Pytanie „po co finansować naukę?” brzmi jak hasło z programu populistycznej partii politycznej, ale ktoś je musi w końcu zadać, dodając ważne uzupełnienie, że chodzi o naukę w Polsce. I trzeba na to pytanie udzielić (wreszcie!) odpowiedzi, wskazując na wyzwania współczesnego świata i uwzględniając przy tym specyfikę różnych dziedzin i różne pola działań: od szkolnictwa wyższego po wdrożenia wiedzy naukowej w przemyśle.
Dlaczego potrzebujemy polskiego programu badań naukowych?
W finale intensywnych przygotowań do ewaluacji w wielu jednostkach naukowych toczą się zacięte dyskusje o sensowności i bezsensowności kryteriów oceny działalności naukowej. Kryteria te, przypomnijmy, nie są żadnym obiektywnym testem jakości wiedzy naukowej, ale społecznie i politycznie skonstruowaną miarą obecności badań w krajowym i międzynarodowym obiegu publikacyjnym (kryterium I), finansowej efektywności organizacji badań (kryterium II) i wreszcie – wpływu badań na funkcjonowanie społeczeństwa (III kryterium). Miara ta [w kolejnej ewaluacji rozszerzona o kryterium IV (kształcenie kadr i wsparcie rozwoju kariery) – dop. RED) przekładać się ma na kierunki i skalę finansowania działalności naukowej z pieniędzy publicznych. Ale wciąż nie jest jasne (i chyba nie było nawet w początkach reformy nauki i szkolnictwa wyższego w 2018 roku), po co mamy finansować naukę oraz jaki w ogóle jest sens nieustającej, co najmniej od czasów minister Barbary Kudryckiej, reformy.
Zdajemy sobie sprawę z ogromu bieżących wyzwań, na które muszą reagować politycy na tyle, że myślenie strategiczne – nie tylko o nauce – znika z ich pola widzenia. Jako socjolodzy i socjolożki (a mamy niezły ogląd roli, jaką pełni nauka i szkolnictwo wyższe) widzimy potrzebę pełniejszego powiązania finansowania badań z wymogami przyszłości, głębszego namysłu nad tym, co nas czeka i co możemy z tym zrobić. Warto rozpocząć proces wyznaczenia tych wyzwań i ustanowienia hierarchii potrzeb związanych z wiedzą naukową. Pisząc prostszymi słowami: zamiast zgadywać, zapytajmy naukowców (wszystkich dziedzin), przedstawicieli sektora przedsiębiorstw, organizacji pozarządowych, ekspertów, jakie są najważniejsze problemy, nad rozwiązaniem których powinniśmy się pochylić, a następnie sfinansować je w pierwszej kolejności.
Efektem takich prac mógłby być polski program badań naukowych, wskazujący priorytetowe wyzwania w obszarach HS (nauk humanistycznych, społecznych i o sztuce), ST (grupie nauk ścisłych i technicznych) oraz NZ (w naukach o życiu), z którymi mierzyć się będzie polskie społeczeństwo. Tego rodzaju programem funkcjonującym w innych krajach jest np. Dutch Research Agenda, będący podstawą finansowania grantów w Holandii. Warto do tego programu zajrzeć, żeby przekonać się, że chociaż jest nieco zbyt długi i zbyt mocno odzwierciedla podział na dziedziny nauki, to jednak w sposób czytelny wskazuje kluczowe problemy do rozwiązania przez tamtejszych naukowców. W naszym pomyśle chodziłoby o zaangażowanie wielu dyscyplin. Przykładowo mogłyby to być takie obszary, jak: „Przygotowanie infrastruktury do zmiany demograficznej”, „Polska Sztuczna Inteligencja”, „Przeciwdziałanie polaryzacji społecznej”, „Polska energia atomowa”, „Transformacja energetyczna”, „Nowy model edukacji”.
W polu zarządzania nauką oczywiście mamy już kilka dokumentów strategicznych: „Politykę Naukową Państwa” z 2022 roku, gdzie w dość swobodnym stylu wskazano siedem priorytetów (rozwój systemu szkolnictwa wyższego i nauki; rola Polski w rozwoju globalnym; zasoby naturalne i środowisko; technologie cyfrowe w gospodarce i społeczeństwie; społeczeństwo i jakość życia; wspólnota i kultura, tradycja; obronność i bezpieczeństwo państwa); uchwaloną w 2025 roku nową strategię Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, w której zdefiniowano 8 wyzwań globalnych i 8 kierunków specjalizacji; oraz „Priorytetowe kierunki badań naukowych w resorcie obrony narodowej w latach 2021–2035”.
Niestety, wszystkie wspomniane dokumenty powstawały bez szerokiego udziału przedstawicieli wszystkich dziedzin nauki. Przede wszystkim uderza nas brak ich spójności i powiązania ze sobą i z instrumentami finansowania badań. Tym bardziej, że uczelnie (co jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę ich dziedzinowe i regionalne specjalizacje) definiują własne priorytety i kierunki strategiczne. Mamy więc w obiegu dużą liczbę dokumentów, które nie tworzą spójnego obrazu i czytelnego komunikatu – po co właściwie finansujemy badania naukowe w Polsce i jak to robimy?
Wyobrażamy sobie, że proces tworzenia polskiego programu badań naukowych organizuje Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Powstałe w jego efekcie „zsumowanie” konkretnych potrzeb powinno wskazywać horyzont czasowy i powiązanie z istniejącymi mechanizmami finansowania projektów naukowych w ramach programów ministerstw i agencji grantowych, takich jak Narodowe Centrum Nauki i Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. To będzie bardzo trudne zadanie, ale może właśnie zamiast lub równolegle do dziedzinowych strumieni finansowania, lepiej kierować środki na projekty międzydziedzinowe, wymagające zaangażowania wielu podmiotów i perspektyw?
Omawiany tutaj (zdajemy sobie sprawę, że bardzo skrótowo) pomysł na listę priorytetów nie jest też wolny od wad. Najpoważniejszym zagrożeniem mogłoby być zaniedbanie badań „spoza listy”, a więc na przykład eksperymentalnych, związanych z troską o przeszłość czy rozwijających teorię. Widzimy jednak potrzebę oddzielenia finansowania części związanej z „wolnymi” poszukiwaniami (tzw. badań podstawowych), od badań, które „zamawia” u naukowców odpowiedzialne państwo. Nie tylko z powodu tego, że sami reprezentujemy tę dyscyplinę, ale i ze względów wskazanych w drugiej części naszego artykułu uważamy, że szczególną rolę w dyskusji nad priorytetami badawczymi państwa odgrywać może socjologia.
Czemu socjologia?
Jak wspomnieliśmy wyżej, dyskusja o ewaluacji nauki w Polsce toczy się w znacznym mierze w oderwaniu od realiów jej finansowania – skupia się bowiem na efektach, a w mniejszym stopniu na potrzebach i uwarunkowaniach jej stanu. Jako socjolożki i socjologowie jesteśmy przekonani, że prowadzone przez nas badania i analizy pozwalają zrozumieć ograniczenia związane z istniejącym systemem finansowania nauki w Polsce. W tym miejscu chcemy poddać pod rozwagę kilka ograniczeń obecnego systemu finansowania badań, skupiając się na perspektywie nauk społecznych, a przede wszystkim socjologii.
Socjologia powstała jako odpowiedź na wyzwania związane z dynamicznymi przemianami społecznymi w XIX wieku. Choć od początku rozwijała własne teorie ogólne, była też nauką aplikacyjną i to nie tylko w sensie diagnozy i propozycji rozwiązywania konkretnych problemów społecznych, ale i dostarczania interpretacji szybko zmieniającej się rzeczywistości. Niektóre z tych interpretacji, jak np. diagnoza o rozpadzie więzi społecznych w wyniku modernizacji, konflikcie klasowym lub schyłku cywilizacji Zachodu, stawały się następnie częścią programów politycznych i wchodziły stopniowo w obieg potocznego myślenia.
Ta rola socjologii jako nauki wzorców interpretacji i kształtowania rzeczywistości w oparciu o systematyczne badania i refleksję teoretyczną – jest dzisiaj niemal zupełnie nieobecna w polityce naukowej państwa. Skupienie się na widoczności, efektywności i oddziaływaniu badań naukowych, mierzonych za pośrednictwem ilościowych kryteriów, tylko z pozoru pozwala na „obiektywizację” oceny działalności naukowej, która przekłada się na jej finansowanie. W rzeczywistości jest wyborem politycznym, który wzmacnia dyscypliny przynoszące „twarde i widzialne” efekty, na przykład w zakresie nowych metod leczenia chorób czy wynalazków technologicznych, a marginalizuje te, które służyć mają samorefleksyjności społeczeństwa i kształtowaniu lepszych relacji społecznych. Nie da się uniknąć wrażenia, że ten wybór polityczny jest powiązany z trwającą w Polsce i wielu miejscach na świecie erozją demokracji. Nauki społeczne, dostarczające kompetencji obywatelskich i narzędzi krytycznego myślenia, trudno pogodzić z oczekiwaniami konformizmu i podporządkowania formułowanymi przez autorytarnych przywódców.
Sama socjologia, podobnie zresztą jak większość nauk społecznych i humanistycznych, jest przez decydentów politycznych w Polsce marginalizowana w porównaniu z naukami przyrodniczymi, medycyną czy naukami inżynieryjno-technicznymi. Jest tak, paradoksalnie, pomimo obecności socjolożek i socjologów w kolejnych rządach i ciałach doradczych najważniejszych urzędów państwowych. Nie tylko socjologia, ale i badania społeczne w ogóle są praktycznie nieobecne w kluczowych dokumentach strategicznych państwa, takich jak „Polityka Naukowa Państwa”, „Priorytetowe kierunki badań naukowych w resorcie obrony narodowej” czy nowa strategia Narodowego Centrum Badań i Rozwoju do roku 2030.
Sytuacja ta jest o tyle zdumiewająca, że dokumenty te wprost wskazują na wyzwania, mające swoje źródła społeczne i którym sprostanie wymaga aktualnej wiedzy o współczesnym społeczeństwie. Są to chociażby kwestie wskazywane w przywoływanej już „Polityce Naukowej Państwa”: rozwój systemu szkolnictwa wyższego i nauki; rola Polski w rozwoju globalnym; zasoby naturalne i środowisko; technologie cyfrowe w gospodarce i społeczeństwie; społeczeństwo i jakość życia; wspólnota, kultura, tradycja, obronność i bezpieczeństwo państwa.
Ograniczenie finansowania badań socjologicznych (kryterium II) do finansowania w ramach subwencji oraz konkursów grantowych jest niewystarczające do wykorzystania potencjału socjologii dla diagnozowania i rozwiązywania współczesnych problemów. Uważamy, że sformułowanie rozwiązań palących problemów, takich jak konsekwencje zmian demograficznych, kryzysu klimatycznego czy rosnącego zagrożenia wojennego w Europie, wymaga pełniejszego powiązania finansowania badań z wymogami przyszłości, głębszego namysłu nad tym, co nas czeka i co możemy z tym zrobić. Socjologia posiada narzędzia intelektualne i metodologiczne konieczne dla wykonania takiego zadania.
dr hab. Maciej Kowalewski (Uniwersytet Szczeciński)
dr hab. Adam Mrozowicki (Uniwersytet Wrocławski)
prof. Honorata Jakubowska (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu)
Autorka i autorzy tekstu należą do Komitetu Socjologii Polskiej Akademii Nauk
Patrzę na naukę polską i widzę, że toczy ją choroba zwana ``shumaniszczeniem``. Jest to dość podobne do stłuszczenia wątroby: tkankę wątroby obrasta tłuszcz. Podobnie jest w przypadku nauki polskiej: dziedziny naukowe (medyczne, przyrodnicze, ścisłe i techniczne oraz pewną część humanistyki i dziedzin społecznych), obrasta dość bogato shumaniszczenie: etaty na uczelniach państwowych i w Polskiej Akademii Nauk (PAN), mają MIĘDZY INNYMI ludzie mniemający, że uprawiają działalność naukową poprzez pisanie ``o-siamtym-i-owamtym``. Należy do nich niestety m.in., niemało dr, dr hab. i prof. dr hab. nauk prawnych.
Mam kilka tomów książki pt. ``Współcześni uczeni polscy``, i przeglądając je od czasu do czasu, patrzę się na te panie i panów prof.dr hab.-ów. Są wśród nich m.in. przedstawiciele dziedzin humanistycznych i społecznych. Patrzę się na te ich natchnione miny na zdjęciach: o tutaj, pani prof. zajmująca się literaturoznawstwem, a tam znowu pan prof. od prawa karnego itd. itd. itd. itd. Kiwam głową Z POWĄTPIEWANIEM, czy aby na pewno ci wszyscy ludzie muszą mieć etaty na uczelniach państwowych i w Polskiej Akademii Nauk PAN bowiem od razu przypomina mi się fakt, że Polska MARNUJE talenty ludzi uzdolnionych w dziedzinach medycznych, ścisłych, przyrodniczych i technicznych, ale przede wszystkim ścisłych.
NIE twierdzę i nie uważam, że dziedziny humanistyczne i społeczne (w tym tez m.in. nauki prawne), są niepotrzebne. NIE, są potrzebne, tyle że jak w przypadku żywienia: gdy się przesadzi z cukrem i tłuszczem przy odżywianiu, skutki są z reguły fatalne. NO I TO właśnie mamy w nauce polskiej: INTELEKTUALNĄ "CUKRZYCĘ". Niech utytułowane panie i panowie od nauk humanistycznych i społecznych to przemyślą: ILE TO JESZCZE MA TRWAĆ ?
Oczywiście, to wszystko sobie trwa z błogosławieństwem kolejnych rządów, bo przecież kto by się poważył na ruszenie tego systemu ?
Jest dobrze a nawet dostatecznie! Socjologia od zawsze potrzebowała adresata. Wraz z utratą zainteresowania władzy, co nastąpiło w latach 90. XX, straciła inny (utylitarny) sens istnienia. Współcześnie pojawiało się pewne zainteresowanie społeczne, tyle, że sektor pozarządowy nie śmierdzi w Polsce groszem, no chyba, że finansują go pieniądze zewnętrzne. NCN pozostaje wyspą, która funkcjonuje w oparciu o zasadę Św. Mateusza (można pisać o "autyzmie organizacji", "autopojetyczności", odklejeniu, partykularyzmie, niedofinansowaniu...). Jednym słowem jesteśmy od lat w stanie dryfu. Starsi do emerytury, młodsi w kierunku kariery (najlepiej za granicą), całość w kierunku 4, 5, 6, 8 setki w rankingu uniwersytetów na świecie.
Jeśli pada pytanie o istotne potrzeby państwa wobec nauki, pierwsze czego by mi brakowało to:
1. dobrej kontroli jakości żywności, leków i kosmetyków sprzedawanych na naszym rynku, chciałbym mieć pewność, że te rzeczy są pod rzetelną kontrolą.
2. czystych rzek, jezior i sprawnego recyklingu odpadów.
3. spójnego i jednoznacznego prawa: ustawy są pisane tak, że z j. polskiego niedostateczny, a do tego przepisy są ze sobą sprzeczne. Zamiast fascynować się AI - zastosować do wyprostowania i skrócenia ustaw i rozporządzeń. Czytasz i odnosisz wrażenie, że prawo służy sabotowaniu państwa, albo jest nieodpowiedzialnie przegłosowaną, radosną twórczością kogoś, kto nie ogarnia sytuacji.
4. Dobrego systemu edukacji od przedszkola do końca studiów - spójnego i logicznego. Z nazw przedmiotów, których uczą na niektórych kierunkach na uniwersytetach (nie tylko w Polsce) mają ludzie niezły ubaw. Przykład: biotaksonomia.
5. Zadanie dla ekonomistów - sprawnego systemu ochrony zdrowia, zredukowania administracji na rzecz pozyskania pieniędzy dla lekarzy, których podobno brakuje ;-)
6. Też dla ekonomistów: zagospodarowania ponad miliona bezrobotnych, którzy pojawią się w wyniku realizacji punktu 5.
7. Będą chętni do studiowania egzotycznych filologii, na kursy językowe tamże, jeśli rząd będzie dbał o politykę zagraniczną i zainteresuje się utrzymywaniem ambasad w zdecydowanej większości państw. W 100 ich nie ma. Nie warto???
8. Upadłe stocznie, upadły Ursus, zapomniane kopalnie - magistrowie MBA tego nie naprawią ;-)
Tak, i cały ten plan rozpisać na 100 lat! Ale nie, jako że Polska jest światowym pionierem wszystkiego, to bez kozery powiem pińcet!!!
I proponuję te rewelacje ogłosić światu z najstarszego polskiego kosmodromu.
123 lata pod zaborami, potem 50 lat socjalizmu (w tym pierwszych 6 niemieckiego). Skutki: najpierw społeczeństwo sobie wybrało nielota-alkoholika, potem budynia-maliniaka, aż wreszcie boksera-sutenera.
Czy kiedykolwiek myślenie kołchozowe zniknie w tym społeczeństwie?
Wiem, że wygląda to beznadziejnie, ale wciąż mam nadzieję.
Cytując Kisiela: nie w tym problem, że jesteśmy w D, ale w tym, że większość z nas próbuje się tam jak najlepiej urządzić.
Zachęcałem, zachęcam i będę zawsze zachęcał do naprawiania "tego, co inni z premedytacją zepsuli i pilnują, żeby nikt tego łatwo nie naprawił".
Cyt."Zachęcałem, zachęcam i będę zawsze zachęcał do naprawiania "tego, co inni z premedytacją zepsuli i pilnują, żeby nikt tego łatwo nie naprawił"."
Póki co, to naprawianie w Polsce (zwłaszcza tej pokracznej hybrydy: system edukacji + system nauki i szkolnictwa wyższego), z reguły sprowadza się do psucia, tyle że na inne sposoby...
Faktycznie "Polityka Naukowa Państwa 2022" jest napisana 'lekką ręką" i jest niekonkretna. Powinna to być raczej konkretna strategia korzystania z nauki zaplanowana na powiedzmy 20 lat, z założeniem, ze co 5 lat będzie aktualizowana, ponieważ świat dosyć dynamicznie się zmienia.
Zamówienia rządowe na konkretne badania budują rzetelny warsztat nauki i zapewniają ciągłość prowadzenia badań. Wiemy doskonale jak nieefektywne jest polowanie na modne tematy i granty na ich szybką realizację, i skakanie z tematu na temat. Mamy granty, subwencję dydaktyczną, ale brakuje ciągłości, którą mogą i powinny zapewniać badania zamawiane, dające środki na działalność statutową. Jest to problem uniwersalny, który nie dotyczy tylko nauk humanistycznych. Cieszę się, że Państwo socjolodzy to dostrzegają i o tym piszą. Oby z dobrym skutkiem!
Ależ mi się łezka zakręciła, gdyż sobie przypomniałem "tysiąc szkół na tysiąclecie". I jeszcze plany pięcioletnie. I jeszcze programy centralne na problemy podstawowe (lub węzłowe, nie pamiętam nazwy dokładnie).
I Rodowicz śpiewającą: "(...) ale to już było, i nie wróci więcej". Oby!!!
Ale przecież my tu w Polsce to wiemy najlepiej na świecie, i w ogóle nie cierpimy na megalomanię ani winkelridyzm. Tylko dlaczego takie wyniki: https://ibe.edu.pl/images/Badania%20midzynarodowe/Publikacje/Raport-PIAAC-2023.pdf
I jeszcze jedno: nie ma czegoś takiego jak "nauki humanistyczne": jest albo nauka albo humanistyka.
Plan witout action is just a dream, but action without a plan is a nightmare ;-)
Mądry człowiek, dobra firma ma plan na przynajmniej lat 20, a państwo suwerenne na nie mniej niż 100 lat.
Niektórzy nie mają tej świadomości, przyzwyczajeni do tego, że ktoś nimi rządzi (jak w PRL), a oni słuchają i najlepiej jak mogą się dostosowują, myślą też w swojej naiwności, że jak się zmieni dyrektor, minister albo prezydent to wiele się zmieni. Samo się nie zmieni.
Możemy wprowadzić do języka polskiego podział na scholars i scientists, jeśli to istotne, może: uczeni i badacze?
Moim zdaniem, trochę to przestarzałe i trochę nieuzasadnione.
"Mądry człowiek, dobra firma ma plan na przynajmniej lat 20, a państwo suwerenne na nie mniej niż 100 lat." - populizm w czystej postaci.
Ale gorsza jest jeszcze ta naiwna wiara w omnipotentnego pana, czy to w postaci państwa czy zarządu organizacji lub sutenera na najwyższym urzędzie. Jakież to jednak charakterystyczne dla mieszkańców tego kraju.
No ale skoro 40% rzeczonych nie rozumie tekstu pisanego...
Planowanie zdaje się być nierzadko w kontrze do populizmu, zwłaszcza, kiedy trzeba coś zrobić zgodnie z planem, starannie i na czas ;-)
żUREK W NAUCE ZROBI JAK W SĄDACH, cZYLI RÓBTA CO CHCETA ZA DUŻE PIENIĄDZE.
gDZIE TEN tUSK ZNAJDUJE TAKICH GORSZYCH OD SIEBIE
Taaak (jak mawiał Brunner), sprawdziłem dorobek tej Pani na zdjęciu w środku (dostępny tutaj: https://orcid.org/0000-0002-5781-4297) i:
1. większość artykułów opublikowana w polskich czasopismach (dla niepoznaki - jak wnoszę - po angielsku),
2. tych kilka opublikowanych na świecie w: Taylor & Francis (jak cię mogę) lub SAGE (bez komentarza); jednocześnie 0 (słownie: zero) Elsevier, Springer czy Wiley.
I już wiadomo, skąd te jęki (ten wredny i nieludzki system chce efektów w postaci porządnych publikacji, a przecież my tu w Polsce to niekwestionowanymi mistrzami Polski jesteśmy, a poza tym my nie gęsi...). Aż mi się wyzłośliwiać nie chce.
Kolejny raz jednak powiem: humanistyka to nie nauka.
Sage to normalne komercyjne wydawnictwo. Raczej liche, podobnie jak większość Elseviera czy MDPI, ale noe drapieżne.
SAGE wydaje wiele prestiżowych pism w naukach społecznych, nie wiem czy ta pani w nich publikuje, ale wiem, że Pan jest ignorantem, który wypowiada się o dyscyplinach, o których nie ma Pan pojęcia.
A w dodatku oczywiście, że humanistyka to nauka (lub jak kto woli: zbiór nauk). W naszym języku "nauka" znaczy to, co niemieckie "Wissenschaft", a nie to, co angielskie "science".
Co prawda nie publikuję w czasopismach SAGE i nie znam tego wydawnictwa, ale szanuję je za to:
https://retractionwatch.com/2025/04/17/sage-journal-intelligent-fuzzy-systems-retracts-678-more-papers/#:~:text=The%20retraction%20of%20%E2%80%9Ca%20final%20batch%E2%80%9D%20of%20678,one%20of%20its%20journals%2C%20according%20to%20the%20publisher.
Takiej odwagi nie miały do tej pory ani Elsevier, ani Springer, ani Wiley. A wiele ich czasopism powinno zrobić to samo. Jak się ich nie przyciśnie (vide STOTEN, Chemosphere albo Environmental Science and Polution Research), to nic nie zrobią.
Panie Hubercie,
Widział Pan może ostatnie wyniki Sonatiny? Co Pan myśli o tym, że projekty dostały osoby z Fundacji UAM pomimo tego, że na UAM wcześniej studiowały? A więc przy użyciu Fundacji obeszli wymóg realizacji projektu na innej uczelni.
Pozdrawiam
Napisano:
Pisząc prostszymi słowami: zamiast zgadywać, zapytajmy naukowców (wszystkich dziedzin), przedstawicieli sektora przedsiębiorstw, organizacji pozarządowych, ekspertów, jakie są najważniejsze problemy, nad rozwiązaniem których powinniśmy się pochylić, a następnie sfinansować je w pierwszej kolejności.
Przecież zgłaszają je jako pomysły (obiekty badań) do finansowana.
Natomiast Państwo winno badania naukowe sprzęgnąć z gospodarką i dofinansować badania i tu chyba z grubsza wiadomo gdzie: w technologii obronnej i sztucznej inteligencji. Wystarczy przy obecnych kłopotach budżetowych.
Socjolodzy chcieliby większą rolę pełnić, ale wybór jest tak na prawdę polityczny obecnie : czyli więcej na socjalne wydatki czy na badania naukowe.
Tak, ale naukowcy zwykle w propozycjach pomysłów do finansowania zgłaszają raczej tematy wąskie i zwykle jednodziedzinowe. A w tekście jest o tym, żeby zapytać szerokie grono (nie tylko naukowców), które problemy wymagają rozwiązania. Jeśli jest to "sztuczna inteligencja" to czego faktycznie potrzebujemy? Pracy nad "karmieniem" LLM żeby przeciwdziałać ruskiej propagandzie, a może bardziej wiedzy, jak korzystać z narzędzi "w domu i zagrodzie"? Podobnie, "związanie badań z gospodarką" to jest postulat - póki co - na bardzo dużym poziomie ogólności i tu także potrzebujemy uściślenia.
Od szerszych są kierownicy, a jak nie zgłaszają to znaczy, że nie ma takich zespołów, co w indywidualizmie Polaków ma potwierdzenie. System nauki polskiej oparty jest o karierę pojedynczego naukowca (jak najszybciej profesorem), więc w tym systemie nie opłaca się naukowcom pracować w zespole nad dużymi projektami.