Publiczne uczelnie zawodowe postulują utworzenie specjalnego programu grantowego przeznaczonego dla pracowników tych instytucji. Jego budżet w okresie pilotażu miałby wynieść około 500 tys. zł.
W Polsce działa obecnie 31 publicznych uczelni zawodowych. Pierwsze z nich powstały w 1998 roku jeszcze pod szyldem państwowych wyższych szkół zawodowych. Prowadzą kształcenie na studiach o profilu praktycznym, uwzględniając potrzeby otoczenia społeczno-gospodarczego, w jakim funkcjonują. Większość z nich, spełniwszy uprzednio określone w ustawie warunki, po raz kolejny zmieniła w ostatnich latach swoją nazwę – teraz są to akademie nauk stosowanych.
– Zdajemy sobie sprawę, że podstawowym naszym zadaniem jest kształcenie, niemniej żadna uczelnia nie może zapominać o prowadzeniu badań naukowych. Nasza kadra to zbiorowość łącząca praktyków z akademikami. Niestety, ta druga grupa znajduje się w gorszej pozycji od kadry uczelni akademickich w konkurowaniu o granty naukowe. Uważamy, że warto ich wspierać, bowiem są to osoby, które mają istotny, pozytywny wpływ na rozwój lokalnej nauki i społeczności – zauważa dr Robert Musiałkiewicz, rektor Państwowej Akademii Nauk Stosowanych we Włocławku i przewodniczący Konferencji Rektorów Publicznych Uczelni Zawodowych (KRePUZ).
Sternicy tej grupy uczelni chcieliby w związku z tym uruchomienia specjalnego programu grantowego. Miałby być skierowany wyłącznie do prowadzących badania pracowników PUZ-ów. Wniosek w tej sprawie trafił już jakiś czas temu do Narodowego Centrum Nauki.
– Obecnie nauczyciele akademiccy publicznych uczelni zawodowych nie otrzymują grantów ze strony NCN. Jest to następstwem konstrukcji poszczególnych typów konkursów i ich rozstrzygnięć, które promują naukowców z dużych ośrodków akademickich – przekonuje przewodniczący KRePUZ.
Żołędzie, witalność językowa, wolność religijna…
Sprawdziliśmy, jak to jest z tymi grantami. Z danych udostępnionych przez Centrum wynika, że w latach 2011–2024 złożono w sumie 173 wnioski z afiliacją PUZ (na 147 tys. złożonych ogółem). Zaledwie siedem z nich (na 31 tys.) uzyskało finansowanie! Dotyczyły różnej tematyki.
Przykładowo w 2021 roku dr Emilia Szabłowska z Akademii Łomżyńskiej zdobyła grant PRELUDIUM na badania zastosowania obróbki żołędzi i mąki żołędziowej oraz warunków prowadzenia ciasta na cechy jakościowe i zawartość biodostępnych polifenoli w produktach piekarskich i ciastkarskich. Kilka miesięcy wcześniej laureatką w konkursie SONATA została dr hab. Sabina Zdzisława Lachowicz-Wiśniewska z Akademii Kaliskiej (dziś uczelnia ta działa jako Uniwersytet Kaliski) z projektem pt. „Mikroenkapsulacja synbiotyków wzbogaconych związkami polifenolowymi jako czynnik kształtujący potencjał prozdrowotny, przeżywalność mikroorganizmów oraz stabilność związków w odniesieniu do biodostępności i bioprzyswajalności w układzie in vitro”. Z kolei w 2016 roku prof. Jerzy Nitychoruk z Akademii Bialskiej im. Jana Pawła II w Białej Podlaskiej (obecny rektor) sięgnął po grant OPUS poświęcony korelacji faz osadnictwa pradziejowego i wczesnośredniowiecznego w Polsce północno-wschodniej z przemianami środowiska przyrodniczego w świetle badań osadów jeziornych.
Do PUZ-ów trafił jeszcze m.in. grant HARMONIA (2013) – dr hab. Hanna Pułaczewska z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Angelusa Silesiusa w Wałbrzychu (obecna Akademia Nauk Stosowanych Angelusa Silesiusa) badała środowiskowe, edukacyjne i medialne uwarunkowania witalności języka polskiego wśród młodzieży szkolnej w Ratyzbonie. Tego samego roku w tej uczelni prof. Robert Wiszniowski (obecny rektor) rozpoczął również realizację grantu OPUS na temat przestrzeni wolności religijnej w Polsce, Czechach i Niemczech. W sumie przez 13 lat do publicznych uczelni zawodowych trafiło z NCN blisko 1,8 mln zł. To ledwie 0,01% rozdysponowanych przez agencję środków na badania podstawowe (16,72 mld zł).
– Właśnie dlatego wnioskujemy o rozważenie możliwości ustanowienia przez NCN programu dedykowanego pracownikom publicznych uczelni zawodowych. Takie rozwiązanie niosłoby korzyści w zakresie rozwoju i promocji nauki w lokalnych społecznościach. Wprowadzałoby także element przyswajania przez pracowników mniejszych uczelni kultury grantowej i uniezależniało pracowników akademickich od woli decydentów rozstrzygających podział środków uczelnianych na naukę, a w sytuacjach, gdy takich środków brakuje, stwarzałoby szansę na rozwój naukowy tam, gdzie dotychczas tej nauki nie ma – przekonuje dr Robert Musiałkiewicz.
Do dziesięciu grantów rocznie
W podobnym tonie wypowiada się prof. Dominik Antonowicz, kierownik Katedry Badań nad Nauką i Szkolnictwem Wyższym na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jego zespół od dawna prowadzi badania dotyczące funkcjonowania publicznych uczelni zawodowych. Zdaniem naukowca, PUZ-y, których główną misją jest prowadzenie kształcenia na potrzeby regionu, pełnią także ważną funkcję miastotwórczą. Zarazem dodaje, że działalność naukowa jest w tych uczelniach bardzo ograniczona, by nie powiedzieć, że incydentalna. Powodem jest brak zasobów, zarówno finansowych, jak i ludzkich.
– Jednocześnie spotkaliśmy tam entuzjastów, którzy starają się prowadzić – w wolnym czasie i często angażując prywatne środki – indywidualne badania, zwykle na niewielką skalę i dotyczące regionu. To często dobrze wykształceni ludzie, którzy z różnych względów wrócili do swoich regionów, ale w środowisku, w którym funkcjonują zawodowo, ich badawcze aspiracje trudno realizować. Niestety, często efekty tych badań publikowane są w lokalnych lub uczelnianych czasopismach, do których mało kto sięga – zwraca uwagę badacz z UMK.
Szansę na wsparcie tych ośrodków prof. Antonowicz widzi w utworzeniu eksperymentalnej, pilotażowej ścieżki w ramach programu MINIATURA. Pomysł ten padł w trakcie dyskusji na marcowym posiedzeniu Rady NCN.
– Mówimy o małym budżecie, do 10 grantów rocznie, co NCN kosztowałoby około 500 tysięcy rocznie, a więc realnie niedużą kwotę. Proponujemy, żeby utworzyć taką ścieżkę na okres 2–3 lat i po tym czasie dokonać ewaluacji, w oparciu o którą zostanie podjęta decyzja, co do jego dalszej przyszłości – mówi prof. Antonowicz.
Zwraca uwagę, że celem takiego działania jest budowanie kultury grantowej wszędzie tam, gdzie uprawia się naukę, w tym również w instytucjach, które statutowo nie prowadzą badań naukowych.
Przed zawodowymi były artystyczne
Jak informuje Anna Korzekwa-Józefowicz, pełnomocniczka dyrektora NCN ds. komunikacji, to nie pierwsza tego typu inicjatywa wskazująca na potrzebę wyodrębnienia w systemie określonej grupy podmiotów szkolnictwa wyższego. Jesienią w krakowskiej siedzibie agencji odbyło się spotkanie z przedstawicielami środowiska uczelni artystycznych, które łączą sztukę i badania i podkreślają specyfikę swojej pracy na tle innych szkół wyższych. Wówczas przeprowadzono m.in. prezentację „success story”, warsztaty dla naukowców symulujące panel ekspertów i warsztaty dla administracji uczelni.
– Rada NCN dyskutuje nad wszystkimi postulatami, które płyną ze środowiska akademickiego. Tak było i w przypadku listu przewodniczącego KRePuZ. W toku dyskusji ustalono, że warto szukać rozwiązań, które pomogą uczelniom zawodowym wejść do systemu grantowego. Wśród propozycji pojawił się m.in. pomysł stworzenia mechanizmów ułatwiających budowanie zespołów grantowych z udziałem pracowników tych uczelni. Zwracano też uwagę, że istotne jest aktywne włączanie się uczelni zawodowych w działania informacyjne i szkoleniowe prowadzone przez naszą agencję – relacjonuje dla FA rzeczniczka Centrum.
I wylicza: NCN przez cały rok organizuje warsztaty online dla wnioskodawców i pracowników administracji jednostek naukowych, koordynatorzy dyscyplin prowadzą warsztaty online i onsite organizowane na zaproszenie poszczególnych jednostek/instytucji naukowych – publiczne uczelnie zawodowe mogą również brać udział w tych szkoleniach. Agencja zachęca także do udziału w konkursie MINIATURA, w którym od tego roku dodatkowo można uzyskać wsparcie mentorek i mentorów. Konkurs ten jest skierowany właśnie do osób, które dotąd nie uczestniczyły w systemie grantowym. Nawet w momencie największych kłopotów budżetowych NCN współczynniki sukcesu w MINIATURZE nie spadały poniżej 20%.
– Po licznych rozmowach z badaczkami i badaczami mogę dodać, że na liczbę składanych wniosków – i ich powodzenie w konkursach – realny wpływ mają konkretne działania wspierające rozwój kultury grantowej: A jednym z najskuteczniejszych sposobów jej budowania jest włączanie młodych badaczy do projektów już na etapie doktoratu. Temat wczesnego startu powraca w wielu dyskusjach, m.in. z laureatami grantów NCN i ERC – przekonuje Anna Korzekwa-Józefowicz i odnosi się jednocześnie do zarzutu o promowanie przez agencję naukowców z dużych ośrodków akademickich. – W konkursach NCN nie ma takiej preferencji. Eksperci (w ponad 90% z zagranicy) w ogóle nie oceniają jednostki, w której realizowane mają być badania. Finansowanie otrzymują projekty najlepiej ocenione pod względem merytorycznym. Rozkład finansowania w poszczególnych regionach kraju wynika przede wszystkim z koncentracji jednostek naukowych, skali ich działalności oraz jakości prowadzonych badań w różnych regionach kraju – stwierdza.
Jaka jest zatem szansa na realizację postulatu publicznych uczelni zawodowych? W notatce z przebiegu marcowego posiedzenia Rady NCN czytamy, że „kluczowe znaczenie ma stworzenie odpowiedniego zaplecza administracyjnego oraz systematyczne budowanie świadomości w zakresie dostępnych możliwości aplikowania o środki finansowe i tylko takie działania mogą realnie przyczynić się do zwiększenia obecności publicznych uczelni zawodowych w gronie laureatów konkursów NCN”.
Przypomnijmy, że w tym roku budżet Narodowego Centrum Nauki został zwiększony do 1,748 mld zł (w tym na projekty naukowe 1,684 mld zł). Agencja otrzymała również 500 mln zł w obligacjach do wykorzystania w latach 2025–2026.
– Roczny budżet NCN jest prawie dwukrotnie wyższy od kwoty subwencji przyznanej wszystkim publicznym uczelniom zawodowym. Pozbawienie naszych pracowników realnych szans na finansowanie projektów badawczych prowadzi do frustracji i w rezultacie do zaniechania rozwoju naukowego. Warto o takich osobach pamiętać i dać im możliwość finansowania publikacji, badań, wyjazdów, konkurowania z pracownikami innych uczelni zawodowych. Mówimy o 2–3 promilach alokacji zasobów NCN, czyli o kwocie niemal niezauważalnej w budżecie agencji – kończy przewodniczący Konferencji Rektorów Publicznych Uczelni Zawodowych.
Mariusz Karwowski
500 tys. złotych do podziału między 31 uczelni, to wychodzi 16 tys. zł na uczelnię.
Ludzie z tych uczelni złożą powiedzmy 100 wniosków. Każdy będą przygotowywać rzetelnie przez miesiąc - to daje razem 100 miesięcy pracy. Koszt pracy: przyjmijmy 5000 złotych - jako miesięczne wynagrodzenie.
Wychodzi, że w pisanie wniosków uczelnie włożą tyle ile da się odzyskać z wszystkich grantów z tych 500 tysięcy złotych.
Po co komu takie działania?
Za 1 niepotrzebny czołg K2 polski rząd lekką ręką płaci 13 milionów euro, czyli 100 razy więcej niż przeznaczy na granty dla wszystkich 31 uczelni zawodowych.
Oklaski. Kurtyna.
W nauce miernoty i tuby sprzedajne, to zakała, która blokuje rozwoju nauki w Polsce. Sybir to miejsce nauki dla takich. Po co im K2 jak są tam białe niedźwiedzie. Oklaski. Kurtyna.
Nie jest tajemnicą, że większość budżetu NCN trafia do dwóch regionów. Mamy elitarny system finansowania nauki i to jest dobra droga bo wybitnych jednostek wiele nie ma, ale są też zapomniani Janko Muzykanci i Muzykantki, które z różnych przyczyn nie zasilają wielkich aglomeracji, rozwijają swoje małe ojczyzny, więc i o takich należy pamiętać.
Pamiętamy. Zresztą, jak widać choćby po tym artykule, nie dajecie o sobie zapomnieć ;-)
PS. Każdemu po trochu, to chyba tak za komuny było. Dzięki temu zrodziły się i utrzymały po dziś dzień te wybitne jednostki. ;-) ;-)
Nie no, przecież to rzecz oczywista, że fakt stołeczności, bądź ex-stołeczności, czyni mieszkańców specyficznymi nadludźmi, którym z definicji się należy
A potem może osobne konkursy dla fizyków teoretycznych, kulturoznawców i inżynierów, w końcu każda grupa ma swoją odrębną specyfikę badań.
Poza tym, skoro to szkoły zawodowe, to powinny raczej pukać do NCBiR o dedykowany konkurs.
"Mówimy o małym budżecie, do 10 grantów rocznie, co NCN kosztowałoby około 500 tysięcy rocznie"
Przecież to jest 10 Miniatur. A PUZów jest 31! Czyli co trzeci PUZ miałby dostać jedną Miniaturę? Ludzie litości.
Jeżeli PUZ nie jest w stanie wygospodarować 50 tysięcy złotych rocznie na badania naukowe z własnego budżetu, to może temu budżetowi należałoby się przyjrzeć? Chyba mogliby sfinansować jedną "Miniaturę" dla kogoś, kto w danym PUZie jest najlepszy?
A może prawda jest taka, że naukowcy pracujący na PUZach są zwyczajnie słabsi od swoich kolegów z większych miast?
Stracone pieniądze będą. Uczelnie te nie są zainteresowane badaniami. Głównie nastawieni są na szkółkę. Odwalę parę godzin i do chaty i mam spokój. Kilkakrotnie próbowałem namówić takie szkółki do konsorcjum i podjęcie badań. I ciągle ta sama melodia, oni nie są zainteresowani, a to dodatkowe obciążenia, które i tak nic nie daje im. A prestiż i uznanie, że zajmują się nauką, to uśmiech i machanie ręką. Pytanie z jakim skutkiem dodatkowe finansowanie wpłynie na zmianę nastawienia do nauki. Skoro dają, to trzeba brać, obiecać można, co to komu szkodzi. Skąd to znamy?
Dla mnie to absurd. To może zróbmy osobny konkurs dla politechnik, osobny dla uniwersytetów i osobny dla instytutów PAN?