Z inicjatywy dr Karoliny Zioło-Pużuk, sekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, rozpoczęto prace nad przemodelowaniem Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki. – Chcemy odejść od finansowania projektów typowo społecznych, jednak to nie znaczy, że całkowicie usuniemy nauki społeczne, a zwłaszcza problematykę społeczną. Jednak chcemy ją wpisać w kontekst humanistyczny – zapowiada prof. Mikołaj Sokołowski, przewodniczący Rady NPRH.
Narodowy Program Rozwoju Humanistyki wymaga pewnych zmian, a wynikają one z jego oceny przez środowisko, do którego jest skierowany. Nie będzie jednak żadnej rewolucji. Raczej powrót do przeszłości z zachowaniem tego, co dobre. Na pewno wciąż będziemy finansować te rodzaje działalności humanistycznej, które nie mają szans zdobyć pieniędzy w innych agencjach grantowych. Zechcemy natomiast odejść od finansowania projektów typowo społecznych, nieposiadających związku z humanistyką, z wymiarem humanistycznym. To nie znaczy, że całkowicie usuniemy nauki społeczne, a zwłaszcza problematykę społeczną. Jednak chcemy ją wpisać w kontekst humanistyczny.
Dwa lata temu zaproponowaliśmy trzy moduły: „Dziedzictwo plus”, „Nowe wyzwania” i „Sokrates”. W przypadku dwóch pierwszych ścieżek finansowania nauk humanistycznych i nauk społecznych nie chcieliśmy ich oddzielać. Myśleliśmy bardziej o tym, że pewne zadania można wykonywać w sposób bardziej tradycyjny, i do tych badaczy kierowaliśmy moduł „Dziedzictwo plus”. Inne zadania można było z kolei wykonywać z większym naciskiem na społeczne oddziaływania, konsekwencje, ale też na opisanie społecznych źródeł zjawisk humanistycznych – do tej grupy badaczy był kierowany moduł „Nowe wyzwania”. To się jednak trochę zatarło, a może nasz przekaz nie wybrzmiał dość klarownie i zwykło się interpretować to jako podział na nauki humanistyczne i społeczne, czemu też towarzyszył pewien lęk, aby na nauki humanistyczne wystarczyło środków finansowych.
Trzeci moduł miał w zasadzie charakter wydawniczy z bardzo małym komponentem badawczym. On miał przede wszystkim trafiać do tych, którzy chcieli realizować pomysły związane z trzecią misją akademii, to znaczy z nowocześnie rozumianą popularyzacją nauki. Ten moduł też nie do końca spełnił nasze oczekiwania, ponieważ otrzymaliśmy wiele projektów, które nie realizowały jego podstawowych założeń to znaczy nie miały wymiaru naukowo-popularyzatorskiego. Chodziło nam o propozycję, która trafia nie tylko do naukowców, ale do wszystkich zainteresowanych pewnymi zjawiskami humanistycznymi, społecznymi, potrzebujących dobrej, rzetelnej wiedzy, podanej w sposób bardziej czytelny dla powszechnego odbiorcy.
Otrzymaliśmy w tym module wiele wniosków z prośbą o sfinansowanie tłumaczeń czy propozycji sfinansowania publikacji doktoratu. To było nieporozumienie. Chcę wyraźnie powiedzieć, że jestem wielkim zwolennikiem publikowania najlepszych doktoratów. Natomiast to nie był moduł, który miał zapewnić finansowanie prac doktorskich. Oczekiwaliśmy przekrojowego ujęcia pewnego zjawiska, problemu, idei i wskazania rozmaitych możliwości opisu, badania, także gdyby miał to być problem społeczny. Oczekiwaliśmy propozycji, które mogły być szeroko dyskutowane wśród wszystkich odbiorców tej książki, a nie tylko naukowców.
Obecnie, w związku z pewnymi dezyderatami środowiska, będziemy przepracowywać tę koncepcję. Chcielibyśmy zostawić dwa fundamentalne moduły badawcze, to znaczy „Dziedzictwo” i „Nowe wyzwania”, ale równocześnie w tym drugim uwypuklić ważny dla nas wymiar humanistyczny opisu i badania zjawisk społecznych. Dlatego rozszerzamy jego nazwę o słowo „humanistyki”, zatem ma on nosić nazwę „Nowe wyzwania humanistyki”.
I proponujemy kolejne dwa moduły, które mają charakter nieco mniej badawczy, ale też nie mechanicznie wydawniczy. Moduł „Sokrates” zostanie, ale będzie miał podtytuł „Książkowa publikacja popularnonaukowa”. Natomiast przywrócimy na bardzo wyraźne żądanie autorów, lecz na trochę już innych zasadach, moduł gwarantujący finansowanie tłumaczenia współczesnych polskich prac naukowych na języki kongresowe. Będzie się nazywał tak, jak wcześniej, czyli „Uniwersalia”. Zmiana, którą wprowadzamy, polega na tym, że usuwamy wymóg publikowania przetłumaczonych prac w prestiżowych wydawnictwach zagranicznych. Robimy to dlatego, że w wielu projektach do publikacji nie doszło i powstawała sytuacja kłopotliwa dla wszystkich stron: dla autora, dla ministerstwa, a także dla Rady NPRH.
Co zatem z projektem, który został częściowo wykonany? W sumie był dość drogi i w tym zakresie, w jakim go wykonano, został sfinansowany, ale nie był dokończony, a co za tym idzie nie było efektu w postaci książki wydanej w prestiżowym wydawnictwie zagranicznym. Ten moduł w dotychczasowym kształcie okazał się w pewnym sensie pułapką dla autorów, ponieważ wielokrotnie zagraniczny wydawca z różnych przyczyn wycofywał się na pewnym etapie z realizacji projektu. Działo się tak choćby dlatego, że miał możliwość zapoznania się z całością pracy dopiero wtedy, gdy dostawał książkę już przetłumaczoną, w swoim macierzystym języku. Zastrzeżenia były nie tylko do tego, jak autorzy widzieli pewne zjawiska, ale także do jakości przekładów.
Żeby uniknąć takich sytuacji, zaproponujemy, by prace te były publikowane online. Obarczone jest to oczywiście dużą wadą, bowiem rezygnujemy ze wspierania obecności polskich tekstów w ofercie wydawnictw zagranicznych, a mamy świadomość, że publikowanie tam jest prestiżowe i ważne dla polskiej humanistyki, gwarantując jej obecność w obiegu międzynarodowym. Ale jednocześnie wiązało się to z bardzo dużym ryzykiem po stronie autorów i nie chcielibyśmy tego ryzyka autorom fundować. Mówiąc krótko: dotychczasowa formuła wiązała się z wieloma przykrymi sytuacjami i na takich zasadach dalej nie mogło to funkcjonować.
Chcę zaznaczyć, że także w modułach badawczych istnieje możliwość wnioskowania o środki na publikację książki, także za granicą, jednak wiąże się to ze wspomnianym ryzykiem i – moim zdaniem – powinno dotyczyć tylko niewielu, bardzo ważnych, mających szansę na rynku zagranicznym publikacji. Proponujemy więc taką architektonikę, w której obok dwóch dużych modułów badawczych są dwa mniejsze moduły w zasadzie wydawnicze. Podkreślam, że w „Sokratesie” będziemy kładli nacisk na finansowanie książek ujmujących pewne zagadnienia humanistyczne, które mogą być widziane transdziedzinowo czy transdyscyplinarnie. Jako rezultatu oczekujemy monografii, która byłaby ujęciem szerokiego problemu i proponowała skłaniające do myślenia rozwiązania, balansujące trochę na granicy czystej naukowości i pewnej naukowej fantazji.
W module „Nowe wyzwania humanistyki” chcielibyśmy ograniczyć repertuar kwestii, które miałyby być finansowane w jednym konkursie. Zaproponujemy następujące tematy: przemiany pracy i życia codziennego, zmiany geopolityczne, migracje, wojny, kryzys klimatyczny i ekologiczny. Chodzi o to, żeby we współpracy z przedstawicielami nauk społecznych ujmować humanistyczne wartości; nie tylko przedstawiać zagadnienia, ale proponować rozwiązania na przyszłość. Nie chodzi o to, żeby realizować projekty, które mogą być z powodzeniem finansowane przez Narodowe Centrum Nauki, ale o to, żeby pozostając na gruncie dużych projektów, w zasadzie badań podstawowych, prowadzić poszukiwania na przecięciu nauk humanistycznych i społecznych. W ten sposób wzmocnilibyśmy obecność humanistyki, która, według niektórych krytyków naszych pomysłów, nieco się zacierała.
Chcemy, aby kierownikiem projektu była osoba reprezentująca dyscyplinę naukową z dziedziny nauk humanistycznych lub legitymująca się znaczącym dorobkiem naukowym z tej dziedziny. Ale wśród wykonawców mile widziani są przedstawiciele wszelkich nauk, także wykraczających poza dziedzinę nauk humanistycznych, jeżeli są one potrzebne do zbadania pewnych zjawisk humanistycznych w określonym projekcie, a wnioskodawca potrafi tego przekonująco dowieść. Nie tworzymy programu finansującego projekty ze wszystkich możliwych dziedzin, lecz w zjawiskach społecznych badamy wymiar humanistyczny, a w zjawiskach czysto humanistycznych widzimy konteksty społeczne.
Oczywiście zostaje wymóg promowania młodych badaczy, bo nam na tym bardzo zależy, i proponujemy też nieco przeformułowaną zasadę dotyczącą równości płci, mianowicie w projekcie musi być przynajmniej 30% przedstawicieli jednej płci.
Planujemy zmiany dotyczące i poziomu finansowania, i czasu trwania projektu. Jest to związane ze złymi doświadczeniami, jeżeli chodzi o rozliczanie projektów, o akceptację wyników badań, które miały być wykonane. Wydaje mi się, że dotychczasowe zasady mogły do pewnego stopnia być pułapką. Projekty trwały długo, mogły być nawet pięcioletnie. Faktycznie trwały zwykle dłużej, niż było to zakładane we wniosku – w przypadkach skrajnych nawet dwu- albo trzykrotnie dłużej. Realizacja projektu przez 15 lat – to skrajny przypadek – wiąże się z rozmaitymi kwestiami finansowo-gospodarczymi, z dużą zmianą rynkową, z dewaluacją pieniądza i wynikającymi z tego kłopotami z wykonaniem określonych zadań, ale też z bardzo dużą przemianą życiową samych wykonawców. Mówiąc wprost: obserwujemy na tak długiej próbie czasu rozpad zespołów, które do realizacji zadań zostały powołane. Są także kwestie metodologiczne: pewne założenia przyjmowane kilkanaście lat wcześniej, na etapie rozliczania projektu często są w jakimś stopniu zdezaktualizowane. Chcielibyśmy podobnych sytuacji uniknąć.
Podobnie jak sytuacji, kiedy wykonawcy deklarują realizację zadań, które w zasadzie wykraczają poza ich siły i możliwości organizacyjne planowanego zespołu. Mieliśmy do czynienia z takimi przypadkami. I dlatego proponujemy niewielkie obniżenie nakładów w dwóch podstawowych modułach („Dziedzictwo” i „Nowe wyzwania humanistyki”) do półtora miliona złotych, przy jednoczesnym skróceniu projektu do 36 miesięcy. Zatem nieco mniej pieniędzy, ale na krótszy czas. Będziemy oczekiwać projektów mniejszych, bardziej racjonalnie przemyślanych, z efektem, który ma większe szanse na realizację. Nie chodzi o to, żeby wykonawcy deklarowali opublikowanie ogromnej ilości tomów, z czym później mają kłopoty, lecz by zaplanowali bardzo systematyczną pracę w krótszym czasie, co pozwoli także doprowadzić do sytuacji, kiedy zespoły powołane do realizacji zadania się utrzymają.
Obserwujemy zjawisko odchodzenia młodych ludzi z nauki. Na etapie pisania wniosku deklarują chęć przystąpienia do prac, do udziału w projekcie, do uczestnictwa w zespole badawczym. Po dwóch czy trzech latach, kiedy ten projekt się rozkręca, często odchodzą z nauki, a kierownicy tych projektów mają ogromne kłopoty, żeby płynnie zespół odnawiać i zapewnić ciągłość wykonywania zadań w sytuacji, gdy nowo wchodzący do projektu wykonawcy wymagają przeszkolenia. To wszystko powoduje też opóźnienia. Chcę być dobrze zrozumiany: nie chodzi o redukcję nakładów finansowych na badania, lecz o przemyślenie pewnych kwestii, proponowanie projektów nieco tańszych, krótszych, gwarantujących wykonanie mniejszego zadania, ale za to z większym sukcesem.
Mam świadomość, że w przypadku projektów ciągłych, takich jak na przykład tworzenie inwentarzy czy bibliografii, jest to pewnego rodzaju utrudnienie, ponieważ częściej będzie się trzeba starać o środki, ale jest to rozwiązanie bezpieczniejsze dla wykonawców. I oczywiście zachowujemy możliwość ubiegania się o środki na kontynuację zadań, które mają charakter ciągły w formule projektu kontynuowanego. Być może powstanie do tego dodatkowa procedura, ale wydaje się, że praca w krótszym horyzoncie czasowym będzie trochę spokojniejsza. Taka jest nasza intencja.
Jeżeli chodzi o nakłady w pozostałych modułach, to w „Sokratesie”, który jako jedyny będzie trwał maksymalnie 18 miesięcy, projekt może uzyskać finansowanie nie większe niż 40 tysięcy złotych. Jest to dofinansowanie książki popularnonaukowej, ale myślimy, że osoba pisząca książkę popularnonaukową, mająca do tego kwalifikacje, może potrzebować w ostatniej chwili wykonania jakiegoś drobnego uzupełniającego researchu. Jeżeli przyszli wykonawcy mieliby taki dezyderat, to jesteśmy się w stanie do tego odnieść. W przypadku modułu „Uniwersalia” planujemy, aby czas realizacji projektu zamykał się w 36 miesiącach, a koszt nie był wyższy niż 350 tysięcy złotych.
Myślimy o wprowadzeniu rozwiązania polegającego na wstępnym podziale środków na dany rok pomiędzy poszczególne moduły i podaniu tego do publicznej wiadomości. Wstępna propozycja zakłada, aby 60% środków było przeznaczone na moduł „Dziedzictwo”, 15% na „Nowe wyzwania humanistyki”, 15% na „Sokratesa” i 10% na „Uniwersalia”. Zdajemy sobie sprawę, że takie rozwiązanie ma swoje wady i zalety. Może się tak zdarzyć, że najwięcej dobrych projektów zostanie złożonych nie w module „Dziedzictwo”, na który zaplanowaliśmy większość pieniędzy, tylko np. w module „Nowe wyzwania humanistyki”, gdzie środków do rozdzielenia będzie mało. Wtedy rodzi się pytanie, czy powinniśmy z automatu finansować kiepskie projekty tylko dlatego, że założyliśmy większą pulę środków w danym module. Ta propozycja wymaga jeszcze przedyskutowania.
Zapowiedzi naszych decyzji wywołały zaniepokojenie, że będziemy się wycofywać z finansowania prac ciągłych, dość tradycyjnych, bardzo potrzebnych, porządkujących pewne sfery życia naukowego, dotyczących informacji naukowej itd. Zapewniam, że nadal będziemy je finansować, a założony przez nas hipotetycznie rozdział środków tylko potwierdza nasze intencje. Narodowy Program Rozwoju Humanistyki jest pewnego rodzaju hybrydą, dość eklektycznym intelektualnym pomysłem. Z jednej strony zakłada potrzebę dążenia do doskonałości naukowej, w związku z czym finansuje projekty najlepsze. Z drugiej – powstał do finansowania pewnego rodzaju projektów, które finansowane być muszą, takich jak np. bibliografie. One też powinny być robione według standardów światowych, powinny być modernizowane zgodnie z tendencjami, które powstają w nauce, choć jednocześnie trudno od projektu zakładającego uporządkowanie takiego czy innego archiwum oczekiwać takiej samej doskonałości naukowej, jak np. w projektach ERC. Krótko mówiąc, chodzi mi o to, żeby uczeni mieli świadomość, iż rozróżniamy kryteria oceny i doceniamy także te prace, które nie mieszczą się w formule doskonałości naukowej inspirowanej naukami ścisłymi, Uważamy, że one powinny też być finansowane właśnie ze środków NPRH.
I jeszcze jedna rzecz na koniec. Mamy różne opóźnienia, walczymy z brakiem rytmu działania NPRH, co dla członków Rady jest bardzo uciążliwe. Dążymy zatem do tego, żeby program złapał pewną rytmiczność, cykliczność. Żeby te cztery moduły były źródłem finansowania projektów co roku i żeby w takim cyklu organizować konkursy. W ostatnich latach nie było tu konsekwencji. Mamy zamiar to unormować. Wymaga to wykonania bardzo dużej pracy związanej z rozstrzygnięciem konkursu już ogłoszonego. Chcielibyśmy uniknąć sytuacji, kiedy procedowane są jednocześnie dwa czy trzy konkursy z różnych lat. To bardzo trudne organizacyjnie i dla członków Rady, i dla pracowników ministerstwa. Dlatego nowe konkursy byłyby ogłaszane przy jednoczesnym zamykaniu poprzednich.
W tym, który teraz procedujemy, zgłoszono prawie 550 projektów. Zakładał przerzucenie na członków Rady kolejnego zadania, jakim jest recenzja merytoryczna projektu. Przez preselekcję przeszło około 300 projektów. Proszę pamiętać, że to zadanie dla 16 członków Rady, a musimy je zakończyć tak sprawnie, żeby możliwie szybko ogłosić kolejny konkurs. Proponujemy przesunięcie: termin naboru wniosków miałby przypadać na okres 1 września – 31 października, czyli po wakacyjnych urlopach. Planujemy, żeby wszystkie konkursy były ogłaszane jednocześnie, raz do roku, i żeby wszyscy wiedzieli o tym z wyprzedzeniem i mogli się do tego przygotować. Jeśli będzie stały termin, będzie można przez rok spokojnie popracować nad projektem i mieć potem pewność, że konkurs zostanie ogłoszony i można się ubiegać o finansowanie.
Planujemy wprowadzić zmianę, żeby kolejny konkurs był ogłaszany odrębnym komunikatem. To nie jest tylko wymóg biurokratyczny, ale także możliwość wprowadzenia w międzyczasie pewnych korekt do programu, tak by – jeżeli pojawią się kolejne uwagi, potrzeby – dało się wprowadzić zmianę organizacji badań. Chcielibyśmy, aby te zmiany weszły w życie już od tego roku. Powinny zostać ogłoszone jeszcze przed wakacjami i z terminem naboru wniosków od 1 września.
Notował Piotr Kieraciński
Najlepiej finansujmy tylko siedzenie w archiwach, tłumaczenie prac i w kółko pisanie książek o tym samym. 60% na moduł "dziedzictwo", idealny pod leśne dziadki.
Dział HS jest równy w NCN, więc zarówno H jak i S zasługują na dodatkowy konkurs w stosunku do zawsze faworyzowanych NZ i ST. W HS humanistyka to HS1, 2, 3, a społeczne to HS4, 5, 6. Więc nie widzę jakiejś szczególnej dysproporcji, która powodowałaby, że projekty humanistyczne mają gorzej.
A co do tempa rozstrzygania — nawet szkoda się produkować. Jak słyszę o zgłoszeniach w stylu: pan profesor chce sobie sam napisać książkę i w zgłoszeniu pisze, że nie potrzebuje do niczego młodej kadry, to serio zastanawiam się, jakim cudem ci ludzie dostali doktoraty, skoro nie potrafią przeczytać warunków konkursu.
Nie ma nauk humanistycznych, są tylko nauki społeczne. Literaturoznawstwo to też nauka społeczna. Bo gdzie funkcjonuje nauka? W społeczeństwie. Jest efektem społecznej aktywności człowieka. Ale profesor tego nie rozumie, bo on humanista. Z wyznania wiary.
Dobre, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nie ma nauk społecznych, tylko humanistyczne. Zawsze były nauki humanistyczne i przyrodnicze. ;)
Nie ma też żadnych badań naukowych w zakresie prawa, ale nie jest to w żadnym przypadku przeszkodą w braniu pensji profesorom prawa za pracę naukową (za fikcję).
Może się przyda - po ludzku (chociaż przy pomocy AI):
NPRH – planowana struktura programu
1. Moduł „Dziedzictwo”
Cel
projekty humanistyczne o charakterze źródłowym, edytorskim, dokumentacyjnym, katalogowym, bibliograficznym;
kontynuacja finansowania prac długofalowych i infrastrukturalnych dla humanistyki.
Parametry
maksymalny budżet projektu: 1,5 mln zł
maksymalny czas realizacji: 36 miesięcy
Udział w budżecie NPRH
60% wszystkich środków programu
Typowe projekty
-edycje źródeł
-katalogi rękopisów
-bibliografie
-inwentarze
-opracowania dziedzictwa kulturowego
2. Moduł „Nowe wyzwania humanistyki”
Cel
Badanie współczesnych problemów społecznych z wyraźnej perspektywy humanistycznej.
Preferowane tematy
-przemiany pracy i życia codziennego,
-zmiany geopolityczne,
-migracje,
-wojny,
-kryzys klimatyczny,
-kryzys ekologiczny.
Założenia
kierownik projektu powinien reprezentować nauki humanistyczne lub posiadać znaczący dorobek humanistyczny;
możliwe zespoły interdyscyplinarne;
nacisk na humanistyczną interpretację zjawisk społecznych.
Parametry
maksymalny budżet projektu: 1,5 mln zł
maksymalny czas realizacji: 36 miesięcy
Udział w budżecie NPRH
15% wszystkich środków programu
3. Moduł „Sokrates – książkowa publikacja popularnonaukowa”
Cel
Tworzenie wysokiej jakości książek popularnonaukowych.
Oczekiwany rezultat
monografia popularnonaukowa skierowana do szerokiego odbiorcy;
synteza ważnego problemu humanistycznego;
publikacje przekraczające wąskie specjalizacje.
Parametry
maksymalny budżet projektu: 40 tys. zł
maksymalny czas realizacji: 18 miesięcy
Udział w budżecie NPRH
15% wszystkich środków programu
Czego nie finansuje
-publikacji doktoratów,
-prostych tłumaczeń,
-standardowych monografii naukowych.
4. Moduł „Uniwersalia”
Cel
Tłumaczenie współczesnych polskich prac naukowych na języki kongresowe.
Najważniejsza zmiana
Dotychczas wymagano publikacji w prestiżowym wydawnictwie zagranicznym.
Nowa propozycja:
-rezygnacja z tego obowiązku;
-możliwość publikacji online;
-ograniczenie ryzyka dla autorów.
Parametry
maksymalny budżet projektu: 350 tys. zł
maksymalny czas realizacji: 36 miesięcy
Udział w budżecie NPRH
10% wszystkich środków programu
Cudny strumień świadomości. Jakieś "środowisko", "pewne dezyderaty". O IBL chodzi? A może po prostu zapytać to środowisko o zdanie?
Ustanowiona przez ministra rada po wielomiesięcznych mękach rodzi nowe zasady konkursów NPRH: ani to spójne, ani dobrze napisane. Jednak zagłodzone środowisko rzuca się na mglistą obietnicę pieniędzy i jakichkolwiek standardów. Wnioski są zdumiewająco krótkie, zasady powoływania ekspertów niejasne. Konkursu jeszcze nie rozstrzygnięto, ale już przesuwa się termin ogłoszenia kolejnego i zmianę formuły.
Wy się tam dobrze czujecie w MNiSW? Bo że panu profesorowi humor dopisuje, to akurat widać.
Każdy rząd, który nie postawi na matematykę i technologie (obowiązkowa i tylko wyższy poziom) jest rządem antypolskim.
Patrz Chiny: stawiają na matematykę i technologie i są przed Polską.
Powiedzmy sobie, że tacy jak Zoll, Środa itd nie są żadnymi wzorcami naukowymi, a wręcz przeciwnie.
Może to nie jest dokładnie na temat artykułu powyżej, ale tak się zastanowiłem, bo istnieją obecnie te konsorcja uniwersytetów europejskich, które jak rozumiem mają zacieśnić współpracę międzynarodową. Jest ich ileś, chyba kilka lub kilkanaście, na przykład Uniwersytet Warszawski jest w konsorcjum z 7 innymi uczelniami (4EU+ alliance).
Załóżmy, że one wszystkie stwierdziły, że chcą zidentyfikować obszary potencjalnej współpracy i w związku z tym będą mieli takie 2-3 dniowe wzajemne wizyty na tych uczelniach, w czasie których wydziały będą prezentować zasięg ich badan naukowych, by być może później skupić się na kilkunastu projektach, które dobrze wróżą potencjalnej współpracy.
Czy wydziały humanistyczne na uczelniach polskich byłyby w stanie przedstawić po angielsku dobre podsumowanie swoich badań w czasie prezentacji dla gości z innych uczelni? Mam na myśli parę dni intensywnych rozmów na temat współpracy w obszarze humanistyki, oczywiście wszystko po angielsku, z dobrą reprezentacją ze wszystkich wydziałów humanistycznych danej uczelni. Czy to miałoby szansę zadziałać?
Hmmm.
Zdecydowanie nie. Bo zdecydowana większość nie zna j. angielskiego nawet na poziomie 'let's me speak from my hard Polnish.' I - niestety - dotyczy to nie tylko generacji belwederskich profesorów aka dziadków z lasu, ale i młodzieży.
A nawet gdyby doszło do jakiegoś cudu i wszyscy uczeni humaniści opanowali język Shakespear'u na poziomie wymaganym od własnych studentów, to było by nawet gorzej. Tak to wygląda z mojego doświadczenia (mam takie).
Chociaż w tym przypadku wystarczy jedynie wyobrazić sytuację, że powyższy wywiad został przetłumaczony na j. angielski. Fajnie - nie? Ściana tekstu, wykorzystująca wszystkie zasoby języka Jego Mości. Na pewnie to wygląda pięknie dla polskiego humanisty,. Ale dla obcokrajowca to wygląda żałośnie. Całość tekstu można streścić do jednego zdania. I to bez straty nawet najmniejszego niuansu wypowiedzi. 'Zatem po co produkować wypowiedź na setki stron?' - zada się pytaniem prof. Smith czy prof Schnitzellber. A za tym pójdą kolejne pytania, które raczej nie spodobają się polskim humanistom.
@Wowa
No więc jeśli rzeczywiście tak jest, nawet nie na wszystkich, ale choćby na niektórych uczelniach, to znaczy, że jest naprawdę duży problem.
Jest spory problem, moim zdaniem nie z samą znajomością angielskiego, tylko z prowadzeniem badań w tym języku, bo po prostu nie ma takiej tradycji, a spora część środowisk traktuje obieg krajowy jako docelowy. To się przyjmuje jako pewną oczywistość, która nie wymaga wyjaśniania, a kiedy ktoś spyta to padają hasła, że źródła są po polsku (!) albo że odbiorcy są polscy ("nikogo poza Polską to nie interesuje"), albo że state-of-the-art jest w Polsce. Ten ostatni argument jest ciekawy bo akurat często może mieć ziarno prawdy co do zasobów wiedzy, ale pojawia się pytanie, co z metodami i w takich wypadkach często mam wrażenie, że chodzi o działalność intelektualną, która nie ma za bardzo metody, tylko ktoś po prostu pisze swoje rozważania :).
Z drugiej strony oznacza to ogromny potencjał, gdyby udało się tę tradycję przełamać i ludzie robiący często naprawdę fajne badania zaczęli myśleć o obiegu światowym, zarówno publikacyjnie jak i grantowo-projektowo.
Na koniec, z tego co wiem mamy obecnie w Polsce dwa granty ERC Synergy, z czego jednym z nich kieruje historyk, czyli było nie było humanista. Czyli da się.
@Sławomir Wacewicz
Pan zapewne dobrze wie, jak to wygląda w różnych ośrodkach naukowych w Polsce.
Ale proszę wrócić na moment do tego pomysłu zorganizowania takiego spotkania z uczestnikami zebranymi spośród międzynarodowego środowiska humanistycznego. Jeśli zorganizowanie takiego spotkania napotkałoby problemy takie, o jakich mówi @Wowa, to moim zdaniem byłoby do dosyć dramatyczne.
Przecież wymiana myśli i pomysłów z innymi naukowcami na poziomie międzynarodowym to absolutna podstawa tego, jak działa nauka. Jeśli naukowcy w Polsce (czy też w dowolnym innym kraju) nie są w stanie wziąć udziału w takim przedsięwzięciu, to znaczy ze jest naprawdę bardzo źle.
Tak, ja pisałem z myślą o tym pytaniu, i w tym kontekście chodziło mi o to, że sam angielski nie jest głównym problemem, tylko jest zamknięcie w lokalnym obiegu i brak chęci czy nawet wizji wyjścia ze strefy komfortu. Sam byłbym ciekaw, co by było, gdyby faktycznie zorganizować takie spotkania i po prostu kazać porobić współprace :). Oczywiście to tak nie działa w praktyce, ale moim zdaniem gdyby na takie coś przeznaczyć środki NPRH, to byłyby one dużo lepiej spożytkowane niż na monografie, których nikt nie chce wydać, albo na projekty, który się 'przeciągnąły' 15 lat...
@Sławomir Wacewicz
No więc jak ja słyszę o jakich konsorcjach różnych uczelni, to pierwsza rzecz, która mi przychodzi do głowy, to wymiana myśli i pomysłów. Współpraca. Jeśli nie, to co miałoby być celem powstawania takich konsorcjów?
Tylko jeśli współpraca, to nie jednego czy dwóch wydziałów, a raczej całych uczelni na wielu poziomach. No przynajmniej ja tak to widzę. No a współpraca, to przecież przede wszystkim robienie rzeczy razem. Wspólne spotkania i wspólna praca. Komunikacja.
Oczywiście, tego nie da się nakazać i narzucić. Jak sam Pan zauważył, to tak nie działa w praktyce. Ale czy wymiana myśli to nie powinno być to, co naukowcy robić tak naprawdę muszą, aby iść do przodu?
Dzięki za konwersację.
@~Marcin Przewloka
Skoro nikt nie ma odwagi na zreformowanie systemu, to nie ma czemu się dziwić.
Czy rezygnacja z finansowania projektów społecznych nie oznacza po prostu rezygnacji z finansowania w ogóle? Pytam, bo obecnemu kierownictwu ministerstwa raczej należy nie wierzyć, że chcą dobrze. Chyba, że sobie.
"Zmiana, którą wprowadzamy, polega na tym, że usuwamy wymóg publikowania przetłumaczonych prac w prestiżowych wydawnictwach zagranicznych. Robimy to dlatego, że w wielu projektach do publikacji nie doszło i powstawała sytuacja kłopotliwa dla wszystkich stron: dla autora, dla ministerstwa, a także dla Rady NPRH."
"Faktycznie trwały zwykle dłużej, niż było to zakładane we wniosku – w przypadkach skrajnych nawet dwu- albo trzykrotnie dłużej. Realizacja projektu przez 15 lat – to skrajny przypadek"
Potem się dziwimy, że na humanistykę inne nauki spoglądają jak na upośledzonego kuzyna...
Ale żeby chociaż społeczne nie patrzyły, to je odetniemy... Jaki jest cel tłumaczenia tekstu, którego nikt nie chce wydać? Mielenie literkami dla samego mielenia?
Przecież to skandal - najpierw przez rok wymyslali cuda typu "Dziedzictwo Plus" zamiast "Dziedzictwo narodowe", a teraz doszli do wniosku, że "cuś nie pyklo", i trzeba opracowac zasady na nowo....
Przeciez przewodniczacy Rady powinien honorowo podac sie do dymisji po takiej wtopie...
Prawda jest taka, że od dwoch lat nie ogłoszono konkursu [poza tym malym Sokratesem - paradna zreszta nazwa...], a jedynie rozstrzygnięto z duzym opoznieniem konkurs Dziedzictwo, oglosozny za Czarnka.
Czy ten wywiad ma tylko wkurzyć? Rok reformowaliście, ogłosiliście konkurs w maju 2025, z naborem do lipca. Przez ponad rok od ogłoszenia dowiedzieliśmy się, że projekty spełniają kryteria formalne.
Nazwanie tego żarte to nic i co recenzje będą miały dwa zdania, że ogólnie spoko, ale nie? Ile członkowie Rady wyciągnęli kasy za radzenie?
"Mamy różne opóźnienia" - heh, zaraz minie rok od ogłoszenia Nowych wyzwań.
NCN przy 24 czlonkach rady i ograniczonych zadobach kadrowych potrafi rozstrzygnąc dużo wieksze konkursy w pół rouku. Duzo bardziej zasobne MNiSW sobie nie radzi...
Naprawdę, przeniescie pieniadze z NPRH do NCN i wszyscy na tym lepiej wyjdziemy.
Polska humanistyka jest jak ten artykuł - dłużyny o niczym, z wielokrotnie powtarzanymi zdaniami. o tej samej treści tylko innej konstrukcji stylistycznej.
Cóż... chyba się w pełni zgadzamy, no może bym dodał, że nie cała polska humanistyka jest taka, ale tak z przynajmniej 60 % - 70 % jej na pewno.
Polskie społeczeństwo, jest od dekad PRZYZWYCZAJONE do "myślenia", że szczytem intelektualnych możliwości, którym można się zadowolić, jest napisanie dywagacji o filozofii kultury, o korespondencji poety X z poetą Y., czy o prawie, o dyplomacie sprzed 150 lat itp. itp. NIE rozumie więc, wagi i znaczenia badań w chemii, fizyce, matematyce, naukach technicznych itd. itd. itd.
No to, w połączeniu z "pospolitym ruszeniem" armii studentów, które to "pospolite ruszenie" jest opinią publiczną w przekroju (parafrazując tytułowego bohatera filmu "Obywatel Kane" w reżyserii Orsona Wellesa), "przygotowane" do studiowania "dzięki" tzw. systemowi edukacji, i z zasadą, że człowiek jest wart dla uczelni (chyba najczęściej, choć nie zawsze) tyle, ile może zajęć dydaktycznych przeprowadzić, mamy to, co mamy.
Niestety, dla mnie osobiście niekorzystne zmiany. Czemu? Bo zajmuję się działką na pograniczu humanistyki i nauk spoķ. która tradycyjnie umocowana jest na wydziałach prawa. Więc nie będę mógł aplikować. Znowu bariery podkopują interdyscyplinarność
Kim jest ten pan — szef NPRH? Ile sam opublikował po angielsku ? i jaki ma indeks cytowań - zero ! Publikuje niemal wyłącznie po polsku i nie jest kompletnie rozpoznawalny za granicą, ale może o to chodzi.....
Oczywiście Instytut PAN, którego jegomość jest dyrektorem, zapewne nie będzie mógł dostać grantu, zapewne nie będzie traktowany priorytetowo...