Nieczęsto się zdarza, by grant ERC przenosić z zagranicy do polskiej jednostki. Zrobił to ostatnio dr hab. Kamil Mamak – do niedawna na Uniwersytecie Helsińskim – który od stycznia rozpoczyna realizację grantu ERC Starting na Uniwersytecie Jagiellońskim. Kulisy tej decyzji, jak i poprzedzających ją starań o prestiżowy grant, odsłonił w wypowiedzi dla „Forum Akademickiego”.
Przeniesienie grantu ERC i powrót do Polski ma w moim przypadku czysto prozaiczne podłoże – po prostu żona nie chciała już mieszkać w Finlandii. Mówiąc pół-żartem – było za zimno. W Helsinkach spędziliśmy trzy lata, a w ostatnim roku pobytu tam postawiłem sobie za cel napisanie naprawdę dobrego wniosku o grant European Research Council. Jestem po studiach filozoficznych (i doktoracie) na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II oraz prawnych (i doktoracie) na Uniwersytecie Jagiellońskim, miałem już wcześniej na koncie grant Preludium NCN, ale wcześniejsze doświadczenia i kontakty w środowisku wskazywały, że trudno mi będzie w Polsce zdobyć w mojej dyscyplinie takie wsparcie, jak w Finlandii. Nikt bowiem u nas nie miał wcześniej grantu ERC z prawa.
Muszę przyznać, że nie liczyłem, że powiedzie mi się już za pierwszym podejściem. Każdy, kogo znam, otrzymał grant dopiero za drugim, trzecim, a nawet czwartym razem. Przypuszczałem więc, że i mi przyjdzie obejść się smakiem, ale przynajmniej nauczę się prawidłowo tworzyć wniosek, konstruować budżet dużego projektu etc. Na tym zależało mi najbardziej, po to tam też pojechałem. W Polsce – mówię o sytuacji sprzed kilku lat – nie miałem wrażenia, by wspierano takie centra, by ludzie tam pracujący byli dobrze opłacani, mieli czas na wnikliwą analizę wniosków, szkolenia, po to, by być na bieżąco z wiedzą na ten temat.
W Finlandii sytuacja wygląda zgoła inaczej. Wsparcie jest oferowane w szerokim zakresie i przykłada się do niego ogromną wagę. Daje się odczuć, że na grantach ERC naprawdę im zależy. Przede wszystkim nie trzeba samemu wszystkiego przygotowywać. Do mnie należało jedynie określenie mniej więcej co będzie potrzebne w projekcie i po jakimś czasie dostałem gotową rozpiskę na 1,5 mln euro. Nie musiałem się zajmować takimi rzeczami, jak wynagrodzenie, wynajem sprzętu, sprawy techniczne… Poświęcałem czas tylko na przygotowanie kwestii merytorycznych. Resztę zrobili za mnie ludzie od wsparcia grantu.
Doradzało mi kilka osób z sukcesami w ERC z mojej dyscypliny, taki „mentoring” organizowała sama uczelnia. W Polsce, jak mówiłem, nie mógłbym na to liczyć, bo takich grantów… nie ma. To, że ktoś zdobył go w biologii czy informatyce, nie znaczy, że będzie mógł mnie odpowiednio wesprzeć w pisaniu grantu z nauk prawnych. Zajmuję się naukowo filozoficznymi, etycznymi i prawnymi aspektami związanymi z AI i robotami. Próbuję odpowiedzieć na pytanie, czym są roboty z punktu widzenia prawa karnego i opracowuję modele instytucji prawa karnego dla robotów. W projekcie ROBOCRIM mam zamiar stworzyć filozoficzne podstawy prawa karnego, które uwzględnia roboty, tym samym przygotowując grunt pod współpracę człowieka z nimi. Specjalistów od tej tematyki w Polsce z grantami ERC po prostu nie ma.
Aplikację składałem pod koniec października, ale wstępny projekt zacząłem pisać już w maju, uczelnia zorganizowała nam specjalne warsztaty. Każdy, kto chce uczestniczyć w takim programie wsparcia składa najpierw czterostronicowy wstępny projekt, w którym przedstawia ogólny zarys tematyki. Pisałem to bez zbytniego entuzjazmu, bez wiary w końcowy sukces. Podzielono nas na grupy, po pięć, sześć osób. W każdym z takich zespołów wnioski czytał niedawny laureat konkursu ERC, służąc jednocześnie radą i dając silny feedback autorom projektów. W odniesieniu do mojego, powiedziano, że jest idealnie skrojony pod kryteria ERC. W Polsce czegoś takiego nie mógłbym dostać, bo nawet nie wiedziałbym, kogo o to zapytać. Ten etap dodał mi wyjątkowo dużo pewności siebie, takiego motywacyjnego kopa.
Wnioski pisaliśmy etapami, cały proces podzielony był na mniejsze odcinki. Na przykład określony zakres trzeba było skończyć do sierpnia. Później, inaczej niż w Polsce (zaznaczam, ze opieram się na doświadczeniu sprzed kilku lat), gdzie można było liczyć co najwyżej na podpowiedź, co wpisać do systemu, w Finlandii udzielano wsparcia merytorycznego, a więc jakiego języka używać, jakich argumentów, czego należy unikać, sam wniosek czytano bardzo wnikliwie od tej strony. To nie byli ludzie, którzy szkolą jedynie z zakresu na przykład administrowania grantem, ale też wiedzą, w jaki sposób taki grant się pisze. Takie wskazówki dostawałem na bieżąco.
Po złożeniu aplikacji dużo zadziało się na etapie przejścia do drugiego etapu. Fińskie uczelnie zdają sobie sprawę, że granty ERC to nie tylko prestiż, ale i konkretne pieniądze, więc w pewnym momencie, gdy sukces jest o krok, mocno inwestują w badacza. Na Uniwersytecie Helsińskim tego akurat nie było, ale słyszałem od kolegów, że na innych uczelniach opłaca się np. fryzjera czy nawet kupuje ubrania. Wszystko po to, żeby ubiegający się o grant zrobił dobre wrażenie podczas rozmowy. U mnie zatrudniono ekspertkę z Brukseli, która prowadziła treningi z wystąpień publicznych, nagrywaliśmy próbne filmiki do oceny. Rozmowa na drugim etapie w ERC trwa zazwyczaj 3 minuty, więc chodzi o to, by się nie zająknąć, nie zacinać, mówić płynnie…
Organizowano też tzw. mock interview, a więc taką udawaną rozmowę. Osoby zaangażowane do tego przez uczelnię czytały wniosek, dawały uwagi, przypominało to prawdziwy panel. Co ważne, wśród doradców była osoba, która wcześniej pełniła funkcję przewodniczącego panelu w ERC, a więc realnie przyznawała granty. Takie spojrzenie wieloletniego panelisty okazało się dla mnie bardzo cenne. W tym momencie nabrałem też większej pewności, słysząc, że to ciekawy projekt, z dużym potencjałem na sfinansowanie.
Przed prawdziwą rozmową w ERC różne myśli przychodzą do głowy, może się wydawać, że trzeba być kimś mądrzejszym niż się jest. Tymczasem w trakcie przygotowań dostawaliśmy co rusz sygnały, że trzeba być po prostu sobą. „Proszę się przejmować, w dobry sposób się pan wypowiada, jest pan naturalny, takie rzeczy lubimy”. Odgrywając taką rozmowę, znaliśmy pytania już wcześniej, więc odpowiedzi mogły nie brzmieć naturalnie, ale usłyszałem, że wypadłem bardzo dobrze. To mnie jakoś wewnętrznie uspokoiło. Inna rzecz, że i tak myślałem, iż nie dostanę grantu, więc aż tak bardzo na rozmowie się nie przejmowałem, podszedłem do tego na luzie.
Kiedy dostałem informację, że znalazłem się w gronie laureatów, najpierw niedowierzałem, później się ucieszyłem, a na końcu miałem poczucie winy w stosunku do osób, które mi pomogły. Miałem wrażenie, że je wykorzystałem. Wiedziałem przecież, że czy tak, czy tak, odchodzę z uniwersytetu. Namawiano mnie wprawdzie, żebym został, ale to już było postanowione. Zresztą, wszyscy w moim zespole w Departamencie Filozofii Praktycznej na Wydziale Nauk Społecznych wiedzieli, że Uniwersytet Helsiński nie jest moim docelowym miejscem, że nie będę tam na stałe. Czułem więc poniekąd, że dostając grant, zdradzam uczelnię w Helsinkach, tym bardziej, że osób z biura wsparcia nie angażowałem w moje plany osobiste, więc pomagali mi najlepiej jak mogli, jak każdemu innemu wnioskodawcy.
Inna sprawa, że do nich też przyjeżdżają naukowcy z grantami z innych ośrodków, więc podchodzą do tego nieco inaczej niż ja, mniej osobiście traktują takie przenosiny. To mi było trochę głupio z tego powodu, ale zupełnie niepotrzebnie. Tam nie robi się tragedii z tego, że ktoś od nich idzie z grantem gdzie indziej. Dodam, że Uniwersytet Helsiński był jednym z topowych we wrześniowym rozdaniu Starting Grants. Aż szesnaście osób dostało finansowanie.
Wracam więc na Uniwersytet Jagielloński, gdzie w 2018 roku zrobiłem doktorat z prawa i gdzie po prawdzie cały czas byłem zatrudniony na ¼ etatu, prowadząc m.in. zdalne zajęcia z prawa karnego. Na Uniwersytecie Helsińskim nie robiono mi z tego powodu żadnych problemów. Miałem oferty również z innych uczelni, by przenieść do nich grant ERC, ale byłem zdecydowany wrócić do Krakowa. Tu mam mieszkanie, a żona – firmę. Każda inna uczelnia wymagałaby od nas poważnej „akrobatyki” życiowej, UJ jest zdecydowanie najwygodniejszym rozwiązaniem. Zwłaszcza, że grant ERC zapewnia stabilizację finansową na kilka lat. W Krakowie znam ludzi na wydziale, znam administrację, dostaję też wsparcie ze strony nowych władz dziekańskich i rektorskich. Dla mnie oczywiste więc było, że wracam właśnie tutaj.
Not. Mariusz Karwowski
Po pierwsze, gratulacje i powodzenia!
Po drugie, dzięki za wielokrotne podkreślanie, jak ważne jest wsparcie instytucjonalne. Myślę, że w polskiej dyskusji nad ERC niewystarczająco to doceniamy.
Dodam od siebie, że wszystkie te elementy wsparcia można dzisiaj też już otrzymać w Polsce, ale trzeba po prostu po nie sięgnąć: jest to więc nieco mniej wygodne rozwiązanie niż otrzymanie wsparcia jak w Helsinkach w ramach własnej instytucji, ale też możliwe. To co oferują HPK, BDN PAN (w tym szkolenia koordynowane przez PAN prowadzone przez inne podmioty), ERC MI i jednostki wspierające wnioski grantowe w instytucjach (póki co tych dużych), daje takie samo zaplecze jak to wsparcie, które opisał Kamil. Najtrudniej pewnie o kontakt z laureatami z własnej dyscypliny, ale od tego jest networking.
Tu miałem okazję o tym więcej powiedzieć: https://www.gov.pl/web/hpkppw/grant-erc-petrius-petrification-of-ius-commune-through-printed-paratexts-petrius-petryfikacja-ius-commune-poprzez-drukowane-parateksty
Dziękuję za ten głos w dyskusji i jednocześnie ponownie gratuluję uzyskania grantu - wsparcie w PL jest i to od dobrych kilku lat. Ze swojego doświadczenia wiem, że było również w instytucjach, na uniwersytetach, a nie tylko w HPK, KPK i BDN PAN. Niemniej nadal jest dostępne i dobrej jakości. Tajemnicą pozostaje jednak, dlaczego te same działania i taka sama oferta jest oceniana diametralnie różnie, w zależności od tego, czy pochodzi z jednostki rodzimej, czy zagranicznej... o powodach można długo, ale ostatecznie myślę, że ci, którzy sięgnęli po wsparcie krajowe i otworzyli się na uwagi płynące również od "niebędących" ostatecznie nie żałowali :)
Dodam jeszcze, że jakość oferty krajowej rośnie w miarę korzystania z niej przez aplikujących...
Dziękuję za listę instytucji oraz link, sam myślę o składaniu wniosku o Starting Grant, więc może się przydać. :)
Wydaje mi się, że ta „domyślność” wsparcia w Finlandii jest bardzo ważna.
Haha. Też wróciłem na UJ z zagranicy (Wiedeń) bo żonie nie pasowało. I nie żałuję;-)
... ludzie od wsparcia grantu ...
Ktoś coś słyszał w Polsce o takich ludziach?
Za to o rankingach polskiej nauki bez odpowiedniego wsparcia finansowego zob. 1,5.,%pkb pisze się bez przerwy
Zapraszam do kontaktu z Biurem Doskonałości Naukowej PAN: doskonalosc@pan.pl
Tak - ja jestem taką osobą :)
Odważnie kolego! Gratuluję! Oby więcej takich osób wracało do Polski a polskie uczelnie przestały przeszkadzać a zaczęły wspierać i promować doskonałość naukową! Polska nauka ma ogromy potencjał, który wciąż czeka na uwolnienie!
Podoba mi się to, że autor nie robi logicznej akrobatki jak niektórzy, opowiadając o lojalności wobec Alma mater czy tam patriotyźmie. Tylko wprost określa, że sytuacja życiowa sprawiała że najwygodniej będzie wrócić do Krakowa. Gratuluję grantu i powodzonka