Aktualności
Sprawy nauki
08 Stycznia
Fot. archiwum
Opublikowano: 2024-01-08

Polowanie na nieistniejącego plagiatora

Trudno mi zarzucić, że bronię plagiatorów na łamach mojego cyklu „Z archiwum nieuczciwości naukowej”, zatem jeśli zabieram głos „w obronie plagiatora”, to z tego powodu, że w tym przypadku uważam taki zarzut za niesprawiedliwy i bezpodstawny.

Na polskim blogu „Science Watch” 9 września br. ukazał się artykuł jego założycielki, dr Joanny Gruby, zatytułowany Czy prof. Bogusław Śliwerski spadnie z drabiny akademickiej? Poinformowano w nim, że 18 lipca 2023 roku Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok z powództwa dr. Józefa Wieczorka z Krakowa, założyciela pisanego od lat bloga „Niezależne Forum Akademickie”. Ukaranym był prof. Bogusław Śliwerski, znany pedagog, wieloletni członek Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów, a obecnie Rady Doskonałości Naukowej. Napisano, że został on sądownie ukarany za plagiat rysunku dr. Józefa Wieczorka. Podkreślono, że osoby ukarane za naruszenie własności intelektualnej nie mogą być członkami RDN.

O sprawie powiadomił 19 lipca 2023 r. (już następnego dnia po wyroku) sam poszkodowany – 74-letni emerytowany doktor geologii Józef Wieczorek. Na swoim blogu informację tę podał we wpisie zatytułowanym Doskonały profesor [prof. dr hab. dr h.c. multi] Bogusław Śliwerski przegrywa sprawę o zabór mojej własności intelektualnej. Co więcej, na jego stronie „Blog akademickiego nonkomformisty – Józefa Wieczorka” przytoczono audiowizualny zapis (jest na YouTubie) ponad godzinnej rozprawy oraz sentencję wyroku.

W wyroku (nieprawomocnym) sąd zobowiązał Bogusława Śliwerskiego: po pierwsze, „do zamieszczenia w terminie 7 (siedmiu) dni od dnia uprawomocnienia się niniejszego wyroku, na prowadzonym przez pozwanego blogu PEDAGOG (pod adresem https://sliwerski-pedagog.blogspot.com/) przez okres 10 (dziesięciu) następujących po sobie dni przeprosin, w postaci nowego wpisu, o treści ujętej poniżej, przy użyciu czcionki Georgia 14 pkt »Prof. Bogusław Śliwerski przeprasza dr. Józefa Wieczorka za wykorzystanie bez jego zgody rysunku o nazwie Dr(h)ab.ina akademicka bez podania autorstwa, umieszczonego po raz pierwszy przez Józefa Wieczorka na swoim blogu https://blogjw.wordpress.com/2009/01/15/drhabina-akademicka/, to jest za naruszenie autorskiego prawa osobistego do oznaczania utworu swoim nazwiskiem, które to wykorzystanie nastąpiło przez umieszczenie przez Bogusława Śliwerskiego rysunku na swoim blogu pod adresem https://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2021_01_03_archive.html«”.

Po drugie: „zasądza od B. Śliwerskiego na rzecz J. Wieczorka kwotę 1.000 zł (tysiąca złotych) tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę z powodu naruszenia autorskiego prawa osobistego”. Po trzecie: „oddala powództwo w pozostałym zakresie”. Po czwarte: „zasądza od B. Śliwerskiego na rzecz J. Wieczorka kwotę 1.600 zł (tysiąca sześciuset złotych) tytułem zwrotu kosztów procesu, znosząc je między stronami w pozostałym zakresie”.

Kroki sądowe

Sam pozew został początkowo złożony 5 maja 2021 r. w Sądzie Rejonowym w Krakowie i po perturbacjach przeniesiono go do jedynego w Polsce, nowo powstałego wtedy XXII Wydziału Własności Intelektualnej Sądu Okręgowego w Warszawie, którego przewodniczącym jest obecnie sędzia Krzysztof Kurosz.

Trzeba dodać, że w pozwie dr Wieczorek zażądał także „zasądzenie od Pozwanego na rzecz Powoda kwoty 20.000 zł tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę związaną z nieuprawnionym wykorzystaniem przez Pozwanego rysunku jako dzieła twórczości artystycznej należnego do Powoda, przy czym kwota ta ma zostać przeznaczona na cel społeczny – wydanie kolejnego tomu Plag akademickich w ramach walki – pro publico bono – Powoda z patologiami akademickimi”. Żądano też „upoważnienia Powoda do opublikowania przez niego na łamach tygodnika „Gazeta Polska” 3-krotnie (cotygodniowo) oraz miesięcznika „Kurier WNET” 3-krotnie (comiesięcznie) na koszt Pozwanego przeprosin w przypadku, gdyby nie wykonał on tego obligu (tj. wydrukowania na swoim blogu – MW) w zakreślonych w pkt. 1 terminach” oraz pokrycia kosztów procesu.

W odpowiedzi na pozew prof. Śliwerski wniósł o oddalenie powództwa w całości, alternatywnie w razie nieuwzględnienia tego wniosku o oddalenie powództwa w pkt. 2 i 3 petitum oraz o zasądzenie od powoda na rzecz pozwanego kosztów zastępstwa procesowego według norm przypisanych. W uzasadnieniu wskazał, że przedmiotowy rysunek pobrał z portalu społecznościowego Facebook, na którym to portalu nie wskazano jego autora ani pochodzenia. Wskazał również, że skorzystał z rysunku w granicach prawa cytatu, jak również że dochodzone roszczenie z pkt. 1) zostało sformułowane nieprawidłowo, zawiera błędy ortograficzne [poprawiamy je, nie będziemy upowszechniać błędów – red.] oraz nie określono precyzyjnie miejsca publikacji żądanego oświadczenia. Podkreślił również, że pozew jest reakcją na skrytykowanie przez pozwanego książki powoda Plagi akademickie.

Odsłuchałem i obejrzałem relację z rozprawy (gorąco polecam wszystkim zainteresowanym czytelnikom), którą sfilmowano za zgodą sądu. Muszę dodać, że sędzia Krzysztof Kurosz na samym początku rozprawy poinformował, że jest adiunktem na Wydziale Prawa UŁ, ale obwinionego nie zna i o nim nie słyszał. Zapytał, czy zostanie złożony wniosek o jego wyłączenie, ale takiego nie było… Drugą ciekawą sprawą jest fakt, że dr Wieczorek nigdy nie zwrócił się bezpośrednio do prof. Śliwerskiego z zarzutem braku oznaczenia grafiki jego nazwiskiem. Trzecią, że na rozprawie nie zjawił się pozwany prof. Śliwerski (był na dawno planowanym urlopie). Reprezentował go pełnomocnik.

Sygnały pozasądowe

Wieść o „plagiacie Śliwerskiego” szybko do mnie dotarła i poprosiłem obu znanych mi osobiście naukowców o dokumenty sprawy, które niezwłocznie mi przesłali. Jak się też dowiedziałem, dr Joanna Gruba wysłała listy o podobnej treści z informacją o wyroku do siedmiu rektorów tych uczelni, które formalnie popierały kandydaturę B. Śliwerskiego do właśnie wybieranej we wrześniu br. RDN drugiej kadencji. Ktoś także, już na początku sierpnia, poprosił rektora Uniwersytetu Łódzkiego, prof. Elżbietę Żądzińską, o wydanie polecenia wszczęcia dyscyplinarnego postępowania wyjaśniającego wobec pracującego na UŁ profesora, co ta wykonała 9 sierpnia. Nie było jeszcze wtedy uzasadnienia wyroku.

Dowiedziałem się także, że dr Joanna Gruba powiadomiła o sprawie RDN, wnioskując o usunięcie prof. Śliwerskiego ze składu Rady z powodu wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie zapadłego wobec tego „plagiatora”. O ile wiem, RDN zwróciła się do SO o informację i odpis wyroku, wyjaśniając, że jest on potrzebny do działań ustawowych. W odpowiedzi sędzia Krzysztof Kurosz, który prowadził sprawę, poinformował RDN (poprzez wydanie zarządzania 28 września 2023 r.), że wyrok jest nieprawomocny i nie upłynął termin do złożenia apelacji. Jednocześnie m.in. stwierdził: „Przepis art. 115 ust. 1 u.p.a.p.p. dotyczy jedynie przywłaszczenia autorstwa (plagiat) albo wprowadzenia w błąd co do autorstwa (np. sytuacje posługiwania się pracami napisanymi przez kogoś innego za jego zgodą – tzw. Ghostwriting). Nie obejmuje natomiast przypadków innych naruszeń autorskich praw osobistych, w tym naruszenia prawa do oznaczania utworu swym nazwiskiem lub pseudonimem (poprzez wykorzystanie np. cudzej grafiki bez zezwolenia autora i w konsekwencji nieoznaczenia utworu nazwiskiem twórcy). Nie każdy akt eksploatacji utworu bez zgody twórcy jest równoznaczny z przywłaszczeniem autorstwa lub wprowadzeniem w błąd co do autorstwa.

Jak wynika z uzasadnienia wyroku, Sąd wyraźnie odmówił uznania zachowania pozwanego za plagiat. Nie stwierdził też przywłaszczenia autorstwa. Nie doszło zatem do naruszenia prawa do autorstwa utworu od strony negatywnej. Doszło jednak do naruszenia prawa osobistego twórcy do oznaczania utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem. Tego typu sytuacja, pomijając już fakt, że w niniejszej sprawie orzekał sąd w sprawie cywilnej, a nie karnej, a wyrok nie jest prawomocny, nie odpowiada znamionom z art. 115 ust. 1 u.p.a.p.p.”.

Oznacza to, że obwiniony profesor nie popełnił żadnego plagiatu sensu stricto, a jedynie użył nie swojego rysunku (znalezionego w internecie) do ilustracji swojego tekstu bez wyraźnego oznaczenia autorstwa tej grafiki. Naruszało to prawo do oznaczenia dzieła swoim nazwiskiem oraz ewentualnie autorskie prawa majątkowe Józefa Wieczorka. Sędzia wskazał też, że tylko wyrok karny może być podstawą do usunięcia członka RDN z jej składu.

Jak napisałem ostatnio w komentarzu na blogu czasopisma „Lege Artis”, gdzie przypadek ten jest dyskutowany: „Niewątpliwie poprzez umieszczenie czyjegoś rysunku bez jasnego oznaczenia, że to rysunek dr. Józefa Wieczorka, prof. Śliwerski dopuścił się zaniedbania. Można było go przywołać do porządku jednym e-mailem i wtedy usunąłby albo podpisał rysunek. Tego dr Wieczorek nie zrobił. Sądzę, że gdyby prof. Śliwerski wiedział, że ten dowcipny rysunek jest pióra J. Wieczorka, to by go pewnie nie umieścił… To pokazuje pole wzajemnej niechęci! Tak więc moim zdaniem trudno zarzucać mu plagiat, bo go nie było!”. Dodam jeszcze, że parę lat wcześniej prof. Śliwerski krytycznie się wypowiadał o „pretensjach i żalach” dr. Wieczorka do Uniwersytetu Jagiellońskiego, z którego ten ostatni został zwolniony w 1987 r., zaś już w demokratycznej Polsce odmówiono mu powrotu na uczelnię. Wypowiadał też krytyczne uwagi o działalności dr Joanny Gruby, której habilitacja w dziedzinie nauk pedagogicznych (logopedia) dwukrotnie nie przebiła się przez „mur niechęci” różnych recenzentów i kilku rad wydziałów. Zapoznałem się w swoim czasie ze wszystkimi dokumentami i recenzjami i na tej podstawie uważam, że dr Gruba ma prawo czuć się skrzywdzoną nie zawsze obiektywną oceną powoływanych recenzentów/recenzentek. Ale tak to jest przy wszelkich ocenach, jakim jesteśmy poddawani w życiu, nie zawsze są sprawiedliwe…

Bogusław Śliwerski został wybrany na członka RDN drugiej kadencji znaczną liczbą głosów, mimo „trąbienia” w internecie jaki to z niego „plagiator”, który powinien wreszcie spaść z „drabiny awansowej”.

Na początku października br. mecenas Michał Klimaszewski, reprezentujący pozwanego profesora, wniósł apelację od obecnego wyroku. Czytałem ją i sądzę, że argumenty są celne, jednak wyroków sądów i pogody nie przewidzisz, stąd o sądowym finale powiadomimy po fakcie.

Rzecznik dyscyplinarny ds. nauczycieli akademickich UŁ, dr hab. Robert Kulski, 8 listopada br. wszczął postępowanie wyjaśniające wobec B. Śliwerskiego. Dowiedziałem się też, że dr Wieczorek złożył doniesienie o „plagiacie Śliwerskiego” do prokuratury krakowskiej. O dalszym rozwoju sytuacji będę informować.

Komentarz

Osobiście uważam, iż zarzut, że Śliwerski „splagiatował rysunek” dr. Wieczorka, jest niewłaściwy, profesor nie podpisał rysunku swoim nazwiskiem ani skrótem „BŚ”. Widnieje tam natomiast skrót „JW”. Jasno o tym napisano w uzasadnieniu do wyroku Sądu Okręgowego. Sądzę, że prof. Śliwerskiemu rysunek po prostu się spodobał, dlatego zilustrował nim swój tekst. Jednak z powodu braku staranności i lekkiego potraktowania sprawy autorstwa nie sprawdził i nie dociekał, kto jest jego autorem. Podobna sprawa ostatnio miała miejsce 3 listopada br. wieczorem w telewizyjnych „Wiadomościach”, których prezenterka i redaktorka naczelna, red. Danuta Holecka, musiała przeczytać formalne przeprosiny wobec fotografika Bartosza Sadowskiego. Wykonana przez niego fotografia nieżyjącego dr. Jana Kulczyka posłużyła „Wiadomościom” jako kilkunastosekundowa ilustracja do krótkiej informacji czytanej przez spikerkę w dwóch wydaniach dziennika telewizyjnego w dniach 21 i 22 lutego 2020 r. Telewizja nie podała, kto jest autorem zdjęcia ani nie zapytała fotografa, czy może go użyć, w dodatku pejoratywnie w stosunku do J. Kulczyka. Proces trwał kilka lat i w marcu 2023 r. Sąd Okręgowy uznał prawomocnie, że TVP naruszyła jego autorskie prawa osobiste. Przyznano mu odszkodowanie i prawo do formalnych przeprosin na wizji, co w końcu się stało. Ale nikt nie utrzymywał, że TVP popełniła plagiat.

„Skromność” dr. Wieczorka też ma tutaj znaczenie, gdyż ten nie podpisuje się pod rysunkami pełnym nazwiskiem, a jedynie inicjałami „JW”. Nie rozumiem, dlaczego nie zaprotestował bezpośrednio w stosunku do Śliwerskiego: „To mój rysunek. Podpisz Pan albo z bloga zrzuć!”.

Przy niewątpliwej winie „Pedagoga” braku staranności w oznaczeniu autorstwa wykorzystanej ilustracji wytykanie go palcami jako „plagiatora” jest przekroczeniem granic nie tylko kultury akademickiej, ale zapewne i prawnej jako naruszenie dóbr osobistych. Plagiatorów w Polsce nie brakuje i niech będą publicznie piętnowani, ale na pewno nie zalicza się do nich prof. Bogusław Śliwerski. Przesadził Pan, doktorze Wieczorek!

Toruńskie plagiaty

Opisana przed dziewięcioma miesiącami bulwersująca środowisko archeologów i historyków sprawa splagiatowania artykułu z 1975 r. prof. Macieja Salamona, wybitnego emerytowanego profesora UJ, przez adiunkta Instytutu Archeologii Wydziału Nauk Historycznych UMK, dr. Jacka Rakoczego do dzisiaj nie została przez władze rektorskie UMK załatwiona. Szczegóły podałem w dwóch artykułach: Plagiatowe wykopalisko w Toruniu (FA 4/2023) oraz Plagiatowe dopowiedzenia (FA 6/2023).

Powołany przez rektora Andrzeja Sokalę rzecznik dyscyplinarny, dr hab. Paweł Nowicki, prof. UMK, postępowanie wyjaśniające wszczął 23 marca 2023 r. Dysponował już wtedy najważniejszymi dokumentami (konkordancją zapożyczeń i opinią biegłego), które już w końcu lutego br. przesłałem rektorowi. Mimo tego do końca listopada 2023 r. nie przesłuchał żadnego ze świadków poza samym sprawcą. Co więcej, na początku lipca br. formalnie zawiesił na trzy miesiące postępowanie wyjaśniające, motywując to… wakacjami. Kodeks postępowania karnego, na podstawie którego jest prowadzone postępowanie dyscyplinarne, nie pozwala na „wakacje”, co wie każdy prawnik karnista. W związku z „wakacjami” termin zakończenia tego postępowania prof. Nowacki przesunął z 24 września na 24 grudnia 2023 r.

Dr Jacek Rakoczy jest adiunktem w Katedrze Starożytności i Wczesnego Średniowiecza Instytutu Archeologii UMK, którym kieruje prof. Wojciech Chudziak, równocześnie szef tej katedry. Jednak w instytucie o sprawie plagiatów się nie mówiło, a publicznie obwiniony o plagiaty adiunkt i prodziekan prowadzi normalne zajęcia ze studentami. To nie jest korzystny wpływ na młodych ludzi. W czasie posiedzenia Rady Dyscypliny Archeologia w dniu 9 maja 2023 dr Rakoczy stwierdził, że dotąd nie otrzymał żadnych zarzutów, zaś treści przedstawione w publikacji miesięcznika „Forum Akademickie” w jego opinii „są zmanipulowane i nie będzie się do nich odnosił, szanując nasze regulaminy”. Podkreślił, że plagiat jest przestępstwem, ale dotąd nikt prokuratury nie zawiadomił. Nie będzie deklarował, czy jest winny, czy niewinny, bo „od tego są powołane inne organy”. Podkreślił, że sprawa dotyczy kwestii warsztatowych, a nie naruszenia praw autorskich. Zwrócił się do zebranych o poszanowanie zasady domniemania niewinności. Prof. Krystyna Sułkowska-Tuszyńska zaapelowała do niego o jak najszybsze dojście do prawdy, co dr Rakoczy skomentował, że „będzie się starał”.

Na przekazaną mu 10 października emailem prośbę o wyjaśnienie, gdzie w moim artykule jest „manipulacja”, o której mówił na Radzie Dyscypliny, nie doczekałem się odpowiedzi.

Natomiast we wrześniu br. zapytałem dr. hab. Jacka Gackowskiego, prof. UMK, redaktora naczelnego toruńskiego rocznika AUNC „Archeologia”, czy podjął kroki retrakcyjne wobec kolejnego nierzetelnego artykułu J. Rakoczego, o którym wspomniałem w czerwcowym artykule Plagiatowe dopowiedzenia. Otrzymałem pisemną odpowiedź, że nie zrobi niczego bez polecenia prof. Chudziaka, dyrektora Instytutu Archeologii. Tak wygląda u nas samodzielność naukowa, a już zwłaszcza „samodzielna i niezależna” rola redaktora naczelnego czasopisma naukowego uniwersytetu badawczego.

Dopiero po mojej pełnej oburzenia odpowiedzi, wysłanej do wiadomości kierownictwa UMK, prof. Gackowski napisał w październiku br. do mgr. Artura Kurpiewskiego, byłego doktoranta UMK, z prośbą o potwierdzenie zarzutów autoplagiatu i plagiatu z jego publikacji o wykopaliskach w Perkowie. Ten potwierdził owe zarzuty, zatem nic już nie stało na przeszkodzie, aby ukazała się retrakcja, którą redakcja tak opóźniła. 22 listopada br. prof. Jacek Gackowski powiadomił mnie, że jego decyzją jako redaktora naczelnego artykuł został unieważniony.

Kolejne retrakcje

Tymczasem 9 października br. Łódzkie Towarzystwo Naukowe jako wydawca rocznika „Acta Archaeologica Lodzensia” unieważniło drugi już artykuł Jacka Rakoczego wydrukowany w tym periodyku. Wcześniej zwróciłem się do prof. Antoniego Różalskiego, prezesa ŁTN, o retrakcję artykułu pt. Monety brązowe w rzymskich prowincjach nad dolnym Dunajem w połowie III wieku, AAL, 2015, tom 61, str. 49-61. W artykule przynajmniej 5 stron (50 do 54) jest plagiatem treści z książki rumuńskiego profesora archeologii, dr. Cristiana Gazdaca, wydanej po angielsku w roku 2010 r. pod tytułem Monetary circulation in Dacia and the provinces from the Middle and Lower Danube from Trajan and Constantine I (AD 106–337). Wydawcą jest Mega Publishing House, Cluj-Napoca, Rumunia.

Na początku października 2023 r. poprosiłem dr. Antoniego Grabowskiego, adiunkta w Instytucie Historii PAN w Warszawie, o opinię na temat zapożyczeń w artykule J. Rakoczego, o którego retrakcję wystąpiłem. To on wykrył ten plagiat wiosną br. Pisząc opinię, dr Grabowski odkrył, że jego wcześniejsze, przedwakacyjne ustalenia w sprawie tego artykułu są niedokładne. Niewątpliwym faktem jest to, że artykuł jest „upakowany” tłumaczeniami z angielskiego tekstu dr. Cristiana Gazdaca. Grabowski początkowo odkrył, że znaczna część polskiego tekstu jest przejęta z książki wydanej w 2010 w Rumunii. Porównanie obydwu tekstów wykazało, że ten polski miał fragmenty bez zapożyczeń, a próba wypełnienia „niesplagiatowanych dziur” okazała się bezowocna. Jednak podczas pisania opinii pod koniec października br. Grabowski niespodziewanie znalazł „pierworodne źródło” natchnienia naukowego J. Rakoczego. Okazała się nim książka Roman coins outside the Empire wydana w 2008 roku przez belgijskie wydawnictwo numizmatyczne Moneta w Wetteren. Są to materiały z konferencji zorganizowanej we wrześniu 2005 r. w Nieborowie przez wybitnego profesora archeologii starożytnej rzymsko-greckiej i numizmatyka Aleksandra Bursche’a z Uniwersytetu Warszawskiego, obecnego kierownika Katedry Numizmatyki i Muzealnictwa. Znajduje się tam rozdział Aspects of coin circulation in Roman Dacia (strony 269-294) autorstwa dr. Cristiana Gazdaca. Okazało się, że prawie cały tekst artykułu J. Rakoczego to dokładne tłumaczenie – zdanie za zdaniem – tego tekstu. Plagiat pokazujemy na konkordancji wykonanej przez dr. A. Grabowskiego, którą razem z jego opinią przytaczamy w formie PDF-a pod tym artykułem. Sama retrakcja została uzupełniona o „Addendum”, gdzie powyższą informację dodano.

Kolejną nierzetelną publikacją dr. Rakoczego, co wiosną br. także odkrył J. Grabowski, był artykuł Monetary series PROVINCIA DACIA in the Roman coinage opublikowany w roczniku „Studia Historica Gedanensia” Vol. IX (2018), str. 15-25. W połowie października br. zwróciłem się o jego retrakcję do prof. Tadeusza Stegnera, historyka z Uniwersytetu Gdańskiego i redaktora naczelnego czasopisma. Po dwóch tygodniach, 28 października 2023 r., zostałem poinformowany, że redakcja podjęła decyzję o retrakcji z powodu obszernych zapożyczeń z angielskich portali numizmatyczno-historycznych. Konkordancja wykonana przez dr. A. Grabowskiego jest przedstawiona pod tym artykułem.

Tymczasem pod koniec października br. dziekan Wydziału Nauk Historycznych UMK prof. Stanisław Roszak ponownie wystąpił do rektora Andrzeja Sokali o odwołanie J. Rakoczego ze stanowiska prodziekana ds. nauki, które ten zajmował od marca br. jako „zawieszony”. Tym razem rektor nie oponował i z dniem 1 listopada dr Rakoczy został odwołany. Jednocześnie sam zrezygnował z bycia członkiem Rady Dyscypliny Archeologia.

Rektor polecił też dziekanowi dokonanie oceny śródokresowej dr. Rakoczego. Powołana siedmioosobowa komisja, z udziałem dziekana i dyrektora Instytutu Archeologii UMK, 5 grudnia 2023 r. negatywnie oceniła dotychczasową działalność adiunkta J. Rakoczego. Aczkolwiek organizacyjnie oceniono go na „5” (wysoka ocena), zaś dydaktycznie na „4” (ponadprzeciętnie), to jednak jego działalność badawcza wypadła na „1” (niska – negatywna). Adiunkt przedstawił do oceny jeden artykuł, który w 2023 r. okazał się plagiatem. Ponieważ kilka artykułów z poprzedniej oceny także było plagiatami, a w swoich badaniach naukowiec „wykazał brak należytej staranności, brak profesjonalizmu, brak sumienności”, co stanowi nieuczciwość badawczą, a jego badania „wpływają negatywnie na wizerunek Uniwersytetu”, ocena całościowa jest negatywna. Zwróciłem uwagę na to, że komisja w swej opinii ani razu nie użyła słowa „plagiat” na nierzetelne prace, z których cztery zostały formalnie retraktowane z powodu naruszenia praw autorskich innych osób.

Z końcem grudnia br. dr hab. Paweł Nowicki, rzecznik dyscyplinarny UMK, powinien wreszcie po 9 miesiącach „leniwego” procedowania złożyć wniosek dyscyplinarny o ukaranie nierzetelnego naukowca. Czekam z zapartym tchem, jak to się potoczy, gdyż pięć plagiatów, w tym rozdział w prestiżowym niemieckim wydawnictwie grupy Brilla, którego UMK praktycznie nie chce retraktować, to poważna sprawa. Patronuje temu ostatniemu prof. Andrzej Radzimiński, historyk i prezes Toruńskiego Towarzystwa Naukowego, który współredagował pechowy tom i dawno powinien zareagować. Ale przecież nie będzie kocioł garnkowi przyganiał, kiedy sam smoli…

Marek Wroński, Marekwro@gmail.com

1. Konkordancja zapożyczeń wykonana przez dr. Antoniego Grabowskiego

2. Opinia o pracy J. Rakoczego opublikowanej w AAL

3. Nota retrakcyjna

4. Konkordancja zapożyczeń English

5. Nota retrakcyjna Studia Historica Gedanensia 2023 

6. Retrakcja Studia Historica Gedanensia 2018

Dyskusja (2 komentarze)
  • ~Ewa Ryn 10.01.2024 05:57

    Pan zajmuje się sprawami, które są mu wygodne. Na sąsiednim zaprzyjaźnionym KUL przed laty była głośna sprawa niesłusznie zwolnionej i poniżanej pracowniczki, pracownik uczelni zgłosił się do Pana z prośbą o nagłośnienie sprawy i co Pan zrobił? Nic. Więc Pana wiarygodności jest podobna do kieszonkowca, który za każdym razem jak buchnie portfel, obiecuje poprawę😅.
    U Pana dobrze trzymana zasada, kruk, krukowi...

    • ~Marek Wroński 10.01.2024 11:24

      Zajmuję się patologią nauki i jako publicysta z reguły nie mam możliwości pisania o mobbingu czy niesłusznym zwolnieniom. Forum Akademickie jest miesięcznikiem, stąd liczba spraw dotyczących nierzetelności naukowych czekających na opisanie przekracza 30.