Wokół nauki
13 Kwietnia
Opublikowano: 2026-04-13

Potrzebny jest generalny protest nauki

Część rektorów uważa, że szkolnictwo wyższe to specjalny sektor, w którym nie obowiązuje prawo pracy. O wszystkim decyduje rektor, rada uczelni, senat albo profesura. Tymczasem jest jeszcze kodeks pracy, ustawa o związkach zawodowych i inne prawa pracownicze. I na tym polu są najczęściej konflikty.

Rada Szkolnictwa Wyższego i Nauki ZNP jest stosunkowo nową instytucją, liczy bowiem sobie 20 lat. Natomiast Związek Nauczycielstwa Polskiego działa na uczelniach od początku swojego istnienia. W październiku 2025 roku obchodziliśmy 20-lecie włączenia wszystkich uczelnianych organizacji ZNP do jednolitego ZNP. Jesteśmy najstarszym związkiem zawodowym w szkolnictwie wyższym i nauce. Oczywiście, w II Rzeczypospolitej na uniwersytetach nie działały żadne związki zawodowe, jednak część profesury należała do tzw. części oświatowej ZNP i tworzyła w przedwojennym związku sekcję pracowników szkół wyższych, która w 1939 roku weszła w skład Tajnej Organizacji Nauczycielskiej, kontynuując w trakcie okupacji nauczanie na tajnych kompletach.

Po wojnie nasi członkowie tworzyli struktury ZNP w odbudowujących się i powstających nowych uczelniach. Dlatego mówimy jasno, że mamy tyle samo lat, co powstałe po wojnie uczelnie. Do 1980 roku ZNP był jedynym związkiem zawodowym na polskich uczelniach i w instytutach badawczych. W 1981 roku, po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce, zakazano działalności związków zawodowych.

Związek Nauczycielstwa Polskiego reaktywował się w 1983 roku, z częścią organizacji w uczelniach tworząc w ramach głównego ZNP sekcję szkół wyższych i nauki. Natomiast część organizacji, w tym moja (działająca od 70 lat na Uniwersytecie Radomskim), weszła do utworzonej w 1983 roku Federacji Związków Nauczycielstwa Polskiego Szkół Wyższych i Nauki, w której organizacje zakładowe posiadały osobowość prawną. Dopiero 15 październiku 2005 roku Federacja powróciła do jednolitego ZNP, przyjmując jednolity statut i utworzyła strukturę pod nazwą Rada Szkolnictwa Wyższego i Nauki ZNP, która korzysta z pełnej autonomii i reprezentuje interesy pracowników zatrudnionych w podmiotach tworzących system szkolnictwa wyższego i nauki. Obecnie ZNP ma swoje struktury na 61 uczelniach i w pięciu instytutach naukowych, w tym w dwóch z Sieci Łukasiewicz i trzech PAN-owskich. W połowie z nich jesteśmy związkiem reprezentatywnym. Najczęściej w tych największych.

Wspierać najsłabiej zarabiających

Zgodnie z ustawą o związkach zawodowych mają one dbać o interesy indywidualne i zbiorowe pracowników. Najważniejsze zadania związków, nie tylko ustawowe, mieszczą się w trzech obszarach. Pierwszy to wynagrodzenia – zasady wynagradzania pracowników uczelni i podział środków na wynagrodzenia muszą być uzgodnione z działającymi w uczelni związkami zawodowymi. Najczęściej zasady te zawarte są w regulaminach wynagradzania, premiowania oraz w regulaminach przyznawania nagród. Są to wewnętrzne akty prawne, które muszą być uzgodnione ze związkami zawodowymi.

Drugi obszar to bezpieczeństwo i higiena pracy. Związki zawodowe mają taki sam obowiązek jak pracodawca dbać o bezpieczne warunki pracy. W tym celu powołują tzw. społecznych inspektorów pracy, którzy działają z inspektorami BHP na uczelniach i są odpowiedzialni za bezpieczeństwo pracy, za odpowiednie warunki jej wykonywania. To także wszystkie inne sprawy pracownicze, które tworzą dobrostan pracowników, a więc zajmujemy się mobbingiem i dyskryminacją.

Kolejna rzecz to zakładowy fundusz świadczeń socjalnych, czyli organizowanie dla wszystkich pracowników także byłych pracowników uczelni (emerytów), różnego rodzaju pomocy socjalnej, ale także również imprez kulturalnych, oświatowych i turystycznych. Do tego obszaru należy nadzór związkowy nad działalnością pracowniczych kas zapomogowo-pożyczkowych (PKZP). Należy podkreślić, że prekursorem PKZP było ZNP, które już w latach trzydziestych XX wieku utworzyło oświatowe kasy zapomogowe, a zaraz po wojnie wywalczyło istnienie tzw. funduszu socjalnego.

Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych jest właśnie pomocą socjalną dla najsłabiej zarabiających pracowników, których spotkały wypadki losowe, choroby. Oczywiście fundusz wspiera także działalność turystyczną, kulturalną itd. Największym wydatkiem jest dofinansowanie wypoczynku wakacyjnego pracowników, tzw. wczasy pod gruszą. Wysokość dofinansowania jest zależna od poziomu wynagrodzeń. Ta zasada podziału środków finansowych boli ludzi najlepiej zarabiających na uczelni i bardzo długo musimy wyjaśniać, że ustawową ideą funduszu jest wspomaganie najsłabiej zarabiających. Bardzo często słyszymy, że odpis na ZFŚS uniemożliwia rektorom inwestowanie środków w rozwój uczelni, że środki te mogły być zainwestowane w wyposażenie i sprzęt dydaktyczny. Tłumaczymy, że to nie problem odpisów na ZFŚS, tylko efekt wieloletnich zaniedbań rządu i niskie nakłady na szkolnictwo wyższe i naukę.

Związki zawodowe domagały się odmrożenia odpisu na Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych, które zgodnie z ustawą Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce powinien wynosić 6,5% planowanych przez uczelnię w roku poprzednim wynagrodzeń osobowych. Przepisy przejściowe, zawarte w ustawie, zamroziły te odpisy do końca roku 2026 do poziomu z 2018 roku.

W ciągu kilku lat zamrożenia odpisów na ten fundusz zaległości instytucji naukowych wzrosły do ok. 240 mln zł. To ogromna suma. W budżecie państwa także brakuje pieniędzy na uzupełnienie odpisu. W celu rozwiązania tego problemu rządzący zaproponowali zmianę przepisu dotyczącego wysokości tego odpisu i zaproponowali, aby odpis na ZFŚS był na zasadach ogólnych wynikających z ustawy o zakładowym funduszu świadczeń socjalnych. Propozycja ta spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem wszystkich przedstawicieli związków zawodowych reprezentowanych w Radzie ds. dialogu ze związkami zawodowymi. Konsekwencją wprowadzenia tego przepisu byłaby likwidacja odpisu na emerytów i rencistów i wykluczenie byłych pracowników uczelni z prawa do korzystania z pomocy socjalnej wynikającej z ZFŚS. Ponieważ wydatki z funduszu dla emerytów i rencistów są dużą częścią obecnego funduszu, taka propozycja wykluczenia ich z pomocy socjalnej jest dla związków zawodowych nie do przyjęcia.

Po trudnych negocjacjach w ministerstwie Rada do spraw dialogu ze związkami zawodowymi, w celu ochrony nabytych uprawnień emerytów i rencistów, zawarła kompromis polegający na tym, że przedłużamy przepis przejściowy dotyczący zamrożenia funduszu, a w przyszłości będziemy rozmawiać o tym, w jaki sposób można dojść do 6,5% odpisu w sposób bezpieczny dla finansów uczelni. Sugerujemy, że chcemy zawrzeć ponadzakładowy zbiorowy układ pracy (PUZP) z naszym ministerstwem. W tym układzie będzie można opracować ścieżkę dojścia do 6,5%. Przepisy zawarte w PUZP trudniej zmienić niż przepisy ustawowe. Układ zbiorowy pracy nie będzie dotyczył tylko samego funduszu, ale także wielu innych przepisów ustalających prawa i obowiązki pracowników i pracodawcy oraz szczegółowych relacji pracodawca–pracownicy, które trudno zapisać w ustawie. Jako związki zawodowe nie dzielimy pracowników na dydaktycznych, naukowych czy pracowników administracji akademickiej. Wszyscy wpływają na dobrostan i rozwój czy to uczelni, czy instytutów naukowych, dlatego ich także ten układ zbiorowy będzie dotyczył. Nie wiem, jak będzie z instytutami branżowymi, bo podlegają pod inne ministerstwa.

Bez kroplówki

Jednym z problemów, które nurtują związki, są rażąco niskie wynagrodzenia pracowników administracji uczelnianej i asystentów. Po wliczeniu do wynagrodzenia premii i innych dodatków pracownicy ci w większości otrzymują wynagrodzenie minimalne plus, powiedzmy, kilka złotych więcej. I nie mówimy tu tylko o sprzątaczkach, ale o kadrze z wyższym wykształceniem i na odpowiedzialnych stanowiskach. Ten sam problem dotyczy asystentów. Tak niskie wynagrodzenia asystentów i doktorów łączą się z kolejnym problemem, którym jest wiek kadry akademickiej.

Nauczyciele zaczynają być statystycznie najstarszą grupą zawodową o średniej powyżej 48 lat. U nas nauczyciele mają średnio około 51–52 lat, czasami trochę więcej. Wynika to m.in. z tego, że nie bierzemy pod uwagę doktorantów, za to wliczamy dosyć dużą grupę profesorów, którzy mają często powyżej 70 lat. Jeśli nauka nie stanie się dla młodych atrakcyjna także finansowo, będzie bardzo źle. Na uczelniach nie będzie miał kto pracować. Gdybyśmy podnosili nakłady o 0,3 proc. PKB rocznie, wkrótce załatwiłoby to nie tylko sprawy płacowe w nauce, ale nastąpiłby szybszy rozwój badań naukowych, w tym badań aplikacyjnych. Podwyżki o 30 i 20% w roku 2024 to była kroplówka, która pozwoliła złapać oddech, ale co dalej?

W roku 2018, kiedy z Jarosławem Gowinem rozmawialiśmy na temat wejścia w życie nowej ustawy, nakłady na szkolnictwo wyższe i naukę wynosiły 1,31% PKB. Teraz to jest 1,06%, a 0,98% w dziale budżetu 730 szkolnictwo wyższe i nauka. Jeszcze przed propozycją budżetu na ten rok wysłałem w imieniu Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki ZNP apel w sprawie wzrostu nakładów, który w lipcu wystosowała Rada do spraw Dialogu Społecznego. Nie spotkało się to ze zrozumieniem rządu. Argument o szczególnych okolicznościach, w których państwo polskie permanentnie nie dofinansowuje szkolnictwa wyższego i nauki, słyszymy od 30 lat. Najpierw były to koszty transformacji ustrojowej, potem COVID-19, teraz wojna Rosji z Ukrainą. Nie rozumiem tych argumentów, bo długofalowe inwestowanie w naukę i szkolnictwo wyższe to inwestycja szybko się zwracająca. To rozwój cywilizacyjny naszego społeczeństwa. W dobie zagrożenia wojną odporność obronna kraju to nie tylko czołgi, rakiety czy samoloty, to także odporność obywatelska, to świadomość zagrożeń, odporność na dezinformację, to dbałość i świadomość zdrowotna obywateli, a także wszechstronna edukacja. Tak wygląda odporność państwa XXI wieku.

Dialog i dyskusja

Kolejnym problemem jest ocena nauczycieli akademickich. Oczywiście, regulamin pracy i wynagradzania jest przedmiotem naszej głębokiej troski. Jednak niezmiernie ważna jest ocena nauczycieli akademickich, a dokładnie system tej oceny, czyli regulamin. Jest to jeden z zapalnych punktów w relacjach związki zawodowe–pracodawca, gdyż w tym przypadku możemy tylko wyrazić na ten temat opinię, którą pracodawca może wziąć pod uwagę lub nie. Problem z oceną nauczycieli akademickich jest taki, że do zasad tej oceny przeniesiono kryteria wynikające z oceny dyscyplin naukowych. Innymi słowami, zawarto tzw. punkty wynikające z zasad ewaluacji. Co to spowodowało, wszyscy widzimy: spółdzielnie publikacyjne, paper mills, dopisywanie autorów, brak postaw etycznych w badaniach naukowych itp. Jest to skutek przeniesienia do indywidualnej oceny zasad ewaluacji. W przypadku zagrożenia utraty pracy związanej z oceną negatywną nauczyciele akademiccy chwytają się różnych metod, aby uchronić się przed utratą pracy.

Dlatego ważnym polem działania związku jest pomoc osobom, które zostają z różnych powodów, także w wyniku negatywnej oceny, zwolnione z pracy. Przede wszystkim bronimy członków związku, bo to jest też interes samej organizacji związkowej. Reprezentujemy pracowników w procesach odwoławczych, a w razie czego przed sądem pracy. Spory wynikają często właśnie ze stosowania tych nieuzasadnionych kryteriów. Minister Karolina Zioło-Pużuk jasno powiedziała, że w ocenie pracowniczej nie wolno będzie stosować kryteriów z oceny dorobku naukowego instytucji. Mam nadzieję, że praktyka ta zostanie usankcjonowana odpowiednimi przepisami w prawie.

Mówi się, że związki zawodowe są prawie zawsze w kontrze do rektora. To nieprawda. Będąc szefem uniwersyteckiej organizacji związkowej, współpracuję z rektorem, z kanclerzem, ze wszystkimi służbami. Nie mamy żadnych problemów. Znam wielu prezesów związków uczelnianych, którzy bardzo dobrze współpracują z rektorami, czasami aż tak dobrze, że dostaję od członków ich organizacji skargi, że prezesi związku za bardzo współpracują z rektorem. Nie, związki zawodowe na uczelniach nie „trzymają sztamy” z rektorami, ale współpracują w interesie pracowników, zwłaszcza członków związku. Chodzi o to, że pewne rzeczy, ustalenia muszą być wynikiem kompromisu, a na kompromisy można iść, gdy strony się wzajemnie znają i rozumieją oraz widzą, że są dobra dla całej wspólnoty, nie tylko dla pojedynczej osoby. Widzę to właśnie w ten sposób – ma to być dialog i dyskusja.

W zdrowym układzie nawet rektorzy uważają, że nasza działalność jest bardzo ważna; widzą to choćby w kontekście naszej walki o płace w nauce. W tym względzie współpracowaliśmy ze wszystkimi instytucjami otoczenia nauki: Konferencją Rektorów Akademickich Szkół Polskich, Radą Główną Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Parlamentem Studentów RP i Krajową Reprezentacją Doktorantów. Teraz też idziemy ręka w rękę w sprawach finansowania szkolnictwa wyższego i nauki, ale tam, gdzie są łamane przepisy kodeksu pracy, prawa związkowego, musimy być w kontrze do rektora. Niestety, część rektorów uważa, że szkolnictwo wyższe to specjalny obszar, w którym nie obowiązuje prawo pracy. O wszystkim decyduje rektor, rada uczelni, senat albo profesura. Nie, tak nie jest. Jest jeszcze kodeks pracy, ustawa o związkach zawodowych i inne prawa pracownicze. I na tym polu są najczęściej konflikty. Związki mogą, a nawet powinny bronić tych, którzy zostali zwolnieni niezgodnie z prawem.

Zarzuca się nam, że związki zawodowe tworzą w większości pracownicy administracyjni, którzy chcą decydować o nauce. Faktycznie jest u nas sporo kadry administracyjnej, dlatego, że są to pracownicy o słabszej pozycji w uczelni, nie tylko finansowej. Oni najczęściej potrzebują ochrony związkowej. Jednak dosyć dużą grupę stanowią asystenci, doktorzy, wykładowcy i starsi wykładowcy. Po ewaluacji dyscyplin wielu nauczycieli naukowo-dydaktycznych przerzucono na stanowiska dydaktyczne, byli to pracownicy w starszym wieku, a ich nie opłaca się trzymać powyżej wieku emerytalnego. Tak mówią rektorzy, tak to słyszymy. Tymczasem wiek emerytalny to nie jest podstawa do zwolnienia i my dokładnie to mówimy. W wyniku ostatnich dwóch ewaluacji dydaktyka zeszła w uczelniach na dalszy plan. A przecież jest fundamentem uczelni i my o nią walczymy. Zasada, która mówi, że w związkach są pracownicy o najsłabszej pozycji, dotyczy też grupy naukowców. Najczęściej w związkach zawodowych z grupy nauczycieli są zatem asystenci, a dalej adiunkci.

Prawo do strajku

Mówiłem o dialogu, debacie i kompromisach. Mamy jednak w ustawie zagwarantowane prawo do strajku na uczelniach. Jest to zagwarantowane, ale dopiero po wykorzystaniu wszystkich innych możliwości rozwiązania sporu. Faktycznie prawo polskie jest takie, że RSzWiN ZNP czy inna związkowa organizacja krajowa nie może ogłosić centralnie strajku na uczelniach. Z prawa do strajku, do przerwania pracy, może skorzystać tylko uczelniana organizacja związkowa, ale też musi najpierw zorganizować referendum, w którym ponad połowa pracowników poprze strajk; nie połowa członków związku, tylko połowa wszystkich pracowników zakładu, w tym wypadku uczelni. Już choćby ten zapis sprawia, że faktycznie nie możemy, nie mamy szans zorganizować strajku. Możemy protestować przed ministerstwem. Jako szef rady nie mogę ogłosić strajku. Muszą to zrobić wszystkie uczelnie, każda musi u siebie mieć 50% załogi „za”, żeby ogłosić strajk ogólnopolski. Nie ma u nas strajku ogólnopolskiego, bo tak mówi ustawa o związkach zawodowych i to też chcemy zmienić, negocjując ponadzakładowy układ zbiorowy pracy. Chcemy mieć prawo do strajku ogólnopolskiego.

Po to jest nam potrzebny generalny protest szkolnictwa wyższego i nauki, żeby nasza władza, i parlamentarna, i wykonawcza, wreszcie się zastanowiła i zrozumiała że 30-letnie zaniedbania w finansowaniu szkolnictwa wyższego i nauki – obecnie: 0,98% PKB na szkolnictwo wyższe, a 1,17% łącznie z nakładami europejskimi – to jest wstyd i hańba dla naszego rządu, co więcej to jest powolne zabijanie uczelni i instytutów naukowych. Po to jest strajk ogólnopolski. To odpowiedzialność związków zawodowych.

Życzyłbym sobie, żeby z dr. Dominikiem Szczukowskim, przewodniczącym KSN Solidarność, z panią prof. Bogumiłą Kaniewską, przewodniczącą KRASP, z prof. Marcinem Pałysem, przewodniczącym RGNiSW, a także z przedstawicielem doktorantów i studentów pójść razem do premiera i powiedzieć: panie premierze, jeżeli nie przyjmie pan planu radykalnego wzrostu nakładów na szkolnictwo wyższe i naukę zaakceptowanego przez środowisko akademickie i naukowe, będzie pan człowiekiem, o którym historia powie, że zniszczył szkolnictwo wyższe i naukę.

dr inż. Janusz Szczerba

Katedra Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Radomskiego

prezes Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki Związku Nauczycielstwa Polskiego

Dyskusja (1 komentarz)
  • ~komentator (poprzedni) 18.04.2026 20:31

    Cyt."W wyniku ostatnich dwóch ewaluacji dydaktyka zeszła w uczelniach na dalszy plan. A przecież jest fundamentem uczelni i my o nią walczymy. "

    Oczywiście, o tym, że w przypadku fizyków i matematyków, ta dydaktyka nierzadko ma się do uprawianej przez nich działalności naukowej, jak "pięść do oka", o tym raczej nikt nie wspomni...