W resorcie nauki zostanie powołany zespół do spraw przeciwdziałania nagannym praktykom publikacyjnym. Zadaniem jego członków będzie określenie wyzwań związanych z tym problemem oraz wskazanie konkretnych rekomendacji, zarówno dla ministerstwa, jednostek naukowych i akademickich, jak też samych naukowców.
W mailu przesłanym do naszej redakcji Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego odniosło się do budzącej duże zainteresowanie, nie tylko w środowisku akademickim, kwestii tzw. fabryk artykułów. Przypomnijmy, to wyspecjalizowane firmy „produkujące” manuskrypty zgłaszane do czasopism, głównie tych, które indeksowane są w najpopularniejszych naukowych bazach danych. Jak pisali na naszych łamach autorzy tekstu „Paper mills – skuteczna walka czy iluzja?”, nieetyczne zachowania polegają w tym przypadku na sztucznym zawyżaniu dorobku naukowego poprzez wzajemne dopisywanie nazwisk osób spoza faktycznego grona twórców, multiplikowanie artykułów zawierających treści wiele razy już wcześniej wyrażone czy jeszcze szerzej: jako generalnie „pójście na ilość kosztem jakości”.
Pojawiające się w ostatnim czasie informacje o działaniach, które świadczyć mogą o braku przestrzegania zasad etycznych przez pracowników naukowych, są bardzo poważnym zagadnieniem dla całego środowiska naukowego i – w opinii ministerstwa – stanowią istotne wyzwanie, przed którym stoi całe środowisko naukowe. Ministerstwo jednoznacznie potępia tego rodzaju naganne praktyki, zwracając jednak uwagę na problem braku jednoznacznych definicji i kryteriów oceny tych praktyk – czytamy w mailu przesłanym przez biuro prasowe MNiSW.
Pisząc o informacjach, które pojawiły się w ostatnim czasie, resort ma na myśli m.in. przypadki badaczy z kilku polskich uczelni. W nawiązaniu do naszego artykułu „Fabryki artykułów pracują pełną parą” z początku stycznia, ministerstwo zwróciło się do rektorów Politechniki Gdańskiej oraz Politechniki Śląskiej o złożenie stosownych wyjaśnień w sprawie. Dodajmy, że w kolejnych tygodniach różne media ujawniały nazwiska kolejnych naukowców z podejrzanym dorobkiem publikacyjnym. Dla przykładu, Narodowe Centrum Nauki wystąpiło o wyjaśnienia także do Politechniki Opolskiej i Politechniki Poznańskiej. Niewykluczone więc, że i do tych uczelni MNiSW wyśle niebawem odpowiednie pisma.
W przesłanym do nas mailu ministerstwo wskazuje na katalog zjawisk, którym należałoby pilnie przeciwdziałać. Wymieniono: udział autorów w spółdzielniach papierniczych, wykupywanie współautorstwa w artykułach, płacenie za publikację w czasopismach tzw. drapieżnych (predatory journals), ale także inne, o których w środowisku od lat się dyskutuje, tj. plagiaty, pomijanie autorstwa osób, które wniosły merytoryczny wkład w powstanie publikacji (tzw. ghostwriting) czy dopisywanie do listy współautorów osób, które dla powstania danego tekstu nie wniosły wystarczającego wkładu (tzw. guest authorship).
W procesie eliminacji nagannych praktyk publikacyjnych niezbędna jest powszechna dyskusja o normach etycznych w działalności publikacyjnej. Bez tego nie osiągniemy powszechnej świadomości, jak zły wpływ ma to na naukę. Wymaga to współpracy oraz proaktywnego działania całego środowiska – podkreśla biuro prasowe MNiSW, dodając, że nieuczciwe zachowania części badaczy wpływają na wizerunek i jakość całej polskiej nauki.
Co zatem robić? Jednym z pierwszych działań nowego kierownictwa resortu jest decyzja o powołaniu specjalnego zespołu do spraw przeciwdziałania nagannym praktykom publikacyjnym. Według naszych informacji ma liczyć około siedmiu osób. Mają to być przedstawiciele środowiska wytypowani przez instytucje naukowe. Zadaniem członków tego zespołu, jak wskazuje MNiSW, będzie określenie wyzwań związanych z omawianym problemem oraz wskazanie konkretnych rekomendacji dla ministerstwa, jednostek naukowych i akademickich, a także dla samych naukowców.
Zapytaliśmy także ministerstwo, czy uczelnie biorące udział w programie IDUB, na których doszłoby do nieetycznych praktyk, powinny liczyć się z konsekwencjami? W odpowiedzi przywołano jedynie ustawowe zapisy o ocenie eksperckiej, której dokonuje międzynarodowy zespół, określając „stopień realizacji planu z uwzględnieniem informacji zawartych w raporcie samooceny”. Przypomnijmy, że w trakcie ewaluacji śródokresowej programu nie dopatrzono się żadnych nieprawidłowości. W przypadku końcowej, zgodnie z przepisami, negatywny wynik uniemożliwia ubieganie się o otrzymanie finansowania w ramach IDUB na kolejne 6 lat.
W chwili obecnej zainicjowane zostały wstępne działania dotyczące organizacji drugiej edycji konkursu w ramach programu „Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza”. Równocześnie informujemy, że na chwilę obecną nie jest planowana nowelizacja przepisów ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce w przywoływanym zakresie – kończy biuro prasowe ministerstwa.
Przypomnijmy, że niedawno rekomendacje dotyczące eliminowania nierzetelnych praktyk publikacyjnych opracowała Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich.
MK
Szanowni Państwo,
Kolejne komisje wydają się zbędne. Różne afery się w nauce zdarzały, jak wszędzie.
Kryteria powinny być zupełnie inne.
Żadne IF, prestiżowe, nieprestiżowe, drapieżne, niedrapieżne i inne określenia czasopism to nie ma znaczenia!
Ważne są rynek pracy (co oferuje uczelnia młodym ludziom, poziom edukacji) i gospodarka (wkład w innowacje, w rozwój kraju na wszystkich płaszczyznach).
To czy ktoś opublikował sam, czy w 6 osób czy 10 nie ma znaczenia?
Ilu naukowców co roku publikuje w Nature (nie dotyczy Scientific Reports)?
Ile nominacji do Nobla?
Ile patentów?
POWINNO SIE ZWRACAĆ WIĘKSZĄ UWAGĘ NA PRAKTYCZNE WNIOSKI Z BADAŃ! PROJEKTÓW itd.
Tego Polska potrzebuje "na już"!
To powinien być priorytet!
Dziękuję
Komisje, rekomendacje... i inne Gremia,
Skończy się na tym, że to "Maniek z Gienkiem" zdecydują o tym, czy Twój dorobek i artykuł jest ok. ?
Lista MNiSW nie ważna! pewnie że tak, ... kto by ją czytał ;) .... .... ;))))
To Maniek zdecyduje o wszystkim podczas komisji!
Szanowni Państwo, nawet nie wiecie jaką mi robicie przyjemność. Pracuje na uczelni ale nie mam pracy pisać artykułów bo mam własną działalność z której mam godziwe pieniądze. Ci wszyscy którzy mnie zmuszali do pisania artykułów teraz będą się tłumaczyć ze swoich. Ja piszę jeden 70 pkt artykuł na rok do polskiego czasopisma, zajmuje mi to tydzień i jest wynikiem prowadzenia pracy dyplomowej. I gdzie teraz są ci wszyscy mądralińscy którzy pracowali naukowo dla idei. Proszę robić komisję i ukarać wszystkich którzy współpracują z naukowcami z zagranicy także. A i proszę wreszcie wezwać na przesłuchanie wszystkich dziekanów i prorektorów, mają za to dodatek funkcyjny więc niech się teraz tłumaczą co robią za publiczne pieniądze.
W przesłanym do nas e-mailu ministerstwo wskazuje… dopisywanie do listy współautorów osób, które dla powstania danego tekstu nie wniosły wystarczającego wkładu
W ministerstwie ktoś przepisuje teksty z definicji tłumacząc je z błędami i robi to bezmyślnie.
Czy współautor musi pracować nad tekstem ???? A wykonanie badań czy opracowanie koncepcji nie wystarczy aby ministerstwo uznało badacza za godnego współautorstwie ?
A tekst o publikowaniu nieistotnych artykułów jest kwintesencją braku logiki. Kto ustali czy tekst jest istotny skoro większość artykułów napisanych przez humanistów dla reszty jest nieistotna. A czy istotny jest tekst powtarzający badania juz wykonane przez inne osoby? Czy promotor który prowadzi doktoranta i prowadzi jego badania a fizycznie nie napisał ani jednego zdania może zostać uznany za współautora.
Szanowni Państwo
Wszyscy zgadzamy się, że problem z 'typowo drapieżnymi' czasopismami, które nie zapewniają procesu recenzji jest bardzo poważny, jednak sytuacja, w której naukowiec może zostać 'ukarany' za publikowanie w czasopiśmie zamieszczonym w oficjalnej liście czasopism, przygotowanej i rekomendowanej przed decydentów od kilku lat jest niedopuszczalna. Co najważniejsze, jest to niezgodne z przepisami aktualnego prawa.
Po zasięgnięciu opinii prawników, również spoza Polski, badacz, którego wniosek awansowy z bardzo dobrymi osiągnięciami naukowymi (doktorat, habilitacja lub profesura) zostanie negatywnie oceniony przez recenzentów tylko dlatego, że publikował w niektórych wydawnictwach (nazwy padły w innych komentarzach), ma bardzo dobre podstawy prawne odwołania od takiej decyzji. To opinia grupy prawników, ekspertów w tej dziedzinie. Ponadto, istnieje również ścieżka odwołania do instytucji Unii Europejskiej, które precyzyjnie zweryfikują wykładnię prawną w kraju.
Blokowanie awansu za aktywność naukową, tj. publikacje w niektórych czasopismach z listy ministerstwa , całkowicie zgodną z zaleceniami (punktacja czasopism) stanowi naruszenie aktualnych przepisów, nie tylko związanych z aktualną Ustawą o Szkolnictwie Wyższym i jej rozporządzeniami.
Jako naukowiec masz obowiązek wiedzieć, które czasopisma są drapieżne. Lista ministerialna jest tylko sugestią, często zależną od kaprysu polityków. To nie jest przymus ani nawet rekomendacja dla publikowania w wyszczególnionych czasopisamch. Jako fachowiec powinieneś wybierać czasopisma o ugruntowanej reputacji a nie wrzutki polityków. Ja, jako recenzent, na pewno zakwestionowałbym część czasopism z tej listy. Możesz się odwoływać jeśli masz na to dużo czasu i pieniędzy. Ale raczej nic nie wskórasz.
Totalny absurd i nieprawdza; cyt' masz obowiązek wiedzieć jako naukowiec'. To stwierdzenie przebiło skalę absurdu w środowisku naukowym.
W jakim normalnym kaju karze się naukowców za to, że opublikowali wyniki swoich badań w czasopismie z listy zalecanej przez decydentów??? Przecież to przykład bezprawia poza skalą normalności.
Jasne to w takim razie skoro punkty i lista MNiSW nie obowiązuje to każdy może publikować gdzie chce. Świat się kończy.
Nic nie wiadomo ... a Edek z Wackiem z komisji zdecydują czy moje artykuły są na poziomie czy nie!
Żegnam to Grono, bo szkoda czasu!
Wreszcie głos rozsądku...
Oczywiście, że 'papier mills' są bardzo wysoce naganne, ale obecna sytuacja z totalną nagonką na współpracę międzynarodową z większą liczbą autorów to absurd . Panie Ministrze, proszę nie ulegać naciskom lobby oceny eksperckiej, zamiast opartej na wskaźnikach punktowych, krytykującej rzetelne publikacje w zespołach. To krok wstecz o dziesiątki lat!
Nic podobnego. Nikt nie robi nagonki na współpracę międzynarodową, co najwyżej na bezpodstawne uprzywilejowywanie niektórych. W założeniach reform jak ta Kudryckiej, czy Gowina było, że ocenia się za efekty, które mierzy się punktami za publikacje. Abstrahując od ogólnej bezsensowności tych systemów, naukowiec miał być obiektywnie rozliczany za efekty. A jak te efekty osiągnie, jego sprawa, jego odpowiedzialność Jeśli uważa, że w dużym zespole międzynarodowym, to niech sobie do takiego wstąpi. Natomiast nie można "płacić" niektórym przy ewaluacji podwójnie - raz za efekty, a drugi raz za drogę dojścia do tych efektów (mianowicie międzynarodową). A to niestety sam Gowin w swojej reformie uczynił, za pomocą reguł podziału punktów, i to jest naganne. Nadto wyrosło już wielu takich, którzy nie chcieliby za bardzo być rozliczni za rezultaty, tylko za wszystko inne - zwłaszcza za sam fakt obracania się w środowisku międzynarodowym, albo pracy w "dużym ośrodku".
Dodam jeszcze, że to, iż omawiana reguła niedzielenia punktów w przypadku współpracy ośrodków umożliwiła w Polsce korzystanie z paper mills, nie było przypadkiem. Po prostu ta reguła była istotnie błędna, ma potencjał generowania wielu różnych patologii, a papiernictwo zwyczajnie w sposób spektakularny ją sfalsyfikowało.
Dzień dobry, jak opublikować komentarz? Mhm... Nawet w FA jest trudno opublikować.
Statystyka przyznanych grantów NCN od razu pokazuje fakty które stwierdzono powyżej.
Gdy NCN zorientował się w tym to od razu wprowadził program Miniatura który ma zgrubsza prawidłową dystrybucję między dużymi i małymi ośrodkami badawczymi.
Dla Warszawy, Krakowa a czasem kilku innych większych ośrodków są Opusy i podobne granty a dla pozostałych miniatury.
NCN (ale też NCBiR) powinien mieć co 2 lata zmienianą połowę składu. Wszystkiego to nie rozwiąże ale będzie to ruch we właściwą stronę.
Zachęcam aby przewertować trochę artykułów w tzw. mocnych journalach i zastanowić się jak w praktyce, bez użycia metod śledczych" (Pegasus?) odróżnić artykuły które powstały metodą "paper milling" od tych które powstały w sposób nie budzący zastrzeżeń. Jeśli pominąć wyższy lub niższy poziom badań (bo nie to tu chodzi) to problem może być nierozwiązywalny bez podniesienia poziomu recenzowania artykułów lub nakłonienia Scopus albo Web of Science do zdecydowanego "wyrzucania" na masowa skalę z list cytowań czasopism dla których wykryto nieetyczne praktyki przy słabej reakcji kolegium redakcyjnego.
Ale jak to zrobić?
Może namówić Elona Muska aby się zajął np. podniesieniem wymagań Web of Science dla czasopism naukowych?
@John Kowalsky
"Zachęcam aby przewertować trochę artykułów w tzw. mocnych journalach"
- Czy moglbym prosic o jakies (ze dwa lub trzy) przyklady artykulow, ktore pochodza z paper mills, a zostaly opublikowane w Nature lub Science? Naprawde chcialbym zobaczyc, jak to dziala, bo sam nigdy nie spotkalem sie z tym problemem w tych tzw. mocnych journalach.
> odróżnić artykuły które powstały metodą "paper milling"
> od tych które powstały w sposób nie budzący zastrzeżeń
Fundamentalne przesłanki:
a) liczba autorów większa niż 20...30,
b) rozrzut dyscyplinarny poza dziedziny,
c) kombinacje autorów za każdym razem inne.
To są przesłanki, a nie dowody. Niemniej znacznie zredukuje to liczbę podejrzanych artykułów. Należy też pamiętać, że prócz klasycznych papierni istnieją formy bardziej finezyjnego ghostauthoringu, których sztandarowym przykładem są publikacje fizyków mające od kilkuset do kilku tysięcy autorów. I to TAKŻE jest patologia usankcjonowana "tradycją". A ostatnio tę dziwaczną "tradycję" eksploatują co bardziej przedsiębiorczy prorektorzy/dyrektorzy instytutów/kierownicy katedr z obszaru nauk technicznych jadący, że tak ujmę, wierzchem na doktorantach wysyłanych do CERN. I nagle mają wytrysk kilkudziesięciu artykułów rocznie, mających ponad tysiąc współautorów, z tematyki HEP, kompletnie niezwiązanej z ich dziedziną/dyscypliną. I nawet kandydują do PAN.
Proponuję jednak nie pisać jak nie ma Pan co do powiedzenia.
Ad a. Można kupić artykuł i być jego jedynym autorem
Ad b. Można zaaplikować metodę np pomiarowa w innej dyscyplinie np w archeologii czy medycynie
Ad c. Na PW jest chłopak który opanował mikroskop SEM i robi pomiary dla wielu zespołów badawczych, we wszystkich tych publikacjach jest współautorem.
Trzeba się skupić przede wszystkim na rażących naruszeniach rzetelności, czyli Fabrykacji danych, Fałszerstwie badań/danych i Plagiacie. Te robią najwięcej szkody, a do tego kiupowanie współautorstwa bo wtedy jednocześnie często też jest fabrykacja i fałszowanie, inaczej ten artykuł musiałby bardzo dużo kosztować, gdyż badania są drogie. Jak jest projekt badawczy natomiast to wiadomo kto w nim uczestniczył i podejrzenie może wzbudzić rozdmuchanie takiego zespołu.
Róbcie dalej te wszystkie reformy pod wpływem kilku krzykaczy a ja z góry powiem jaki będzie efekt. Otóż to wszystko doprowadzi do uciekania ludzi z pracy na uczelniach. Dzięki wspaniałym reformom kilka świnek przy korycie robi ogromne pieniądze i stać ich na wszystko a cała reszta nie ma nic. Skroro powolujecie komisje to zacznijcie od tego dlaczego w zależności od tego kto jest przy władzach to ta uczelnia dostaje granty. Czy powstanie komisja która eliminuje recenzentów wniosków o granty jeżeli recenzja jest głupia i wyraźnie widać że ma odstrzelić dany wniosek.. chcecie walczyć z patologiami pod wpływem kilku krzykaczy tylko szkoda że nie widzicie całości problemu. Oprócz tego może mi łaskawie kiedyś ministerstwo wyjaśni dlaczego wolno pracować na dwóch uczelniach i wręczyć to zalecane. Nie znam innego przemysłu w którym regulator mówi pracownikowi że może pracować na dwóch uczelniach czyli dlla konkurencji swojego pracodawcy. Nie znam innego przemysłu w którym pracownik musi wydawać swoje pieniądze żeby prowadzić sensownie zajęcia. Jeszcze kolejna sprawa w których państwach uczelnie prywatne dostają granty państwowe na kształcenie studentów. Od wielu lat uczelnie prywatne płacą politykom żeby robili wykłady na tych uczelniach. Chcecie walczyć z brakiem etyki na uczelniach państwowych to walczcie że wszystkim. I bardzo ciekawe jak będziecie walczyć z tym we wszystkich tych dobrych czasopismach są układy i układziki i jedni publikują tam bardzo łatwo a inni praktycznie nie mają szansy. Nie wiem czy sobie zdajecie sprawę ze publikacje obecnie to jeden wielki biznes i ta uczciwość wielkich wydawnictw to po prostu walka o pieniądze. W Polsce dostępność pieniędzy na badania jest praktycznie zerowa jak nie masz pleców i kontaktów. Chcecie walczyć z nieuczciwością to walczcie z tym wszystkim.
Brawo, brawo. Plus ogólną patologia na uczelniach zaczyna się od pańszczyzny na uczelniach państwowych, dotacji z pieniędzy podatnika na prywatne uczelnie, żenujących zarobków, chaosu prawnego, rozdmuchanej do welkości Drogi Mlecznej biurokracji, łamania praw pracowniczych...... A kończy się na schizofrenii płacy za dydaktykę, ale wymagania Innowacyjności i Nobla.
Jak ktoś jest dobry to dostanie zlecenia z przemysłu lub administracji, jak ktoś jest słaby i nie proponuje nic odkrywczego nie dostanie, jak ktoś dobrze pracuje na dwóch uczelniach to nie widzę problemu. Na zachodzie też pracownicy uczelni wykonują wiele zewnętrznych zleceń, a w USA relatywnie niskie wynagrodzenia były po to by je uzyskiwali.
Co innego zlecenie dla przemysłu czy administracji lub własna kancelaria adwokacka czy gabinet lekarski, co innego praca etatowego pracownika uczelni na etacie w innej uczelni - nie ma znaczenia, czy publicznej, czy niepublicznej.
Jak ktoś i tu ii tu jest dobry to nie ma znaczenia. jak nie ma konkurencji tj. tylko w jednym miejscu badania. Najlepsi profesorowie na świecie też często pracują na więcej niz jednej uczelni bo wiele chce korzystać z ch wiedzy. Co innego tacy co boją się że i z jednej ich wyrzucą. czy wszędzie są słabi .
Czy fizycy i medycy którzy publikują artykuły w których są tysiące autorów także będą przepytywani pod kątem co zrobili w każdej publikacji? Nie jakie badania robili ale jaki był ich wkład w publikację i czy był to wkład tak ja tu wskazano w artykule „dopisywanie do listy współautorów osób, które dla powstania danego tekstu nie wniosły wystarczającego wkładu”
Czy to naprawdę odpowiedział ktoś w imieniu ministerstwa?
Po co? W 99% odpowiedź będzie - nic.
3500 autorów i tysiące cytowań każdego roku ale to właśnie fizycy najwięcej się wypowiadają o etyce. Dopisują z listy osoby które nawet nie potwierdzają uczestnictwa w artykule. Bez różnicy czy to profesor czy stażystka która oglądała jedynie proces. Stanie obok procesu już jest wystarczające aby mieć wkład w powstanie publikacji.
Pewnie ale ja moim marzeniem jest, by być w takiej komisji. Już sobie pytania przygotowałem.
Chętnie Pana przygarnę, Panie Kolego, i będę piastował stanowisko Przewodniczącego.
Dla niektórych dyscyplin zrobi się wyjątek że względu na specyfikę badań i przyjętego sposobu publikowania.
A czy minister czy wiceministrowie też będą sprawdzani np. jako pierwsi? Może warto zerknąć i zapytać o wspólne publikacje z córką, czy publikuje w dobrych czasopismach czy w MDPI, czy z pieniędzy uczelni PŚ za te publikacje płaciła czy tam nie ma ghostwritingu, czy pan czy pani minister nie publikują w numerach specjalnych gdzie edytorami są współautorzy? Nie bądźmy hipokrytami
Prof Gzik ma 22 publikacje z córką i 7 opublikowanych w MDPI, ma jeszcze artykuły w Frontiers i PlosONE. To są czasopisma płatne gdzie jedna publikacja kosztuje kilkanaście tysięcy złotych zazwyczaj.
Po wyborach prezydenckich odstrzelą Lewicę z ministerstwa nauki bo już chyba nie ma osoby która nie widzi że sobie nie poradzili z najłatwiejszym resortem. Doprowadził do tego poprzedni minister czekając co się stanie i nie zabierając głosu w sprawie. Czemu ministerstwo nie zadaje najważniejszego pytania komu zależy na sianiu dezinformacji i pogłębianiu podziałów ? Nagle pojawia się dziennikarz naukowy z nieujawnionym finansowaniem, wielokrotnie skazany przez różne sądy a w ministerstwie nie ma osoby której zaświeca się pomarańczowa lampka.
Jeżeli publikcje w tzw. 'czasopismach drapieżnych' będę miały wpływ na decyzje o awansie naukowym - jak jest planowane - kluczowe pytanie do Ministerstwa, czy osoby które uzyskały stopień i tytuł naukowy np. od 2022 roku dzięki publikacjom (dobrym) w niektórych wydawnictwach, powinny mieć przeprowadzoną ponowną analizę dorobku z ewntualnymi konsekwencjami i weryfikacją? Przecież to absurdalne i nietetyczne.
Dlaczego badacze, którzy publikowali tam, gdzie rekomendowano na podstawie listy czasopism mają teraz ponosić konksekwencje decyzji podjętych przez zarządzających w przeszłości? Karygodne traktowanie aktywnych naukowo. Gdzie są sprawiedliwe zasady i przepisy wykonawcze?
Tak rozumiemy przepisy. Jesteśmy pewni prawidłowości naszych działań.
Jak by wyciac kierownikow zakladow i katedr, prorektorow i rektorow, dopisywanych do publikacji, z list autorskich.. to bylby prawdziwy przelom.
Hundert Professoren und das Vaterland ist verloren (stu profesorów i ojczyzna zgubiona) – miał powiedzieć Otto von Bismarck o debatujących posłach oraz intelektualistach. Dodał bym jeszcze Ministrów Nauki i Szklonictwa Wyższego.
Bardzo mnie interesuje skład tego zespołu.
Mnie również. Jeżeli zespół ma cos zdziałać to musi się składać z tych, którzy serio wiedzą o co chodzi w tym wszystkim.
A na co cały zespół.
Proste zasady etyczne wystarczą.
Są trzy sprawy poza fałszowaniem badań:
1) kupowanie artykułów dla multiplikowania dorobku i mistyfikacji w zakresie osiagnięć (z prawdziwych lub fałszywych badań),
2) nieprawidłowe oznaczanie autorstwa (dopisywanie, usuwanie),
3) plagiat lub autoplagiat (to drugie to niekokreślone prawnie chyba, ale chodzi o mistyfikację).
Wszystko powyższe dobrze od wielu lat znane i lepiej, czy gorzej zwalczane. Każdy redaktor czasopisma ma o tym dobre pojęcie (a przynajmniej powinien).
Czyżby to wszystko było nowością w Ministerstwie. A przecież nawet przy sławnej lista 500 czasopism wymogiem było spełnianie standardów COPE. A tam wszystko jest.
Słabością jest brak praktycznej odpowiedzialności za nieuczciwe praktyki w instytucjach.
Z drugiej strony nawet osoba podająca ideę do badania oraz wskazyjąca sposób wykonania staje się w jakiś sposób autorem. Trzeba mówić o wszytskim.
A na co cały zespół.
Proste zasady etyczne wystarczą.
Są trzy sprawy poza fałszowaniem badań:
1) kupowanie artykułów dla multiplikowania dorobku i mistyfikacji w zakresie osiągnięć (z prawdziwych lub fałszywych badań),
2) nieprawidłowe oznaczanie autorstwa (dopisywanie, usuwanie),
3) plagiat lub autoplagiat (to drugie to nieokreślone prawnie chyba, ale chodzi o mistyfikację).
Wszystko powyższe dobrze od wielu lat znane i lepiej, czy gorzej zwalczane. Każdy redaktor czasopisma ma o tym dobre pojęcie (a przynajmniej powinien).
Czyżby to wszystko było nowością w Ministerstwie. A przecież nawet przy sławnej lista 500 czasopism wymogiem było spełnianie standardów COPE. A tam wszystko jest.
Słabością jest brak praktycznej odpowiedzialności za nieuczciwe praktyki w instytucjach.
Z drugiej strony nawet osoba podająca ideę do badania oraz wskazująca sposób wykonania staje się w jakiś sposób autorem. Trzeba mówić o wszystkim.
Dokładnie, w pełni się zgadzam. Nie ma sensu wdrażać kolejnych zespołów, które oczywiście będą gratyfikowane finansowo, tylko dostosować się do pewnych norm. Są wskaźniki IF, jest COPE. Trzeba zobaczyć, czy czasopismo jest sygnatariuszem COPE. Wystarczy, nie trzeba powoływać kolejnych osób, które będą swoje zasady wprowadzać. Skończmy z otwieraniem wyważonych drzwi!!! Tak samo drapieżne czasopisma, nie ma definicji i teraz przyjdzie pan prof. Jan Kowalski i powie, że to i to czasopismo jest drapieżne, a to nie. Każdy inny może przyjść i powiedzieć, że to i to nie jest czasopismem. Przecież to jest śmiech na sali. Po pierwsze czasopisma drapieżne nie powinny mieć IF'ów i być zgodne z COPE. W przypadku drapieżnych czasopism już sama strona pokazuje, że to nie jest czasopismo naukowe (dziwne swoje IF'y na stronie, etc.).
Dla Ministerstwa, źródło: Wikipedia:
Committee on Publication Ethics (COPE, z ang. Komisja do spraw Etyki Publikacyjnej) to organizacja, której misją jest odpłatne doradztwo w zakresie najlepszych praktyk dotyczących etyki publikacji naukowych.
Misja
COPE kształci i wspiera redaktorów, wydawców oraz osoby zajmujące się etyką publikacji w celu podniesienia kultury publikowania w takim kierunku, w którym praktyki etyczne stają się normą i częścią kultury wydawniczej. Podejście COPE zdecydowanie zmierza do tego, aby wywierania wpływu poprzez edukację, zasoby i wsparcie członków COPE. Stanowi także forum dla swoich członków, na którym mogą omawiać indywidualne przypadki.
COPE publikuje comiesięczny biuletyn i organizuje coroczne seminaria. COPE stworzyło dla członków narzędzie audytorskie umożliwiające ocenę zgodności z Podstawowymi praktykami (Core Practices) i wytycznymi w formie diagramów blokowych, dokumentów do dyskusji, wytycznych i modułów e-learningowych.
Historia
COPE zostało założone w 1997 roku przez małą grupę redaktorów czasopism medycznych w Wielkiej Brytanii. Od 2022 r. COPE liczy ponad 13 000 członków na całym świecie, ze wszystkich dziedzin akademickich. Płatne członkostwo jest otwarte dla redaktorów czasopism akademickich i innych osób zainteresowanych etyką publikacji i różni się w zależności od rodzaju członkostwa w ciągu roku.
Pierwsze wytyczne COPE zostały opracowane po dyskusji na spotkaniu COPE w kwietniu 1999 r. i opublikowane jako Wytyczne dotyczące dobrej praktyki wydawniczej (Guidelines on Good Publication Practice) w Raporcie rocznym w 1999 r. Na ich podstawie w listopadzie 2004 r. na pierwszej stronie internetowej COPE opublikowano pierwsze wydanie Kodeksu postępowania dla redaktorów (Code of Conduct for Editors), wraz z artykułem wstępnym w BMJ. W 2017 r. Kodeks został zastąpiony uproszczonym opisem oczekiwań jako Podstawowych Praktyk COPE (COPE’s Core Practices), z linkami do szczegółowych wytycznych COPE.
Poprzedni przewodniczący COPE to: Michael Farthing, Fiona Godlee, Harvey Markovitch, Elizabeth Wager, Virginia Barbour, Chris Graf[w innych językach] i Geraldine Pearson[w innych językach] (współprzewodniczący), Deborah Poff. Obecnie COPE przewodniczy Dan Kulp.
Elsevier wielokrotnie łamał zasady COPE których oficjalnie przestrzega co doprowadziło do konfliktu i chyba spraw sądowych pomiędzy COPE a niektórymi czasopismami Elseviera. Każdy edytor podejmuje decyzje jak mu się podoba i za te same przewinienia, czyli łamanie zasad czasopisma co nie jest jednoznaczne z łamaniem etyki wprowadzane są różne restrykcje. Czasem to retrakcja a czasem za to samo korekta. Jak można doprowadzić do sytuacji w której prywatne przedsiębiorstwo decyduje o wydatkowaniu pieniędzy publicznych. Bo tak naprawdę o to chodzi z opłatami za publikowanie. Wystarczy napisać artykuł w gazecie a ministerstwo podejmuję nieracjonalne i paniczne ruchy. W sprawie kupowania artykułów nie słyszałem żeby ktoś został skazany. Nie ma wyroku jest niewinny w innym przypadku to polowanie na czarownice. Złapmy kogoś i torturujmy aż się przyzna. W obecnej sytuacji tylko niepoważna osoba zgodzi się być w tym zespole.
Czy problem nie jest to, że może się zebrać N autorów robiąc składkę na opłatę, a każdy z N autorow ma 100 % punktów zamiast 100 %/N?
.
Poza tym jakież to oryginalne badania robi się w zespole ludzi z różnych miast, zapewne na odległość? Na tej zasadzie następuje wtapianie złota z powietrza, cudowne rozmnażanie punktów do poziomu N*100 %....
.
Jesli to nie ma być problemem to może od razu zrobić listy zakupowe ministerstwa i zebrać po kilka osób, aby na głowę wyszło 999 zł albo obliczyc N...? Przepraszam za sarkazm.
"Poza tym jakież to oryginalne badania robi się w zespole ludzi z różnych miast, zapewne na odległość?"
Pięknie się nam pan przedstawił przed milionem słuchaczy. Tak twierdzić może tylko humanista zamknięty w bańce swojej malutkiej dyscypliny, albo przedstawiciel nauk ścisłych, który nie wyszedł nigdy poza swoje podwórko.
Dobre badania to obecnie konieczność stosowaniu kilku, kilkunastu technik badawczych. Jak pan myśli, że da się to załatwić w ramach jednego zespołu/jednej uczelni to niestety jest pan w błędzie.
Czy można prosić o rozwinięcie tego wątku: " W przypadku drapieżnych czasopism już sama strona pokazuje, że to nie jest czasopismo naukowe (dziwne swoje IF'y na stronie, etc.)."? Z góry dziękuję.
A może jednak warto przeczytać zasady COPE w kontekście wspomnianych definicji bo dochodzimy do absurdu w którym każdy definiuje co chce. A może papermill to pisanie artykułów w niedzielę? To wstyd że ministerstwo nauki 40 mln kraju nie definiuje już zdefiniowanych pojęć
Z rozpędu ten komentarz pojawił się nie pod tym tekstem co trzeba ale pozwalam sobie go tutaj powtórzyć.
Ciekawe jak zostaną sklasyfikowane tzw. czasopisma drapieżne? Czy Ministerstwo umieści na nim czasopisma, które znajdują się na ich własnej ministerialnej liście czasopism? Czy powstanie też jakaś oficjalna ministerialna lista czasopism drapieżnych? NCN ostatnio odezwę o unikaniu takowych wydawców opublikował ale żadnych konkretów nie podał.
Z dyskusji pod różnymi artykułami na Forum Akademickim wynika, że pewne "domy wydawnicze" z rachunkami w Szwajcarii bywają postrzegane bardzo negatywnie natomiast inne wydające, między innymi, czasopisma oparte na tym samym modelu biznesowym są akceptowane bo grupa ma dalekie odniesienie do Nature. W jednych i drugich, podobnie zresztą jak w całej pozostałej reszcie czasopism zdarzają się prace warte przeczytania, całe mnóstwo zwykłych prac i niemało bardzo słabych czy wręcz złych. Przy okazji nurtuje mnie pytanie czy pewien doktor filozofii zrozumiał już jak błędny był jego osąd o dziedziczeniu przez artykuł prestiżu czasopisma ;)
No tak, kolejny zespół. Tego właśnie polska nauka potrzebuje! Brawo ministerstwo!
Najpewniej efektem 'prac' tegoż będzie wyrażenie dezaprobaty, kto wie, może nawet obużenia i wystosowanie zaleceń typu 'nieładnie jest kupować miesjce w publikacji'.
Tak, tak, tak, rady, komitety, komisje i zespoły to jest to, czego polska nauka potrzebuje najbardziej, mamy przecież tego tak mało. A przecież odkrycia są tylko z tego.
Odkrycia może z tego nie bedzie, ale "dupochronki" tak. Powołuje się komisję, która obraduje i wydaje rekomendacje, regulamin czy co tam trzeba, który następnie się przyjmuje w gronie wyzszego szczebla i zaleca stosować maluczkim. Konkretów będzie co kot napłakał, ale wszyscy będą kryci. Ci co uchwalili, ci co.przyjeli i ci co mają stosować się do ogólników czyli niczego.
Jakże to? To teoria względności nie powstała w wyniku prac Zespołu-ds-Teorii-Względności? I może jeszcze powie pan, że żaden grant z ERC nie finansował jej powstania! Takie herezje nie spodobają się w ministerstwie.
"Przypomnijmy, że niedawno rekomendacje dotyczące eliminowania nierzetelnych praktyk publikacyjnych opracowała Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich."
No i co z tego? Zamiast rekomendacji potrzebne są konkretne rozwiązania prawne (projekty ustaw, rozporządzeń, zmiany w regulaminie pracy jednostek naukowych). No ale przecież do tego są różne konferencje (rektorów, episkopatu, etc.) mielić, mielić i jeszcze raz mielić.