Wokół nauki
13 Kwietnia
Opublikowano: 2026-04-13

Działamy bezpośrednio i zdecydowanie

Naszym znakiem rozpoznawczym jest większa bezpośredniość i pewien radykalizm działań. Jesteśmy widoczni, nawet tam, gdzie jesteśmy nieliczni. Uważamy, że takie działania są bardziej skuteczne i przekonujące.

Jako związek ogólnopolski i wielobranżowy Inicjatywa Pracownicza powstała w 2003 roku i od tego czasu się rozrasta. Bardzo ważne dla zrozumienia specyfiki naszych działań, naszej strategii jest to, że jesteśmy jednolitym związkiem wielobranżowym, ogólnopolskim, nastawionym na integrację i wspólne działania różnych grup zawodowych, w tym również takich, które tradycyjnie nie są utożsamiane ze związkami zawodowymi, np. instytucje kultury, organizacje pozarządowe czy szerzej: osoby bez stałych umów o pracę bądź pracujące na podstawie umów cywilnoprawnych.

Działamy wokół problemów wspólnych dla świata pracy, niezależnie od sektora i charakteru samej pracy. To może być na przykład problem czasu pracy, obciążenia pracą, kryteriów ewaluacji. Wokół tych zagadnień staramy się integrować środowiska, grupy zawodowe z różnych branż, o różnej kulturze pracy czy różnej tradycji protestu. Mam na myśli zarówno przemysł, logistykę, jak również kulturę czy naukę. Organizujemy wspólne spotkania, konferencje dla przedstawicieli różnych struktur z różnych branż, zachęcamy do wzajemnego wspierania i udziału w kampaniach informacyjnych czy w protestach innych grup zawodowych. Nie dzielimy pracowników na technicznych, umysłowych czy fizycznych, nie zamykamy się w bańkach poszczególnych grup zawodowych. Zawsze staramy się, niezależnie czy to uniwersytet, czy fabryka, czy dom kultury, żeby w organizacji związkowej były zarówno osoby pracujące umysłowo, np. naukowo, jak i personel techniczny lub administracyjny.

W sektorze nauki i szkolnictwa wyższego zaczęliśmy działać mniej więcej 10 lat temu. Potrzeba wejścia w te struktury pojawiła się zarówno ze strony osób, które już pracowały na uczelniach, jak też ze strony osób decyzyjnych w związku zawodowym, z Komisji Krajowej, które też dostrzegały potrzebę integrowania środowisk akademickich z ruchem pracowniczym. Wiązało się to z tym, że w latach 2014–16 nasz związek podejmował wiele działań w kwestii prekariatu. To była seria wydarzeń w Warszawie i w Poznaniu z udziałem osób pracujących w służbie zdrowia, w instytucjach kultury itp. Przy okazji tej kampanii zaczęły się do nas zgłaszać osoby reprezentujące tak zwane zawody twórcze, nastąpiła wymiana myśli i kontaktów. W roku 2018 nasza działalność zaczęła przybierać formę zorganizowanej struktury.

Nieco bardziej radykalni

Obecnie jako Inicjatywa Pracownicza posiadamy struktury na Uniwersytecie Warszawskim, Uniwersytecie SWPS w Warszawie, Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, Uniwersytecie Jagiellońskim oraz na Uniwersytecie Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a także na uniwersytetach: Rzeszowskim, Wrocławskim, Łódzkim, Gdańskim. Działa u nas również Międzyzakładowa Komisja przy Polskiej Akademii Nauk – międzyzakładowa dlatego, że formalnie każdy instytut PAN jest niezależną jednostką.

Liczebność poszczególnych struktur waha się od kilkudziesięciu do ponad dwustu osób, mówimy zatem o około tysiącu członków i członkiń w skali całego kraju. Oczywiście wciąż liczymy na więcej. Na poziomie ogólnopolskim funkcjonuje ogólnopolska Koordynacja Branżowa Nauki i Edukacji, gdzie wymienione struktury mają swoją radę, regularnie się spotykają, mają różne kanały komunikacyjne służące mapowaniu problemów w poszczególnych instytucjach, tworzeniu wspólnego parasola informacyjnego i akcyjnego dla tej branży.

Co również istotne, w Inicjatywie Pracowniczej funkcjonują także Koła Młodych. Istnieją one przede wszystkim, ale nie wyłącznie, w miastach wojewódzkich. To nie są organizacje studenckie, z definicji zrzeszają osoby młode, w tym też studiujące czy wchodzące na rynek pracy. Wiele spośród nich studiuje w uczelniach, w których funkcjonują komisje IP, zatem również na tej linii prowadzimy wymianę informacji, organizujemy spotkania, staramy się współpracować, żeby uwzględniać głosy studentek i studentów. Przy tej okazji podkreślę raz jeszcze, że w ramach struktur uczelnianych i PAN-owskich zrzeszamy wszystkich, od personelu technicznego po profesorów. W niektórych z tych struktur aktywnie uczestniczą także doktoranci.

Nasze pojawienie się na uczelniach i instytutach, gdzie już istniały związki zawodowe, wywołane było potrzebą zaistnienia w tym środowisku trochę innego związku, nieco bardziej radykalnego. Najlepiej znam sytuację na Uniwersytecie Warszawskim, na którym sam pracuję. Były tam osoby, które nie należały do żadnego związku, nie były zainteresowane istniejącą „ofertą związkową”. W tym czasie panowała dynamiczna i rozwojowa sytuacja wokół protestów dotyczących zarówno prekariatu, jak i reformy Jarosława Gowina. Była też grupa osób, które w ramach pracy naukowej badały kwestie ruchów społecznych, więc niejako naturalnie to współuczestnictwo przełożyło się na działania strukturalne.

Po oficjalnym ukonstytuowaniu się komisji przy Uniwersytecie Warszawskim wysłaliśmy informację do wszystkich istniejących na uczelni związków. Spotkaliśmy się, żeby się przedstawić i pomyśleć o wspólnych przedsięwzięciach. W niektórych uczelniach nie działały żadne związki zawodowe, nawet jeśli istniały struktury. Bywało, że osoby, które chciały założyć związek zawodowy, nie wiedziały, że jakiś już formalnie u nich istnieje. Dziś w zależności od uczelni stosunki z innymi związkami, głównie z ZNP czy Solidarnością, są albo otwarte i przyjazne, np. na UJ, albo poprawne, np. na UW, albo wręcz konfliktowe, jak na UKEN. Podsumowując, potrzeba nowej organizacji związkowej wzięła się stąd, że w uczelniach nie wszystko działało tak jak powinno. Znaleźli się ludzie, którzy uważali, że nikt ich nie reprezentuje. Powiedziałbym ostrożnie, że wynikło to z potrzeby innych działań niż wówczas podejmowane. Potrzebny był po prostu bardziej bezpośredni model działania, bardziej uczestniczący, włączający, z rotacyjnymi funkcjami, bez etatowych funkcjonariuszy. To sporą część naszego środowiska przekonało.

Widoczni, sympatyczni, merytoryczni

Funkcjonujemy niesztampowo. Nie mamy prezesa ani przewodniczącego. To warto zaznaczyć, bo sytuacja na różnych uczelniach czy w instytutach jest odmienna, także pod względem liczebności i proporcji. Na przykład na Uniwersytecie Rzeszowskim jesteśmy liczniejsi niż ZNP, na UJ jest to porównywalne, z kolei na UW działamy dosyć prężnie, ale liczebnie jednak zarówno ZNP, jak i Solidarność nas przewyższają.

Naszym znakiem rozpoznawczym jest większa bezpośredniość i pewien radykalizm działań. Jesteśmy widoczni, nawet tam, gdzie jesteśmy nieliczni. Uważamy, że takie działania są bardziej skuteczne i przekonujące. Np. na UKEN w Krakowie, kiedy standardowe ścieżki dialogu z pracodawcą zostały wyczerpane, a Solidarność jednoznacznie trzymała stronę rektora, odbywały się pikiety, akcje informacyjne połączone z rozdawaniem ulotek, konferencje prasowe organizowane pod budynkami uczelni czy pod biurem rektora. Na innych uniwersytetach też od tego nie stroniliśmy. Nie jest to oczywiście taka skala, jak na Sorbonie w 1968 roku, ale nie unikaliśmy i takich działań, jak pikiety z przemówieniami przez megafon, wywieszanie transparentów czy banerów z okien budynków.

Były to działania zarówno krytykujące rząd i ministerstwo nauki, jak też dotyczące spraw stricte socjalnych, których adresatami są władze uczelni. Wyrażaliśmy wsparcie dla protestujących studentów i studentek, domagających się dotowanych stołówek czy miejsc w akademikach. Tak było na Uniwersytecie Warszawskim, Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza czy Uniwersytecie Jagiellońskim. Okupowaliśmy też akademiki, a przynajmniej osoby z naszego związku uczestniczyły w okupacjach akademików w Krakowie i w Poznaniu. Jako pracownicy uczelni, w tym również naukowcy, zwracaliśmy uwagę, że problemy podnoszone przez studentów dotyczą także pracowników, bo np. ze stołówek mogą korzystać wszyscy związani z uczelnią. Dobrostan osób studiujących też się przekłada na poziom nauczania, warunki pracy. Sprawa akademików dotyczy także doktorantów i pracowników, bo przecież uczelnie zawsze mają swoje zasoby mieszkaniowe.

Staramy się wychodzić poza wąskie, partykularne interesy określonych grup zawodowych i rzeczywiście jesteśmy dosyć widoczni. Mam przy tym wrażenie, że jesteśmy dosyć sympatyczni, bo z naszej strony nie ma agresji, przemocy, stosujemy argumenty merytoryczne. Mamy kolorową oprawę wizualną, co też przyciąga ludzi.

Włączamy się także w obszary nietypowe dla związków zawodowych, czyli nie wyłącznie w sprawy pracownicze. To jest świadome i celowe działanie, stanowiące element naszej strategii jako wielobranżowego związku zawodowego. Często podnosimy kwestie mieszkaniowe, kwestie zasiłków socjalnych, współpracujemy z organizacjami lokatorskimi broniącymi praw lokatorów i monitorującymi sytuację mieszkaniową w różnych miastach. Dotyczy to przecież nas wszystkich. Od samego początku zabieramy regularnie głos w kwestiach praw kobiet, równouprawnienia, emancypacji, również praw migrantów. To ostatnie to akurat moja specjalność. W branży akademickiej ten problem co prawda nie istnieje, ale będąc związkiem zawodowym i trzymając się ustawy o związkach zawodowych, jednak wychodzimy z naszymi działaniami poza zakłady pracy. Akurat na uniwersytetach to jest bardzo przydatne, bo niezależnie od dyscypliny naukowej uniwersytety tworzą rzeczywistość społeczną, no i pracują także dla społeczeństwa.

U progu reprezentatywności

Wracając jeszcze do kół młodych, są one integralną częścią Inicjatywy Pracowniczej na poziomie ogólnopolskim. Natomiast nie są przypisane konkretnemu pracodawcy czy konkretnej branży. Założenie było takie, że mają one przygotować młodzież do wejścia na rynek pracy, do uczestnictwa w związkach zawodowych w miejscu pracy. Trochę też współtworzą uniwersytet.

W skali ogólnopolskiej, wielobranżowej nadrzędną, najwyższą władzą w związku jest Krajowy Zjazd Delegatów i Delegatek, który odbywa się raz na dwa lata, i w którym uczestniczą osoby delegowane przez jednostki podstawowe związku zawodowego. Zjazd wybiera Komisję Krajową i Krajową Komisję Rewizyjną. Komisja Krajowa jest 10-osobowym ciałem kolektywnym. Poszczególni członkowie są odpowiedzialni za różne aspekty działalności związku. Jeżeli chodzi o branże, w tym branżę akademicką, podstawową jednostką organizacyjną jest komisja zakładowa bądź międzyzakładowa, czyli przypisana pracodawcy, rzadziej grupie zawodowej, która nie ma konkretnego pracodawcy. Na uczelniach są takie właśnie komisje zakładowe, a w instytutach Polskiej Akademii Nauk – międzyzakładowa. Prócz tego istnieje koordynacja sektora nauki i edukacji. Ma ona prezydium, komisję rewizyjną, natomiast nie ma przewodniczącego. Prezydium dzieli się obowiązkami i deleguje zadania. Formalnie została ona zarejestrowana dopiero w roku 2025. Natomiast nieformalnie, jako grupa osób zrzeszonych w różnych komisjach naukowych Inicjatywy Pracowniczej, istniała co najmniej od 2019 roku. Tak zwanym związkiem reprezentatywnym w rozumieniu ustawy o związkach zawodowych jesteśmy na razie tylko w Uniwersytecie Rzeszowskim, ale wiem, że niektóre uczelnie zbliżają się już do progu reprezentatywności.

Wśród najpilniejszych spraw, jakimi zajmuje się obecnie Inicjatywa Pracownicza w środowisku akademickim, są m.in. podwyżki, Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych, warunki pracy personelu technicznego i pomocniczego. Ale sposób ewaluacji pracowników to także istotna kwestia. Inne sprawy to wysokość zarobków: brak jednoznacznych widełek płacowych, rozbieżności pomiędzy osobami pracującymi na takich samych stanowiskach w tym samym uniwersytecie, kwestia dodatków i sposobu ich przyznawania. Nie mamy co prawda oficjalnego stanowiska, na które można by się powołać, natomiast monitorujemy sytuację i to jest jedna z tych spraw, z którymi osoby się do nas zgłaszają. Nie chodzi nam o to, że te same stanowiska powinny być zawsze jednakowo opłacane, niezależnie od zaangażowania, czasu pracy itp. Ale wiadomo, że niejasna i nie zawsze sprawiedliwa pozostaje kwestia dodatków za przekraczanie czy niedobór pensum albo to, jak dodatkowe fundusze, np. z grantów, mają się do wynagrodzeń. W tym wszystkim jest trochę bałaganu.

Są jeszcze inne kwestie, np. dysproporcje w zarobkach pracowników administracji uczelnianej i pracowników naukowych, czyli nauczycieli akademickich, a także obłożenie pracą administracji. Bo same ich zarobki bywają skandalicznie niskie, ale do tego dochodzą dodatki za obsługę kolejnych grantów. Znane są mi sytuacje, kiedy osoby pracujące w sekretariatach czy biurach obsługi na tych samych uczelniach zarabiają tyle samo i formalnie mają ten sam czas pracy niezależnie od tego, czy obsługują jeden grant, czy dziesięć. A obecne ugrantowienie nauki potrafi nie tylko zapychać kanały administracyjne, ale też mocno przeciążać niektórych pracowników. Nad tymi kwestiami wciąż jeszcze pracujemy.

W kontekście ewaluacji

W kontekście trwających dyskusji wokół ewaluacji dyscyplin naukowych i oceny okresowej zwracamy uwagę na często pomijaną, a kluczową dla nas kwestię dobrostanu pracowników i pracownic i związaną z tym organizacją dydaktyki i badań naukowych. Przestrzegamy przed nierealistycznymi oczekiwaniami i obłożeniem obowiązkami. Krytyka systemu punktów, slotów oraz obciążenia dydaktyką i obowiązkami administracyjnymi jest powszechna w środowisku naukowym i dosyć często przedostaje się do mediów: praca pod presją punktów za publikacje i pogoń za tak zwanymi prestiżowymi publikacjami; pogoń za grantami, a następnie praca pod presją konieczności ich rozliczenia; opłaty za publikacje w otwartym dostępie czy za wydanie książki – jest to ogólnie gigantyczny biznes i globalny transfer publicznych pieniędzy do prywatnych przedsiębiorstw, czyli wydawnictw i ich podwykonawców. O tym wszystkim powszechnie wiadomo, ale na tym problemy się nie kończą.

Środowisko pracy staje się konkurencyjne – w końcu wszyscy zabiegamy o pulę z tych samych zasobów, a to już stanowi zagrożenie dla pracowniczej solidarności i akademickiego koleżeństwa, które powinny leżeć u podstaw naszej pracy i naszego zaangażowania. Ta presja i konkurencyjność odbijają się również na osobach pracujących w administracji i różnych działach wsparcia, które również dotyka ta presja. Pośrednio dotyka ona także osoby studiujące, których potrzeby związane z programem studiów oraz problemy socjalne schodzą na dalszy plan. Na to chcemy zwrócić uwagę i na ten temat wciąż dyskutujemy w naszej koordynacji branżowej.

dr Ignacy Jóźwiak

Ośrodek Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego

członeki Komisji Krajowej ZZ Inicjatywa Pracownicza

Dyskusja (1 komentarz)
  • ~komentator (poprzedni) 18.04.2026 20:34

    Pan Dr Jóźwiak jest z Ośrodka Badań nad Migracjami. Proponuję zatem, aby on lub ktoś z jego Koleżanek lub Kolegów zajął się (nierzadko niechcianą) migracją pewnego odsetka fizyków i matematyków do innych profesji, głównie do sektora IT...