Blisko 40 młodych i bardziej doświadczonych badaczy i badaczek wzięło udział w pilotażowym programie mentoringowym Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. O tym, na ile i w jakim zakresie tego typu inicjatywy są pomocne na starcie akademickiej kariery oraz co pod ich wpływem zmienia się w postrzeganiu samej nauki, pisze dla FA jedna z uczestniczek dr Krystyna Maslowska-Jarzyna z Wydziału Chemii Uniwersytetu Warszawskiego.
Kiedy po raz pierwszy wchodzimy do laboratorium, zwykle ktoś starszy – doktorant albo postdok – pokazuje nam, jak się odnaleźć w tym świecie. Później bardzo ważną rolę odgrywa promotor, który często staje się wzorem i inspiracją dla młodego naukowca. Jednak ci, z którymi współpracujesz na co dzień, często są postrzegani jako ludzie z „wewnątrz bańki” – znają naszą historię od początku i patrzą na nas przez pryzmat własnej ścieżki badawczej. Dlatego niezwykle cenne jest, żeby móc zasięgnąć spojrzenia kogoś z zewnątrz, kogoś, kto oceni nas tu i teraz, z dystansu, i potrafi wskazać obszary, w których warto się rozwijać. Z taką właśnie potrzebą zainteresowałam się mentoringiem.
Zajmuję się chemią supramolekularną, czyli dziedziną, która bada niekowalencyjne oddziaływania międzycząsteczkowe i funkcje z nich wynikające. W naturze znajdziemy mnóstwo przykładów: np. podwójna helisa DNA, w której dwie nici są ze sobą połączone poprzez wiązania wodorowe czy enzymy rozpoznające swoje substraty niczym właściwy klucz do zamka.
Moja praca koncentruje się na projektowaniu cząsteczek zdolnych do transportu biologicznie ważnych anionów przez błony lipidowe. To temat, który może brzmieć niszowo, ale w rzeczywistości dotyka samego sedna procesów życiowych. Transport jonów przez błony lipidowe jest absolutnie kluczowy dla funkcjonowania organizmów, a odpowiadają za ten proces specjalne białka, które pełnią rolę naturalnych transporterów jonów. Jednak czasami działanie takich białek może być zaburzone, np. w wyniku mutacji genetycznych, co prowadzi wówczas do poważnych chorób, takich jak mukowiscydoza.
I tu wkraczamy my – chemicy supramolekularni. Staramy się projektować i tworzyć cząsteczki chemiczne, które mogą naśladować funkcje naturalnych transporterów jonów. To trochę jak budowanie miniaturowych maszyn, które działają w niezwykle precyzyjny sposób. Najbardziej fascynuje mnie właśnie to: możliwość świadomego projektowania w skali molekularnej i obserwowania, jak coś, co wydaje się niemożliwe (aniony zazwyczaj nie są w stanie samoistnie pokonywać membran lipidowych), staje się możliwe.
Rok temu obroniłam doktorat na Wydziale Chemii Uniwersytetu Warszawskiego, a następnie wyjechałam na staż podoktorski do Australii, na University of Technology Sydney. Obecnie jestem z powrotem na macierzystej uczelni, gdzie pracuję na stanowisku starszego asystenta. Znajduję się więc na wczesnym etapie kariery naukowej. Ten moment postrzegam jako wyjątkowy: z jednej strony to nadal czas intensywnej nauki i zdobywania nowych kompetencji, z drugiej – coraz bardziej świadomego kształtowania własnej tożsamości badawczej. Mam poczucie, że znów „zaczynam od nowa” – jako studenci dopiero wkraczamy w mury uniwersytetu, jako doktoranci stawiamy pierwsze kroki w badaniach, a jako postdocy uczymy się funkcjonować w międzynarodowej wspólnocie i budować swoją samodzielność.
W 2023 roku zostałam laureatką stypendium START Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Było to dla mnie ogromne wyróżnienie oraz zaszczyt! START okazał się wsparciem na kilku poziomach. Po pierwsze, w oczywisty sposób – finansowym, co pozwoliło mi spokojniej myśleć o rozwoju naukowym i planować kolejne kroki badawcze. Ale równie ważny był dla mnie wymiar symboliczny – to poczucie, że moja praca została zauważona i doceniona, że ktoś z zewnątrz mówi: „to, co robisz, jest wartościowe”.
To bardzo dodało mi pewności siebie, szczególnie w momencie, kiedy kończyłam doktorat i zastanawiałam się nad kolejnymi etapami kariery. Dzięki stypendium miałam też okazję poznać wielu niesamowitych naukowców – zarówno moich rówieśników, jak i tych bardziej doświadczonych, którzy stali się inspiracją i wzorem.
Rok później FNP zaproponowała laureatom udział w pilotażowej edycji programu mentoringowego. Dla mnie był to wręcz idealny moment – tuż po obronie doktoratu, kiedy naturalnie pojawia się pytanie: „co dalej?”. Dlatego postanowiłam skorzystać z tej szansy i sprawdzić, dokąd może mnie zaprowadzić. Wcześniej miałam już kontakt z mentoringiem, bo dwa lata temu, jako jedyna Polka, zostałam wybrana do prestiżowego programu CAS Future Leaders organizowanego przez Amerykańskie Stowarzyszenie Chemiczne. Program ten zrzesza młodych badaczy z całego świata, którzy w przyszłości mogą stać się liderami w chemii. Właśnie tam zobaczyłam, jak ogromny wpływ może mieć mentoring zarówno na rozwój merytoryczny, jak i na poczucie pewności siebie i świadomość własnej roli w środowisku naukowym. Doświadczenie to sprawiło, że zaczęłam szukać podobnych inicjatyw także w Polsce.
Jak na naukowca przystało, lubię zbierać informacje i świadomie planować rozwój. Od lat interesowałam się różnymi programami i możliwościami – brałam udział w kilkudziesięciu konferencjach, odbyłam pięć staży zagranicznych i znałam realia nauki, w tym niełatwą politykę „publish or perish”. Miałam więc poczucie, że wiem, co robić, żeby rozwijać się naukowo.
Dlatego początkowo podchodziłam do mentoringu z pewnym sceptycyzmem – nie do końca rozumiałam, w czym konkretnie mentor mógłby mi pomóc. Jednocześnie często brakowało mi czegoś, czego nie da się znaleźć w regulaminach – praktycznych wskazówek i rad od osób, które przeszły podobną drogę. W moim otoczeniu nie miałam starszych kolegów czy koleżanek, z którymi mogłabym swobodnie o tym porozmawiać. Brakowało mi naturalnych okazji do wymiany doświadczeń. Mentoring FNP pojawił się w najlepszym z możliwych momentów.
Na początku musiałam wypełnić formularz zgłoszeniowy, w którym wskazałam swoje trzy preferencje co do osoby mentora. Zależało mi na relatywne młodym mentorze z nauk ścisłych – kimś, kto niedawno sam przeszedł tę drogę i wie, jak skutecznie rozwijać karierę. Ostatecznie zostałam sparowana z prof. Michałem Tomzą. Początkowo miałam obawy, czy nie będę dla niego ciężarem – to niezwykle zajęty naukowiec. Jednak szybko okazało się, że w pełni angażuje się w mentoring, a jego doświadczenie i podejście są dla mnie bezcenne. Zauważyłam nawet wspólne nawyki, jak np. sporządzanie statystyk z różnych konkursów. Choć prof. Tomza jest fizykiem (aczkolwiek z chemiczną przeszłością!), a ja chemikiem, nasze doświadczenia w ramach tej samej uczelni okazały się bardzo zbieżne. Uważam, że nie mogłam trafić lepiej.
Do naszego pierwszego spotkania doszło na początku roku. Ustaliliśmy wtedy, że kolejne będą trwały około godzinę i odbywały się średnio raz w miesiącu – w praktyce zawsze się przeciągały. Mieliśmy dość nietypową sytuację, bo cały proces mentoringu przypadł na czas mojego stażu podoktorskiego w Sydney w ramach projektu Bekker NAWA. Różnica czasu była sporym wyzwaniem, dlatego tym bardziej doceniam poświęcenie prof. Tomzy, który łączył się ze mną późnymi wieczorami. Każde spotkanie miało swój temat przewodni, który wynikał naturalnie z bieżących potrzeb i rozmów. Dyskutowaliśmy m.in. o budowaniu wizerunku naukowca, nawiązywaniu kontaktów, pisaniu skutecznych wniosków grantowych oraz o szczegółach technicznych różnych programów. Zazwyczaj więcej mówił prof. Tomza, dzieląc się swoim doświadczeniem, ale zawsze zostawiał mi przestrzeń na pytania i refleksję.
Rozpoczynając nasze spotkania, chciałam poznać doświadczenia prof. Tomzy, żeby dowiedzieć się, jak przebiegała jego ścieżka kariery, a jednocześnie zaplanować rozwój własnej na najbliższe lata. Czerpałam wiedzę na temat strategii kariery, podejmowania decyzji badawczych i rozwijania kompetencji miękkich, takich jak skuteczna komunikacja naukowa czy współpraca w zespole. Moim celem było przede wszystkim zdobycie narzędzi do świadomego kształtowania ścieżki naukowej.
Dzięki mentoringowi mam teraz wyraźną wizję tego, w jaki sposób chcę rozwijać swoją karierę. Spotkania z prof. Tomzą pozwoliły mi uporządkować priorytety, spojrzeć na różne możliwe ścieżki i nabyć świadomość, jakie kompetencje i doświadczenia warto zdobywać w najbliższym czasie. Czuję się dziś bardziej przygotowana i pewna siebie w planowaniu kolejnych kroków.
Nie znaczy to, że nie towarzyszą mi wątpliwości i niepewność co do przyszłości. To zresztą wspólne doświadczenie wielu młodych naukowców, o czym mogłam się przekonać w siedzibie FNP na spotkaniu podsumowującym program. Jedna z prezentacji zawierała wykres z elementami spotkań z mentorami. W moim przypadku najważniejsze były trzy: dzielenie się wiedzą, propozycje rozwiązań oraz wzmacnianie. Bardzo cenne było to, że mogłam uzyskać praktyczne podpowiedzi dotyczące konkretnych sytuacji, z którymi się mierzyłam, ale też poczuć, że ktoś docenia moje wysiłki i sukcesy. W nauce często trudno jest wytłumaczyć osobom spoza środowiska, dlaczego coś stanowi ważne osiągnięcie, a tutaj miałam przestrzeń, żeby to wybrzmiało i zostało zauważone.
Na dłużej z pewnością zostanie ze mną wiele cennych uwag mojego mentora. Kilka jego myśli mam ciągle z tyłu głowy. Powtarzał, że „nauka jest nieliniowym procesem” i czasem na efekt trzeba czekać latami. Wspominał też, że warto zauważać własne pomysły i dawać im szansę, nawet jeśli nie wydają się rewolucyjne. Wszystkie nowe idee wyrastają przecież z doświadczenia i wcześniejszych prób, dlatego nie zaszkodzi sprawdzać także mniej przełomowych kierunków. Podkreślał również, że „szczęście sprzyja przygotowanym”. W kontekście pisania wniosków grantowych to zdanie szczególnie do mnie przemawia – przypomina, że nawet jeśli element losowości jest nieunikniony, to dobrze przygotowany projekt ma zdecydowanie większe szanse na sukces. Zapamiętałam także jego wskazówkę, by publikacje z okresu postdoka traktować jako inwestycję w pierwsze lata tworzenia własnej grupy badawczej. To zmieniło moje podejście – zaczęłam patrzeć na ten czas nie tylko jak na kolejny etap w karierze, ale bardziej jak na przygotowanie gruntu pod przyszłość.
Wiem, że nauka to moje miejsce. Równocześnie nie mogę ukrywać, że finansowanie badań w Polsce jest bardzo trudnym tematem. Konkursy grantowe są niezwykle konkurencyjne, a wskaźniki sukcesu w Narodowym Centrum Nauki spadają z roku na rok. Młodym naukowcom coraz trudniej planować długofalową ścieżkę badawczą, bo projekty są krótkoterminowe, zaś środki ograniczone. Zdarza się, że świetne pomysły po prostu przepadają, bo budżet agencji finansujących jest niewystarczający. Widzę jednak, że środowisko naukowe coraz głośniej apeluje o poprawę sytuacji, co daje nadzieję na lepsze perspektywy. Mimo tych trudności chcę się dalej rozwijać i wnieść swój wkład do nauki.
Minione 10 miesięcy zdecydowanie wpłynęło na moje podejście do nauki i sposób, w jaki planuję swoją karierę. Podjęłam się kilku odważnych inicjatyw, które wcześniej wydawały mi się trudne lub zbyt ryzykowne. Mentoring pozwolił mi także spojrzeć na naukę w szerszym kontekście – nie tylko przez pryzmat realizacji projektów badawczych, ale też jak na proces świadomego budowania swojej pozycji w środowisku, planowania kolejnych kroków i podejmowania decyzji, które mają długofalowe znaczenie.
Takie programy są niezwykle ważne i potrzebne dla młodych badaczy. Pozwalają spojrzeć na swoją karierę z innej perspektywy, wyjść poza własną „bańkę” i dowiedzieć się rzeczy, których nie znajdzie się w regulaminach czy oficjalnych dokumentach. Kluczowe jest jednak to, aby były dobrze zorganizowane i dopasowane do potrzeb uczestników. Nie wiem dokładnie, czym kierowali się organizatorzy Mentoringu FNP przy przydzielaniu mentorów, ale w moim przypadku zrobili to znakomicie. Dodatkową wartością były także spotkania grupowe z Małgorzatą Sztejter, opiekunką merytoryczną programu, podczas których mogliśmy wymienić się doświadczeniami i spojrzeć na cały proces w szerszym kontekście.
Myślę, że każdy młody badacz może zyskać wiele dzięki mentoringowi. Zresztą widzę to również po moich rówieśnikach z zagranicy, którzy mają podobne doświadczenia i często podkreślają, jak bardzo im to pomogło.
Krystyna Maslowska-Jarzyna
Ja Pani Krystynie radze jak jest piekna i mloda, pojechac w swiat w jedna strone. Tutaj nic sie nie zmieni, tak ma byc. Ma nic sie nie oplacac, nie ma kasy na nic, wszedzie bieda, a instytucje publiczne maja teraz budzety w milionach. Wspolczuje tez ze dala sie Pani nabrac na polska nauke za chlapy. Powodzenia gdziekolwiek.
Ma Pan/Pani rację - samo się na pewno nie zmieni :)
Eeee tam, jak tak można narzekać, co Pan/Pani... Dzisiaj wprawdzie po raz kolejny okazało się, że jak zwykle, Nobel z fizyki nie dla naukowca z Polski (mogli tylko przypomnieć Skłodowską-Curie, która zresztą i tak była uczoną francuską, choć polską patriotką), ale, ale proszę Pana/Panią... nie wie Pan/Pani, że my w Polsce TEŻ mamy noblistę, co prawda takiego "o mało co", ale mamy, chodzi o prof. nauk prawnych. To, że jest tak, jakby był noblistą z prawa, powiedział parę lat temu ówczesny rektor UJ, prof. ... TEATROLOGII. :=) A parę dni temu, syn tego noblisty, też prof. nauk prawnych "znamienity prawnik i uczony", dostał pewną ważną nagrodę UJ. No i co? Jest dobrze? Jest dobrze, oczywiście, pomijamy kwestię KOMU.