Pod koniec sierpnia Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało założenia do krajowej polityki rozwoju technologii kwantowych. Polska strategia, rozpisana na 10 lat, ma się opierać na inwestycjach o wartości co najmniej 1 mld euro w takie dziedziny, jak obliczenia kwantowe, infrastruktura kwantowa, komunikacja, sensoryka i metrologia. O komentarz poprosiliśmy dr. hab. Michała Parniaka z Centrum Optycznych Technologii Kwantowych w Centrum Nowych Technologii CeNT UW oraz Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego.
Bardzo dobrze, że w ogóle zaczęto prace nad polityką kwantową, bo jeśli chodzi o krajową strategię to jesteśmy białą plamą w Europie. Słusznie też zidentyfikowano obszary, jakie istnieją w zakresie technologii kwantowych, a więc nie tylko obliczenia kwantowe, ale też sensory czy komunikacja. To nie są tanie rzeczy, dlatego kwota 1 mld euro w przeciągu 10 lat mogłaby mocno pchnąć nas do przodu. Dla porównania powiem, że w Danii tylko na program dotyczący „quantum computing” przeznaczono miliard koron, czyli ok. pół mld zł. Oczywiście, pozostają dwa pytania: na ile to realna suma do rozdysponowania w kwantach i jak ją zamierzamy wykorzystać. Moim zdaniem zakup gotowych rozwiązań za granicą mija się z celem, bo nie wspiera polskiej nauki i polskich firm, a po drugie – nie daje większych perspektyw, bo za 10 lat rzeczy, które teraz kupimy, staną się już przestarzałe.
Obrany horyzont czasowy jest w moim przekonaniu słuszny. W Wielkiej Brytanii również mają 10-letni plan, w Korei – 15-letni. W każdym razie przez dekadę można już coś dużego zaplanować. Zauważyłem jednak, że w kolejnych fazach (2025–2027, 2028–2030, 2031–2035) przewidziano tylko wdrażanie tego, co odkryliśmy w poprzednich, podczas gdy trzeba zostawić pole do nowych rzeczy. Nie można zapominać, że nadal musimy prowadzić badania podstawowe, które dopiero doprowadzą do rewolucji technologicznej. Mówienie, że tylko w dwóch pierwszych latach mamy Proof of Concept, a potem tylko wdrażamy, to błąd.
Opisując stan obecny kwantów w Polsce, wskazano słabe i mocne strony. Do tych drugich bez wątpienia słusznie zaliczono kompetencje teoretyczne, w tym matematykę, kryptografię, informatykę czy fizykę. Podobnie udział w projektach międzynarodowych, jak koordynowany przez Narodowe Centrum Nauki program QuantERA. Na plus zaliczyłbym także ekosystem. Zaczynają działać start-upy – nawet w moim labie realizujemy już komercyjne zlecenie dla Europejskiej Agencji Kosmicznej związane z technologią kwantową (w ramach UWRC sp. z o.o. – dop. MK) – funkcjonuje również Klaster Q, zrzeszający firmy kwantowe i uczelnie. Do mocnych stron nie zaliczyłbym jednak infrastruktury. Faktem jest, że poczyniono pewne kroki w konstrukcji sieci kwantowych, np. na moim wydziale jestem w stanie otrzymać sygnał z zegara z Torunia. Konwencjonalna infrastruktura obliczeniowa, tzn. centra superkomputerów, mamy – na ile się orientuję – całkiem niezłe, natomiast niekoniecznie ma to ścisły związek z technologiami kwantowymi.
Jeśli chodzi o słabe strony, to bezapelacyjnie zgadzam się z tym, że finansowanie nauki i wdrożeń jest u nas na krytycznie niskim poziomie. Dostrzegam również niedostateczne powiązanie nauki z przemysłem. Taka współpraca na uczelniach nie jest odpowiednio doceniana, liczą się tylko publikacje, a poza tym trzeba uważać, by nie wpaść w mechanizm nielegalnego partnerstwa publiczno-prywatnego. Mam z kolei wątpliwości, co do wpisania do tej części rozproszenia inicjatyw między instytucjami. Wydaje mi się, że projekty realizowane na jednej uczelni działają dużo wydajniej niż w konsorcjach i nie ma potrzeby wymuszania kooperacji, bo sieciowanie następuje w sposób naturalny wtedy, gdy jest potrzebne. W krajach, które mają bardziej rozwinięte ekosystemy kwantowe, rozproszenie też ma miejsce. Podobnie uważam, że brak systemowej ścieżki kształcenia wcale nie musi być wadą. Czy naprawdę należy tworzyć specjalne studia z technologii kwantowych? Moim zdaniem w zupełności wystarczą obecne kierunki uwzględniające to, co ktoś chce robić w kwantach (np. fizyka czy informatyka), kształcenie w explicite technologiach kwantowych na poziomie licencjatu odbieram jako czysty marketing. No, chyba że pewien poziom marketingu jest dziś niezbędny…
To, co najbardziej uderzyło mnie w tych założeniach, to brak wyraźnego zaznaczenia tematów, w których już dziś jesteśmy mocni. Przykładem mogą być sensory czy elektrometry atomowe, które budujemy najlepsze na świecie. W polskich laboratoriach rozwija się też z powodzeniem magnetometrię kwantową. W tej naszkicowanej strategii wspomniano tymczasem grawimetry, ale w Polsce ich się nie tworzy, choć są rzeczywiście wykorzystywane przez kilka grup badawczych. Nie wskazano konkretnych technologii, które realnie w Polsce są rozwijane i to na wysokim poziomie, na, bawet się je komercjalizuje. Wygląda to tak, jakby napisano dokument o dowolnym kraju usiłującym wejść w technologie kwantowe. Zdaję sobie sprawę z tego, że takie raporty powinny być na tyle ogólne, by pozostawić jakieś pole manewru, ale dobrze by było, żeby w ostatecznej wersji, po konsultacjach, zidentyfikowano jednak konkretne przykłady technologii, w których już dziś jesteśmy w europejskiej czołówce. Jeśli taka strategia ma później trafić na biurko np. premiera, to musi on dostać czarno na białym informację, w co swojego mamy inwestować.
W założeniach zarekomendowano cztery główne dziedziny w obszarze kwantów, przy czym w obliczeniach kwantowych jesteśmy akurat niesamowicie w tyle. To nasza główna słabość, więc wybór tej specjalizacji jest nieco na wyrost. Owszem, mamy centra superkomputerowe, w których są maszyny kwantowe i to oczywiście są dobre narzędzia dydaktyczne, ale niewiele poza tym. Nie mamy żadnej technologii obliczeń kwantowych, którą byśmy budowali od zera. Moja grupa ma jeden patent i parę publikacji, ale co z tego, skoro nie mamy funduszy, żeby to przekształcić w aplikacyjny komputer kwantowy. Więc jeśli chodzi o „quantum computing”, to od strony infrastrukturalno-sprzętowej nie mamy praktycznie nic. Na Politechnice Warszawskiej infrastruktura dla komputera kwantowego dopiero powstaje. Myślę, że powinniśmy jednak postarać się budować na razie eksperymenty, a dopiero potem myśleć o przekształceniu ich w maszyny kwantowe.
Siłę możemy za to pokazać w sensoryce. W moim laboratorium dysponujemy technologią opartą na atomach rydbergowskich, czyli tych samych, co do komputera, tylko że używamy ich do sensoryki pól mikrofalowych. Można je zastosować w radiu, w telekomunikacji, w obserwacjach Ziemi z kosmosu. W sensoryce i metrologii kwantowej Polacy są bardzo mocni zarówno teoretycznie, jak i doświadczalnie. Na te obszary warto postawić, bo jesteśmy w nich nieźli, a i konkurencja jest istotnie mniejsza niż w komputerach kwantowych. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że sensorami, które konstruujemy, interesują się Amerykanie, którzy przecież komputery kwantowe mają swoje.
Musimy rozsądnie wybrać te specjalizacje, w których już dziś mamy przewagę, a więc oprócz sensoryki również elektroniczne systemy sterowania, generatory liczb losowych, a także „quantum for space”, czyli różne technologie kwantowe dla zastosowań w przemyśle kosmicznym. Ten ostatni obszar w ostatnich latach rozkwitł w Polsce, jesteśmy w nim bardzo aktywni. Również komunikacja optyczna ma w sobie wiele elementów kwantowych i mamy w tym zakresie naprawdę świetne grupy.
Podsumowując, w obecnej formie dokument ten za mało identyfikuje nasze mocne strony. Trudno zatem, żeby taka strategia spajała wszystkie ośrodki, skoro pomija kluczowe badania kwantowe już dziś prowadzone w Polsce. W ogóle sądzę, że brak wśród autorów tej publikacji czołowych polskich kwantowców, to nieporozumienie, które mam nadzieję zostanie naprawione poprzez wysłuchanie naszego głosu w toku konsultacji. W każdym razie już pracuję nad swoimi uwagami, które z pewnością zgłoszę.
Not. Mariusz Karwowski
Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało założenia polityki rozwoju technologii kwantowych
Z tekstu można odnieść wrażenie, że cały aparat Państwa powinien wspierać badania dr. Parniaka, bo one są klasy światowej.Dlaczego jednak takie są ? Czy np. może mieć to związek z wieloletnim i dosyć hojnym finansowaniem przez FNP m.in. poprzez MAB? To nie jest zarzut ani próba umniejszania odniesionych przez dr. Parniak sukcesów, bo są bezdyskusyjne, ale chęć zwrócenia uwagi, że 10 lat temu w CENT niewiele się działo z punktu widzenia technologii kwantowych a teraz wprost przeciwnie. Połączenie zdolnych ludzi z dobrym finansowaniem wydało owoce. No a teraz beneficjent tych inwestycji mówi, żeby inwestować w to, co już się w kraju robi. Tylko co to takiego jest? Ile mamy tych zespołów badawczych, które robią tę wyjątkową naukę, na podstawie której mają powstawać technologie kwantowe? Ile jest zespołów doświadczalnych? UW+UMK+UJ+PWr+ PW to łącznie pewnie ze 20 osób (tzn. liderów zespołów, mniejsza o konkretną liczbę), które zajmują się pracami eksperymentalnymi, które można podciągnąć pod technologie kwantowe. Więcej osób zajmuje się tego typu tematyką w Monachium czy Zurychu. Twierdzenie więc, że Polska jest liczącym się graczem w jakichkolwiek technologiach kwantowych jest bardzo na wyrost. Prace kilku teoretyków są może i klasy światowej, ale śmiem wątpić, że to w jakikolwiek sposób wpłynie na rozwój technologii tu, w kraju. Te prace może czytać cały świat, wiec w momencie upublicznienia stają się równie dostępne dla badacza z UW jak i z Harvardu. Z drugiej strony, zbudowanie jakiegoś innowacyjnego urządzenia daje realną przewagę technologiczną.
Czy trzeba się przejmować, że jesteśmy w tyle, jeśli chodzi o obliczenia kwantowe (od strony hardware'u) czy sensorykę (oczywiście poza tym, czym się zajmuje dr Parniak)? Naiwnym jest zakładanie, że jak jakaś amerykańska firma pokazała komputer kwantowy z 64, 100 czy kilkuset kubitami to my możemy tylko siedzieć i czekać. Przecież te urządzenia to są układy tak naprawdę laboratoryjne. I w sumie, poza dydaktyką i badaniami naukowymi są niemal bezużyteczne. Przy odpowiedniej strategii również przy budowie komputerów kwantowych czy sensorów kwantowych możemy nauczyć się rozwijać technologie towarzyszące. Albo i z czasem same komputery (jeśli w ogóle kiedykolwiek będą miały szansę zadziałać jak obiecują media...) - ta technologia jest na tak wczesnym etapie rozwoju, że nie śmiał bym powiedzieć, ze teraz możemy tylko siedzieć i czekać i broń Boże nie wydawać na to pieniędzy, bo jesteśmy w tyle. To troche tak, jakby krytykować zawodnika biegnącego maraton, że po 5 km biegu jest ostatni i że lepiej, aby zrezygnował, bo nigdy biegu nie ukończy a już na pewno nie wygra.
Krytykowanie strategii Ministerstwa, bo za mało identyfikuje nasze mocne strony, jest wg mnie nie fair. No bo jakie one niby są? Kontrastowany ze strategią manifest Klastra Q wg mnie jest niewiele lepszy i generalnie możnaby go sprowadzić do stwierdzenia: sfinansuje badania autorów manifestu. Spora część z nich niczego w życiu nie zbudowała i zajmuje się naukami podstawowymi. Technologie kwantowe potrzebują ludzi, którzy będą w w stanie w sposób świadomy zaprojektować laser, zbudować układ kontroli, zaprojektować uchwyt trzymający jakiś element A we właściwej pozycji itp. To masa wyzwań inżynierskich, które ktoś musi rozwiązać. I. z całym szacunkiem dla fizyków teoretyków, ale to nie oni te problemy rozwiążą. Może właśnie rozwiąże jest dr Parniak, zwłaszcza jeśli powstanie narodowa strategia wspierająca rozwój technologii kwantowych, którymi zajmuje się dr Parniak. Bo oczywiście w inne zespoły (czy tworzenie nowych) nie warto inwestować, bo będą kilka lat za liderami światowymi. Chiny najpierw kopiowały technologie zachodnie, teraz sytuacja wygląda inaczej, czy to w technologiach klasycznych czy kwantowych.
Dziękuję za komentarz. Zgadzam się praktycznie ze wszystkim szczerze mówiąc. Musimy koniecznie pracować nad słabymi stronami w PL, rozwijać nowe zespoły, budować zupełnie nowe urządzenia, też takie o których ja nie mam pojęcia oczywiście. I oczywiście też szkolić specjalistów od fizyki doświadczalnej i teoretycznej po właśnie elektronikę, fotonikę itp.
Chciałbym, przykładowo, aby zespoły zbudowały w ramach tych pieniędzy komputery kwantowe od zera, oczywiście najpierw jako kopie technologii zachodnich. Na razie robi to o ile wiem tylko PW. To by było znacznie lepsze niż kupowanie gotowej maszyny, gdzie nie uzyskujemy know-how o samych zasadach działania urządzenia.
Myślę jednak, że zadaniem samej strategii (raportu), jest szczegółowo te zagadnienia identyfikować - aktualnej wersji tego brakuje. Oczywiście ja nie wiem o wszystkim, a najłatwiej mówi się o swoich działaniach, bo o nich się dobrze wie - stąd na pewno pewien bias z mojej strony. Zadanie zespołu przygotowującego taką strategie byłoby, moim zdaniem, przysłuchanie się różnym specjalistą aby ten bias oczywiście zniwelować.
Naprawdę jesteśmy tak w tyle w obliczeniach kwantowych? Może pan Parniak, mój zespół ma się całkiem dobrze, grantów i publikacji nie brakuje.
Uważam że mamy wiele świetnych badań idących w stronę obliczeń kwantowych, te badania trzeba dofinansować; ale nikt nie zbudował jak do tej pory, o ile wiem, własnego komputera kwantowego na lokalnie opracowanej technologii. Dlatego uważam że tak, jesteśmy w tyle. Jesteśmy ewidentnie na tyle do dołu, że polskie centra superkomputerowe zdecydowały się kupić maszyny zagraniczne. I znów chciałbym zaznaczyć, że nie chodzi tu o różne świetne badania nad materią kwantową, qubitami itp, ale całą wieloqubitową maszynę. Jeszcze inną sprawą jest teoria, tutaj dzieje się dużo.
Także można mnie oczywiście wyprowadzić z błędu, ale nie chodzi mi o badania, ale o to czy ktoś zbudował komputer kwantowy od zera. O ile wiem, nie.
@MP,
Przepraszam, ale mam pytanie. Który kraj na świecie posiada już komputer kwantowy oparty na lokalnie opracowanej technologii? Byłbym wdzięczny za odpowiedź.
Nie pytając czy takie komputery kwantowe są przydatne czy nie, można jednak podać sporo przykładów maszyn które jakoś działają i mają wiele qubitów. To bynajmniej nie jest pełna lista:
- komputery na pułapkowanych jonach - USA (np. University of Maryland), Austria (Innsbruck), Japonia (RIKEN), ...
- komputery fotoniczne - Chiny (USTC Hefei), UK (np. ORCA Computing - bardziej sampler bozonowy chyba), Xanadu (Kanada)
- nadprzewodniki - wiodąca technologia dużych firm tzn. Google Quantum AI (USA) czy IQM (Finlandia) i pionerów technologii jak np. Yale, ale wiele innych krajów qubity nadprzewodzące też jest w stanie robić; w Chinach również choćby USTC w Hefei, Quandela we Francji
- komputery na neutralnych atomach (rydbergowskich) - Harvard/QuERA, University of Wisconsin/Madison (USA), IQC (Kanada), Pasqal+pionierskie eksperymenty w grupach w Paryżu (Francja)
To kilka przykładów z głowy, wiele z tych technologii to bardzo popularne tematy naukowe i mniejsze kraje też kopiują (po swojemu, lokalnym wysiłkiem) i budują swoje maszyny - choćby wspomniana Dania, ale też Holandia, Niemcy, Chiny.
Nie ma oczywiście wątpliwości że to domena krajów rozwiniętych.
@MP,
Dziękuję panu za odpowiedź. Nie jestem w tej dziedzinie wiedzy specjalistą, ale nie ulega wątpliwości, że komputery kwantowe i sztuczna inteligencja to przyszłość. W tej chwili rywalizują między sobą USA i Chiny, a Europa vide Francja, RFN, GB itd. próbują coś robić. Moim skromnym zdaniem wyścig o komputer kwantowy i AI wygrają Chiny ze względu na znakomite kadry badawcze z zakresu nauk ścisłych, technicznych i inżynieryjnych, i na środki finansowe jakie Pekin przeznacza na naukę 551 mld USD rocznie. Jak to się ma do nakładów na naukę w PL 10 mld USD? Jeżeli chodzi o kadry to mamy naprawdę przyzwoite, ale pieniędzy na rozwój nauki nie ma. I to jest największy problem.
Skoro mamy wiele świetnych badań idących w stronę obliczeń kwantowych, to znaczy, że nie jesteśmy w nich niesamowicie w tyle. A co do kompletnej kompromitacji wszystkich dotychczasowych rządów bez względu na kolor polityczny, jeśli idzie o finansowanie nauki, to nie zajdzie pan nikogo, kto chciałby mu zaprzeczyć.
Cóż... finansowanie badań naukowych na odpowiednim poziomie jest bardzo ważne. ALE dopóki w polskim społeczeństwie będzie panować powszechny strach przed dziedzinami ścisłymi oraz ignorancja, przy jednoczesnym marnowaniu zdolnych ludzi, ŻADNE pieniądze nie poprawią znacząco sytuacji. Niestety, wiele utytułowanych pań i panów zachwyconych tymi skrótami "prof. dr hab." i "dr hab.", które sobie piszą przed imieniem i nazwiskiem (oczywiście, Pana tutaj do nich nie zaliczam), nie chce tego zauważyć. Wolą sobie uczestniczyć w ładnym widowisku o nazwie "inauguracja roku akademickiego" lub "święto uczelni", ładnie poopowiadać o "misji uniwersytetu", "odkrywaniu prawdy" itp. itp. Ale SEDNA sprawy wolą nie zauważać.