Zwiększenie poziomu innowacyjności badań w Polsce, szczególnie rozwojowych, musi w znacznie większym niż dotychczas stopniu wiązać się z projektami wysokiego ryzyka. Ich realizacja nie może być obarczona groźbą zwrotu środków w przypadku nieosiągnięcia zamierzonych celów, takich jak komercjalizacja czy odpowiednio wysoki poziom TRL – piszą w apelu do władz szefowie kluczowych instytucji finansujących badania i innowacje.
W lutym w Krakowie doszło do pierwszej wspólnej debaty kierownictwa najważniejszych instytucji finansujących naukę, badania i innowacje w Polsce. Uczestniczyli w niej liderzy Narodowego Centrum Nauki, Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej, Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości oraz PFR Ventures.
Efektem tej dyskusji jest jedenaście rekomendacji, które przekazano właśnie Prezydentowi RP, Premierowi oraz Marszałkom Sejmu i Senatu. Ich autorzy podkreślają, że ewaluacja jednostek naukowych powinna wzmacniać realną jakość naukową oraz wpływ na społeczeństwo i gospodarkę, a nie opierać się na liczbie patentów, publikacji czy cytowań. Co więcej, powinna być prowadzona przez osoby niebędące częścią systemu, a więc ekspertów zagranicznych.
Sternicy wymienionych powyżej instytucji wskazują, że trzeba wspierać talenty i promować brain circulation zamiast brain drain oraz zachęcać najlepszych, aby prowadzili swoje badania i rozwijali firmy w Polsce. Akcentują też konieczność zwiększenia udziału kobiet – także w rolach zarządczych, liderskich i strategicznych.
Powstawanie innowacji technologicznych jest efektem funkcjonalnego ekosystemu, w którym wysokiej jakości badania mają szansę na rozwój w kierunku badań aplikacyjnych, komercjalizacji i skalowania. Konieczne jest stworzenie logicznego i pełnego łańcucha finansowania – czytamy w stanowisku.
W pakiecie rekomendacji znalazł się również postulat stabilnego i systematycznego zwiększania nakładów na badania i rozwój. Zdaniem uczestników krakowskiej debaty, to kluczowa sprawa, ponieważ zapewnia środki na długofalowe projekty, rozwój zespołów i infrastrukturę, bez których nie powstają przełomowe odkrycia. Pozwala też przekładać wyniki badań na innowacje i realne korzyści dla gospodarki oraz społeczeństwa.
Ponadto zwrócono uwagę, że finansowanie projakościowe musi obejmować wszystkie elementy ekosystemu. W tym kontekście badania podstawowe nie mogą być rozpatrywane w oderwaniu od kolejnych etapów – to bowiem nieodzowna część komercjalizacji. Szefowie agencji i organizacji finansujących naukę nie mają też wątpliwości, że powinno nastąpić otwarcie na projekty high-risk, high-gain.
Zwiększenie poziomu innowacyjności badań w Polsce, szczególnie rozwojowych, musi w znacznie większym niż dotychczas stopniu stawiać na projekty wysokiego ryzyka. Ich realizacja nie może wiązać się z groźbą zwrotu środków w przypadku nieosiągnięcia zamierzonych celów, takich jak komercjalizacja czy odpowiednio wysoki poziom TRL (ang. Technology Readiness Level, czyli poziom gotowości technologicznej – dop. MK) – napisali.
Apelują też o mniej biurokracji i więcej elastyczności. Ich zdaniem, nadmierna kontrola każdego elementu usztywnia proces tworzenia, tymczasem – uważają – przerost administracji odbiera systemowi niezbędną elastyczność i promuje wypełnianie wytycznych zamiast generowania technologii oraz mierzalnych rezultatów.
W wypracowaniu rekomendacji udział wzięli:
Mariusz Karwowski
Myślę, że to bardzo dobry apel i popieram go. Jak zwykle chmara nieudaczników krytykuje. Przynajmniej śmiesznie jest. Ludzi straszny żal dupe ściska. Najlepiej jakby im dać wszystko za darmo. Chociaż wtedy by pewnie też narzekali, że za późno, albo za mało. Tragedia. Pokolenie przegranych. Co ciekawe zawsze krytykuje najwięcej Ci, którzy czegoś nie dostali, albo nie udało im się: Ludzie! Ogarnijcie się. Weźcie się za robotę, bo nic nikogo nie obchodzi Wasz ten skowyt. Za mało ci czegoś? To ogarnij się i zarób! A nie siedzisz i czekasz jak ktoś za ciebie załatwi.
Panowie sygnatariusze domagają się różnorodności i udziału kobiet.
Może niech połowa z nich zrezygnuje ze stanowisk?
Dziękuję, więcej pytań do nich nie mam. Szkoda że nie widzą że asystenci zarabiają najniższą krajową.
Zazdrość to grzech drogi Panie. Stoperan leży na lodówce.
Rozumiem, że według ciebie to jest rozsądne. Że połowa powinna zrezygnować ze stanowisk. Genialne. Powinieneś zostać szefem jednej z agencji. Wróć. Nie jesteś kobietą więc nie możesz według twojego rozumowania.
Ależ oni nie widzą WIELU RZECZY. Przede wszystkim tego, że masa publicznych pieniędzy idzie na etaty akademickie dla amatorów pisaniny O-SIAMTYM-I-OWAMTYM, a jednocześnie wielu ludzi w Polsce MARNUJE swoje możliwości intelektualne. Sam znam 5 takich osób, których GŁUPOTA niegdysiejszych promotorów ich prac doktorskich, a także BEZNADZIEJNOŚĆ systemu nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce, wpędziły w ich obecną BEZSENSOWNĄ sytuację.
Ci sygnatariusze, to w większości takie "tłuste koty", zadowolone ze swoich pozycji. Chyba nie należy oczekiwać, że będzie ich obchodził jakiś gość po doktoracie, który intelektualnie "GNIJE"...
Słusznie prawią, jestem za.
Mama trzy pytania:
1. Co dokładnie ma być przedmiotem finansowania i późniejszej komercjalizacji?
Czy mówimy o sprzedaży:
pomysłu,
technologii,
czy gotowego produktu, kto ma być odbiorcą na poszczególnych etapach?
Bez jasnego określenia modelu transferu technologii trudno budować spójny system wsparcia.
2. Jakie kompetencje technologiczne mają osoby oceniające projekty?
W obszarze IT i deep‑techu kluczowe jest, aby zespoły eksperckie posiadały aktualną wiedzę i doświadczenie praktyczne. Ocena innowacyjności nie może opierać się wyłącznie na dorobku akademickim, jeśli nie jest on powiązany z realnym zrozumieniem współczesnych technologii i procesów wytwarzania (trudno nazwać kompetencjami w większości dominujących w naukach technicznych emerytów, którzy przez całe życie nauczyli się jednego pokrętnego wyprowadzenia wzoru, który jest miarą ich wielkości i kresem osiągnięć).
3. Kto będzie realizował projekty wysokiego ryzyka?
Aby uniknąć sytuacji, w której środki trafiają jedynie do „znajomych królika”, potrzebne są:
transparentne kryteria wyboru wykonawców,
otwarte konkursy,
oraz mechanizmy weryfikacji kompetencji zespołów projektowych.
Tylko wtedy zwiększona tolerancja na ryzyko przełoży się na rzeczywisty rozwój innowacji, a nie na myślenie życzeniowe i reprodukcję klonów królika.
W Polsce trzeci sektorem jest kościół katolicki - 31 mld rocznie
https://www.youtube.com/watch?v=4WwFnoSfdEg
dlatego nie ma nic kasy, ani na nauczycieli ani na lekarzy ani na szkoly
@ csvdc,
Sponsorujemy co najmniej dwa kraje, jak nie więcej. Stąd faktycznie nie ma pieniędzy na edukację, szkolnictwo wyższe, naukę, służbę zdrowia itd. Rodzi się pytanie. Dokąd zmierzamy? III RP można porównać do krasuli, którą doją mądrzejsze i cwańsze narody.
"ani na lekarzy"?????
Budżet NFZ-u za rok ubiegły wyniósł 217 mld zł. I tak nie wystarczyło ze względu na podwyżki.
Chyba miał rację Lech Keller-Krawczyk publikując tekst "Propozycja reformy polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego" (można łatwo wyszukać). Ja bym nie szedł aż tak radykalnie, ale wystarczyłoby wszystkich przenieść na etaty dydaktyczne (oszczędności na nadgodzinach, a jeśli nie ma nadgodzin to zwalniamy taką "osobę nauczycielską", ponadto oszczędności na tzw. działalności statutowej która jest kuriozum) i zażyczyć sobie wyłącznie wyrabiania tych 360h dydaktyki rocznie. Jeśli ktoś chce robić naukę - proszę bardzo, stara się o grant. Dostanie? Przeskakuje wtedy na czas realizacji na pozycję czystego badacza, bez dydaktyki, z pensją finansowaną z tego grantu. Nie dostanie? Uczy, bierze za to pieniądze. Nowych zatrudniać tylko wtedy, kiedy są godziny. W skali kraju oszczędności miliardowe.
Owszem, oraz całkowity upadek resztek polskiej nauki i gruntowne zabetonowanie już i tak nadmiernego problemu seryjnych wykonawców grantów. Jak ktoś, kto nie uprawia nauki (nie ma na to żadnych środków), ma przedstawiać jakkolwiek sensowne propozycje badań? Jak ma wyglądać finansowanie dużej aparatury badawczej? Radykalne i proste propozycje mają oczywisty populistyczny urok, ale zazwyczaj są całkowicie pozbawione sensu.
Warto przeczytać ten tekst, pokazujący jak zarządcy uniwersytetów przygotowani są do zarzadzania nimi, jakie piękne strategie potrafią przygotowywać: https://www.facebook.com/content/insights/?content_id=UzpfSTEwMDA0MDM5OTUzNjEzOToxNjg2ODM0MzAyNjczMjA1OjE2ODY4MzQzMDI2NzMyMDU%3D&entry_point=CometFeedStoryProfilePlusViewInsightsButton
Proponuję rozwijać w artykułach niezrozumiałe dla przeciętnego czytelnika skróty typu TRL. Nie wyjaśniono też korzyści ze zwiększenia udziału kobiet w rolach zarządczych, liderskich i strategicznych.
1. TRL - poziom gotowości technologicznej (ang. Technology Readiness Level),
2. Kiedyś na spotkaniu konsorcjalnym zespołu badawczego postawił podobne pytanie. Dlaczego potrzebna jest różnorodność w zespole, a nie stawiamy na najlepszych niezależnie od płci? Psycholożka z dużym doświadczeniem wyjaśniła mu, że pozwala to spojrzeć na sprawy z różnych punktów widzenia, a każdy jest cenny.
Polska nauka nie powinna dostać ani grosza dopóki nie zreformuje się sama. Inaczej będą to pieniądze wrzucone w błoto, a Rektorzy potrafią "przepalić" olbrzymie środki (patrz dodatki zadaniowe dla administracji, idiotyczne inwestycje w głupkowate spotkania, budowanie miejsc odpoczynku dla studentów, spotkania integracyjne, pseudo konferencje itd.), na wszystko tylko nie na naukę. Jeżeli zwiększymy wynagrodzenia w żaden sposób nie podniesie to poziomu nauki. Ktoś kto nie pracował za 6 tys. nie będzie pracował i za 20 tys. Uczelnie trzeba oczyścić z miernot i przeciętniaków, wtedy dopiero przy odpowiednich procedurach zatrudnia można zacząć zatrudniać nowych, młodych i zdolnych. Dosypanie nawet 3% PKB w żaden sposób nie poprawi poziomu nauki a na pewno nie wprost proporcjonalnie. Wystarczy popatrzeć na IDUB, pieniądze wyrzucone w błoto. Czy poziom tych uczelni w rankingach się zmienił oczywiście że nie. Bo władze nie mają pomysłu jak wykorzystać te środki. Najbardziej patologiczny przykład (może jeden z najbardziej patologicznych), płacanie pracownikom ekstra kasę za publikowanie lub co gorsze opłacanie open access w drapieżnych czasopismach. Ci ludzie (władze uczelni) są nieudolni i słabi, więc jak od takich ludzi można oczekiwać rozsądnych i przyszłościowych działań.
Cyt."Polska nauka nie powinna dostać ani grosza dopóki nie zreformuje się sama. "
Wnioskując po tych wszystkich "reformach" i dyskusjach, to powiem tak: w przypadku polskiej nauki szansę na jej zreformowanie się "samej", to widzę szansę WYŁĄCZNIE w twierdzeniu Poincarego o powrotach. ;=)
Mianowicie, gdy mamy naczynie podzielone na dwie części, i w jednej z nich jest gaz, a w drugiej nie, to po usunięciu przegrody, gaz rozprzestrzeni się po całym naczyniu. Jak wiedzą to zajmujący się fizyką i matematyką stosowaną tw. Poincarego o powrotach mówi, że po DOSTATECZNIE DŁUGIM (ALE SKOŃCZONYM) czasie, cząsteczki gazu powrócą wszystkie do jednej z tych części tego naczynia... Tak więc jest szansa dla polskiej nauki... ;=) ;=)
PS. Przepraszam, ale chyba już tylko ironia i sarkazm pozostały.
Jeśli zaczęli płacić ludziom za publikowanie i za open access, to poziom w rankingach na pewno wzrósł, tylko patologią jest, że poziom w tych rankingach właśnie zależy od takich rzeczy.
Co mi pan zarzuca i w jaki sposób mam się reformować?
@ xxx,
Surowa ocena. Daj szansę rektorom. Program IDUB obowiązuje od 2019 r. Wiem, że zakładano awans krajowych uczelni wyższych w międzynarodowych rankingach akademickich, ale to nie jest takie proste. Ważne, że biegniemy w tym globalnym maratonie. Może za 10-12 lat przesuniemy się do przodu? Bądźmy optymistami.
@Maciek
Tak, to zrozumiale, że miejsca w rankingach nie poprawia się znacząco z dnia na dzień. Problem w tym, że bardzo trudno doszukać się jakichkolwiek statystyk, które mówią o tym, że jakaś poprawa w ogóle jest. Tak, "biegniemy w globalnym maratonie", ale gdzie w nim jesteśmy? Przyszły takie czasy, że samo uczestnictwo w tym maratonie wystarcza. Innymi słowy, nie widać światełka w tunelu.
Dzisiaj ogłoszono wyniki konkursu na programy doktorskie w ramach Marie Skłodowska-Curie Actions. Proszę sprawdzić, gdzie jest Polska na liście krajów koordynujących.
https://marie-sklodowska-curie-actions.ec.europa.eu/whats-new/news/msca-awards-eu61718-million-for-doctoral-programmes
Panie Marcinie,
W rankingu SIR, który jest dla mnie najciekawszy UJ utrzymuje pozycję w przedziale 300-400. Nie obsuwa się w dół. Jednak najważniejsze jest to, że ładnie publikuje i rozwija Małopolskie Centrum Biotechnologii, a któremu przyglądam się z uwagą. UW trochę traci, ale z drugiej strony zdobywa granty ERC i ma Centrum Nowych Technologii. Niemniej krajowe uczelnie wyższe są dziś w środku globalnego maratonu UW i UJ w przedziale 400-500, a pozostałe trochę gorzej. To zależy, który ranking bierzemy pod uwagę. Dziękuję za info o programach doktorskich MSCA.
@Maciek
Można by tutaj teraz dyskutować o szczegółach Pańskiego komentarza, bo poruszył Pan ciekawe wątki, ale może zapytam tylko o jedno: skoro jakaś uczelnia "utrzymuje pozycję w przedziale 300-400", to gdzie tutaj jest progres?
Panie Marcinie,
W przypadku UJ progres ma miejsce. UJ wyprzedził np. Uniwersytet Lipski/Saksonia czy Uniwersytet im. Łomonosowa w Moskwie, to w regionie państw Europy Środkowo-Wschodniej. Również w stosunku do niektórych uczelni wyższych na Zachodzie UJ wypada lepiej np. względem Uniwersytetu Ruhry w Bochum czy Uniwersytetu im. Aldo Moro w Bari.
@Maciek
Panie Maćku, progres to jest wtedy, kiedy z miejsca 400 uniwersytet przemaszerowuje na miejsce 350. Albo chociaż z 350 na 348. To, że jakaś uczelnia jest w rankingu na lepszym miejscu, niż inna, to nic nie znaczy, ponieważ to ta inna mogła zwyczajnie spaść na liście. Tak więc jak zobaczymy systematyczne pięcie się w górę na pozycje coraz bliższe #1, dopiero wtedy będziemy mogli mówić o poprawie. Nie wcześniej.
Proszę mi wierzyć, ja naprawdę bardzo bym chciał widzieć ten progres na własne oczy. Ale patrzę, patrzę i go nie widzę. Może źle patrzę? Jeśli ktoś mógłby mi go pokazać wskazując na właściwe statystyki czy inne zestawienia liczbowe, to byłbym wdzięczny.
Panie Marcinie,
W ujęciu globalnym, nie doszło do zasadniczych zmian. Tutaj ma pan rację, ale i ja powyżej nie twierdzę inaczej. Natomiast, to że UJ wyprzedził szereg dobrych, niezłych uniwersytetów w Europie, i ten trend utrzymuje się od kilku lat to fakt. UJ rozwija się i być może w przyszłości dorówna, a potem prześcignie Uniwersytet Karola w Pradze. Co do statystyk, zestawień liczbowych, to tutaj przydałby się wgląd do ministerialnego raportu dotyczącego programu IDUB. Jak dotąd MNiSzW go nie udostępniło.
Oczywiście chciałem napisać, że samo uczestnictwo w tym maratonie NIE wystarcza
"dopóki nie zreformuje się sama"?
To się z pewnością nie stanie.
Dlaczego?
Mniej więcej dlatego:
Studentom zależy, żeby się nie przepracować i dostać dyplom, a potem intratną posadkę na państwówce u znajomych.
Naukowcom, jak wszystkim innym pracującym miast i wsi, zależy żeby zarobić i się nie narobić.
Rozumiem że Pan nie ma zupełnie pojęcia o tym jak wygląda praca naukowca z powołania i wrzuca wszystkich do jednego worka.
Naukowcom zależy by godnie,, w stosunku do wiedzy i umiejętności zarabiać i godnie żyć.
"Naukowcom, jak wszystkim innym pracującym miast i wsi, zależy żeby zarobić i się nie narobić."
Eee, przecież ewaluacja to wyeliminuje, przynajmniej ta nowa. 😁 Pisze o tym xxx.
Cyt."Polska nauka nie powinna dostać ani grosza dopóki nie zreformuje się sama. Inaczej będą to pieniądze wrzucone w błoto,[...]"
Eee tam, ależ Pan narzeka, proszę Pana. Mam kilka tomów książki pt. ``Współcześni uczeni polscy``, i przeglądając je od czasu do czasu, patrzę się na te panie i panów prof.dr hab.-ów. Są wśród nich m.in. przedstawiciele dziedzin humanistycznych i społecznych. Patrzę się na te ich natchnione miny na zdjęciach: o tutaj, pani prof. zajmująca się literaturoznawstwem, a tam znowu pan prof. od nauk prawnych, a jeszcze gdzieś indziej pan, co uważa, iż jego filozofowanie w poezji, czy polityce, to absolutnie rzecz niezbędna itd. itd. itd. itd. W ogóle, to oni wszyscy uważają te swoje dywagacje za niezbędne. Tak, i etaty na uczelniach i w PAN też muszą mieć...
Znam ze cztery osoby z tytułem profesora zajmujące się literaturą, filozofią i podobnymi temu dziedzinami. Często z nimi dość długo rozmawiam. Szczerze mówiąc, więcej ciekawych rzeczy jestem w stanie dowiedzieć się w tym samym czasie podczas konwersacji z dowolnym modelem językowym. W dzisiejszych czasach tacy ludzie są tak samo potrzebni światu, jak księgowe liczące na liczydłach w dobie komputerów.
Wie Pan(i), cukier i tłuszcz TEŻ są potrzebne. Gorzej, gdy się z nimi przesadzi - wtedy grozi to cukrzycą. W Polsce PRZESADZONO, i to mocno, z finansowaniem etatów akademickich dla przedstawicieli dziedzin humanistycznych i społecznych: mamy więc INTELEKTUALNĄ "cukrzycę". Jest ona też i u przeciętnego Iksińskiego. Objawia się ona tym, że za wystarczająco duże intelektualne osiągnięcie uznaje się napisanie "n" zdań o CZYMKOLWIEK-da-się-coś-napisać: nawet, gdy dotyczy to teatrologii, filozofii poezji, politologii, czy korespondencji poety X. z poetą Y. Gdy dane dzieło dotyczy takich tematów, jak algorytmy sztucznej inteligencji, cząstki elementarne, czarne dziury itp., to już nie odczuwa się jakiejś specjalnej potrzeby, żeby w to inwestować, czy żeby kształcić w tym kierunku. Iksiński nie widzi z reguły takiej potrzeby, wg niego: "Bo i po co?".
Rzecz w tym, że to NIE JEST już XIX w., gdy autorstwo dzieła z filozofii, czy politologii uchodziło na świecie już za powód do szczególnej dumy. JUŻ NIE. Świat POSZEDŁ DO PRZODU, i to tak, że nierzadko (choć nie zawsze), my widzimy "światła stopu".
@xxx
Moim zdaniem te zmiany powinny zachodzić równolegle. Powolne zwiększanie budżetu na naukę o powiedzmy 0.1% PKB rocznie przez 15 lat powinno być wprowadzane w tym samym czasie, co solidne zmiany projakościowe.
Inaczej, trudno sobie to wyobrazić z praktycznego punktu widzenia, zakładając potrzebę ciągłości pracy uczelni.
"zmiany powinny zachodzić równolegle" Ha, ha.
Oczekiwane zmiany nie będą przebiegały wcale jeśli instytucja finansująca nie postawi twardych warunków: konkretne pieniądze po przeprowadzeniu konkretnych zmian.
@Przemo
To znaczy w systemie, jaki mamy w Polsce, gdzie edukacją i nauką kieruje ministerstwo (np. w Stanach jest inaczej), niestety, ale wprowadzenie tych głębokich zmian zależy właśnie od ministerstwa. Nikt inny tego zrobić nie może.
Praktyczny sposób wprowadzania tych zmian to trochę oddzielny temat, ale to jest do zrobienia. Tylko trzeba fachowej, merytorycznej determinacji w realizacji dobrego, popartego finansowo planu.
I tak, rzeczywiście, warunki muszą być twarde.
Byłoby zdecydowanie lepiej, gdybyśmy mieli Ministerstwo Edukacji, które raczyłoby zajmować się edukacją od początku do końca, a Ministerstwo Nauki wzięło by się solidnie za naukę. Niestety jak dotąd każdy rząd woli potykać się o własne nogi i udawać, że sytuacja jest trudna.
Jeśli do tego dodamy solidną wymianę kadr w ministerstwach przy każdej zmianie rządu, na ludzi swoich, nowych i niezorientowanych, no to zanim zaczną, to już kończą i tak od 30 lat.
Do ~Przemo 25.03.2026 17:01
To jż było dawno temu. Był taki KBN w składzie Rady Ministrów. Następnie go podzielono na NCN i NCBiR i wyprowadzono z RM. Instytucje te są „niezależne”. I co? Wszyscy widzimy, ze stało się jeszcze lepiej!
Zebrali się szefowie instytucji finansujących polską naukę.
No naprawdę, woda sodowa im odbiła. Przecież oni tylko dzielą kasę otrzymaną z budżetu.
To pośrednicy, którzy jak każdy pośrednik odcina z tego skromnego tortu swoją dolę (mam na myśli całość kosztów związanych z ich działalnością).
Czy naprawdę są niezbędni ?
Nie, bo bez instytucji środki same się rozdzielà miedzy wszystkich naukowców i instytucje. Ale za to ty jesteś niezbędny.
Skąd takie parcie na "projekty wysokiego ryzyka"?
Czy dobrym przykładem "projektów wysokiego ryzyka" są polskie elektrownie jądrowe, promy produkowane w Szczecinie, "polskie szwalnie" za ponad 280 milionów złotych, samochód Izera? Wszystkie były ryzykowne i okazały się niewypałami. Czy w ogóle lub komu to się opłaca?
Może jednak czas zmądrzeć i postawić na projekty rozsądne i przydatne?
Wiem, na takie rzeczy to się licencje kupuje. Tak nauczał Towarzysz Gierek!
Najlepiej nie siać, tylko zbierać żniwa.
Akurat żaden w wymienionych przykładów nie dotyczy badań.
Na start średnia krajowa dla adiunktów, to powstrzymałoby brain rot mędrców.
ECOSYSTEMOWA nowomowa. Proście a będziecie wysłuchani.
No muszą coś mówić. Szkoda że to strata czasu bo system leży.
Jakość recenzji w NCN był do tej pory tak niski, że wstydziłbym się taką przesłać nawet do czasopisma uważanego za drapieżne, tak więc tego...
No NCN to akurat pilnuje kategorii kosztów jak niepodległości. FNP z kolei to najgrosi nadgorliwcy jeśli chodzi o kontrolę kwalifikowalności wydatków. Oni narzekają na brak elastyczności, upadłem.
Miałem kiedyś grant podczas pracy za granicą (na równowartość ok. 1 mln zł, 15 lat temu). Projekt budżetu trzeba było zawrzeć we wniosku, ale nie był w żaden sposób wiążący. Chodziło o to, aby pokazać, że ma się to jakoś przemyślane. Jak się grant dostało, to mona było wydawać jak się chciało. Zatrudnić dodatkowo postdoka, proszę bardzo. Kupić nieplanowaną aparaturę, ok (do 15 tys. Euro bez przetargu!). Raport finansowy to była tabelka z sumarycznymi wydatkami w poszczególnych latach. Do tego można było wydatkować środki do końca kolejnego roku kalendarzowego po roku zakończenia projektu - mój się skończył w marcu, mogłem wydawać do grudnia kolejnego roku (już pracowałem w Polsce, ale jeszcze open access płaciłem).
Także panowie dyrektorzy, w waszych instytucjach jest sporo miejsca na poprawę. Dobrze jest zacząć zmiany od siebie.
Cześć, jestem beneficjentem grantu NCN, mogę zatrudnić dodatkowo postdoka, kupić nieplanowaną aparaturę, a także przedłużyć projekt = wydawać środki po zakończeniu projektu.
Ooo... to mogę dołączyć do Pana/Pani zespołu? Jaką dziedziną się Państwo zajmujecie?
Brzmi jak raj. A u nas nadal zabawa na całego. W NCN wciąż trzyma się mocno starożytny limit na pojedynczą aparaturę 0,5 mln PLN. Ryzyko (nie wysokie, jakiekolwiek) bardzo niemile widziane. Bo przecież projekt może się nie udać, tzn. wyjdzie coś innego, niż założyliśmy we wniosku, że wyjdzie. Straszne. Zacząłbym od restrukturyzacji instytucji, a dopiero później przeszedłbym do apelowania do władz. To, co jest teraz, to beton.
Pełna zgoda. Moje dpswiadczenia z NCN, a dokladnie z tzw." ekspertami" w gronie jednoosobowym wydających opinie o rezultatach grantu, są jak najgorsze
+1