Spośród 90 wniosków z Polski, które nadesłano na tegoroczny konkurs ERC Starting Grant, 19 przeszło do II etapu oceny, a 6 uzyskało finansowanie. Badania będą dotyczyć przyszłości terenów poprzemysłowych, niewiedzy normatywnej, prawa spadkowego, deportacji do krajów uznawanych za niebezpieczne, zakonów bazyliańskich oraz kwantowej detekcji fal elektromagnetycznych.
O granty Starting mogą się ubiegać osoby od 2 do 7 lat po doktoracie z wyróżniającym dorobkiem i pomysłem na własny ambitny projekt naukowy. Na tegoroczny konkurs nadesłano rekordową liczbę 4807 zgłoszeń (+22% r/r), w tym 90 z Polski (ocenie poddano 89, bo jedna aplikacja nie spełniała wymogów formalnych). Finansowanie na swoje badania zdobyło 421 naukowców, między innymi sześcioro pracujących w naszym kraju. Mogło być o jedną osobę więcej, gdyby sprawniej przebiegały negocjacje z Komisją Europejską w sprawie uruchomienia mechanizmu transfer of funds. Wówczas na finansowanie mógłby liczyć także projekt, który trafił na listę rezerwową. W sumie do drugiego etapu oceny przeszło 19 aplikacji z naszego kraju.
Z sześcioma grantami powtórzyliśmy ubiegłoroczny wynik (przy czym wtedy złożyliśmy znacznie mniej wniosków – 68) i wspólnie z Czechami jesteśmy liderami obecnego rozdania wśród 15 krajów wideningowych. Dla porównania, Węgrzy nie zdobyli żadnego grantu, Portugalczycy i Słoweńcy – po jednym, a Rumuni dwa. Polska złożyła też najwięcej wniosków w tej grupie państw. Drudzy w kolejności Portugalczycy – o dziesięć, a Czesi – o ponad dwadzieścia mniej.
Poprzemysłowe strefy tarcia
Co warte zauważenia, pięć z sześciu naszych grantów, to projekty HS, co pokazuje, że i w tych dziedzinach można pokusić się o przełomowe badania. Dowodem jest choćby pierwszy w Polsce ERC Starting Grant w dziedzinie badań nad kulturą i sztuką. Zdobył go dr Mateusz Chaberski, adiunkt w Katedrze Performatyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, którego zainteresowania badawcze sytuują się na przecięciu badań nad sztuką i humanistyki środowiskowej. Choć naukowcy z UJ zdobyli już w sumie kilkanaście grantów ERC, to ten jest pierwszym na Wydziale Polonistyki.
Projekt Friction Zones. Cultural (Re)presentations of Central European Post-Extractive Landscapes Beyond Greening (FRICTZONES) wpisuje się w trwające w Europie dyskusje na temat przyszłości terenów poprzemysłowych w obliczu zielonej transformacji. Jego celem jest wyjście poza dominujący w tych dyskusjach sposób myślenia o krajobrazach pogórniczych i pohutniczych jako miejscach zniszczenia wymagających zazielenienia. Projekty zazieleniania najczęściej lekceważą bowiem głosy lokalnych społeczności i przekształcają bliskie im krajobrazy w uporządkowane zielone pustynie.
Sięgnę po sztukę i literaturę z polskiej i czeskiej części Górnośląskiego Zagłębia Węglowego, by pokazać, że krajobrazy poprzemysłowe są przede wszystkim strefami tarcia, w których ścierają się ze sobą diametralnie różne sposoby bycia w świecie i myślenia o nim. A ich rewitalizacja wymaga ciągłych negocjacji i dostrajania się do dynamicznie zmieniających się relacji między ludźmi i środowiskiem. Dlatego oprócz analiz dzieł sztuki planuję współpracę z artystami-aktywistami i lokalnymi społecznościami, by w tych strefach wypracowywać nowe scenariusze sprawiedliwych społecznie i ekologicznie przyszłości Górnego Śląska i nie tylko – tłumaczy zastępca koordynatorki Rady Klimatycznej UJ, który na swoim koncie ma stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego i Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.
Zasady nie wszędzie takie same
To niejedyny w tym rozdaniu grant, który będzie realizowany na UJ. Dr Piotr Bystranowski, adiunkt w Interdyscyplinarnym Centrum Etyki na Wydziale Filozoficznym, w projekcie NormasNescio: Normative Ignorance in Complex Societies zajmie się zjawiskiem niewiedzy normatywnej.
To sytuacja, w której dana osoba nie zna norm obowiązujących w otoczeniu, w którym się znalazła. Może to być turysta, który nie wie, ile zwyczajowo daje się napiwku w danym kraju, ale też użytkownik platformy internetowej, niezdający sobie sprawy, że jego zachowanie łamie mało transparentne zasady moderacji treści – wyjaśnia prawnik i filozof z UJ, który prowadzi badania z zakresu empirycznych badań nad prawem, filozofii eksperymentalnej oraz kognitywistyki norm, łącząc w nich zazwyczaj analizę filozoficzną z metodami empirycznych nauk społecznych, w tym zwłaszcza eksperymentami oraz metodami z zakresu przetwarzania języka naturalnego.
Punktem wyjścia w najnowszym projekcie jest założenie, że poznanie normatywne człowieka, ukształtowane do życia w niewielkich społecznościach, może nie radzić sobie z funkcjonowaniem w dzisiejszych złożonych społeczeństwach, w których niewiedza normatywna może być powszechna, choćby z powodu migracji czy postępu technologicznego. Badania obejmą szeroki katalog norm, od nieformalnych norm społecznych po normy prawne.
Niewiedzę normatywną zbadamy z trzech głównych perspektyw: poznanie, czyli jak ludzie odkrywają normy, znalazłszy się w nowym, nieznanym kontekście; interakcja, a więc w jaki sposób asymetrie w wiedzy normatywnej wpływają na interakcje między ludźmi; oraz osąd – jak ludzie osądzają wykroczenia w sytuacji, w której sprawca mógł nie znać relewantnej normy. Wyniki będą miały znaczenie dla filozofii, prawa, czy polityk publicznych – zapowiada.
Innowacje prawne w Europie Środkowej
O tym, że polscy prawnicy coraz śmielej sięgają po europejskie granty (niedawno prof. Karolina Kremens, a wcześniej także dr Piotr Alexandrowicz, dr hab. Kamil Mamak), przekonuje także przykład dr hab. Doroty Miler. Za jej sprawą po siedmiu latach grant ERC trafi znów na Uniwersytet Gdański (przed nią prof. Ryszard Horodecki i dr hab. Michał R. Szymański). Badaczka w swojej pracy naukowej koncentruje się na prawie prywatnym, ze szczególnym uwzględnieniem prawa spadkowego analizowanego z perspektywy historycznej, socjologicznej i prawnoporównawczej. Otrzymała środki na realizację projektu CESuccess: Beyond Western Europe: Uncovering the Neglected Succession Law of Central Europe.
Europa przeżywa obecnie największy w swojej historii intergeneracyjny transfer majątku, a wartość przekazywanych aktywów szacuje się w bilionach euro. Proces ten podlega krajowym przepisom prawa spadkowego, różniącym się w zależności od jurysdykcji. Tymczasem badania prawnoporównawcze w tej dziedzinie koncentrowały się dotychczas głównie na systemach prawnych Europy Zachodniej, pomijając ramy prawne i kierunki rozwoju prawa w Europie Środkowej – zauważa.
Zamierza wypełnić tę lukę poprzez kompleksowe i systematyczne zbadanie prawa spadkowego państw naszego regionu, tradycyjnie postrzeganych raczej jako odbiorców, a nie będących źródłem innowacji prawnych. Nadrzędna hipoteza jej projektu zakłada jednak, że środkowoeuropejskie prawo spadkowe zawiera unikalne na skalę europejską rozwiązania, które pozwalają lepiej dostosować przepisy do współczesnych przemian społecznych.
Badaczka jest absolwentką prawa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz na McGill University w Montrealu. Stopień doktora nauk prawnych obroniła na Uniwersytecie w Passau, natomiast habilitację uzyskała na Uniwersytecie w Augsburgu. W 2024 roku, po 12 latach pracy naukowej w Niemczech, dołączyła do Katedry Historii Prawa na UG.
Deportacja zagraża suwerenności?
Kolejnych troje laureatów związanych jest ze stołecznymi instytucjami. W Ośrodku Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego dr Agnieszka Radziwinowiczówna w projekcie RE-legitimised Deportations to Insecure countries: REdefining the Concept of The deportation regime (REDIRECT) sprawdzi, dlaczego deportacje do krajów uznawanych za niebezpieczne, wcześniej wstrzymywane ze względu na wojny lub inne zagrożenia, stają się ponownie możliwe i akceptowalne. To pierwszy grant ERC w Polsce na badania dotyczące współczesnych migracji. Analizy dotyczyć będą czterech wymiarów tego zjawiska: prawnego, politycznego, dyskursywnego i społecznego i obejmą Polskę, Niemcy i Stany Zjednoczone oraz deportacje do Afganistanu, Syrii, Ukrainy i Wenezueli.
Punktem wyjścia jest paradoks dotyczący deportacji i suwerenności. Chciałabym przekierować interpretację deportacji z założenia, że umacnia ona suwerenność, na założenie bardziej otwarte, że ta relacja nie musi być tak prosta, a wręcz, że w niektórych sytuacjach może stanowić zagrożenie dla suwerenności państwa deportującego – wyjaśnia socjolożka z UW.
I dodaje, że deportacja nie zależy wyłącznie od decyzji jednego państwa. Jej przeprowadzenie może wymagać negocjacji i współpracy z państwem pochodzenia lub państwami trzecimi, a także z organizacjami międzynarodowymi i innymi podmiotami. Jej projekt ma pokazać, jak te zależności wpływają na możliwość wykonywania przez państwa ich suwerennej władzy.
Wykorzystane zostaną dane statystyczne, dokumenty prawne i archiwalne oraz materiały polityczne i medialne. Badacze przeprowadzą również wywiady z przedstawicielami instytucji i organizacji zaangażowanych w proces deportacji oraz z osobami zagrożonymi wydaleniem. Istotnym elementem będzie analiza dyskursu politycznego, medialnego i mediów społecznościowych, a także badania opinii publicznej w Polsce, Niemczech i USA.
Mój projekt proponuje nowe, transnarodowe i wieloskalowe ujęcie, które pozwala umiejscowić deportacje w przecinających się geografiach władzy – podkreśla dr Agnieszka Radziwinowiczówna, która specjalizuje się w badaniu współczesnych reżimów deportacyjnych, polityk migracyjnych oraz doświadczeń osób poddawanych przymusowym powrotom.
W latach 2018–2020 była stypendystką programu Marie Skłodowska-Curie Individual Fellowship na University of Wolverhampton w Wielkiej Brytanii. Otrzymała również stypendium Ministra Nauki dla wybitnych młodych naukowców oraz stypendium Fundacji Kościuszkowskiej na pobyt naukowy na University of Michigan w Ann Arbor. W 2017 roku otrzymała Nagrodę Prezesa Rady Ministrów za wyróżniającą się rozprawę doktorską.
Zmierzyć fale, ale inaczej
Z kolei dr hab. Michał Parniak z Instytutu Fizyki Doświadczalnej Wydziału Fizyki UW oraz Centrum Nowych Technologii UW planuje zbudować przełomowe czujniki kwantowe do pomiaru pól elektromagnetycznych w zakresie mikrofal, fal milimetrowych i terahercowych. Projekt Quantum Rydberg Antenna Systems (QURA) ma na celu przekroczenie fundamentalnych ograniczeń szumowych i czułościowych klasycznej elektroniki poprzez użycie metod optyki kwantowej i fizyki atomowej.
Dotychczasowa elektronika oparta na klasycznych metalowych antenach zbliża się do swoich fizycznych limitów czułości i pasma. W projekcie QURA proponujemy zmianę paradygmatu: zamiast mierzyć fale za pomocą metalu, używamy atomów rydbergowskich, które pełnią rolę naturalnych i niezwykle czułych sensorów kwantowych. Pozwala to na bezpośredni pomiar pól elektromagnetycznych z niespotykaną precyzją oraz zliczanie pojedynczych fotonów mikrofalowych w temperaturze pokojowej. Otwiera to drzwi do technologii przełomowych w komunikacji 6G, radarach oraz astronomii – przekonuje.
Badacze będą analizować oddziaływanie fal elektromagnetycznych z gazami atomowymi wzbudzonymi do stanów rydbergowskich o olbrzymich momentach dipolowych. Wykorzystają metody optyki kwantowej i laserowej, takie jak detekcja superheterodynowa, przezroczystość indukowana elektromagnetycznie (EIT) oraz bezpośrednie zliczanie fotonów mikrofalowych. Badania będą prowadzone równolegle na komórkach z gorącą parą atomową oraz na ultrazimnych atomach schwytanych w pułapkach optycznych.
Innowacyjność projektu polega na odejściu od klasycznych metalowych elementów odbiorczych na rzecz „anten kwantowych” opartych na zbiorczych wzbudzeniach atomowych. Pozwala to na osiągnięcie czułości na poziomie pojedynczych fotonów mikrofalowych w temperaturze pokojowej, bez konieczności chłodzenia kriogenicznego – podkreśla lider grupy badawczej Quantum Optical Devices Lab w Centrum Optycznych Technologii Kwantowych UW.
Projekt dostarczy nowej wiedzy z zakresu metrologii kwantowej i fizyki układów atomowych. Efekty mogą mieć w przyszłości zastosowania wdrożeniowe, które obejmą m.in. sieci bezprzewodowe 6G o wysokiej przepustowości, ultraczułe i trudne do wykrycia pasywne systemy radarowe, radiometrię kosmiczną, w tym precyzyjne pomiary mikrofalowego promieniowania tła, oraz interfejsy kwantowe do łączności w sieciach kwantowych.
UW jest liderem w Polsce pod względem liczby zdobytych grantów ERC. Wraz z dwoma dzisiejszymi naukowcy z tej uczelni otrzymali 42 granty (+1 realizowany przez badacza z zagranicy).
Bazylianie bez organizacji
Na Uniwersytecie Warszawskim studiował (historia i historia sztuki), doktoryzował się oraz obecnie uczestniczy w projekcie koordynowanym przez prof. Justynę Olko (w ramach ERC Consolidator) kolejny z dzisiejszych laureatów – dr Melchior Jakubowski. Swój grant ERC będzie realizował w Instytucie Historii im. Tadeusza Manteuffla PAN, gdzie od 2021 roku jest zatrudniony w Zakładzie Atlasu Historycznego. Zajmuje się geografią historyczną i historią krajobrazu, relacjami wyznaniowymi, etnicznymi i językowymi oraz sztuką nowożytnej Rzeczypospolitej i krajów sąsiednich. W projekcie Basilian Entangled Networks. People, Ideas, and Art in Early Modern Eastern Europe and the Mediterranean (BASILIAN) porówna i zbada związki pomiędzy zakonami bazyliańskimi, istniejącymi w okresie nowożytnym w Rzeczypospolitej, krajach habsburskich, Hiszpanii, Włoszech i na Bliskim Wschodzie, które pomimo cech wspólnych nigdy nie stworzyły jednej organizacji.
Bazylianie to zgromadzenia zakonne tradycji bizantyjskiej, ale funkcjonujące w Kościele Katolickim. Działanie na styku wschodniego i zachodniego chrześcijaństwa nadało im szczególny charakter i zapewniło wyjątkową rolę w wymianie kulturowej. Projekt został opracowany we współpracy z badaczami Katolickich Kościołów Wschodnich z różnych państw, dzielących dziedzictwo nowożytnego monastycyzmu bazyliańskiego. Badania koncentrują się na powiązaniach między ludźmi, rozwijanymi przez nich ideami oraz wyrażającymi te idee dziełami sztuki – opisuje.
Główną ideą, która stoi za projektem, jest szersze niż dotychczas, kompleksowe ujęcie problematyki bazyliańskiej w perspektywie porównawczej i ponadregionalnej, przekraczającej także podziały epokowe i dyscyplinarne. W tym celu analiza źródeł pisanych, ikonograficznych, kartograficznych i materialnych zostanie połączona z analizami przestrzennymi w Systemach Informacji Geograficznej (GIS) i analizą sieci społecznych (SNA).
Do naszego kraju (łącznie z dzisiejszymi) trafiło 113 grantów ERC, w tym 61 Starting Grants, 23 Consolidator Grants, 18 Advanced Grants, 9 Proof of Concept Grants i 2 Synergy Grants.
Współczynnik sukcesu w tej edycji ERC StG wyniósł 8,8%. Na pięcioletnie projekty Europejska Rada ds. Badań Naukowych przeznaczy w sumie 705 mln euro. Środki te mają pomóc naukowcom będącym na początku kariery w uruchomieniu projektów, tworzeniu zespołów i realizowaniu najbardziej śmiałych pomysłów. Przyznane fundusze pozwolą na stworzenie 2,7 tys. miejsc pracy dla postdoków, doktorantów i innych osób. Beneficjenci grantów reprezentują 52 narodowości, najwięcej jest Niemców (84), Włochów (50), Francuzów (30) oraz Hiszpanów (24). Swoje badania będą prowadzić w 25 krajach, głównie w Niemczech (89 grantów), Wielkiej Brytanii (47), Francji (38), Szwajcarii (36) i Holandii (33). Realizacja wszystkich projektów rozpocznie się na początku przyszłego roku i potrwa pięć lat.
Mariusz Karwowski
Teraz jeszcze jedno zasadnicze pytanie - czy zostana z tymi grantami w Polsce...?
Dlaczego II etap w tym zestawieniu wydaje się być łatwiejszy do pierwszego?
Te wyniki potwierdzają, że od roku 1989 jesteśmy wyłącznie krajem do transferu z zewnątrz zaawansowanych technologii. Czyli taki ludźmi do roboty, a nie myślenia. Po roku 1989 w zasadzie nic się nie zmieniło w mentalności środowiska. Może to i dobrze, bo myślenie bywa męczące.
Gratulacje!!!
"Spośród 90 wniosków z Polski, które nadesłano na tegoroczny konkurs ERC Starting Grant, 19 przeszło do II etapu oceny, a 6 uzyskało finansowanie. "
Mamy jakiś plan na te 13 które bym blisko? Jak by je finansowano np w 85% to by dobrze motywowało do skłania o ERC...
Ile dać napiwku..
Jak kelnerka jest ładna i estetyczna to daję więcej. I wszystko na ten temat.
Teraz okazało się że to temat badawczy który uzyskał finansowanie europejskie.
Powiedzieć że to upadek nauki to nic nie powiedzieć.
>Powiedzieć że to upadek nauki to nic nie powiedzieć.
to proszę coś powiedzieć.
Seksizm w czystym wydaniu. Płakać czy śmiać się.
A Panu pasuje schabowy podany zimny, brudnymi rękami przez zaniedbaną obsługę ?
To smacznego
Odsetek laureatów z STEM dosyć niski, co jest symptomatyczne i znaczące.
I oczywiście szczere gratulacje dla tych obdarowanych.
Czyli realnie jeden poważny grant i pięć rozpraw o niczym. Jedne szczere gratulacje!
5:1, no i mamy dlaczego UE dołuje i zostaje w tyle rozwoju nauki. Jak się finansuje granty o siamtym owamtym a nie istotnych dla rozwoju technik, zdrowia, uprawy roślin, żywności i praw natury to wiadomo gdzie wylądujemy na samym dnie rozwoju nauki. Takie mamy elity i polityków od siedmiu boleści i co się dziwić, że świat nas zostawia w tyle i dołujemy.
Odsetek łącznie przyznanych grantów dla STEM jest dość wysoki. Po prostu, w Polsce zapaść finansowa nauki jest już tak duża, że zostało może kilka jednostek (jeśli o uczelniach mówimy), które mają jeszcze zaplecze techniczne, pozwalające taki wniosek złożyć. IDUB dodatkowo te kilka jednostek podtuczył. Ale jak patrzę np. na mój wydział, to ja się nie dziwię, że nie ma tłumu chętnych. Zaplecze jest kiepskie i z roku na rok coraz bardziej odbiega od standardów światowych, więc nie ma zbytnio jak konkurować z krajami bogatszymi. A nawet, jeśli ktoś się odważy spróbować, to jak ma to planować? Na dziś to często wygląda tak: "ok, w tym roku mam jeszcze sprzęt, na którym mogę pracować, ale za rok mogę go nie mieć, bo jak się zepsuje, to i tak nie ma kasy na naprawę". Trudno wymagać, by z grantów dla młodych badaczy powstało całe zaplecze aparaturowe, to niemożliwe.
5 : 1 to tylko wynik Polski, a nie całej Unii.
@Andrzej Jajszczyk
Panie Profesorze, z tego co sobie przypominam, to Pan dowodził na forach, że szeroko rozumiani polscy humaniści nie trzymają poziomu polskich inżynierów, fizyków i biologów (co zresztą prawie zawsze budziło moje zdziwienie, gdyż Nagrody Nobla to mamy głównie z literatury). A nawet całkiem niedawno dawał Pan rady, aby zaczęli pisać po angielsku, to może świat o nich usłyszy. Życie zweryfikowało te analizy. Jest fatalnie, tylko akurat nie w humanistyce.
Nie twierdziłem, że polscy humaniści nie trzymają poziomu polskich inżynierów, fizyków i biologów. Ubolewałem jedynie, że osiągnięcia polskich humanistów są słabo udostępniane światu przez publikowanie ich prawie wyłącznie po polsku. Cieszę się, że to się stopniowo zmienia. Myślę, że spora w tym zasługa NCN. Polecam mój tekst na ten temat sprzed kilkunastu lat: https://ncn.gov.pl/aktualnosci/2013-03-26-ncn-a-humanistyka
@Andrzej Jajszczyk
Panie Profesorze, w przeszłości w swoich wypowiedziach szczególnie dużo rad dawał Pan humanistom. Tak czy inaczej, pisanie po polsku chyba im nie przeszkadza, skoro odrobili lekcję z grantów ERC. OK, dajmy im nacieszyć się sukcesem.
Natomiast katastrofą jest wynik nauk ścisłych i biologicznych. Przykładowo, Politechnika Warszawska czy AGH nie zdobyły nawet jednego grantu, podobnie Międzynarodowy Instytut Biologii Molekularnej i Komórkowej (chyba tylko ponoć międzynarodowy). A to są, zdaje się, nasze jednostki flagowe. Cała informatyka (w której rzekomo jesteśmy świetni) też zmieściła się w bezalkoholowym standardzie "0 procent". Nazwijmy rzecz po imieniu – to jest kompromitacja i gdyby to się zdarzyło na Zachodzie, zmiany personalne byłyby nieuniknione. U nas mówi się "trudno", a Szanowny Pan Profesor jakby unika tego tematu. Wyników brak, ale "święte krowy" pozostają dalej "świętymi krowami", i to na tym polega istota skansenu postPRLowskiego.
A Pan, Panie Profesorze, w przeszłości jako absolutnie pierwszy apelował o zmiany (podczas gdy inni na wyścigi brali drugie i trzecie etaty), ale później nastąpiło jakby pogorszenie ostrości widzenia. Może warto jednak przeanalizować tę obecną sytuację bez znieczulenia.
Nie wiem skąd u Pana przekonanie, że szczególnie komentowałem humanistykę. Najbliższe są mi nauki techniczne, które sam reprezentuję. Nim też poświęcałem najwięcej uwagi. Polecam niezbyt dawny wywiad: https://academia.pan.pl/bardziej-inwestujemy-w-mury-niz-w-naukowcow/ .
OK, już na spokojnie warto jeszcze dodać kilka zdań o artykule prof. Jajszczyka („Bardziej inwestujemy w mury niż w naukowców”, https://academia.pan.pl/bardziej-inwestujemy-w-mury-niz-w-naukowcow/).
Profesor w ogólności wskazuje, że samo dosypanie pieniędzy nie poprawi znacząco systemu i ja się z tym w pełni zgadzam. Podnoszone są następujące sprawy, z których oceną się utożsamiam.
(1) Manipulacja hasłem „3% na naukę”. To hasło było podstawą strajków w maju tego roku, gdzie wskazywano, że Polska wydaje na naukę prawie trzy razy mniej niż państwa zaawansowane technologicznie. To prawda, tyle że w tamtych krajach znaczące są wydatki sektora prywatnego (grubo ponad 1%). Gdy przyjrzeć się dokładniej liczbom, okaże się, że wydatki budżetowe warto byłoby trochę zwiększyć, ale większym problemem jest brak zaplecza w postaci sektora prywatnego. To bardzo poważny mankament, którego samym zwiększaniem wydatków budżetowych nie da się załatwić.
(2) Problemy strukturalne polskich instytutów badawczych. Są one częścią naszego systemu naukowego i przy każdej okazji wskazuje się, że takie instytucje funkcjonują też w USA czy w Niemczech. To prawda, tylko że tam są to jednostki działające pod konkretne, wyraźnie zdefiniowane cele, a jeśli przestają być potrzebne, są po prostu rozwiązywane. U nas to nie do pomyślenia, o czym pisze profesor.
(3) Problem braku mobilności i chowu wsobnego. To niezwykle poważny problem, na który też wskazuje prof. Jajszczyk. Od siebie mogę dodać, że o ile ludzie mobilni czasem się zdarzają (wyjeżdżają np. na studia doktoranckie, staże itp.), o tyle chów wsobny to już spora patologia. Owszem, można wrócić do Polski i nawet czasem dostać zatrudnienie na uczelni, ale jeśli jest to miejsce inne niż miejsce wcześniejszego studiowania, taka osoba prawie zawsze będzie traktowana jak „ciało obce”. Funkcje dziekanów, rektorów itp. są zarezerwowane dla „lojalnych, swoich ludzi”, najczęściej namaszczanych przez poprzednie ekipy. Wierność lokalnym układom jest tutaj najważniejszym czynnikiem. Kwalifikacje merytoryczne bywają przydatne, ale w sumie nie są kluczowe.
Prof. Jajszczyk jako lekarstwo na te wszystkie problemy wskazuje rozwijanie NCN. OK, jeśli chodzi o sam pomysł, mogę się zgodzić. Natomiast w moim odczuciu NCN obecnie nie spełnia pokładanych w nim nadziei i samo szybko stało się źródłem poważnych patologii (miało być trampoliną do współpracy z Europą, a stało się wygodną przystanią dla kilku grup). Wydaje się, że te patologie są w tej chwili dostrzegane przez Ministerstwo, jak też przez samo kierownictwo NCN (szykują się spore zmiany organizacyjne). Czy będzie lepiej? Trudno powiedzieć. Ale już pisane są absurdalne, dramatyczne listy o tym, jak to rzekomo dokonywany jest „zamach na doskonałą” naukę polską. Ale w każdym razie na pewno potencjalnie łatwiej jest spróbować poprawić NCN, niż rozwiązać niepotrzebne instytuty badawcze czy zlikwidować zjawisko chowu wsobnego.
Tak czy inaczej, artykuł prof. Jajszczyka jest bardzo wartościowy. Pokazuje realne mechanizmy blokujące dostęp Polski do grona krajów zaawansowanych technologicznie
Zaskakująco ciekawy jest ten artykuł Profesora Andrzeja Jajszczyka: https://academia.pan.pl/bardziej-inwestujemy-w-mury-niz-w-naukowcow/.
Szkoda, że te treści nie zostały przedstawione w Forum Akademickim, wówczas byłaby okazja na szerszą dyskusję poruszanych tematów.
W skrócie to mogę powiedzieć, że jednak nie zgadzam się z zaprezentowaną tam pozytywną opinią na temat NCN Ale w tej chwili zmienia się prawdopodobnie model funkcjonowania tej instytucji (zmiany mają dotyczyć wyboru nowej Rady oraz obowiązku aplikowania o granty NCN). Tak więc chwilowo analiza NCN nie wydaje się najważniejsza. Natomiast w artykule jest sporo bardzo trafnych (aczkolwiek niepopularnych) opinii. Np. Pan Profesor wskazuje na pewną manipulację zawartą w haśle "3% na naukę" (polega ona na pomijaniu roli sektora prywatnego w państwach zaawansowanych technologicznie).
Być może znajdę chwilę w najbliższych dniach i wówczas być może przedstawię dłuższy komentarz do wspomnianego artykułu.
@ZM
Przepraszam, wcisnę się w ten wątek i krótko skomentuję dwa aspekty, które zostały poruszone w tej dyskusji.
Nie jestem pewien, skąd dokładnie się wzięła myśl @ZM odnośnie publikowania po angielsku. Szybko sprawdziłem więc w Scopus rekordy publikacyjne osób z gruby nauk HS, które otrzymały te granty i dokładnie wszystkie mają listę publikacji po angielsku. Być może publikują tez coś po polsku, ale publikacje po angielsku jak najbardziej sa obecne i to zapewne właśnie one wpłynęły na decyzje ERC (czyli, bez tych publikacji tych grantów by nie było). Skąd więc to stwierdzenie, iż "pisanie po polsku chyba im nie przeszkadza, skoro odrobili lekcję z grantów ERC"? To znaczy rzeczywiście, zapewne napisanie jakichś publikacji po polsku "nie przeszkadza", ale kluczowe jest to, aby te najważniejsze prace, w których prezentowane są nowe pomysły, idee, obserwacje, odkrycia, były po angielsku, i jak mi się wydaje dla tutaj wspomnianych osób tak właśnie jest.
I jeszcze uwaga tych "jednostek flagowych" – całe uczelnie to nieco inna sprawa, niż pojedyncze instytuty naukowe. Ten podany przez Pana przykład IIMCB to jest miejsce, w którym zatrudnia się kilkunastu szefów grup badawczych, czyli jest ono znacząco mniejsze, niż większość wydziałów na dowolnej uczelni. Kompletnym nieporozumieniem byłoby oczekiwanie, aby tej wielkości instytut zdobywał granty w każdym rozdaniu dowolnej instytucji grantowej, czy to ERC, czy NCN. Lepiej po prostu policzyć liczbę grantów pochodzących z kraju i z zagranicy ‘per capita’ w takich instytucjach i tą wartość porównać z innymi instytucjami, to da znacznie lepszy pogląd o sytuacji.
Tak, to konkretne rozdanie grantów ERC pokazuje, że nie tyle polskie nauki STEM nie mają zbyt dużo do zaoferowania (bo mają), co raczej że ich oferta mocno przegrywa z tym, co proponują naukowcy w STEM z innych krajów europejskich.
To powinno być w miarę oczywiste, że publikowanie po angielsku jest mocno skorelowane z otrzymywaniem grantów z ERC. Znajomość polskiego poza granicami Polski jest raczej rudymentalna.
@Marcin Przewloka
(1) Odnośnie pisania po polsku czy po angielsku przez humanistów. Jest oczywiste, że wnioski o granty europejskie mogą być pisane tylko po angielsku. I ogólnie dobrze jest jeśli ludzie działający w nauce przynajmniej od czasu do czasu piszą właśnie w tym języku. Natomiast czy język polski powinien być powszechnie stosowany w tej grupie, to powinni ustalić już sami zainteresowani, czyli humaniści. Dobre rady od inżynierów, czy fizyków są takimi radami, które w życiu codziennym zbywa się taką niezbyt elegancką rymowanką "kibic z dala, niech...". A bardziej elegancko: po prostu niech każdy martwi się o swój odcinek.
(2) IIMCB faktycznie powinien być porównywany z podobnymi liczebnie instytutami z Zachodu. Problem jest tylko taki, że z nazwy jest to instytut międzynarodowy, ale uwłaszczył się na NCN, finansowanym z polskich podatków i już osoby z jego okolic sugerują, że jeśli pojawią się ograniczenia w dostępie do grantów NCN, to będą podstawiane tzw. słupy. I tak jeszcze przy okazji, cała biologia molekularna też osiągnęła wynik "0 procent". Natomiast jeśli porównać IIMCB z instytutami o podobnej skali działania w Niemczech lub Holandii, to zdobycze grantowe są w "polskiej normie", czyli kilka razy niższe niż osiągane na Zachodzie (można to łatwo sprawdzić przy pomocy AI).
(3) Cieszę się, że Pan dostrzega, że oferta polskiej nauki w STEM nie jest konkurencyjna. I cieszę się, że Pan niedawno w innym miejscu dostrzegł, że w sumie to ścigamy się z Cyprem.
PS Mam wrażenie, że lubi Pan ze mną polemizować, ale główne wnioski wyciąga Pan podobne.
" Odnośnie pisania po polsku czy po angielsku przez humanistów [...]: czy język polski powinien być powszechnie stosowany w tej grupie, to powinni ustalić już sami zainteresowani, czyli humaniści."
Nie. To już dawno temu ustaliło środowisko naukowe: dawno temu językiem nauki była greka na Zachodzie i chiński klasyczny (wenyan) na Wschodzie, potem do gry weszły łacina, arabski i perski, na krótko francuski, włoski, niemiecki i rosyjski a potem przyszedł angielski gajowy i wszystkich wygonił z lasu. Mógł św. Tomasz z Akwinu pisać o lichwie po łacinie, mógł Aleksander Brückner pisać po niemiecku o polskiej gramatyce, może współczesny ekonomista pisać o parytecie stóp procentowych po angielsku. Kto nie kopie piłki, nie jest piłkarzem, kto nie pisze po angielsku nie jest uczonym. Tyle.
@Ambrosius
Dziękuję za przeczytanie mojego komentarza i wyrażenie swojego zdania. Pozostanę jednak przy mojej opinii.
To nie jest zdanie, to jest obserwacja. Lekarz to nie jest człowiek, który ma moc uzdrawiania, tylko koleżka, który ukończył studia lekarskie i ma certyfikaty wymagane przez środowisko. Podobnie naukowiec, to nie jest bezprzydziałowy mędrzec tylko osoba, która spełnia środowiskowe wymagania. Jednym z nich jest publikowanie w języku konferencyjnym. Żyjemy w szczęsliwych czasach, kiedy jest nim stosunkowo prosty angielski, łacina jest o wiele trudniejsza nie mówiąc już o wenyan.
@ZM
Naukowcy z dowolnej dziedziny wiedzy jak najbardziej mogą publikować po polsku. Czy będą to artykuły popularyzacyjne, artykuły w pismach branżowych, zalecenia dla przemysłu, zalecenia dla opieki zdrowotnej, czy weterynarzy, publikacje, książki i pisma edukacyjne (w tym podręczniki) dla całego społeczeństwa, mnóstwo treści dla nie-naukowców. To są wszystko ważne i cenne teksty, ale nie prezentujące wyniki ich badań naukowych. Artykuły naukowe – TYLKO po angielsku. Wszelakie inne publikacje – w dowolnym języku, którym w Polsce będzie zapewne polski.
Powiem więcej – pieniądze podatników, które zostały wydane na badania naukowe zakończone publikacjami po polsku, to pieniądze wyrzucone w błoto. Wyniki badań stricte naukowych, z dowolnej i każdej dziedziny naukowej, powinny być publikowane tylko po angielsku.
@Marcin Przewloka
@Ambrosius
Pozostanę przy swojej opinii, jednocześnie przepraszam, że nie mam obecnie czasu na dokładniejsze jej uzasadnienie. Mam parę pilnych spraw do ogarnięcia.
Wie pan, Edward Thorp twierdzi, że odkrył słynny wzór Blacka-Scholesa-Mertona wcześniej niż Black, Scholes i Merton ale nie opublikował tylko wykorzystał do zarabiania pieniędzy. Komu się więc należała nagroda Nobla? Oczywiście Scholesowi i Mertonowi (Black umarł), Thorp swoją nagrodę dostał gdzie indziej.
Nauka to nie mądrość, nauka to mądrość, którą mędrzec się podzielił ze światem. Jeśli zrobił to w niszowym języku (a świat bezczelnie odmawia nauczenia się polskiego), to się nie podzielił. Kalecki teorię koniunktury opublikował po polsku, dlatego zasługa słusznie należy się Keynesowi.
Administrator "zarchiwizował" już dyskusję, więc nie bardzo jest sens jej kontynuowanie. Ale być może jeszcze będzie okazja wrócić kiedyś do tej sprawy. Uszanowanie.