„Forum Książki”
nr 1 (41) / 2008

Świat książki za żółtymi firankami

Książki – w dziedzinie promocji, reklamy i sprzedaży – osiągnęły wreszcie taki sam status, jak inne produkty. Im większa tandeta, tym głośniej zachwalana. Pozycje słabe, banalne, głupawe, nieuczciwe przedstawiane są jako lepsze od mądrych, głębokich, solidnych. Książki historyczne nie muszą być napisane sumiennie, z zachowaniem zasad warsztatu naukowego. Dziś już się tego nie wymaga. Zresztą pozycja rzetelna nie wywoła kontrowersji, więc jak ją wtedy reklamować?

Okazuje się, że jest i na to sposób: wystawić za szybą księgarni i zakazać sprzedaży. Żółte firanki? Dzisiaj? Dlaczego nie? Wchodzę do księgarni Świata Książki, chcąc kupić powieść Maria Vargasa Llosy, którą zobaczyłem w witrynie. Pani mnie pyta, czy jestem członkiem klubu książki. Nie jestem. No to do widzenia. Vargas Llosa jest tylko dla członków.

Genialny pomysł marketingowy! Rzeczy zakazane są przecież bardziej pożądane. Człowiek zaczyna kombinować, jak by tu zdobyć to, czego mu odmówiono. Może się zapisze w poczet członków, ale dla jednej książki chyba nie warto. Może wymyśli inny chwyt? Kiedyś sprzedawano samochody na talony. I kwitł czarny rynek. Talonowy samochód wyjeżdżał ze sklepu kupiony za podwójną cenę. Czy dzisiaj można to powtórzyć z książkami? Raczej nie. Kolega, któremu opowiedziałem przygodę w księgarni, powiedział: Byłem tam, od tamtej pory nie chodzę.

Pocieszające jest wszak to, że stojąca na witrynie książka nie do sprzedania przestaje być towarem! Apelowano, by traktować książki nie tylko jako produkty handlowe, lecz jako dobra kultury, a tu proszę. Apele przynoszą efekty.

Grzegorz Filip