Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego poinformowało o zmianie harmonogramu przygotowania wykazu czasopism naukowych oraz recenzowanych materiałów z konferencji naukowych. Nowa lista zostanie opracowana i opublikowana do końca tego roku, natomiast na początku przyszłego nastąpi jej podpisanie.
Pod koniec maja weszło w życie ministerialne rozporządzenie w sprawie sporządzania wykazu wydawnictw monografii naukowych oraz wykazu czasopism naukowych i recenzowanych materiałów z konferencji międzynarodowych. To na jego podstawie powstaną projekty obu wykazów, które Komisja Ewaluacji Nauki przekaże ministrowi. Posłużą one do przeprowadzenia ewaluacji jakości działalności naukowej za lata 2026–2030 w zakresie kryterium publikacyjnego.
Według zapewnień kierownictwa resortu wykazy miały być gotowe po wakacjach. Okazuje się, że to już nieaktualne. Ministerstwo właśnie poinformowało, że nowy wykaz czasopism zostanie opracowany i opublikowany do końca 2026 roku, natomiast jego podpisanie nastąpi na początku 2027 roku.
Decyzja o zmianie w zakresie prac nad wykazem to efekt uwzględnienia głosów płynących ze środowiska akademickiego – priorytetem jest zapewnienie naukowcom większej przewidywalności oraz bezpieczeństwa prawnego przy planowaniu bieżącej działalności publikacyjnej. Modyfikacja to także więcej czasu na szersze konsultacje czy wypracowanie konsensusu w ramach poszczególnych dyscyplin – czytamy w komunikacie.
Ponieważ o roku obowiązywania wykazu decyduje data jego podpisania, zdecydowano się na późniejszy termin. W przeciwnym razie mielibyśmy do czynienia ze wstecznym obowiązywaniem wykazu. W komunikacie podkreślono, że planowanie badań naukowych i publikacji odbywa się w dłuższej perspektywie, dlatego zmiany w ocenie czasopism powinny być wprowadzane w sposób uwzględniający realia funkcjonowania środowiska naukowego i zapewniający odpowiedni czas na dostosowanie się do nowych zasad.
Jednocześnie równolegle prowadzone będą prace nad wykazem wydawnictw publikujących recenzowane monografie naukowe. W najbliższym czasie uruchomiona zostanie specjalna ankieta dla wydawców. Umożliwi ona wydawcom bezpośrednie przedstawienie szczegółowych, aktualnych danych dotyczących ich działalności. Zgromadzone dane stanowić będą istotny materiał analityczny dla KEN w procesie oceny i weryfikacji pozycji wydawniczych.
Przypomnijmy, wykaz czasopism uwzględni tytuły ujęte na dzień 1 lipca 2026 roku w bazach Scopus i Web of Science (Science Citation Index Expanded, Social Sciences Citation Index, Arts & Humanities Citation Index, Emerging Sources Citation Index), recenzowane materiały z konferencji w International CORE Conference Rankings: ICORE; a także beneficjentów programu „Wsparcie dla czasopism naukowych”.
Poza tym fakultatywnie mogą do wykazu zostać wciągnięte czasopisma z baz ERIH+ (European Reference Index for the Humanities and Social Sciences), DOAJ (Directory of Open Access Journals), EBSCO oraz Index Copernicus International (Journal Master List). W tym przypadku wstępnej selekcji będą podlegały czasopisma posiadające krajową i międzynarodową renomę, wywierające szczególny wpływ na rozwój danej dyscypliny naukowej oraz spełniające etyczne i naukowe standardy. Dla każdego tytułu eksperci sporządzą uzasadnienie.
Ocena będzie przeprowadzana dwuetapowo: najpierw ocena bibliometryczna i przypisanie czasopismom dyscypliny naukowej albo dyscyplin naukowych (to zadanie KEN), a następnie ocena ekspercka (członkowie komitetów Polskiej Akademii Nauk). Ocena bibliometryczna będzie dokonywana w oparciu o wartości centylowe wyliczone na podstawie wartości wskaźników wpływu, m.in. CiteScore, Scimago Journal Rank, Journal Impact Factor. W ten sposób czasopismom zostaną przypisane progi punktowe: 200, 140, 100, 70 i 40 punktów.
Do oceny eksperckiej zostaną zakwalifikowane czasopisma istotne dla realizacji celów polityki naukowej państwa; przyczyniające się do popularyzacji nauki; posiadające ustaloną procedurę recenzji naukowej; przestrzegające zasad etyki publikacyjnej zgodnych z wytycznymi COPE. Propozycja zakwalifikowania czasopisma do oceny eksperckiej będzie wymagała uzasadnienia.
W przypadku czasopism przypisanych do dyscypliny należącej do dziedziny nauk inżynieryjno-technicznych, medycznych i o zdrowiu, rolniczych, ścisłych i przyrodniczych oraz weterynaryjnych maksymalna punktacja w wyniku oceny eksperckiej wyniesie 70 punktów, zaś w naukach humanistycznych, społecznych, teologicznych i nauk o rodzinie – 200 pkt.
W rozporządzeniu zastrzeżono, że KEN może ująć w projekcie wykazu czasopisma znajdujące się w bazach, a niewybrane przez ekspertów – wówczas otrzymają one 20 punktów. Możliwe jest też podwyższenie lub obniżenie wartości punktowych – w obu przypadkach o maksymalnie dwa progi punktowe. W pierwszym wariancie chodzi o periodyki, których wartość nie będzie odzwierciedlała – zdaniem KEN – ich rzeczywistej pozycji naukowej. Druga opcja dotyczy z kolei tytułów stosujących nierzetelne praktyki publikacyjne w odniesieniu do publikowanych treści. Wymieniono w tym kontekście dwa przypadki, które będą podlegały szczególnej analizie: liczba wydań specjalnych danego czasopisma w roku kalendarzowym poprzedzającym opublikowanie wykazu jest większa niż liczba wydań wynikająca z częstotliwości ukazywania się czasopisma lub liczba artykułów opublikowanych w wydaniach specjalnych w roku kalendarzowym poprzedzającym opublikowanie wykazu jest większa niż w wydaniach wynikających z częstotliwości ukazywania się czasopisma.
Z kolei wykaz wydawnictw publikujących recenzowane monografie naukowe będzie podzielony nie – jak do tej pory – na dwie, lecz na trzy kategorie punktowe: 80, 140 i 200 punktów.
MK
Przeprowadzone prace wykazały, że konieczne są dalsze pracy nad planowaniem ogłoszenia przygotowania projektu planu wstępnego wykazu tymczasowego listy czasopism punktowanych. Za wszelkie opóźnienia odpowiedzialni są pracownicy uczelni, którzy zamiast spokojnie czekać domagają się publikacji listy.
Czyli ponownie będą różnie rozliczane dwa okresy oceny, rok 2026 oraz lata 2027 do 2030. Jest 1500 profesorów w PAN, 35000 czasopism i chyba około 1000 wydawnictw. Przecież przypadających na jednego profesora PAN 25 czasopism można zweryfikować wciągu jednego dnia może dwóch dni. A minister kolejny raz odkłada termin ogłoszenia nowych list. Może nie wie, że punktacja czasopisma determinuje ocenę pracowników na uczelniach, to czy będą pracować, czy ich rektor zwolni z pracy, z powodu publikacji w czasopismie 40 punktów i q1 w Scopusie. A co z wolnością prowadzenia badań i ich publikowania. Przepraszam to żart bo obecnie uczelnie to korporacje. Zatem ważniejsze są punkty niż PRAWDA.
Bardzo trafne spostrzeżenie. Projektowana zmiana oznacza petryfikację obecnej powszechnej praktyki (procederu) ustalania w uczelnianych regulaminach oceny okresowej minimalnej liczby punktów za publikacje, na wzór norm produkcyjnych rodem z PRL. Ponieważ w ocenie tej jest też komponent dydaktyczny i organizacyjny, to projektowana zmiana w praktyce nie będzie wymagała ŻADNYCH zmian tych regulaminów, czyli zachowanie status quo. Przepis pozostanie martwy. Można tylko się domyślać, jakiemu lobby zawdzięczamy to kolejne kompromitujące dokonanie władz. Komu zależy, żeby mieć bardzo wygodne narzędzie polityki kadrowej, które zwalnia z potrzeby merytorycznej oceny pracy naukowej? W świetle projektowanej regulacji stałe deklaracje ministra o końcu punktozy oraz stanowiska różnych gremiów akademickich piętnujących tę zmorę polskiej nauki brzmią jak ponury żart.
Ze słów, które przytoczyłem wynika, że będzie jeszcze gorzej. Bo mowa jest tylko o komponencie naukowym (organizacyjny i dydaktyczny to inna bajka). Zatem rektorzy poza wskazaniem patologicznego "minimum punktowego" w ocenie pracowniczej, który już jest, niejako obowiązkowo dołożą JESZCZE dodatkowe wymogi w samym tylko komponencie naukowym :)
To zdrada wyjątkowo obłudna, bo pamiętam wielu luminarzy od lat "oburzonych" stosowaniem punktów ministerialnych do oceny pracowniczej i twierdzących, że przecież z definicji owe punkty za artykuły, rozdziały, książki etc. wymyślone zostały do ewaluacji dyscypliny naukowej, a nie do oceny pracowniczej indywidualnego naukowca. Tyle że poza tymi krokodylimi łzami nic z tym przez lata nie zrobiono. Teraz miało się to zmienić, a okazuje się, że nowe władze jeszcze bardziej zacisną pętlę na szyi pracowników. Tak jak zauważył kolega wyżej, to bardzo wygodne dla władz uczelni, bo nie muszą się przejmować rzetelną oceną jakościową dokonań poszczególnych pracowników, a ponadto cała odpowiedzialność za wynik ewaluacji spada na pracownika, a nie na pracodawcę: po co tworzyć system projakościowych warunków pracy i zachęt, skoro pracownik-niewolnik i tak musi wyklepać odpowiednią ilość punktów, bo inaczej straci pracę?
Bardzo trafne spostrzeżenie. Projektowana zmiana oznacza petryfikację obecnej powszechnej praktyki (procederu) ustalania w uczelnianych regulaminach oceny okresowej minimalnej liczby punktów za publikacje, na wzór norm produkcyjnych rodem z PRL. Ponieważ w ocenie tej jest też komponent dydaktyczny i organizacyjny, to projektowana zmiana w praktyce nie będzie wymagała ŻADNYCH zmian tych regulaminów, czyli zachowanie status quo. Przepis pozostanie martwy. Można tylko się domyślać, jakiemu lobby zawdzięczamy to kolejne kompromitujące dokonanie władz. Komu zależy, żeby mieć bardzo wygodne narzędzie polityki kadrowej, które zwalnia z potrzeby merytorycznej oceny pracy naukowej? W świetle projektowanej regulacji stałe deklaracje ministra o końcu punktozy oraz stanowiska różnych gremiów akademickich piętnujących tę zmorę polskiej nauki brzmią jak ponury żart.
Mamy nową aferę typu "lub czasopisma", tyle że w wersji tragikomicznej. Kulaskowa buldożyca zapewniała, że w nowej ewaluacji będą zapisy zakazujące stosowania w indywidualnej ocenie pracowniczej instytucjonalnych kryteriów ewaluacyjnych.
Tymczasem teraz mamy oficjalną zapowiedź projektu ustawy na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i w opisie czytamy:
"[...] wprowadzenie zakazu bazowania w ocenie okresowej nauczyciela akademickiego w zakresie działalności naukowej WYŁĄCZNIE (podr. moje) na jego osiągnięciach wykazywanych na potrzeby ewaluacji."
Tyle zostało z obietnic.
No i cicho sza o różnicowaniu rozliczania badawczych i badawczo-dydaktycznych.
No to będzie ciekawie.
Tak działa ten system, a obietnice wiążą tylko tych którzy w nie uwierzyli.
Tzw. nauka jest ostatnim na czym zależy rządzącym.
Takich wybraliśmy to tak mamy. Prawdziwa katastrofa finansów będzie w 2027
Byle do emerytury.
Ciekawe jakie "dobre' zmiany dotkną proces habilitacji. Czy nadal urojenia nieomylnych będą wykładnią przepisów. Są naukowcy (ci od mówienia innym na czym polega nauka) którzy są współautorami ponad 70 (sic !) publikacji na rok? (W świetle polskiego prawa autorskiego udział każdego z twórców musi cechować się oryginalnością oraz indywidualizmem. Jeśli ten element nie zostanie spełniony, relacja prawna współautorstwa w ogóle nie powstaje. ) Tylko ludzie którzy "współtworzą" 1,5 artykułu tygodniowo mogą mówić, że kilkuletnia zdalna współpraca z zespołem z innej uczelni zwieńczona "tylko" kilkoma artykułami za 140 i 200 pkt. jest możliwa bez istotnej aktywności ze współpracującą uczelnią. Logika podpowiada, że współpraca naukowa jest jedną z najwyższych form aktywności akademickiej, bo wymaga inicjatywy, wkładu i odpowiedzialności - nie wynika z pasywności? Niestety zdarzają się recenzenci ("tzw. "samodzielni" pracownicy naukowi) , którzy wyżej cenią papier potwierdzający „turystykę habilitacyjną” przy niemej aprobacie tej patologii przez środowisko.
Zatęsknimy jeszcze za slotami. Choć algorytm matematyczny z reformy Gowina był bezduszny, to stanowił zaporę przed feudalizmem katedralnym i ghostauthoringiem. Teraz tworzy się system idealny dla średniaków i specjalistów od fasadowości, w którym najlepsi zostaną zrównani z cwaniakami. Skoro ocenie podlegać będzie ogólny „potencjał” i miękkie wskaźniki Kryterium IV, jednostki zaczną "grać" nie poziomem prowadzonych badań, ale jakością pracy swoich działów PR i sprawnością piszących raporty. Największą ironią zapisu walki z dezinformacją na zewnątrz, polega na tym że podczas gdy nowy system ewaluacji wprost zmusza uczelnie do dezinformowania, sam prowadzi do dezinformowania - samego ministerstwa. Czym innym jest bowiem: ukrywanie patologii ghostauthoringu poprzez nazywanie dopisywania profesorów „programem mentorskim” w Kryterium IV? Wykazywanie „transferu zwrotnego” na podstawie fikcyjnych, papierowych ćwierćetatów dla ludzi z biznesu? 'Anonimowe" ankiety antymobbingowe i antydyskiminacyjne. Wypełnianie ankiet dobrostanu pod dyktando władz, żeby jednostka nie straciła subwencji? Wygadany spryciarz - "ekspert" celebryta , który seryjnie zalicza występy w niszowych programach czy lokalnych stacjach informacyjnych owijając głupoty w nowomowę , zostanie ogłoszony liderem III i IV kryterium. Jego raport ewaluacyjny będzie pękał w szwach od „działań antydezinformacyjnych” Najsmutniejsze w tym wszystkim jest właśnie – gigantyczny zmarnowany czas. Zamiast pozwolić naukowcom robić to, do czego zostali powołani (prowadzić badania, pisać książki, uczyć studentów), system znowu zmusi ich do uczestniczenia w biurokratycznej fikcji. Rektorzy, dziekani i kierownicy katedr spędzą setki godzin na spotkaniach poświęconych temu, jak „ograć system” i zdobyć punkty.
Ciekawe, że "Zespół do spraw opracowania założeń do nowego modelu ewaluacji jakości działalności naukowej" tego nie przewidział. 😁😜☹️
Tzw reformę gowina trzeba całkowicie ODRZUCIĆ, zwłaszcza : parametr " m ", sloty, rady uczelni, jedno władztwo rektora, etat asystenta lub adiunkta do emerytury, ilościową ocenę pracownika (uczelnia to nie fabryka produkcyjna), ocenę dyscyplin naukowych zamiast jednostek naukowych ( wydział musi być znowu podstawową jednostką naukową). Te zmiany potrzebne są natychmiast. Może jeszcze da się uratować szkolnictwo i naukę.
A co przed reformą Gowina były lepsze badania naukowe ?
Bo na pewno więcej było obijania się i nadal jest, choć widać niektórzy się nie obijają bo są słabi lub chcą w wieku 30 lat mieć habilitację, a potem może kariera polityczna i pomoc przy zakładaniu marynarki w Brukseli.
Jak powiedział jeden mądry wnuczek – gdyby mój dziadek był trenerem reprezentacji piłkarzy, to dawno bylibyśmy mistrzami świata.
My jesteśmy dyskutantami. Decydenci – po stronie stanowiącej. Mam głupie pytanie – w latach 2017 - 2018, gdy rodziła się ustawa dr Gowina, obecny Prezes PAN był już wysoko w tej instytucji. Wiele z byłych i obecnych rektorów również. I co? Kto słyszał wtedy ich protesty? A teraz wszyscy oni krytykują tą ustawę. Po 8 latach! A 8 lat temu siedzieli cicho jak myszy pod miotłą. Bo wtedy była demokracja, a teraz autokracja idąca, według niektórych, w kierunku dyktatury!
Znane są banalne stwierdzenia – lepsze wróg dobrego. Od początków ewaluacji, nazywanej wtedy parametryzacją, każda kolejna zmiana prowadziła do stopniowego pogorszenia sytuacji w nauce. Te krzyki i demonstracje pod Sejmem oznaczają, że ciąg tych niekorzystnych zmian doprowadził do kresu. Ale doprowadził do tego nie obecny rząd, tylko jego poprzednicy. Natomiast ewidentną winą obecnego rządu jest utrzymywanie stanu zastanego do końca 2026 roku.
Sądząc po zapowiedziach oraz podjętych decyzjach szczątkowych, w tym i zawartych w rozporządzeniu, również i obecny rząd nie zmieni nic. Tylko w warunkach obecnego „autorytaryzmu, dążącego do dyktatury” ci, którzy za poprzednich rządów klaskali, teraz głośno krzyczą o konieczności zmian w kierunku, który uważają za lepszy. Przecież są to ci sami ludzie. A ich „lepsze” może nie jest lepszym dla tych, którzy wtedy oraz teraz ciężko pracują i nie mają czasu na protesty i jałowe dyskusje. Bo w komisjach opracowujących zasady następnej ewaluacji zasiada od lat szereg tych samych osób.
Szkoda gadać.
Łatwo się ocenia innych, dyskredytuje ich pracę, w szczególności jak się ma kasę i zespół który wspiera...
Po powrocie z drugiego macierzyńskiego nie mogłam się pozbierać... Tytanicznymi nakładami pracy, udało mi się wypełnić sloty samodzielnie bez pomocy ....
Sloty, punkty .... o co chodzi?
a gdzie jest nauka?
gdzie człowiek?
Dobrze że nowa lista obowiązuje od 2027 r.
Dziękuję!
"Szokująca próba relatywizacji Rzezi Wołyńskiej. Wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Andrzej Szeptycki stwierdził, że UPA „to byli tacy trochę ukraińscy Żołnierze Niezłomni”. „Walczyła w ramach tego ukraińskiego imaginarium przede wszystkim z Sowietami. I to była taka walka beznadziejna” - tłumaczył na antenie TOK FM. Mówiąc o relacjach między Polakami i Ukraińcami, wskazał na „kolonializm” i przywołał… literackie postacie Robinsona Crusoe i Piętaszka."
Ta sprawa zasługuje nie na komentarze w tym miejscu, ale na jej bardziej odpowiednie nagłośnienie na FA. Wypowiedzi tego człowieka są skrajnie skandaliczne i bulwersujące. To haniebne, że ktoś taki jest w RP wiceministrem w MNiSW.
A może audyty grantów NCN. Kto i w jakim celu otrzymał grant? Ciekawe ile wynalazków powstało z tych kwot? ile innowacyjnych rozwiązań ? albo choćby odkryć w naukach podstawowych? ile na tym skorzysta polskie społeczeństwo, finansujące to wszystko!
Po co te publikacje? za które płacimy olbrzymie kwoty?
Wyniki badań (BADAŃ!) powinny być kupowane przez wydawnictwa, a nie odwrotnie.
Ile badań i wyników zakupił i wdrożył przemysł/organizacje od Uczelni?
Proszę o odpowiedź?
Bardziej mnie to interesuje niż, wszystkie te artykuły ....
Z artykułów powstałych w ramach działalności w postaci pisaniny o-siamtym-i-owamtym, raczej nie będzie odkryć w chemii, fizyce, matematyce, naukach technicznych, ani wynalazków, o które Panu chodzi. W Polsce amatorzy pisaniny o-siamtym-i-owamtym mają się nieźle, oczywiście, muszą być przy tym odpowiednio ustawieni w świecie akademickim tzn. bez poparcia szanse na etat akademicki są raczej marne. Cóż, jak już napisałem, wprowadzenie zmian, które FAKTYCZNIE poprawiłyby tutaj sytuację, godziłoby w interesy różnych ludzi. Zatem, musi pozostać tak, jak jest.
Co do wynalazków, które miałyby być wdrożone, to przytoczę dwa przykłady.
Pan red. Zbigniew Święch w swojej książce pt. ``Dlaczego Fleming przewraca się w grobie``, opisał, jak to Prof. Tadeusz Lachowicz odkrył w latach 60-tych XX w. w PRLu, STAFILOKOKCYNĘ A (STA), która była antidotum na gronkowca złocistego. O odkryciu antidotum na gronkowca marzył sam Alexander Fleming - odkrywca PENICYLINY.
Niestety, odkryciu prof. Lachowicza ``ukręcono łeb``. Z tego, co pisał pan Święch w tej książce, wynikało, że w 2008 r. ówczesna kwestor UJ obiecała, że zajmie się tą sprawą...
Jest tam też opisana inna bulwersująca historia, mianowicie historia odkrycia małżeństwa Giecewiczów, które opracowało (też w PRLu) nowatorską metodę wytwarzania węgla drzewnego. Komisja oceniająca to odkrycie, orzekła, że gdyby ta metoda była dobra, to dawno byłaby stosowana na Zachodzie. Niedługo po tym Japończycy opatentowali tę metodę u siebie... No cóż, skoro ani Zachód, ani Polska tej metody nie zastosowały, to wziął się za to... Wschód i to Daleki. :-| No, i jest też w tej książce, z okazji omawiania odkrycia Giecewiczów, wywiad z jednym profesorów z AGH, który skwitował w 1-2 BARDZO CIERPKICH zdaniach, sytuację, jaka panuje w polskiej nauce (co do szczegółów, to polecam lekturę tej książki).
Oczywiście, w TYM SAMYM PRLu, a potem w RP, kwitły i kwitną sobie kariery przeróżnych prof. dr hab.-ów, dr hab.-ów, czy dr-ów rozwodzących się nad filozofią w polityce, prawie, czy nad korespondencją poety X. z poetą Y., albo nad jakimś dyplomatą sprzed 120 lat itp. itp. itp. I TO NA TO idzie dużo pieniędzy podatników, z których większość z reguły chyba NIC o tym nie wie.
NIe uczymy się na błędach. CTT zostały powołane jako broker i operator komercjalizacji własności intelektualnej uczelni. To teoria. A praktyka.....szkoda słów.
Cytat z wpolityce:
Po ujawnieniu, że firma Marty Cienkowskiej otrzymała ogromne fundusze na spacery dendrologiczne z urzędu Rafała Trzaskowskiego, minister kultury przekonuje, że była to „duża usługa”, a jej biznes przed wejściem do polityki „bardzo dobrze prosperował”.
Głosowaliście na PO to macie, bambusy wami rządzą.
Z "polsatnews.pl": cyt."Czym są spacery dendrologiczne? Minister Cienkowska o swojej poprzedniej pracy
- To jest oprowadzanie po przestrzeni leśnej (...), w którym przewodnik opowiada o tym, jakie to są drzewa, czym one się charakteryzują, kiedy na przykład wypuszczają liście - tłumaczyła minister kultury i dziedzictwa narodowego."
No i o co Wam chodzi? Przecież to bardzo pozytywna działalność. Może Pan Min. Kulasek zafundowałby takie spacery wszystkim adiunktom bez habilitacji. Wtedy może by się dotlenili, i dzięki temu przyszłyby do głowy pomysły, jak przechytrzyć komisje habilitacyjne... ;=))))
Jeden Matecki zdefraudował więcej pieniędzy niż wszystkie "afery" obecnego rządu.
Brednie niemieckie, a może też ruskie. 🤑🤑🤑🤑🤑
A do końca którego roku? 2030?
Co za głupota z tymi punktami ministerialnymi gdzie spotykają się leśne dziadki i ustalają sobie punkty, zupełnie niezgodne z IF.
Jeżeli upierają się nad tymi bezsensownymi punktami to wystarczy pomnożyć IF przez 10. A te co nie mają IF przyznać im 40 pkt.
Niestety, ta propozycja jest bez sensu. Ok. 3/4 czasopism w WoS ma IF<4 (w tym niektóre np. z Q1). Wg Pana algorytmu czasopisma bez IF znalazłyby się wyżej od nich. Ten mnożnik spowodowałby również efekt kominowy dla wielu czasopism przeglądowych, które mają np. IF>50.
A propos leśnych dziadków. Największe zasługi we wdrażaniu pseudoewaluacji i opartej na niej pseudoceny naukowców mają hunwejbini wywodzący się raczej z młodszego niż starszego pokolenia. Starzy profesorowie mogą być nawet większymi ofiarami tych aberracji. Dla nich już za późno, by zmienić profesję, bo starych drzew się nie przesadza. Młodsi mają nie lepiej, ale przynajmniej ich perspektywa czasowa jest korzystniejsza - łatwiej wycofać się i nie marnować życia na funkcjonowanie w tak zepsutej branży. Polecam teksty dwóch takich "dziadersów": J. Wilkin, Nauka traci swą duszę, a my radość z jej uprawiania, http://www.pauza.krakow.pl/519_1&2_2020.pdf oraz W. Katner, Tzw. punktoza jako pseudosystem oceny pracowników nauki mogący prowadzić do naruszenia ich dóbr osobistych, https://www.son.uni.lodz.pl/info/article/ULe0be4badfa3d42598ab1c963f3d09637?r=publication&ps=100&title=Publikacja%2B%25E2%2580%2593%2BTzw.%2Bpunktoza%2Bjako%2Bpseudosystem%2Boceny%2Bpracownik%25C3%25B3w%2Bnauki%2Bmog%25C4%2585cy%2Bprowadzi%25C4%2587%2Bdo%2Bnaruszenia%2Bich%2Bd%25C3%25B3br%2Bosobistych%2B%25E2%2580%2593%2BUniwersytet%2B%25C5%2581%25C3%25B3dzki+title&lang=pl&pn=1
Jak jest u Was, u nas WŁADZE wymagają do pozytywnej oceny pracownika w obszarze badawczym jeden slot min 100 punktów, oraz jeden 70 punktów, co dwa lata. Warunki profesorskie. Chyba że zasady parametryzacji się zmienią. To też zmienią regulamin oceny pracowniczej. U nas to jest silnie powiązane. Ważne też jest q1 q2 ze scopusa. Pozdrawiam Forumowiczów.
Nasz dziekan za zgodą rektora ochoczo finansuje MDPI za 140 i 200 punktów.
Potem przodownicy pracy dostają dyplomy i wysokie nagrody od rektora..
Natomiast pieniędzy na prowadzenie badań nie ma.
Powiedzieć że to nieuczciwe to nic nie powiedzieć.
2 sloty po minimum 100 pkt na 2 lata, też z zastrzeżeniem zmian w razie zmiany listy ministerialnej. Proceder publikacji w predatorach dyskretnie przemilczany. System jako żywo przypominajacy normy pracy z PRL. Kto nie wyrobi normy ocena okresowa negat. Przodownicy pracy z największą liczbą pkt pochwała na apelu i nominacja do nagrody dla najlepszego naukowca. Każda publikacja osiągająca określoną punktację uznawana za "wybitne osiągnięcie". Bareja by się nie powstydził.
Drobne uzupełnienie - normy pracy w PRL dotyczyły sektora produkcji. Nawet komuniści nie wpadli na pomysł, aby narzucać je indywidualnym naukowcom. A ta wieśniacka uczelnia to duży uniwersytet, i raczej nie jest to przypadek odosobniony w skali kraju. Kwestia skali zjawiska. Gratuluję wiary Bigosa, że nowa ewaluacja te patologie napiętnuje. Przypomnę powtarzane wciąż jak mantrę przez Ministrów deklaracje o końcu punktozy, która w rzeczywistości trwa i trwa mać.
Nowa ewaluacja ma piętnować takie praktyki, i bardzo dobrze. Co to za wieśniacka uczelnia?
"Nowa ewaluacja ma piętnować takie praktyki, i bardzo dobrze." 🤣🤣🤣 Polecam komentarz Jana Brzozowskiego poniżej.
"Co to za wieśniacka uczelnia?"
Znam duże uczelnie techniczne (w tym IDUB-y), gdzie za publikacje za 200 punktów automatycznie dostaje się (albo jeszcze do niedawna dostawało się) spore premie (8000-10000 PLN). Oczywiście te 200 pkt. to raczej nie Nature czy Science, ale np. STOTEN
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0048969721073046?via%3Dihub
Journal of Hazardous Materials
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0304389421022627?via%3Dihub
czy Chemical Engineering Journal
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S1385894724073777?via%3Dihub
STOTEN wyleciał na pysk z WoS, jesli się nie mylę. Czyli Elsevier też nie jest bez skazy i nie ma co narzekać na MDPI.
Ależ oczywiście ma Pani rację. Kilka przykładów:
Chemosphere (Elsevier) – delisted 16.12.2024 (140 pkt.)
Science of the Total Environment (Elsevier) – delisted 16.11.2025 (200 pkt.)
Environmental Science and Pollution Research (Springer-Nature) - delisted 20.06.2024 (100 pkt.)
Applied Organometallic Chemistry (Wiley) – delisted 16.06.2025 (100 pkt.)
Journal of Molecular Liquids (Elsevier) – delisted 19.12.2025 (100 pkt.)
Choć to oczywiście tylko wierzchołek góry lodowej. Każde z tych wydawnictw ma dziesiątki czasopism, które publikują głównie badziewie i produkty papierni, chociażby Scientific Reports (też 140 pkt.). Tylko, że tam jest to problem lokalny, związany z konkretnym czasopismem i przekrętami jego zespołu redakcyjnego, w MDPI problem jest systemowy.
https://paolocrosetto.wordpress.com/2021/04/12/is-mdpi-a-predatory-publisher/
@Hubert Wojtasek
Matko, ja tak czytam te komentarze i czasem się zastanawiam, czy aby na pewno jeszcze na tej samej planecie mieszkam. Nauka polska została tak powykrzywiana na wszystkie strony, że wyprostowanie tego będzie chyba graniczyło z cudem jakimś (jeśli założymy, ze cuda mogą mieć miejsce).
Wyprostowanie nauki polskiej w całym zakresie, CHYBA NIGDY nie będzie możliwe. Wymagałoby to wprowadzenia szeregu dość drastycznych zmian, które godziłyby w interesy różnych ludzi. Zatem, niektórzy ze zdecydowanej większości z nich wolą okresowo opowiadać bardzo mądre rzeczy, co to oni by nie zrobili w celu ratowania nauki polskiej, ojej, ale by chcieli, żeby było lepiej, ojej, przecież nauka to w interesie społeczeństwa, ojej, ale tak dalej być nie może, ojej... (n razy, gdzie n>1000). A reszta będzie podsuwać swoje pomysły: a to łączenie uczelni, a to sprowadzanie naukowców z zagranicy (słyszałem, że podobno większość doktorantów w Polsce stanowią... Hindusi), jakby nie było w Polsce ludzi chcących się zajmować badaniami naukowymi, a to znowu łączenie nauki z biznesem itd. itd. I to ma załatwić sprawę. A TYMCZASEM ZRĘCZNIE OMIJA SIĘ sedno sprawy, jakim jest wydawanie publicznych pieniędzy na lewo i prawo, na działalność w postaci pisaniny o-siamtym-i-owamtym oraz MARNOWANIE ludzi zdolnych, którzy mogliby dużo zdziałać w zakresie chemii, fizyki, matematyki, medycyny, nauk technicznych...
@dr-On
Wydaje mi się, że nauka polska potrzebuje tych drastycznych zmian. One nie muszą być wprowadzone z dnia na dzień. Podobnie zresztą, jak zwiększenie finansowania nie musi być wprowadzone z dnia na dzień. W obydwu przypadkach to powinien być kilkuletni (albo dłuższy) proces, który jednak powinien zajść.
Trzeba to zrobić WBREW głosom większości środowiska szkol wyższych w Polsce, ponieważ, właśnie tak, jak Pan pisze, ta większość będzie przeciwna ze strachu o własne stołki i o własną przyszłość.
U mnie dla każdej dyscypliny wyliczone ile "powinno się" wnieść punktów. I żeby było śmieszniej, liczy to osoba, która już nawet na mojej uczelni nie pracuje. ;)
Dziękujemy za informacje.
To bardzo dobra wiadomość.
Wiemy w jaki sposób będą nas rozliczać.
Pozdrawiam wszystkich
Od nowego roku nowa lista, tak powinno być.
Nowa lista od 2027, ale nigdzie nie jest napisane explicite że liczy się od 2027. Wręcz wprost stoli "okres ewaluacji 2026-2030"
Ja bym zrobił lepiej. Opublikować listę dopiero po zakończeniu ewaluacji. Swoim dać, cudzym zabrać. Po co te udawane pluralizmy. Skoro liczymy IF, ale KEN może z 200 zrobić 100 I dopisać do listy totalne gnioty. Zabawa w piaskownicy.
Czyżby? Czy wiemy ile pkt będzie miał artykuł zgłoszony w tym roku, który będzie opublikowany w przyszłym?
...niestety kolejna kompromitacja....
Kolejna kompromitacja
W obecnej sytuacji to jedyne rozsądne rozwiązanie bo komitety pan nie robić oceny w wakacje!
Ale... Ile można to odwlekać? W najsłabszych jednostkach przedsiębiorczy slotomaniacy wypełnia w tym roku 4 sloty w ERSJ lub Energies. Więc nic się nie zmieni.
I w Materials, i w Molecules, i w International Journal of Molecular Sciences, i w Scientific Reports...
Panowie panie, po co te komentarze? Ja wiem, choć je przeczytam i wy też. Od lat to samo, teraz nawet jak jest ministrem doktor tornister, nic to nie zmienia dla nauki. A kto niby jest tymi ekspertami? Te same mor...twarze co status qwo pisemek chcą zachować dla siebie.
Lista czasopism może służyć do oceny czasopism. Nie nadaje się zaś do oceny poszczególnych artykułów, ich autorów i instytucji, w których ci autorzy pracują. Może przez ten kolejny rok, wreszcie ktoś w ministerstwie przeczyta, co na ten temat piszą mądrzy ludzie? Contra spem spero.
Lubię powtarzać takim swoje ulubione zdanie: nie ma dobrych i złych czasopism, są tylko dobre i złe artykuły. Rozmówcy wtedy tracą znajomość języka ojczystego.
A jeśli dobry artykuł jest opublikowany w nisko punktowanym (lub niepunktowanym) czasopiśmie, to miałoby ono wg Pana, szansę na bycie ocenionym, jako dobre? To byłoby możliwe, gdyby ktoś te artykuły oceniał.
Pełna zgoda. Tylko jak z tym trafić do do naukowych lemingów?
Eeee tam, żadna sensacja, każdy się domyślał że im się nie uda na po wakacjach.
"priorytetem jest zapewnienie naukowcom większej przewidywalności oraz bezpieczeństwa prawnego przy planowaniu bieżącej działalności publikacyjnej"
Naprawdę?
A więc kompromitacji ciąg dalszy. Najpierw Wieczorek teraz Kulasek. Nikt nie ponosi odpowiedzialności.
Drodzy Forumowicze "porzućcie wszelką nadzieję" Uśmiechnięci naprawdę mają gdzieś rozwój polskiej nauki.
Zabawa w ruletkę trwa. Zgłoszenie artykułu w tym roku do czasopisma z X pkt może skutkować jego opublikowaniem z Y pkt. Swoją drogą, czy już same ciągłe zmiany oficjalnych zapowiedzi dotyczących listy czasopism są do pogodzenia z deklarowanym zamiarem zapewnienia naukowcom większej przewidywalności? A poza tym sądzę, parafrazując poglądy Katona nt. Kartaginy, że z kultywowaniem punktozy trzeba skończyć.
Niesamowite, prawo nie będzie działać wstecz (w tym jednym wypadku)? Toż to rewolucja w naszym państwie z kartonu. Jeszcze się ludziom w głowach poprzewraca i będą chcieli, żeby zasady ewaluacji były znane przed jej rozpoczęciem! Albo chociaż po jej zakończeniu (przypominam, że ciągle nie znamy wartości referencyjnych).
Cóż szkodzi obiecać . 😀🤣🤣🤣😂😀😃🤑