Aktualności
Badania
24 Marca
Fot. Ewa Gumul
Opublikowano: 2026-03-24

Zajrzeć do umysłu tłumacza symultanicznego

Co dzieje się w umyśle tłumacza symultanicznego, który w ułamku sekundy musi nie tylko zrozumieć i przełożyć słyszane słowa, ale i sprawić, by wypowiedź była w pełni zrozumiała dla słuchacza? Szukając odpowiedzi na to pytanie, międzynarodowy zespół naukowców, którym kieruje badaczka z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, analizuje zjawisko eksplicytacji.

Eksplicytacja to codzienność w pracy tłumacza. Polega na dodawaniu różnych elementów niewystępujących w oryginalnej wypowiedzi, dzięki którym tłumacz wyraża wprost to, co w oryginale było jedynie domyślne.

O eksplicytacji mówimy wtedy, gdy porównując tekst i jego tłumaczenie na inny język, widzimy, że w przekładzie pewne informacje zostały wyrażone wprost, choć w oryginale były jedynie domyślne – wyjaśnia dr hab. Ewa Gumul z Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Śląskiego, kierująca międzynarodowym projektem CLESI2. – Mówiąc najprościej, polega ono na dodawaniu elementów językowych czy też uwypuklaniu określonych znaczeń, co sprawia, że tłumaczony tekst bywa dłuższy i bardziej precyzyjny od oryginału – dodaje.

Przykładem może być zastąpienie zaimka osobowego (on czy ona) pełnym imieniem i nazwiskiem lub nazwą zawodu opisywanej osoby. Są to także wyrażenia porządkujące treść, czyli konektory lub markery dyskursu. Mogą to być np. wyrażenia przyimkowe: na początku, spójniki: więc, a nawet wyrażenia metatekstowe: innymi słowy itd. O ile są one dosyć często stosowane w przekładzie pisemnym, o tyle nie do końca spodziewano się ich w tłumaczeniu symultanicznym.

Jak podkreśla badaczka, jeszcze pod koniec ubiegłego wieku eksperci sądzili, że w tym szczególnym rodzaju przekładu – ze względu na ogromną presję czasu – na eksplicytację po prostu nie ma miejsca. Systematyczne badania prowadzone od 2006 roku pokazują jednak coś zupełnie innego.

Wiedzieliśmy, że w tłumaczeniu pisemnym, gdzie mamy czas na refleksję, eksplicytacja jest zjawiskiem służącym przede wszystkim poprawie jasności tekstu. Praca tłumacza symultanicznego to zupełnie inna rzeczywistość – mówi anglistka i iberystka z UŚ.

Podkreśla również, że zabieg ten nie prowadzi do zmiany znaczenia treści tekstu. Może natomiast przyczynić się do poprawy jego jakości poprzez językową klarowność czy spójność logiczną. Czasem może także przesuwać punkt ciężkości wypowiedzi. Przykładowo zamiana struktur nominalnych na werbalne, wymuszająca nazwanie wykonawcy czynności, może uwypuklać winę lub zaangażowanie danej osoby. W tym sensie eksplicytacja bywa narzędziem manipulacji językowej.

Mniej niż dwie sekundy

Aby lepiej zrozumieć znaczenie eksplicytacji w przekładzie symultanicznym, spróbujmy wcielić się na chwilę w rolę tłumacza. Wyobraźmy sobie, że pracujemy podczas konferencji naukowej. Słuchamy wypowiedzi prelegenta, niemal natychmiast musimy ją zrozumieć i przełożyć na inny język, aby odbiorcy mogli w czasie rzeczywistym zrozumieć, co dana osoba mówi.

Kluczowym pojęciem jest tutaj EVS (Ear-Voice Span) – charakterystyczne dla tłumaczenia symultanicznego opóźnienie czasowe między tekstem oryginału a tłumaczeniem. Tłumacz musi poczekać, aż usłyszy wystarczający fragment zdania, by móc je poprawnie przełożyć. Gdy to opóźnienie się wydłuża, w tłumaczeniu mogą pojawić się dłuższe, niewypełnione przerwy. Pauzy dłuższe niż dwie sekundy są jednak podświadomie odbierane przez słuchaczy jako „opuszczenie” treści, co z kolei obniża ocenę jakości pracy i może podważyć zaufanie klienta do efektów pracy eksperta.

Nic więc dziwnego, że tłumacze symultaniczni stosują różne strategie radzenia sobie z takimi przerwami. Jedną z nich jest właśnie eksplicytacja. Co ciekawe, choć w przekładzie pisemnym miałyby przede wszystkim ułatwić odbiorcy zrozumienie tekstu, w pracy tłumacza symultanicznego stają się elementem jego strategii maskujących. Pozwalają bowiem zachować płynność wypowiedzi i przez to budują zaufanie klienta.

Tłumacz zyskuje tym samym na czasie, gdy informacja jest niejasna i potrzebuje więcej czasu na zrozumienie oraz odpowiednie przełożenie trudniejszego fragmentu – wyjaśnia dr hab. Ewa Gumul. – Dochodzimy tym samym do drugiego interesującego mnie pojęcia, jakim jest obciążenie kognitywne, czyli wysiłek związany z jednoczesnym słuchaniem i mówieniem. Nasze badania pokazują, że w przypadku przekładu symultanicznego eksplicytacja służy przede wszystkim zmniejszeniu poziomu takiego obciążenia. To zaskakujące odkrycie – dodaje.

Lingwistyczny odcisk palca

Każdy tłumacz, podobnie jak użytkownik języka, ma coś, co można nazwać własnym lingwistycznym odciskiem palca (ang. linguistic fingerprint). Jest to unikatowy sposób formułowania wypowiedzi: preferencje leksykalne i składniowe, a także skłonność do sięgania po strategie, takie jak eksplicytacja. Jak wyjaśnia badaczka z Uniwersytetu Śląskiego, z tej perspektywy ciekawie wyglądają wyniki badań pracy polskich tłumaczy w Parlamencie Europejskim, które wykazały, że mimo podobnego przygotowania zawodowego i codziennej współpracy w ramach jednej, dobrze zintegrowanej jednostki (ang. language unit) style eksplicytacji stosowane przez tamtejszych tłumaczy symultanicznych bardzo się różnią.

Niektórzy są skrajnie oszczędni, inni prezentują styl „ekstremalnie obfity” – a co najważniejsze, oba te podejścia pozwalają na uzyskanie znakomitej jakości przekładu – podkreśla.

Analizując oba zjawiska: eksplicytację oraz obciążenie kognitywne w pracy profesjonalnych tłumaczy symultanicznych, uznała, że jest to znakomity temat badań. Tak narodził projekt CLESI1 (Cognitive Load & Explicitation in Simultaneous Interpreting), realizowany wspólnie z naukowcami z kilku ośrodków akademickich (m.in. Uniwersytetu Jagiellońskiego czy Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu).

Skoncentrowaliśmy się na parze językowej polski-angielski. Był to zresztą pierwszy projekt, w którym przeprowadzono analizy eksplicytacji w przekładzie symultanicznym z udziałem profesjonalnych tłumaczy na tak szeroką skalę – mówi kierująca projektem badaczka z Uniwersytetu Śląskiego.

Badanie tak ulotnego procesu wymaga jednak łączenia wielu narzędzi. Jedną z metod, jak wyjaśnia, była retrospekcja. Polega ona na odtwarzaniu toku myślenia tłumacza tuż po wykonaniu zadania. Badacze muszą jednak brać pod uwagę ograniczenia i zniekształcenia pamięci. Ślady pamięciowe z wykonanego zadania mogą mieszać się z doświadczeniami innych, wcześniejszych sytuacji zawodowych. Ponadto tłumacze mogą nieświadomie racjonalizować własne decyzje i przedstawiać przebieg tłumaczenia w sposób zgodny ze znanymi im wymogami jakości, a niekoniecznie z tym, co faktycznie „działo się” w ich głowach. Dlatego, aby zminimalizować te wpływy, badani poznawali dokładny cel badania dopiero po jego zakończeniu, co miało ograniczyć ryzyko, że w trakcie tłumaczenia i podczas retrospekcji będą świadomie kierować uwagę na analizowane zjawiska. Naukowcy analizują oczywiście również sam produkt tłumaczenia.

Wyniki badań projektu CLESI1 okazały się na tyle interesujące, że postanowiono rozszerzyć ich zakres o nową parę językową: hiszpański-angielski.

Jestem nie tylko anglistką, lecz również iberystką. Uznałam więc, że warto porównać strategie profesjonalnych tłumaczy symultanicznych na przykładzie drugiej pary językowej, aby sprawdzić, czy będziemy w stanie zidentyfikować uniwersalne strategie. Co więcej, liczę, że dzięki temu unikniemy wpływu konkretnych systemowych różnic językowych na wyniki badań – zaznacza dr hab. Ewa Gumul.

Naukowcy z międzynarodowego zespołu chcą uzyskać odpowiedź na dwa główne pytania: w jaki sposób różne poziomy obciążenia kognitywnego wpływają na zachowania eksplicytacyjne profesjonalnych tłumaczy symultanicznych oraz czy można zaobserwować powtarzające się wzorce w pracy danego tłumacza. Projekt finansowany jest ze środków Narodowego Centrum Nauki.

 dr Małgorzata Kłoskowicz, źródło: UŚ

Dyskusja (0 komentarzy)