Nic dziwnego, że ministerstwo skorzystało z kompetencji członków komitetów naukowych PAN i powołało ich do korpusu ekspertów w procesie ewaluacji czasopism. To dowód pozycji tych gremiów w systemie nauki w Polsce – pisze dla FA prof. Aleksander Welfe, wiceprezes Polskiej Akademii Nauk.
Komitety naukowe PAN są trzecim filarem Akademii, obok korporacji (członków krajowych i zagranicznych) oraz instytutów naukowych. Powstają w wyniku powszechnych wyborów wśród samodzielnych pracowników nauki, czyli doktorów habilitowanych i profesorów, którzy posiadają bierne i czynne prawo wyborcze. Po zmianie regulaminu wyborów, komitet naukowy tworzony jest, jeśli bierne prawo wyborcze, a więc chęć uczestnictwa w pracach tego komitetu, wyrazi co najmniej 60 osób. To rozwiązanie dało pewność, że komitety nie będą likwidowane lub łączone mocą decyzji administracyjnych. Ostatnie wybory (w roku 2024) odbyły się przy wsparciu specjalnie skonstruowanego elektronicznego systemu, a zatem nie było żadnej obsługi papierowej. Te dwa czynniki zaowocowały ogromnym zainteresowaniem środowiska: bierne prawo wyborcze zadeklarowało prawie 7,5 tys. osób (wobec 4,6 tys. w poprzednich wyborach). W efekcie wyborów utworzonych zostało 71 komitetów naukowych PAN.
Na ich działalność nie mamy specjalnego, wyodrębnionego budżetu. Finansujemy ją z dotacji podmiotowej. Akademia refunduje jedynie koszty delegacji i zapewnia obsługę administracyjną. Posiedzenia często bywają zdalne, niekiedy hybrydowe, ale także stacjonarne. Również częstotliwość spotkań nie jest z góry narzucona. Komitety zbierają się wtedy, gdy zachodzi taka potrzeba (ale nie rzadziej niż 2 razy do roku), po zarządzeniu takiego spotkania przez przewodniczącego. Zarówno on, jak i jego zastępcy (może być ich dwóch), a także poszczególni członkowie, całą pracę wykonują pro publico bono. To w pełni demokratyczna struktura. Akademia, poza wspomnianym już finansowaniem, elektronicznym systemem, tworzeniem regulaminu i obsługą wyborów, nie wtrąca się do ich aktywności. Tę samodzielność i autonomię chcę bardzo mocno podkreślić.
Należy zaakcentować fakt, że gremia te są jedyną w Polsce reprezentacją sub-środowisk naukowych wybraną w demokratycznych, powszechnych wyborach. Członkowie komitetów to osoby najbardziej cenione przez samych naukowców, swoje koleżanki i kolegów z branży.
Nowy, uchwalony przez Prezydium PAN regulamin dał komitetom naukowym ogromną swobodę w zakresie wyrażania swoich opinii dotyczących aktów prawnych (ustaw, rozporządzeń, etc.), programów nauczania i wszelkich innych kwestii ważnych dla tych środowisk. Nikt nie zatwierdza uchwał przyjmowanych przez komitety. To bardzo ważne. Są jednak pomysły, aby komitety objąć nadzorem. Pod hasłem, aby „kierownictwo PAN odnosiło się z szacunkiem i zaufaniem do stanowisk i uchwał komitetów naukowych i przyjmowało odpowiedzialność za ich treść”, próbuje się przemycić kontrolę oraz weryfikację tych uchwał i stanowisk. Jestem fundamentalnie przeciwny takim pomysłom. Siłą komitetów jest ich swoboda w wyrażaniu poglądów i w podejmowaniu innych działań. Tzw. disclaimer, który musi być zamieszczony w uchwale komitetu, stwierdza, że wyrażone w niej stanowisko nie jest stanowiskiem Akademii. Może się jednak nim stać, gdy potwierdzi je uchwała Prezydium lub Zgromadzenia Ogólnego i tak już bywało w przeszłości.
Nieco upraszczając, można powiedzieć, że komitety naukowe PAN są elementem społecznego ruchu nauki. Dlatego jestem zdecydowanie przeciwny ocenianiu ich i sprawowaniu nad nimi „nadzoru przez Wydziały PAN”, co sugerują niektórzy „reformatorzy”. Biorąc aktywny udział w przygotowaniu noweli ustawy o PAN, zrobiłem wszystko, aby usunąć z niej zapis o ocenie komitetów przez Wydziały. Każda aktywność tych ciał – seminaria, konferencje, spotkania dyskusyjne, uchwały, stanowiska – jest godna najwyższego uznania. Warto dodać, że tylko latach 2024–2025 komitety naukowe przyjęły 142 stanowiska w sprawach uznanych za ważne dla środowiska naukowego. Czy ta aktywność jest niewystarczająca? Moim zdaniem jest imponująca i nie wymaga żadnych pozornych działań zmierzających do „animowania aktywności komitetów”, co sugerują niektórzy.
Nic dziwnego, że Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego skorzystało z kompetencji członków komitetów naukowych PAN i powołało ich do korpusu ekspertów w procesie ewaluacji czasopism. Szczegóły tej procedury znajdują się w rozporządzeniu w sprawie sporządzania wykazów czasopism i recenzowanych materiałów z konferencji międzynarodowych oraz wydawnictw monografii naukowych. Jest to dowód pozycji komitetów naukowych PAN w systemie nauki w Polsce.
Listę czasopism jako istotny element całego procesu ewaluacji zdecydowano się utrzymać, choć budzi to w środowisku naukowym wiele emocji. Nie rozstrzygając tej kwestii, należy powiedzieć, że w tej sytuacji niezbędne stało się utworzenie korpusu ekspertów, którzy mogliby mieć wpływ na punktację poszczególnych periodyków. Rozważano kilka możliwości, m.in. bezpośredniego wskazania ekspertów przez MNiSW, delegowania przez rektorów osób zatrudnionych w poszczególnych uczelnianych jednostkach itd. Resort zdecydował się na chyba najmniej kontrowersyjne rozwiązanie i wykorzystanie w roli ekspertów uczonych cieszących się największym prestiżem w swoich środowiskach. Czy jest to rozwiązanie doskonałe? Czy tacy eksperci nie będą ulegać presji? Czy ich decyzje będą umotywowane wyłącznie przesłankami merytorycznymi? Zapewne nie. Nie można jednak odmówić członkom komitetów naukowych PAN kompetencji, które – głęboko w to wierzę – przełożą się na dobre, wyważone decyzje.
Aleksander Welfe
Nie do końca mogę się zgodzić z kilkoma tezami.
Po pierwsze ten mandat demokratyczny jest ograniczony do dr hab., więc jeśli już to jest to reprezentacja środowiska dr hab., której daleko od reprezentacji całego środowiska. Po drugie kryterium demokatyczne jest w ogóle tutaj dość wątpliwe, bo ma marne zastosowanie do jakiejkolwiek oceny jakości - równie dobrze możemy obejść komitety i po prostu zrobić głosowanie, ile punktów przyznać. Po trzecie i najważniejsze, mamy problem z naczelną zasadą dowolnej oceny, tj. CoI - żeby nie oceniać samych siebie.
Ocena ekspercka działa pod dwoma warunkowami, oceniający i) mają wyższe kompetencje od ocenianych, ii) są wobec nich zewnętrzni. Warunek i) jest może spełniony (możemy tak założyć, ale do końca nie wiemy, bo głosowanie nie mierzy jakości naukowej tylko poplarność), a warunek ii) z całę pewnością nie.
Problem nie tylko obecnej ewaluacji ale obecnej polityki naukowej jest taki, że ministerstwo nie bardzo ma jakąkolwiek wizję i żadnej siły przebicie w walce o finansowe, więc koncentruje się na tym żeby jakoś płynąć z prądem i starać się wszystkim zrobić dobrze (tj. żeby środowisko było jak najmniej niezadowolone).
Wystarczy sprawdzić komitet po komitecie ilu jest tam autentycznie mocnych naukowo osób (podobnie jak w RDN) - np. porównując Stanford/Elsevier index top 2%. Środowisko tylko w nielicznych wypadkach ceni takie osoby.
W efekcie w gremiach które wybierają doktorzy habilitowani (RDN i Komitety PAN) prosta arytmetyka tryumfuje. Zwycięża reprezentant największego wydziału w Polsce o ile przytomny dziekan tego dominującego ilosciowo wydziału namówił jeszcze jakis jeden lub dwa inne, mniejsze wydziały do współpracy. Tak jest na pewno w wypadku RDN gdzie dochodzi jeszcze jeden element. Nigdy doktor habiliowany nie będzie zainteresowany aby wybierac do RDN osobę o bardzo dużym dorobku. To że zostało to kiedys zmienione (z profesorów tytularnych na dr hab.) wynikało z chęcie ustawodawcy do powołania tam mniej konserwatywnych ludzi (np. w naukach prawnych). Teraz będzie to się ciągnęło jako negatywna selekcja aż dojdzie do jakiejś wielkiej rewolucji w pracy naulowej co jest całkiem mozliwe ze względu na wkraczanie do nauki światowej AI.
Demokracja nie sprawdza się w nauce. Jakbyśmy się kierowali demokracją w astronomii, to do dziś Słońce by krążyło wokół Ziemi.
Zawsze była czapa PAN nad nauką polską i co ?
Karierowicze i przeciętniacy z PAN wyznaczają poziom nauki polskiej, a jaki jest każdy widzi.
Likwidacja PAN to pozbycie się hamulcowego w rozwoju polskiej nauki.
@ kk,
PAN to najważniejsza instytucja nauki polskiej, i zarazem narodowa akademia nauk od 75 lat. PAN to raptem 7% ekosystemu nauki nad Wisłą, więc kto wyznacza poziom nauki polskiej? Mówienie o likwidacji PAN, to tak jakby ktoś chciał zlikwidować Narodową Akademię Rysiów-Ostrowidzów w Rzymie lub Towarzystwa Królewskiego w Londynie czy Edynburgu. A może zlikwidujmy naukę polską? Tym bardziej, że w produkcji przemysłowej firmy zagraniczne stanowią 55%, w produkcji high-tech ponad 90%, a w eksporcie ich udział wynosi 68%.
Gościu jak ktoś 100% czasu pracy poświęca na pracę naukową, to chyba to ten ktoś wyznacza poziom nauki.
Ci z PANu zawsze decydowali o rozwoju nauki polskiej, zawsze byli w centrum decyzyjnym więc nie mów, że ci co mają na pracę naukowa przeznaczyć 50% czasu (na uczelni) cokolwiek mogą wyznaczać. To jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. W efekcie to jest 50% mniej doświadczenia i trudno jest więc wymagać, aby takie osoby narzucały rytm peletonowi. Taki rytm narzucają mogą tylko ci co w 100% się angażują naukowo, ale zawsze brane są w sposób niewłaściwy wskaźniki, aby pokazać, że PAN przoduje w polskiej nauce. Pana gadanie o 7% ekosystemu to ściema, to zrzucanie odpowiedzialności z PAN za stan polskiej nauki, a to przecież PAN jest super zawodnikiem w 100% angażującym się czasowo w uprawiani nauki, a nie zawodnikiem na pół gwizdka jak pracownik uczelni. Skoro jednak PAN faktycznie to tylko 7% polskiej nauki to tym bardziej nie ma co się wahać tylko rozwalić trzeba ten hamulec polskiej nauki. Jak faktycznie są dobrzy ci z PAN, to się odnajdą w ekosystemie uczelnianym, ale wątpię bo połowa to cieniasy i nie wydolą w systemie pół na pół z dydaktyką.
@ kk,
Bzdura. To krajowe uczelnie wyższe dysponują największą siecią placówek badawczych, gdzie zatrudniona jest większość krajowej kadry badawczej, i to tam realizowana jest lwia część krajowych grantów. To, że 50% czasu mogą poświęcić jedynie na badania, niczego nie zmienia. Klasyczne uniwersytety badawcze globu np. w USA i UK też mają dydaktykę, i przewodzą w nauce.
Potwierdzasz tymże, że PAN jest zbędny, gdyż niczego nie zmienia.
Faktycznie jest bez znaczenia dla polskiej nauki. Minimalnie wpływa na ocenę polskiej nauki i nie nadaje żadnych kierunków badawczych rozwijanych przez uczelnie.
Jak uwzględnić czynnik czasu poświęconego na pracę naukową, to wypada słabiutko w porównaniu z uczelniami.
Co do patologii na uczelniach to wynika z tego, że w PAN można zrobić 2 razy szybciej karierę naukowa, a aby temu zaradzić na uczelniach występuje patologia na przykład tego typu, że wykład jest ten sam przez 40 lat itd. ,a to wynika właśnie z istnienia ścieżki kariery naukowej w PAN. PAN wprowadza patologie. Zresztą przydałoby się zlikwidować profesurę belwederską, bo ta nic dobrego nie wnosi i na dobre pożegnać się z habilitacja.
@ kk,
Jeszcze raz. A jeśli mówimy o ocenie nauki kraju, to uwzględniamy dorobek badawczy wszystkich pionów tworzących ową naukę. W PL badania naukowe prowadzą uczelnie wyższe, instytuty badawcze, Sieć Badawcza Łukasiewicz, instytuty naukowe PAN, centra badawczo-rozwojowe firm, towarzystwa naukowe głównie ogólne. PAN to 7% ekosystemu, który rokrocznie odpowiada za circa 25% dorobku nauki polskiej. Chcąc się wypowiadać na temat jakiejkolwiek instytucji naukowej, to trzeba znać bardzo dobrze historię, organizację i dorobek badawczy tej określonej instytucji. PAN to najważniejsza instytucja nauki polskiej. I tak też jest postrzegana w Europie i na świecie. Być może za 10-15 lat UJ i UW będą liderami w obszarze badań naukowych podstawowych, ale na razie muszą się mozolnie wspinać na szczyt góry. Zobaczymy też czy kierunki badawcze rozwijane przez uczelnie będą miały przełożenie na publikacje naukowe, a które mogłyby zdobyć uznanie międzynarodowe. O ścieżce kariery akademickiej nie będę się wypowiadał.
Ponadto już pan kłamie, bo było to panu wyjaśniane, że biorąc pod uwagę czas Uj i UW daleko w tyle zostawiają PAN i nieprawdą jest to co pan piszę, że mozolnie wspinają się na szczyt by wyprzedzić PAN. Ale tio typowe dla polskich naukowców, kłamać kłamać i jeszcze raz kłamać wszędzie, a przede wszystkich w artykułach naukowych i dlatego wiarygodność osiągnięć polskich "naukowców" jest wątpliwa.
O jakim Pan dorobku mówi. Proszę wskazać ten dorobek i wpływ PAN na rozwój Polski.
Tym dorobkiem z lat PRL to chyba Pan jaja sobie robi.
Obecnym dorobku. Nie widać, proszę wskazać.
Jak Pan będzie wskazywać publikacje, to miej Pan na uwadze, że 99% to jest makulatura.
Weź sobie Pan do ręki publikacje PANowskie i zobacz czy są aktualne, te z lat 90 na przykład. Jakby były aktualne to byłyby wartościowe.
Jeszcze raz pokazuje PAN, że środki wydawane na PAN są marnowaniem środków na naukę, z której nie ma pożytku obywatel polski i tak jak w całej byłej RWPG (poza pracownikami PAN). Organizacja nauki (mimo jakiś nowych elementów), a przede wszystkim mentalność "naukowców" się nie zmieniła.
Środki na naukę są wypłacane bez powiązania z efektami ekonomicznymi.
Nawet w PRL próbowano to zmienić, wprowadzając nagrody za modernizację, a dziś co, wróciło finansowanie dla samego finansowania nauki, bo bez finansowania nauki kraj się cofa i dlatego trzeba finansować aby finansować bez większego celu, bo tym celem jest samo finansowanie nauki.
Mamy bogatego mecenasa w Państwie Polskim, który finansuje nie wiadomo po co i co w nauce.
Wie Pan rosyjski PAN pewnie wedle Pana lepiej soi niż polski PAN, któryś to z Maćków tu pisał na forum, ale właśnie widzimy ten efekt, że Rosja cofnęła się do lat 90, a ja myślę, że to i tak optymistyczne oceny. Tyle jest wart rosyjski PAN, z polskim jest podobnie.
W skrócie rzecz ujmując:
w Polskiej Akademii Nauk prowadzi się badania naukowe (szeroko rozumiane), BEZ dydaktyki,
zaś
na uczelniach prowadzi się badania naukowe, czasem w połączeniu z dydaktyką (oczywiście, mam tu na wyłącznie myśli pracowników badawczo-dydaktycznych, badawczych oraz badawczo-technicznych).
Cyt."Jak Pan będzie wskazywać publikacje, to miej Pan na uwadze, że 99% to jest makulatura."
Proszę zatem udowodnić, że makulaturą jest 99% publikacji ludzi pracujących w:
Centrum Fizyki Teoretycznej PAN,
Instytutu Chemii Fizycznej PAN,
Instytutu Fizyki Jądrowej PAN,
Instytutu Matematycznego PAN itd. itd. itd.
Jeśli nie potrafi Pan tego udowodnić, to KRZYWDZI Pan tych ludzi swoimi wywodami.
Panie dr On jest takie zjawisko zaobserwowane u człowieka, że maksymalizuje on zysk ze swego działania. Jeśli nie może zmaksymalizować dochodu, to minimalizuje koszty. Ma Pan odpowiedź naukową i proszę nie wmawiać, że naukowcy to inna rasa ludzka (nadludzie), których to nie dotyczy.
A jak Panu brak ogólnego wykształcenia, zresztą to cecha polskich naukowców, to niech się Pan douczy. Bardzo nie lubię takich przemądrzałych domorosłych jak Pan naukowców, a Polska takimi po brzegi jest wypchana.
Cyt."A jak Panu brak ogólnego wykształcenia, zresztą to cecha polskich naukowców, to niech się Pan douczy. "
Niech Pan będzie uprzejmy wskazać, CZEGO niby Pańskim zdaniem, miałbym się douczać. Bo ja też nie lubię rzucania sobie ot tak hasełek "Doucz się Pan", czy też "Większość działalności naukowej, to makulatura" itp.
Widać, że nie jest Pan w stanie udowodnić, iż 99 % publikacji ludzi z PAN, to makulatura...
PS. Pan nie jest, rzecz jasna, domorosłym przemądrzałym naukowcem...
Jak coś jest coś warte to nikt tego za darmo nie oddaje.
Da Pan za te publikacje swoje mieszkanie czy dom ? Chce to zobaczyć.
No, skoro TAK Pan stawia sprawę, to z faktu, iż chyba nikt nie oddałby za mieszkanie lub dom np. pracy Kurta Goedla zawierających I tw. Goedla wraz z jego dowodem, wynika, iż Goedel był "hobbystą". Podobnie rzecz ma się z pracami zawierajacymi: dowód o niedefiniowalności prawdy (A. Tarski), czy wyprowadzenie równania Diraca (P. A. M. Dirac) itd. itd. itd. itd.
PS. Pomijam tutaj fakt, iż wyprowadzenie "E=mc^2" przez Einsteina zostało zlicytowane na wydatki wojenne podczas wojny, gdyż Einstein stał się swego rodzaju, ikoną nauki, a nawet kultury.
Przepraszam, miało być:
No, skoro TAK Pan stawia sprawę, to z faktu, iż chyba nikt nie oddałby mieszkanie lub dom ZA np. pracę Kurta Goedla zawierających I tw. Goedla wraz z jego dowodem, wynika, iż Goedel był "hobbystą". Podobnie rzecz ma się z pracami zawierajacymi: dowód o niedefiniowalności prawdy (A. Tarski), czy wyprowadzenie równania Diraca (P. A. M. Dirac) itd. itd. itd. itd.
PS. Pomijam tutaj fakt, iż wyprowadzenie "E=mc^2" przez Einsteina zostało zlicytowane na wydatki wojenne podczas wojny, gdyż Einstein stał się swego rodzaju, ikoną nauki, a nawet kultury.
Ja pamiętam czasy, gdy za gazetę z lokalnymi wiadomościami się płaciło i za artykuły naukowe również i pamiętam gniew naukowców, że muszą za to płacić. Pojawiły się wówczas wersje elektroniczne i open access, ale sam fakt, że naukowcy nie chcieli płacić za artykuły innych naukowców był faktem, więc nie uwierzę w to, co pan wypisuje, że te artykuły są coś warte nawet dla samych naukowców. Dochodzi do tego fakt, że metody w Europie nie podlegają ochronie patentowej, a więc nie są one w Europie cenione.
No, skoro wg pana prace np. Borna, Diraca, Goedla, czy Tarskiego itd. nie są warte nic dla ludzi z ich branży, to cóż można tutaj więcej napisać. Trudno to nawet komentować.
Zapomniał Pan, że pisałem o 99%.
@kk
Podziwiam Pana walkę tutaj. Podziwiam, gdyż z jednej strony ma Pan rację, a z drugiej strony to kopie się Pan z koniem. Tzn. oczywiście, że nikt normalny po dobroci nie zgodzi się, aby ktoś inny brał od niego pieniądze i po prostu przeznaczał je na swoje hobby. Tylko problem polega na tym, że instytuty badawcze w Polsce to pozostałość po Józefie Stalinie. Trochę przez przypadek udało im się przetrwać w latach 90. ubiegłego wieku, a teraz są raczej nie do ruszenia. Koszty operacyjne i wizerunkowe dla każdego rządu byłyby zbyt duże w stosunku do korzyści. Oczywiście dla świata nauki to spora kula u nogi, ale tak niestety działa demokracja.
Po prostu trzeba zaakceptować (z trudem) fakt, że w dzisiejszej przyrodzie są także jaszczurki, które pamiętają czasy dinozaurów i którym udało się przetrwać.
A Pan wie ile jest naukowców na świecie. Około 20 mln. A jakie są efekty ich pracy ? Czy rozwój świata nie powinien furczeć zatem ? Czy nie powinien pędzić jak rakieta ?
@ kk,
Nie wiem, czy pana post powyżej jest przejawem ignorancji, czy też zwyczajnej głupoty? Jeżeli mówimy o dorobku instytucji akademickich, to uwzględniamy przede wszystkim publikacje naukowe, a także patenty i ewentualne ich wdrożenia do przemysłu. Jeżeli szuka pan dorobku badawczego PAN, który jest zaindeksowany międzynarodowo, to po raz kolejny odsyłam pana do rankingu SIR i NATURE-INDEX. O ile dobrze pamiętam, to kwestionował pan ranking SIR, w odniesieniu do oceny instytucji akademickich regionu Europy Wschodniej, gdyż wedle pana wizji miał być skrojony pod Rosję. Twierdzenie, że 99% publikacji naukowych z afiliacją PAN to makulatura jest po prostu zabawne. I najważniejsze, jak na razie pan nie dowiódł marnotrawstwa publicznych funduszy wydawanych na PAN. Nie mam też nic przeciwko temu, aby zwiększyć finansowanie nauki polskiej. A jeśli chodzi o Rosyjską Akademię Nauk to faktycznie jest to jedna z czołowych instytucji naukowych globu, i zarazem najsilniejsza w regionie Europy Wschodniej, bez dwóch zdań. Nauka rosyjska nie dysponuje już takim potencjałem, jak nauka radziecka, ale nadal ma coś do powiedzenia w wielu dyscyplinach z nauk internacjonalnych.
Kwestionuję wszelkie rankingi tego pokroju, bo one nie są żadną miarą a co najwyżej wskaźnikiem, a jak ze wskaźnikami jest czasami pokazują nieprawdę.
Nie ma żadnego przełożenia hobbistycznego uprawiania nauki na poprawę życia i poziom gospodarczy w kraju. Hobbiści lubią się zajmować swoim hobby tym bardziej za cudze pieniądze i przede wszystkim wmawiać wszystkim, że im to potrzebne, by czerpać z tego zyski.
W szczególności tu na forum bije to, że naukowcom trzeba płacić dużo bo są naukowcami niezależnie od tego co robią. Taki typowy ruska czy słowiańska mentalność wywodząca się z korupcji urzędnika rosyjskiego, któremu trzeba było płacić tylko dlatego, że on był na stanowisku urzędniczym.
Jestem święcie przekonany, że żaden z naukowców polskich nie stworzyłby firmy i za własne pieniądze finansowałby swoje badania naukowe i pensję, bo dobrze wie, że o tyłek rozbić, ale wykazywanie się jakimiś rankingami i papierowymi wskaźnikami jest potrzebne po to by uzasadniać wydawanie ogromnych środków na naukę, które normalnie są marnotrawione, a dowody chodzę koło pana z tytułami profesorskimi. Ludzie, którzy dobrze sobie żyją na naukowej posadzie, jak rosyjski urzędnik.
Cyt."Nie ma żadnego przełożenia hobbistycznego uprawiania nauki na poprawę życia i poziom gospodarczy w kraju. Hobbiści lubią się zajmować swoim hobby tym bardziej za cudze pieniądze i przede wszystkim wmawiać wszystkim, że im to potrzebne, by czerpać z tego zyski."
No, to hobbystami byli wobec tego: Einstein, Dirac, Heisenberg, Newton, Leibniz, Bohr, Born, Schroedinger, Landau, Kapica, Ulam, Czerenkow, Wawiłow,
ale też i:
Goedel, Lindenbaum, Hosiasson-Lindenbaumowa, Łukasiewicz (nie ten, który wynalazł lampę naftową), Łojasiewicz, Opial, Mostowski, Presburger, Tarski, Ważewski, Wojsberg ... i wielu, wielu innych.
Jak powyżej. Na świecie jest około 20 milionów naukowców i co widać to?
Odpowiedź jest prosta i zarazem trudna. Otóż, Kol."kk" oczekiwałby (tak rozumiem jego poglądy), żeby zastosowania wyników pracy naukowców były szybkie, podobnie jak to było w XIX w. i XX w. A skoro takowych zastosowań nie ma, to wg niego, prowadzący taką działalność, to nie naukowcy, ale hobbyści. (Nie)stety, nie ma tak łatwo i szybko.
Oczywiście, że efektów działalności większości tych 20 mln naukowców, w postaci zastosowań, nie widać, ba! że nie należy oczekiwać takich zastosowań (a już na pewno szybkich) w przypadku większości prac tych naukowców. Sęk w tym, że w dużej ilości przypadków NIE DA SIĘ ocenić na daną chwilę, czy w ogóle zastosowania będą.
Ze swej strony, to wolę już przeznaczyć tak przynajmniej 30 % finansowania działalności "hobbystów" działających obecnie w dziedzinach humanistycznych i społecznych, na dodatkowe sfinansowanie stworzenia WARUNKÓW do pracy "hobbystów" w biologii, chemii, fizyce, matematyce itd., niż zgadzać się na taki system finansowania, który jest obecnie.
w kwestii finansowania dyscyplin pełna zgoda
natomiast wole pracę zorganizowaną scaloną w określonym kierunku i mającą cel
a nie pracę rozproszoną bez celu wspólnego robioną w sposób hobby, coś tu pogrzebię i coś tu pogrzebię, ale z tego nic się nie da wdrożyć, takie hobbistyczne zajęcie na własne potrzeby
pensum dydaktyczne można obniżyć mając grant na swoje badania :)
Kto w polskiej nauce ma dziś najsilniejszy, prawdziwie demokratyczny mandat?
Odpowiedź jest prosta: członkowie RDN oraz komitetów naukowych PAN. Żadne inne gremium nad Wisłą nie dysponuje tak potężnym, bezpośrednim mandatem. Nie ma tu mowy o nominacjach zza biurka, układach czy decyzjach administracyjnych. To czysta demokracja ateńska w nowoczesnym wydaniu – system, w którym profesorowie i doktorzy habilitowani w powszechnych wyborach sami wskazali najlepszych reprezentantów spośród siebie.
Oczywiście, w debacie publicznej wszystko można próbować podważać, co jest całkowicie naturalnym procesem (=buntuję się więc jestem), przy posiadaniu współczesnych narzędzi komunikacji takich jak Internet, media społecznościowe etc. Żeby jednak redefiniować rolę tak silnych, demokratycznych gremiów, trzeba mieć do tego potężne umocowanie prawne. Samo bycie "anonimowym mistrzem klawiatury” zdecydowanie nie wystarczy.
Chyba nie do końca rozumiemy zasady demokracji. W demokracji udzielamy w czasie wyborów madatu zaufania w ramach jakiegoś zakresu działania opisanego np. normami prawymi. Czy w momencie wyborów do komitetów PAN czy RDN była mowa udziale tych ciał w tworzeniu listy czasopism ? Nic takiego nie egzystowało wiec logiczne jest, że ani RDN ani komitety PAN nie mają żadnego mandatu demokratycznego w tej kwestii. Co nie neguje ich (komitetów czy RDN) mandatu demokratycznego w kwestiach opisanych normami prawnymi w momencie ich wyborów. W sysemie demokratycznym zmiany zkresu komptencji organów obieralnych zawsze powinny być związane z nowymi wyborami.
W momencie wyborów (jak i teraz) obowiązuje Ustawa o PAN z 2010 roku. W części dot. komitetów (Art. 36) w pkt. 9 jest zapis "ocena wydawnictw naukowych.", czyli wszystko się zgadza. Ktoś kto się decydował wiedział, że ocena wydawnictw jest jednym z ustawowych zadań komitetów. Czyli nie nastąpiła zmiana kompetencji.
"Nic takiego nie egzystowało" - nie zna pan ustawy o PAN, a się pan wypowiada...
Panie Profesorze,
To jest ustawa o Polskiej Akademii Nauk. Jeśli przepisy ustawy nie stanowią inaczej to przepisy te dotyczą PAN. Polska Akademia Nauk może zlecić swoim komitetom "ocenę wydawnictw", ale robi to na własne wewnętrzne potrzeby. Nie ma umocowania aby decyzje komitetów dotyczył całości środowiska. Proszę zobaczyć w tej samej ustawie art 39, 40 dotyczącej Komisji Etyki. Gdzie jasno jest napisane, że pomimo tego, że ustawa dotyczy PAN to przepisy artykułów 39 i 40 tej ustawy dotyczą wszystkich naukowców w Polsce (patrz art. 39 ustęp 1). Czy taki zapis jak art. 39 ustęp 1 w jest w Art. 35 albo 36. Nie ma takiego odniesienia, wiec to są ustawowe regulacje dotyczące organizacji i działania PAN, a nie całego środowiska naukowego.
Pozdrawiam
Panie/Pani STO,
Pana argumentacja logicznie i zręcznie rozróżnia wewnętrzne życie korporacyjne Polskiej Akademii Nauk od regulacji powszechnie obowiązujących całe środowisko akademickie w Polsce. Diabeł tkwi jednak w szczegółach systemowych – a dokładniej w tym, jak Ustawa o PAN (na którą Pan się powołuje) współgra z Ustawą Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (tzw. Konstytucją dla Nauki / Ustawą 2.0).
Wykładnia systemowa prawa pozwala na sformułowanie następujących kontrargumentów wobec Pana błędnej tezy:
1. Źródło mandatu ogólnokrajowego: Ustawa 2.0, a nie Ustawa o PAN
Ma Pan rację, że sama Ustawa o PAN (art. 36 ust. 9) reguluje zadania komitetów w strukturach samej Akademii. Jednakże, komitety PAN nie działają w próżni prawnej. Mandat do oceny czasopism na poziomie ogólnokrajowym (czyli na potrzeby ministerialnego wykazu) nie został przez nie samowolnie „zawłaszczony”, lecz delegowany na nie przez Ministra na mocy rozporządzenia. To właśnie Ustawa 2.0 daje Ministrowi Nauki prawo do stworzenia ogólnokrajowej listy czasopism i określenia, jak ta lista ma powstawać. Komitety PAN mają mandat do oceniania pism również dlatego, że pozwala im na to ich własna ustawa o PAN (PRIMO), ale dlatego, że ogólnokrajowa Ustawa 2.0 (i akty wykonawcze Ministra) wprost ich do tego wyznaczyła, czyniąc z nich kluczowy element państwowego systemu nowej ewaluacji nauki.
Zgodnie z mechanizmami ewaluacji nauki, Ministerstwo wielokrotnie wprost wskazywało komitety PAN jako ciała eksperckie uprawnione (i wręcz zobligowane) do przedstawiania rekomendacji dotyczących wykazu czasopism. Poza tym w historii PAN komitety wielokrotnie dokonywały przeglądu/oceny czasopism ze swojej dyscypliny.
2. Wybory powszechne a charakter mandatu komitetów PAN
Należy pamiętać, jak wygląda proces wyboru do komitetów naukowych PAN. Nie są to wybory zamknięte, wewnętrzne dla pracowników instytutów PAN. Prawo wyborcze (zarówno czynne, jak i bierne) posiadają wszyscy samodzielni pracownicy naukowi w Polsce (profesorowie i doktorzy habilitowani ze wszystkich uczelni publicznych i prywatnych, instytutów PAN, Sieci Łukasiewicza etc.).
• Głosując w tych wyborach, całe środowisko naukowe doskonale wiedziało, że wybiera reprezentantów swoich dyscyplin w skali kraju.
• Skoro rozporządzenie ministerialne wprost angażują te (wybrane demokratycznie) gremia do opiniowania czasopism, to twierdzenie, że nie mają one mandatu, jest formalnie nietrafione. Elektorat oddał głos na ekspertów mających oceniać jakość nauki w danej dyscyplinie – a ocena czasopism to esencja oceny tej jakości.
3. Nietrafione porównanie z Komisją Etyki w Nauce
Porównanie do art. 39 i 40 (Komisji Etyki) nie do końca oddaje specyfikę struktur PAN:
• Komisja Etyki w Nauce ma status organu dyscyplinarno-orzeczniczego (stąd wymóg precyzyjnego, kazuistycznego określenia jej jurysdykcji nad osobami spoza PAN).
• Komitety naukowe PAN pełnią natomiast funkcję ciał reprezentujących dyscypliny oraz ciał opiniodawczo-doradczych. Gdy np. organ administracji rządowej (Minister) prosi ustawowe ciało doradcze o opinię/rekomendację w sprawie wykazu czasopism, nie jest potrzebny zapis w Ustawie o PAN mówiący, że "decyzje komitetu dotyczą osób trzecich". Decyzję o kształcie listy podejmuje finalnie KEN – komitety dostarczają jedynie eksperckiego, legitymizowanego demokratycznie wkładu.
Komitety PAN nie nakładają na nikogo obowiązków swoimi własnymi uchwałami (tu ma Pan rację – nie mają władzy administracyjnej – bo są ciałami eksperckimi bez osobowości prawnej). Jednak jako reprezentacja wybrana w ogólnokrajowych wyborach, posiadają pełen demokratyczny i merytoryczny mandat, by ich ocena wydawnictw (zapisana w ustawie o PAN) stawała się podstawą do tworzenia oficjalnych wykazów przez Ministerstwo. Zmiana zakresu kompetencji nie nastąpiła – komitety od zawsze – tj. od 75 lat zajmowały się parametryzacją i oceną jakościową reprezentowanych przezeń dyscyplin.
Pozdrawiam
Właśnie czytam Davida Graebera "Praca bez sensu" (Bullshit Jobs) a tu wypowiedź o komitetach naukowych PAN. Co za koincydencja!
https://pl.anarchistlibraries.net/library/david-graeber-praca-bez-sensu
Ja również bardzo dziękuję!
Dziękuję za ten link.
Bardzo ciekawa lektura :)
'W efekcie wyborów [w 2024 roku] utworzonych zostało 71 komitetów naukowych PAN'
'Warto dodać, że tylko latach 2024–2025 komitety naukowe przyjęły 142 stanowiska w sprawach uznanych za ważne dla środowiska naukowego. Czy ta aktywność jest niewystarczająca? Moim zdaniem jest imponująca'
Jeżeli JEDNO stanowisko ROCZNIE przypadające na JEDEN komitet nazywa Pan imponującym to aż boje się pomyśleć jaki poziom jest dostateczny. Szkoda, że Pan Profesor zajmuje się ekonomią, bo chciałbym, aby oceniał Pan moje postępowania awansowe.
"Listę czasopism jako istotny element całego procesu ewaluacji zdecydowano się utrzymać, choć budzi to w środowisku naukowym wiele emocji. "
Budzi zdecydowany i słuszny sprzeciw, i protestuję przeciwko nazywaniu tego "emocjami".
Jak to dobrze że w PAN wszystko po staremu. Sami tworzą problemy które absolutnie nikogo poza akademią nie interesują, a potem sami namiętnie dyskutują jak je rozwiązać.
Społeczeństwo stoi obecnie przed gigantycznymi wyzwaniami dot. obronności, energetyki, demografii, etc.
Sama nauka stoi obecnie przed gigantycznymi problemami dot. finansowania, dydaktyki, AI etc.
Człowieku zajmij się realnymi problemami jesli nie społeczenstwa to chociazby nauki, bo pracujesz w sektorze publicznym a nie zastanawiasz sie czy akademia powinna podpisywać sie pod opiniami komitetów, ktore sa przeciez jednym z Waszych filarów (!) no na litość boską, w jakiej bańce trzeba zyc zeby sie zajmować takimi rzeczami…
Jednego czlowieka wsrod 37 mln nie znajdziesz którego ten temat zajmuje
Pan Prezes szczerze stwierdził: „wykorzystanie w roli ekspertów”
„wykorzystanie” – to klucz i sedno sprawy
„wykorzystanie”, bo nikt nie pytał czy Komitety chcą listy i czy chcą ją tworzyć; to narzucono w Rozporządzeniu ponad głową Komitetów; a może PAN wyraził na to zgodę?
„wykorzystanie” - bo całkowicie za darmo; ani eksperci ani Komitety nie dostaną nawet grosza za swoją pracę, a to już wyzysk nie tylko wykorzystanie
„wykorzystanie” – bo wyznaczono bardzo krótki czas na ocenę; jak to zrobić dobrze?
„wykorzystanie” – bo winę za złą listę będzie można przerzucić na ekspertów, a ponieważ zgodnie z Rozporządzeniem Komitety zatwierdzają opinie ekspertów, to znaczy, że wina spadnie na Komitety, a skoro Komitety to przedstawiciele środowiska, to wina zostanie przypisana środowisku, a nie KEN/Ministerstwu; oto jak sprytnie umyto ręce
„wykorzystanie” – bo listę i tak ukształtuje KEN/Ministerstwo, ponieważ Rozporządzenie zachowuje możliwość ręcznej zmiany kategorii czasopisma aż o 2 poziomy, ale nie robią tego Komitety, a kto?
Panie Prezesie niech Pan broni Komitetów!
I w tym, o czym piszesz, leży całe sedno sprawy ....
Pewnie znów na liście będą kwiatki bo jak np. czasopismo z drugiego kwartyle które chyba powinno mieć 100 punków (według mojego zrozumienia) skończy z 40 albo z 200 punktami, tak nie da się zrobić listy bo ci co mogą mieć wpływ na pewno to wykorzystają.