Aktualności
Sprawy nauki
27 Marca
Źródło: Polska Akademia Nauk
Opublikowano: 2024-03-27

Prof. Wojciech Fendler: Równoległy model nauki ma się wciąż całkiem dobrze

Potwierdziło się, że polska nauka dzieli się na dwie frakcje. One się cały czas ścierają i – co ważne – ten równoległy model nauki ma się wciąż całkiem dobrze. Nadal dużo osób chce, żeby nauka w Polsce była niewidoczna, prowadzona po kryjomu, ale zarazem oczywiście dobrze finansowana. Ta grupa, która nie aspiruje do najwyższych standardów, ciągnie nas w stronę całkiem przeciwną do trendów w nauce światowej – mówi prof. Wojciech Fendler, jeden z ekspertów akcji „Nauka do naprawy”.

Kilka dni temu opublikowaliśmy raport podsumowujący akcję „Nauka do naprawy” – wspólne przedsięwzięcie Polskiej Akademii Nauki i „Forum Akademickiego”. O końcowe wnioski zapytaliśmy jednego z zaproszonych przez nas ekspertów – prof. Wojciecha Fendlera z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Jak wyglądała akcja „Nauka do naprawy” z perspektywy eksperta?

Zgłoszenia dobitnie potwierdziły, że polska nauka dzieli się na dwie frakcje: jedną tworzą osoby rozumiejące, w którą stronę powinniśmy iść, żeby było lepiej, drugą – ci, którzy wolą cementować obecny system. One się cały czas ścierają i – co ważne – ten równoległy model nauki ma się całkiem dobrze. To nauka robiona „w ukryciu”, tylko po polsku. Wydawało się w pewnym momencie, że ona zniknie, tymczasem wciąż dużo osób ewidentnie chce, żeby nauka w Polsce była niewidoczna, prowadzona po kryjomu, ale zarazem oczywiście dobrze finansowana. Ta grupa, która nie aspiruje do najwyższych standardów, ciągnie nas w stronę całkiem przeciwną do trendów w nauce światowej. Zmartwiło mnie, że tak wiele osób opowiada się za tym, by wspierać finansowo działania niemające nic wspólnego z nauką. Taka postawa, mimo kolejnych reform, jest nadal żywa w środowisku. Akcję uważam za potrzebną, ale trudno oczekiwać jakiegoś demokratycznego ruchu, który skierowałby naukę na właściwe tory, kiedy znaczna część badaczy po prostu nie chce na tych torach się znaleźć. Dobrze by było, żeby decydenci obrali jednak kierunek w stronę dobrej nauki, a nie pielęgnowania „nauki polskiej”, bo znajdziemy się na zupełnym marginesie.

Wraz z dr. hab. Michałem Tomzą odpowiadał pan w naszej akcji za zgłoszenia z obszaru finansowania nauki. Napłynęło ich, czemu trudno się dziwić, najwięcej.

W finansowaniu ścierają się dwa modele i to też dało się zaobserwować w ankietach: żeby dawać wszystkim po równo i drugi – grantowy, w którym ci lepsi dostawaliby więcej pieniędzy. Było kilka radykalnych pomysłów, jak np. nałożenie obowiązku na firmy, żeby wydatkowały jakąś część środków na naukę. Otwierając się na głos środowiska, spodziewaliśmy się, że mogą pojawić się propozycje dziwne i zaskakujące. Za takie uważam głosy typu „przyznawanie grantów jest niesprawiedliwe, więc nie powinno być agencji finansujących badania w ten sposób”. W podtekście: dlaczego inni mają lepiej? To kuriozum, ale pokazuje niezrozumienie mechanizmów działania systemu. Skoro w wyniku ewaluacji oceniamy jednostki naukowe, to wiadomo, że do lepszych trafi więcej pieniędzy, a gdzie indziej mniej.

Jakie jeszcze pomysły wzbudziły pana zdziwienie?

Było sporo propozycji dotyczących wykazu czasopism, które wynikały z jakichś partykularnych interesów, np. moje ulubione czasopismo powinno mieć więcej punktów. To małostkowe, wąskie spojrzenie na bardzo rozległy system. Komisja Ewaluacji Nauki długo wypracowuje rozwiązania, które będą współgrały z innymi elementami systemu, a komuś się wydaje, że wjedzie na białym koniu, zaproponuje oparcie listy albo ewaluacji na jakimś pojedynczym wskaźniku i od razu wszystko zmieni się na lepsze.

Pojawiały się również zgłoszenia dotyczące transparentności, czyli np. sugestie, by ujawniać oceny wniosków grantowych. Widać, że niektórzy nie rozumieją działania systemu, nie mają pojęcia, jak zabezpieczyć obiektywizm recenzentów paneli, nie wiedzą, dlaczego ocena punktowa nie jest porównywalna między projektami odrzuconymi w I etapie oceny a zakwalifikowanymi do finansowania. Transparentny proces to taki, którego zasady są jasno opisane, przestrzegane i znane wszystkim interesariuszom. Ujawnianie personaliów ekspertów po to, by podważać ich autorytet, nie ma nic wspólnego z potrzebą transparentności.

Zresztą, znamienne jest, że ten brak wiedzy na temat działania systemu obejmuje więcej elementów. Może to wynikać z niedostatecznie dobrej komunikacji wewnętrznej na uczelniach. Ktoś, kto przychodzi do pracy, nie jest zainteresowany losem całego okrętu, a jedynie małym wycinkiem, swoimi obowiązkami. Te indywidualne cele mogą być kompletnie rozbieżne ze strategią danej jednostki czy ogólnie nauki w Polsce. Brak takiej informacji, co jest ważne, w którą stronę należy iść, powoduje, że chaos robi się zbyt duży.

Co ma pan konkretnie na myśli?

Przykładem są mechanizmy promocji osiągnięć. Okazuje się, że niektóre jednostki ewidentnie wspierają publikowanie wielu słabych prac, ale dobrze wycenionych punktowo, jednocześnie nie informując o tym, że w dłuższej perspektywie utrudni to lub wręcz zamknie drogę np. do dużych grantów. Pytanie, czy to świadoma polityka jednostek, które grając na siebie, żeby pracowników u siebie zatrzymać, wspierają zachowania szkodliwe w skali kraju, czy są to decyzje indywidualne, które badacze podejmują, bo im się to po prostu w danej chwili opłaca. Brakuje komunikacji, w którą stronę sterować modelem kariery naukowej, które zachowania są na dłuższą metę opłacalne, jakie sposoby działania powinny być premiowane. Przy braku takiej rzetelnej informacji każdy ciągnie w swoją stronę. A nas nie stać na to, żeby marnować niewielkie środki, którymi dysponujemy. Trzeba jasno powiedzieć, że jeśli ktoś nie postępuje zgodnie ze światowymi standardami, to za parę lat będzie poza nauką, a jego jednostka zniknie.

Co zwróciło pana uwagę z ciekawszych propozycji?

Kwestia uproszczenia prawa zamówień publicznych pojawiła się w wielu ankietach. To punkt, który niweluje niewielkie przewagi, jakie mamy, czyli potencjalną szybkość działania i możliwość realizacji usług, które w Polsce są jeszcze nieco tańsze. Powolność procesu i skłonność jednostek do nadmiernej kontroli nawet najdrobniejszych wydatków spowalnia naukowców i angażuje pracowników merytorycznych w biurokratyczną ciuciubabkę. Ważna była też kwestia, by racjonalnie gospodarować środkami, czyli np. zlikwidować Akademię Kopernikańską. Pojawiły się głosy, żeby podtrzymać działanie jednostek, zwłaszcza dysponujących istotną i współdzieloną aparaturą specjalistyczną, jakąś formą subwencji, która byłaby wystarczająca dla zachowania ich stabilności i funkcjonowania, ale przekierowywać stopniowo całość systemu finansowania w stronę grantów i wsparcia w pozyskiwaniu ich na arenie międzynarodowej.

Zdecydowanie przychylam się też do głosów, żeby podwyższyć wynagrodzenia. To jest w pełni racjonalne, żeby doktorant – osoba z wyższym wykształceniem, zdolna i wybrana w drodze otwartego konkursu – nie pracował za stypendium na poziomie minimalnej pensji. Natomiast podwyżki muszą być wprowadzane racjonalnie i tam, gdzie są najbardziej potrzebne i uzasadnione. Nie da się tej sprawy załatwić jednym prostym (i medialnie atrakcyjnym) rozporządzeniem, które zwiększy wynagrodzenie profesora. Może to spowodować dużo niechcianych konsekwencji i wbrew pozorom nie poprawić proporcjonalnie sytuacji bytowej tych, na których nam powinno zależeć, czyli młodych naukowców, doktorantów, badaczy, którzy zastanawiają się właśnie, czy wyjechać z kraju i już nie wrócić.

Kilkakrotnie wyraźnie uczestnicy akcji wskazali, że ich zdaniem podmiotów naukowych jest za dużo. Przydałaby się ewaluacja, ale przeprowadzona w taki sposób, żeby zobaczyć, czy niektóre jednostki są naprawdę potrzebne. Mamy debatę na temat tego, w jaki sposób ewaluować, ale nie, jakie mają być konsekwencje tej ewaluacji. Tak naprawdę wszyscy dostają jakieś finansowanie, a mało jest zdecydowanych ruchów, żeby jednostki słabe po prostu zamykać lub restrukturyzować.

Właśnie, co z ewaluacją – tu też było sporo zgłoszeń.

Mam wrażenie, że dużą krzywdę zrobiono nauce w Polsce poprzez wprowadzenie ewaluacji, która zbiera wszystkie dziedziny humanistyczne, nauki o życiu, nauki ścisłe i próbuje je wbić w jedną matrycę, żeby stały się porównywalne. Zrobienie tego przez jedną listę czasopism dla wszystkich dziedzin to nieustający problem. Tym bardziej, że po manipulacjach wykazem w ostatnich kilku latach, część tych dziedzin jest po prostu bardzo słaba, za to znakomicie „wyceniona”. Ewaluacja w oparciu o zepsutą listę nie ma prawa być uczciwa i obiektywna. W efekcie ścierają się dwa nurty: jeden to taki, żeby ten system w jakiś sposób ratować i modyfikować sposób tworzenia wykazu, i drugi – zmienić kompletnie system ewaluacji, zrezygnować z list, ocenę przeprowadzić w oparciu o kryteria, które są w danych dziedzinach istotne i nie uśredniać ich, nie porównywać ze sobą, bo tak jest wygodnie urzędnikom. Należałoby to zadanie powierzyć ekspertom, skoncentrować się na najlepszych osiągnięciach, a nie na przeliczaniu „makulatury” na sloty.

Te dwa podejścia było wyraźnie widać w kwestionariuszach. Przy czym jednocześnie zauważalny jest opór przed oceną ekspercką, która obejmowałaby konkretne, rzeczywiście ważne aspekty działalności naukowej. Ten opór dotyczy głównie dyscyplin humanistycznych reprezentowanych przez silne lokalne lobby, które uważa, że nikt na świecie nie jest w stanie ocenić ich nauki. Niestety, większość z propozycji koncentruje się właśnie na takim wąskim spojrzeniu: zmieńmy system, żeby nam było troszeczkę lepiej. Uważam, że w tej chwili potrzebujemy rewolucji, jakiejś zmiany, która nada nowy kierunek. W ostatnich ewaluacjach jedyne, co zmieniło cokolwiek na naszej scenie naukowej, to tak naprawdę przyznanie IDUB-ów, które spowodowały, że niektóre jednostki dostały bonusy finansowe i poszły do przodu. W oparciu o lekcje z trzech ewaluacji ostatnich 12 lat warto więc zaryzykować i postawić na najlepszych zdaniem ekspertów, a nie w oparciu o administracyjną ocenę, którą później minister i tak może wypaczyć uwzględniając 95 na 100 odwołań.

Otrzymaliśmy ponad 700 zgłoszeń, równie dużo, z tego co słychać, napływa do Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, która też tworzy katalog niezbędnych zmian w systemie. Jak pan sądzi, skąd wzięła się tak duża aktywność środowiska, które do tej pory posądzano raczej o bierność?

Przez ostatnie kilka lat minister naukowców nie słuchał. Znamienne było ignorowanie istnienia Narodowego Centrum Nauki, marginalizacja budżetu grantowego i wspieranie finansowe jednostek być może solidnie kształcących, ale nieliczących się na arenie naukowej. Środowisko naukowców, zwłaszcza z wiodących jednostek, nie miało poczucia sprawczości. Teraz nastąpiło odbicie, widzimy, że ktoś chce nasz głos poznać. Mam jednak nadzieję, że te propozycje, które zapewne pokryją się w dużej mierze z tymi zbieranymi przez Radę Główną Nauki i Szkolnictwa Wyższego, zostaną przez decydentów rozpatrzone z rozsądkiem. Nie do końca bowiem jest tak, że im więcej osób coś krzyczy, tym lepiej dla systemu nauki. W nauce czasami trzeba podjąć niepopularne kroki, które nie wszystkim się spodobają. A znaczna część propozycji, tak jak to widzieliśmy w naszej akcji, była albo trywialna, albo stanowiła manifestację frustracji czy zazdrości osób, którym się nie udaje w konkretny sposób funkcjonować i chcieliby, żeby wszystkim było gorzej.

Rozmawiał Mariusz Karwowski

Nauka do naprawy – raport

Nauka do naprawy – załącznik

Dyskusja (21 komentarzy)
  • ~Prof. Kościelny 02.04.2024 15:25

    Ponad kwartał minął od powołania nowego rządu, a rad NPRH to wciąż nominaci Czarnka, którzy wiadomo wedle jakiego klucza zostali dobrani i projekty z jakich ośrodków będą forsować.

    • ~Maciek 02.04.2024 16:19

      Obecne kierownictwo resortu ma problemy z najdrobniejszymi sprawami, co więcej generuje potencjalne konflikty z krajowym środowiskiem akademickim, a to jest przejaw niekompetencji. W tle czuć brak funduszy na naukę, czyli najprawdopodobniej król jest nagi. Będą może próbowali to przykryć jakimiś groteskowymi reformami, ale bunt narasta coraz bardziej.

  • ~j/w 02.04.2024 11:09

    Cóż, chyba zostałem zaliczony do frakcji "ciemnogrodu". Chciałbym zwiększenia finansownia "bazowego", a granty mnie nie interesują (chciałbym, żeby mnie nie interesowały). Nie potrzebuję ich, aby poprawić poziom prowadzonych badań. Jestem historykiem - dostęp do rękopisów, wydań i opracowań mam z domu, choć zajmuję się historią powszechną. Kontakt z kolegami z zagranicy utrzymuję bez dodatkowego finansowania "networkingu". Działam w "zespołach badawczych" nieukonstytuowanych.
    Wystarczy mi wyjechać najwyżej dwa razy w roku na międzynarodową konferencję naukową, raz na pewien czas wymienić komputer, poprosić o zakup książki do biblioteki, skorzystać z redakcji tłumaczenia przez "native speakera". Mojego uniwersytetu w ramach "finansowania bazowego" na to nie stać, zatem żeby normalnie robić naukę, potrzebuję grantów. I zdobywam je... ale się nie cieszę. Zamiast dodatkowego finansowania na poziomie 2-5 tysięcy rocznie mam teraz, dla przykładu, 85 tysięcy na dwa lata. Dokoptowałem dwie osoby do grantu, bo akurat trafił się program z wysokim "współczynnikiem sukcesu" dla zespołów badawczych... Jeszcze trzeba było opisać badania jako interdyscyplinarne, ale to akurat robi się bez probelmu.
    Kosztem "nadmiernego" finansowania jest czas na napisanie grantu, sprawozdań, użeranie się z kilkoma procedurami administracyjnymi - zgłębiam właśnie tajniki prawa zamówień publicznych - etc. Wolałbym skromniej, i bez tych dodatkowych kosztów. Szczególnie, że grant, jak to grant, ma swoje ograniczenia, i na przykład przyjazdu uczonego z zagranicy na wizytę studyjną i wykład nie da się z tego sfinansować, a warto by było!

    • ~Marcin Przewloka 03.04.2024 11:08

      @j/w
      "Finansowanie bazowe", czy jak to nazwac, jest bardzo wazne rowniez w dziedzinach nauk przyrodniczych, gdzie wydatki sa znaczaco wyzsze. Bez tego, badania prowadzone na uczelniach zwyczajnie wymra, poniewaz nie kazdy projekt zasluguje od razu na grant, nawet, jesli wskaznik sukcesu jest wysoki (a nigdzie nie jest).
      Granty sa jednak niezwykle wazne w obecnym systemie nauki. Tak wiec dobry i "sustainable" system wspierania badan powinien opierac sie na obydwu sciezkach, niskim poziomie finansowania lokalnego oraz grantach.

  • ~ile mozna 30.03.2024 11:58

    patrzac na ostatnie opowiesci dziwnej tresci p. Gduli ciezko byc optymista

    raczej masowanie ego pseudonaukowcow i obiecanie strefy komfortu w spol-hum

    a zero refleksji po co mamy nauke i do jakich celow dla kraju/swiata mamy dazyc

    • ~Maciek 31.03.2024 00:27

      Nie przywiązywałbym wagi do opowiadań, fantazji ułańskich pana wiceministra dr hab. Macieja Gduli, gdyż nie jest on ani władny w sensie formalno-prawnym, aby reformować jakikolwiek sektor polskiej nauki, ani też nie posiada wiedzy w zakresie organizacji nauki. Ostatni jego wywiad na łamach GW już wygenerował potencjalny konflikt z krajowym środowiskiem akademickim, co nie wróży niczego dobrego dla obecnego kierownictwa resortu. Niewykluczone, że w lipcu będą zmiany kadrowe w tym resorcie. Ktoś kiedyś na Sycylii powiedział mi tak, iż nigdy nie mów wszystkiego co wiesz, ale wiedz zawsze co mówisz. I to jest prawda.

  • ~xxx 28.03.2024 15:09

    Problem w tym, że najlepsi naukowcy według różnych klasyfikacji są pomijani w różnych gremiach decydujących o nauce. Zwykle do takich instytucji/gremiów wskazywana jest miernota lub powiedzmy ludzie przeciętni. Nikt nie zaprasza topowych naukowców. Dopóki sytuacja będzie się utrzymywała nie należy liczyć na jakąkolwiek poprawę kondycji nauki polskiej.

  • ~Zreformowany dydaktyk 27.03.2024 21:32

    "Ujawnianie personaliów ekspertów po to, by podważać ich autorytet, nie ma nic wspólnego z potrzebą transparentności."
    Nie rozumiem w jaki sposób podpisanie się pod rzetelną recenzją miałoby podważać autorytet recenzenta?

    • ~Marek 29.03.2024 14:46

      Otóż to, to utajnienie ocen budzi podejrzenia a nie odwrotnie.

    • ~Tomasz 28.03.2024 11:06

      NCN to hodowanie recenzenckich troli, którym NCN daje okazję by brak autorytetu kompensować złośliwością. Absolutny brak profesionalizmu, bezkarność i brak odpowiedzialności za opinię.

      • ~Marcin Przewloka 28.03.2024 12:08

        @Zreformowany dydaktyk
        @Tomasz

        Jak na razie anonimowe recenzje artykulow w czasopismach naukowych oraz ewaluacje proposali grantowych w olbrzymiej wiekszosci sa robione anonimowo. Na calym swiecie. To wynika z tego, ze naukowcy sa rowniez tylko ludzmi.
        Natomiast znaczaco rozne recenzje (outliers), ktore mocno odstaja od innych w sensie merytorycznym, profesjonalnym oraz w sensie jezyka, jakiego uzywaja, powinny byc wylapywane przez panele grantowe.

        • ~Tomasz 28.03.2024 13:05

          Profesjonalni naukowcy są zbyt zajęci, żeby robić w czasopismach darmowe - lub dla grantodawców nisko opłacane — recenzje. Na takie zabawy mają czas tylko zakompleksieni nieudacznicy i frajerzy, którzy podchwycili kłamliwe hasełko korporacji wydawniczych, że anonimowość to obiektywność. To tylko zasłona dymna. Tak duże domy wydawnicze wykorzystują kompleksy naukowych trolli w celach czysto biznesowych. Na ich zyski pracują najczęściej za półdarmo zakompleksieni frajerzy, którzy mogą odreagować swe frustracje.

          • ~W 31.03.2024 23:23

            Ten komentarz to jakiś żart. Rozumiem, że Pan publikuje w renomowanych czasopismach, a potem jak ich redaktor zaprosi Pana do recenzji to za każdym razem mówi nie? I to ma być zachowanie "profesjonalnego naukowca"? Chyba raczej pasożyta, który liczy, że "zakompleksieni nieudacznicy i frajerzy" będą pchać jego karierę do przodu recenzując jego artykuły.

          • ~Alek Rachwald 28.03.2024 14:13

            Osobiście uważam recenzowanie publikacji i wniosków awansowych za zobowiązanie wynikające z dotychczasowej drogi naukowej (w której z podobnej pomocy siłą rzeczy wielokrotnie korzystałem), oraz z mego obecnego statusu. Ponieważ jest to status wystarczający dla zaspokojenia mojego wygórowanego ego, nie uważam też siebie za zagrożonego frustracją. Owszem, uważam że recenzowanie powinno być uczciwie wynagradzane, ale dopóki nie jest, robię w tym co mamy.

          • ~Marcin Przewloka 28.03.2024 14:00

            @Tomasz
            Wszyscy naukowcy w Wielkiej Brytanii robia recenzje grantow za darmo. Nikt nam za to nie placi. Zwlykle szaraki, noblisci, i wszyscy pomiedzy, pracuja dla systemu i w olbrzymiej wiekszosci robia dobra robote. Recenzje tutaj sa anonimowe.
            Brytyjski system jest daleki od doskonalosci, ale ten konkretny element dziala calkiem niezle.
            Oczywiscie, osoby zbyt zajete, z roznych powodow, moga odmowic recenzji w konkretnym przypadku, ale ogolnie wszyscy akceptujemy granty do recenzji, czujac, ze jest to czesc naszej pracy dla nauki, lokalnej, ale tez swiatowej.
            I tak samo sie dzieje w przypadku recenzji artykulow naukowych.
            Natomiast sam temat publikowania, open access, i kto ma za co placic w calym cyklu wydawniczym to olbrzymia, ale juz osobna dyskusja.

            • ~Tomasz 28.03.2024 16:02

              @Marcin Przewloka
              W 2021 roku średnie miesięczne wynagrodzenie w UK wynosiło około 2 600 funtów. Średnia pensja naukowca w Londynie wynosi 37 346 funtów rocznie.
              Wynagrodzenie polskiego profesora to w przeliczeniu jakieś 1 600 funtów miesięcznie. Na pewno muszę to komentować?

              @Alek Rachwald
              Recenzje awansowe są u nas jeszcze jakoś gratyfikowane, ale recenzje publikacji to sytuacja korupcjogenna. Jeśli nie służą zwykłemu trollingowi i odreagowaniu frustracji, to pod zasłoną anonimowości skrywa się zaproszenie do kolesiostwa w postaci redakcyjnych układów "recenzja za recenzje".

              • ~Marcin Przewloka 28.03.2024 16:24

                @Tomasz
                To jest raczej kwestia generalnego podejscia do tematu, czyli "filozofii" i etyki pracy. A nie finansowa. Moge sobie na przyklad wyobrazic, ze w kraju gdzie placi sie naukowcom wiecej, recenzje beda jednak oplacane.
                Chodzi mi o to, ze pieniadze nie maja tutaj nic do rzeczy; takie jest moje zdanie. Pamietajmy, ze mowimy tutaj o anonimowosci recenzji, a nie o zarobkach naukowcow w roznych krajach.

                Natomiast nie do konca rozumiem, o co chodzi w tym "kolesiostwie w postaci redakcyjnych układów 'recenzja za recenzje ". Przeciez jak wysylam prace do recenzji w Nature Communications (na przyklad), to zupelnie nie wiem, kto bedzie recenzentem, wiec jak mialoby to wygenerowac "kolesiostwo"? Ktos z jakiegos innego uniwersytetu na swiecie, kto recenzuje moja prace, przeciez nie bedzie sie ze mna kontaktowal piszac "hej, otrzymalem Twoj artykul do recenzji", miedzy innymi wlasnie dlatego, ze obowiazuje anonimowosc.

                • ~Tomasz 28.03.2024 17:20

                  @Marcin Przewloka
                  Etyka pracy zaczyna się dopiero po pozytywnej odpowiedzi na fundamentalne pytanie, czy pracownik otrzymuje godziwe wynagrodzenie. Inaczej mamy oszustwo i wykorzystywanie ukryte pod przykrywką "moralności".

                  Układy "recenzja za recenzję" pojawia ją się w relacjach międzyredakcyjnych z powodu deficytu recenzentów na rynku, czyli zupełnie poza double blind peer review. Gdy redaktorom brakuje recenzentów, to dogadują się z inną redakcją, która również ma deficyt, na wymianę usług recenzenckich; redaktor może przecież recenzować w innym czasopiśmie. Niby legalne, ale to ogranicza konkurencję między czasopismami.

  • ~Marcin Przewloka 27.03.2024 16:05

    "Okazuje się, że niektóre jednostki ewidentnie wspierają publikowanie wielu słabych prac, ale dobrze wycenionych punktowo, jednocześnie nie informując o tym, że w dłuższej perspektywie utrudni to lub wręcz zamknie drogę np. do dużych grantów."
    - no wiec chodzi o to, zeby system ewaluacji i konsekwentnie finansowania osrodkow naukowych wymuszal wrecz inne podejscie. Podejscie jakosciowe (a nie ilosciowe!) powinno byc bardzo mocno promowane i nagradzane. System musi wspierac jakosc.

    "W finansowaniu ścierają się dwa modele i to też dało się zaobserwować w ankietach: żeby dawać wszystkim po równo i drugi – grantowy, w którym ci lepsi dostawaliby więcej pieniędzy."
    - prosze zwrocic uwage na to, ze niski poziom finansowania nauki na zasadzie 'core funding' absolutnie nie jest przeciwny systemowi grantowemu. Oba te modele powinny wspolgrac i wspierac jakosc, jednoczesnie pozwalajac naukowcom z mniejszych osrodkow na prowadzenie badan. Tzw. 'low profile research' jest rowniez bardzo wazny.

  • ~PP 27.03.2024 14:45

    Już to kiedyś pisałem:

    Nie wszystkim naukowcom zależy na zmianach, ponieważ wtedy by musieli zacząć pracować albo w ogóle by zostali usunięci z uczelni :) A tak to na ten moment wypłata co miesiąc przychodzi, a oni się nie narobią.

    • ~KOwal 27.03.2024 16:13

      Żeby to jeszcze było kim zastąpić tych, którzy by odeszli. Nie przypadkiem minimalny wiek zatrudnionych w niektórych katedrach (np. informatycznych) oscyluje wokół 50, a średni przekracza 60.