Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Model zarz±dzania uczelni± jest w polskiej debacie traktowany jako element najskrytszego tabu, którego nie porusza siê w obawie przed wprowadzeniem „amerykañskich” zmian, niezgodnych z wieloletni± tradycj± ¶wiata nauki. Niestety, nie dostrze¿ono, ¿e nobliwe uniwersytety brytyjskie ju¿ dawno dostosowa³y siê do warunków rynkowych, nie trac±c nic ze swej wielowiekowej tradycji.

Marmurowy skansen

Dominik Antonowicz

Niewiele jest sfer ¿ycia, w których dystans miêdzy USA a Europ± jest tak widoczny, jak w szkolnictwie wy¿szym. W ¶wiatowych rankingach najlepsze uczelnie amerykañskie ju¿ dawno przegoni³y uniwersytety europejskie, a niewykluczone, ¿e ju¿ za dziesiêæ lat uczyni± to najwiêksze uniwersytety azjatyckie. W pierwszej dwudziestce s± dwa europejskie uniwersytety (Oxford i Cambridge), w piêædziesi±tce ledwo dziewiêæ, podczas gdy uczelni amerykañskich jest a¿ trzydzie¶ci sze¶æ. Czy¿by zatem jedna z najstarszych i jednocze¶nie najbardziej europejskich instytucji (jak± niew±tpliwie jest uniwersytet) prze¿ywa³a na Starym Kontynencie kryzys? Wydaje siê, ¿e jest on nawet do¶æ powa¿ny, co potwierdza opublikowany ostatnio raport Przysz³o¶æ uniwersytetów europejskich. Upadek czy renesans? Raport ten napisany jest przez ludzi wielkiego biznesu – Richarda Lamberta, dyrektora generalnego Konfederacji Przemys³u Brytyjskiego i Nicka Butlera, wiceprezesa BP odpowiedzialnego za strategiê i politykê rozwoju – i wnosi wiele ¶wie¿o¶ci do europejskiej debaty o przysz³o¶ci uniwersytetów czy ca³ego szkolnictwa wy¿szego.

Obaj autorzy dobrze znaj± problemy uczelni ze wzglêdu na blisk± wspó³pracê przemys³u ze ¶wiatem nauki, a jednocze¶nie analizuj± sytuacjê uniwersytetów z perspektywy zewnêtrznego obserwatora, co nadaje ich wywodom rys oryginalno¶ci. Rzadko siê wszak zdarza, ¿e g³os w tej sprawie zabieraj± ludzie spoza akademii i to g³os nie tyle krytyczny, co ¿yczliwy. Raport dotyczy stanu uniwersytetów europejskich, ale jego lektura sk³oni³a mnie do zadania sobie pytania o sytuacjê polskich uczelni, zw³aszcza ¿e rodzaj dotykaj±cych je problemów – w przeciwieñstwie do ich skali – nie jest specyficznie polski.

Umi³owanie przeciêtno¶ci

Pierwszym i najwa¿niejszym grzechem europejskich (kontynentalnych), a zw³aszcza polskich uczelni jest umi³owanie przeciêtno¶ci. Egalitarne pn±cza Starego Kontynentu objê³y równie¿ uniwersytety, od kiedy sta³y siê one instytucjami pañstwowymi, tworz±c narodowe systemy edukacji. Pewna uniformizacja i podporz±dkowanie polityce powstaj±cego pañstwa narodowego odebra³y uniwersytetom du¿± czê¶æ autonomii, daj±c w zamian finansow± opiekê pañstwa. Rz±dowy parasol, choæ wygodny, zmieni³ znacz±co funkcjonowanie uczelni akademickich. Darczyñca z czasem okaza³ siê mniej hojny, ale za to do¶æ wymagaj±cy i w ten sposób uniwersytet sta³ siê narzêdziem polityki rz±dowej. Przypisano mu funkcje, których jako niezale¿na instytucja nigdy wcze¶niej nie pe³ni³, ale jako placówka pañstwowa musia³ siê bezwarunkowo podporz±dkowaæ i zobowi±zaæ do wspierania kultury narodowej poprzez kszta³cenie obywateli pañstwa narodowego. Wspó³cze¶nie kszta³towanie kultury narodowej przesta³o byæ istotnym sk³adnikiem funkcjonowania uniwersytetów, ale szkolnictwo wy¿sze, w tym równie¿ uniwersytety, wci±¿ uwa¿ane jest za trwa³e narzêdzie polityki, której pryncypia wyznaczaj± pochodz±cy z demokratycznego wyboru politycy. Dla nich uniwersytety s± wy³±cznie jednymi z wielu pañstwowych instytucji, które mog± s³u¿yæ do realizacji partyjnych czy lokalnych celów. Dowodem tego s± pomys³y tworzenia kolejnych uniwersytetów (kilka ju¿ powsta³o na wyra¼ne zamówienie polityczne) z „wy¿szych szkó³ podstawowych” wy³±cznie dla podniesienia presti¿u lokalnych elit. W efekcie uniwersyteckich W³oszczowych jest w Polsce przynajmniej kilka, choæ ich wk³ad w rozwój nauki jest praktycznie zerowy. Z powodzeniem natomiast absorbuj± znaczn± ilo¶æ ¶rodków na infrastrukturê. W praktyce oznacza to, ¿e bud¿et pañstwa – stosuj±c nieco zapomnian± ju¿ zasadê „ka¿demu wed³ug potrzeb” – rozrzutnie wspiera kilkadziesi±t bardzo przeciêtnych polskich uczelni, odbieraj±c szansê rozwoju najlepszym. Umi³owanie przeciêtno¶ci jest zreszt± problemem wielu krajów europejskich, choæ w Wielkiej Brytanii ponad po³owê ¶rodków na prowadzenie badañ konsumuje piêtna¶cie najlepszych uczelni, gdy¿ po prostu s± najlepsze.

W porównaniu z uczelniami amerykañskimi uniwersytety europejskie s± bli¼niaczo do siebie podobne. Wszystkie kszta³c±, wszystkie maj± aspiracje przyznawania stopni doktorskich, a tak¿e niemal wszystkie prowadz± dzia³alno¶æ badawcz± (choæ w ró¿nym stopniu). W efekcie ograniczone ¶rodki publiczne zostaj± rozproszone na wiele podmiotów, z których ka¿dy otrzymuje trochê, czyli tyle, aby przetrwaæ kolejny rok. Idea sprawiedliwo¶ci dystrybutywnej nie zdaje w tym przypadku egzaminu. Egalitaryzm nigdy nie by³ domen± ¶wiata akademickiego, bo przecie¿ kierunek i dynamikê rozwoju nauki nadaje w±ska elita najlepszych uczonych, wielkich osobowo¶ci czy wybitnych wynalazców, a nie tysi±ce solidnych, ale bardzo przeciêtnych naukowców. Niestety, polityka wyrównywania poziomu uczelni wprawdzie zawiera w sobie pierwiastek sprawiedliwo¶ci spo³ecznej, ale najlepszym uniwersytetom odbiera szanse wybicia siê ponad programow± przeciêtno¶æ. W efekcie na kontynencie europejskim pracuj± tysi±ce dobrych naukowców, ale wiêkszo¶æ noblistów wybra³o zatrudnienie po drugiej stronie Atlantyku.

W obronie skansenu

Raport Butlera i Lamberta wypomina europejskim uczelniom archaiczny model zarz±dzania. Poza nielicznymi wyj±tkami, europejski model zarz±dzania jest skrajnie nieefektywny, statyczny i sprzyja wydzia³owym koteriom. Uniwersytety tradycyjnie zarz±dzane by³y w sposób kolegialny, ale kolegialno¶æ posiada wiele obliczy. Jedno z nich tworzy polski model zarz±dzania szko³± wy¿sz±, opieraj±cy siê na demokratycznej w³adzy oligarchii uniwersyteckiej. W efekcie kolegialnie rz±dz± wybitni profesorowie, nie zawsze maj±cy wiedzê o kierowaniu uczelni±, wybrani przez w³asne ¶rodowiska i (co pokazuje praktyka) dbaj±cy g³ównie o ich interesy, które czêsto nijak maj± siê do interesów uczelni jako ca³o¶ci. Jest to model archaiczny, ¿eby nie powiedzieæ skansenowy, który bardziej ni¿ rozwojowi uniwersytetów sprzyja zjawiskom klientyzmu oraz niekoñcz±cym siê targom o budynki czy etaty.

Tymczasem demokratyczne zarz±dzanie sprawdza siê dobrze na poziomie w³adzy politycznej, gdy bardziej ni¿ efektywno¶æ liczy siê legitymizacja podejmowanych dzia³añ, zw³aszcza w aspekcie u¿ywania przymusu bezpo¶redniego przez pañstwowych funkcjonariuszy. Tam bardziej ni¿ efektywno¶æ ekonomiczna liczy siê legitymizacja i prawomocno¶æ sprawowania w³adzy, a tak¿e dba³o¶æ o przestrzeganie praw mniejszo¶ci. Nie to jest jednak najwa¿niejsze w organizacjach dzia³aj±cych w warunkach konkurencji, a demokratyczno¶æ nie sprzyja zwiêkszaniu efektywno¶ci i nie gwarantuje wewnêtrznej spójno¶ci oraz konsekwencji podejmowanych dzia³añ. W sytuacji rynkowej – poza spó³dzielniami – trudno wskazaæ organizacje kierowane w sposób demokratyczny, a dylematy wynikaj±ce z „demokratyczno¶ci” zarz±dzania ilustruj± spó³ki o silnie rozproszonym akcjonariacie.

Rosn±ca konkurencja miêdzy instytucjami akademickimi, a tak¿e ze strony podmiotów komercyjnych, zmusza w³adze uniwersyteckie do podejmowania odwa¿niejszych dzia³añ, ryzykowania i eksperymentowania, bo ¶wiat, w którym dzia³aj± europejskie uczelnie, sta³ siê zmienny i nieprzewidywalny. Nowe warunki wymaga³y fundamentalnej reformy istniej±cego paradygmatu kierowania uniwersytetami i dlatego w wielu krajach Europy Zachodniej (np. Wielkiej Brytanii czy Holandii) – w trosce o efektywne zarz±dzanie instytucjami szkolnictwa wy¿szego – w mury akademii wprowadzono mechanizmy rynkowe. Niestety, póki co model zarz±dzania uczelni± jest w polskiej debacie traktowany jako element najskrytszego tabu, którego nie porusza siê w obawie przed wprowadzeniem „amerykañskich” zmian, niezgodnych z wieloletni± tradycj± ¶wiata nauki. Niestety, nie dostrze¿ono, ¿e nobliwe uniwersytety brytyjskie ju¿ dawno dostosowa³y siê do warunków rynkowych, nie trac±c nic ze swej wielowiekowej tradycji.

Srebrniki na naukê

Finansowanie nauki i szkolnictwa wy¿szego to temat wyj±tkowo trudny i nieco oklepany. Niemal co roku ¶rodowisko akademickie zabiega i apeluje o zwiêkszenie funduszy przekazywanych na naukê i szkolnictwo wy¿sze, argumentuj±c, ¿e jest to inwestycja w przysz³o¶æ. Natomiast kolejne rz±dy, mimo deklarowanej sympatii do my¶lenia rozwojowego, zdecydowanie bardziej wol± wspieraæ roszczeniowe grupy rolników, górników czy maszynistów w obawie przed ich strajkami, blokadami, rozróbami na ulicach stolicy. Tak wiêc w sytuacji, gdy o podziale ¶rodków decyduje „uliczna konfrontacja”, racje uczonych s± bez szans, czego najlepszym dowodem jest podzia³ ¶rodków bud¿etowych.

Nie tylko w Polsce nauka jest chronicznie niedofinansowana. Statystyki pokazuj± ogromn± przepa¶æ dziel±c± Stany Zjednoczone od krajów europejskich, a Europê od Polski. Dlatego nie jest przesad± teza, ¿e w sferze finansowania nauki jeste¶my krajem Trzeciego ¦wiata. Jednak brak funduszy na naukê nie jest wy³±cznie wynikiem krótkowzroczno¶ci polityków, ale przede wszystkim bierze siê z niewielkiego udzia³u sektora prywatnego w finansowaniu nauki i szkolnictwa wy¿szego. W zasadzie poziom finansowania uczelni z publicznych pieniêdzy prezentuje siê bardzo podobnie po obu stronach Atlantyku, ró¿nica jednak tkwi w stopniu zaanga¿owania ¶wiata biznesu w finansowanie badañ. Na tym tle polska nauka prezentuje siê dramatycznie s³abo, przedsiêbiorstwa bardziej preferuj± zakup wiedzy i nowych technologii z zagranicy ani¿eli inwestycjê w ich poszukiwanie w rodzimych instytucjach naukowo−badawczych. Przyczyn± tego jest niekorzystna struktura polskiego biznesu, w której dominuj± ma³e i ¶rednie przedsiêbiorstwa posiadaj±ce stosunkowo niewielkie mo¿liwo¶ci inwestowania w nowe technologie, a zagraniczne koncerny korzystaj± z o¶rodków badawczych we w³asnych krajach. Polski biznes jest w fazie wczesnego kapitalizmu, kapitalizmu w zasadzie (jeszcze) bez powa¿nego kapita³u.

Niewielkie inwestycje w rozwój rodzimych badañ wi±¿± siê z problemem transferu wiedzy z o¶rodków naukowo−badawczych do przedsiêbiorstw. Brak kapita³u to g³ówna przyczyna takiego stanu rzeczy, który w rzeczywisto¶ci nie prezentuje siê tak ¼le, tyle ¿e nie ma on odzwierciedlenia w statystykach. Transfer wiedzy, umiejêtno¶ci czy technologii istnieje, ale nie jest rejestrowany. Bardzo wielu pracowników naukowych wykonuje szereg zleceñ na rzecz przedsiêbiorstw prywatnych. W³adze uczelniane tego nie zabraniaj±, zw³aszcza je¶li nie koliduje to z obowi±zkami dydaktycznymi. Faktycznie natomiast nastêpuje znaczny proceder transferu wiedzy i technologii z uczelni do sektora przedsiêbiorstw, tyle ¿e poza kontrol± pañstwa. W Wielkiej Brytanii pracownicy akademiccy nie mog± podejmowaæ dodatkowego zatrudnienia (nawet na zasadzie krótkich kontraktów) bez wiedzy uczelni, które w zamian za zgodê i obs³ugê logistyczn± pracownika pobieraj± niewielk± czê¶æ jego wynagrodzenia. Formalnie przedsiêbiorstwo zawiera umowê z uczelni±, która deleguje jednego ze swoich pracowników do realizacji kontraktu. Takie regulacje z pewno¶ci± mog³yby siê pojawiæ w Polsce, tyle ¿e ¶rodowisko akademickie s³usznie obawia siê nadmiernego fiskalizmu ze strony w³adz uczelni, które wszêdzie gdzie mog±, wlicza³yby tzw. koszty po¶rednie. W ten sposób polska nauka brnie w ¶lep± uliczkê, gdy¿ uczelniom brakuje pieniêdzy, pracownicy akademiccy uprawiaj± „badawcz± partyzantkê”, a aplikacyjne zastosowanie wiedzy naukowej jest skrzêtnie ukrywane przed zgorszeniem paraj±cych siê „prawdziw±” nauk±.

Polska dla Polaków

Korzenie uniwersytetów s± na wskro¶ kosmopolityczne, wszak nauka (uprawiana g³ównie w jêzyku ³aciñskim), podobnie jak religia, wykracza³a poza administracyjne granice pañstw i dopiero XIX−wieczne upañstwowienie uczelni podzieli³o uniwersalny ¶wiat akademii, nadaj±c jej charakter narodowy. Niemniej jednak wspó³cze¶nie najlepsze uczelnie na powrót staj± siê instytucjami na wskro¶ miêdzynarodowymi, rekrutuj±c zarówno kanclerzy, pracowników akademickich, jak równie¿ studentów na ca³ym ¶wiecie. Stosowne og³oszenia mo¿na znale¼æ w presti¿owym tygodniu „Economist”.

Dlatego jednym z istotnych wska¼ników wyznaczaj±cych pozycjê uczelni jest liczba kszta³conych studentów zagranicznych. Generalnie rzecz bior±c, im lepsza uczelnia, im atrakcyjniejszy program nauczania oraz lepsze perspektywy absolwentów, tym wiêksza liczba studentów z zagranicy. Ich wybór powinien byæ szczególnym wyró¿nieniem, bowiem dokonany zosta³ spo¶ród oferty globalnej. Niestety, uniwersytety europejskie przyci±gaj± mniej studentów zagranicznych – Azjaci oraz Amerykanie zdecydowanie preferuj± uniwersytety amerykañskie. Na tym tle szczególnie blado wypadaj± uczelnie polskie (poza nielicznymi wyj±tkami), kompletnie nieprzygotowane do kszta³cenia studentów zagranicznych. W naszym kraju zagraniczni studenci stanowi± zaledwie 0,43 proc. populacji ¿aków, podczas gdy w Czechach 4,5 proc., a ¶rednia w krajach OECD wynosi 10 proc.

Wiêkszo¶æ polskich uczelni nie my¶li w kontek¶cie globalnego rynku edukacyjnego, mimo ¿e mog³oby to byæ bardziej dochodowe i presti¿owe, ale wymaga sporych zmian organizacyjnych i ogromnego nak³adu pracy. Kieruj± natomiast dzia³ania na rywalizacjê z powiatowymi szkó³kami, które sprzedaj± dyplomy na lewo i prawo, pobieraj±c jedynie rataln± (semestraln±) op³atê. Znacznie ³atwiej i taniej jest przyj±æ kolejn± setkê studentów zaocznych, bo wystarczy znale¼æ wiêksz± salê i mikrofon dla wyk³adowcy. W rezultacie poziom kszta³cenia akademickiego konsekwentnie siê obni¿a.

W polskich uczelniach zajêæ w jêzykach obcych (g³ównie angielskim) jest jak na lekarstwo, bo nie ma skutecznych narzêdzi do motywowania pracowników, ¿eby je prowadzili. Promocja za granic± w zasadzie nie istnieje. Poza tym ca³y czas pokutuje za¶ciankowe my¶lenie, ¿e je¶li kto¶ chcia³by studiowaæ w kraju nad Wis³±, to niech siê najpierw nauczy polskiego, bo to my jeste¶my u siebie. Takie my¶lenie to kolejny fragment polskiego skansenu akademickiego, z którego uciekaj± nie tylko m³odzi naukowcy, ale coraz czê¶ciej równie¿ studenci, których a¿ 17 tys. rozpoczê³o w tym roku akademickim studia w uczelniach zagranicznych.

Tymczasem otwarcie siê polskich uczelni na ¶wiat od¶wie¿y³oby nieco akademick± atmosferê, pozwoli³o na wiêksz± wymianê my¶li i konfrontacjê osobowo¶ci, weryfikuj±c „nieomylno¶æ” wielu uczelnianych mêdrców. Tym bardziej ¿e studia zagraniczne podejmuj± zwykle studenci najlepsi, najaktywniejsi i najzaradniejsi. S± oni jednak wymagaj±cy, zw³aszcza ¿e du¿a czê¶æ z nich p³aci³aby s³one pieni±dze za kszta³cenie i pewnie nie zadowoli³aby siê tym, ¿e na wyk³adzie profesor czyta ksi±¿kê albo dyktuje j± jego asystent. Bezpieczniej jest jednak przyjmowaæ tych, którym to nie przeszkadza, bo na wyk³ady i tak nie przychodz±.

G³ow± w (mar) mur

Raportów dotycz±cych uniwersytetów napisano ju¿ wiele, ale ¶rodowisko akademickie jest bardzo niechêtne wszelkim zmianom, a szczególnie zmianom sposobu funkcjonowania uczelni. Urynkowienie i modernizacja sposobu funkcjonowania europejskich, a zw³aszcza polskich, uniwersytetów nie jest ju¿ kwesti± ekstrawaganckiej mody. To absolutna konieczno¶æ, niemal instynkt samozachowawczy. Tymczasem polskie uczelnie staj± siê zbudowanymi z piêknych marmurów skansenami, ca³kowicie odpornymi na zmiany zachodz±ce w otaczaj±cym nas ¶wiecie. Wprawdzie konserwatyzm by³ zawsze wpisany w tradycjê akademick±, bo w przypadku ideologicznych wariacji pewna jego doza jest wrêcz wskazana, jednak cyniczne wykorzystywanie tradycji do obrony skansenu wype³nionego przeciêtno¶ci±, naukow± tandet± i rozrywanego przez partykularne interesy jest fundamentalnie niezgodne z warto¶ciami akademickimi. Nie zmieni± tego marmurowe pa³ace w³adz uczelnianych, nadmiernie rozbudowana celebra czy wszechobecny patos towarzysz±cy debacie o polskiej nauce, bo nawet najbardziej donios³e s³owa i patetyczne deklaracje nie zast±pi± dobrze funkcjonuj±cych uczelni, a s³abe uniwersytety, mimo dobrych intencji, nie bêd± w stanie realizowaæ nawet najszlachetniejszego pos³annictwa.

Dr Dominik Antonowicz, socjolog, jest pracownikiem Uniwersytetu Miko³aja Kopernika w Toruniu, specjalizuje siê w problematyce szkolnictwa wy¿szego. Dziêki stypendium rz±du brytyjskiego ukoñczy³ studia magisterskie z zarz±dzania w sektorze publicznym w Uniwersytecie w Birmingham, a w minionym roku by³ stypendyst± FNP.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje