Wokół nauki
16 Listopada
Kazimierz I Odnowiciel, obraz Jana Matejki
Opublikowano: 2025-11-16

Czy Piastowie są sexy?

Polska nie musiała narodzić się z chaosu X wieku. O jej przetrwaniu zadecydowały decyzje podjęte przez dwóch Piastów – Mieszka I i Bolesława Chrobrego. To oni zadecydowali o wejściu w orbitę wpływów politycznych Cesarstwa, a także o budowie lokalnej administracji Kościoła, której trwanie było ściśle związane z istnieniem dynastii i jej państwa.

W bieżącym roku mija nie tylko tysięczna rocznica koronacji Bolesława Chrobrego, ale także 350 rocznica wygaśnięcia męskiej linii rodu Piastów. O ile to pierwsze wydarzenie przykuwa uwagę swoją monumentalnością, to drugie zupełnie zniknęło z publicznej debaty. Dynastia, a już szczególnie śląscy Piastowie wstydliwie pochowali się w regionalnych muzeach i uczelniach. Dotkliwie uderzające jest to w porównaniu z niedawnym fetowaniem tradycji jagiellońskich. Spróbujmy spojrzeć chociaż przez chwilę na to, jak decyzje Piastów zaważyły na historii Polski w kontekście politycznym, kulturowym i gospodarczym. A przecież to tylko ułamek tego, co nam uczynili.

Piastowska geopolityka

Polska nie musiała powstać. Wbrew naszym dzisiejszym odczuciom istnienie jednej wspólnoty politycznej, pod tą lub inną nazwa, między Odrą a Bugiem, Morzem Bałtyckim i Karpatami nie było koniecznością dziejową. Można wyobrazić sobie to terytorium podzielone między Czechy, Ruś Kijowską i władztwo Pomorzan. Nie mamy żadnych przesłanek, by sądzić, że po ukonstytuowaniu się w V–VI w. słowiańskiego osadnictwa na tym terenie, ukształtowały się również jakieś większe organizacje polityczne. Istniały tu luźne wspólnoty osadnicze, które podróżni identyfikowali z plemionami. Do utworzenia przez nie państwa, z centralnym ośrodkiem władzy i podległą mu organizacją militarną, było jednak daleko.

Przełomem okazała się aktywność Mieszka I. Nie wiemy, czy rzeczywiście, jak chcieli Anonim zwany Gallem i część współczesnych badaczy przeszłości, jego przodkowie mozolnie budowali polityczną pozycję rodziny w Wielkopolsce, tworząc „piastowskie patrymonium”. Niewiele za tym przemawia, bo o przodkach Mieszka w zasadzie nic pewnego powiedzieć nie można. Faktem pozostaje natomiast, że około 950 roku on lub jego krewni byli w stanie zmobilizować ludność Wielkopolski do wspólnej pracy nad wznoszeniem monumentalnych, drewnianych grodów. Niedługo później, w 963 roku, Mieszko I spotkał się z przedstawicielem cesarza Ottona I, margrabią Geronem, i uznał zwierzchność cesarską. Dzięki temu organizacja polityczna, na czele której stał Mieszko, weszła w obręb wpływów politycznych Cesarstwa nie jako przeciwnik, lecz sojusznik. Była to kluczowa decyzja, która zadecydowała o przyszłości Piastów i ich poddanych.

W tym samym okresie potężne i groźne związki polityczne Słowian połabskich podjęły decyzję odmienną. Wsparły wrogów Cesarstwa, Węgrów, a później sprzeciwiły się ekspansji politycznej cesarzy. Dziś są tylko historyczną ciekawostką. Tymczasem państwo Mieszka nie tylko przetrwało okres intensywnych działań Ottona I na wschodzie. Jego władca podjął kolejną kluczową decyzję – przyjął religię Zachodu za swoją i jeszcze mocniej związał się z potęgą władców Niemiec. Korzystając z sojuszu, który zabezpieczał go przed Wieletami, władca Wielkopolski krok za krokiem budował wydajną militarnie i organizacyjnie strukturę, która przetrwała zarówno jego śmierć, jak i walki między spadkobiercami.

Jego syn Bolesław Chrobry tak silnie związał się kulturowo z Cesarstwem, że Otton III uznał go za godnego samodzielnego panowania, oczywiście w sojuszu z cesarzem. Państwo Piastów zyskało też około 1000 r. własną nazwę – Polska. Niezależnie od jej pochodzenia, utrwalała ona istnienie organizacji politycznej w świadomości wszystkich okolicznych graczy. Aktywność Piastów w kręgu rodziny cesarskiej, w szczególności ich związki rodzinne z arystokracją Rzeszy były na tyle istotne, że uratowały Polskę raz jeszcze po śmierci Mieszka II. Wygnanie przez możnych młodego Kazimierza Odnowiciela, jedynego syna zmarłego księcia, najazd czeski łupiący wszystkie najważniejsze ośrodki władzy, reakcja pogańska miejscowej ludności, ucieczka lokalnej arystokracji na Mazowsze… Polska nie powinna tego przetrwać. A mimo to cesarz przydzielił Kazimierzowi rycerzy, na czele których książę wrócił nad Odrę i Wisłę i ze wsparciem sąsiadów ze wschodu odbudował swoje dziedzictwo.

Polska nie musiała narodzić się z chaosu X wieku i nie musiała przetrwać targających nią kryzysów pierwszej połowy XI w. O jej istnieniu zadecydowały decyzje podjęte przez dwóch Piastów – Mieszka I i Bolesława Chrobrego. To oni weszli w orbitę wpływów politycznych Cesarstwa, zapewnili sobie relacje rodzinne z najważniejszymi rodami i dynastiami książęcymi sąsiadów, ale także zbudowali lokalną administrację Kościoła, której trwanie było ściśle związane z istnieniem dynastii i jej państwa. Stabilizacja tej struktury, jej nieodzowność jako elementu geopolitycznego porządku tej części Europy, była w niemałym stopniu zasługą Rychezy, żony Mieszka II, oraz jej syna Kazimierza Odnowiciela. Dzięki przekonaniu króla Henryka III Salickiego przez królową Rychezę o potrzebie istnienia Polski dla chwały Kościoła i bezpieczeństwa Cesarstwa, Kazimierz uzyskał możliwość odbudowy władzy Piastów po druzgocącym kryzysie lat 1034–1039 r. Od tego momentu Polska będzie funkcjonowała jako stabilna, niezbędna w tej części Europy jednostka polityczna. Ale powtórzmy: wcale tak być nie musiało.

Imperium Polaków

Granice wczesnych państw to rzecz płynna, ale zazwyczaj początki organizacji politycznych owocują szybkim rozwojem terytorialnym. Powołanie nowej wspólnoty w obliczu przeważającego nacisku z zewnątrz byłoby niemożliwe. Natomiast ograniczone zagrożenie motywuje, a jego przezwyciężenie daje możliwość dalszej ekspansji. Tak państwo rozwijał Mieszko I. Ale już jego syn Bolesław Chrobry miał zadanie trudniejsze. Konkurował nie tylko z rozproszonymi grupami Słowian między Odrą i Bugiem, ale też z dobrze zorganizowanymi władztwami Słowian Połabskich, królestwem Niemiec, księstwami Czechów i książąt Rusi. W równej mierze dzięki sprawnej dyplomacji co naciskowi militarnemu udało mu się znacząco rozszerzyć granice odziedziczonych po ojcu włości. Trwale połączył z Polską Wrocław i Kraków (nie jest jasne, kiedy Małopolska stała się częścią państwa Piastów), pograniczne grody współczesnej ziemi lubelskiej i Podkarpacia. Oparł – przejściowo – granicę północną na Bałtyku, a dodatkowo objął swoją władzą ziemie Łużyc, Milska, Czech, Słowacji. Tak narodziła się legenda złotych czasów początku polskiej państwowości. Idea „pierwszych granic” państwa polskiego w myśli polityków polskich XIX–XX w. zadziwiająco często obracała się wokół dokonań Bolesława Chrobrego.

Faktycznie to nie zasięg władzy Chrobrego, lecz ambicje jego potomków wyznaczały kanony myślenia polskich polityków. Od czasów Kazimierza Odnowiciela pragnęli Piastowie zachować kontrolę nad mniej więcej współczesnymi nam granicami Polski. Zasięg ich roszczeń do dziedzicznej ziemi wyznacza do dziś przekonanie Polaków o „naturalnych” granicach ich państwa, chociaż z Naturą nie mają one nic wspólnego.

Ktoś może się obruszyć i wskazać, że przecież wyobraźnię Polaków zaludnia myśl jagiellońska, wizja Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Nie polemizując z nostalgią Kresów, wskażmy tylko, że i ta koncepcja narodziła się w czasach Piastów. Przecież to Władysław Łokietek jako pierwszy przełamał tabu, jakim był sojusz z pogańskimi wojownikami Litwy. Wraz z nimi podjął walkę z Brandenburczykami, za co ściągnął na siebie i swój kraj niechęć chrześcijańskich sąsiadów. Nie przeraziło go to. Sojusz litewsko-polski umocniło w 1325 r. małżeństwo jego syna i przyszłego króla Polski, Kazimierza, z Aldoną, córką wielkiego księcia litewskiego Giedymina. Jako chrześcijanka przyjęła imię Anna i została królową Polski w 1333 r. Współpraca z Litwą wzmocniła polską ekspansję na wschód. Dla polskiego rycerstwa, a zwłaszcza możnych z Małopolski, okazała się tak owocna, że po śmierci Ludwika Węgierskiego osadzili na tronie Jagiełłę. Jego panowanie zapoczątkowało unię Litwy i Polski. Ale było ono możliwe dzięki wcześniejszym doświadczeniom współpracy i wspomnieniom panowania Anny Giedyminówny.

Podziały i separatyzmy

Z punktu widzenia Piastów ziemie, którymi władali, należały do nich w sposób naturalny. Dlatego mogli się nimi dzielić zgodnie z potrzebami swojej rodziny. Dopiero w późniejszym czasie zaczęła kiełkować idea państwa jako organizacji funkcjonującej niezależnie od prywatnego majątku władcy. Przyszła ona do Polski najpewniej z Czech, dokąd zawędrowała z Zachodu jako myśl o niepodzielnym połączeniu różnych ziem tworzących razem Koronę Królestwa. Zanim jednak doszło do tego w XIV wieku, Piastowie z dużą swobodą, choć we współpracy z możnymi, dzielili Polskę między żyjących członków swej rodziny. Przez bardzo długi czas nie tracili przy tym poczucia jedności szerszej wspólnoty politycznej.

Jeszcze zanim ziemie Bolesława III Krzywoustego zostały podzielone po jego śmierci w 1138 r. między synów, Piastowie współrządzili Polską co najmniej kilkakrotnie. Władysław Herman miał za swego życia wyznaczyć odrębne dzielnice synom, Zbigniewowi i Bolesławowi. Mieszko II od 1032 r. przez pewien czas zarządzał fragmentem Polski podzielonej na księstwa obok brata Ottona i kuzyna Dytryka. Podział z 1138 r. okazał się jednak dużo trwalszy, a jego skutki głębsze.

Już pierwsze lata jego trwania przyniosły zaskakujący wynik. Najstarszy z braci, Władysław, starał się odsunąć juniorów od sprawowania władzy nad Polską. Jednak skonfliktował się z możnymi i poniósł prestiżową klęskę. Został wygnany wraz z rodziną, a bracia Bolesław Kędzierzawy i Mieszko III ustalili warunki współpracy. Polityczne przywództwo seniora rodu wśród Piastów zakończyło się gdy do władzy w Krakowie doszedł Kazimierz Sprawiedliwy. Nie zamierzał on ustąpić miejsca starszemu Mieszkowi III Staremu. Konsekwencją tego było umacnianie się odrębności poszczególnych księstw, mimo że idea wspólnoty politycznej nie zniknęła zupełnie z horyzontu władców. Tak narodziły się współczesne nam regionalizmy – wielkopolski, krakowski, sandomierski, kujawski, mazowiecki, a w ich obrębie poczucie wspólnoty mieszkańców poszczególnych ziem. Do idei politycznej jedności powracano niechętnie.

Przełomem było przeniesienie na dwory śląskich Piastów idei królewskiej z otoczenia czeskich Przemyślidów. Henryk IV Probus, wychowanek króla Przemysła Ottokara II, nie tylko jednoczył ziemie śląskie i wielkopolskie, uzależniając od siebie krewniaków jako swoich lenników na wzór zachodni. Po zajęciu Krakowa rozpoczął także starania o koronę królewską. Nie zdążył jej założyć, zginął otruty. Jego ideę podjęli długoletni sojusznicy Henryk, książę Głogowa i Przemysł II, władca Wielkopolski, któremu udało się koronować w 1295 r. po zjednoczeniu swoich ziem z Pomorzem Gdańskim. I choć następnie korona królewska przeszła w ręce czeskiego władcy, króla Wacława II, to sama idea wspólnoty Królestwa Polski została na trwałe powołana do życia. I wydawać się mogło, że wszystkie ziemie Piastów staną się jej częścią.

Ale sami Piastowie tak nie uważali. Niektórzy odrzucali prawo Przemyślidów do królewskiego panowania nad Polską, inni nie zamierzali uznawać zwierzchności swoich krewnych. W rezultacie Władysław Łokietek jednocząc ziemie piastowskie, objął swoją władzą tylko ich ułamek. Śląscy Piastowie uznawali dominację królów Czech z dynastii Luksemburgów. Ich ziemie w 1348 r. zostały włączone przez Karola IV Luksemburga w skład Korony Królestwa Czech. I choć pamięć o związku z Polską przetrwała na dworach książęcych, to politycznie i gospodarczo, a także kulturowo Śląsk stał się inny niż reszta dawnych ziem piastowskich.

Inaczej potoczyły się losy Mazowsza. Księstwo płockie przez chwilę było lennem króla Czech Jana Luksemburczyka (od 1329 r.). Po jego śmierci uzyskało niezależność, a wkrótce niektóre księstwa stały się lennem Kazimierza Wielkiego. Krok po kroku w czasach Jagiellonów zacieśniała się ich współpraca z Polską aż do przyłączenia całego Mazowsza do Królestwa w 1529 r. Pomimo to Mazowsze zachowało wiele elementów odrębnych od rdzenia Królestwa, to jest ziem Mało- i Wielkopolski. Podobnie wyglądała sytuacja Pomorza Gdańskiego. Od czasu Bolesława Krzywoustego było ono ściśle związane z Polską, choć po 1138 r. od pewnego momentu władzę sprawowała tu lokalna dynastia Sobiesławowiców. Po zjednoczeniu z Wielkopolską pod władzą księcia Przemysła II wydawało się, że Pomorze na trwałe stanie się częścią Królestwa Polski. Jednak niewydolne militarnie panowanie Władysława Łokietka doprowadziło do zajęcia całego regionu przez Zakon Krzyżacki. Umocniło to odrębność ustrojową i administracyjną tych ziem, która przetrwała po przyłączeniu do Królestwa Polskiego w wyniku wojny 1454–1466 roku.

Do katalogu decyzji politycznych decydujących o wyłanianiu się odrębności regionalnych niewątpliwie można zaliczyć sprowadzenie Zakonu Krzyżackiego na ziemie Polski. Konrad Mazowiecki podejmując tę decyzję w 1226 r. myślał, że w ten sposób uchroni swoje księstwo przed najazdami pogańskich Prusów, których rycerze zakonni mieli zwalczać. Tymczasem zakonnicy podbili Prusy i ustanowili w nich wydajny model administracji połączony ze świadomą akulturacją podbitych mieszkańców. Agresywnych pogańskich Prusów zastąpili równie agresywni, ale zdecydowanie lepiej zorganizowani Krzyżacy.

Polska, w XI w. jedna organizacja polityczna, w ciągu XII–XIV w. rozpadła się na szereg krain nazywanych dziś regionami. Nie wynikało to tylko z decyzji politycznych. Panowanie Piastów pociągało bowiem ze sobą od samego początku także zmiany kulturowe.

Kulturalne zmiany

Piastom zawdzięczamy największą rewolucję kulturalną w historii Polski. Kiedy Mieszko I zdecydował się przyjąć chrześcijaństwo, określił tym historię swego ludu na ponad tysiąc lat. Nie wiemy dokładnie, jakie były wierzenia Słowian w państwie Mieszka I, ale ich wartość dla władcy była niewielka. Wymienił je na nową religię w zamian za niepewny sojusz polityczny z Czechami przeciw jednemu ze swoich wrogów, Wieletom. Do panowania Bolesława Chrobrego trudno zaobserwować ślady szybkiej rozbudowy Kościoła w kraju czy intensywnego nawracania poddanych. Mieszkowi nie przeszkadzało pogaństwo jego ludzi, dopóki sam był postrzegany jako chrześcijanin przez osoby z zewnątrz. Prawdziwą reformę życia poddanych w duchu chrześcijaństwa wprowadził Bolesław Chrobry. Doprowadził do powstania polskiej prowincji Kościoła z biskupstwami i arcybiskupstwem w Gnieźnie, sprowadził do Polski pierwszych mnichów z Italii, ale przede wszystkim miał osobiście pilnować, by jego poddani przestrzegali moralnej nauki Kościoła.

I choć po śmierci Mieszka II miało dojść do tzw. reakcji pogańskiej i zniszczenia struktur Kościoła przez zwolenników tradycyjnych wierzeń, nie zawróciło to biegu historii. Kazimierz Odnowiciel i kolejni władcy piastowscy dbali o odbudowę sieci biskupstw i budowę właściwej rangi katedry arcybiskupiej w Gnieźnie. Wspierali rozwój kultury chrześcijańskiej, sprowadzając zespoły budowniczych czy importując dzieła sztuki. Od czasu Bolesława Chrobrego Piastowie popierali chrystianizację okolicznych wyznawców rodzimych wierzeń. Do tego stopnia, że w XII w. Polskę widziano jako potencjalny punkt wyjścia do przeciągnięcia na stronę Kościoła rzymskiego wiernych ortodoksyjnego Kościoła Rusi. Te tradycje wydały swój owoc w 2 połowie XIV wieku, gdy Polacy nie obawiali się sojuszu, więzi dynastycznych, a wreszcie – władcy z rodu wielkich książąt litewskich, którzy dopiero mieli przyjąć chrześcijaństwo.

Decyzja Piastów o wsparciu chrześcijaństwa miała ważkie konsekwencje dla włączenia Polski w świat kultury i cywilizacji Zachodu. Chrześcijaństwo zdefiniowało cele władzy, rolę jednostki i społeczności w ich realizacji, określało wartości decydujące o funkcjonowaniu państwa. Wskazywało więzi łączące różne grupy mieszkańców, a nawet wspierało określone techniki i style artystyczne. Ba! Chrześcijaństwo zaoferowało literalnie uniwersalny język komunikacji elit władzy i ówczesnej myśli – łacinę. Dzięki niemu cała Europa Zachodnia mogła wymieniać się doświadczeniami, współdzielić dyskusje o najistotniejszych zagadnieniach bez konieczności przekraczania barier językowych. Religia chrześcijańska była kluczem do świata cywilizacji rozwijającej tradycje grecko-rzymskie. Piastowie z tego klucza zręcznie skorzystali.

Inni, a przecież swoi

Kraju Mieszka I nie zamieszkiwali Polacy. A przynajmniej nic o tym nie wiemy. Poddani tego władcy mieszkali na terenach, które zasiedlały grupy noszące różne nazwy. Najczęściej nazywamy je plemionami, choć faktycznie niewiele wiemy o ich organizacji społecznej. Pewne jest, że w większości otaczała ich kultura materialna przypisywana Słowianom. Nie ulega jednak wątpliwości, że wśród różnych grup żyjących według podobnych, słowiańskich wzorców kulturowych w kraju Mieszka żyli także „obcy”. Ich liczba wzrosła wraz z przyjęciem chrześcijaństwa. Pierwsi ludzie Kościoła mogli przybyć z Czech, ale wkrótce większość stanowili wśród nich mieszkańcy Cesarstwa i krajów romańskich. Przybysze z Zachodu i Południa (Italia) tworzyli również grupy rzemieślników odpowiedzialnych za wznoszenie monumentalnych katedr i pałaców piastowskich władców. Anonim w swojej kronice wśród rzekomych cnót Chrobrego wspominał także troskę o zagranicznych rycerzy na jego dworze. Ten wzór zachowania obserwujemy wśród jego następców. Niektórzy z nich, jak Kazimierz Odnowiciel, Zbigniew czy Władysław Wygnaniec, korzystali z militarnej pomocy rycerstwa niemieckiego czy wojów czeskich, pomorskich lub ruskich w walkach ze swoimi wewnętrznymi wrogami.

Do tej różnojęzycznej mozaiki, skupionej głównie na książęcych dworach, dodać trzeba jeńców przesiedlanych z łupionych terenów na ziemie piastowskie oraz kupców, którzy przynajmniej przez pewien czas przebywali w grodach książęcych. Otwartość na przybyszów wśród Piastów była na tyle duża, że gdy pod koniec XI w. książę czeski postanowił okraść Żydów mieszkających w jego ziemiach, ci w dużej liczbie uciekli właśnie do Polski. Ich pierwsze grupy osiadły w Krakowie zapewne około połowy XI w. Wraz z prześladowaniami antysemickimi na Zachodzie w XII–XIII w. ich liczba rosła, a specjalizacja zawodowa obejmowała nie tylko handel czy działalność finansową. Na dworze Mieszka III Starego odpowiadali za produkcję monet, a w otoczeniu książąt wrocławskich w XIV wieku potrafili osiągnąć stanowiska zarządców całego dworu książęcego.

Otwartość Piastów na korzystanie z pracy zagranicznych gości najwidoczniejsza stała się w XIII–XIV w. Przyjęte wówczas przez poszczególne rodziny książęce strategie rozwijania gospodarki własnych księstw zadecydowały o przyszłości Polski. Książęta śląscy najwcześniej zaczęli ściągać do swoich władztw liczne grupy osadników niemieckich. Mieli oni przede wszystkim zakładać ośrodki handlowe i rzemieślnicze nieznane wcześniej w Polsce – miasta na wzór zachodnioeuropejski. Obok nich pojawiali się także osadnicy zasiedlający nowe wsie lub pomagający zmienić ustrój i zakres produkcji dawnych osad słowiańskich. Dodatkowo toczący ze sobą mniejsze i większe wojny domowe władcy potrzebowali nowych rycerzy. I tych, głównie z uboższych rodzin rycerskich, przyciągali z Niemiec obietnicą sowitej zapłaty. Jednym z elementów zachęcających do podróży do Polski było przekształcanie dworów książęcych w ośrodki kultury niemieckojęzycznej.

Inaczej sytuacja rozwijała się w pozostałych księstwach piastowskich. Im dalej na wschód, tym niechęć do ściągania liczniejszych osadników z Zachodu rosła. Polskie rycerstwo i kler polskiego pochodzenia pilnowali swoich przywilejów. Potrafili wywrzeć wystarczająco silną presję na władców, by „goście” nie zdominowali kulturowo ich otoczenia. W rezultacie powstało tam dużo mniej miast niż na Śląsku, i dużo później. Także przemiany organizacji produkcji na wsi przebiegały wolniej i na mniejszą skalę. W miastach można zaobserwować kierunek zmian kulturowych odwrotny, niż na Śląsku – niemieccy przybysze polonizowali się, by lepiej wpisać w kontekst społeczny.

Jedno łączyło cały czas Piastów na Śląsku i w pozostałych księstwach – niechęć do antysemickich prześladowań. Nawet gdy w XV w. były one otwarcie lub skrycie wspierane przez królów czeskich, książęta śląscy utrzymywali w ryzach swoich mieszczan, uniemożliwiając daleko idące ekscesy. Podobnie czynili ostatni Piastowie w Polsce, a baśniowy romans Kazimierza Wielkiego z Żydówką Esterą był symbolicznym wyrazem otwarcia się tego władcy na wieloetniczne otoczenie swego dworu. Kazimierz Wielki był też przykładem władcy, który starał się świadomie włączać elity podbijanych ziem w obręb polskiej kultury swego Królestwa. Z powodzeniem zachęcał możnych Rusi Czerwonej, by weszli w skład arystokracji polskiej, nie gubiąc swej tożsamości kulturowej.

Piastowie przyjmowali różne strategie wobec przybywających z zagranicy gości. Ale w większości przypadków starali się korzystać z ich wiedzy i doświadczenia dla dobra swego skarbu.

Ludzka mądrość

Pierwsze ośrodki gromadzenia wiedzy i kształcenia chętnych powstawały na ziemiach Piastów pod opieką Kościoła. Ale to władcy zabezpieczali ich finanse, fundując klasztory lub dostarczając źródeł dochodów katedrom, kolegiatom, wreszcie – parafiom. Wątpliwe, by zawsze byli świadomi, że osadzając nowych duchownych w klasztorze lub kościele zwiększali potencjał intelektualny i możliwość dostępu do wiedzy swoich poddanych. W końcu sami mieli dwuznaczny stosunek do wiedzy. Jako duchowni diecezjalni biskupi chętniej oddawali się intrygom politycznym i brali udział w konfliktach zbrojnych, niż pogłębiali swoją znajomość najnowszych prądów w filozofii. Ale nie możemy ich nie doceniać. W końcu w dokumencie fundacyjnym opactwa w Lubiążu w 1175 r. książę Bolesław I Wysoki miał deklarować, że ściąga cystersów nie po to, by rozwijać gospodarkę. Osadzał ich na Śląsku, by modlili się i kontemplowali „rzeczy niebiańskie”, czyli oprócz liturgii zgłębiali także wiedzę o świecie. Oczywiście, były to słowa, które sami mnisi, pisząc ten dokument, przypisali księciu, ale trudno przyjąć, że on sam był zupełnie nieświadom, co zawierał akt, do którego przykładał swą pieczęć.

Tak jak Piastowie troszczyli się o powstawanie pięknych budowli i dzieł sztuk plastycznych, które miały sławić ich potęgę, tak wybrani spośród nich nie zaniedbywali rozwijania swoich bibliotek. Z pewnością nie był to trend powszechny. Przypisywana Gertrudzie Piastównie w II połowie XI w. umiejętność pisania i komponowania modlitw może być poddana w wątpliwość, tym niemniej z pewnością umiała ona czytać i korzystała ze swojego modlitewnika. Podobnie inne Piastówny, które przebywały w klasztorach, uczyły się nie tylko modlić, ale też korzystać aktywnie z pisma. Już w XIII w. córka Henryka Brodatego, Gertruda, jako mniszka w Trzebnicy prowadziła nekrolog swojej rodziny, który następnie przekazała swojej krewniaczce do klasztoru w Owińskach. Cenne rękopisy w XIV w. zamawiali książęta śląscy, traktując je nie tylko ze względu na ich ilustracje, ale też treść (Żywot św. Jadwigi) jako pomniki chwały swego rodu. Wreszcie, Piastowie byli opiekunami i sponsorami powstawania kronik opisujących dzieje ich rodu i ludu piórem uczonych duchownych, począwszy od Anonima zwanego Gallem w początkach XII w. po Piotra z Byczyny w II połowie XIV w.

Bez wątpienia jednak najważniejszym osiągnięciem dynastii w zakresie wspierania rozwoju nauki w ich władztwach było powołanie przez Kazimierza Wielkiego Akademii Krakowskiej. Ironią losu jest, że ten pierwszy polski uniwersytet zwany jest dziś Jagiellońskim, choć ufundował go Piast, a decydującą rolę w odnowie odegrała królowa Jadwiga Andegawenka, w której żyłach płynęła także piastowska krew. Powstanie w Krakowie uczelni wyższej tuż po powołaniu pierwszego uniwersytetu w Europie Środkowej w Pradze wprowadzało Kazimierza do grona władców doceniających najnowsze trendy w kulturze i dbających o modernizację swego władztwa.

Piastowie, wbrew powszechnej intuicji, nie przestali rządzić swoimi państwami w 1370 r., gdy umarł Kazimierz Wielki. Dwa wieki zasiadali na tronie mazowieckim, ponad trzy wieki sprawowali swe godności na Śląsku. I zwłaszcza ci ostatni wykazywali wielkie zainteresowanie wspieraniem edukacji, ale dopiero po kolejnej rewolucyjnej zmianie, jaką w XVI w. wywołała Reformacja. To wtedy książę legnicki Fryderyk II postanowił ufundować protestancki uniwersytet w swojej stołecznej Legnicy. Z inicjatywy książąt powstają także protestanckie gimnazja, szkoły oferujące edukację przygotowującą do kształcenia uniwersyteckiego w Złotoryi, Kożuchowie czy Brzegu. Książęta dawali też przykład swojej szlachcie, rozwijając biblioteki i wspierając stypendiami uczących się na zagranicznych uniwersytetach.

Długo rządzić i być bogatym

Piastowie troszczyli się o stan swojego skarbu. Władza i jej godne sprawowanie były podstawowymi celami przyświecającymi każdemu z nich. Dynasta bez władzy, nawet bajecznie bogaty, czuł się niespełniony. Dlatego kariera kościelna nie pociągała ich szczególnie, a jeśli już się na nią decydowali, to, jak Konrad IV Oleśnicki (1380–1447), zarządzali biskupstwami jak książęta. Albo nie rezygnowali z książęcych uprawnień jak Wacław I Legnicki (1348–1419). Ale sprawowanie władzy to rzecz kosztowna. Utrzymanie dworu, wspieranie Kościoła, obdarzanie przywilejami i nadaniami rycerstwa – wszystko to pustoszyło majątek władcy. A gdy jeszcze do tego wypadało płacić wynagrodzenie żołnierzom zaciąganym na czas wojen, widmo bankructwa wisiało nad głowami w książęcych mitrach.

Piastowie korzystali w takiej sytuacji z trzech podstawowych rozwiązań. Pierwszym było łupienie sąsiadów i sprzedaż pozyskanych łupów. Tak mogło zwłaszcza funkcjonować państwo Mieszka I, gdy handel niewolnikami był niezmiernie dochodowy. Za czasów Chrobrego to źródło przychodów wyschło, jeńców raczej osiedlano jako chłopów. Wciąż, wraz z rabunkiem kosztowności, było to opłacalne. Ale był to ryzykowny biznes. Przegrane wojny podważały możliwości płatnicze władcy, a wraz z nimi – wierność wojowników. Przekonał się o tym Mieszko II, który po klęskach militarnych musiał uciekać z kraju.

Drugim wyjściem było jednoczesne zaciąganie pożyczek i wzmożony nacisk na pobieranie danin, opłat, podatków, by móc je spłacić. Elementem takiej polityki było psucie monety kruszcowej, to jest bicie kolejnych serii monet z coraz mniejszą ilością kruszcu i wpuszczanie ich w obieg z formalną wartością lepszej monety. Różnica w zawartości kruszcu w monetach była czystym zyskiem władcy, ale stratą poddanych. Ta dewaluacyjna polityka miała zatem krótki żywot, bo prowadziła do utraty zaufania wobec władzy i jej pieniądza. Mogła też doprowadzić do wybuchów niezadowolenia poddanych. Przekonał się o tym Mieszko III, przeciwko któremu zbuntowali się Mało– i Wielkopolanie w 1177–1179 r., właśnie zarzucając mu naganne praktyki ekonomiczno-fiskalne.

Trzecim, najtrudniejszym wyjściem w obliczu rosnących kosztów sprawowania władzy było znaczące podniesienie stałych przychodów z dóbr władcy. Czasami książęta, jak Mieszko III, Henryk IV Probus czy Kazimierz Wielki, próbowali po prostu odzyskać dochody przejęte przez możnych lub Kościół. Ale to rzadko kończyło się sukcesem, zawsze oznaczało wieloletnie konflikty i zazwyczaj prowadziło do kompromisu, który nikogo nie zadowalał. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem było dokonanie głębokich zmian w funkcjonowaniu gospodarki księstw, by ziemia przyniosła większe dochody skarbowi książęcemu, ale jednocześnie by reformy pozwalały bogacić się poddanym.

To ryzyko na dużą skalę podjęli książęta śląscy. Począwszy od ostatniej ćwierci XII wieku, gdy reformy gospodarcze rozpoczął Bolesław Wysoki, przez Henryka Brodatego, jego syna Henryka Pobożnego i kolejnych władców XIII–XIV w. przez Śląsk przetoczyła się wielka fala przemian gospodarczych. Z jednej strony powołano do życia gęstą sieć miast i miasteczek, w których rzemieślnicy produkowali wyspecjalizowane, wysokiej jakości wyroby. Chłopi zyskiwali lepsze narzędzia i więcej czasu na obróbkę roli, książę – podatki płacone przez rzemieślników. W miastach dokonywano też wymiany towarów między chłopami i mieszczanami, co włączało chłopów w gospodarkę pieniężną. Książę otrzymywał podatki od handlarzy miejskich, ale przede wszystkim pieniądz stawał się powszechnym miernikiem wartości, zastępując czynsze płacone w naturze, które nie dawały wiele szans na inwestowanie przychodów chociażby w zaciągi nowych rycerzy. Nowe technologie upraw i większa liczba osadników napływających z Zachodu pozwoliły też tworzyć nowe osady na dotychczas trudnych w uprawie terenach. To też zwiększało przychody władców i właścicieli ziemi. W rezultacie tych wysiłków bogactwo księcia było ściśle związane z bogaceniem się jego poddanych.

Zmiany, jakie zaszły na Śląsku, gruntownie zmieniły ten region, zwłaszcza jego środkową i północną część. W pozostałych częściach ziemi piastowskiej zmiany przebiegały wolniej i na mniejszą skalę. Skutki tego widzimy do dzisiaj, patrząc na mapę. Nadal utrzymuje się różnica w gęstości sieci miejskiej, a w konsekwencji – w stopniu industrializacji ziem polskich. Choć najłatwiej przypisywać te różnice zaborcom, to korzenie tego zróżnicowania tkwią głębiej w przeszłości. I w znacznym stopniu odpowiadają za nie Piastowie.

Od rycerstwa do szlachty

Bodaj najbardziej rozpoznawalną cechą polskiego społeczeństwa przedindustrialnego była znacząco większa niż w innych społecznościach Zachodu liczebność szlachty. Badacze mogą się spierać, czy stanowiła ona 7% czy 10% nowożytnej ludności Królestwa Polskiego, podczas gdy na Zachodzie wynosiła zazwyczaj 1–2% ogółu ludności. Za tę swoistą inflację godności szlacheckiej w dużej mierze odpowiadali Piastowie.

Geneza polskiej szlachty, w tym jej liczebności, jest jednym z najżywiej dyskutowanych tematów w naszej historiografii. Jak wyglądało przejście od niewielkiej liczby wojów tworzących drużynę pierwszych Piastów do liczącego setki tysięcy członków stanu szlacheckiego? Za kluczowy moment uznaje się czasy podziałów dzielnicowych, które wymusiły głęboką reformę organizacji militarnej Piastów. Po drużynie dawno nie było już śladu. Wojowie tworzyli w początku XII w. wyspecjalizowaną grupę, do której powoli przenikał zachodni obyczaj rycerski (np. pasowanie na rycerza). Nie była to jednak grupa liczna, a wielu z nich było słabo wyposażonych.

Rekrutowani z całego kraju i wspierani przez książąt Polski wojowie mogli wspólnie tworzyć armię wystarczającą do obrony i pewnych zdobyczy terytorialnych. Ale gdy dziedzictwo Piastów zostało podzielone na małe księstwa, sytuacja się pogorszyła. Szczególnie gdy w XIII w. uzbrojenie tak obronne, jak i zaczepne zaczęło być coraz skuteczniejsze, ale też coraz droższe. Rywalizujący ze sobą Piastowie potrzebowali coraz liczniejszych armii. Grupy wojów tworzących przyboczne chorągwie księcia okazały się zbyt skromne. Piastowie wybrali dwie odmienne strategie odciskające się bardzo mocno na przyszłości władanych przez nich wspólnot. Władcy Śląska postanowili wykorzystać do celów militarnych gości z Zachodu. Doprowadziło to do głębokiej zmiany kulturowej i etnicznej społeczności Śląska, ale nie zwiększyło zasadniczo liczebności warstwy rycerskiej. Przybysze przynieśli ze sobą między innymi poczucie wyjątkowego etosu swojej grupy społecznej, co doprowadziło do stosunkowo szybkiego zamknięcia się na przełomie XIII/XIV w. stanu rycerskiego. Grupa zamożnych wojów, która nie weszła w odpowiednim momencie do otoczenia książąt, lecz oddała się zajęciom gospodarskim, utraciła możliwość wstępu do uprzywilejowanego stanu.

W pozostałych regionach Polski proces reorganizacji rycerstwa przebiegł inaczej. Otworzono możliwość awansu społecznego mieszkańcom księstw. Dotychczasowi wojowie drugiej kategorii, zamożni włościanie biorący od czasu do czasu udział w wyprawach wojennych, zyskali szansę na specjalizację i dołączenie do ścisłej elity dworu książęcego. Ich status materialny nie uległ wielkiej zmianie, ale włączono ich do grona pełnoprawnych wojowników książąt. W rezultacie, gdy grupa rycerstwa wywalczyła sobie przywileje obejmujące wszystkich jej członków, jej liczebność okazała się dużo większa niż na Śląsku. Siła bojowa członków tak zróżnicowanego majątkowo stanu była zapewne niższa niż wyspecjalizowanego rycerstwa śląskiego. Gdy przyszło rycerstwu zmierzyć się z dobrze wyszkolonymi i nowocześnie wyposażonymi wojskami Zakonu Krzyżackiego, okazało się, że poziom jego sprawności i uzbrojenia nie dorównywał wrogom.

Kazimierz Wielki świadomie zawarł pokój z Zakonem i ostatecznie także z królem Czech. Zdawał sobie sprawę, że nie dysponuje armią mogącą stawić czoła rycerzom uzbrojonym i wyszkolonym według zachodnich wzorców. Mógł natomiast z powodzeniem rozwijać ekspansję w kierunku wschodnim, odnotowując tam powodzenie. Liczebność i głębokie rozwarstwienie szlachty, z dużą liczbą ubogich członków stanu, to także dziedzictwo inżynierii społecznej Piastów.

Piastowie promotorami demokracji?

System politycznej równowagi między władzą królewską i reprezentantami szlachty, który z biegiem czasu zapewni przewagę tym ostatnim i przejdzie do historii jako ustrój demokracji szlacheckiej, jest najlepiej rozpoznany w nowożytnej historii Polski. Ale miał swe korzenie w średniowieczu. I nie bez przyczyny bujnie rozwinął się w Królestwie Polskim, podczas gdy na Śląsku znaczenie samorządu szlacheckiego było ograniczone. Czy oznacza to, że samodzielnie sprawujący rządy Piastowie wspierali zamiłowanie swoich poddanych do samorządu? I jeśli z tego rezygnowali, to tylko pod naciskiem obcych monarchów? Nie jest to aż tak oczywiste.

Bez wątpienia Piastowie nie lubili się dzielić władzą. Jednak zmuszeni okolicznościami podejmowali decyzje, które ograniczały ich władzę na rzecz poddanych, ale w zamian pozwalały utrzymać się na tronach. To nie byłoby możliwe, gdyby rycerze nie czuli się blisko związani ze „swoimi” książętami i wytrwali w wierności wobec nich. Tradycja nie odgrywała tu roli decydującej. Najważniejsze było żywe odczucie, że Piastowie gwarantowali rycerstwu udział we władzy w księstwie i uprzywilejowaną względem mieszczan pozycję.

Od akceptacji istnienia samorządu szlachty do funkcjonowania demokracji szlacheckiej jako systemu politycznego droga była jednak daleka. I książęta śląscy nie zamierzali na nią wejść. Wspierali samodzielność szlachty tak długo, jak długo pomagała im ona uzyskiwać wystarczające dochody podatkowe i nie przejmować się wewnętrznymi problemami poddanych. Bo demokracja była dobra dopóty, dopóki służyła książętom.

To, że na Śląsku książęta mogli sobie pozwolić na bardzo bezpośrednie traktowanie żądań szlachty, wynikało z tradycyjnego w tej gałęzi rodu Piastów wstrzemięźliwego podejścia do rezygnacji z silnej pozycji władcy. Nie przypadkiem śląscy książęta w XIII–XIV w. regularnie wymieniali elity na swoich dworach. Z jednej strony pozwalali większej liczbie rodzin szlacheckich wiązać się z dworem książęcym, z drugiej zabezpieczali się w ten sposób przed umocnieniem pozycji zamożniejszych przedstawicieli rycerstwa. W Wielkopolsce, a zwłaszcza w Małopolsce sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Tutaj już od XII w. możni odgrywali znaczącą rolę w czasie wyboru władcy. Tyle że istniała zasadnicza sprzeczność między dominacją możnych zainteresowanych umacnianiem monopolu na kształtowanie polityki władców a aspiracjami średniozamożnej szlachty do przejęcia kontroli nad określonymi sferami życia gospodarczego i politycznego w księstwach.

Wraz ze wzrostem liczebności rycerstwa w księstwach piastowskich rósł nacisk tej grupy na władców, by wydawali przywileje obejmujące wszystkich przedstawicieli wojowniczej elity. W rezultacie najszybciej wyodrębnili się oni jako stan mający własne normy prawne. Gdy u schyłku XIII i w pierwszej połowie XIV w. nadszedł czas jednoczenia księstw przez Henryka Probusa, Przemysła II i wreszcie Władysława Łokietka, to głos całego rycerstwa danej ziemi okazywał się decydujący w czasie wyboru władcy. Piastowie w centralnych i wschodnich księstwach odmawiali decydującego dla zmian społecznych wsparcia mieszczaństwu, a w zamian angażowali się we wsparcie politycznej aktywności rycerstwa. I gdy ich zabrakło Piastów na tronie Królestwa Polskiego, ich następcy musieli aktywnie zabiegać o wsparcie szlachty dla przeprowadzenia swoich zamiarów politycznych. W konsekwencji przywilejów nadanych stanowi rycerskiemu przez Ludwika Węgierskiego, Władysława Jagiełłę i Kazimierza Jagiellończyka pozycja polityczna średniozamożnej szlachty została ugruntowana.

Na dłuższą metę mechanizm uprzywilejowania jednej grupy społecznej okazał się dla Polski zabójczy. Jednak przez kilka wieków pozwalał Polakom cieszyć się z funkcjonowania monarchii uwzględniającej w sprawowaniu władzy najliczniejszą w nowożytnej Europie grupę poddanych.

Również dzięki Piastom

Ostatecznie wszyscy jesteśmy dziećmi Piastów. To oni zbudowali nam ramy kultury, życia politycznego, a nawet wyznaczyli kierunki myślenia o funkcjonowaniu społeczeństwa i gospodarki. Wiele problemów i osiągnięć zawdzięczamy tym dumnym książętom i księżniczkom sprzed wieków. Polska nie musiała zaistnieć. Do życia powołali ją Piastowie.

prof. dr hab. Przemysław Wiszewski

Zakład Nauk Pomocniczych Historii i Archiwistyki

Instytut Historii Uniwersytetu Wrocławskiego

Dyskusja (0 komentarzy)