Aktualności
Sprawy nauki
29 Kwietnia
Źródło: archiwum prywatne
Opublikowano: 2025-04-29

Umiędzynarodowienie – strategiczna zmiana na lepsze

Nie wystarczy powiedzieć, że zrobiliśmy duży postęp i że polski świat akademicki jest bardziej obecny w międzynarodowym obiegu myśli i talentów. Trzeba też zapytać, co dalej i czy ten wysiłek przyniesie konkretne efekty, skoro świat się nacjonalizuje i każdy dostrzega tylko własne poletko. Na pewno jest ryzyko, że te tendencje będą dotykać coraz mocniej świata nauki – o zmianach, jakie zaszły w obszarze umiędzynarodowienia, pisze dr Zofia Sawicka z SIRIS Academic S.L., wieloletnia wicedyrektor Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej.

Wobec toczących się dyskusji o przyszłości polskiej nauki, a szczególnie wobec wątpliwości związanych z ewaluacją i w obliczu pojawiających się doniesień o nieetycznym wykorzystywaniu systemu, można mieć poczucie, że wszystko poszło nie tak i że przyjęliśmy błędne paradygmaty rozwoju. Nie pokuszę się o dyskusję nad całokształtem funkcjonowania polskiej nauki i szkolnictwa wyższego, ale chciałabym zwrócić uwagę na jeden obszar, który przez ostatnie lata bardzo się rozwinął i pozytywnie wpływał na funkcjonowanie polskich instytucji akademickich i naukowych. Twierdzę, że umiędzynarodowienie nauki i szkolnictwa wyższego jest tym obszarem, w którym polskie środowisko akademickie zrobiło wielki krok naprzód, a dalsze jego wzmocnienie jest konieczne także wobec wyzwań, przed jakimi stoi Europa.

Przez ostanie osiem lat, jako zastępca dyrektora Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej, miałam możliwość obserwowania zmian, jakie zachodziły w obszarze umiędzynarodowienia i w pewnej mierze mogliśmy też z całym zespołem NAWA wpływać na ich kierunek. Warto te zmiany podsumować i docenić wielki, niebywale efektywny
wysiłek, jakie polskie środowisko akademickie zrobiło na polu współpracy międzynarodowej.

Zacznijmy od projektów i publikacji, mimo że te ostatnie są dzisiaj często na cenzurowanym. Punktowy system ewaluacji, choć jest jasne, że nie może być wyznacznikiem przy ocenie indywidualnej i nie powinien być traktowany jako jedyny punkt odniesienia, w obszarze umiędzynarodowienia działalności naukowej wymusił pozytywną zmianę, która skutkowała znacznym wzrostem liczby publikacji z zagranicznymi współautorami. W 2017 roku artykuły powstałe z zagranicznymi partnerami ujęte w bazie OpenAlex stanowiły 20%, a w roku 2024 odsetek ten wyniósł ponad 38%. Warto przypomnieć, że wskaźnik FWCI (ważony wskaźnik cytowań dla danego obszaru badawczego) jest dla publikacji międzynarodowych wyższy niż dla tych z afiliacją tylko jednego kraju. FWCI dla artykułów z wyłącznie polską afiliacją w omawianym okresie osiągnął wartość powyżej 1 (gdzie 1 oznacza średnią cytowalność dla danego obszaru) tylko dla 23% publikacji, a powyżej 40% dla artykułów opublikowanych z przynajmniej dwoma różnonarodowymi afiliacjami. Nawet jeśli nałożymy na te dane margines wypaczeń i zwykłych oszustw, nie zaburza to wyraźnego trendu i nie podważa zależności między umiędzynarodowieniem badań a ich publikacyjnym wpływem.

Dane związane z projektami finansowanymi w ramach programów ramowych UE też obrazują wzrost liczby beneficjentów z Polski. Choć oczywiście nie jest on satysfakcjonujący, pozostajemy płatnikiem netto i jesteśmy w ogonie UE, to porównanie między Horyzontem 2020 a Horyzontem Europa pokazuje poprawę w liczbie i kwotach sfinansowanych projektów, a nasze miejsce w rankingu grantów ERC podniosło się z 20 na 16 (de facto są to trzy miejsca różnicy, ze względu na brexit). Dodajmy, że te wskaźniki uległy poprawie mimo praktycznie stałego poziomu wydatków na naukę. Oznaczają więc wyraźny wzrost efektywności polskich badaczy i ich coraz lepsze poruszanie się w międzynarodowych systemach grantowych.

Powyższe dane, choć pokazują rozwój w obszarze międzynarodowej publikacyjności i finansowania, nie mogą być pewnie uznane za zmianę całościową. Międzynarodowa oddolna współpraca badaczy istniała od zawsze, a system ewaluacji po prostu nadał jej większy priorytet, wzmocnił trend, utrwalił pewne wzorce. Natomiast systemową zmianę w obszarze umiędzynarodowienia widzę w ewolucji od postrzegania go wyłącznie jako pola samoistnej współpracy badaczy i pozyskiwania studentów zagranicznych do traktowania umiędzynarodowienia jako zadania instytucjonalnego, przenikającego do praktycznie wszystkich obszarów funkcjonowania uczelni.

Co konkretnie się zmieniło?

  • Strategiczna współpraca instytucjonalna

Umowy międzyuczelniane istniały od zawsze, ale zdecydowanie ewoluowało podejście do ich realizacji. Programy finansujące współpracę międzyuczelnianą oferowane przez NAWA czy w ramach Erasmus+ pozwoliły wypełniać je treścią i podejść do współpracy międzynarodowej jako wyzwania strategicznego. Oczywiście w mniejszych uczelniach było to łatwiejsze, w większych nadal jest to bardziej współpraca na poziomie wydziałów. Ale patrząc na rosnące z roku na rok liczby wniosków w programie Partnerstwa strategiczne NAWA, mogliśmy obserwować, że uczelnie i instytuty widzą w tego typu narzędziach ważny instrument rozwoju. Programy te przygotowały nas też do udziału w inicjatywie uniwersytetów europejskich, gdzie wyznaczanie celów i obszarów współpracy odbywa się na najwyższym, rektorskim poziomie. Współpraca międzynarodowa zaczęła być postrzegana jako strategiczna nie tylko z punktu widzenia rozwoju kariery danego badacza, ale także dla rozwoju instytucji. Ale czy zmiana postrzegania wystarczy, żeby uczelnie i instytuty zaczęły funkcjonować jako umiędzynarodowione?

I tu pojawiają się dwie bardzo ważne inicjatywy, które wyraźnie wzmacniają tę zmianę: Międzynarodowe Agendy Badawcze finansowane przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej i centra Dioscuri finansowane przez Narodowe Centrum Nauki. To one zmieniają, w miejscach gdzie są tworzone, sposób funkcjonowania jednostek, dostosowując je do międzynarodowych standardów. Umiędzynarodowienie zaczyna dotyczyć kolejnego bardzo ważnego obszaru – procesów, które realizowane są w instytucjach naukowych i akademickich.

  • Umiędzynarodowienie procesów

Tam, gdzie dzięki uniwersytetom europejskim, strategicznej współpracy, MAB-om, centrom Dioscouri czy zapewne wielu innym inicjatywom obecnym na uczelniach, tworzy się masa krytyczna umiędzynarodowienia. Wymusza ona, co jest wspierane także przez regulacje tych programów, zatrudnianie cudzoziemców, poddawanie się zewnętrznej międzynarodowej ocenie, pozyskiwanie międzynarodowych grantów. To procesy twarde. Ale zmiana dotyczy też „miękkich” obszarów. Pojawia się m.in. system wsparcia zagranicznych pracowników i ich rodzin, wewnętrzne dokumenty instytucjonalne tłumaczone są na angielski (Welcome to Poland NAWA jest tu nie do przecenienia), w tym języku prowadzone są też wewnętrzne seminaria naukowe.

Skalę tych zmian dobrze obrazuje projekt UniWeliS, w którym zebraliśmy i opisaliśmy 65 dobrych praktyk związanych z przyciąganiem i obsługą zagranicznych badaczy. Ten obszar uległ znacznej profesjonalizacji, co powoduje, że z jednej strony naukowiec z zagranicy przestał być „problemem” wyłącznie osoby, która go zaprosiła (a wiemy, że problemów administracyjnych związanych z pobytem mobilnych naukowców nie brakuje), a jednocześnie (co pewnie ważniejsze) oddziaływanie zagranicznych pracowników przestało się ograniczać do współpracy z jednym zaprzyjaźnionym profesorem. Umiędzynarodowienie zmienia też często kulturę pracy, narzuca wyższe standardy współpracy.

  • Zmiany strukturalne

Postrzeganie umiędzynarodowienia jako obszaru istotnego dla rozwoju instytucji przyniosło też zmiany strukturalne na uczelniach. W ostatnich latach na wielu z nich pojawili się prorektorzy ds. umiędzynarodowienia, a pamiętam, że gdy powstawała NAWA, tak opisany obszar odpowiedzialności prorektora był rzadkością. I choć wiemy, że umiędzynarodowienie powinno dotyczyć wszystkich obszarów działania uczelni i w związku z tym jego wydzielenie powoduje podwójne przyporządkowanie niektórych zadań i wymaga rozstrzygnięć kompetencyjnych, to twierdzę, że w okresie rozwoju i przy konieczności nadania odpowiedniego priorytetu temu obszarowi wydzielenie go może być pomocne. Wiele zachodnich uczelni ma także prorektorów ds. europejskich, co podkreśla wagę europejskiej współpracy i często jej inne cele od umiędzynarodowienia na poziomie globalnym.

Instytucjonalne podejście do umiędzynarodowienia zmieniło też strukturę i funkcje biur współpracy międzynarodowej (tę nazwę nosiły na ogół już dość długo), które przestały zajmować się obsługą zagranicznych podróży pracowników i wyszły daleko poza organizowanie erasmusowych mobilności. Stały się kluczowymi siłami w napędzaniu umiędzynarodowienia, aplikując o środki na jego wzmocnienie, realizując międzynarodowe projekty, wspierając cudzoziemców, a przede wszystkim stały się ambasadorami doceniania roli umiędzynarodowienia w rozwoju uczelni. Rosnąca liczba międzynarodowej kadry i studentów wymuszała też zmianę funkcjonowania wszystkich innych biur (rekrutacyjnych, pracowniczych, organizacyjnych, dziekanatów), które zaczęły działać także w międzynarodowym kontekście. Nowością strukturalną, która dopełniła przeobrażeń, jakie miały miejsce na uczelniach, było utworzenie w 2022 roku komisji umiędzynarodowienia przy Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich.

  • Promocja i komunikacja

W tym obszarze dzięki umiędzynarodowieniu dużo się zmieniło. I nie chodzi tylko o to, że anglojęzyczne uczelniane strony internetowe nie są już tylko dla studentów i kandydatów, ale coraz częściej są w całości prowadzone w tym języku. To bardzo ważna zmiana, ale za jeszcze istotniejszą uważam umiejętność przedstawiania za granicą tego, co u nas najlepsze, umiejętność krytycznego wyboru tego, czym warto się pochwalić. Potrafimy spojrzeć na przekaz z punktu widzenia zagranicznego odbiorcy. Nie zawsze tak było. Pamiętam pierwsze wyjazdy z NAWA, na których prezentowały się polskie instytucje naukowe i akademickie. Odbiorcy zasypywani byli informacjami o liczbach profesorów, doktorów habilitowanych, liczbach wydziałów, katedr i prowadzonych kierunków. Wszystko było najważniejsze. Teraz wygląda to zupełnie inaczej. Przekaz został dostosowany do odbiorcy zagranicznego, jest zróżnicowany geograficznie, a także inny dla studentów, inny dla badaczy. Uczelnie wykonały zadanie: to nie tylko opracowanie tych materiałów, ale przede wszystkim doprowadzenie do konsensusu wewnętrznego co do treści, które chcemy pokazywać za granicą i czym się chcemy pochwalić, gdy mamy 5 minut na prezentację. To się udało.

Trzy zastrzeżenia

Po pierwsze na pewno nie omawiam tu wszystkich zmian, które się dokonały w polskim świecie akademickim i naukowym z powodu, dla i w wyniku umiędzynarodowienia. Zapraszam do kontynuowania tej listy. Po drugie: mam pełną świadomość, że te przeobrażenia nie zaistniały wszędzie. Jak zawsze mamy liderów zmiany i ich naśladowców, a także uwarunkowania, które wymuszają różną skalę i zakres zmian. Ale pozytywne zmiany dotyczyły tak wielu jednostek, że powoli stają się standardem, do którego inni będą równać, jeśli będziemy się dzielić dobrymi praktykami. I trzecie zastrzeżenie, pewnie najważniejsze: mówiąc o umiędzynarodowieniu, nie zapominam o zagranicznych studentach. Większość z czytających widziała pewnie wykresy prezentowane przez Fundację Edukacyjną Perspektywy, które pokazują stały wzrost liczby zagranicznych studentów w Polsce, co niewątpliwie jest wynikiem wysiłku i determinacji uczelni. Jednocześnie postrzegam ten obszar, jako taki, w którym pozostaje dużo do zrobienia.

Nie wynika to z procedowanych zmian w systemie wizowym, które mają charakter proceduralny i uczelnie przy swoich możliwościach adaptacyjnych szybko się do niego dostosują, a NAWA na pewno sprosta oczekiwaniom administracyjnym w tym zakresie. Myślę, że nadal na wielu uczelniach to działanie nie jest podporządkowane strategicznym celom instytucji (niezależnie czy sformułowanym formalnie, czy nie). Potrzeba tutaj więcej refleksji o pożądanym profilu studenta zagranicznego, jego integracji z polskimi studentami (a więc też umiędzynarodowienia w domu dla polskich studentów) i przemyślanej polityki współpracy z zagranicznymi alumnami. Staliśmy się mistrzami promocji w tym obszarze, ale musimy sobie odpowiedzieć na pytanie o wartość dla całościowego funkcjonowania jednostki.

Jako podsumowanie nie wystarczy powiedzieć, że zrobiliśmy duży postęp i że polski świat akademicki jest bardziej obecny w międzynarodowym obiegu myśli i talentów. Trzeba też zapytać, co dalej i czy ten wysiłek przyniesie konkretne efekty, skoro świat się nacjonalizuje i każdy dostrzega tylko własne poletko. Na pewno jest ryzyko, że te tendencje będą dotykać coraz mocniej świata nauki. Unia Europejska jest ostrożna w naukowej współpracy z Chinami, amerykańscy partnerzy nabierają wody w usta i przewidują, że dotykające ich cięcia budżetowe będą dotyczyć właśnie międzynarodowej współpracy. Zerkając do naszych zachodnich sąsiadów też widzimy, że klimat się zmienia. Lektura nowej strategii DAAD i ogłoszone przez tę instytucję cięcia w programach stypendialnych czy założenia konkursu inicjatywy doskonałości pokazują, że wartość jest prezentowana z perspektywy niemieckiej.

Z drugiej jednak strony mamy raport Draghiego, który wyraźnie wskazuje na konieczność silniejszej integracji między krajami UE i postawienia na wzmocnienie struktur akademickich, także międzynarodowo. Polska, szczególnie w czasie prezydencji, może mieć wpływ na to, na ile te rozwiązania będą wdrażane. A my nie przestawajmy wierzyć w słuszność rozwoju nauki poprzez umiędzynarodowienie i bądźmy gotowi na jeszcze ściślejszą integrację.

Zofia Sawicka

Dyskusja (37 komentarzy)
  • ~Przemo 02.05.2025 00:06

    Po co komu takie akcje i miotanie się z lewa na prawo i znowu na lewo? Raz będziemy umiędzynaradawiać, potem repolonizować, potem umiędzynaradawiać i znowu repolonizować.
    Można też odmładzać, postarzać, dokobiecać i odkobiecać.

    Liczą się dobre, sensowne projekty i nic więcej. Czy mamy jakiś problem z zatrudnianiem ludzi spoza Polski?

  • ~komentator (poprzedni) 30.04.2025 18:34

    A co by Pani Zofia Sawicka powiedziała na kwestię NIE cytowania (m.in. przez ludzi z zagranicy), prac polskich badaczy? Dodajmy, że te są opublikowane w języku ANGIELSKIM, część z nich jest w tzw. wolnym dostępie (m.in. na arXiv.org), i zawierają oryginalne oraz ważne wyniki naukowe. Bowiem, niestety, o TEJ SPRAWIE wszyscy wolą milczeć.

    • ~Marcin Przewloka 30.04.2025 20:47

      @komentator (poprzedni)

      To jest pewnego rodzaju conundrum.
      Otoz o tym, czy dana praca zawiera "ważne wyniki naukowe" decyduje srodowisko naukowe poprzez cytowanie tej pracy, lub nie. Jesli jakis artykul nie jest wysoko cytowany, skad wiadomo czy na dana chwile wyniki tam przedstawione rzeczywiscie sa "ważne"?

      Ale ja bym sie tym raczej nie przejmowal za bardzo tylko dalej publikowal dobre jakosciowo prace. Wazna jest jakosc.

      • ~komentator (poprzedni) 01.05.2025 15:15

        Cyt."Jesli jakis artykul nie jest wysoko cytowany, skad wiadomo czy na dana chwile wyniki tam przedstawione rzeczywiscie sa "ważne"?"

        Wystarczy popatrzeć na sam problem, którego rozwiązanie jest zawarte w danej pracy. Jeśli tym problemem jest np. problem wynikania (problem relewancji) w logice formalnej (który to problem spędzał sen z powiek dziesiątkom, czy setkom logików od stuleci), a dana praca zawiera nowe rozwiązanie tego problemu, to już dużo mówi. Podobnie rzecz się ma w przypadku pracy zawierającej dowód niesprzeczności Systemu Arytmetyki, wykonany wyłącznie środkami tego systemu.

        Cyt."Ale ja bym sie tym raczej nie przejmowal za bardzo tylko dalej publikowal dobre jakosciowo prace. Wazna jest jakosc."

        No, jeśli "OLEJE SIĘ" kwestię awansu naukowego, to jest to faktycznie, chyba jedyne rozsądne rozwiązanie. Bowiem, żądanie wykazywania się cytowaniami, przy postępowaniu awansowym, jest po prostu, ŚMIESZNE. Jak bowiem wiadomo, nikt nie musi nikogo cytować, jest to sprawa uznaniowa i tyle.
        Faktycznie, może należy postąpić trochę podobnie, jak dr Strangelove, tzn. "przestać się martwić i pokochać" olewanie. ;=)))

        • ~Alek Rachwald 02.05.2025 20:15

          A w im czasopiśmie te prace zostały opublikowane?

          • ~komentator (poprzedni) 05.05.2025 13:27

            Jeśli chodzi o te dwie prace wspomniane przeze mnie, to w "Journal of Mathematics and System Science", które od razu zapewne zostanie nazwane czasopismem typu "predator". No to od razu napiszę, że decyzja opublikowania tych prac została niejako wymuszona przez politykę redakcji i/albo recenzentów z czasopism z "Listy Filadelfijskiej" (dzisiaj ta Lista jest chyba zastąpiona przez "Listę czasopism punktowanych). Dotyczy to zwłaszcza pracy zawierającej rozwiązanie problemu wynikania, a jej historia sięga jeszcze lat 80-tych XX w., kiedy to zaczęło się jej notoryczne odrzucanie przez redakcje i/albo "szukanie dziury w całym" przez recenzentów, z których ŻADEN nie był w stanie wskazać jakiegoś błędu, były za to rozpaczliwe próby "uwalenia" publikacji. Doszło do tego, że jeden z recenzentów sprawiał wrażenie (pisząc swoje uwagi w recenzji), że gdyby był studentem chcącym zdać egzamin z logiki matematycznej, powinien dostać "2.0".
            Druga z tych prac też spotkała się z podobną reakcją - tutaj autorzy po negatywnym nastawieniu redakcji jednego z markowych czasopism, uznali, że z uwagi na ryzyko kradzieży wyniku, wolą nie ryzykować i po prostu, opublikować tę pracę (wtedy jeszcze zjawisko czasopism typu "predator" nie było aż tak bardzo nagłośnione, jak obecnie).
            NATOMIAST, efekt "olewania" dotyczy też INNYCH prac opublikowanych samodzielnie przez jednego z autorów ww. dwóch prac, w MARKOWYCH czasopismach z logiki matematycznej.

        • ~Marcin Przewloka 01.05.2025 18:26

          @komentator (poprzedni)

          Sa sprawy, na ktore wplywu nie mamy. Jesli mamy do czynienia z bledem systemowym, na przyklad z notorycznym nizszym poziomem cytowania artykulow pochodzacych z pewnych regionow geograficznych, to nie za bardzo mozemy cos z tym zrobic. Ten problem zas bedzie dotyczyl najprawdopodobniej wszystkich z tego regionu, wiec oczekiwania procesu awansowego musza po prostu zostac adekwatnie dostosowane do poziomu cytowalnosci.
          Ciagle jednak cytowania pozostaja bardzo dobra miarka czyichs dokonan naukowych. Na pewno nie idealna, ale dobra.

          Zas jesli chodzi o te przyklady, to staralem sie tylko powiedziec, iz to nie my ustalamy cytowalnosc naszych publikacji. Srodowisko to robi. Tak wiec ostatecznie moze jednak nikt z az taka wielka niecierpliwoscia nie czekal na te wyniki, o ktorych Pan pisze? Bo gdyby czekal, i gdyby byly te wyniki potrzebne do pracy nad innymi projektami, to zapewne cytowania by sie jednak pojawily.
          Caly czas mowie tylko i wylacznie o artykulach po angielsku, bo te po polsku to oczywiscie zupelnie inny temat.

          Wydaje mi sie, ze tylko rzetelna praca i dobra jakoscia publikacji mozna przekonac swiat nauki do tego, ze publikacje pochodzace z terenu Polski sa tak samo dobre, jak pochodzace skadkolwiek indziej. Dlatego wlasnie sugerowalem "nie przejmowanie sie". Publikacje z Chin przez cale dziesieciolecia rowniez nie ukazywaly sie w najlepszych czasopismach; teraz to sie diametralnie zmienilo.
          "Robmy swoje", jak mawial mistrz. I robmy to dobrze. I tyle.

  • ~Gnom 29.04.2025 19:04

    To wszystko troszkę idealistyczny, lewicowy bełkot. Co nas obchodzą te rankingi i ładowanie pieniędzy w tłuczenie w bęben. Polska gospodarka z tego nic nie ma. Nas powinna interesować raz jakość kształcenia studentów, którzy zasilą polski rynek pracy, dwa poziom badań wpływający na poziom kadry, kształcenia i transfer wiedzy do gospodarki. Tak jest w krajach, które się liczą. Oczywiście, te rankingi też są, ale one są pochodną tego o czym piszę, a nie celem.

    • ~Alek Rachwald 30.04.2025 12:44

      Nie widzę, co to ma wspólnego z lewicowością. W rankingach najwyżej stoją uczelnie krajów kapitalistycznych, prawicowych albo wręcz zamordystycznych (USA, Chiny). Zaś rankingi są prowadzone przez korporacje, z definicji dalekie od lewicy. Kolega powinien być chyba zachwycony, zamiast grymasić.

    • ~PC 30.04.2025 09:21

      Bardzo ciekawy głos w duchu kapitalistycznej realpolitik, czyli podejścia do Uniwersytetu, jako instytucji w służbie ideologii, polityki i rynku pracy, myśl twórczo rozwijanej od II wojny, w Polsce od lat 90 tych, co doprowadziło (paradoksalnie?) do skrajnej utylitarnej formy uczelni, jaką była Collegium Humanum. Rynek pracy na tyle wycenił wykształcenie, obecnie przecież ponoć nic nie warte, oprócz stanowisk, w których wart jest 'papier'. O roli uniwersytetu w społeczeństwie dużo napisano, tylko nikt przed podaniem komentarzy tego niestety nie czyta. Polecam jednak, bo te dyskusję trzeba rozwijać, nie powielać.

  • ~Marta 29.04.2025 17:27

    W HS postulat umiędzynarodowienia oznacza w praktyce:
    1) turystykę uprawianą z pieniędzy na naukę,
    2) rezygnację z prowadzenia badań nad polskimi problemami, na rzecz badań teoretycznych i filozoficznych,
    3) kupowanie publikacji w MDPI.
    Drugie wynika z pierwszego, bo kto chciałby zaprosić na konferencję badaczy z Polski opowiadających o Polsce.
    Tymczasem umiędzynarodowienie powinno polegać na promowaniu wyników polskich badań naukowych. Dlatego zamiast turystyki i MDPI lepiej byłoby wydać te pieniądze na wsparcie polskich czasopism.

    • ~maciej 06.05.2025 14:15

      Wsparcie polskich czasopism? Litości. Mamy płacić im za to, że nikt nie chce tam publikować?

    • ~MB 30.04.2025 08:13

      Oto jak humaniści - próbując zakrzywiać czasoprzestrzeń - wykręcają się sianem od wyjścia poza własny grajdołek. Z jednym muszę wszak się zgodzić: czas zaprzestać marnowania środków na humanistykę. (Zresztą ostatnie afery na UW pokazują co to za środowisko).

    • ~Repetitio 29.04.2025 21:04

      Sam bym tego lepiej nie napisał. W rzeczy samej - tak jest.

    • ~Marcin Przewloka 29.04.2025 19:39

      @Marta

      Musze przyznac, ze zupelnie nie zgadzam sie z Pani ocena sytuacji. Mysle dokladnie odwrotnie na kazdy temat przez Pania poruszony.
      I takie samo odwrotne zdanie mam na temat wspierania polskich czasopism, chyba, ze chodzi o czasopisma calkowicie anglo-jezyczne wydawane w Polsce, wtedy to inna sprawa.

      Nie wiem tylko, co to jest "HS" z Pani komentarza.

      • ~Profesor PAN 29.04.2025 21:43

        Humanistyka i społeczne

        Też nie rozumiem, o co idzie z tym umiędzynarodowieniem. Moim zdaniem potrzeba tylko jednego: pieniędzy na wyjazdy i zapraszanie badaczy z innych krajów. Tak, wiem, jakby po prostu dofinansowana wyjazdy i zaproszenia, to skorzystałaby tylko nauka, a a komitetach pożywi się całkiem sporo ludzi, którzy inaczej zarobić nie umieją.

        • ~Marcin Przewloka 29.04.2025 23:47

          @Profesor PAN

          Ja tego tez nie rozumiem, bo dla mnie to cale miedzynaradawianie powinno wyjsc raczej z dolu, a nie jako jakis odgorny cel, niemalze polityczny. Czyli raczej 'bottom-up', niz 'top down'.

          Instytuty naukowe i wydzialy na uczelniach powinny otworzyc sie na kandydatow z zewnatrz, nie tylko z Polski. Czyli, rekrutacja powinna byc miedzynarodowa. Ja rozumiem, ze obecnie moze nie byc wielu kandydatow spoza Polski, ale... kto wie. Szczegolnie w instytutach PAN to moze wygladac nie najgorzej.

          Tylko wtedy jak taki instytu mysli o zatrudnieniu nie-Polakow, to za tym ida pewne bardzo praktyczne decyzje.
          Moze Windows na komputerach powinny byc w wersji anglojezycznej. Moze wszystkie seminaria powinny byc po angielsku. Moze dokumenty, przynajmniej te wazniejsze, powinny byc produkowane po polsku i angielsku. Byc moze powinna byc jedna czy dwie osoby w instytucie, ktore mowia dobrze po angielsku i po polsku, i ktore moglyby pomoc cudzoziemcom zalatwic pewne podstawowe dokumenty w urzedach czy bankach polskich. Itd. Takie "normalne" rzeczy.
          I oczywiscie razem z tym ida wyjazdy zagraniczne i zapraszanie naukowcow z zagranicy na dluzsze i krotsze przyjazdy do Polski. Miedzynarodowe konferencje.
          To wszystko sprawiloby, ze kontakty miedzynarodowe, wspolne projekty i publikacje, jak rowniez wspolne aplikacje o granty, przychodzilyby znacznie prosciej i bardziej intuicyjnie. Nie trzeba do tego wielkich programow, tak mi sie przynajmniej wydaje.

          Ale rzeczywiscie, trzeba troche pieniedzy. Jak na wszystko.

          • ~Dorota 03.05.2025 23:36

            Ależ otworzyły się, a jakże. I kto przyjeżdża? "Znakomici" studenci z Indii i Pakistanu. Nikt inny nie jest zainteresowany. Nie ma nawet studentów z sąsiednich krajów, ale to nie dziwi. Oni wiz do Europy nie potrzebują.
            Sposobem na umiędzynarodowienie jest po prostu robienie dobrej nauki.

            • ~Darek 06.05.2025 11:17

              Samo robienie dobrej nauki to może być za mało, jeżeli pensja w przeliczeniu na euro to mniej niż 2 tysiące. Jaką motywację ma mieć ktoś spoza Indii czy Pakistanu? Poziom prowadzonych badań i możliwości rozwoju kariery są oczywiście pewną przynętą, ale wydaje mi się to być wysoce niewystarczające.

              Absurdem natomiast jest płacenie przyjezdnym więcej, tylko dlatego, że są przyjezdni. W jednym z programów NAWY przyjezdni ze stopniem doktora dostają 10 500 PLN stypendium. Jak ma na to patrzeć polski adiunkt (często z lepszym dorobkiem i umiejętnościami), który ledwo dostaje 6000?

          • ~Profesor PAN 30.04.2025 10:49

            Powiem więcej -nic poza pieniędzmi nie trzeba do "umiędzynarodowienia" polskiej nauki. Nic. Żadnych komitetów i urzędów, dajcie tylko uczonym pieniądze a oni sami już zatroszczą się o umiędzynarodowienie i zrobią to milion razy lepiej niż wszystkie komitety, rady i zespoły razem wzięte. Nauka to taka dzialność, która sama z siebie lubi przekraczać granicę, kto nie wierzy, niech na tydzień odwiedzi dowolny uniwersytet w USA, UK, Francji a nawet w Niemczech.

            Tylko rzecz się dzieje w Polsce, tu nauka nie jest sprawą głowy, której zadaniem jest odkrywanie praw rządzących światem, tylko organu wręcz przeciwnego - za to niezbędnego do zasiadania w radach, komitetach, komisjach i zespołach.

    • ~H 29.04.2025 19:23

      Pani Marta zapewne nie ma pojęcia o badaniach z zakresu HS, jest natomiast zwolennikiem chowu wsobnego i obawia się zarażenia metodyką inną niż ta, którą poznała podczas własnych studiów.

      "Turystyka uprawiana z pieniędzy na naukę" to albo identyfikacja / opracowywanie źródeł do polskiej historii / kultury, źródeł którymi nikt inny się nie zajmie albo udział w badaniach o charakterze transgranicznym.

      Jest Pani przeciwnikiem filozofii? Zatem także metodologii jako takiej. Powinniśmy badać zarówno tematy specyficzne dla Polski (ale te poza nielicznymi wyjątkami nie interesują obcych badaczy), jak i te o charakterze uniwersalnym. Powinniśmy także poznawać nowe tendencje w nauce światowej.

      Przyznam że nie znam pełnych statystyk, ale mam wrażenie że przedstawiciele innych obszarów publikują więcej w MDPI. Wystarczy spojrzeć na stronę MDPI i przejrzeć tytuły czasopism.
      Z polskich czasopism badacze zagraniczni (poza nielicznymi wyjątkami) nie korzystają. Dlaczego? Bo są polskie... I to niezależnie od tego w jakim języku są publikowane w tych czasopismach artykuły.

  • ~Michalina 29.04.2025 16:30

    Polska wypadła w 2024 z rankingu 2% Highly Cited Researchers - to niezbyt dobrze świadczy o kierunku w jakim zmierzamy

    • ~Olga 29.04.2025 17:14

      Nie 2% a HCR to raczej 1% a wypadli polscy naukowcy ponieważ zasady mówią że jak ktoś zostanie oskarżony o działania nieetyczne to wypada nawet jak mu nic nie udowodniono. Wystarczy że dezinformacyjne działania zaczną działać i już nikogo nie ma z Polski. Decyzja podejmowana jest chociażby nic nikomu nie udowodniono. W procederze tym uczestniczą także osoby z Polski. Proszę przeczytać poradnik Clarivate dotyczący HCR.

      • ~Marcin Przewloka 29.04.2025 18:15

        @Olga

        Nie sledze tego rankingu i nie znam sprawy.

        Ale z tego, co Pani pisze wynika, ze 100% naukowcow zafiliowanych z polskimi osrodkami, ktorzy byli na liscie 1% HCR, wypadlo z tej listy z powodu "dezinformacyjnych dzialan".
        Czy to mozliwe? Ilu ich razem bylo?

        • ~Olga 29.04.2025 20:13

          Jeżeli dobrze pamiętam to około 6. To oczywiście bardzo mało jak na 38 mln kraj. Część z tych osób to obcokrajowcy zatrudnieni w Polsce. Nieżyjący były rektor z Gdańska. Prof Boczkaj był w zeszłym roku także. Z różnych powodów ludzie byli na tej liście ale generalnie wychodzili bardzo ponad przeciętność a to w naszym kraju nie jest dobrze widziane. Dobrze widziane jest brać wypłatę i nie pracować naukowo, no akceptowane.

          • ~Marcin Przewloka 29.04.2025 23:58

            @Olga

            Szesc osob na caly kraj to rzeczywiscie bardzo malo. Bardzo.
            Ale jednak, nawet jesli ich bylo tylko 6, to ciagle trudno sobie wyobrazic, aby wszyscy odpadli z racji nieuczciwych oskarzen.

            To moze nie miec jednak zbyt wiele wspolnego z przewodnim tematem artykulu, czyli z umiedzynaradawianiem

            • ~Olga 30.04.2025 06:35

              Takie zadał mi Pan pytanie. Oczywiście 6 osób było trzy lub cztery lata temu. HCR pokazuje faktyczną kondycję polskiej nauki na tle badań światowych. Faktycznych Polaków było chyba trzech. Prof Rektor z UM z Wrocławia i dwie osoby z PG w tym nieżyjący rektor. To było kwestia czasu kiedy wypadnie. Prof Boczkaja odstrzeliła dezinformacja ale problem jest w innym miejscu. Dezinformacja atakuje tych co mogli wejść do tego grona.

              • ~Marcin Przewloka 30.04.2025 08:21

                @Olga

                Ja pracuje na w miare dobrym uniwersytecie brytyjskim. Sprawdzilem wlasnie i wychodzi na to, ze z tej jednej uczelni jest 13 nazwisk na liscie HCR. Tak dla porownania.

                Kraj pochodzenia naukowcow, gdzie sie urodzili i jakie maja obywatelstwa, to nie jest istotna sprawa. Wazna jest afiliacja. To zreszta wlasnie odnosi sie do umiedzynarodowiania - naukowcy jezdza po swiecie i niezaleznie od tego skad pochodza, moga prezentowac dana uczelnie lub dany kraj.

                Natomiast jesli dezinformacja jest w stanie tak znaczaco wplynac na zawartosc listy HCR, to znaczy ze cos jest niedobrze.

      • ~Michalina 29.04.2025 17:50

        Zawsze zasłaniamy sie przesłankami zewnętrznymi. W rankingu szanghajskim to też ranking jest winien temu, jakie lokaty mają polskie uczelnie.

  • ~jak się mozna nadymać 29.04.2025 10:42

    "Polska, szczególnie w czasie prezydencji, może mieć wpływ na to, na ile te rozwiązania będą wdrażane." Aż żal bierze i ściska gdy się czyta takie farmazony za przeproszeniem. A co zostało wdrożone, co zostało zrobione, by coś zrobić pokazać, że Polska właśnie ma prezydencję. Jedyne co, to wszędzie widać rozwalanie i likwidacja wszystkiego co można w czasie tej prezydencji. Wszędzie, aby nie w Polsce. Lepiej się nie nadymać i gadać jacy to my i co to my możemy. Fakty mówią same za siebie, że nic a nic nie dzieje się dobrego za czasów tej prezydencji, nie tylko dla nauki a i dla całego kraju.

  • ~Sławomir Wacewicz 29.04.2025 10:26

    Dziękuję za ten tekst (i generalnie za działania NAWA, która moim zdaniem działa świetnie). Bardzo wiele z wymienionych rzeczy widzę w skali mikro, w sensie widzę to w praktyce w moim otoczeniu. Bez żadnych wątpliwości umiędzynarodowienie ma przełożenie na jakość badań (niezależnie od tego, jak ją mierzyć) i ta trwająca obecnie zmiana będzie miała przełożenie także na współczynniki w Horyzoncie, chociaż to jest bardzo długi proces - zmiana metnalności, podejścia, dojrzewanie kontaktów czy projektu będzie trwało kilka, nawet kilkanaście lat.
    Z drugiej strony warto zadbać o szerszą i skuteczniejszą promocję - np. nie wiedziałem wcześniej o projekcie UniWells, który wygląda na bardzo potrzebną rzecz.

    • ~Piotr 29.04.2025 14:55

      Raczej działała, obecnie NAWA nie ma pieniędzy a i wizji także nie widać. Skromne projekty idą dla Ukrainy z której i tak mamy dużo studentów. Nikt z USA nie przyjedzie na poważnie pracować w Polsce a jedyną szansą są kraje dla których prof uczelni w europie to jeszcze prestiż. W ostatnich miesiącach bardzo dużo zrobiono aby współpracę międzynarodową w Polsce zaorać.

      • ~Kierownik Umiedzynarodowienia 29.04.2025 18:11

        Może by Pan się trochę bardziej zainteresował stanem faktycznym co się dzieje w NAWA. Proszę nie siać fake newsów. Nie działo się nic za poprzedniego rządu, kiedy wszystko trafiało do KUL. A teraz nie USA są głównym kierunkiem, a chociażby Niemcy i Japonia. USA to nie pępek świata. W ostatnich miesiącach w przeciwieństwie do tego co Pan pisze stało się bardzo dużo odnośnie umiędzynarodowienia. Wystarczy wejsc na pierwszą lepszą stronę. Kto tego nie widzi naprawdę ma zerową wiedzą i złą wolę.

        • ~Ślązak 30.04.2025 06:40

          Powrót starem władzy i transfer do Niemiec. Proszę poczytać prasę niemiecką. Seria zarzutów do frauenhofera ze tylko jeden instytut przyniósł zysk w całych Niemczech a afera goni aferę w tym pieniądze na kursy strzelania z łuku.

          • ~Alek Rachwald 30.04.2025 12:48

            Jaki i czego transfer do Niemiec? Ja na przykład pracuję z Anglikami, Belgami i czasem z uczonymi z innych krajów Europy i to oni przyjeżdżają robić do mnie. Owszem, transferujemy w ten sposób trochę wiedzy tam, ale uzyskujemy też wiedzę w zamian. Zatem?

          • ~Profesor PAN 30.04.2025 10:51

            Wie pan, Bundeswera przezbraja się ekologicznie.

        • ~Profesor PAN 29.04.2025 21:45

          Wszedłem na pierwszą lepszą stronę. I co?