Aktualności
Sprawy nauki
02 Stycznia
Fot. Magdalena Wiśniewska-Krasińska
Opublikowano: 2026-01-02

Szef FNP: Polska nauka jest nie tylko biedna, ale również chora

W polskiej nauce mamy znacznie więcej dobrych naukowców, niż nam się wydaje. Problemem jest to, że wielu z nich jest bardzo wypalonych zawodowo. Nie poradzili sobie z systemem, z niedofinansowaniem, z walką o papier i ołówki – mówi w wywiadzie dla „Forum Akademickiego” prof. Krzysztof Pyrć, prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

Z szefem FNP rozmawiamy m.in. o jakości w nauce, wyjazdach za granicę, finansowaniu przełomowych, ryzykownych pomysłów naukowych, odzyskiwaniu środków z programów badawczych UE, systemie grantowym zakładającym porażki… Wywiad przeprowadził Piotr Kieraciński.

Magisterium z biologii, doktorat z nauk medycznych, habilitacja z mikrobiologii. Kim pan właściwe jest?

Mam doktorat w zakresie nauk medycznych, gdyż zrobiłem doktorat w szpitalu w Amsterdamie, natomiast nie jestem lekarzem, pacjentów nie leczę. Jestem biologiem molekularnym z wykształcenia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Natomiast habilitację robiłem w Łodzi, ponieważ był to wtedy jedyny wydział w Polsce, na którym mogłem zrobić habilitację w zakresie mikrobiologii.

Jak to jest w ogóle z mikrobiologią, skoro nie ma takiej dyscypliny naukowej w Polsce?

Mikrobiologia należy do nauk biologicznych, jest tak jak biochemia czy biofizyka. Wirusologia jest klasyfikowana właśnie w ramach mikrobiologii, jednak jest to produkt nieco niszowy. W praktyce te podziały to tylko nazwy, wszystko się pokrywa i przeplata. Nie jestem biochemikiem, ale bardzo często stosuję metodologię biochemiczną.

Czy wyjazdy za granicę były istotne dla pana kariery i dlaczego?

Absolutnie tak i to z kilku powodów. Pierwszy był taki, że kiedy studiowałem na przełomie wieków, nauka w Polsce stała słabo. Nie mieliśmy jeszcze Narodowego Centrum Nauki, nie mieliśmy Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, nie mieliśmy spójnego systemu finansowania, to wszystko się rodziło w bólach, dopiero pojawiało się rozumienie, czym jest współczesna nauka. Rynek naukowy w Polsce był bardzo ograniczony. Powiem szczerze, na studiach byłem przekonany, że nie zostanę na uczelni, bo nie widziałem tam realnych szans na rozwój. Myślałem raczej o przemyśle, bo tam jest życie, tam jest energia.

I co się stało, że został pan na uczelni?

Właściwie nie zostałem. Wtedy wyjechałem do Holandii i zobaczyłem, jak bardzo ten świat jest ciekawy. Nie w Polsce, a dopiero w Holandii. Myślę, że teraz już to widać także w Polsce, to już jest u nas. Natomiast wtedy nie było, przynajmniej w mojej optyce, realnych szans na rozwój, ducha odkrywcy nie czuło się aż tak bardzo.

To jest raptem 20 lat, bardzo krótki okres.

To jest bardzo krótki dystans, ale nie zapominajmy, że Polska 35 lat temu była bankrutem. Dopiero wchodziliśmy w transformację. Fundacja jest poniekąd jej dzieckiem – w przyszłym roku będziemy świętować trzydziestopięciolecie. Minęło raptem 20 lat od moich studiów, a mam wrażenie, że to cała wieczność. Pamiętam jak mieszkałem za granicą i za każdym razem gdy przyjeżdżałem do Polski, widziałem jak się zmienia dosłownie w oczach, czego ludzie mieszkający tu stale tak wyraźnie nie dostrzegali. W stosunkowo krótkim czasie przeszliśmy bardzo długą drogę.

Czy nauka także?

Tak, było to widoczne w nauce. Pamiętam, jak wróciłem do Polski pod koniec 2007 roku: jeszcze nie było NCN-u, jeszcze było trochę przaśnie, ale później naprawdę podgoniliśmy i teraz naprawdę nie jest źle. Po pierwsze mamy infrastrukturę, ośmielę się powiedzieć, lepszą niż w wielu laboratoriach zachodnich.

Dlaczego w takim razie nie mamy lepszych wyników?

Do tego zaraz dojdziemy… Mamy naprawdę świetnych ludzi, którzy robią naukę na światowym poziomie. Tych naprawdę wybitnych mamy garstkę, ale mamy. I mamy system – i tu moim zdaniem jest chyba ten problem, o którym pan mówił – który nie promuje realnej wartości. W biznesie może jest dużo złych rzeczy, ale tam jest bardzo dobry regulator, który nazywa się rynek. Natomiast działalność naukowa jest tak rozciągnięta w czasie, że od badań podstawowych do wejścia na rynek mogą minąć dziesięciolecia. Musimy zatem posługiwać się jakimiś punktami pośrednimi, chociażby ewaluacją jednostek naukowych, czyli definicją, która precyzuje, co to znaczy dobra nauka. Musimy wiedzieć, co to znaczy, że ktoś jest doktorem, ktoś ma habilitację, a ktoś jest profesorem. Pamiętam jak dzisiaj: gdy zrobiłem habilitację, jeden z profesorów przyszedł do mnie i powiedział: „Panie Krzysztofie, teraz to pan już nic nie musi”. Byłem zszokowany, bo dla mnie to był dopiero początek, jakieś zobowiązanie, które oznacza „Teraz to właśnie musisz”. Nasz model uprawiania nauki powinien być inny, powinien promować jakość. Tymczasem zbyt łatwo jest w tym systemie przemycić byle co.

A co nazwiemy jakością?

Jeżeli jakością nazwiemy to, co teraz, czyli liczbę publikacji, zgłoszeń patentowych, awansów czy wartość funduszy, które się z przemysłu przyniosło na uczelnię, to nie będzie dobrze – to są kryteria, które stosunkowo łatwo można oszukać. Widać to choćby w historiach z „papierniami”. To wszystko nie musi i zwykle nie przekłada się na wartość długoterminową, nie tworzy nowej wiedzy, nowej jakości. Przyznam, że byłem zwolennikiem oceny punktowej, czyli uwzględniania wskaźnika Hirscha, tzn. liczby cytowań, bo faktycznie to jest rezultat uprawiania dobrej nauki. Jeżeli ktoś jest dobrym naukowcem, to będzie dobrze publikował, będzie miał dużo cytowań, a jeżeli potrafi komercjalizować – bo nie każdy musi umieć to robić – to będzie również miał patenty, a może i jakieś pieniądze z tytułu sprzedaży własności intelektualnej. Problem pojawia się w momencie, gdy efekty działania – czyli jakieś mierniki, na ile ktoś sobie radzi – dajemy na szczyt piramidy wartości i mówimy komuś: „Słuchaj, celem twojego istnienia jest zdobycie publikacji albo zdobycie cytowań”. Naukowcy to są naprawdę w większości bardzo mądrzy ludzie i jeżeli im się da takie zadanie, to oni je spełnią.

Uderzyło mnie pana stanowcze sformułowanie, że nie warto finansować słabej nauki.

Rozumiem to bardzo stanowczo. Nauka to jest pewien przywilej. Ma ona swoje blaski i cienie, ale to jest jeden z nielicznych zawodów, gdzie de facto można realizować swoje fantazje. Moja praca polega dosłownie na wymyślaniu rzeczy i sprawianiu, że „słowo staje się ciałem”. Oczywiście, później następuje weryfikacja tego, co wymyśliłem. To niesamowite, że my, naukowcy, cały czas możemy być Kolumbami. Mogę odkrywać świat, realizować swoje marzenia z dzieciństwa. Nam się może wydawać, że rozumiemy ludzkie ciało, ale naprawdę mamy gigantyczną drogę do zrobienia, zanim zrozumiemy wszystko, co się dzieje. Chociażby choroby bardzo wyraźnie mówią o tym, jak bardzo bezradni stajemy wobec świata. Dla mnie to jest nie tylko przywilej, że mogę być w tym miejscu, ale też zobowiązanie, dlatego, że moja praca jest finansowana z pieniędzy publicznych, zatem jeżeli coś robię, to powinienem to robić dobrze. To nie znaczy, że zawsze wychodzi. Praca naukowca jest często serią porażek. Jesteśmy cały czas sprawdzani, oceniani.

Już w dzieciństwie marzył pan o prowadzeniu badań?

Od dziecka lubiłem różnego rodzaju wyzwania techniczne, konstruktorskie, bardzo lubiłem chemię. Myślę, że to wzięło się stąd, że moja mama jest chemikiem i widziałem chemię w formie eksperymentalnej. To ona zaszczepiła we mnie ciekawość tego, jak to działa. Właściwie całą chemię opanowałem, nie ucząc się wzorów.

Wrócę do finansowania nauki. Rozwijamy się szybciej niż podnosimy nakłady na naukę. Dlaczego nie warto finansować regionalnych uczelni?

To zależy, co te regionalne uczelnie mają robić. Bo jeżeli mówimy o edukacji, to jest ona potrzebna również na poziomie regionalnym. Natomiast jeżeli mówimy o centrach badawczych i badaniach naukowych, to musimy pamiętać o bardzo ważnej rzeczy: zmienia się podejście Unii Europejskiej do finansowania innowacji i do finansowania krajów członkowskich. W tym momencie duża część środków wpływa do Polski jako fundusze strukturalne, które są dystrybuowane między innymi przez Fundację, ale też przez NCBR i przez różne organizacje. One trafiają do polskiej nauki, ale także, zapewne w większości, do polskich przedsiębiorstw. Natomiast w nowej unijnej perspektywie finansowej środki będą wpływały do dużego worka, który nazywa się Fundusz Konkurencyjności, a innowacyjne podmioty, czy to firmy, czy uniwersytety, będą musiały konkurować już nie na poziomie Polski, tylko na poziomie Europy. To rodzi bardzo poważne zagrożenie, że możemy tej konkurencji nie wygrać. Szanse będą miały tylko te ośrodki, które będą w stanie pokazać na poziomie Unii, że w Krakowie jesteśmy świetni w biotechnologii, a Warszawa jest świetna w fizyce kwantowej. Tu są te centra, tu się to życie toczy, ludzie z Berlina, z Paryża przyjeżdżają, żeby zobaczyć cutting-edge science.

A co zrobić z tymi, którzy nie są na szpicy, którzy nie są najlepsi? Czy ich należy zwolnić?

Trochę przewrotnie odpowiedziałem, że za chwilę świat może nam pokazać, że potrzebujemy tych najmocniejszych. Natomiast mam takie doświadczenie, że w polskiej nauce mamy znacznie więcej dobrych naukowców, niż nam się wydaje. Problemem jest to, że wielu z nich jest bardzo wypalonych zawodowo. Nie poradzili sobie z systemem, z niedofinansowaniem, z walką o papier i ołówki. Mam taką myśl, że będziemy teraz finansowali najlepszych, którzy naprawdę nie tyle dowożą punkty w postaci publikacji w czasopismach, tylko takich, którzy są w stanie wytworzyć realną wartość. Za to ich docenimy.

Co to jest realna wartość?

To jest przełom. To bardzo cienka linia pomiędzy robieniem czegoś, co prawdopodobnie trywialne, od tego, co naprawdę ważne; linia, która oddziela porażkę od sukcesu. Na granicy porażki prowadzone są badania przełomowe, które rzeczywiście coś wnoszą do poznania świata. Jeżeli pisząc dzisiaj grant, który dostanę za rok (jeżeli dostanę), wiem, co zrobię za trzy albo za pięć lat, to nie powinniśmy takiego projektu finansować, bo to znaczy, że to nie jest nauka. To jest produkcja wyników, niewiele różniąca się od produkcji betonu albo drukowania ulotek. Tu nie ma żadnego przełomu. Projekt powinien mieć wpisane ryzyko porażki w swoje DNA czy ekosystem. Projekt naukowy powinien być absolutnie nowy, powinien zakładać, że efekt będzie zupełnie gdzie indziej niż początek, że początkowe założenia oczywiście muszą być, ale to rzeczywistość badawcza powinna nas prowadzić.

Czy panu się udało takie badania robić w Polsce?

Tak. Zawsze wierzyłem, że nie mogę zakładać, jakie wyniki osiągnę, więc jeżeli uzyskiwane wyniki kierują mnie w bok od założeń, to pójdę za tymi wynikami, a nie za planem, bo to będzie zgodne z duchem tego, co miałem zrobić. I do tej pory zawsze udawało się wszystkie te projekty zrealizować, raporty zostały zaakceptowane. Nie jestem naukowcem po to, żeby realizować harmonogramy, tylko żeby odkrywać rzeczywistość. System grantowy powinien zakładać możliwość porażki, ale i możliwość korekty planów.

Ile osób w Polsce robi badania, które właśnie z punktu widzenia rozliczalności nie mają sensu, a mają sens z punktu widzenia przełomu naukowego?

Z pewnością mniejszość.

A na świecie jest inaczej?

Nie chcę się biczować jako Polak, że my mamy najgorzej na świecie. Są jednak takie agencje na świecie, które faktycznie finansują tylko przełomową naukę. Jest DARPA, która też ma swoje złe strony, czasami przesadza z wymogami administracyjnymi, ale generalnie skupia się na wyniku. Jest w Niemczech eksperyment Sprin-D, czyli organizacja, która ma właśnie finansować wyłącznie przełomowe badania. Mamy organizację globalną, czyli Human Frontiers, finansującą wyłącznie pomysły, które mają być przełomowe – warunkiem przyjęcia wniosku jest to, że pomysł ma być przełomowy, bo nie warto finansować czegoś, co się na pewno uda. Powinniśmy finansować rzeczy, które się prawdopodobnie nie udadzą, ale jak się udadzą, to będzie to coś ważnego. Myślę, że jako naukowcy mamy do tego kompetencje. Jestem zwolennikiem tego, żeby jako recenzentów zatrudniać naukowców z innych krajów niż ten, w którym program jest realizowany. Nie dlatego, że w Polsce nie ma dobrych recenzentów, ale dlatego, że nasze środowisko jest na tyle małe, że wszyscy się znamy.

Czy w naszej sytuacji dodanie środków, np. do poziomu średniej europejskiej, czyli 2,2 proc. PKB, zmieniłoby radykalnie sytuację nauki?

To jest groźne pytanie, dlatego że zawiera w sobie pułapkę. Polska nauka naprawdę jest niedofinansowana i powinna mieć więcej funduszy. Ale polska nauka jest nie tylko biedna, ale również chora. W związku z czym tak po prostu dodanie pieniędzy bez zastanowienia sprawi, że zostałyby rozsmarowane równą warstwą i poza zubożeniem naszych podatników nie doprowadziłoby to do dużej zmiany.

Jestem zdania, że finansowanie nauki powinno się opierać na dwóch filarach. Jednym są subwencje, a drugim finansowanie konkurencyjne. Subwencje po to, żeby utrzymać aparaturę naukową, żeby utrzymać stabilność, potencjał, a finansowanie konkurencyjne po to, żeby promować jakość i finansować najlepszych. Ważne jest, żeby zachować równowagę, a teraz ciężar finansowania jest przesunięty zdecydowanie w kierunku subwencji. Zatem tym, czego teraz potrzebujemy, jest przesunięcie w kierunku konkurencyjności. Ale pieniędzy jest tak mało, że te subwencje ledwie wystarczają. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Bezrefleksyjne dosypanie pieniędzy prawdopodobnie zwiększyłoby jeszcze bardziej subwencje, ale nie doprowadziłoby do efektu zmiany w naszej nauce.

Kiedy widzę, że młody badacz pracuje za minimalną krajową, to mi się krew burzy. Zwiększenie finansowania, chociaż chwilowo mogłoby poprawić sytuację naukowców czy instytucji naukowych, to długoterminowo może nam zaszkodzić, o ile nie będą towarzyszyć temu znaczące zmiany w sposobie uprawiania badań, w organizacji nauki, ale też uzyskiwanie takich wyników, żeby społeczeństwo naprawdę poczuło, że nauka ma wpływ na jego funkcjonowanie, że przynosi dobre rezultaty, poprawia jakość życia. Ważne jest to, żeby ludzie rozumieli, dlaczego warto finansować naukę. Myślę, że w Polsce jest bardzo duży głód jakości naukowej. Jako Polacy chcemy być dumni z naszych naukowców, chcemy, żeby robili przełomowe badania. Jesteśmy dumni, gdy ktoś opublikuje artykuł w „Nature”. Jeżeli jako naukowcy dalibyśmy społeczeństwu więcej powodów do dumy, to nie musielibyśmy myśleć o monetyzacji naszych wyników, bo gdyby ludzie widzieli, że jesteśmy szanowani na świecie, to i oni by nas szanowali.

Badania podstawowe to badania eksploracyjne, które budują naszą przyszłość za dekadę czy dwie. Jednak to właśnie te badania stymulują gospodarkę i tworzenie biznesu opartego na wiedzy i innowacyjne startupy. Aby coś komercjalizować, najpierw trzeba to odkryć – to jest ta wtórna monetyzacja, która realnie doprowadza do wzrostu. Moim zdaniem nauka jest jedynym motorem przejścia z etapu rozbudowy innowacji zrobionych gdzie indziej, czyli poprawy zagranicznej myśli technicznej, jak to było za czasów sowieckich, do etapu, kiedy tworzymy nowe rzeczy, które stymulują rozwój gospodarki, poprawiają los ludzi. Chciałbym, żeby wiedza o naszych wynalazkach, które da się wdrożyć, rozpływała się na cały świat, żebym w Japonii słyszał: „Słuchajcie, mamy taką nową technologię, ona jest z Warszawy”. Chciałbym pojechać na uniwersytet w Tokio i tam usłyszeć, że „to jest technologia, którą opracowali Polacy, oni teraz na niej budują, mają nadzieję stworzyć na tym przemysł”.

Zaniepokoił mnie pan informacją o nowym sposobie rozdziału funduszy europejskich, bo już teraz mamy problem z odzyskaniem krajowego wkładu do europejskiego budżetu nauki. Te kilka miliardów złotych z naszego wkładu do budżetu unijnego, a z pewnością te 4 miliardy złotych, o których dodanie nauce apelują do władz państwowych środowiska akademickie, zasila w tej chwili naukę niemiecką czy francuską.

Rzeczywiście nie odzyskujemy środków z samych programów badawczych UE, jednak en masse odzyskujemy nasz wkład do budżetu Unii. Nawet instytucje naukowe uzyskują te pieniądze, ale w postaci finansowania projektów strukturalnych. To jest jednak dla mnie bardzo niepokojący sygnał. Musimy się pozbierać i skutecznie walczyć o unijne środki na badania i rozwój. Nie tylko nauka, ale także innowacyjne przedsiębiorstwa. W nowym megafunduszu środków strukturalnych pieniądze nie muszą być przeznaczone na naukę ani na innowacje w ogóle. De facto rząd dostanie worek pieniędzy i ma je rozdysponować zgodnie z ogólnymi zasadami. Czy polski rząd zdecyduje się finansować innowacje i naukę z tych funduszy, czy przeznaczy je na przykład na rolnictwo lub na wsparcie branży drobiarskiej? Mam nadzieję, że to pierwsze, żeby za parę lat nie okazało się, że jesteśmy spichlerzem i żywicielem Europy, a pozostałe kraje tworzą innowacje i zarabiają pieniądze. Od 2030 roku również programy wideningowe będą uzależnione od tego, jak państwa radzą sobie z inwestycjami w B+R. W ciągu 35 lat byliśmy w stanie wyjść z poziomu bankruta do poziomu szóstej gospodarki unijnej i dwudziestej gospodarki światowej. Czy w tej sytuacji naprawdę nie możemy mieć ambicji, żeby pójść dalej? Ja osobiście mam ambicje, żebyśmy zawalczyli o coś więcej.

Czy i co charakterystycznego zauważył pan, co pana ujęło, kiedy dostawał pan granty od Fundacji na rzecz Nauki Polskiej?

Po pierwsze, dzięki fundacji wróciłem do Polski. Nie dlatego, że to były pieniądze… Chociaż to jest zabawna historia, którą pamiętam do tej pory: po powrocie dostałem pół etatu asystenta. Wracając z Zachodu, gdzie miałem naprawdę dobrą pensję, dostałem w Polsce wynagrodzenie w wysokości 472 zł. Żona mi musiała kupić laptopa, bo nie miałem na czym pracować i musiałem pożyczać pieniądze, żeby dojeżdżać do pracy, bo mi na paliwo nie wystarczało. No, ale teraz jest zupełnie inaczej. Nie doceniamy tego, ale Polska dzisiaj to zupełnie inny świat. Narzekajmy, żeby było lepiej, narzekajmy, bo samozadowolenie nigdy nie jest dobre, mając jednak świadomość, jak daleko zaszliśmy.

Czy wtedy zwrócił pan uwagę na to, jak działa fundacja?

Pieniądze, które Fundacja wtedy mi dała w stypendiach czy w grantach, nie były najważniejsze. Najważniejsze było to, że FNP to jest latarnia, która pokazuje, że komuś zależy na jakości, na tym, żeby Polska faktycznie była miejscem, gdzie chce się zostać. I powiem szczerze, to był wtedy najmocniejszy punkt w świecie polskiej nauki, który jest tak obezwładniający dla kogoś, kto przyjeżdża z Zachodu i nie rozumie realiów polskich, tej całej hierarchiczności, tytułomanii. Wróciłem ze Stanów, gdzie z profesorem szło się po prostu na piwo. I to było normalne. Samo zetknięcie z naszym światem było po prostu przygnębiające i bardzo trudne. Jednak powrotu nie żałuję. Jesteśmy już w innym miejscu, mamy swoje kłopoty, ale mamy też jasne punkty, gdzie jest normalnie i teraz to nie jest jedynie Fundacja. One dają nadzieję, że wkrótce wszędzie będzie normalnie. Tu liczy się jakość, procedury dotyczą nie tego, gdzie człowiek zasiada, tylko kim człowiek jest i co chce zrobić.

Dlaczego zdecydował się pan kandydować na stanowisko prezesa FNP?

Na szczęście mam zaszczyt pracować ze wspaniałymi ludźmi w Krakowie, z zespołem, który daje mi nadzieję na to, że uda mi się utrzymać kontakt z nauką. Oczywiście, w wersji znacznie bardziej ograniczonej niż to było do tej pory. Miałem, że tak powiem, trzy etaty w nauce. Teraz to się zmieni, proporcja się odwróci, bo jednak muszę większość czasu spędzić skupiając się na pracy w i dla Fundacji. Jeżeli pan pyta dlaczego, to odpowiem z poziomu naukowca, który przeszedł wszystkie szczeble kariery naukowej w Polsce i poza Polską: bo potrzebujemy zmiany w nauce. Potrzebujemy, żeby ktoś mówił, jak jest, a jak powinno być, żeby praca naukowa nie była źródłem wypalenia, ale satysfakcji i sukcesu. Fundacja to jest jedno z nielicznych miejsc, które pozwala próbować poprawić ten nasz świat. Wiem, że to brzmi patetycznie…

Ma pan pomysł, jak to poprawić, zmienić?

Tak. Inaczej bym tu nie przyszedł. Fundacja nie ma być pociągiem towarowym, który dowozi nauce to samo przez kolejne 30 lat. Każdy pomysł fundacji ma polegać na tym, żeby zmienić ten świat i oddać pewne poznane i oswojone pole aktywności innym. Tak to działało do tej pory i tak ma działać w przyszłości. Fundacja może tak działać dzięki temu, że jest po pierwsze prywatna, a po drugie dlatego, że jest stosunkowo małą, czyli sprawną, organizacją. Nie jest zatem do żadnych kierunków zobowiązana i może sama oceniać, co jest ważne, którą pustą niszę jeszcze da się, a nawet należy wypełnić.

Gdzie widzi pan taką pustą niszę?

Największym pustym miejscem jest teraz przestrzeń pomiędzy nauką a społeczeństwem. Chcemy znaleźć sposób, jak ją wypełnić, aby nie dzieliła, ale łączyła. Chodzi o pokazanie społeczeństwu, czemu nauka jest warta wsparcia, ale nie na zasadzie takiej, że pójdę i zacznę opowiadać o nauce jako influencer, lecz o dowiezienie pewnych tematów, które faktycznie będą miały przełożenie na rzeczywistość. I nie mówię tylko o monetyzacji wyników badań. Chociaż na pewno będziemy szli w kierunku finansowania badań aplikacyjnych, ale na poziomie akademickim. Nie chcę wchodzić w żadne dalsze etapy, w przemysł. Fundacja jest na rzecz nauki polskiej, czyli mamy służyć akademii.

W przyszłym roku uruchomimy kolejne konkursy Proof of concept, czyli takie krótkie sprinty. Na okres 12 miesięcy dajemy ludziom 700 tys. zł na to, żeby sprawdzili aplikacyjną wartość tego, co wymyślili. To jest obudowane projektem Prime, czyli programem wsparcia komercjalizacji nauki. W ramach tego programu chcemy zbliżać przemysł i naukę do siebie. Muszą razem pracować, muszą się poznać. To ma być przenikanie się, zrozumienie własnych ograniczeń i możliwości, pomoc w definiowaniu technologii tak, żeby można było zdecydować, czy ma się ona rozwijać w projekcie NCBR, czy trzeba zrobić licencje i przekazać je do przemysłu, czy może warto iść w kierunku startupu.

Bardzo bym chciał, żeby Fundacja myślała szerzej i tworzyła rozwiązania na przyszłość, żeby powstał projekt Blue Ocean, czyli finansowania przełomowych, ryzykownych koncepcji – konkurs na pomysł podróży w łupince orzecha po szerokim oceanie. Powiem szczerze, że to nie jest marzenie tylko plan. Pilotaż będziemy robili w niedługim czasie. Tego typu finansowanie wymaga niezwykłej wręcz transparentności i jasnego zdefiniowania po co właściwie firmy, społeczeństwo mają badania finansować. Myślę, że w Polsce nie potrafiliśmy tego precyzyjnie, jasno określić. Nigdy to się nie wydarzyło. Z transparentnością też jest kiepsko. Fundacja jest organizacją, która może sobie pozwolić na to, żeby zrobić test i powiedzieć naukowcom: „Słuchajcie, będziemy absolutnie transparentni”. Damy wam bardzo elastyczne pieniądze, które pozwolą wam zmieniać świat, ale społeczeństwo, które daje na to pieniądze, będzie was kontrolowało, będzie patrzyło wam na ręce. I może w ten sposób dając przykład uda się ten świat trochę zmienić.

Proszę zwrócić też uwagę, że nie mamy w Polsce jakiegoś ciała neutralnego, które by reprezentowało naukowców. Nie jesteśmy interesariuszem. Nie jesteśmy firmą państwową czy agencją państwową. Nie jesteśmy jednostką naukową. Stoimy gdzieś pośrodku i możemy naprawdę reprezentować naukowców. Mamy już organizacje i instytucje, które w nauce pełnią określoną rolę, a my jesteśmy nieco inni, bardziej niezależni, neutralni. Ten atut chcemy wykorzystać, by stanowić organizację reprezentującą naukę.

Jak pan widzi swoje miejsce w tym wszystkim?

Na pewno nie będzie to one man show, tylko wspólne tworzenie różnych nowych rzeczy. Dotychczas Fundacja realizowała swój pomysł, który z czasem przejmowali inni, a ona szła dalej. I tak to nadal powinno wyglądać. A kiedy już te wszystkie instytucje państwowe nauki i jej otoczenia zaczną dobrze działać, gdy to wszystko się zepnie, wtedy nie będziemy już potrzebni. I o to chodzi. Taki jest cel działania Fundacji. Nie możemy być konkurencją dla rzeczy, które już są. Gwarantuję panu, że jak się jedna potrzeba skończy, to pojawi się kolejna. I wtedy trzeba będzie znowu zmienić wszystko i wytyczyć nowe cele. I ponownie za jakiś czas Fundacja powinna stać się niepotrzebna. Ale wtedy zauważymy kolejne potrzeby i będziemy mogli wytyczyć nowe cele i iść za nowymi gwiazdami.

Rozmawiał Piotr Kieraciński

Dyskusja (121 komentarzy)
  • ~MM 23.01.2026 10:07

    Gdzieś tu mi mignął komentarz, że to dobrze, że młodzi w nauce zarabiają słabo, bo to odsiewa tych, którzy naprawdę mają zapał do nauki, od tych którzy idą do nauki dla pieniędzy ("idą do nauki dla pieniędzy", hehe, brzmi trochę paradoksalnie, no ale nic). To do młodych piszę ten komentarz - nie dajcie się wkręcić w taką pułapkę myślową (szantaż emocjonalny), którą na was często zasadzają nieudolni szefowie, którzy albo nie mają z czego Wam zapłacić, albo sami sobie wykminili system, jak na niepłaceniu pracownikom sobie jakoś korzystać.... "Praca dla tzw. idei" da Wam: 1) brak zdolności do zaciągnięcia kredytu hipotecznego, 2) mieszkanie w wieku 35 lat w wynajmowanym pokoju, 3) życie w ciągłym stresie (co się odbije na zdrowiu) 4) w trybie oszczędzania na wszystkim (nawet na zdrowiu), no i oczywiście 5) wypalenie zawodowe i desperację, które negatywnie wpływają na jakość nauki jaką będziecie tworzyć, a potem 6) żal o złe wybory życiowe. Utracone latka już nie wrócą - będziecie taplać się w nędzy i rozpaczy, ale już nie jako młode witalne osoby, ale cienie tych osób, którymi kiedyś byliście. Tak więc jak słyszycie słowa o "pracy dla idei" od swojego przemocowego szefa - to znaczy, że już czas rozglądać się za nowym, lepiej płatnym miejscem pracy. Albo asertywność albo ciągle odkładanie życiowych marzeń i planów na później. A potem czapa. Wybór należy do Was:)
    Pozdrawiam
    MM

  • ~Przemo 07.01.2026 13:34

    Może zaproponujemy nazwę rozpoznanych jednostek chorobowych?
    Propozycje;
    Zaawansowana KARIEROZA z kompnentą lękowo-awansową?
    Tematyczna PRZYCZYNKOZA z głęboką dystrofią aplikacyjną?
    UMIĘDZYNARODOZA pro-feudalna?
    DEGRADOZA kształceniowa prosubwencyjna?
    MNIEMANOZA punktowa lub punktacyjna?
    ADMINISTRZAK złośliwy?
    Trochę tych chorób się zebrało i to pewnie jeszcze nie wszystkie. Te są fizjologiczne lub genetyczne.
    Pozostają jeszcze choroby pasożytnicze, jak OUTSORCOZA kosztowna, nazywana też absurdalną..
    Jeszcze sporo pracy diagnostycznej zanim będzie można rozpocząć leczenie



  • ~Katarzyna 06.01.2026 13:56

    NCN ani NCBR nie finansuje badan z pogranicza, tj. z ryzykiem niewykonalnosci. I to jest problem :( Jak ktos chce realnie aplikowac o taki projekt, zostaja mu granty ERC - tutaj jednak mamy malo doswiadczenia w aplikacjach o nie, co na szczescie sie zmienia wraz ze zwiekszajaca sie liczba laureatow. Wynagrodzenia to kolejna sprawa - adiunkt musi dorabiac na umowach o dziela, by miec na splate kredytu hipotecznego, wiec nie poswieca sie nauce tak, jakby chcial.

    • ~Przemo 06.01.2026 18:44

      Po co komu "ryzyko niewykonalności"? Po co komu niewykonalny samochód, samolot, dron, niewykonalna elektrownia czy niewykonalne oczyszczalnie ścieków? Oczyszczalnia Czajka - nagrodzony projekt. Kupa śmiechu i tyle.

      • ~Alek Rachwald 06.01.2026 19:49

        Mówimy o badaniach naukowych, a nie o produkcji. Postęp zawsze wiąże się z ryzykiem wyboru złej ścieżki, trzeba to brać pod uwagę. Dziwię się, ze trzeba to mówić ludziom wykształconym.

        • ~Przemo 06.01.2026 23:23

          Jednak wybór dobrej ścieżki jest lepszy od wyboru złej. Czy to faktycznie takie trudne wybrać dobrą? Strach przed sukcesem?

          • ~malkontent 07.01.2026 08:15

            powielanie przewidywalnych wyników ma być wyborem lepszej ścieżki w nauce? w imię postępu? czy to ma być "polski sukces"? tylko na tyle nas stać. Parafrazując słowa hymnu królewskiego "God Save the King" chciałoby się zawołać Boże chroń Naukę.

            • ~Przemo 07.01.2026 09:03

              Nie o powielanie tu chodzi, ale o rozwiązywanie problemów istotnych dla gospodarki, medycyny, środowiska... To nie takie trudne, a jak popatrzeć na realizowane projekty, to najczęściej, niestety trudno się spodziewać wymiernych korzyści.
              Może ranking zrealizowanych projektów pod tym względem byłby pomocny?
              Może warto policzyć ile wydano i co się faktycznie przydało w skali ostatnich powiedzmy 20 lat?

              • ~Marcin Przewloka 07.01.2026 17:30

                @Przemo

                No niech Pan pomyśli. Ile tych pieniędzy już poszło na przykład na taka etnologię. Albo na badanie języków, które wymarły i już ich nie ma. Właściwie badania nad wymarłymi zwierzętami i roślinami też są mało przydatne, bo przecież te organizmy już nie istnieją, należałoby zamknąć tą całą paleontologię. A po co ludzie gapią się w kosmos? Czas marnują, sprzęt kosztuje niebotyczne (nomen omen) pieniądze, a wyniki patrzenia się w kosmos przecież nie uzdrowią naszej gospodarki. Mam rację, kiedy mówię, że należałoby zamknąć pare wydziałów na każdej uczelni? Bo są bardzo nieprzydatne. Na przykład na UW jest Wydział Kultur Azji i Afryki i Wydział Nauk o Kulturze i Sztuce. Albo Wydział Historii. Po co one komu? Można by właściwie zamknąć też całe uczelnie - proszę pomyśleć: pieniądze idą na taką ASP. I czy ta cała sztuka i badania kultury "rozwiążą problemy istotne dla gospodarki, medycyny, środowiska"? Wątpię.

                A jeśli zabierałby się Pan za liczenie "ile wydano i co się faktycznie przydało w skali ostatnich powiedzmy 20 lat", to proszę koniecznie również policzyć, jak to wygląda w paru innych krajach. Bardzo ciekawy jestem porównania.

                • ~Przemo 07.01.2026 22:32

                  @Marcin Przewłoka
                  Namnożyło się humanistycznych nauk bez liku, ale nie twierdzę, że są całkiem nieprzydatne. Mimo to, warto policzyć które badania przynoszą wymierne korzyści, a które ich nie przynoszą. Te pierwsze powiększają budżet, z którego będzie można utrzymać te drugie. To chyba logiczne, że za węgiel brunatny, truskawki, szparagi i usługi fryzjerskie dobrego teleskopu ani akceleratora sobie szybko nie zbudujemy. Chciałbym kupić polski komputer, aparat fotograficzny, samochód. Takich rzeczy nie ma. Jesteśmy państwem zacofanym i kto jeśli nie naukowcy mają ten niekorzystny stan rzeczy zmienić?
                  Jeśli jednak nauka ma być tylko kosztowną działalnością hobbystyczną, niech za nią płacą ci, których na to stać, np. zamożni uczeni.
                  Mamy w Polsce 2 miliony ludzi żyjących w skrajnym ubóstwie (poniżej 972 złote na miesiąc). Od nich bym tego nie wymagał, ale mamy na świecie 3000 miliarderów i proponuję właśnie do nich się zwrócić po fundusze na święte, niekoniecznie potrzebne badania PODSTAWOWE. Może zapłacą zamiast walczyć z głodem. Pamiętajmy jednak, że co roku z głodu umiera na świecie kilkanaście milionów ludzi Czy ważniejsze jest to, żeby inni dobrzy ludzie mogli wydawać miliardy by pogapić się w kosmos?

                  • ~Marcin Przewloka 08.01.2026 00:23

                    @Przemo

                    Zawsze z chęcią włączam się do dyskusji, kiedy ludzie, którzy nie są naukowcami, potrzebują wyjaśnień i nieco jasności co do tego, jak buduje się wiedza o świecie i jak nauka pozwala rozwinąć się cywilizacji. To nie są rzeczy oczywiste, więc tak zwanym "lay people", zwykłym przypadkowym ludziom z ulicy, czasami trzeba pomoc i naprowadzić ich na właściwy kierunek, kiedy pytają "a po co to wszystko?".
                    Jednak tutaj, na Form Akademickim, czyli w miejscu, gdzie teoretycznie uczestnicy dyskusji wiedzą dokładnie o co chodzi, wolałbym nie walczyć ze stwierdzeniami typu "Mimo to, warto policzyć które badania przynoszą wymierne korzyści, a które ich nie przynoszą".

                    • ~Przemo 08.01.2026 07:55

                      @ Marcin Przewłoka
                      Trochę tej wypowiedzi nie rozumiem ;-)
                      System grantowy tak właśnie działa - są badania potrzebne: 10% i niepotrzebne: 90%.
                      W Polsce brakuje dobrego finansowania statutowego. Są budynki, jest sprzęt, ale nie ma pieniędzy, żeby z tych inwestycji wydajnie korzystać.
                      Trzeba liczyć, żeby kościołów, piramid, nie budować na wyrost, ponieważ to się nigdy dobrze nie kończy. Uczmy się dobrze historii i dobrze liczmy.

                      • ~Marcin Przewloka 08.01.2026 09:26

                        @Przemo

                        Proszę Pana, proszę nie unikać odpowiedzi na jasno zadane pytania. Jeśli coś nie przynosi "oczywistych korzyści", to czy przynosi korzyści nieoczywiste? Proszę wyjaśnić, jakie to są nieoczywiste korzyści.
                        Jeśli coś nie przynosi "oczywistych korzyści", to dla zaoszczędzenia pieniędzy podatników należy to jak najszybciej zamknąć. Zgadza się? Więc jeszcze raz: należy pozamykać te wszystkie wydziały i szkoły, których przykłady podałem w komentarzu powyżej, czy nie?

                        Chodzi mi o to, że jeśli jest Pan naukowcem lub kimś w jakikolwiek sposób związanym z edukacją czy też badaniami naukowymi, to powinien Pan wiedzieć, że o ile badania są przeprowadzone poprawnie, nigdy nie są "niepotrzebne".

                        • ~Przemo 08.01.2026 11:08

                          @ Marcin Przewłoka
                          To, czy badania są potrzebne czy nie, prawdopodobnie najlepiej wiedzą komisje grantowe, pod warunkiem, że zasiadają w nich osoby kompetentne, które nie są sędziami we własnej sprawie, ani w sprawie swoich krewnych i znajomych.

                          Środki na badania naukowe były, są i będą ograniczone. Uważam jednak, że nauka sama może te środki powiększać, rozwiązując doraźne problemy na które napotyka państwo, przemysł, medycyna. Takie badania uznałbym za najważniejsze z przynajmniej dwóch względów. Po pierwsze przyczyniają się do wzrostu przychodów interesariuszy, po drugie – zachęcają społeczeństwo i przedsiębiorców do wspierania nauki.
                          Przykłady mam podać? Sztandarowy z historii II WŚ – Projekt Manhattan. Jest problem do rozwiązania – zbieramy odpowiednią grupę naukowców i rozwiązujemy go.
                          Polska ma sporo problemów do rozwiązania jeśli mówimy o budżecie RP, który ma być źródłem finansowania badań.
                          Przykład: zbyt częste wypadki w kopalniach. Proste rozwiązanie polityczne: zamknijmy kopalnie i kupmy surowce lub gotowe produkty od innego państwa. Efekt: budżet państwa, także część na naukę się zmniejsza.
                          Rozwiązanie naukowe: automatyzacja i robotyzacja prac. Efekt: sprzedajemy surowce i wytworzone z nich produkty, a także opracowane przez naukę, nowe technologie.
                          Wystarczy chcieć.

                          • ~Marcin Przewloka 08.01.2026 14:58

                            @Przemo

                            Ciągle unika Pan odpowiedzi wprost na moje pytanie. Dlaczego?

                            Co do tego stwierdzenia, "To, czy badania są potrzebne czy nie, prawdopodobnie najlepiej wiedzą komisje grantowe, pod warunkiem, że zasiadają w nich osoby kompetentne, które nie są sędziami we własnej sprawie, ani w sprawie swoich krewnych i znajomych. ", to już abstrahując od tego, że to stwierdzenie nie bardzo ma sens, ponieważ żadna instytucja grantowa nie finansuje badań z definicji „niepotrzebnych”, to czy ma Pan na myśli jakąś konkretną komisję grantową? Może Pan podać przykład takiej komisji?

                            Projekt Manhattan to był projekt wojskowy. Wojsko ma swój własny budżet na badania. Podobnie, jak niektóre ministerstwa łożą na pewne badania. Przykład: Instytut Badawczy IDEAS to placówka naukowo-badawcza podlegająca dwóm ministrom – cyfryzacji i obrony narodowej.

                            Ale wszystkie te badania, często bardzo utylitarne, inne mniej, mają swoje korzenie, swoje źródło, w badaniach podstawowych. Bez obserwacji, odkryć i wyników badań fundamentalnych, nie byłoby czego wprowadzać w życie i komercjalizować.

                            Czy może Pan podać przykład JEDNEGO kraju, w którym wdrożenia odkryć naukowych do przemysłu idą świetnie, ale kraj ten nie funduje badań podstawowych na dobrym lub bardzo dobrym poziomie?

                            • ~Przemo 08.01.2026 16:56

                              Jeśli pragnie Pan odpowiedzi na pytanie jakie to badania moim zdaniem nie przynoszą oczywistych korzyści - to takie, w wyniku których uzyskano wyniki mało przydatne. Na przykład jaka jest śmiertelna dawka aspiryny dla mężczyzny w wieku 54 lat ;-)

                              • ~Marcin Przewloka 08.01.2026 17:08

                                @Przemo

                                Nie da się tak dyskutować.
                                W każdym komentarzu pisze Pan o czym innym

                                • ~Przemo 08.01.2026 20:32

                                  Odpowiedziałem Panu na fikuśne pytanie, ponieważ Pan nalegał.

                                  • ~Marcin Przewloka 08.01.2026 21:50

                                    @Przemo

                                    Nie, pytanie nie było "fikuśne", tylko wynikało wprost z Pana wypowiedzi, a odpowiedź nie pasuje do żadnego z pytań, które zadałem, ale to już nie ważne.

                                    • ~PN 12.02.2026 11:12

                                      Karmił Pan trola, niestety wielu tu takich.

  • ~Przemo 06.01.2026 12:24

    Raczej nie będziemy "spichlerzem Europy", będzie nim niedługo Argentyna. My będziemy tylko rynkiem zbytu dla towarów niespełniających wymogów zachodnich sąsiadów i źródłem taniej siły roboczej. Będzie tu można tanio kupić ziemię wraz z tanimi pracownikami. Tak miało być, kiedy państwa starej Unii zgodziły się nas przyjąć i prawdopodobnie do scenariusza konsekwentnie zmierzają.
    Jeśli nauka jest chora warto przyjrzeć się wnikliwie objawom choroby i zdiagnozować jej przyczyny. Leczenie objawowe już jej nie pomoże.

    • ~MB 07.01.2026 07:37

      A istnieje inny rynek niż "zbytu"?

      Kolejny mądry inaczej wyznawca spiskowej teorii wszystkiego znad Wisły.

      • ~Przemo 07.01.2026 08:58

        W ujęciu ekonomicznym, rynek to całokształt warunków zarówno kupna, jak i sprzedaży; towarów i usług.
        Poważnym problemem polskiego rynku jest niedostateczna kontrola jakości sprowadzanych towarów, żywności, leków, kosmetyków. Jeśli to nie problem, o zdrowie możemy się .... pomodlić?

    • ~Alek Rachwald 06.01.2026 16:36

      Głupstwa. A europejska, w tym polska żywność (której mamy nadwyżkę) to dokąd będzie eksportowana? Właśnie tam. Między innymi po to jest ta umowa.

      • ~Ireneusz 07.01.2026 09:24

        Pan nie wie, co to jest deficyt handlowy, a wynosi już około 1 mld $, w handlu rolnym Polski z mercosour. A jak tusk podpisze umowę, to deficyt będzie wielokrotne większy. 75% naszego eksportu rolnego idzie do UE, jak podpiszą umowę, to będą kupować nie POLSKIE tylko tańsze południowo amerykańskie żarcie. ROLNICY DOBRZE O TYM WIEDZĄ.

        • ~Alek Rachwald 07.01.2026 11:06

          To fakt, że Polska sprowadza stamtąd dużo surowców żywnościowych. Jednak polska produkcja soi wciąż niestety nie jest zbyt wielka, środkiem zaradczym mogłoby najwyżej być zaprzestanie jej użycia. A to jest głównym produktem sprowadzanym z tamtych rejonów, plus cukier trzcinowy.
          Jednak w tych dyskusjach nikt nie wskazuje na wysokość kwot importowych, którymi UE zabezpieczyła się przed scenariuszem wskazywanym przez część dyskutantów.
          Natomiast biorąc pod uwagę polski przemysł, a nie tylko rolnictwo, nie ma większych przeszkód przed eksportowaniem tam wyrobów przemysłowych, nawet czołgów, dlaczegóż by nie. Przy okazji warto też skończyć z rozpowszechnianiem opinii, jakoby w Polsce nic nie produkowano poza ziemniakami i zbożem. To nie te czasy.

      • ~prof. dr hab. ZS. 06.01.2026 21:45

        Bzdury Pan prawi. Właśnie tam to będą wysyłane niemieckie samochody, a właśnie stamtąd przyjedzie GMO + pestycydy i wynosi nasze rolnictwo.

        • ~Alek Rachwald 06.01.2026 22:34

          Skąd pochodzi ta informacja naukowa?

      • ~"Właśnie tam. " 06.01.2026 20:40

        "Właśnie tam. Między innymi po to jest ta umowa." Uśmiechnięta Polska wita was "tam ... po to jest ta umowa." Jak się ma takie elity to "Głupstwa." ma się na porządku dziennym w rządzeniu. Czas i przestrzeń to abstrakcja i nie do przeskoczenia. Życzę smacznego "dobrej jakościowo żywności i ilości chemikaliów" "Właśnie tam. "

        • ~Alek Rachwald 06.01.2026 22:38

          Non sequitur.

    • ~Maciek 06.01.2026 15:07

      @ Przemo,

      Spichlerzem Europy jest i będzie Ukraina. To co łączy polskie i ukraińskie rolnictwo, to brak rozwiniętego przetwórstwa. Z tymże Ukraińcy mają czarnoziemy. Gospodarka polska odnotowuje dziś wzrosty dzięki zaciągniętemu długowi publicznemu i środkom z KPO, ale to paliwo powoli się kończy. W tle wielkie zbrojenia, transformacja energetyczna itp. Ciekawe skąd weźmiemy na to wszystko pieniądze? Inwestorzy wycofują się z PL, a eksport topnieje, bo jak dotąd za 2/3 krajowego eksportu odpowiadały firmy z kapitałem zagranicznym.

      • ~Przemo 06.01.2026 18:26

        Pod względem produkcji żywności większość krajów Europy jest samowystarczalna, a prawdziwe pieniądze robi się na przetwórstwie i dystrybucji.

        • ~Maciek 06.01.2026 21:00

          @ Przemo,

          Tak, ale Ukraina będzie miała pewne preferencje na rynkach UE w eksporcie płodów rolnych. O ile dobrze pamiętam, to budżet Ukrainy stanowi 68,7 mld USD w 2026 r., a zaciągnięte zobowiązania wynoszą 100 mld USD i rosną. Ukraina to najbiedniejszy kraj w Europie. Natomiast na przetwórstwie płodów rolnych tradycyjnie zarabia Europa Zachodnia.

      • ~Alek Rachwald 06.01.2026 16:38

        Polskie rolnictwo odpowiada za około 2.5% pkb, jest to dziedzina z wpływem na gospodarkę zbliżającym się do marginalnego (jakkolwiek potrzebna).

        • ~"do marginalnego" 07.01.2026 09:36

          "Rolnictwo wytworzyło w 2023 r. 3,3% PKB, przemysł 23,5%, a usługi 24%." Dobre, nie z pochwałą dla uśmiechniętych " około 2.5% pkb,.... z wpływem na gospodarkę zbliżającym się do marginalnego" .

          • ~Alek Rachwald 07.01.2026 09:54

            Czyli mniej więcej tak, jak napisałem. Rolnictwo od dawna nie jest podstawą polskiego PKB, typowo dla krajów wysoko rozwiniętych. A o co chodzi z uśmiechniętymi, nie rozumiem.

            • ~mniej więcej ... " 07.01.2026 10:28

              "Czyli mniej więcej ... " to tak jakby zaorać polskie rolnictwo bo brakuje 0.8% PKB do 3.3%. Tak szybko działają i co zostanie nam, torba i kij. To pikuś, mało więcej dają na naukę, lekko więcej niż 1% PKB. A to już sztuka, sieć może podpowie, to jest co pan nie rozumie.

              • ~Alek Rachwald 07.01.2026 10:57

                Mówiąc ściśle, w 2023 roku rolnictwo wytworzyło 2,8% PKB, przy ogólnym trendzie zniżkowym (oczywiście procentowo). Jak widać zależy, gdzie się spojrzy. I czy mógłbym prosić o niezmienianie nicka za każdą odpowiedzią, bo naprawdę już nie wiem, z kim każdorazowo mam przyjemność. Dziwna maniera jakaś.

        • ~Maciek 06.01.2026 21:05

          @ Alek Rachwald,

          To wszystko prawda.

        • ~Przemo 06.01.2026 18:19

          Dokładnie tak. Cukrownie w Polsce nie są już polskie, przetwórstwo także, sieci handlowe także. Game over. Kilogram jabłek polski sadownik sprzedaje za 20 groszy, a polski klient kupuje za 4 złote.
          te 3,80 to kwota, której Polacy nie potrzebują ;-) Taki mamy gest. Czesi są w podobnej sytuacji i niemal cała Europa Wschodnia: kupują drogie polskie masło w Lidlu i dziwią się jak to się stało ;-)

          • ~Alek Rachwald 06.01.2026 19:47

            Też głupstwa. Największym producentem cukru w Polsce jest Krajowa Grupa Spożywcza (Polski Cukier), należąca w 80% do skarbu Państwa, a w 20% do związku plantatorów i do pracowników. Mniej czytaj internet, a więcej kupuj cukru w sklepach, to sam się przekonasz.
            Po prostu produkcja rolna od dawna już nie jest główną branżą w Polsce. Dominuje przemysł i usługi.

            • ~Przemo 06.01.2026 22:20

              To akurat poprzedni rząd trochę naprawił i na torebkach z cukrem Diamant nie ma już napisu: "zrobiony z polskich buraków". Chodzi mi tylko o to, że dobrze można zarobić tylko kiedy zaczynasz od surowca i kończysz na sprzedaży gotowego produktu, ponieważ niewiele zarabiają sprzedający surowiec - np. drewno i zwierzęta, a kupujący meble i przetwory mięsne. To się pomalutku w Polsce poprawia, ale o wiele za wolno.
              Problem nie dotyczy tylko rolnictwa.
              Sprzedajemy miedź w sztabach, polipropylen w sztabach, żeby kupić drut miedziany i probówki z PP, itp., itd. Potem budżet mały i na naukę brakuje. Idzie Grześ przez wieś....

  • ~malkontent 05.01.2026 08:16

    "Projekt naukowy ... powinien zakładać, że efekt będzie zupełnie gdzie indziej niż początek..."
    Czy ta, skądinąd bardzo słuszna koncepcja już została wdrożona w programach FNP?
    Czy nastała nowa era w szacowaniu ryzyk? Oby

  • ~dr-On 04.01.2026 21:52

    Polecam felieton Dr Józefa Wieczorka "Więcej doskonałości w nowym roku!": www salon24 pl/u/jwieczorek/1481157,wiecej-doskonalosci-w-nowym-roku . Komentować chyba nie trzeba, bowiem chyba niczego nowego by się nie napisało, czy powiedziało.

  • ~Grześ 04.01.2026 16:13

    Jak to: "Mamy naprawdę świetnych ludzi, którzy robią naukę na światowym poziomie. Tych naprawdę wybitnych mamy garstkę, ale mamy."? To są jacyś "naprawdę" wybitni profesorowie i są nie "naprawdę" wybitni. Przecież z definicji (z ustawy) każdy profesor jest wybitny, bo inaczej nie byłby profesorem.
    Dopóki polską nauką będzie rządziła, uzbrojona w przywileje i skorumpowana kasta prof./hab, nic się w niej na lepsze nie zmieni.

    • ~Alek Rachwald 06.01.2026 16:42

      Widzę w tym rozwój sytuacji, który opisano w książce "Flet z mandragory". Końcowym efektem była republika kaprali (po - kolejno - republikach pułkowników, kapitanów, sierżantów itd.). Po republice kaprali nastąpił ostateczny upadek ustroju.

      • ~Grześ 06.01.2026 19:32

        Trudno oczekiwać od kasty, czy jak kto woli terminologię wojskową od junty, że będzie popierała rewolucję, która ma ją obalić ale od czegoś należy zacząć. Może na początek od zmiany kryteriów oceny pracy naukowca i zastąpienie niemiarodajnego kryterium publikacyjnego przez przydatność społeczną? Może też od likwidacji feudalnej, kosztownej i nic nie wnoszącej do jakości polskiej nauki habilitacji. Można też ostrożniej szafować tytułem profesora, tak aby był on związany z faktycznym autorytetem naukowym jak i społecznym, bo większość obecnej elity profesorskiej uwłacza temu tytułowi. Takie postulaty, a kasta się sama nie oczyści i dlatego potrzebna jest rewolucja.

  • ~Dr inż (asystent) 03.01.2026 22:53

    Nauka jest chora bez dwóch zdań. Nie liczą się kompetencje tylko punkty. Sławne wydawnictwo MDPI tworzy pokolenie dr hab karierowiczów. Przykład kolegi z Opola, który według dorobku powinien być multi noblista....Na mojej uczelni jest to samo. Pokolenie habilitowanych z 20 artykułami rocznie po 140 lub 200 pkt. Wszędzie na paprotkę, same anglojęzyczne artykule lecz angielskiego ni w ząb. Jak to jest możliwe?? Czemu nikt nie zwraca uwagi na tzw spółdzielnie i papiernie. Przecież to jest plaga numer 1. W dobie sztucznych sieci neuronowych, przetwarzania dużych zbiorów bardzo szybko można wytypować powiązania i potencjalne mechanizmy. A czemu tak sie nie dzieje? Odpowiedź jest bardzo prosta - bo dotyczy również znanych i powszechnie szanowanych naukowcow. Umówmy się...każdy minister nauki i samo środowisko przymyka na to oko.
    Inna sprawa to NCBiR. Ta instytucja powinna przestać istniec. Osobiście kiedyś otrzymałem w recenzji uwagę "takiej technologii nie było, nie ma i nie bedzie".
    O czym my tu w takim razie rozprawiamy....
    Pozdrawiam wytrwałych kolegów.

    • ~Alek Rachwald 06.01.2026 16:45

      Poziom recenzji istotnie robi wrażenie. Prorok, czy co?

    • ~Fidelio 04.01.2026 19:38

      "Sławne wydawnictwo MDPI tworzy pokolenie dr hab karierowiczów" - przypomniał mi pan, że kiedyś byli u nas docenci marcowi, historia lubi wracać, ale niedokładnie i w formie bardziej groteskowej.

    • ~I co mieli rację? 04.01.2026 12:00

      I co mieli rację, że "takiej technologii nie było, nie ma i nie bedzie".? Widać po kolesiu i tym co tu prezentuje, że tak jest. Nawet w MDPI nie jest w stanie nic opublikować, choć cały świat tam publikuje i nie narzekają, widząc że inne wydawnictwa tak samo ich skubią za publikacje, a ocena tam prac przez naukowców jest jeszcze gorsza niż publikacji w MDPI. Widzę, że stare wygi, wydawnictwa, nieźle namieszali w głowach co niektórym i jak papugi gdakają. Spróbuj coś opublikować, jak będzie to coś ważnego, to i jako preprint też znajdzie uznanie, a jak będzie badziewiem to tylko wstyd ci przyniesie.

      • ~Alek Rachwald 06.01.2026 16:49

        Bardzo niegrzeczny komentarz. Panowie się, przepraszam, znają osobiście i nie lubią?

      • ~Dr inż (asystent) 05.01.2026 20:07

        Kolego, technologia jest i jest sprzedawana bez dzielenia sie zlotowka z panstwem polskim. Sfinansowana przez prywatnych inwestorów, którzy na tym zarabiają. W MDPI siłą rzeczy publikuje. A kolesia to sobie proszę szukać pod blokiem a nie tu :)

        • ~fan prof. Betona 06.01.2026 11:59

          Widzę, że nie tylko koleś, ale i frajer, bez urazy i za przeproszeniem "... prywatnych inwestorów, którzy na tym zarabiają." Sam sobie jesteś winny i nic tu nie zmieni twoje użalanie się nad nauką i technologiami skoro inni zarabiają a ty nie. Widać tu, że jest to ściema, pokazuje to "bez dzielenia sie zlotowka z panstwem polskim" Trzeba mieć choć trochę wiedzy o podatkach, by takich głupstw nie pisać. Użal się raczej nad sobą. O i masz tu, publikuje w MDPI, jeśli to prawda?. Możesz w, starych wygach, czasopismach spróbować, ale chyba to himalaje. I chyba tu sprawdzają się wiekopomne słowa prof. Józefa Betona, o dr "ponieważ są niczym , bo nie posiadają habilitacji . Tego klucza do krynicy wiedzy i runa nieomylności. I dlatego są i będą niczym ( nawet nie nikim ) tylko podkreślam; niczym. Dla tego tak jak zawsze w takich sytuacjach mówię swoim adiunktom: "Malczat' sobaki i skupić się na indywidualnym rozwoju naukowym". W Polsce by być kimś w nauce, trzeba mieć hab., ale w przypadku większości dr to nie ma zastosowania.

          • ~Prof Kania 06.01.2026 22:14

            Pan ma problemy psychiczne?? Słownictwo i obyczaje z rynsztoka. Tą habilitacje to za Stalina dali czy w marcu??

          • ~Dr hab. K 06.01.2026 22:07

            Pan nie jest godzien oceniać wypowiadających się tutaj. Koleś, frajer?? Co to za język?? Pan jest zerem, ze zrozumieniem treści też widać kiepsko u kolegi. Myślę, że autor sam to skomercjalizowal z udziałem prywatnych inwestorów być może i zagranicznych, toteż pastwo polskie faktycznie może i złotówki nie zobaczyło. Proszę się dalej nie wypowiadać. Co do MDPI istotnie szanujący się naukowcy unikają tego śmietnika. Pozdrawiam.

            • ~"tego śmietnika" 07.01.2026 09:26

              "Pokolenie habilitowanych z 20 artykułami rocznie po 140 lub 200 pkt. I co nie obraża ten pan łudzi co ciężką pracą zrobili hab. bo opublikowali prace za takie punkty. Takie brednie, to można opowiadać o publikacjach za 140 i 200 pkt. "Wszędzie na paprotkę, same anglojęzyczne artykule lecz angielskiego ni w ząb." Skąd to wie, i obraża ludzi, "bo ja tak myślę", chyba po sobie sądzi ten pan. W dobie sztucznych sieci neuronowych," NCBiR. Ta instytucja powinna przestać istniec." Silenie się, na co na sieci i jaki to ja mądry zlikwidować, bo mi się nie podoba. A gdzie ten pan płaci podatki? ""bez dzielenia sie zlotowka z panstwem polskim" Jeśli ktoś się wysila na ocenę to niech choć trochę pomyśli i nie robi z siebie pośmiewiska. Ależ pan to "MDPI "tego śmietnika" Jaki to śmietnik i jak pan może obrażać i pouczać innych. Czyżby naukowcy co to tworzyli listy czasopism tworzyli śmietnik i byli niepoczytalni. Może nie wie pan ale tam pracowało tysiące naukowców i co to według pana śmietnisko stworzyli. MDPI ma się dobrze i nadymanie się "wielkich naukowców" z Polski nie wile zmieni, widać to i czuć nawet po tym co robi MNISW.

      • ~Ireneusz 05.01.2026 12:20

        Być może nie zapłacił, to nie wydrukowali. 2000 - 3000 franków szwajcarskich samotnie drogą nie chodzi.

    • ~Maciek 04.01.2026 09:42

      Dr inż (asystent),

      Do kogo ma pan pretensje? To polskie państwo zaakceptowało taki, a nie inny system oceny. Krajowe środowisko akademickie i naukowe jedynie dostosowało się do tychże reguł gry, opartych o zbieractwo punktów. Teraz oczekuje pan, że polskie państwo przyzna się do winy? Los nauki polskiej nie interesuje specjalnie krajowych politykierów. Nauka jest pozostawiona sama sobie. I właściwie na tym należałoby zakończyć wszelkie rozważania, żale i pretensje.

  • ~Przemo 03.01.2026 14:08

    FNP systemu nie zmieni.

  • ~nie tylko nauka ale i elita 03.01.2026 14:04

    "Polska nauka jest nie tylko biedna, ale również chora" Tak jak i nasze elity są chore co to rządzą w nauce na uczelniach, jak i instytutach. Nie wiem czy wszędzie, ale wielu znanych mi kierowników, a i nawet członków PAN jak się dorwie do władzy, to coś złego się dzieje z nimi. Pojawia się często tam mobbing, i inne naciski, w myśl, że ja już nic nie muszę robić i chcę żyć z tego co inni zrobią, bo mam władzę i mnie uwzględnią. Sam to doświadczyłem jako młody pracownik nauki i byłem tym bardzo zniesmaczony. Nawet anonimy są wysyłane do władz by poinformować o takich przypadkach. I co i z reguły nic. Czasami jak już nie mogą z tym poradzić i znaleźć pomoc, to zmieniają pracę lub zakłady. Spotykałem takich ludzi po przejściach i upokorzeniach. Może czas zacząć leczyć elitę co rządzi, albo wybierać tych co są prawi, a nie karierowiczów, tych dziś chyba mamy przewagę w nauce. Nie zmieni się nic w nauce gdy elita rządząca będzie chora i skłonna do wszelkich niegodziwości.

    • ~Przemo 04.01.2026 22:52

      Zepsutej instytucji nie da się łagodnie naprawić.
      Znam dwa skuteczne sposoby:
      1. Rozwiązanie co pewien czas jednej lub kilku najgorszych i powołanie w to miejsce nowej / nowych, w innym miejscu z innymi, konkretnymi zadaniami do wykonania.
      2. Usunięcie połowy pracowników i rozpisanie konkursów na zwolnione miejsca, a jeśli za 2-3 lata instytucja znacząco się nie poprawi - konkursy na drugą połowę zwolnionych etatów. To w przypadku instytucji, których likwidacja nie wchodzi w rachubę.

  • ~Zawiedziony nauką 02.01.2026 21:19

    Finansowanie nauki? W mojej katedrze pracuje 12 osób na stanowiskach badawczo-dydaktycznych. Roczny fundusz nauki to 27 tys PLN. Swoje badania przez 12 lat finansowalem sam (sprzęt). Założyłem w tym celu firmę, abym nie musiał odprowadzać VAT i podatku dochodowego od kupowanego sprzętu. Przez 12 lat nie otrzymałem komputera i drukarki (uczelnia techniczna). Habilitacja - niemal same artykuły samodzielne jedynie 2 wspolautorskie (mój udział ponad 70%) nikt nigdy mnie nie dopisał, nie pomogł, nie wskazał kierunku. Na odwołanie od oceny przez "ekspertów" NCBiR czekam już prawie 2 lata. Jedno wiem - nigdy, przenigdy nie będę radził dzieciom, by robiły karierę naukową, a może szkoda, bo moja córka ma IQ pow 160 i pod każdym względem jest zdolniejsze ode mnie.

    • ~Profesor PAN 03.01.2026 09:17

      Widzę, że stworzono panu znakomite warunki do uprawiania nauki. Nikt pana nie próbował korumpować, wszystko zawdzięcza pan sobie. Po takim treningu tworzy się rzeczy wielkie. Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze, Ten młody zdusi Centaury.

      O, nawet piosenka jest https://www.youtube.com/watch?v=WOHPuY88Ry4&list=RDWOHPuY88Ry4&start_radio=1

      • ~ułuda nam została? 04.01.2026 11:16

        A jak nie można więcej zdobyć, uzyskać, to ku radości i duch sięgać.
        "I ten szczęśliwy, kto padł wśród zawodu,
        Piekłu ofiarę wydrze,
        Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem;
        Do nieba pójdzie po laury.
        Dał innym szczebel do sławy grodu.
        Wyjdzie z zamętu świat ducha!
        Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga,
        W rajską dziedzinę ułudy"
        Czy tylko ułuda nam została?

    • ~komentator (poprzedni) 02.01.2026 23:22

      Cyt."Jedno wiem - nigdy, przenigdy nie będę radził dzieciom, by robiły karierę naukową, a może szkoda, bo moja córka ma IQ pow 160 i pod każdym względem jest zdolniejsze ode mnie. "

      Eeee noo, co Pan... Przecież wystarczy spojrzeć na te uśmiechnięte fizjonomie: profesora Pyrcia, czy szczęśliwców, którzy dostali a to Nagrodę FNP, a to jakąś inną nagrodę, czy też grant NCNu... No przecież wyglądają tak,jakby chcieli powiedzieć: "Nie ma co narzekać.", "Trzeba myśleć pozytywnie.", "Uprawianie nauki jest czymś pięknym i wspaniały.", "Dzięki badaniom naukowym odkrywamy prawdę o otaczającym nas świecie" itp. slogany coś dziwnie mi przypominające tamte z pochodów 1-majowych.
      Ja już nie czekam na żadne odwołanie. Pierwsze bowiem dotyczyło "uwalenia"mojego wniosku habilitacyjnego, i poskutkowało odpowiedziami tzw. superrecenzentów, którzy rzeczywiście zachowali się "super", tyle że w stosunku do swoich kolegów, równych im stopniami naukowymi z komisji habilitacyjnej. Ci ostatni udowodnili, że można być KOMPLETNIE NIEKOMPETENTNYM w dziedzinie Y. i wydać negatywną opinię o dorobku naukowym z tej dziedziny, bez podania jakiegokolwiek uzasadnienia.
      A drugie odwołanie dotyczyłoBY decyzji o "uwaleniu" mojego wniosku o grant. Autorzy tej opinii udowodnili z kolei, że nie tylko nastoletnia młodzież ma problem z czytaniem ze zrozumieniem, ale ta przypadłość niestety, dotyczy też przynajmniej pewnego odsetka Wielce Utytułowanych Ekspertów NCNu.
      Jak powiedział kiedyś Pan Jan Pietrzak w "Kabarecie pod Egidą", "Dzięki biuletynom lekarskim, dowiadujemy się, że serce mają także ci, których byśmy w ogóle o to nie podejrzewali."
      Parafrazując tę wypowiedź, można stwierdzić, że dzięki badaniom naukowym dowiadujemy się nie tylko prawdy o otaczającym nas świecie, ale także o niektórych ludziach, którzy też te badania prowadzą, i że ta prawda WCALE NIE ZAWSZE jest taka cukierkowa (mówiąc dość oględnie), jak by się tego chciało.

    • ~Ireneusz 02.01.2026 22:32

      Dlatego ocena ekspercka NCBR i NCN powinna być podpisana przez Recenzentów imieniem nazwiskiem i stopniem i tytułem naukowym

  • ~StaryZgred2012 02.01.2026 19:48

    Tylko uprzejmość mnie powstrzymuje przed dosadnym określeniem wynurzeń prof. Pyrcia, sytego mieszkańca wioski potiomkinowskiej. Prof. Pyrcia należy uświadomić, że DOMINUJĄCA większość pracowników naukowych to nauczyciele akademiccy na uczelniach, których PRZEWAŻAJĄCĄ część obowiązków stanowi kształcenie kadr. I to jest praca, a nie mitologizowana misja. A liche finansowa skutkuje lichymi efektami. Gowiniada tylko wyeskalowała patologie dając władzę rektorską na uczelniach w ręce cynicznych karierowiczów. A podsumowując całość i negując twierdzenia prof. Pyrcia: zawsze dostajesz to za co naprawdę płacisz i w jakości adekwatnej do płaconej kwoty.

    • ~MB 03.01.2026 13:54

      "DOMINUJĄCA większość": a istnieje inna większość (czy nie dominująca)?

      • ~kk 03.01.2026 18:55

        tak niestety wnika to z prawa polskiego także

    • ~gfbvbf 02.01.2026 21:32

      Aby cos osiagnac trzeba miec plecy i promotora sponsora ktory cos znaczy w danej dziedzinie naukowej. potem zostaje bieda i flustracja ze wdeplo sie w gowno.

  • ~komentator (poprzedni) 02.01.2026 16:16

    Cóż... Pan prof. Pyrć patrzy się naturalnie, tylko ze swojej strony na problem. Przecież nie powie, że:
    1. niemało pieniędzy przeznacza się na działalność osób działających w humanistyce i naukach społecznych, na które to dziedziny położono w Polsce ZBYT DUŻY nacisk
    2. działa prawo "klanu" tzn. osoby, które wypadły "z gry", nie mając "pleców", są najczęściej skazane na NIEBYT w tzw. nauce polskiej, ale też i światowej.

    O tej pierwszej sprawie pan Profesor nie wspomni z powodów taktycznych, a o tej drugiej nie powie, gdyż działa przysłowie: "Syty głodnego nie zrozumie.".
    Do tego wszystkiego dokłada się jeszcze mentalność pewnego odsetka dr hab-ów i prof. dr hab-ów w tej, czy innej dziedzinie, którzy mają syndrom "narcyza". Skutki tego, są takie, że w sytuacji, gdy mają ocenić dorobek naukowy jakiegoś dr-a, starającego się o awans naukowy, czy o grant NCNu, często kończy się to dla niego niezbyt dobrze. No, ale kogo to obchodzi, prawda? Pana prof. Pyrcia raczej nie, bo "jest na świeczniku", syty i zadowolony.

    Pan Prof. Pyrć powiedział m.in.". Przyznam, że byłem zwolennikiem oceny punktowej, czyli uwzględniania wskaźnika Hirscha, tzn. liczby cytowań, bo faktycznie to jest rezultat uprawiania dobrej nauki. Jeżeli ktoś jest dobrym naukowcem, to będzie dobrze publikował, będzie miał dużo cytowań"

    BŁĄD, drogi Profesorze, BŁĄD w rozumowaniu. NIESTETY, bycie dobrym naukowcem i opublikowanie nawet WAŻNYCH i ORYGINALNYCH wyników, nawet w DOBRYCH czasopismach, jeszcze NIE GWARANTUJE cytowań. Ale tego właśnie wielu ze zbioru samodzielnych pracowników naukowych nie rozumie LUB (nie "albo") NIE CHCE zrozumieć.

    • ~WS 02.01.2026 18:27

      Racja. Jak widzę projekty humanistyczne w NCN na 1.5-2 miliony to mnie krew zalewa. Na co idą te pieniądze. Projekty w naukach ścisłych staram się ograniczyć poniżej 2 milionów ponieważ jest tak mało pieniędzy, że nie wpisuję wszystkiego co potrzebuję... dodatkowo projektów na zasadzie konkursu nie jest wcale tak dużo. NCN to mała część pieniędzy na naukę.

      Często widzę, że są przyznawane duże kwoty na nowoczesną aparaturę tylko pytanie czy ktoś sprawdza czy faktycznie jest ona wykorzystywana? Ponieważ publikacji często z jej udziałem nie widać...

      • ~MB 03.01.2026 13:55

        Niestety, ale w Polsce nie ma uwielbienia i estymy dla nauki, jest natomiast dla humanistyki.

      • ~fdvbdsvf 02.01.2026 21:31

        na uczelniach kasa jest, tylko jest zle wydawana, przepalana lub rozkradana przez samych swoich. poczytajcie sobie raporty NIK o niegospodarnosci, kasa idzie w setkach millionow i nikt z tego nie robi problemow.

        • ~Ireneusz 02.01.2026 22:35

          44 mld zł, czyli około 1% PKB, 20 GOSPODARKA W GALAKTYCE

  • ~sdf 02.01.2026 15:05

    Cytat: "Projekt powinien mieć wpisane ryzyko porażki w swoje DNA czy ekosystem. Projekt naukowy powinien być absolutnie nowy, powinien zakładać, że efekt będzie zupełnie gdzie indziej niż początek, że początkowe założenia oczywiście muszą być, ale to rzeczywistość badawcza powinna nas prowadzić".

    Tak, zgadzam się. Warto by było jeszcze zadbać, by eksperci i recenzenci NCN o tym wiedzieli. Bo obecnie, mam wrażenie, nie wiedzą.

  • ~svfdswfsc 02.01.2026 12:38

    ja mam do was inne pytanie. ktos mi wytlumaczy pewna rzecz. Czy nawet na uczelniach medycznych pracuja kiepskie osoby z tytulami naukowymi? znajoma wybrala sie do profesorki od chirurgi szczekowej omowic jej problem. zebrala million badan z prywatnych klinik, historie leczenia i nie potrafila jej nic praktycznego powiedziec. odsylala po adiunktach? w moim przypadku z niedoborem sluchu meryngoplastyke zrobil w polsce swiatowej slawy profesor. oczywiscie sluchu nie przywrocono w pelni, mieszkam zagranica. Zrobili contrast tego ucha, wyszlo ze to jest wada genetyczna w budowie kosteczek sluchowych ktora zooperowali. jak to jest mozliwe ze tacy ludzie nie ogarniaja podstawowych rzeczy?

    • ~Grześ 04.01.2026 17:23

      Chętnie prosto wytłumaczę. W Polsce posiadanie tytułu prof. czy też stopnia naukowego dr hab. nie oznacza, że się ma do czynienia z fachowcem (ekspertem) w danej dziedzinie. Polski naukowiec jest oceniany, awansowany i wynagradzany praktycznie wyłącznie na podstawie kryterium publikacyjnego, a nie na podstawie przydatności społecznej jego osoby i jego wyników badań.

    • ~komentator (poprzedni) 02.01.2026 16:34

      NAJPIERW należałoby zacząć SOLIDNIE kształcić między innymi przyszłych lekarzy w zakresie: chemii, fizyki, matematyki (ze szczególnym uwzględnieniem logiki formalnej). Napisałem "SOLIDNIE kształcić między innymi", gdyż to kształcenie zaczyna się JUŻ W SZKOLE podstawowej. Jeśli go nie ma, a jest w zamian OŚMIESZANIE fizyki, czy matematyki, wprowadzenie do programu studiów przedmiotów "chemia", "fizyka", czy "matematyka", niewiele da. Ale tego nie potrafiło zrozumieć m.in. trzech ministrów MEN - KAŻDE z nich miało CO NAJMNIEJ stopień doktora nauk chemicznych, technicznych lub matematycznych. Jak pokazała praktyka, W NICZYM im te stopnie, czy tytuły naukowe NIE POMOGŁY, jeśli chodzi o zrozumienie WAGI kształcenia w zakresie np. fizyki, oraz JAK to powinno być zorganizowane.
      W 2009 r. odbył się w Krakowie, XL Zjazd Fizyków Polskich, na którym, podczas Walnego Zebrania Delegatów, przegłosowano wysłanie do MEN, listu wyrażającego zaniepokojenie planami MEN co do nauczania fizyki w szkołach ponadgimnazjalnych. List taki został wysłany przez ówczesnego Prezesa PTF. Około miesiąc później (17.11.2009 r.), MEN przysłał odpowiedź, w której można było przeczytać m.in. ``Zatem, niezależnie od indywidualnych wyborów zajęć rozszerzonych każdy licealista będzie miał odpowiednią wiedzę i umiejętności zarówno z zakresu nauk humanistycznych, jak i matematyczno-przyrodniczych.`` List podpisała ``w/z MINISTRA SEKRETARZ STANU Krystyna Szumilas``.
      Mam zajęcia z dziedzin ścisłych, na jednej z uczelni ze studentami, od ładnych kilku lat, i widzę, jaką to ``odpowiednią wiedzę`` ma niemały odsetek tych studentów.
      Wyżej wspomniany list i odpowiedź z MEN, można przeczytać na stronie old ptf net pl/apelMEN09.pdf .
      Oczywiście, zarówno panie Kudrycka, Szumilas, czy ich następcy/następczynie na stanowisku szefa MEN, nie mieliby tutaj sobie nic do zarzucenia. Wszystko jest "w porządku"...

    • ~Proste i logiczne 02.01.2026 12:52

      Proste na uczelniach się gorzej płaci, niż w szpitalu wojewódzkim, czy nawet powiatowym. Jeśli rezydent zarabia na poziomie profesora lub lepiej, to trudno oczekiwać, by ktoś chciał zostawać na uczelni. Braki kadrowe z resztą już są, a im bardziej specjalizacja urynkowiona, tym braki kadrowe większe.

  • ~prof. dr hab. ZS. 02.01.2026 11:33

    Realizacja planu to nie nauka, zdaniem pana przewodniczącego.
    Proszę to wytłumaczyć naszej księgowej. Jeśli w kosztorysie projektu zaplanuję kupno dwóch ołówków to księgowa nie pozwoli na zakup dwóch kredek. jeśli nic nie zaplanuję to nie pozwoli mi nic kupić.

    • ~Alek Rachwald 06.01.2026 22:37

      Rozwiązaniem mogłaby być zmiana księgowej. Akurat niedawno prowadziłem projekt i nie natrafiłem na takie problemy.

    • ~Adaś 06.01.2026 01:25

      W punkt dokładnie tak jest. Finansowanie polskiej a tfu nauki to skandal lepiej tych grantów nie rozliczać i robić chałturę.

  • ~ kk 02.01.2026 11:23

    Ogólnie fajne.

    Uwaga do słów:
    "Kiedy widzę, że młody badacz pracuje za minimalną krajową, to mi się krew burzy. "

    1. Każdy od czegoś zaczyna.
    2. Płaca naukowca nie może być wysoka, bo będzie przyciągać tych, którzy chcą dużo zarabiać, a nie rozwijać nauki.
    3. Każdy ze sfery nauki winien oceniać czy jest w stanie opracować coś co przyniesie mu profit z wyniku jego pracy, a nie z zajmowanego stanowiska naukowca.

    • ~Alek Rachwald 02.01.2026 13:01

      Panie kolego, praca za minimalną krajową może przyciągnąć do nauki albo osoby, które wiedzą, że nie nadają się do roboty za więcej (selekcja negatywna) albo szalonych przyszłych naukowców, którzy będą uważać, że za miskę ryżu pchną świat do przodu. Pytanie jest następujące: ilu będzie tych drugich i kto uważa, że opłacalne jest ryzyko, że ich będzie zwyczajnie za mało? A także (jeśli ktoś uważa, że to się kalkuluje) czy to po ludzku, tak wykorzystywać ludzi i co będzie, kiedy zrozumieją, ze to jest wykorzystywanie? Bo ja myślę, że wtedy otrząsną pył z sandałów i wyniosą się do najlepszych ośrodków za granicę. Już to robią.

      • ~kk 02.01.2026 13:09

        W USA tak startują.

        • ~Alek Rachwald 02.01.2026 13:20

          I rzeczywiście za miskę ryżu pchają świat do przodu? Czy też jednak zauważalne są pewne różnice?

          • ~kk 02.01.2026 13:27

            Panie a tą miskę ryżu w Polsce zrzucają się ci, którzy pracują za pół miski ryżu, więc trochę pokory.

            • ~Pp 03.01.2026 16:02

              Mogli się uczyć i kształcić latami by dobić do miski ryżu. Nie wypowiadaj się o realiach, których nie znasz

            • ~Proste i logiczne 02.01.2026 14:03

              Proszę nie kłamać, tylko odnosić się realnie do faktów, a fakty są takie, że płaca asystenta po doktoracie, najniższa gwarantowana, ma być o około 200 zł brutto wyższa, niż najniższa krajowa. Stąd na dziś uczelnie i instytuty, nie są żadną konkurencją dla specjalistów, którzy są na rynku pracy poszukiwani. A przecież, oprócz uprawiania nauki, a może przede wszystkim uczelnie kształcą kadry. Jeśli nie jesteśmy w stanie zaproponować nawet połowy pensji oferowanej na rynku pracy dla stażystów, to niestety ale brakuje profesjonalnej kadry. Dalsza pauperyzacja kadry naukowo-akademickiej tylko będzie powodować zacofanie tego kraju i brak perspektyw rozwoju, tym bardziej, że demografia nie sprzyja. Stąd Polska, jeśli chce mieć dalej szanse rozwoju, to musi znaleźć środki dla specjalistów, którzy przede wszystkim będą w stanie przyswoić nowoczesne technologie, a także je usprawniać i wymyślać nowe. Jeśli stwierdzasz, że na to nie masz kasy, to nic innego nie pozostaje, jak wszystko zaorać i zrobić tu skansen, żebyś był zadowolony. Tyle, że i tu będzie problem, bo ze względów klimatycznych, to też słabo jeśli chodzi o rozwój turystyki.

              • ~kk 02.01.2026 15:19

                Nikt nie kłamie. Pieniądze na naukę pochodzą z budżetu, a to zrzutka wszystkich obywateli.

                A po co rozwijać polską naukę skoro jest niemiecka?

                Asystent to jeszcze nic nie wie, asystuje, więc uczy się dalej.

                • ~Proste i logiczne 02.01.2026 15:45

                  Wpływy z podatku PIT to ok. 40% budżetu, akademicy też płacą podatki i jako sfera budżetowa nie mają możliwości rozliczania się z pracodawcą pod stołem. Asystent mimo, że buduje swój warsztat naukowy, to spory zasób wiedzy już musi mieć, bo przy zatrudnieniu od niego się tego wymaga. Rezydent lekarz też się dopiero uczy, a jednak stawki ma profesorskie. Stażyści w firmach też dopiero się uczą, a stawki mają ponad dwa razy większe, niż asystent. Skoro tak jest, to nie ma co się dziwić, że zwłaszcza w STEM brakuje ludzi. Stąd proszę mi tu demagogii nie uprawiać.

                  • ~kk 02.01.2026 15:53

                    A Pan to ma wyższe wykształcenie ?

                    Każdy wie, że podatki płaca obywatele nie tylko w PIT.

                    Braki ma Pan podstawowe w wiedzy. Pan nigdy nie powinien dostać mgr.

            • ~Proste i logiczne 02.01.2026 13:44

              Jak nie chcesz płacić to nie zawracaj głowy, bo profesjonalizm kosztuje, zarówno poprzez wyposażenie laboratoriów, jak i koszty kadry, która sprzęt ma obsługiwać. A pokorni, to już byliśmy, aż za długo.

              • ~Alek Rachwald 02.01.2026 18:09

                Często zastanawiam się, jaką właściwie dyscyplinę nauki reprezentuje tamten kolega, który pełni tutaj rolę kogoś w rodzaju etatowego trolla-marudy. Jaka branża wytwarza w swoich adeptach aż takie poczucie zbędności?

                • ~Profesor PAN 03.01.2026 15:46

                  Wykształcenie podstawowe powininie chyba mieć.

            • ~Alek Rachwald 02.01.2026 13:33

              Bez przesady proszę, bo zaraz wyjdzie panu Polska w ruinie. Życie w naszym kraju nie jest aż taką tragedią, jak pan postuluje, zdarzają się przejaśnienia.

    • ~finita la commedia 02.01.2026 12:50

      1. Minimalna krajowa netto: 3600 zł. Wynajem kawalerki w Warszawie/Krakowie: 3000 zł. Pozostałe 600 zł to, jak rozumiem, ma być fundusz na rzecz "rozwijania nauki"? Każdy od czegoś zaczyna. No i od czego zaczyna młody polski naukowiec, od walki o przetrwanie?
      2. Stypendium doktoranckie: 3000 zł. Preludium dostaje ok. 10% aplikujących. Stypendium MNiSW i FNP jeszcze mniej. W rekordowo niskiej puli 17k doktorantów zaledwie 2% ma finansowanie z grantu własnego lub promotora. Pozostali od czego mają zaczynać, od łączenia etatów nienaukowych? To kiedy będą robić "wyniki"?
      3. Minimum socjalne 2025 r. na jedną osobę (bez wliczenia kosztów wynajmu): 1944 zł.

      Finita la commedia. Jesteś Pan odklejony. Prof. Pyrć wie, co mówi. FNP powinna dać szansę przynajmniej części z tej niedofinansowanej młodzieży, która nie załapała się na grant. Jak widać, dzisiejszy system nie poziomuje "jakości" młodych, tylko jest zwykłą loterią. Tracimy to, co w nauce jest najcenniejsze. Tracimy ludzi.

      • ~kk 02.01.2026 13:10

        W USA tak zaczynają.

        • ~KB 03.01.2026 17:51

          Minimalne wynagrodzenie doktoranta (a nie asystenta) to obecnie w okolicach $45.000+ rocznie.

          Minimalna stawka godzinowa (w zależności od stanu) to ~$10/h * 160h = $1600, czyli niecałe $20.000 rocznie.

          Chyba jednak w USA tak nie zaczynają..

          • ~kk 03.01.2026 18:51

            od kwot znacznie poniżej średniej
            podobnie jak prawnicy
            i nie mają tego ustawowo regulowane

        • ~oo 03.01.2026 09:00

          Widac nie byl Pan w USA przynajmniej od kilku lat :)

          Ogolnie to slaby trolling, prosze sie podszkolic na wykopie czy reddicie, moze przeczytac jakas ksiazke, bo polotu brak.

        • ~Ireneusz 02.01.2026 14:50

          No i co z tego, żyjemy w Polsce, pracujemy w ramach ustawy o szkolnictwie i nauce, rozporządzenia ministra, zarządzenia rektora. Bieda finansowa a oczekiwania galaktyczne

          • ~kk 02.01.2026 15:12

            Skoro wciąż jest system socjalistyczny.

            O jakiej biedzie jest mowa ?
            120 tys rocznie, to 30 tys dolarów rocznie.
            Niektórzy w dwóch miejscach mają 60 tys dolarów rocznie - w układach wysiłek pracowniczy się nie podwaja, a można rzecz jest ten sam.

            Tam czterdzieste któreś miejsce pod względem PKB na głowę na 160 państw.

            Skoro podrzucać nam będę imigrantów to znaczy nie jest źle.

    • ~Z 02.01.2026 12:36

      Naukowcy też mają dzieci, a dzieci kosztują. Naukowiec mający na utrzymaniu rodzinę wyjeżdża za granicę lub pracuje na kilku etatach z wiadomym skutkiem dla jakości prowadzonych badań.

      • ~kk 02.01.2026 12:48

        Czy mają dzieci czy nie mają, są niektórzy pazerni i już.

        Niektórzy obecnie mają wysokie zarobki, nie z jednego miejsca i chcą więcej, a zajmują się tylko formalnym wypełnieniem wymagań od pracodawcy.

        • ~komentator (poprzedni) 02.01.2026 16:20

          "[...]a zajmują się tylko formalnym wypełnieniem wymagań od pracodawcy. "

          Np. prowadzeniem zajęć z inżynierii oprogramowania lub sieci komputerowych, a naukowo mają się zajmować fizyką... ALBO też zajmują się SAMĄ inżynierią oprogramowania lub sieciami komputerowymi, ZAMIAST W OGÓLE pracować naukowo w fizyce, co pewnie by robili, gdyby im dano ku temu warunki.

        • ~AN 02.01.2026 14:01

          "zajmują się tylko formalnym wypełnieniem wymagań od pracodawcy." To chyba podstawa w kazdym zawodzie. Dlaczego akurat od naukowcow mamy oczekiwać, ze będą robić "ponad normę", skoro w zamian nie mają nic, ani płatnych nadgodzin, ani wsparcia swojego pracodawcy, ani pieniędzy na badania ani na życie. Rozumiem ze pomysl jest taki zeby malo płacić, aby Ci ludzie nie mieli nic lepszego do roboty, niz całymi dniami rozmyślać o swojej pracy, a jeszcze czasem kombinowac jak z domowego budżetu kupic coś drobnego, ale niezbędnego w pracy, czego pracodawca tez nie dostrzega. Jaka płaca, taka praca... w nauce tez.

          • ~kk 02.01.2026 14:40

            No właśnie, a te wymagania wciąż nie są za duże i poobijać się można.

            • ~Proste i logiczne 02.01.2026 15:13

              Nie ma sensu rozmawiać z panem/panią, gdyż widać kompletny brak wiedzy na temat naszej pracy, a tylko mity. Ja rozumiem, że mitologia jest obecnie w cenie, zwłaszcza dla demagogów i populistów, gdzie prostackie odpowiedzi są w cenie. i gdy publika je łyka.

              • ~rozbawiony 02.01.2026 17:18

                Nie przestaje mnie fascynować ten nakład pracy na karmienie znanego forumowego trola...

              • ~kk 02.01.2026 15:42

                Jeśli się Pan nie obija, to znaczy, że jest Pan za słaby na naukę i czas pomyśleć o zmianie pracy.

        • ~Proste i logiczne 02.01.2026 13:06

          Przepraszam, ale nawet lekarze stwierdzili, że obecnie nie są służbą zdrowia, a katecheci obecnie w Polsce nie pracują za darmo, tylko dostają pensję. Stąd proszę nie robić z pracy naukowca jakiejś misji, gdyż jest to praca, która wymaga bardzo wysokich kwalifikacji. Dlatego za swoją pracę mamy prawo do godnej płacy. A to, że to państwo i gospodarka nie potrafią wykorzystać naszego potencjału, to już nie nasza wina. My głośno nie będziemy strajkować, tylko albo sobie znajdziemy inną pracę, albo uczelnię potraktujemy jako płatnika ZUS.

          • ~kk 02.01.2026 13:14

            Ciekawe skąd środki finansowe są w budżecie.
            Od tych co robią za najniższe wynagrodzenie w Polsce, czyż nie i mają finansować tych, którzy chcą zarabiać więcej. Czy to nie jest wyzysk ?

            • ~Proste i logiczne 02.01.2026 13:25

              To kto ma w końcu pracować w tejże nauce i edukacji wyższej? Jeśli chcesz wymagać to płać. Poza tym, że wpływy do budżetu, to nie tylko z podatku PIT. Naukowcy to muszą być specjaliści wysokiej klasy i profesjonaliści. A to kosztuje.

        • ~Alek Rachwald 02.01.2026 13:02

          Wciąż mówimy o tych asystentach i doktorantach? Tych pazernych?

  • ~Se pacze 02.01.2026 11:11

    Proszę przestać szokować tytułami i wypowiedziami, bo wygląda to jak kolejny clickbait, a nie poważna wypowiedź. A może tu nawet nie chodzi o chorą naukę, a chore, niespełnione ambicje? Polska nauka, po prostu jest taka, jak wygląda jej finansowanie, jak i system, w którym działa. Po prostu zamawiający tworzy wymagania i płaci. Poziom wymagań, jak i sumy, które płaci wpływają na to co otrzymuje - jaka płaca, taka praca. Trudno oczekiwać od ludzi, by dawali coś z siebie więcej, gdy nie ma odpowiedniego wsparcia, ani zachęt finansowych.

    • ~Fizyk 08.01.2026 22:58

      W artykule jest podany nowy rodzaj naukowca ,,,wypalony zawodowo!"
      Kto go wypalił czyli zutylizowane przez kogo? Poprzez
      komucha czy antykomucha?!!!
      Czemu zniszczona nasza szkoła fizyczno-matematyczna?
      Jest multum informatyków i to b.dobrych!
      Niema ani jednego światowej klasy fizyka czy fizykochemika! A informatyków to tylko narzędziem, w skarbnicę instrumentu którym jest fizyka!
      Czy nie zbyt dużo prymitywnej scholastyki i brak fizyki w tym naszym skarbcu gdzie profffesssorowie jak martwy wypalone naukowcy!
      Kto potrafi nam zasłużonym fizykom w rewitalizacji fizyki?
      Czy może popis? Jaarek z doanaldem?

    • ~Alek Rachwald 02.01.2026 13:03

      Mniej więcej to właśnie zawarte jest w artykule.

      • ~Se pacze 02.01.2026 13:28

        Wg mnie mniej, niż więcej