Od października 69 szkół wyższych będzie próbować minimalizować zjawisko drop-outu, czyli przedwczesnego kończenia nauki przez studentki i studentów. Uczelnie otrzymały na ten cel 288 mln zł z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.
Problem jest alarmujący: według ekspertów Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego, którzy analizowali m.in. dane z systemu POL-on, w Polsce w latach 2012–2020 ponad 1,3 mln osób przerwało studia i nie wróciło na uczelnię w ciągu roku od skreślenia z listy studentów. To aż 40 proc. wszystkich studentów w tym czasie.
Na drop-ucie tracą wszyscy: studenci, uczelnie, poszczególne regiony i całe społeczeństwo. Dlatego strategiczne inicjatywy podejmowane przez uczelnie są bardzo ważne, żeby wzmocnić zaufanie do systemu szkolnictwa wyższego i znacząco zmniejszyć liczbę osób odchodzących ze studiów przed zdobyciem dyplomu. Na działania, które mają zwiększyć szanse na ukończenie studiów, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przeznaczy łącznie ponad 288 mln zł dofinansowania z programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego.
Dlaczego studenci rzucają studia i jak ich zatrzymać?
W raportach przygotowanych przez 10 najlepiej ocenionych w naborze NCBR uczelni, wnioskodawcy wskazywali na dwa główne czynniki przedwczesnego kończenia kształcenia: instytucjonalne i osobiste. W tej pierwszej grupie najczęściej wymieniano:
Wśród czynników indywidualnych/osobistych dominują zaś:
Zaproponowane przez uczelnie działania odnoszą się do obu grup powodów rezygnacji. Dotyczą np. zwiększania efektywności procesu rekrutacji, tak aby przyjmować bardziej świadomych kandydatów; tworzenia lub wsparcia funkcjonowania uczelnianych struktur, takich jak akademickie biura karier, odpowiedzialnych za aktywizację zawodową studentek i studentów; współpracy ze szkołami średnimi, podmiotami doradztwa zawodowego i pracodawcami w zakresie prowadzenia efektywnego kształcenia; zmian w zakresie sposobu realizacji samego procesu kształcenia; wdrożenia zajęć wyrównawczych; wsparcia psychologicznego. W projektach było również możliwe sfinansowanie stworzenia lub rozwijania uczelnianego systemu monitorowania zjawiska rezygnacji ze studiów. W celu zachowania trwałości prowadzonych działań beneficjenci będą wręcz zobowiązani do uwzględnienia – w ciągu dwóch lat od zakończenia projektu – bieżącego monitoringu zjawiska drop-outu, m.in. z wykorzystaniem rozwiązań wypracowanych w projekcie.
Studiuj dla klimatu – z silną motywacją
Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu stawia na łączenie wiedzy z praktyką. Oferowane programy kształcenia wychodzą naprzeciw aktualnym wyzwaniom – od ochrony środowiska i ekologii, przez nowoczesne rolnictwo, po biotechnologię i technologię żywności. Zaplanowany na 2,5 roku projekt (o wartości 5 mln zł) zajął pierwsze miejsce na liście rankingowej.
Uczelnia zbadała m.in. poziom zniechęcenia do nauki przedmiotów na pierwszym roku. Sprawdziła, jak często udział w zajęciach akademickich organizowanych dla uczniów szkół podstawowych i średnich przekłada się na wybór Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu jako miejsca studiów. Analizowała, jak działa indywidualizacja kształcenia oraz czy osoby studiujące mają szanse na rozwijanie swoich pasji. Przyjrzała się też temu, co zachęca, a co zniechęca do spędzania czasu na kampusie i czy trzeba coś poprawić w obszarze komunikacji wewnętrznej.
Na podstawie tej diagnozy zdecydowaliśmy, że chcemy przyciągnąć osoby, które wybrały studia na uczelni przyrodniczej, możliwościami pogłębiania swoich zainteresowań, przyjaznym podejściem i dbałością o klimat – mówi Karolina Salis, kierowniczka Centrum Wsparcia i Rozwoju Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Na uniwersytecie powstanie specjalny system informatyczny, który pomoże wychwycić wczesne sygnały o możliwej rezygnacji ze studiów. System ułatwi też załatwianie spraw studenckich. Natomiast koła naukowe otrzymają do dyspozycji budżet, który pozwoli realizować studenckie projekty badawcze i będzie sprzyjać integracji. Są też pomysły na to, aby wzmocnić wsparcie dla studentów pierwszego roku w nauce trudnych przedmiotów, takich jak matematyka, fizyka i chemia. Dla ułatwienia procesu kształcenia, sale i laboratoria zostaną doposażone w nowoczesny sprzęt oraz monitory multimedialne. Nie zabraknie również spotkań studentów z pracodawcami, którzy będą pełnić rolę mentorów.
Anty drop-out w pięciu krokach
W Akademii Nauk Stosowanych im. H. Cegielskiego w Gnieźnie Uczelnia Państwowa w latach 2020–2024 średnio 30 proc. studentów przerywało studia. Najwięcej na studiach inżynierskich i ścisłych. Powód? Mają braki w przygotowaniu matematyczno-fizycznym oraz za mało czasu na naukę, bo często pracują. Problemy pojawiają się już na pierwszym roku. Na pielęgniarstwie i fizjoterapii studenci muszą uczyć się dużo na pamięć i radzić sobie z trudnymi zajęciami praktycznymi. Dodatkowo stresuje ich odpowiedzialność zawodowa, a czasami również trudność pogodzenia studiów z pracą w ochronie zdrowia. Na kierunkach społecznych i związanych z bezpieczeństwem rezygnuje mniej osób, a powodem jest zwykle brak motywacji lub rozczarowanie programem.
Naszym sposobem na ograniczenie rezygnacji ze studiów są m.in. zajęcia wyrównawcze dla studentów kierunków ścisłych, wsparcie psychologiczne i integracyjne dla kierunków medycznych oraz lepsze doradztwo rekrutacyjne dla kandydatów na kierunki społeczne. Dzięki temu do 2029 roku chcemy trwale zmniejszyć liczbę osób rezygnujących ze studiów z 30–42 proc. do 15–20 proc. – zapowiada Mateusz Michalski, koordynator projektu.
Już w nadchodzącym roku akademickim uczelnia wprowadzi konkretne działania, które mają zapewnić spadek rezygnacji na pierwszym roku o ok. 5–7 punktów procentowych. Co najmniej 100 kandydatów skorzysta z nowych form doradztwa edukacyjno-zawodowego i webinarów podczas rekrutacji. Ten rodzaj wsparcia będzie kontynuowany w kolejnych latach.
Studenci pierwszego roku, którzy mają problemy z nauką, mogą liczyć na dodatkowe kursy z matematyki, fizyki, anatomii i farmakologii. Pomoże to zmniejszyć liczbę osób rezygnujących ze studiów na początku nauki. Dodatkowo 24 wykładowców przejdzie szkolenia z tworzenia nowoczesnych materiałów, np. filmów, a także włączania do dydaktyki narzędzi on-line. Dzięki temu nowe roczniki będą mogły od razu korzystać z lepszych materiałów i wiedzy nauczycieli akademickich.
Od przyszłego roku uczelnia dodatkowo zapewni wsparcie psychologiczne i społeczne dla studentów, którzy mimo dodatkowych zajęć i lepszych metod nauczania nadal czują się przeciążeni i myślą o rezygnacji. Powstanie pokój wyciszeń, zostanie zatrudniony psycholog i doradca, będą również organizowane spotkania integracyjne.
EduConnect, czyli systemowe uderzenie w drop-out
W Akademii WSB, która kształci studentów w 10 lokalizacjach (w siedzibie w Dąbrowie Górniczej, wydziałach zamiejscowych w Warszawie, Krakowie, Cieszynie, Żywcu, Olkuszu i Jaworznie oraz ośrodkach w Katowicach, Gliwicach i Tychach), przeprowadzone analizy wykazały, że główną przyczyną odchodzenia ze studiów są bariery, jakie napotykają studenci w godzeniu życia zawodowego i osobistego z nauką (ok. 30 proc.). W tej kategorii mieszczą się zarówno kwestie osobiste (np. sytuacje rodzinne, zmiana miejsca zamieszkania), jak i zawodowe (np. zmiana charakteru pracy lub trudności w łączeniu obowiązków zawodowych z nauką). Do tego dochodzą problemy w nauce oraz kłopoty finansowe.
Akademia WSB od lat prowadzi monitoring zjawiska drop-out, podejmując działania wspierające studentów. To np. zmiana sposobu organizacji zajęć na studiach stacjonarnych, rozwój kształcenia hybrydowego, wprowadzenie programu „3 dni studiujesz, 2 dni pracujesz”. Uczelnia oferuje także wsparcie psychologiczne oraz programy rozwoju i wzmacniania odporności psychicznej studentów.
Nauczeni tymi doświadczeniami, w projekcie „EduConnect” zdecydowaliśmy się postawić na rozwiązania systemowe, komplementarne wobec wcześniejszych. Takie, które pozostają w zgodzie ze strategią uczelni, naszymi analizami i badaniami prowadzonymi wśród studentów i studentek – zaznacza dr Sabina Ratajczak, prorektor ds. rozwoju, a zarazem dyrektor Centrum Jakości i Innowacji Akademii WSB.
Uczelnia będzie więc m.in. rozwijać e-usługi i usługi mobilne, co pozwoli osobom studiującym skrócić czas potrzebny na załatwianie spraw administracyjnych, a zarazem zwiększy automatyzację wielu procesów i dostępność edukacji. Planowane jest wdrożenie modelu Hy-flex, w którym studenci spotykają się na tych samych zajęciach, ale część z nich jest w sali, a część dołącza zdalnie, przy czym wszyscy uczestnicy aktywnie ze sobą współpracują. Kandydaci na studia otrzymają też wsparcie poprzez nowe formy komunikacji, takie jak wideocasty i interaktywne webinary.
Uczelnia stworzy też zaawansowany system monitorowania zjawiska drop-out. W tym celu rozbuduje system analityczny, który będzie zbierać dane z różnych źródeł – danych finansowych, danych z wirtualnego dziekanatu, monitoringu obecności itp. Wszystko po to, aby śledzić to zjawisko, identyfikować trendy, a w przyszłości być może tworzyć predykcje. System jest niezbędny, aby szybko wykrywać potencjalne zagrożenia i reagować na nie w bardziej celowany i spersonalizowany sposób. Pozwoli to także mierzyć efektywność podejmowanych działań i optymalizować je na bieżąco.
źródło: NCBR
Wygląda to tak: kierunek jest mało atrakcyjny, zatem, żeby wyłudzić subwencję przyjmuje się studentów jak leci, czyli każdego chętnego, a jeśli nie ma chętnych, to imigrantów. Hurra - mamy umiędzynarodowienie!
Teraz dajmy dodatkowe pieniądze najgorszym z najgorszych, to może się poprawią. Relatywnie - owszem, ponieważ nie będzie pieniędzy dla najlepszych. Brawo!
300 milionów złotych w błoto. To państwo popełnia samobójstwo. Powinno się raczej wcześnie odsiewać studentów niezdatnych do studiowania, by znależli sobie inne pożyteczne sposoby na życie.
Ten program to kompletnie poroniony pomysł. Jednocześnie pokazana analiza wniosków (nie wiem na ile jest ona dogłębna i całościowa) pokazuje jeszcze bardziej ponury obraz:
Jak to wynika z artykułu szkoły wyższe dostają dofinasowanie bo… „oferują niską jakość nauczania – nieaktualną wiedzę wykładowców, nieatrakcyjne metody dydaktyczne”. Można zapytać w takim układzie, jak wygląda cały system nadzoru nad szkolnictwem wyższym, akredytacje itp. Szkoła wyższa otwarcie przyznaje co napisano powyżej, ale oczywiście np. PAK-a udzieliła akredytacji. Do tej samej kategorii należy czynnik …”niewłaściwe proporcje między teorią a praktyką..” co należy rozumieć, że program studiów jest źle zbudowany, a najczęściej jest źle zbudowany bo szkoła wyższa nie ma zalecza infrastrukturalnego i kadrowego do prowadzenia danego kierunku studiów.
„mało elastyczny plan zajęć i trudności w pogodzeniu nauki z pracą” – to jest w dużej mierze problem uwarunkowań prawnych no i tradycji. Mamy system ECTS obliczania nakładu pracy studenta, ale ten system jest wtłoczony w polski uwarunkowania np. późniejszy start zajęć (październik a nie wrzesień lub koniec sierpnia jak w innych krajach), sztywne przepisy dotyczące sesji egzaminacyjnych, wakacji, kiedy zajęć nie można prowadzić. W efekcie nasz student jest przeciążony zajęciami, biorąc literalnie przepisy:, semestr to nakład czasu pracy studenta 30ETCS co przekłada się na minimum 750 godzin pracy (każdy ETCS to minimum 25 godzin pracy studenta), co przy 15 tygodniowym semestrze daje …. 50 !!!!! godzin pracy z czego 25 godzin dla studiów stacjonarnych to praca w kontakcie z nauczycielem.
„zbyt wysoki lub zbyt niski poziom studiów”, „brak zainteresowania kierunkiem – często wynikający z nietrafionego wyboru lub niewystarczającej wiedzy o kierunku przed rozpoczęciem studiów”, „brak poczucia sensu studiowania – szczególnie gdy rynek pracy nie oferuje wyraźnych korzyści dla absolwentów danego kierunku” – to wszystko tylko świadczy o tym, że potencjalni kandydaci na studia nie wybierają danych kierunków studiów świadomie i z rozwagą. Przyczyn tego braku rozwagi jest wiele. Grzechem ze strony szkół wyższych w tym względzie jest cudowna multiplikacja kierunków studiów, która ma przyciągnąć studentów (ale jak widać tylko na chwilę).
PKA jest instytucją skompromitowaną. Ale czemu się dziwić, wszak jej członkowie wybierani są przez tych samych bezowocnych "naukowców", których później oceniają.
Prawie 300 mln tak naprawdę wyrzuconych w błoto! Uczelnie rzucają się na łatwe "miękkie" projekty, bo ludzie od funduszy doskonale wiedzą, jak tę kasę umiejętnie rozdzielić między osoby zainteresowane, a NCBiR i tak nie jest w stanie skontrolować., jak naprawdę projekt jest realizowany. Założę się o nie wiem co, że żaden student objęty tym eksperymentem nie zostanie na uczelni, którą postanowił porzucić. No chyba że uczelnia zaproponuje mu pracę u siebie. I głupi się nabierze na świetlaną i "prestiżową" przyszłość nauczyciela akademickiego...
Strata pieniędzy...
Marnotrastwo prawie 300 mln PLN, za które możnaby zrealizować ponad 100 innych projektów. Na przykład cały program LIDER w NCBiR przez 3 lata.
Nie rozumiem, dlaczego drop-out uważa się za problem. Nie jest nim, ponieważ:
- nie każdy musi mieć wyższe wykształcenie,
- ludzie zdają sobie sprawę, że studia nie są dla nich,
- ludzie są rozczarowani samymi uczelniami i procesem studiowania.
Zamiast marnować swój czas i potencjalne pieniądze podatnika, mogą się realizować w wielu lepszych miejscach niż uczelnie.
,,Uczelnia w Gnieźnie.... Proszę stosować odpowiednie słownictwo
,,Muszą uczyć się na pamięć.,,....!!!! ( a jakim to innym mechanizmem mają zapamietac-na drodze dyfuzji ?)
,,Przeciążeni.,,😱 oczywiście, nawet strasznie
,,Stresuje ich odpowedzialność zawodowa ,,. 😱 to niech wykupią ubezpieczenie
,,Wykładowcy przejdą szkolenia z tworzenia filmów.... to może również z przygotowania kolorowanek
,, Pracodawca będzie mentorem.. .. ,, Tak na pewno! 😂 To się musi udać!
,, pokój do wyciszeñ,, ....niech idą do biblioteki!
Ojoj..... Ojoj... Boziuniu kochany.... Ojoj.... O mój boziu......
A tak na poważnie to Wy na poważnie?
Tak, to jest u nich na serio.
Jedna uwaga: w bibliotekach coraz częściej jest atmosfera jak w tramwaju, rozmowy przez telefon, itp. Raczej nie jest cicho.
Słuszny komentarz. Na studiach tylko co piąta osoba jest zainteresowana kierunkiem który studiuje. Przykre to dla wszystkich.
Więc może w końcu zwrocic nauczycielom akademickim możliwość stawiania ocen niedostatecznych. Wtedy będzie jasne, dlaczego studenci wylatują z uczelni.
A za te 300 baniek wyprodukujcie drony lub jak prawi KB rozdajcie na granty!