Archeologia ma tę przewagę nad historią, że jej „podziemne archiwa” są niewyczerpywalne, a równocześnie nasze umiejętności wyciągania z nich informacji ciągle rosną. Na przykład w tej chwili są prowadzone bardzo szeroko badania paleoklimatyczne. Z pewnością coraz więcej będziemy mogli się dowiedzieć o klimacie, o gospodarce, o demografii państwa Bolesława Chrobrego, aczkolwiek nie o nim samym jako o osobie, bo do tego nie mamy źródeł.
Rozmowa z prof. Przemysławem Urbańczykiem, archeologiem i historykiem, badaczem początków państwa polskiego
Skąd czerpiemy wiedzę o Bolesławie Chrobrym i jego czasach?
Tak, jak w przypadku innych postaci historycznych, czerpiemy ją ze źródeł historycznych, czyli z tekstów pisanych, bo są jedynymi, które mogą nam przekazać imiona, nazwiska i informacje o ważnych wydarzeniach. Natomiast uzupełniamy ją w przypadku czasów średniowiecznych o świadectwa materialne, czyli pozostałości po dawnych czasach, które odkrywają archeolodzy. I dopiero połączenie jednego z drugim daje nam w miarę poprawny obraz tej odległej rzeczywistości.
Skąd wiemy, że w czasach Bolesława Chrobrego w Kijowie nie było Złotej Bramy?
Właśnie z wyników badań archeologicznych. Potwierdziły one, że tzw. Złota Brama w Kijowie powstała dopiero kilkadziesiąt lat po zdobyciu tego miasta przez Bolesława Chrobrego. Na pewno w czasach, kiedy wjeżdżał on do Kijowa, tej murowanej budowli jeszcze nie było. Natomiast później stała się ona tak słynna, że uznano, iż tak wielki władca musiał przez nią przejeżdżać. Jedno z drugim złożono w legendę przejazdu Chrobrego przez tę Złotą Bramę i uderzenia w nią słynnym mieczem Szczerbcem, który później służył w trakcie koronowania władców Polski. Może Bolesław faktycznie uderzył jakimś mieczem w jakąś bramę, przez którą wjechał do Kijowa, ale to na pewno nie była ani ta brama, ani ten miecz, bo nasz Szczerbiec został wykonany dopiero w XIII w.
Na pytanie o źródła wiedzy, powiedział pan, że czerpiemy głównie ze źródeł pisanych, tymczasem na tych przykładach widać, że mamy w nich mnóstwo informacji, które należy uznać za mitologiczne, czy po prostu nieprawdziwe?
Nie można przykładać do tego takich kategorii jak prawda i fałsz, dlatego że w tamtym czasie kronikarzom i komentatorom nie chodziło o to, żeby obiektywnie opisać rzeczywistość. Oni mieli za zadanie trochę wykreować tę rzeczywistość na taką, jaka ona – wedle wyobrażeń ich samych i ich mocodawców – powinna była być. Oni działali w ośrodkach władzy politycznej i często na zlecenie, czy na zamówienie elit politycznych. Pisali więc tak, żeby opisywana przeszłość była bardziej heroiczna, ładniejsza. Ukrywało się problemy, a rozwijało się opisy czynów chwalebnych. Czasem konstruowało się zdarzenia, które nie miały miejsca. To nie jest szczególny przypadek polskiej historiografii. Wszędzie tak postępowano.
Skąd mamy pewność co do tego, jak było naprawdę?
Znamy tylko pewne fragmenty całej układanki. Na przykład nie wiemy dokładnie, kiedy Chrobry się urodził, oceniamy to na podstawie szacunków, ale wiemy, kiedy objął władzę, kiedy jeździł na zjazdy cesarskie. Wiemy, że w roku tysięcznym cesarz Otto III przyjechał do Gniezna, a w 1018 r. Bolesław zdobył Kijów. W tej układance brakuje większości elementów puzzli, ale krok po kroku historycy, a dzisiaj raczej archeolodzy, gdyż historycy nowych źródeł dla tych czasów już nie odkryją, budują wiedzę o tamtych czasach. Dotyczy to także początków państwa polskiego. Archeolodzy co roku dostarczają nowych informacji, nowych danych, nowych świadectw, co powoli pozwala nam budować coraz pełniejszy obraz tamtej epoki. Natomiast chyba nikt już nie ma nadziei, że jeszcze gdzieś pojawią się nowe źródła historyczne o Mieszku I czy Bolesławie Chrobrym. No chyba, że coś się jeszcze kryje w przepastnych archiwach watykańskich, ale one też już zostały dokładnie przeszukane. Szansa jest więc minimalna, byłaby to niezwykła sensacja.
Które źródła równoległe życiu Chrobrego o nim mówią?
Niestety, są to wszystko źródła spoza Polski. U nas są tylko tak zwane „roczniki polskie”, ale one są późniejsze. Żadnych źródeł pisanych oryginalnych polskich z jego czasów nie mamy. Z jednym zastrzeżeniem: monety, które Bolesław Chrobry bił w dużych ilościach, mają inskrypcje, więc są równocześnie źródłami numizmatycznymi i pisanymi. Natomiast wszystkie źródła narracyjne powstały poza naszymi granicami, przede wszystkim w cesarstwie niemiecko-italskim. To jest w pierwszym rzędzie nieoceniony biskup Thietmar i rocznikarze z różnych miast, z Hildesheim i z Quedlinburga chociażby, ale to są tylko wzmianki, że ktoś gdzieś pojechał, ktoś się z kimś spotkał, ktoś umarł, ktoś się urodził.
Najbogatsze źródło, czyli „Kronika” biskupa Thietmara z Merseburga jest obciążone wyraźną, mówiąc delikatnie, niechęcią, a tak naprawdę chyba nienawiścią, jaką autor obdarzał Bolesława Chrobrego, bo był on głównym wrogiem cesarstwa przez przynajmniej piętnaście lat. Zatem tu mamy do czynienia z ową zasadą, o której już wcześniej wspomniałem – wówczas nie pisano tylko po to, żeby coś obiektywnie przedstawić, ale żeby zaprezentować pożądaną wersję wydarzeń, czy obraz postaci. W tym wypadku – zdecydowanie niekorzystnie. Są też nieco późniejsze źródła zewnętrzne, jak „Kronika” Kosmasa z Czech, czy ruska „Powieść lat minionych”, a wreszcie nasza „Kronika” Galla Anonima, ale spisano je dopiero w XII wieku, czyli 100 lat po czasach Bolesława Chrobrego.
Co wiemy na pewno z samych źródeł pisanych?
Wiemy, kiedy Bolesław objął władzę i jak to się stało. że po śmierci swojego ojca, Mieszka I, wypędził swoich dwóch przyrodnich braci i ich matkę, czyli swoją macochę, księżnę wdowę Odę. Mamy opisany Zjazd Gnieźnieński i całą serię wojen z cesarstwem. Mamy opisy męczeńskiej śmierci kilku misjonarzy ze świętym Wojciechem na czele. Mamy informację o tym, że w 1003 roku Chrobry – choć ten przydomek nadano mu dużo później – zasiadł na tronie praskim, ale po kilku(nastu) miesiącach musiał stamtąd uciekać. Mamy wiele takich fragmentarycznych informacji, które obudowujemy i uzupełniamy wiedzą ze znalezisk archeologicznych. Pokazują one, jak szeroki był front inwestycyjny Chrobrego i to, że jako pierwszy wziął się na serio za chrystianizowanie swojego państwa, czego Mieszko I najwyraźniej nie robił. To archeologia odkrywa murowane świątynie oraz przedmioty świadczące o zmianie religijnej, którą widzimy przede wszystkim w zmianie obrządku pogrzebowego – z ciałopalenia na chowanie całych zwłok.
Czy mamy pamiątki po samym Chrobrym?
Mamy oczywiście jedną i to niezwykle ważną, mianowicie kopię włóczni Świętego Maurycego. To jest kopia, którą cesarz Otto III przywiózł do Gniezna w roku tysięcznym, żeby ją wręczyć Bolesławowi. To był zaszczyt wprost niezwykły, bo oryginał był przecież najważniejszym insygnium władzy cesarskiej. I nagle Chrobry dostaje oficjalną kopię! To jest jedyny przedmiot, o którym na pewno wiemy, że nie raz trzymał go w ręce. Natomiast regalia koronacyjne, przede wszystkim korona królewska, którą został ukoronowany równo tysiąc lat temu, w trakcie kryzysu królestwa zostały wywiezione przez Rychezę, żonę Mieszka II, do cesarstwa i tam, niestety, zaginęły. Pewnie korona została przetopiona, bo nigdy nie została odnaleziona. Później na koronację Władysława Łokietka w 1320 roku sporządzono nową koronę, która z czasem obrosła legendą i została nazwana „koroną Bolesława Chrobrego”. Znajdowała się ona w skarbcu królewskim aż do 1794 r., kiedy ten skarbiec został rozgrabiony przez Prusaków. Na szczęście sama korona została wcześniej uwieczniona choćby na portrecie Bolesława Chrobrego namalowanym przez Marcello Bacciarellego. Później Jan Matejko też się oparł na tym wizerunku korony Łokietkowej.
Czy my w ogóle wiemy, jak Bolesław Chrobry wyglądał?
Właściwie jedyny znany opis jego postaci zostawił biskup Thietmar. To on opisał Chrobrego w 1018 r. jako tak grubego, że trudno było znaleźć konia, który by go uniósł. Pamiętajmy jednak, że Thietmar był wrogo nastawiony do Bolesława i próbował obrzydzić go swoim czytelnikom. Niestety, nie ma żadnych portretów Chrobrego za wyjątkiem czterech wręcz karykaturalnych wizerunków zachowanych na jego monetach. Kolejny jego wizerunek pojawia się dopiero na słynnych Drzwiach Gnieźnieńskich, które wykonano poza Polską dwieście lat po jego śmierci, więc to nie jest żaden portret. Tak naprawdę nie wiemy, więc jak Bolesław I wyglądał. Gdybyśmy mieli chociaż jedną kosteczkę Bolesława, to paleogenetycy z pewnością wyciągnęliby z niej jakieś informacje o jego wyglądzie, np. o kolorze oczu i włosów.
Nie mamy pochówku naszego pierwszego króla. Wiemy, że zarówno on, jak i Mieszko I, zostali pochowani w katedrze poznańskiej, ale w 1038 roku Czesi, którzy najechali wówczas Polskę, korzystając z rozpadu królestwa, zniszczyli wszystko, co tam było. Nie był to jakiś szczególny przejaw barbarzyństwa, bo często mszczono się na szczątkach zmarłych wrogów, wyrzucając je z grobów. Do dzisiaj zresztą mamy z tym do czynienia.
Skoro wspomnieliśmy o koronie, której niestety nie znamy, to jest pytanie o – jak rozumiem – legendę o koronie świętego Stefana, która jakoby została zrabowana przez Węgrów w drodze do Polski.
To są opowiastki, które miały objaśniać jakieś odległe wydarzenia, których już za bardzo nie pamiętano. Chodziło o wytłumaczenie, dlaczego Stefan został ukoronowany ćwierć wieku przed Bolesławem. Warto wspomnieć, że Węgrzy też mają problem z tamtą koronacją. Co prawda nikt nie podważa tego, że Stefan został ukoronowany gdzieś na przełomie 1000 i 1001 roku, ale ta korona, którą nazywają Koroną Świętego Stefana nie mogła być użyta w trakcie tej uroczystości, bo została wykonana kilkadziesiąt lat później. Jest to wiec przykład legendy podobny do opowieści o pochodzeniu naszego Szczerbca.
Co może wnieść archeologia do poznania czasów i działalności Chrobrego?
W naszym dorobku mamy choćby odkrywanie śladów kontaktów międzynarodowych, np. pobytu cudzoziemców, szczególnie Skandynawów, na naszych ziemiach. Nasze wykopaliska wyraźnie pokazują, że Chrobry otworzył dla nich granice swojego państwa, bo nagle na terenie prawie całej Polski pojawiają się charakterystyczne dla ich kultury materialnej znaleziska.
Na co jeszcze możemy liczyć w archeologii?
Na bardzo wiele. Archeologia ma tę przewagę nad historią, że jej „archiwa podziemne” są niewyczerpywalne, a równocześnie nasze umiejętności wyciągania z nich informacji ciągle rosną. Z pewnością coraz więcej będziemy mogli się dowiedzieć o klimacie, o gospodarce, o demografii państwa Bolesława Chrobrego, aczkolwiek nie o nim samym jako o osobie, bo do tego nie mamy stosownych źródeł materialnych.
Wspomniał pan o niezwykłej aktywności budowlanej Bolesława. Co z tego pozostało, co znamy i co nam to mówi o samym władcy, jego planach, zamiarach?
W czasach Mieszka I na pewno powstały dwie budowle murowane: pałace z przylegającymi do nich kaplicami na Ostrowie Tumskim w Poznaniu i na Ostrowie Lednickim, czyli na wyspie na jeziorze Lednickim. Natomiast z czasów Chrobrego mamy dużo więcej tego typu inwestycji: w Gieczu, w Przemyślu, zapewne w Kałdusie, jak też kolejne budowle na Ostrowie Lednickim, w Gnieźnie, w Poznaniu oraz na Wawelu. Zapewne nie wszystko już odkryto. Niewątpliwie książę Bolesław miał wizję przekształcenia swych ziem w nowoczesne państwo i starał się wyposażyć najważniejsze ośrodki w budowle monumentalne, które by świadczyły o potędze jego władzy.
Dlaczego Chrobry koronował się tak późno? Czy coś na ten temat wiemy?
Polska tradycja historiograficzna, oparta na informacjach Galla Anonima, utrzymywała, że Chrobry był królem od roku tysięcznego. Mamy jednak inne wiarygodne źródła, które wskazują, że koronacja miała miejsce dopiero w roku 1025, a to, co Gall napisał o roku tysięcznym może być po prostu opowieścią, mającą na celu cofnięcie królewskiego statusu Bolesława o 25 lat. Uznano pewnie, że taki wielki władca po prostu musiał być królem od samego początku. Jednak ani w roku tysięcznym w Gnieźnie, ani w 1013, gdy miały miejsce jakieś gesty Henryka II w Merseburgu, nie mieliśmy do czynienia z formalną koronacją. Ona nastąpiła dopiero w 1025 roku.
Dlaczego właśnie wtedy?
Nastąpiła bowiem wówczas korzystna sytuacja międzynarodowa. Bolesław sprytnie wykorzystał zamieszanie jakie powstało w cesarstwie i w Rzymie w 1024 r. po śmierci cesarza Henryka II i papieża Benedykta VIII, i w nieznanych nam niestety okolicznościach pozyskał tę legalną koronę i został namaszczony na króla Polski. Wiadomo, że jedynym szafarzem koron królewskich był papież, wiec korona musiała być poświęcona bezpośrednio przez niego. To był problem, którego Chrobry przez długie lata nie mógł przezwyciężyć, dlatego że w tamtych czasach papiestwo było pod ścisłą kontrolą cesarstwa. Był to polityczny tandem, a oczywiście żadnemu z cesarzy nie zależało na tym, żeby podnieść akurat księcia Bolesława do godności królewskiej.
Ale kiedy w 1024 roku równocześnie umierają i cesarz, i papież, zanim nowy cesarz z nowym papieżem nawiązali współpracę, wskutek której mogliby dalej wstrzymywać koronację Bolesława, ten wykorzystał ową lukę dyplomatyczną. Chrobry musiał zatem mieć znakomite rozeznanie w sytuacji międzynarodowej, sięgające aż do dalekiego przecież Rzymu. Na pewno natychmiast po powzięciu wiadomości o tej niezwykłej sytuacji, posłał tam poselstwo z dużymi darami, bo papież Jan XIX był znany ze swoich skłonności do przekupstwa. Na pewno spełnił wszystkie wymagania formalne, bo chociaż źródła cesarskie są pełne oburzenia, że Chrobry śmiał się koronować, ale nie podważają legalności tej koronacji.
Dlaczego następni polscy władcy nie mogli od razu koronować się na królów?
Mieszko II został ukoronowany się od razu po śmierci Bolesława. Jego syn Kazimierz Odnowiciel nie mógł się koronować, bo miał ogromne kłopoty z przywróceniem swego państwa na mapę Europy. Ale już jego wnuk Bolesław Śmiały ponownie założył koronę królewską. Potem była bardzo długa przerwa aż do Przemysła II w 1295 r. i Władysława Łokietka w 1320 r.
Późniejsze kłopoty Mieszka II zawdzięczamy sąsiadom?
Tak. Tym, których Chrobry spacyfikował, pokonał, a nawet upokorzył. Oni tylko czekali na jego śmierć, żeby się zemścić za dawne krzywdy. Wykorzystali do tego dwóch braci Mieszka II, Bezprima i Ottona, z którymi nie chciał się on podzielić władzą. Standardowa sytuacja: jest pretendent do władzy, który jedzie do sąsiada i prosi o wsparcie, a ten sąsiad oczywiście z radością organizuje najazd pod pretekstem przywrócenia praw skrzywdzonemu dziedzicowi.
Wciąż mówimy o Chrobrym, ale jego samego nikt tak nie nazywał.
Nazwano go tak dopiero po jego śmierci. Nazywano go też Wielkim, o czym zaświadczają najstarsze źródła: nasz Gall Anonim i ruska „Kronika lat minionych”, trochę wbrew temu, czego uczono nas w szkołach, że pierwszym „Wielkim” był Kazimierz III. Moim zdaniem lepiej by było, gdybyśmy właśnie Bolesława I nazywali Wielkim, podobnie, jak mówimy o innych ówczesnych władcach: o węgierskim Stefanie Wielkim i o ruskim Włodzimierzu Wielkim.
Mówił pan o śladach obecności Skandynawów na ziemiach polskich. Byli najemnymi żołnierzami?
Nie sądzę, aby chodziło o ich siłę wojskową. Bolesław chyba nie potrzebował ich w tej roli. Jeżeli był w stanie darować cesarzowi Ottonowi 300 zbrojnych rycerzy, to znaczy, że wojska mu nie brakowało. Dane archeologiczne wskazują natomiast, że sprowadzano do Polski nie tyle wojów, co najlepsze miecze z Europy Zachodniej. Myślę, że Chrobry nie musiał się obawiać jakichś ataków. Sam starannie unikał walnych bitew, poza jedną w 1018 roku, w której gdzieś za Bugiem rozbił ruskie wojska Jarosława Mądrego. Natomiast w trakcie wojen z cesarstwem unikał bezpośrednich starć i stosował bardzo skuteczną wojnę podjazdową.
Powiedział pan, że 300 wojów to było bardzo dużo. Biorąc pod uwagę fakt, że państwo Chrobrego było zbliżone do dzisiejszego obszaru Polski, te 300 osób wydaje się być prawie niczym.
Jeżeli to byli dobrze wyszkoleni konni wojownicy, uzbrojeni odpowiednio, chociażby w te w miecze dobrej jakości, to stanowili bardzo poważną siłę.
Czy to znaczy, że myśmy w Polsce nie potrafili robić dobrego uzbrojenia?
Wbrew pozorom technologia kucia mieczy była bardzo skomplikowana. Niby wykuć odpowiedni kształt to każdy kowal potrafi, ale żeby ten miecz potem spełniał swoje zadania, żeby nie był zbyt elastyczny, ani też zbyt sztywny i kruchy, to nie było takie proste. Trzeba było wielokrotnie skuwać ze sobą różnej jakości żelazo i stal. Centrum produkcji najlepszych mieczy była wówczas Nadrenia, gdzie działał w końcu pierwszego tysiąclecia niejaki Ulberht, który widocznie tak zasłynął jakością swoich mieczy, że potem jeszcze przez dobrych sto lat produkowano głownie z napisem Ulberht. Kilkanaście takich okazów z tamtego okresu odnaleziono w Polsce, co dowodzi, że Bolesław Chrobry sprowadzał najlepszą broń, jaka była wtedy dostępna.
A mit szwedzkiej stali i broni Wikingów?
Głownie mieczy były produkowane w Nadrenii, o czym świadczą inskrypcje Ulberht. Natomiast były one oprawiane w Skandynawii i przynajmniej część z nich docierała do Polski przez Skandynawię, a to zapewne dlatego, że cesarstwo od czasów Karola Wielkiego stosowało zakaz eksportu najlepszej broni. Więc może te miecze musiały wędrować na północ i dopiero stamtąd docierały do nas. Dziś na rynku broni i niektórych komponentów mamy na świecie do czynienia z podobnym zjawiskiem omijania zakazów eksportowych. Zatem ma ono bardzo stary rodowód.
Czego pan się spodziewa dowiedzieć o Chrobrym z badań prowadzonych obecnie?
Odkryjemy więcej budowli murowanych, zapewne także odkryjemy kościoły drewniane. Mamy poważny problem ponieważ, niestety, nasi poprzednicy w latach 50., 60., 70. skupiali się głównie na budowlach murowanych, bo to się wydawało najbardziej atrakcyjne i było dowodem przystąpienia Polski do cywilizacji zachodnioeuropejskiej. A przecież musiały istnieć kościoły drewniane, tylko że o wiele trudniej je znaleźć. Chciałbym, żeby udało się odkryć trochę kościołów drewnianych, bo ich rozmieszczenie pokazałoby, jak naprawdę wyglądała polityka szerzenia chrześcijaństwa przez Bolesława. Na razie mamy tylko jeden drewniany kościółek, który można chyba przypisać jego czasom. To jest mianowicie kościół Świętego Wojciecha w Krakowie na rynku. To znaczy ten, który obecnie stoi, jest murowany, dużo późniejszy, ale pod nim odkryto dwa kościoły drewniane i zapewne ten najstarszy był z czasów Bolesława Chrobrego.
Mamy oczywiście grody, ale co kilka-kilkanaście lat trzeba było je przebudowywać i poprawiać. To były absolutnie fantastyczne konstrukcje i dzięki nowoczesnym technologiom badania materiałów, w tym datowań radiowęglowych i dendrologicznych, znamy czas budowania i odnawiania tych grodów.
Jakie grody zawdzięczamy Chrobremu?
Najważniejsze od czasów Mieszka I były grody centralne: Poznań, Ostrów Lednicki, Gniezno, Giecz, Grzybowo, Ląd. To tam skupiały się inwestycje obu pierwszych władców i twórców państwa. Po całym terytorium kraju rozsiane było mnóstwo innych grodów. Nie wszystkie są wydatowane precyzyjnie, bo nie zachowało się drewno, bądź nie mamy środków na takie badania. Trzeba by przeprowadzić wszędzie wykopaliska, które są długie, trudne i bardzo drogie, a poza tym byłoby to trochę sprzeczne z aktualną doktryną konserwatorską, która mówi, że nie należy kopać bez potrzeby, dla zaspokojenia samej tylko ciekawości badawczej. Trzeba w ziemi pozostawić coś przyszłym pokoleniom z tą myślą, że nasi następcy będą mieli lepsze narzędzia badawcze. Może w ogóle nie trzeba będzie kopać, tylko będziemy mieli taką maszynę, którą się przywiezie na stanowisko, ona nam wszystko prześwietli, wszystko pokaże i nie będziemy musieli kopać, bo to oznacza niszczenie oryginalnych śladów z przeszłości.
Czego pan chciałby się dowiedzieć o Chrobrym i jego czasach?
Chciałbym poznać jego wygląd, wiedzieć, co myślał, jaką miał wizję geopolityczną, jak doprowadził do swojej koronacji. Chciałbym mieć mapę wszystkich kościołów i grodów, które zbudował. Chciałbym wiedzieć, czy miał wyrzuty sumienia z powodu swoich niezbyt chlubnych postępków, jak na przykład wypędzenie w 992 r. swoich przyrodnich braci i macochy, oślepienie i uwięzienie w 1003 r. swojego wujecznego brata, czeskiego księcia Boleslava III Rudego, złamanie w 1013 r. porozumienia pokojowego zawartego z Henrykiem II, czy też porwanie w 1018 r. z Kijowa ruskiej księżniczki Przedsławy. Obawiam się jednak, że nigdy się tego wszystkiego nie dowiemy.
Rozmawiał Piotr Kieraciński