Pod koniec kwietnia ruszy nabór wniosków w dziewiątej edycji programu „Doktorat wdrożeniowy”. Ministerialne przedsięwzięcie adresowane jest do osób, które chcą łączyć rozwój kariery naukowej z pracą zawodową poza uczelnią. Do tej pory ze ścieżki tej skorzystało już blisko 3 tys. osób.
„Doktorat wdrożeniowy” to program Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Głównym jego założeniem jest przygotowanie rozprawy, w efekcie której powstanie rozwiązanie projektowe, konstrukcyjne, technologiczne albo artystyczne o ponadlokalnym zasięgu oraz trwałym i uniwersalnym charakterze.
Doktorat w tej wersji powstaje pod okiem dwóch promotorów: naukowego i wskazanego przez pracodawcę oraz w dwóch miejscach: na uczelni lub instytucie i w firmie. Jego autor otrzymuje również podwójną pensję: z ministerialnego stypendium (początkowo 42% wynagrodzenia profesora, a po pozytywnej ocenie śródokresowej 64% wynagrodzenia profesora) i z etatu w firmie. Rozprawa musi powstać w ciągu czterech lat.
Inicjatywa adresowana jest do osób rozpoczynających kształcenie w szkołach doktorskich, jednak aplikacje muszą być złożone przez uczelnie akademickie, instytuty naukowe Polskiej Akademii Nauk, instytuty badawcze lub międzynarodowe instytuty naukowe działające w Polsce, a także Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego. Projekty mogą być zgłaszane w każdej dyscyplinie naukowej/artystycznej. Nabór wniosków w tegorocznej odsłonie ruszy 28 kwietnia i potrwa do 31 maja. Podobnie jak w poprzednich dwóch edycjach ograniczono liczbę zgłoszeń do maksymalnie 30 z jednej instytucji. Szczegółowe informacje w komunikacie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Program uruchomiono w maju 2017 roku w odpowiedzi na zapotrzebowanie firm na kadrę naukową zaangażowaną w projekty badawczo-rozwojowe. Z alternatywnej ścieżki uzyskania stopnia doktora skorzystało już blisko 3 tys. osób. W ostatniej edycji wyłoniono 157 projektów z 43 uczelni i instytutów.
MK
Chciałbym powiedzieć chociaż kilka pozytywnych zdań o tym programie. Twór, który rozjedzie biurokracją nawet dobry projekt, generalnie premiuje średnie doktoraty i właściwie powstał nie wiadomo dla kogo i po po. Do tego obsługa po stronie ministerstwa to żart.
9 edycja? Może czas na ewaluacje programu tak jak ewaluuje się naukowców?
Ile wdrożeń powstało? Ile na tych wdrożeniach zarobiono?
Były chęci, a wyszlo jak zawsze.
Program, który prowadzi do dewaluacji stopnia doktora oraz uzyskania stopnia profesora przez osoby mniej naukowe. Współczuję wszystkim doktorantom, którzy idą tradycyjną ścieżką doktoratu w momencie istnienia tego programu.
Widzę Pan bez większego pojęcia na temat doktoratu wdrożeniowego. W praktyce to "tradycyjna ścieżka" to doktoraty bez kompletnie żadnego zastosowania praktycznego, więc nie wiem skąd to przekonanie o "wyższości".
Tytuł "praktyczny" w Polsce to inżynier. Doktorat ma mieć wartość naukową.
Osoby robiące doktorat wdrożeniowy otrzymują wynagrodzenie (tylko z uczelni, czyli budżetu pańśtwa) równe regularnym doktorantom. Z tą różnicą, że doktorat wdrożeniowy dostaje takie wynagrodzenia za jeden (i to nie zawsze) dzień w tygodniu pracy na uczelni.
Widziałem wystąpienia wdrożeniowych na konferenjach, na obronach i jest to zazwyczaj poziom prac magisterskich. Ale projekt trzeba rozliczyć, więc i tytuł finalnie trzeba przyznać.
Praktyczne zastosowania są fikcją. Firmy nie mają czasu czekać 3-4 lata na efekt doktoratu, aby go wdrożyć. Sumując stypendium i "starting money" na doktorant to taniej jest zlecić projekt na uczelnię czy instytut i mieć takie samo wdrożenie za powiedzmy 100.000 PLN, w krótszym czasie.
Nie mam pojęcia, skąd się Pan urwał, jeżeli twierdzi Pan, że firmy nie mają czasu czekać 3–4 lata na wdrożenie, jakby innowacje i rozwój kluczowych technologii odbywały się w cyklu jednodniowym. W rzeczywistości to właśnie projekty o najwyższym potencjale rozwojowym wymagają czasu, stabilności i głębokiej współpracy – dokładnie tego, co umożliwia doktorat wdrożeniowy. Firmy doskonale zdają sobie z tego sprawę, bo to one często są inicjatorem takich tematów, a nie biernym uczestnikiem.
Ocenianie wartości doktoratu wdrożeniowego przez pryzmat pojedynczych prezentacji czy wybiórczych przykładów to jak ocenianie całej literatury po przeczytaniu jednego rozdziału kiepskiej książki. Wiele projektów doktorantów wdrożeniowych kończy się publikacjami w czasopismach z listy JCR, opatentowanymi rozwiązaniami lub trwałym wdrożeniem technologii – i to właśnie jest nauka stosowana w najlepszym wydaniu.
A jeśli chodzi o finansowanie: doktorant wdrożeniowy pracuje w firmie, ale również ma zajęcia na uczelni, a środki, które otrzymuje, są inwestycją w przyszłość polskiej gospodarki, nie jałmużną. Stosunek kosztu doktoratów do możliwości wdrożeniowych jest znikomy, ale jakby nie było profitów finansowych dla doktoranta to przecież nikt by tego nie robił.