Z inicjatywy Fundacji na rzecz Nauki Polskiej w Brukseli doszło do spotkania przedstawicieli środowiska naukowego z polskimi europarlamentarzystami. Dyskusja zbiegła się w czasie z publikacją przez European Research Council tzw. białej księgi dotyczącej luki w zakresie uczestnictwa i wskaźników sukcesu między najsilniejszymi systemami badawczymi w Europie a grupą tzw. krajów wideningowych, w tym Polski.
Wizyta w Brukseli to kolejna w ostatnim czasie wspólna inicjatywa krajowego środowiska naukowego. Wcześniej w Krakowie zorganizowano debatę o publicznym finansowaniu badań i innowacji, a kilka dni temu biorący w niej udział szefowie kluczowych dla systemu instytucji przedstawili Prezydentowi RP, Premierowi oraz Marszałkom Sejmu i Senatu rekomendacje odnośnie do potrzeby wprowadzenia zmian w tym zakresie. Teraz przedstawiciele środowiska udali się do Brukseli, by porozmawiać z polskimi europarlamentarzystami.
Rozmawialiśmy o problemach polskiej nauki, polskich innowacji, problemach z finansowaniem centralnym oraz zasadach tego finansowania zarówno z programu Horyzont Europa, gdzie nasza zdolność do absorpcji tych środków jest ograniczona, jak i strukturalnego, gdzie z kolei rozliczanie tych funduszy jest bardzo czasochłonne i skomplikowane. Rozmawiamy z różnymi środowiskami, z różnymi gremiami, żeby tworzyć mosty zarówno między nauką i społeczeństwem, jak i między nauką i Europą – poinformował w nagraniu zamieszczonym w swoich mediach społecznościowych prof. Krzysztof Pyrć, prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, główny organizator wyjazdu.
Oprócz niego w naszej delegacji znaleźli się: prof. Marek Gzik – wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego, prof. Krzysztof Jóźwiak – dyrektor Narodowego Centrum Nauki, prof. Jerzy Małachowski – dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, prof. Marta Miączyńska – dyrektorka Międzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie, prof. Marek Pawełczyk – rektor Politechniki Śląskiej, reprezentujący Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich oraz prof. Michał Tomza z Uniwersytetu Warszawskiego. I właśnie tego ostatniego zapytaliśmy o przebieg spotkania.
Głównym naszym celem było wyrażenie potrzeb środowiska naukowego względem europosłów co do ich działań w kontekście kolejnego budżetu Unii Europejskiej dla nauki (nowa perspektywa obejmie lata 2028–2034 – dop. MK). Zaapelowaliśmy między innymi o to, by finansowanie nauki i innowacji odbywało się w ramach kolejnego Programu Ramowego (FP10), niezależnie od planowanego Europejskiego Funduszu Konkurencyjności, tak aby uniknąć podporządkowania badań polityce np. wielkich koncernów. Postulowaliśmy także zwiększenie budżetu European Research Council czy European Innovation Council, bo to najprostszy sposób, żeby wzrosła liczba polskich badaczy, którzy mogą skorzystać z europejskich grantów – przekonuje fizyk z UW.
Europejska Rada ds. Badań Naukowych (ERC) przyznaje najbardziej prestiżowe europejskie granty – to superliga europejskich badań. Jej budżet na lata 2021–2027 wynosi 16 mld euro i stanowi około 17% całego programu Horyzont Europa. Do tej pory (od 2007 roku), spośród ponad 130 tys. wniosków, ERC sfinansowała przeszło 17 tys. projektów, w tym… zaledwie nieco ponad sto realizowanych w Polsce.
Akurat spotkanie w Brukseli zbiegło się w czasie z opublikowaną tego samego dnia przez ERC tzw. białą księgą, w której przeanalizowano utrzymującą się lukę w zakresie uczestnictwa i wskaźników sukcesu między najsilniejszymi systemami badawczymi w Europie a tzw. krajami wideningowymi. Do grupy tej należą Grecja, Portugalia oraz trzynaście państw, które zostały członkami UE od 2004 roku (w tym Polska). W krajach tych mieszka w sumie około 1/4 populacji Unii Europejskiej, ale ich wskaźniki sukcesu w konkursach ERC wahają się od 1 do 7 procent (w Polsce – 4%), podczas gdy średnia w ERC wynosi około 11 proc. Dla przykładu, w Holandii i Francji w latach 2007–2024 wskaźnik sukcesu wynosił odpowiednio 16% i 15%.
Tylko w 2024 roku granty wideningowe stanowiły 5% wszystkich – badacze z tych krajów złożyli 940 wniosków, podczas gdy pozostali – 7271. Co więcej, większość aplikacji z krajów wideningowych nie przechodzi nawet pierwszego etapu. W poprzednim programie, Horyzont 2020, ponad połowa (56%) otrzymała najniższą ocenę, gdy odsetek odrzuconych z innych krajów wyniósł 30%.
Zdaniem autorów najnowszej analizy, tak nierównomierny rozkład grantów jest pokłosiem barier strukturalnych, które ograniczają zdolność naukowców do skutecznego konkurowania o finansowanie pionierskich badań. Wśród nich wymieniono m.in.: niższe krajowe inwestycje w B+R, ograniczony dostęp do międzynarodowych sieci naukowych oraz niewystarczające systemy wsparcia w przygotowywaniu konkurencyjnych wniosków grantowych.
Jednocześnie w raporcie wskazano, że niektóre kraje, przeciwdziałając tym ograniczeniom, uruchomiły już programy zapewniające finansowanie krajowe dla wysoko ocenianych wniosków ERC, które znalazły się „pod kreską”. Są więc zasilane krajowymi źródłami, m.in. z partnerstw publiczno-prywatnych, funduszy strukturalnych UE oraz Funduszu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności. W Polsce środowisko naukowe dopomina się o to już od dłuższego czasu.
Ten temat też na środowym spotkaniu został poruszony, bo bardzo nam na nim zależy. Chodzi o to, by naukowcy, którzy uzyskali rekomendacje do finansowania swoich projektów w ERC, a także EIC czy w Marie Skłodowska Curie-Actions, ale nie dostali pieniędzy z uwagi na ograniczenia budżetowe, mogli otrzymać je z funduszy krajowych. Potrzebne jest do tego przesunięcie środków w ramach funduszy strukturalnych – sygnalizuje prof. Tomza.
Dokładny mechanizm tzw. transfer of funds wyjaśniała kilka lat temu na naszych łamach dr Maria Górna z Uniwersytetu Warszawskiego. Decyzją danego kraju członkowskiego można przesunąć dostępne środki strukturalne na rzecz np. konkursów dla najzdolniejszych badaczek i badaczy organizowanych przez ERC. Nie chodzi tu przy tym o żadne dodatkowe pieniądze, lecz dołożenie funduszy zarezerwowanych i tak dla danego kraju, tyle że do innych programów. Synergia między Horyzontem Europa a programami EFRR to stosunkowo nowa inicjatywa. Pojawiła się w 2022 roku. Jako pierwsza skorzystała z niej Litwa, która przesunęła 18,5 mln euro z EFRR do HE.
Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej w końcu przychyliło się do tego pomysłu i chce w ramach pilotażu przetestować jego uruchomienie w 2027 roku. Jak się dowiadujemy, do Komisji Europejskiej trafił już wniosek, w którym polski rząd zwraca się z prośbą o wprowadzenie takich zmian w realizacji polityki spójności, które umożliwiłyby zastosowanie mechanizmu transferu funduszy ze środków strukturalnych na rzecz Horyzontu Europa, w szczególności ERC. Sprawa jest w toku, ale wydaje się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by Polska – podobnie jak inne kraje – mogła skorzystać z tego rozwiązania.
Na spotkaniu z europosłami przedstawiciele polskiej nauki musieli się też mierzyć z pytaniami, dlaczego mimo ogromnego potencjału w starciu z kolegami z innych krajów, nie dość, że słabiej wypadają pod względem otrzymanych grantów, to też i rzadziej się o nie starają. Odpowiedź wydaje się prosta.
W publikacji ERC, która ukazała się w dniu naszej wizyty w Brukseli, jasno wskazano, że w dużej mierze liczba grantów europejskich jest skorelowana z krajowymi funduszami na naukę. Nie ma bowiem pomyślnej i bezpiecznej przyszłości bez silnych badań finansowanych na poziomie europejskim, ale sukces w Europie wymaga wspierającego i ambitnego środowiska na poziomie krajowym – przekonuje prof. Tomza.
Kontakty z naszymi posłami do Parlamentu Europejskiego nie ograniczą się do tego jednego spotkania. Ustalono, że dalsze rozmowy z europosłami będą kontynuować szefowie krajowych agencji grantowych.
Mariusz Karwowski
Pogadali? Ile kosztowała wycieczka?
Dobrze by było by poruszono sprawę eutanazji po ostatnich wypadkach w Hiszpani.
Zoll coś tam gada o zacofanym kraju, gdy się chce wprowadzić karę śmierci i o wysoce rozwiniętych krajach europejskich.
Większej bzdury nie słyszałem. Zoll naprawdę jest profesorem ? i to prawa ?
To wstyd dla pracowników uczelni takie poglądy wygłaszać. UJ winno się od takich poglądów odciąć, a samego Zolla ukarać.
Pan Prof. Zoll, to znakomitość. Nazwany został kilka lat temu przez ówczesnego rektora UJ (nota bene, profesora... TEATROLOGII), mianem "Noblisty z prawa".
Podejrzewam, że wg pana prof. Zolla, eutanazja, to sposób na godną śmierć, aborcja to z kolei "prawo kobiety do wyboru", a kara śmierci, to coś okropnego. Oczywiście, tacy jak on, nie zauważają chyba, że aborcja jest MORDERSTWEM niewinnego dziecka.
Akurat jak kulą w płot. Niech się pan trochę zorientuje w poglądach Zolla i jego działaniach w przeszłości, zanim pan zacznie podejrzewać. Pierwszy z brzegu link:
https://deon.pl/swiat/prof-zoll-aborcja-nie-jest-prawem-czlowieka-unijne-prawo-mowi-o-czlowieku-od-chwili-zaplodnienia,2789489
Tam jest zapisane:
Przyznał, że pytanie o to, czy zarodek jest rozwijającym się człowiekiem czy też jest to przyszły człowiek, jest pytaniem trudnym. “Zwolennicy aborcji argumentują, że nie można żołędzia nazwać dębem” - mówił prof. Zoll zwracając przy tym uwagę, że wyrok Trybunału Sprawiedliwości daje silny argument za tym, że z człowiekiem mamy do czynienia od chwili poczęcia.
Nie jest to więc wyrażony pogląd Pana Zolla, tylko konstatacja tego co mówi wyrokTrybunału Sprawiedliwości.
No cóż... w każdym razie, dobrze że prof. Zoll przynajmniej dostrzegł możliwość tego, że to, co mówi wyrok Trybunału Sprawiedliwości, można rozumieć, że zarodek jest człowiekiem, a z kolei WIELKA SZKODA, że nie dostrzegają tego zwolennicy aborcji. Oby szanowny prof. Zoll nabrał wreszcie pewności, że zarodek, to człowiek.
Wynika z tego, że samo karanie to coś okropnego, ale niekoniecznie śmierć.
Ciekawe czy w przeszłości ZSRR dla Pana Zolla nie było krajem najwyżej rozwiniętym ?
EU jest niestety w przepaści i szybko leci .
Panowie dyrektorzy tym razem na wycieczce w Brukseli. I coście panowie uradzili ?
Prof. Krzysztof Maryc
Na pewno nie uradzili, żeby przynajmniej pewien odsetek amatorów pisaniny O-SIAMTYM-I-OWAMTYM, czyli O-CZYMKOLWIEK-DA-SIĘ-COKOLWIEK-NAPISAĆ, nie miał etatów akademickich, a pieniądze zaoszczędzone w ten sposób, przeznaczyć na etaty akademickie dla osób, które mogłyby PODŹWIGNĄĆ polską naukę do góry, poprzez działania w dziedzinach medycznych, przyrodniczych, ścisłych i technicznych.
Tak więc chyba wszystko pozostanie, jak było dotąd.
Ano, dobrze się usadziliśmy, urządziliśmy i robimy kasę na tych co za miskę ryżu tyrają. Uradziliśmy, jak by tu nic nie robić, dobrze zarobić i na swoje wyjść, i wielkimi naukowcami być. Dobre , no nie?
Moim zdaniem, polscy wybitni kastowi naukowcy nie są tak wybitni za jakich się uważają i dlatego w konfrontacji o granty ERC wypadają słabo.
Ciężko być wybitnym gdy koledzy z zagranicy dysponują znacznie lepszymi możliwościami.
Do tego w Polsce mogą dostać lepsze granty, np. MAB, czy WIB z FNP, oba na kilkadziesiąt milionów. Po co bawić się w jakieś ERC.
Bardzo jestem ciekawy, co z tego wyjdzie.
Polska na tle innych krajów Unii wypada dramatycznie źle, jeśli chodzi o otrzymywanie grantów ERC.
Być może powstanie mechanizm, który pomoże to zmienić.
"Synergia między Horyzontem Europa a programami EFRR to stosunkowo nowa inicjatywa. Pojawiła się w 2022 roku. Jako pierwsza skorzystała z niej Litwa, która przesunęła 18,5 mln euro z EFRR do HE."
To może być jeden z takich mechanizmów. Bardzo sensowna rzecz. Ciekawe, czy da radę to zrobić u nas.
Za to Grecja, a nawet Cypr wypada na przestrzeni lat zdecydowanie lepiej niż Polska. Np. od samego początku programu Ideas było to widać.
W swojej ankiecie dla recenzentów czasopism Elsevier ma pytanie: Wybierz czy jesteś z Europy Wschodniej Aby sie komus geografia nie pomyliła ankieta przypomina, że Grecja i Cypr to Europa Zachodnia. To może być ważna wskazówka.
Te spotkania, rady i gadki pomogą zmienić w finansowaniu nauki polskiej tyle co pomoże umarłemu kadzidło.
@kadzić każdy umie
To znaczy tutaj nie chodzi generalnie o “finansowanie nauki polskiej”, tylko o dostęp (success rate) w aplikacjach o granty ERC, a być może nawet szerzej z Horizon.
ERC nigdy nie miało zastąpić finansowania na szczeblu lokalnym, krajowym. To jest oczywiście zupełnie inna bajka.
Z polskimi europarlamentarzystami to można było spotkać się w kraju.
Ale co tam, kto bogatemu zabroni wybrać się na przejażdżkę za państwową kasę.
Członków delegacji było 6, europosłów mamy 53 (choć na zdjęciach tylu ich nie widać). Już pomijam różnicę w kosztach podróży europosła (liczonych wg stawek brukselskich) i polskiego profesora. Choć fakt, tamte koszty byłyby płacone przez europarlament.
Ostatnio jest głośno o tym, że wprowadzenie modelu konkurencji między uczelniami w Polsce jest złe.
Kto tak mówi, ano samo środowisko naukowe.
A co z grantami europejskimi. Ano wygrywają ci, którzy są lepsi.
Widać środowisko naukowe w Polsce jest bogate i nie musi się wysilać, aby poprawić swój byt.