Aktualności
Życie akademickie
07 Stycznia
Fot. Tomasz Tarkowski
Opublikowano: 2026-01-07

Nowy szef KRD: Nauka to priorytet, ale niezbędne są też wsparcie i prawa doktorantów

Całą swoją kampanię budowałem na haśle „Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość”, bo zależy mi na pielęgnowaniu tego, co dotychczas było dobre. Jednocześnie patrzę przed siebie. Nie chcę realizować wyłącznie swojego programu, pozostaję otwarty również na inne postulaty środowiskowe, w tym moich kontrkandydatów – mówi mgr inż. Rafał Ramut, nowy przewodniczący Krajowej Reprezentacji Doktorantów.

W styczniu rozpoczęła się kadencja nowych władz Krajowej Reprezentacji Doktorantów. Na stanowisku przewodniczącego mgr inż. Annę Nieczaj zastąpił mgr inż. Rafał Ramut ze Szkoły Doktorskiej Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Rozmawiamy z nim o reakcjach środowiska po ostatnich wyborach i postulatach, które zamierza realizować w najbliższych miesiącach.

Środowisko doktorantów jest podzielone?

Nie nazwałbym tego podziałem, choć niewątpliwie stoi przede mną – jako przewodniczącym KRD – wyzwanie odnalezienia jednej perspektywy na sprawy doktoranckie. Nasze środowisko jest różnorodne, ale przyświecają nam te same cele i sądzę, że kiedy emocje powyborcze już na dobre opadną, znajdziemy wspólny język. Tym bardziej, że tę kadencję chcę zacząć od ściślejszej współpracy z porozumieniami lokalnymi, jak i branżowymi. Jestem przekonany, że wszyscy, nawet osoby, które nie oddały na mnie głosu, będą mogły po moich działaniach zobaczyć, że funkcję tę postrzegam jako misję i realnie spełniam złożone obietnice. Będę też otwarty na konstruktywny dialog.

Skąd się więc wzięły tak ostre reakcje po pana wyborze?

Podczas kampanii konfrontują się różne wizje i perspektywy działania KRD. Całą swoją kampanię budowałem na haśle „Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość”, bo zależy mi na pielęgnowaniu tego, co dotychczas było dobre. Jednocześnie patrzę przed siebie. Nie chcę realizować wyłącznie swojego programu, pozostaję otwarty również na inne postulaty środowiskowe, w tym moich kontrkandydatów. Myślę, że to dobry punkt wyjścia do współpracy. Oczywiście nie oznacza to, że nie chcę wyciągać wniosków z błędów, które zostały wcześniej popełnione.

Pogodzenie tych różnych ścierających się frakcji to trudne zadanie. Podoła pan?

Żadne środowisko, nie tylko doktoranckie, nie jest jednolite, w każdym zderzają się różne koncepcje działania. Ostatnie wybory były pewnym novum. Przez dwa ubiegłe lata mieliśmy do czynienia w zasadzie z plebiscytem „za” lub „przeciw” jednemu przedstawionemu programowi. Tym razem głosujący mogli realnie wybierać między różnymi wizjami swojej reprezentacji. Chciałbym jednak podkreślić, że Krajowej Reprezentacji Doktorantów nie tworzy jedynie przewodniczący. Działam ze swoim Zarządem. Podczas kampanii odbywałem spotkania z doktorantami w różnych zakątkach Polski (i nie tylko). W efekcie tych rozmów modyfikowałem również swój program, by jak najbardziej dopasować się do potrzeb środowiska. Jak wspomniałem, funkcję przewodniczącego postrzegam głównie jako misję i jestem świadom odpowiedzialności, jaka ciąży na mnie i na moim zespole.

Co pana w ogóle skłoniło do kandydowania w wyborach na przewodniczącego KRD?

Uznałem, że jestem już gotowy do tego, by wystartować i realizować konstruktywną wizję silnego środowiska doktoranckiego. Mam naturalną zdolność do nawiązywania kontaktów, rozmowa z ludźmi sprawia mi prawdziwą przyjemność, umiem słuchać. O tym, jak ważne jest słuchanie innych, przekonałem się w trakcie kampanii. Wszyscy funkcjonujemy na różnych uczelniach, mierzymy się na co dzień z różnymi problemami, ale nic tak nie przemawia do ludzi, jak to, że ktoś do nich przyjedzie i chce ich wysłuchać.

Co pan na tych spotkaniach obiecywał?

Mój program oparłem na trzech głównych filarach: nauka, umiędzynarodowienie i rozwój osobisty. Nauka jest dla mnie najważniejsza, ale jeśli mamy ją robić dobrze, to niezbędne są też wsparcie i prawa doktorantów. Chodzi o to, by zapewnić wszystkim równy start, niezależnie od ścieżki, którą obrali – tradycyjnej bądź wdrożeniowej.

Realizację którego z postulatów postawił pan sobie za punkt honoru?

Wszystkie są dla mnie ważne, bo razem tworzą spójną całość. Niemniej chciałbym wyróżnić program „Beyond the PhD”. Podobny, pod inną nazwą, realizowałem wraz z samorządem doktorantów na swojej uczelni, czyli Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. W mikroskali sprawdził się znakomicie, dlatego pomyślałem, żeby przenieść ten pomysł na grunt ogólnopolski, poszerzyć go i udoskonalić. Program będzie składał się z czterech ścieżek rozwoju: postdokowej, akademickiej, przemysłowej oraz klinicznej, która zaadresowana jest do doktorantów nauk medycznych, lekarzy. Warto podkreślić, że w programie mogą wziąć udział także doktoranci różnych ścieżek i miejsc kształcenia, w tym z instytutów Polskiej Akademii Nauk.

Dlaczego ta inicjatywa jest dla pana tak istotna?

Każdy, poszukując pracy, staje przed wyzwaniem stworzenia swojego CV. Obecnie w pierwszych etapach rekrutacji często wykorzystuje się algorytmy sztucznej inteligencji. Wielu doktorantów nie jest przygotowanych na te zmiany. Wyjście im z pomocą uważam więc za potrzebne. Nie każdy doktorant zostanie w nauce, część wybierze zatrudnienie w przemyśle czy biznesie. Warto ich wyposażyć w różne, przekrojowe kompetencje, w tym umiejętności przywódcze, po to, by byli liderami nie tylko naukowymi, ale i w innych obszarach. Jednym słowem, by mogli się realizować na każdej płaszczyźnie. Będziemy także prowadzić szkolenia i warsztaty, także w języku angielskim, bo jak wspomniałem stawiam też na umiędzynarodowienie. Doktorantów zagranicznych jest coraz więcej, chcemy wychodzić naprzeciw ich oczekiwaniom, rozwiązywać ich problemy, stąd inkluzywny charakter tego programu, w którym naprawdę będzie mógł wziąć udział każdy doktorant.

Co jeszcze znalazło się w pana ofercie zaproponowanej doktorantom?

W pierwszym miesiącu skupimy się na strategii wdrażania postulatów środowiska doktoranckiego. Chciałbym w miarę szybko, w porozumieniu ze środowiskiem, stworzyć dokument programowy z najważniejszymi, aktualnymi postulatami. Jest dla mnie szczególnie ważne, żeby ich realizowanie miało wymiar systemowy i przemyślany. Jednym z priorytetów jest chociażby kwestia zawieszenia kształcenia. Obecnie mamy do tego dwie przesłanki: ustawową i regulaminową, z której jednostki prowadzące kształcenie w szkole doktorskiej mogą korzystać w ramach swojej autonomii. Niestety, bardzo często rozwiązanie takie nie odpowiada potrzebom doktorantów, np. w przypadku wystąpienia u nich długotrwałej choroby. Projekt ustawy w tym zakresie jest już procedowany i będziemy pilnować, by został doprowadzony do końca. Podobnie jak ustawowe umocowanie Rzecznika Praw Doktoranta.

A co z postulatem, by status doktoranta obowiązywał aż do obrony rozprawy doktorskiej, a nie – jak teraz – tylko do jej złożenia? Będzie pan lobbował w tej sprawie?

Zdecydowanie tak. Warto zaznaczyć, że chodzi tu o zachowanie niektórych uprawnień doktoranckich, istotnych również w toku trwającego postępowania awansowego. Jest to kwestia podnoszona przez KRD już od pewnego czasu. Zwracam uwagę na jeszcze jeden postulat – uwzględnianie stypendium doktoranckiego jako dochodu przy ocenie zdolności kredytowej. W tej chwili, nawet po ocenie śródokresowej, nie mogę kupić oficjalnie telefonu na raty, nie mówiąc już o zaciągnięciu kredytu mieszkaniowego. To czyste kuriozum. Ta sprawa też jest na liście moich priorytetów.

Jest szansa na podwyższenie wysokości stypendiów doktoranckich?

Ten postulat jest przedmiotem rozmów i działań KRD od kilku lat, bodajże już od kadencji mgr. inż. Michała Klimczyka. Przed oceną śródokresową proponujemy wzrost z 37% na 48% pensji profesorskiej, przy czym nie mniej niż najniższa krajowa. Po ocenie – wzrost z 57% na 68% pensji profesorskiej, przy czym nie mniej niż średnia krajowa. Biorąc pod uwagę medianę zarobków wszystkich pracowników na różnych szczeblach, jest nad czym pracować. Chcielibyśmy, żeby ze zwiększeniem wysokości stypendiów szło całościowe zwiększenie nakładów na szkolnictwo wyższe, co umożliwiłoby zachowanie balansu i przeciwdziałało dysproporcjom. Ze swojej strony zaproponowałem również wzrost stypendium doktoranckiego o kwotę inflacji rok do roku poprzez waloryzację pensji profesorskiej. Jeśli nasze stypendium odnosi się do tej kwoty, to uczciwe byłoby, żeby ona rosła. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby coś w tej materii zmienić.

Chce pan również wprowadzić przedstawiciela doktorantów do Komisji Ewaluacji Nauki. Dlaczego?

Dzięki ewaluacji możemy zidentyfikować obszary, które funkcjonują słabiej i zastąpić je dobrymi praktykami z innych jednostek. Doktoranci pełnią rolę ekspertów do spraw ewaluacji szkół doktorskich i wydaje się, że ich perspektywa byłaby niezwykle cenna również na etapach koncepcyjnych podczas prac KEN. Nasi przedstawiciele są bardzo dobrze przygotowani do ewaluacji, odbywamy co roku szkolenia na podstawie autorskiego programu szkoleniowego. Jednocześnie do KRD wpływa wiele zgłoszeń doktorantów, które dotyczą różnych obszarów kształcenia w szkole doktorskiej. Trzeba pamiętać, że ewaluacja powinna służyć w głównej mierze właśnie doktorantom jako podmiotom tego procesu. Dlatego nasz głos nie może być w tym zakresie pomijany, a wręcz przeciwnie – należy dążyć do jego umocnienia. W całorocznym raporcie z ewaluacji można by opisać złe i dobre praktyki i to byłaby znakomita pomoc w rozmowach z władzami podmiotów kształcących.

A co sądzi Pan o polityce komunikacyjnej KRD? Czy tu również będzie chciał Pan coś zmienić?

Ten temat jest mi wyjątkowo bliski. Uważam, że widoczność KRD w przestrzeni akademickiej powinna być wyraźniejsza. I być może pana zaskoczę, ale zamierzam wkrótce powołać rzecznika prasowego. Chcę bardziej otworzyć KRD na media.

Jest pan doktorantem III roku w Szkole Doktorskiej Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Jak pan odbiera te studia?

Muszę przyznać, że doktorat całkowicie spełnia moje oczekiwania. Już na samym początku promotor, prof. Bernard Gałka, uprzedzał mnie, że nie będzie łatwo, ale dzięki temu wiedziałem, na co się piszę. Granie w otwarte karty uważam za kluczowe w tej kwestii. Od studiów inżynierskich zajmuję się dyscypliną rolnictwo, ogrodnictwo, kolejne etapy kształcenia traktuję jako naturalny krok w rozwoju, poszerzenie horyzontów.

Czyli nie żałuje pan rozpoczęcia doktoratu?

Uważam to za najlepszą decyzję w moim życiu.

Wiąże pan przyszłość z karierą akademicką?

Nie wiem, co przyniesie przyszłość, ale na razie zmierzam w tym właśnie kierunku. Chciałbym jednak również przez pewien czas spróbować swych sił także np. w przemyśle. Myślę, że zebranie praktycznego doświadczenia jest odpowiednim bagażem do wykorzystania na uniwersytecie, np. w kształceniu studentów czy prowadzeniu badań naukowych.

Rozmawiał Mariusz Karwowski

Dyskusja (4 komentarze)
  • ~Ada 10.01.2026 11:13

    Śmieszne że doktoranci dostają więcej niż nauczyciele akademiccy. Po doktoracie jest finansowa degradacja.

  • ~Problem 08.01.2026 21:20

    Fajne pomysły :) społeczeństwo bardzo podzielone, nie chcę go bardziej dzielić, ale jest jeden bardzo palący problem i nie wiem jak go rozwiązać. Być może dotyczył też Pana (głównie doktorantów nauk przyrodniczo-technicznych biologicznych).
    Wzrost stypendiów to nie jest rozwiązanie na sytuację doktorantów. Problemem są nierówności. Takie samo stypendium dla osób robiących równolegle doktorat w wolnych chwilach + pracujących (np. Prawnicy), ale też lekarze na stażu (6000+ stypendium)., a biolodzy czy chemicy wykonujący projekt w laboratoriach, od których wymaga się codziennej obecności w pracy, nie majacy możliwości podjęcia pracy ZAWODOWEJ (bo dla nich doktorat nią jest). Otrumuja dokładnie tyle samo od Szkoły Doktorskiej. . Tutaj najlepiej szukać rozwiązań. Może deklaracja, kto wskazuje Uniwersytet/Instytut jako miejsce pracy ma normalnie zatrudnienie. Nawet asystent/technik. Plus stypendium. Tylko wtedy to ma sens i są to średnie krajowe (łącznie). I można dostać kredyt czy wziąć laptopa na raty. To ogromny koszt i luźna propozycja, ale problem istnieje i fajnie byłoby go rozwiązać. . Mnie już nie dotyczy, ale ludzie czują się jak f… rzy.

    Plus likwidacja przedłużeń. Trzeba nauczyć Promotorów, że 4 lata to 4 lata, a nie ciągniecie w nieskończoność.

  • ~Marcin 08.01.2026 08:40

    Życzę powodzenia w lobbingu w kwestii statusu doktoranta po złożeniu rozprawy. W chwili obecnej wyrzucają z akademika i co gorsza traci się ubezpieczenie zdrowotne. Jest to bardzo problematyczne szczególnie z punktu widzenia obcokrajowców z dalekich krajów, którzy nie mogą sobie pozwolić na kilkukrotne dojazdy do Polski na egzaminy doktorskie i obronę.

  • ~Mała Uwaga 07.01.2026 10:46

    Panie Mariuszu, Szkoła Doktorska a studia doktoranckie to nie jest to samo. Pan Rafał ładnie odpowiedział.