Wokół nauki
13 Kwietnia
Źródło: KZ NSZZ Solidarność UW
Opublikowano: 2026-04-13

Tylko razem!

Jako Związek sięgający korzeniami do dziedzictwa najodważniejszych Polaków zatroskanych o stan duchowy i moralny tego narodu, odwołujemy się do uniwersalnych chrześcijańskich wartości, które zbudowały etykę solidarności w pamiętnych latach 1980–81. Chcielibyśmy, żeby ideał „solidarności sumień”, który 45 lat temu połączył ogromne rzesze ludzi dobrej woli w Polsce i pomógł zmienić świat, był realizowany także i dziś, i także lokalnie, czyli na naszym uniwersytecie.

Nie dysponujemy niestety całościowym opracowaniem dotyczącym dziejów „Solidarności” na Uniwersytecie Warszawskim. Wiele faktów i wydarzeń uległo zatarciu. Wciąż czekamy na podjęcie systematycznych badań nad latami 1980–81, nad działalnością zdelegalizowanego związku po wprowadzeniu stanu wojennego, a także nad okresem po jego reaktywacji w końcu lat tamtej dekady.

Ten ostatni etap trwa do dziś, choć na pewno także ten czas można podzielić na podetapy. Dla nas ważna jest ciągłość – nie mamy wątpliwości, że od 1980 r. na UW działa cały czas ta sama „Solidarność”. To, co połączyło ludzi i co w naszej działalności było ważne na samym początku, ważne jest także obecnie. Oczywiście charakter każdej organizacji zakładowej zależy od charakteru jej aktywnych członków. W naszym przypadku w ciągu 45 lat zmieniali się działacze, wielu już nie żyje lub odeszło z uniwersytetu, często zasilając ważne struktury państwowe czy podmioty prywatne po transformacji ustrojowej. Nasza uniwersytecka „Solidarność” zasiliła Polskę wieloma wybitnymi ludźmi o różnych poglądach i wizjach, którzy jednak „szkołę wolności i odpowiedzialności” przechodzili właśnie tutaj, w strukturach związku na UW. To jest dziedzictwo, które nas zobowiązuje, do niego chcemy się odwoływać.

Uchronić przed zapomnieniem

Patrząc na minione 45 lat chyba najprościej jest opowiedzieć o początkach „Solidarności”. Wiemy o tym dość dużo. Przy okazji kolejnych „okrągłych” rocznic pojawiają się okazjonalne wspomnienia, które warto byłoby jeszcze bardziej usystematyzować, pogłębić i upowszechnić. Na szczęście w 2021 roku nakładem Wydawnictw UW ukazała się praca zredagowana m.in. przez naszego kolegę Tomasza Ochinowskiego pt. Wspomnienia o stanie wojennym na Uniwersytecie Warszawskim. Są to wywiady z żyjącymi działaczami Związku, przeprowadzone przez studentów pod czujnym okiem redaktorów. To cenny materiał do pogłębionych studiów także nad samą „Solidarnością” na Uniwersytecie w okresie jej powstania i konspiracji.

Od świadków historii i z zachowanych dokumentów wiemy, że przygotowania do powstania wolnych związków na uczelni trwały już od długich miesięcy poprzedzających Sierpień. Na dobrze przygotowanym gruncie struktury niezależnych związków, początkowo o różnych nazwach, powstawały spontanicznie w lecie 1980 r. na fali sprzeciwu wobec pogarszającej się sytuacji gospodarczej i łamania praw człowieka w komunistycznej Polsce. Na uczelniach dodatkowym czynnikiem była silnie odczuwana kontrola nad wolnością słowa i badań czy brak autonomii oraz strajki studentów, którzy swoją historię wiązali z wydarzeniami zwłaszcza 1968 roku. Oczywiście sytuacja wyglądała różnie na różnych wydziałach. W historię wolności na UW dużymi literami wpisały się na początku zwłaszcza wydziały nauk ścisłych – fizyka i matematyka. Tam można było mówić i robić dużo więcej niż gdzie indziej. Może dlatego, że doktryna marksizmu-leninizmu nie ograniczała tam ani badań, ani ludzkich umysłów.

Ważna dla nas data to 15 października 1980, a więc prawie miesiąc przed oficjalną rejestracją Związku w PRL. Tego dnia na Wydziale Fizyki w Sali Dużej Doświadczalnej przy ul. Hożej, na mocy podjętej dwa dni wcześniej uchwały II Walnego Zjazdu Delegatów NSZZ Pracowników Nauki, Techniki i Oświaty o przyłączeniu się do „Solidarności”, aktywiści „samoograniczającej się rewolucji” z wszystkich uczelnianych kół wydziałowych spotkali się, by powołać NSZZ „Solidarność” przy UW i wybrać swoich pierwszych przedstawicieli. Spotkaniu temu przewodniczyli matematyk Janusz Onyszkiewicz i fizyk Maciej Geller, działacze opozycji przedsierpniowej.

Ten pierwszy wkrótce zasilił struktury zarządu Regionu Mazowsze, a drugi został pierwszym przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność przy Uniwersytecie Warszawskim. Obok nich w działalność ruchu na UW, zwłaszcza w strukturach wydziałowych, zaangażowało się bardzo wiele innych osób, których nazwiska staramy się uchronić przed zapomnieniem, co jednak dziś staje się nie lada wyzwaniem. Trzeba pamiętać o masowości, oddolności, spontaniczności i entuzjazmie, które towarzyszyły tamtym wydarzeniom. Nie wszystko było w tamtych okolicznościach rejestrowane, a wiele osób, które za tym stały, już od nas odeszło. Wiemy, że 20 grudnia 1980 r. w Auditorium Maximum odbyło się pierwsze statutowe zebranie wyborcze, które z kolei wybrało pierwszą statutową Komisję Zakładową NSZZ „Solidarność” przy Uniwersytecie Warszawskim.

Frustracja władz

W czasach PRL reżimowe związki zawodowe były transmisją partii do mas. Podobnie było na UW. Od 1968 rektorem był Zygmunt Rybicki, nominat komunistycznych władz, który stanowił gwarant partyjnej kontroli. Jak wspomina Julian Srebrny, najstarszy członek dzisiejszej Komisji Zakładowej i uczestnik tamtych wydarzeń, rektor miał swoich wysłanników (z PZPR) do kontroli Związku Nauczycielstwa Polskiego na UW. Jednak spragnionym zmian, niepokornym członkom ZNP udało się w latach 1976–1979 wykorzystać formalne, ale nigdy nierealizowane przepisy do demokratyzacji i przejęcia struktur tego związku na UW. „Zaczęliśmy od Wydziału Fizyki, potem była matematyka, następnie wszystkie wydziały matematyczno-przyrodnicze i psychologia. W ten sposób ku wściekłości wysłanników rektora Rybickiego pod koniec 1979 roku powstał Samorządny Niezależny Związek Zawodowy ZNP UW. Pod koniec sierpnia 1980 wysłaliśmy naszą reprezentację do Stoczni Gdańskiej i było oczywiste żeśmy błyskawicznie utworzyli NSZZ Solidarność na UW. Ostatecznie wstąpiło do związku ok. 75% pracowników. To była Organizacja Zakładowa NSZZ Solidarność numer 2 w Regionie Mazowsze”.

Nasi reprezentanci włączyli się m.in. w prace nad ustawą o szkolnictwie wyższym, która miała na celu oddolną demokratyzację i poszerzanie przestrzeni wolności w najbliższej nam sferze nauki. To w tamtym czasie z inicjatywy NSZZ Solidarność przy UW została ufundowana i wmurowana tablica upamiętniająca wydarzenia Marca 1968 na Uniwersytecie Warszawskim, pod którą 8 marca co roku z udziałem władz rektorskich i samorządowych uroczyście składamy kwiaty. To te marcowe wydarzenia stanowiły początek formowania się niezależnego ruchu w obronie prześladowanych przez władze komunistyczne studentów i pracowników nauki. Tuż przed stanem wojennym, w grudniu 1981 r., KZ NSZZ „Solidarność” UW stanowczo protestowała „przeciw wszelkim próbom ograniczania swobód obywatelskich”, w tym „używaniu siły w konfliktach społecznych”, postulowała „autentyczną demokrację”. Od Komisji Krajowej domagała się zajęcia jednoznacznego stanowiska we wszystkich tych sprawach.

Z innych źródeł wiemy też, jaka atmosfera i nastroje panowały na uniwersytecie w czasie „rewolucji”. Mariusz Ziółkowski, jeden z członków obecnej Komisji z najdłuższym stażem, dysponuje kopią tajnej notatki służbowej z zasobów IPN, poświęconą tej sytuacji, datowaną na 8 lipca 1981 r. Warto przytoczyć niektóre sformułowania. Porucznik SB zeznaje, że „stan nastrojów społecznych w środowisku naukowym i studenckim UW należy ocenić jako niepokojący”. Funkcjonariuszy władz komunistycznych martwi w szczególności przewidywany zamiar „przejęcia władzy” przez „wrogie organizacje”, czyli zwłaszcza wspieranych przez KSS KOR i „w dużym stopniu zintegrowane” „Solidarność” i NZS. A to wszystko przy bierności innych socjalistycznych zrzeszeń pracowników i studentów. Ponowne przyjmowanie do pracy ludzi „o wrogich nam poglądach z przeszłości”, za zgodą i aprobatą nowego rektora UW, prof. Henryka Samsonowicza. Obserwuje się aktywność „bardzo negatywnie nastawionych do władz i ustroju PRL” rzesz studentów i pracowników, wśród których rozwija się kolportaż „literatury antysocjalistycznej”, koszulek i znaczków z „wrogimi” napisami (takimi jak „Katyń pamiętamy”, „Czerwiec 1956 zapomnieć kazano”). Niepokoi szeroki udział w „nielegalnych zgromadzeniach, wykładach i spotkaniach”. W dodatku „niedostatecznie przedstawiające się zabezpieczenie dopływu informacji ze środowiska kadry naukowej” mogło przyprawić władze o ból głowy. Dużo frustracji można wyczuć w stwierdzeniu, że: „praktycznie nie ma takich punktów gdzie nie występowałoby zagrożenia”. Co więcej, „ilość tych zagrożeń wzrasta”, a w ciągu pierwszego półrocza 1981 r. udało się zlikwidować ich jedynie 15.

Stan wojenny i transformacja

Taką laurkę „czasu wolności i braterstwa” wystawiły służby bezpieczeństwa Uniwersytetowi Warszawskiemu w pamiętnym okresie 1980–1981 r., kiedy to ogromna większość – ok 4,5 tys. pracowników – zasilała szeregi uczelnianej „Solidarności”, a znaczna część pozostałych kibicowała wolnym związkom. O reakcji na stan wojenny na UW można przeczytać we wspomnianej wyżej książce, ale warto podkreślić, że struktury „Solidarności” na UW przetrwały to wydarzenie, działały w podziemiu, a od 1987 r. były stopniowo odtajniane i reaktywowane. Nigdy nie zaprzestaliśmy pobierania składek. Nasi członkowie i sympatycy angażowali się w druk i kolportaż „bibuły”, zasilali szeregi antysystemowych demonstracji, ochraniali „msze za Ojczyznę”, które odprawiał ks. Jerzy, byli internowani i aresztowani, czasem nawet „pobici przez nieznanych sprawców”. Dla studentów i innych chętnych nasi członkowie organizowali „tajne nauczania” i inne akcje, które miały na celu „podnoszenie ducha” w najgorszym czasie stanu wojennego i marazmu późnego PRL. Trudno było złamać ludzi, którzy w takim środowisku doświadczyli gorącego oddechu wolności.

W obliczu transformacji ustrojowej wspieraliśmy dokonujące się przemiany. W siedzibie Komisji w centralnym miejscu wciąż wisi plakat „W samo południe”. Choć z dzisiejszej perspektywy możemy oceniać różnie poszczególne wydarzenia, wtedy nie było wątpliwości, że „Solidarność” UW zrobi wszystko, aby odzyskać utraconą nadzieję. Uniwersytet był w czołówce tamtych dążeń, o czym już mówiliśmy. W latach dziewięćdziesiątych, w obliczu naszym zdaniem błędnych decyzji i kierunków rozwoju kraju, pozostawaliśmy aktywni, decydując się na różne protesty, w tym strajki. Oczywiście wspieraliśmy też materialnie pracowników UW, organizowaliśmy zbiórki w ramach kół wydziałowych i pomagaliśmy najbardziej potrzebującym, wypłacaliśmy statutowe zasiłki. To stała aktywność, o której nawet w gorących politycznie chwilach nie mogliśmy zapomnieć. Nasi przedstawiciele zasilali też struktury Regionu Mazowsze (np. Maciej Jankowski był długoletnim przewodniczącym Zarządu Regionu), a także Krajówkę. Wielu naszych działaczy zostało posłami i ministrami.

W obronie praw

Dziś staramy się być „typowym” związkiem zawodowym, choć ze zrozumiałych względów dziedzictwo naszej odpowiedzialności za wolność, równość i braterstwo w naszej Ojczyźnie nadal nas zobowiązuje. Trudno tego nie dostrzec w naszej aktywności. Być może to sprawia, że jesteśmy trochę „inni”. Zdecydowanie najważniejszą aktywnością jest codzienna troska o koleżanki i kolegów – członków „Solidarności” na UW, ale też o wszystkich, którzy zwrócą się do nas z prośbą o pomoc. Z oczywistych względów troszczymy się o sytuację pracowników w miejscu pracy, na uniwersytecie, o wzajemny szacunek, rozwój relacyjności i komunikacji między wszystkimi, począwszy od najmniej widocznych na co dzień członków naszej uczelnianej społeczności do najwyższych władz. Dlatego też interesuje nas w zasadzie wszystko co wzbudza tę troskę. Mogą to być drobne nieporozumienia związane z brakiem komunikacji (staramy się wtedy przede wszystkim ją ułatwiać, mediować), czyli sprawy do szybkiego wyjaśnienia. Mogą to jednak być także problemy znacznie trudniejsze, które wymagają z naszej strony jednoznacznego wsparcia pracownika lub całej ich grupy. Cała Komisja Zakładowa przyjmuje wtedy swoje stanowisko, co wiąże się z interwencją u władz i nagłośnieniem sprawy. Czasami może skończyć się u rzecznika dyscyplinarnego lub w sądzie. Nie wykluczamy też żadnych form protestu, zwłaszcza jeśli komunikacja z władzami nie działa. W bieżącej kadencji z takiej opcji jeszcze nie skorzystaliśmy.

Zawsze jednak wyjaśniamy sytuację i interweniujemy po zgłoszeniu niesprawiedliwości doznanej przez pracownika. Uniwersytet to duży zakład pracy i niestety docierają do nas sygnały, które mogą świadczyć o łamaniu przepisów kodeksu pracy, nosić znamiona mobbingu lub innych nadużyć. Czasem mogą to być złośliwe szykany czy dyskryminacja. Szkolimy się sami, żeby coraz lepiej reagować w takich sytuacjach i organizujemy także szkolenia dla członków „Solidarności”. Chcemy ich uzbroić w wiedzę i narzędzia, nigdy nie powinni pozostawać bezbronni wobec naruszeń ich praw. Korzystamy ze wsparcia zespołu prawników Regionu Mazowsze, każdy członek może się zwrócić do nas z prośbą o poradę prawną w zakresie kompetencji tego zespołu. Współpracujemy z rzeczniczką akademicką, rzecznikiem dyscyplinarnym, komisjami senackimi i rektorskimi, które się takimi „trudnymi” sprawami zajmują oraz z wszystkimi ludźmi dobrej woli, którzy chcą i mogą pomóc. Na miarę naszych możliwości pomagamy także w każdym innym „niepracowniczym” problemie naszych koleżanek i kolegów. Komisja jest zawsze otwarta na spotkanie z człowiekiem, który szuka u nas wsparcia. Od niedawna organizujemy też regularne spotkania koła emerytów. „Solidarność” na UW liczy 45 lat i chcielibyśmy, aby także ta grupa bardzo drogich nam członków, znalazła w naszej aktywności wsparcie dla siebie i dla swoich pomysłów na działalność.

Oprócz tego do naszej codziennej aktywności należy udział w różnych uniwersyteckich gremiach. Obserwujemy prace Senatu UW i Rady Uczelni. Jesteśmy we wszystkich komisjach senackich z głosem doradczym, podobnie jak i podczas posiedzeń Rad Wydziałów. Martwią nas sytuacje, w których związkom zawodowym odmawia się możliwości udziału np. w komisjach rektorskich, wyjaśniających jakieś problemy na UW (które np. sami zgłaszamy), z posądzeniem czy nawet zarzutem wobec nas o brak zaufania do tych gremiów. Niestety, takie rzeczy już się w tej kadencji zdarzały. Reprezentując wszystkie grupy pracownicze, wiemy naprawdę dużo na temat bolączek i potrzeb uniwersytetu. W ich rozwiązaniu dla dobra całej społeczności chcemy wspierać decydentów i władze. Bardzo ważna jest dla nas atmosfera panująca w każdej jednostce na uniwersytecie, jak układają się stosunki między ludźmi. Mamy silne przekonanie, że tylko w atmosferze wzajemnej życzliwości i subsydiarności uniwersytet może trwać jako faktyczna „wspólnota” nauczycieli akademickich, pracowników administracji, obsługi i studentów, o której tak lubimy głośno mówić. Chętnie też wsłuchujemy się w to, co mają do powiedzenia ci ostatni. Młodzi ludzie są dla nas niezwykle ważni, traktujemy ich trochę jak członków in spe. Liczymy, że kiedyś do nas dołączą. Zapraszamy studentów na obrady Komisji i widzimy, że ci aktywniejsi bardzo chętnie z nami współpracują. Jubileusz „Solidarności” jaki przeżywaliśmy w tym roku, dodatkowo otworzył nas na studentów i studentów na nas. Liczymy, że efekty będą takie jak 45 lat temu.

Wspieramy potrzebujących

Trzeba wyraźnie podkreślić, że wbrew temu co przypisuje się „Solidarności”, nie interesują nas poglądy polityczne czy światopogląd naszych członków. Oczywiście, z racji wspomnianych okoliczności historycznych, ale i czysto ludzkich, jako Związek sięgający korzeniami do dziedzictwa najodważniejszych Polaków zatroskanych o stan duchowy i moralny tego narodu, odwołujemy się do uniwersalnych chrześcijańskich wartości, które zbudowały etykę solidarności w pamiętnych latach 1980–81. Chcielibyśmy, żeby ideał „solidarności sumień”, który 45 lat temu połączył ogromne rzesze ludzi dobrej woli w Polsce i pomógł zmienić świat, był realizowany także i dziś, i także lokalnie, czyli na naszym uniwersytecie. Współpracujemy z wszystkimi, którzy również tego pragną, a z drugiej strony jednoznacznie piętnujemy sytuacje, w których solidarności międzyludzkiej brakuje lub pojawiają się nadużycia. Nasz stosunek do władz jest koncyliacyjny, ale mamy świadomość, że „zamiatanie pod dywan” problemów, które powinny być szybko i skutecznie rozwiązane, nie służy dobru uczelni. Wręcz przeciwnie: ignorowane zło wraca do nas ze zdwojoną siłą i zbiera swoje żniwo.

Z drugiej strony, oczywiście ważna jest dla nas sytuacja materialna wszystkich pracowników uniwersytetu, zwłaszcza najbardziej potrzebujących. Czuwamy nad ZFŚS, walczymy o zwiększenie środków na ten cel – potrzeby są naprawdę duże i rosną. Jesteśmy obecni w komisjach zapomogowych, pożyczkowych, mieszkaniowych i tak też wspieramy ludzi. Ważni są dla nas mieszkańcy DPN-ów, którzy szukają wsparcia, ale też wypoczynek i relaks pracowników, dbamy m.in. o stan i jakość ośrodków uniwersyteckich nad morzem i w górach. Z kolei z naszych związkowych składek wypłacamy członkom „Solidarności” UW zasiłki statutowe, finansujemy działalność kasy samopomocy, która co miesiąc rozdziela pieniądze. Przy okazji serdecznie dziękujemy także nie-członkom Związku, którzy wpłacają datki na tę kasę. Zachęcamy innych, bo jest to bardzo konkretny przejaw ludzkiej solidarności. Tuż obok nas, często ludzi dobrze sytuowanych czy wręcz zamożnych, jest bardzo wiele osób, które naprawdę potrzebują wsparcia. W sytuacjach nagłych, jeśli zwróci się do nas ktoś o pomoc lub informacja o takiej potrzebie do nas dotrze, przyznajemy wyższe jednorazowe lub okresowe zapomogi, to ważna cześć naszego budżetu. Przy okazji staramy się mobilizować społeczność, z którą ta osoba jest związana, do zebranych przez nią pieniędzy dokładamy drugie tyle z pieniędzy związkowych i wypłacamy to potrzebującym. Organizujemy też akcje: bożonarodzeniową (w tym roku to będzie 300 zł wypłacane w Związku rodzicom każdego dziecka do 25 roku życia, bardzo leży nam na sercu los tych naszych najmniejszych członków in spe) czy wakacyjna (dofinansowanie do zorganizowanego wypoczynku dzieci), choć zazwyczaj wypłacana pod koniec roku.

Chcemy być bardziej widoczni

Wszystkie inne sprawy ważne dla pracowników różnych uniwersyteckich szczebli są także naszym udziałem, m.in. przyglądamy się okresowej ocenie pracowniczej i jeśli zachodzi taka potrzeba interweniujemy na korzyść pracownika, śledzimy uważnie sytuację bezpieczeństwa na UW i wspieramy strażników, którzy często w ostatnich latach brali na siebie ciężar ponad swoje siły. Interweniowaliśmy m.in. w sprawie skrócenia czasu pracy podczas upałów, w sprawie pracy zdalnej i wykluczenia cyfrowego. Ustalamy z władzami wszystkie regulaminy, w tym ZFSŚ, pracy i wynagrodzeń.

Wreszcie – jak już o tym mówiliśmy – interesuje nas nasza własna historia na UW oraz historia całego ruchu. Także w działalności obecnej chcemy nawiązać do samych początków, które dały ludziom wiarę w to, że „coś naprawdę może się zmienić” i że to „zależy tylko od nas”. Atomizacja ludzi jest dramatem naszych czasów, bardzo zależy nam, aby przypominać, że kiedyś w historii było inaczej. Polacy mają w sobie wielką siłę i moc sprawczości. Niepotrzebnie tylko o tym zapominają.

Utrzymujemy też kontakty z innymi organizacjami zakładowymi w Regionie Mazowsze i w całym kraju. Jedną z zaprzyjaźnionych z nami Komisji jest ta na Politechnice Gdańskiej, która wsparła ostatnio logistycznie nasz projekt studencki, organizowany z okazji Jubileuszu (wyjazd młodzieży do Gdańska i Gdyni „śladami Solidarności” w ramach wykładu monograficznego pt. NSZZ Solidarność 1980–89 jako projekt braterstwa i wolności w zmieniającym się środowisku międzynarodowym). Jesteśmy obecni w Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność”, a nasi przedstawiciele debatują nad ważnymi sprawami dla szkolnictwa i nauki w komisjach sejmowych i w ministerstwach. Bardzo cenimy sobie pogłębioną ostatnio współpracę z innymi związkami zawodowymi na uniwersytecie. Niezależnie od wszystkich różnic zawsze łączy nas dobro naszej społeczności. Stoimy na stanowisku, że razem możemy więcej. Wszystkie słuszne postulaty, ale także słuszne, uzasadnione protesty, które mogą zmienić nasz uniwersytecki świat na lepszy, są przez nas wspierane.

Oczywiście mamy też bolączki. Liczba naszych członków rośnie (dane z 2024 wskazują, że do „Solidarności” na UW zapisało się ponad 40 osób), ale niektórzy odchodzą na emeryturę, czasem niestety tracąc z nami kontakt. Poza tym chcielibyśmy być zdecydowanie bardziej widoczni w przestrzeni uniwersytetu, nasza aktywność zasługuje na promocję, jednak pod tym względem nie jesteśmy ekspansywni. Po prostu nigdy tego nie robiliśmy i nie umiemy tego robić. Bardzo brakuje nam młodych działaczy, którzy swoją energią i pomysłami ponieśliby solidarnościowy sztandar na UW. Powodem głębokiej troski jest obserwowana przez nas bierność koleżanek i kolegów ze związku, a nawet sygnalizowane nam przez nich obawy związane z ujawnianiem związkowej przynależności. Dużo pracy wciąż jeszcze przed nami.

dr Anna Solarz, prof. Jacek Jezierski

wiceprzewodnicząca i przewodniczący

Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność na Uniwersytecie Warszawskim

Dyskusja (0 komentarzy)