chce zrobić. Finansowane mają być tylko te, które mają szanse na wdrożenie z wymogiem wkładu własnego od wnioskodawcy np. mogą to być środki od biznesu lub własne naukowców (kredyt z banku).
Szlam naukowy i te bez wdrożeń winny być finansowane w ramach finasowania uczelni i nic poza tym.
Kołchozy jakimi są uczelnie i PAN, gdzie jest produkcja niskiej jakości szlamu publikacyjnego nikomu nie jest potrzebna i do niczego nie prowadzi. Będzie widać efekty nakładów na naukę w postaci wdrożeń, wtedy nakłady na naukę będą zwiększane i wtedy podstawowe badania też dostaną więcej. Można przyjrzeć się IZrealowi jak to robi.
Do ~kk 02.12.2025 12:15. Proszę przeczytać uważnie to, co pan napisał. W 10 wierszach zawarł pan, co najmniej, kilka sprzeczności.
Pisze pan: cytuję: „nikomu niepotrzebne artykuły, których nawet studenci nie czytają”. A pan, jak był studentem, to czytał? Czytać artykuły zaczynają na studiach doktoranckich. I to nie wszyscy.
„należy zlikwidować wszelkie tytuły hab i prof. i prowadzenie badań nie zamawianych” A kto będzie zamawiał? „Fachowcy” z MBA ze znanej szkoły?
„Będzie widać efekty nakładów na naukę w postaci wdrożeń, wtedy nakłady na naukę będą zwiększane i wtedy podstawowe badania też dostaną więcej… mogą to być środki od biznesu lub własne naukowców (kredyt z banku).” Proponuje pan, żeby ludzie z własnych środków finansowali wdrożenia, przez to ci z nauk podstawowych dostaną więcej. To prawie jak u Janosika – nie dać jednym i oddać drugim.
„Można przyjrzeć się Izraelowi jak to robi”. Ależ i porównanie. Wie pan, że Izrael dostaje od USA tyle bezzwrotnych subwencji, że w przeliczeniu na małą liczbę mieszkańców może sobie pozwolić prawie na wszystko, co tylko chce.
To jakie jest powiązanie dydaktyki na uczelniach z badaniami prowadzonymi na uczelniach ?
Żadne. Jak się czyta sylabusy co poniektóre, to nawet prowadzącym się nie chce wskazać nowej literatury, tylko widać jakieś podręczniki dużo z lat 90-tych ubiegłego wieku.
Ja czytam artykuły naukowe sporadycznie, z czego 99, a może nawet 100% to zwykła makulatura.
Co najwyżej dowiaduję się o kolejnym przypadku użycia sieci neuronowych do klasyfikacji.
Zamawiać badania ? A właśnie teraz też nikt nie zamawia, więc te badania są sobie a muzom, tylko po to by mieć przed nazwiskiem hab. czy prof., ale od tego rozumu nie przybywa.
Napisał Pan, że ja proponuję ażeby ludzie z ludzie z własnych środków finansowali wdrożenia, przez to ci z nauk podstawowych dostaną więcej. To prawie jak u Janosika – nie dać jednym i oddać drugim. Tu wyraźnie widać, że Pan ma kłopoty z podstawowym rozumowaniem tekstu pisanego (przepraszam, ale szkoła podstawowa się kłania). Tak nie napisano. Pan wywody więc że coś jest w mojej wypowiedzi sprzeczne wynika z kiepskiego Pana rozumowania i powiedziałbym humanista, ale obecne to takie kiepskie rozumowanie obserwuję również nie wśród humanistów.
Pan to uważa, że od ilości pieniędzy to rozumu w głowie przyrasta.
Tak wszyscy w Polsce krzyczą o większe środki finansowe na naukę, ale z samego zwiększenia tych środków nic nie będzie. Warszawskie środowiska naukowe od zawsze więcej tych środków dostawały i co nie ma różnicy z pozostałymi ośrodkami naukowymi w kraju. Zwyczajnie je przejadały. Taka moja jest odpowiedź. Więc nie środki finansowe w Izraelu decydują o poziomie ich nauki.
~kk 02.12.2025 12:15. Trudno z panem dyskutować, bo pan przekręca swoje własne słowa z poprzedniego komentarza.
Pisze pan, cytuję jeszcze raz: „należy zlikwidować wszelkie tytuły hab i prof. i prowadzenie badań nie zamawianych” … „Finansowane mają być tylko te, które mają szanse na wdrożenie z wymogiem wkładu własnego od wnioskodawcy np. mogą to być środki od biznesu lub własne naukowców (kredyt z banku). Szlam naukowy i te bez wdrożeń winny być finansowane w ramach finasowania uczelni i nic poza tym. Kołchozy jakimi są uczelnie i PAN, gdzie jest produkcja niskiej jakości szlamu publikacyjnego nikomu nie jest potrzebna i do niczego nie prowadzi. Będzie widać efekty nakładów na naukę w postaci wdrożeń, wtedy nakłady na naukę będą zwiększane i wtedy podstawowe badania też dostaną więcej.” Prosiłem pana, żeby uważnie przeczytał pan to, co napisał w komentarzu. Tok pana rozumowania jest następujący: Naukowcy ze własnych środków sfinansują wdrożenia. Władze zobaczą to i zwiększą nakłady na naukę. I wtedy nauki podstawowe dostaną więcej, bo nauki podstawowe finansuje władza (MNiSW, NCN).
Niestety, pan zamiast zastanowić się nad własnym tekstem, zaczyna schodzić na niższy poziom, zarzucając braki z podstawówki.
Następnie przypisuje mi pan słowa, których nie było w moim komentarzu. Pisze pan, cytuję: „Pan to uważa, że od ilości pieniędzy to rozumu w głowie przyrasta.” Przypisywana mi przez pana teza jest po prostu głupia i obraża normalnych naukowców. Proszę o podanie miejsca, gdzie pan znalazł w to moim komentarzu. Bo ja w życiu nie napisałem by takiej głupoty.
Po pierwsze nic nie przekręcam, tylko Pan ma pokrętny umysł.
Oczywistym jest uczciwie finansować badania własne przez samych naukowców skoro nie przynoszą one pożytku tym co pieniądze na to łożą.
Tak się składa, że wielu bardzo dobrze sobie żyje nie przemęczając się na pensjach naukowców wiodąc tym samym pasożytniczy tryb życia i tymi osobami są także te z tytułami.
Nie przypisują Panu słów, tylko jest to moja ocena Pana pisania.
To że Pan tak odbiera tekst pisany ja najbardziej potwierdza to co wcześniej napisałem. Ma Pan łopoty z rozumowaniem w tym w rozumieniu testu pisanego.
Co do obrażania, to każdą krytykę, jak i każdą niewygodną prawdę można uważać za obrażanie.
Troche z boku dyskusji toczącej się pod artykułem, mam propozycje dla NAWA.
Naukowe wyjazdy zagraniczne bardzo różnią się pomiędzy sobą. Na przykład, wyjazdy na postdoka mają zupełnie inny charakter, niż wyjazdy na sabbatical, czy krótkie wyjazdy "doszkalające".
Ja bym oddzielił stypendia dla postdoków od reszty. Powód jest taki, ze profil aplikantów na wyjazdy po-doktorskie jest zupełnie inny, niż profil aplikantów o stypendia nakierowane na inne typy wyjazdów.
Od doktoranta, który się obronił lub zaraz ma się obronić, oczekuje się dosyć dużej dozy samodzielności, ale jeszcze nie kierowania projektami czy kierowania zespołem. To bardzo ważne rozgraniczenie, które jest zwykle odzwierciedlone przez miejsce na liście autorów w publikacjach. Tych aplikantów powinno się rozpatrywać z zupełnie innego klucza niż tych, którzy chcą na przykład wyjechać na sabbatical. Również czas postdoka powinien być raczej nastawiony na wyjazd na 3 lata lub nawet dłużej (program Bekkera jest maksymalnie na 2 lata).
Rozumiem jednak, ze na takie zmiany potrzeba pieniędzy, których obecnie nie ma.....
Cały artykuł na podstawie opinii 1 osoby? Do tego nie wiadomo o co w ogóle chodzi w tych pretensjach. Czy to jest rzetelność dziennikarska? Czy teraz każdy sfrustrowany człowiek będzie miał możliwość wylania żali w artykule w Forum Akademickim? Co się dzieje z tym dziennikarstwem w tym kraju… redaktorze naczelny portalu, czy to naprawdę przeszło przez ciebie?
Artykuł być może bazuje na pojedynczym przykładzie, ale trend i ww. niespójność istnieje i to nie tylko w recenzjach grantów ale np. stopni i tytułów. Tam również wymaga się doświadczenia z/z projektów w sieciach konsorcjalnych, współpracy międzynarodowej i oczekuje się jednoosobowych publikacji.
W efekcie mamy fikcyjnie jednoosobowe publikacje. Myślę że każdy pracownik naukowy może wskazać taki przypadek w swoim otoczeniu.
Na dowód wystarczy porównać 1-osobową publikację i podobną wieloautorską tego samego autora. Skąd różnica, skoro pracę podobne pod względem zakresu a te singlowe na ogół mają szerszy zakres ;)
Problem w tym, że dla osób, dla których recenzowanie w postępowaniach awansowych i grantowych wszystkich szczebli stanowi istotny składnik budżetu czasu i energii naszej aktywności zawodowej. W trakcie realizacji prac recenzenckich mierzymy się z niezwykle trudnym zadaniem oszacowania INDYWIDUALNYCH osiągnięć osób, których dorobek jest oceniany. W dobie dominacji prac zespołowych zadanie to staje się coraz trudniejsze. Podejrzewam, że wiele i wielu z nas mierzyło się z mieszanymi uczuciami, gdy recenzowaliśmy osiągnięcia (publikacje) habilitacyjne, a kilka miesięcy później widział te same publikacje (choć nie wyłącznie) w postępowaniu profesorskim innej osoby. Zjawisko ma charakter globalny i zaczyna być dyskutowane globalnie.
Istnieje szereg uzasadnionych i wątpliwych powodów inflacji autorstwa prac naukowych oraz narastających trudności w oszacowaniu wkładów indywidualnych w osiągnięcia naukowe.
Powody uzasadnione wynikają z natury współczesnych przedsięwzięć badawczych, stymulujących pracę zespołową, w tym prace interdyscyplinarne. Są także takie projekty, które bez sformowania wielkich zespołów badawczych w ogóle nie miałyby szans na realizację.
Obecność tych uzasadnionych, osadzonych w istocie pracy naukowej powodów szybkiego wzrostu średniej liczby autorów publikacji naukowych nie powinna czynić nas ślepymi na działanie mechanizmów patologicznych, motywowanych wyłącznie zwiększaniem liczbowych parametrów dorobku naukowego. Do nich należy coś, co nazywam “miękką spółdzielnią wydawniczą”, która nie polega na sztucznym produkowaniu publikacji, lecz na nadmiernym dopisywaniu do listy autorów osób, które nie miały istotnego wkładu w powstanie pracy, co skutkuje “altruizmem odwzajemnionym”, tj. dopisaniem “dobroczyńcy” do prac, w których tenże nie ma istotnego udziału. Uważam, że mimo deklaratywnego i gorącego zaprzeczania, problem ten jest znaczący i dotyka wszystkich środowisk naukowych (może poza filozofami, bo ci szczycą się tym, że filozofię uprawia się indywidualnie). Jeśli więc nie poradzimy sobie z tym problemem, to będziemy mieli coraz większy kłopot z postępowaniami awansowymi i grantowymi, które zamiast oceny osiągnąć indywidualnych zamienią się w plebiscyt prestiżu dużych zespołów badawczych.
Sytuacja z NAWA jest problematyczna, ale jednak jest pojedyncza recenzja nie oparta na systemowych założeniach konkursu. Dużo gorzej sytuacja wygląda sytuacja w stypendiach dla wybitnych MNiSW gdzie pracę wieloautorskie są bardzo nisko punktowane, nawet jeśli wnioskujący jest pierwszym czy ostatnim autorem. To jest zupełnie nieporozumienie, niezgodne z trendami we współczesnej nauce. I jest to problem, ponieważ są to założenia tego najbardziej prestiżowego programu stypendialnego dla młodych naukowców.
W moim przypadku w Programie Bekker recenzja była tak sformułowana że trudno było się doszukać oceny mojego wniosku bo nawet komentarz do mojego dorobku naukowego był pisany nie wiem na jakiej podstawie ale nie miał nic wspólnego z tym co widniało we wniosku. Po złożeniu odwołania spisano mi że faktycznie spełnia to wymóg błędu formalnego i niby został wniosek skierowany do ponownej oceny w której napisano jedno zdanie że po przeanalizowaniu wniosku ponownie nie zostaje on rekomendowany do finansowana.
Co ciekawe składałam ten sam wniosek trzy razy i trzy razy recenzje były tak różne że nie uwierzyła bym jeśli nie miała bym tego na piśmie. I tym sposobem wniosek który był beznadziejny w swych pierwszych edycjach w kolejnej dostał prawie maksymalną liczbę punktów za trzecim podejściem. Tak więc uważam że otrzymanie finansowania to poprostu fart jeśli nie ma się przysłowiowych pleców.
Przede wszystkim praca recenzentów-ekspertów powinna być godniej wyceniania. Od początku NAWA stawki są wciąż takie same 400 zł brutto za recenzję.
A wnioski ido recenzji są coraz dłuższe i trudniejsze do oceny. Wobec czego czasami okazuje się, że jaka "płaca" taka "praca".
Sam jestem wieloletnim recenzentem dla NAWY i robię to tylko wtedy gdy mam jakąś minimalną ilość czasu i tylko by wykonać czasami pracę "dla społeczności".
Niemniej jestem trochę zbulwersowany poziomem dziennikarstwa jaki zaprezentowała FA drukując ten wpis. Toż to nie jest rzetelny głos w dyskusji tylko "atak za węgła".
Brak jest kontekstu by oceniać wycinki recenzji. W wielu dziedzinach można się "załapać" na publikacje będąc częścią większych zespołów. Dlatego recenzenci muszą być uważni by wgłębić się w dorobek aplikantów, tak by znaleźć tam odpowiednie dowody na niezależność naukową i ew. jakąkolwiek wiodącą rolę w publikacjach.
Tego się wymaga od wysoko ocenionych kandydatek i kandydatów. Kryteria oceny w każdym projekcie NAWA są znane i recenzenci mają je nawet powtórzone jasno w formularzu do wykonywania oceny. Teza dra Wacewicza, że ocena krytyczna braku dowodów na wiodące role i/lub niezależność naukową jest równocześnie "krytyką publikacji wieloautorskich" jest nieuprawniona i krzywdząca dla recenzji i dla NAWY (która jest w kilku miejscach zmieszana z błotem w tym wpisie).
Dziękuję za głos w dyskusji, ale "krytyka publikacji wieloautorskich" to nie "teza dra Wacewicza", tylko literalna treść recenzji (tekst dostępny w całości na dole). Tam jest expressis verbis powtórzone co najmniej pięć razy, że głównym i w praktyce jedynym kryterium oceny całego dorobku jest wieloautorskość publikacji, tj. nie rola czy wkład w ich powstanie, tylko że nie są jednoautorskie. W tym sensie nie jest to "ocena krytyczna braku dowodów na wiodące role i/lub niezależność naukową", ponieważ wszystkie możliwe dowody (kierownictwo projektu, role w stowarzyszeniach, autorstwo pierwsze lub korespondencyjne, itd.) zostały odrzucone na rzecz kryterium autorskości - właśnie dokładnie tak jak to jest ujęte w artykule.
Co natomiast muszę przyznać i trochę przeprosić, to wrażenie całościowej krytyki NAWA, co nie było przeze mnie zamierzone. Pewnie powinienem był dołożyć więcej staranności, żeby to dokłądniej opisać, bo oczywiście w każdym nawet najlepszym programie grantowym zdarzają się złe recenzje i generalizowanie na podstawie jednostkowego przypadku jest oczywiście nie fair. Tu jednak chodzi o coś innego, tj. że taka ocena przeszła formalnie, bo nie powinna. Gdyby recenzent uzasadnił negatywną ocenę np. numerem buta czy pierwszą literą imienia wnioskodawcy, to ocena byłaby cofnięta i właśnie podobnym kryterium jest liczba autorów publikacji.
O joj joj , a to nie wiecie że w Polsce kumoterstwo i kumplostwo profesorskie jest ważniejsze?
Ten akurat dostać nie miał , bo dostać miał kto inny.
Ci sami ludzie prawdopodobnie rekomendowali Ministrowi zmiany w Stypendium Ministra dla Młodych Naukowców co poskutkowało obniżeniem możliwej do zdobycia punktacji w publikacjach wieloautorskich. W naukach biologicznych oryginalna publikacja dobrej jakości przygotowana przez 1-2 autorów jest wręcz czymś niemożliwym do zrobienia. Oczekiwanie takich publikacji jest postawieniem sprawy na głowie i zniechęceniem do współpracy . Nie wiem kto na to wpadł ale ci ludzie robią nauce krecią robotę promując bylejakość i widzę to nie tylko problem MNiSW ale i NAWA
A zbiorowe to były do tej pory nagrody Nobla ?
Tak. Artykuly w ktorych opublikowane zostaly badania osob, ktore otrzymaly nagrode Nobla w dziedzinach biologia-medycyna w ciagu ostatnich co najmniej 20 lat to byly artykuly wylacznie wieloautorskie.
Czy Pan pisze artykuły tak nierzetelnie jak komentarze ?'
Tak ? Ile osób ? Po 3 chyba czyż nie.
Nie słyszałem, żeby to było 10 czy 20, gdyż w takim przypadku dostawałaby to osoby również niegodne tej nagrody. i nagroda ta wówczas nic by nie znaczyła a znaczy już coraz mniej.
Z tego artykułu trudno się czegokolwiek dowiedzieć i generalnie nie wiadomo, o co autorowi chodzi, ani do kogo kieruje swoje pretensje — do NAWA, recenzenta, czy do systemu.
Patrząc na tę recenzję, nie wiem, czy można jej coś zarzucić bez dodatkowych informacji. Z tego, co widzę, sam wniosek został oceniony pozytywnie, a sprawa dotyczy tego, czy dokonania aplikanta pokazują jego samodzielność. Ma on niewiele publikacji jako samodzielny JEDYNY autor, ale nie wiem też, ile jest publikacji, w których aplikant występuje jako autor korespondencyjny lub pierwszy. Z drugiej strony trudno w to uwierzyć, bo w recenzji znajduje się informacja, że aplikant miał grant NCN SONATA (chyba że projekt dopiero się rozpoczął), więc powinny powstać jakieś publikacje z jego udziałem jako autora korespondencyjnego.
Możliwe, że inni kandydaci także mieli dobre publikacje, ale byli w nich pierwszymi lub korespondencyjnymi autorami. Moim zdaniem w takich analizach powinno się uwzględniać konkretny wkład w publikacje, a ten w najprostszym przypadku (czasami tak nie jest ) jest skorelowany z autorstwem korespondencyjnym lub byciem pierwszym autorem.
Oczywiście zgadzam się, że powinien być oceniany wkład autora w powstanie publikacji, który można ocenić po pozycji na liście (zwłaszcza pierwszy i korespondencyjny), ale także coraz częściej po "author contributions". To nie tylko można, ale powinno się robić. W tym przypadku tego nie było - kryterium była wyłącznie liczba autorów, nie wkład wnioskodawcy.
Dziękuję FA za opublikowanie, a piszę tu, bo zapomniałem dodać najważniejsze - generalnie bardzo cenię NAWA za profesjonalizm i elastyczność. Nie chcę, by ten list zabrzmiał jako ogólna krytyka NAWA, bo to byłoby niesprawiedliwe - chodzi mi o ten aspekt recenzowania wniosków, gdyż bez żadnych wątpliwości akurat on wymaga naprawy.
To szkoda, że Pan tego zapomniał dodać pisząc artykuł, bo komentarzy nikt nie pisze i nie traktuje poważnie. Bo akurat chyba wyszło Panu zupełnie inaczej. Ten artykuł brzmi jak mocno krytyka NAWA, a tytuł jakby zrobiono to specjalnie i niestety strasznie demotywujące jest dla pracowników, że ludzie wykonują bardzo dużo pracy, zostawiają tu serce, a taki jednostkowy artykuł ląduje na pierwszym miejscu portalu i przekreśla całą pracę tych osób, bo jakiś jeden zewnętrzny ekspert, który nic nie ma wspólnego z NAWA napisał taką, a nie inną recenzję. Bardzo dziękujemy Panie Profesorze za tę straszną krytykę. Błotem jest łatwo obrzucać. Demotywacja się Panu udała. Życzymy wszystkiego dobrego i mam nadzieję, że osiągnął Pan to co chciał osiągnąć.
Szanowni Pracownicy NAWA
“While the Applicant has garnered international recognition through board memberships, service as a reviewer, and frequent invited lectures, these achievements, though notable, do not fully compensate for the lack of high-impact, sole-authored publications.
The Applicant’s role as Principal Investigator on a nationally funded project (NCN SONATA) underscores their ability to lead and design research agendas. However, the absence of a stronger independent publication record, particularly outside of co-authored work, raises questions about their leadership within the field.
In conclusion, while the Applicant demonstrates a coherent research trajectory and solid international standing, their career at this stage lacks sufficient independent scholarly contributions with widespread influence.”
Czy ktoś to naprawdę przeczytał? Przecież to jest pomieszanie z poplątaniem. Pokrętna logika AI – dorobek jest słaby, bo jest dobry. Ta recenzja jest na 90% napisana przez AI. Zawiera jedynie ogólnikowe stwierdzenia nie odnosząc się w żaden merytoryczny sposób do osiągnięć kandydata, np. treści tych publikacji. Dlaczego nie podano np. jakie to były czasopisma? Takie recenzje i takich recenzentów należy bezwzględnie eliminować. Na tym polega Państwa rola. Jeśli Zespół Oceniający to przepuścił, tzn. że jest niekompetentny.
Ostatnio analizowałem listy stypendystów Ulama. Tym oszustwa już udowodniono:
Munish Kumar Gupta (2020)
Ahmed Ali (2022)
Mehdi Baghayeri (2023)
Muhammad Imran (2023)
Muhammad Jamil (2023)
Vishal Santosh Sharma (2023)
Saeid Sahmani (2024)
Vikash Kumar (2024)
Ahmed Abdelkhalek (2024, czy to ta sama osoba co Abdelfattah Ahmed Abdelkhalek?)
Lista podejrzanych, którym trzeba je jeszcze udowodnić, jest kilkukrotnie dłuższa.
W piątek ogłoszono wyniki Opusa 29. Mamy tam m.in. taki projekt:
ST8, Badania nad nową generacją procesów degradacji zanieczyszczeń środowiska, dr hab. inż. Grzegorz Piotr Boczkaj, Politechnika Gdańska, 2 060 580
Prof. Boczkaj ma na razie 2 retrakcje – jedną spowodowaną w grudniu ubiegłego roku przeze mnie, drugą spowodowaną przez Mu Yang w styczniu. Obie dotyczą poważnych naruszeń etyki publikowania.
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0013935123010447?via%3Dihub
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0013935123019965?via%3Dihub
W styczniu NCN pisało w oświadczeniu dla FA: „Wypracujemy regulacje, które uszczelnią system”. Jak widać, w ciągu 11 miesięcy żadnego uszczelnienia systemu się nie doczekaliśmy. Zadaniem NCN, NCBiR, NAWA etc. jest wypracowanie takich regulacji, które uniemożliwiłyby wypływanie publicznych pieniędzy do oszustów. I proszę mnie źle nie zrozumieć – ja nie posądzam Państwa o złą wolę, pisałem już o tym pod artykułem na temat systemu grantowego NCN. Brakuje odpowiednich regulacji i kompetencji. Pozwolę sobie zacytować dwa punkty Deklaracji Sztokholmskiej dotyczącej publikowania:
3) Implement mechanisms to prevent and detect fake publications and fraud which are independent of publishers.
4) Draft and implement legislations, regulations and policies to increase publishing quality and integrity.
To samo dotyczy przyznawania grantów i stypendiów. Jeśli nie ma regulacji, to trzeba je wprowadzić. Jeśli nie ma kompetencji, to trzeba je zdobyć. Mogę przeprowadzić szkolenie na temat metod wykrywania oszustów naukowych (Argos, Dimensions, PubPeer) – ZA DARMO. Reguły selekcji ekspertów i wnioskodawców muszą być jasne – są retrakcje z powodów etycznych (fabrykowanie lub kopiowanie danych, manipulacje procesem recenzyjnym) – DZIĘKUJEMY, np. na 5 lat, albo 10, albo w drastycznych przypadkach dożywotnio. Jeśli są podejrzenia, np. liczne krytyczne komentarze na PubPeer (wiadomo - czasopisma po zgłoszeniu oszustw działają wolno), współpraca z czołowymi światowymi oszustami (np. Ali Nazari, Ashok Pandey, Mukesh Kumar Awasthi, Javad Sharifi-Rad, Abhijit Dey etc.) – to muszą się z nich wytłumaczyć. Inaczej nigdy tego nie ogarniemy i corocznie dziesiątki milionów będą wędrowały do oszustów.
A rolą prasy jest właśnie ujawnianie takich przypadków. To jest element kontroli społecznej nad wydatkowaniem środków publicznych. I nie ma się o co obrażać tylko trzeba coś zmienić. Jeśli personel jest przeciążony, co też biorę pod uwagę, to należy zatrudnić dodatkowy. Te 2 mln dla prof. Boczkaja pozwoliłyby na zatrudnienie przynajmniej trzech specjalistów do oceny uczciwości ekspertów i wnioskodawców NCN na okres minimum 5 lat. Moim zdaniem powinno wystarczyć.
Rozumiem rozgoryczenie i przyznaję, że dla sprawiedliwości jednocześnie powinienem był podkreslić całą ogromną dobrą robotę, którą NAWA bez wątpienia wykonuje. To mój błąd.
Jednak to NAWA koniec końców bierze odpowiedzialność za wykonane dla niej recenzje, jak zresztą wynika z oświadczenia "Warto na koniec dodać, że zarówno eksperci, jak i sporządzane przez nich recenzje są weryfikowane przez pracowników NAWA". W tym przypadku to nie zadziałało. I OK, w każdym programie grantowym zdarzają się gorszej jakości recenzje, to jest nieuniknione - ale tutaj problem nie jest w jednostkowej ocenie, tylko w przyjętym kryterium (liczba współautorów), które w ogóle nie da się obronić jako sensowne kryterium.
Pisze Pan o pracach z Q1 (a przecież są różne Q1 — czy aplikant miał publikacje w Nature, Natrure something albo czasopiśmie tego pokroju, a nie w Q1 , które „have had limited disciplinary influence outside of niche circles within language evolution research”?), ale nadal nie wiadomo, którym autorem był w tych pracach aplikant. Jeżeli nie był pierwszym (albo jednym z pierwszych z równym wkładem) ani autorem korespondencyjnym, to recenzent ma rację. Czy uważa Pan, że można dostać Nobla za widnienie w stu publikacjach wyłącznie jako współautor, bez autorstwa korespondencyjnego i bez „pierwszego autorstwa”? Ten przykład z Noblem jest więc zupełnie nietrafiony. Idąc Pana tokiem rozumowania, można by równie dobrze powiedzieć, że Na grodę Nobla w dziedzinie literatury (HS) dostają wyłącznie prace jedno autorskie.
Wreszcie, skoro istnieją jasno ustalone reguły, to o co ma Pan pretensje do NAWA? Zresztą już nie wiem — najpierw NAWA „nie dopilnowała”, a potem „wykonuje dobrą robotę”. Proszę się zdecydować.
I przepraszam, Q1 i top10% są różne, dlatego w tekście dokładnie podałem, o którą klasyfikację chodzi - rankingu Scopus według wskaźnika SJR. Q1 obejmuje 25% najbardziej wpływowych czasopism z danej kategorii, a top10% - 10% najbardziej wpływowych.
Dziękuję za głos w dyskusji.
To są mniej pretensje, a bardziej wskazanie zjawiska, które może być ogólne, a jest bardzo złe.
Kto zawinił - najbardziej recenzent, ale NAWA powinna tego dopilnować i skoro nie stało się to teraz, to przynajmniej na przyszłość.
Czy NAWA robi dobrą robotę? Generalnie tak! Ta krytyka czy wskazanie problemu dotyczy tej jednej rzeczy.
Nagroda Nobla w dziedzinie literatury jest przyznawana za twórczość literacką a nie działalność naukową. W dziedzinie literaturoznawstwa (HS) nie jest przyznawana nagroda Nobla.
W omawianym przypadku na 5 możliwych do zgłoszenia publikacji aplikant miał jedną jednoautorską, dwie pierwszoautorskie, jedną drugo-autorską (z dużym wkładem), jedną 3-autorską (praca miała 3 autorów i zosstała podana ze względu na związek tematyczny).
Pracownicy NAWA, trafiacie Państwo w punkt! Szkoda, żeby zewnętrzni eksperci psuli odbiór instytucji, którą Państwo reprezentujecie, dlatego być może ich praca powinna być inaczej zorganizowana i poddana kontroli, tak jak to ma miejsce np. w procesie oceny wniosków MSCA czy ERC. Wtedy będą mogli mieć Państwo pewność, że decyzje o finansowaniu, pod którymi NAWA się podpisuje są rzeczywiście uzasadnione. Proszę pomyśleć, jakie demotywująące dla badacza jest otrzymanie takiej recenzji...
A czy Munish Kumar Gupta ostatecznie otrzymał to stypendium w poprzednim rozdaniu?
https://nawa.gov.pl/images/2025/Lista-rankingowa-na-BIP.pdf
Pan dyrektor zapowiadał w styczniu rewizję tej decyzji, ale jej wyników nie znamy. Tak jak w przypadku NCN (granty tego pana i prof. Zhixionga Li),, wyniki takich postępowań są tajne przez poufne.
Tak, zostało mu odebrane stypendium, ale proszę to potwierdzić formalnie(można jako informację publiczną), bo tak po prostu słyszałem na ostatniej konferencji, gdzie w panelu brał udział przedstawiciel NAWA.
Język recenzji to ChatGPT. Pytanie zasadnicze, czy AI została użyta jedynie do korekty językowej, czy też do sporządzenia całej "oceny”? Jaka jest polityka NAWA w tej sytuacji?
chatGPT prompt: prepare a negative evaluation of the submitted proposal...
Wygląda na to, że kołderka była za krótka, więc trzeba było się przyczepić do czegoś. Merytorycznie pewnie trudno, bo to trzeba uagrumentować, więc wyjdą nasze braki. To może przyczepmy się do liczby autorów, liczby publikacji. Czegokolwiek, żeby nikt nam nie zarzucił, że jesteśmy nadmiernymi optymistami szastajacymi publicznymi pieniędzmi.
U mnie znowu był zarzut , że planowanym efektem był rozdział w monografii. Projekt miał dodać dodatkowe badania do doktoratu, który planuję wydać. Wszystko jest też po angielsku i miało zostać wydane w zagranicznym wydawnictwie (mam już też w nich doświadczenie, bo jestem redaktorką jednej punlikacji). Uznano, że artykuł w czasopiśmie byłby lepszy i odjęto za to punkty. Chociaż w prawie (moja dyscyplina) nie ma żadnej zasady, że monografie są niepożądane i tylko artykuły są szanowane. Mam wrażenie, że jest wręcz odwrotnie. W innej części Recenzent zarzucił, że projekt jest za długi, bo planuję go na 12 miesięcy. Jest to błąd, bo projekt planowany był na 10 miesięcy. Drugi recenzent ocenił pozytywnie długość projektu. Zespół Oceniający zgodził się z recenzentem, który napisał, że projekt jest za długi i przepisał tę recenzję tylko usunął wzmiankę o miesiącach. Zabrakło mi 2 punktów do otrzymania finansowania. Dyrektor Nawa stwierdził, że nie ma znaczenia błąd recenzenta (przyznał, że błąd miał miejsce), bo i tak bym nie dostała finansowania. Skąd Dyrektor to wie skoro nie wie ile punktów dałby mi recenzent gdyby się nie pomylił? Cała argumentacja Dyrektora brzmiała "ZO tak ułożyłby punkty, że niezależnie od wszystkie Pani projekt nie dostałby finansowania".
Czy w tej recenzji nie chodzi trochę o to, żeby się przyczepić do czegoś? Może gdyby ta sama osoba miała w większości publikacje jednoautorskie to recenzent napisałby, że nie ma współpracy, byle coś napisać
Mi w tym roku odmówiono przejścia do II etapu, bo stwierdzono, że mam za mało publikacji w renomowanych czasopismach (choć mam ich kilka i to w świetnych czasopismach). Nie wiem, zawsze mi się wydawało, że powinniśmy patrzeć raczej na zawartość publikacji, a nie na ich ilość. Ale przynajmniej ich nie ważyli albo nie sprawdzali liczby stron...
No ale co ja się tam znam, przecież oceniają eksperci ;)
Mi ekspert postawił zarzut, że publikuję głównie w polskich czasopismach o małym zasięgu. To ciekawe, bo w wymaganej w formularzu na OSF liście publikacji były jedynie artykuły w prestiżowych pismach z wydawnictw ELSEVIER i SPRINGER, większość po 140 punktów MNISW, kilka 100. Reszta zarzutów to też ogólniki. Żadnego merytorycznego. Podejrzewam, że użył gotowej recenzji, a wniosku nawet nie czytał.
Żeby ocenić zawartość publikacji, to recenzent musiałby je przeczytać, i to ze zrozumieniem. A na to zazwyczaj nie ma chęci, czasu albo kompetencji. Albo wszystkiego na raz.