Aktualności
Sprawy nauki
23 Lipca
Źródło: Facebook/Karolina Zioło-Pużuk
Opublikowano: 2025-07-23

Ma być promocja jakości, a nie ilości – zainaugurowano cykl spotkań o ewaluacji

Ewaluacja co pięć lat, ale z możliwością wcześniejszej oceny „na życzenie”, jawna ocena ekspercka, kryterium IV instytucjonalne, a nie dyscyplinowe – to kilka z zagadnień omawianych podczas pierwszego z cyklu otwartych spotkań online organizowanych przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Od kwietnia, pod przewodnictwem wiceminister Karoliny Zioło-Pużuk, działa Zespół do spraw opracowania założeń nowego modelu ewaluacji jakości działalności naukowej. Grono 31 ekspertek i ekspertów jeszcze przed wakacjami miało przedstawić rozwiązania, według których odbędzie się kolejna ocena. Termin prac tego gremium wydłużono do końca września, co pozwala na przeprowadzenie cyklu wstępnych konsultacji online ze środowiskiem akademickim. Pierwsze takie spotkanie już za nami – dotyczyło zagadnień ogólnych (harmonogram kolejnych TUTAJ). Wzięło w nim udział blisko 800 osób.

https://twitter.com/KarolinaZioloP/status/1947986935923782017

Wiadomo już – i to sprawa przesądzona – że ewaluacja odbywać się będzie odtąd co 5 lat. Kolejna obejmie zatem okres 2026– 2030. W grze były także inne rozpiętości czasowe, ale uznano że właśnie „5-latka” będzie najbardziej optymalna.

Chcemy, żeby naukowcy mieli więcej czasu na przygotowanie dobrej jakości badań. Zależy nam na promocji jakości, a nie ilości. Jakości również w kontekście umiędzynarodowienia, ale w dobrym tego słowa znaczeniu, czyli realnego wpływu polskich badaczy na naukę światową – przekonywała wiceminister Karolina Zioło-Pużuk.

Dodała jednak, że na prośbę danej jednostki możliwe będzie wcześniejsze przeprowadzenie ewaluacji. Opcja „na życzenie” ma dotyczyć podmiotów, które zdecydują się na podniesienie swojej kategorii naukowej. Trwają jeszcze analizy, w którym momencie będzie można skorzystać z tego rozwiązania. W resorcie skłaniają się ku połowie okresu ewaluacyjnego. Oznacza to, że jeśli jednostka będzie gotowa do poddania ocenie którejś z dyscyplin, będzie mogła to zgłosić po ok. 2,5 roku od rozpoczęcia cyklu ewaluacyjnego.

Ewaluacja opierać się będzie na ocenie eksperckiej i to w każdym z czterech kryteriów. Przy czym ocena ta ma być jawna, dzięki czemu uczelnie mają wzajemnie korzystać z dobrych praktyk. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami pojawi się dodatkowe kryterium – obejmie ono działania na rzecz wzmacniania kadr, ale także prowadzenie odpowiedzialnej, równościowej, inkluzywnej, różnorodnej polityki zatrudnieniowej i tworzenie przyjaznego, dobrego środowiska pracy naukowej i badawczej. Będzie dotyczyło całej instytucji, a nie poszczególnych dyscyplin. Szczegóły mamy poznać w trakcie kolejnych spotkań.

Ważnym aspektem będzie również czytelne rozdzielenie oceny ewaluacyjnej od oceny pracowniczej.

Zgłaszano nam problemy z nakładaniem się tych kategorii, co powodowało, że duża część osób miała poczucie pracy w fabryce, w której liczy się tylko ilość – zaznaczyła Zioło-Pużuk.

Spore zmiany zajdą w kwestii oddziaływania nauki, a więc wpływu społecznego i popularyzacji.

Badania wyraźnie pokazują, że zaufanie do nauki i naukowców spada. Dlatego zależy nam na tym, żeby wyróżnić naukowców, którzy w większym stopniu zaangażują się w popularyzację. Ona nie była do tej pory w odpowiedni sposób doceniana. Podobnie wykonywanie ekspertyz dla instytucji centralnych czy samorządowych. Teraz będzie inaczej – zapowiedziała.

W odniesieniu do wątku ekspertyz, wiceszefowa resortu zwróciła uwagę, że w październiku na poziomie europejskim rozpoczną się szeroko zakrojone działania na rzecz promowania polityk publicznych opartych na dowodach naukowych. Założenia nowej ewaluacji mają wyjść temu naprzeciw.

W III kryterium wachlarz działań zostanie znacznie poszerzony i mam nadzieję, że uda się to zrobić tak, by naukowcy nie traktowali tego jak karę, lecz wyzwanie – mówiła sekretarz stanu w MNiSW.

Jak dodała, założenia przygotowywanej ewaluacji mają umożliwić skoncentrowanie się na wybranym elemencie działalności naukowej, np. publikacyjnym bądź popularyzatorskim. Wkrótce ma zostać opracowany kompleksowy poradnik, jak przygotować się do kolejnej oceny, ze szczególnym uwzględnieniem nowych zasad w kryterium III i IV. Na początek następnego okresu, według zapewnień Zioło-Pużuk, będzie także gotowa nowa lista czasopism. Polskie tytuły branżowe, których punktacja nie zachęcała zbytnio do publikowania, mają teraz zostać odpowiednio docenione.

Kolejne spotkanie – w najbliższy piątek w godz. 9:00 – 12:00 – poświęcone będzie kryterium I, obejmującemu m.in. publikacje naukowe, patenty i osiągnięcia artystyczne. Spotkania odbywają się online, poprzez aplikację Webex (LINK). 

MK

Dyskusja (65 komentarzy)
  • ~dr 25.07.2025 14:44

    Forma konsultacji jest żenująca: >700 osób, nie można dopchać się do głosu, moderator nie umie wyłączyć mikrofonu jeśli ktoś niechcący zakłóca wypowiedź. Powinna być możliwość wysyłania pytań w trakcie, byłby mniejszy chaos.
    Obojętne jakie zasady wymyśli Ministerstwo, najważniejsze jest aby WSZYSTKIE wskaźniki i zasady były znane PRZED rozpoczęciem ewaluacji. Do tej pory nie doczekaliśmy się wartości referencyjnych dla obecnej ewaluacji, więc dla tych samych wskaźników można dostać równie dobrze kategorię C co A.

  • ~STO 25.07.2025 13:33

    Czy byłby ktoś uprzejmy podsumować jakie zamiany w kryterium I zostały zaproponowane przez Ministerstwo ? (ja dołączyłem około godziny 10). Niestety forma tych spotkań przypomina jak żywo konsultacje do Ustawy 2.0. Jest multum dyskusji, rozmów propozycji tylko dyskutujemy o nieznanych (nawet jeśli to propozycje) rozwiązaniach.

    STO

  • ~Wt 25.07.2025 12:58

    I ma być likwidacja kar za N 0. Wtedy niepiśmienni będą nie do ruszenia

    • ~EnZero 25.07.2025 13:43

      Beznadziejna propozycja - popieram..... Teraz tylko 25% będzie musiało pracować - reszta leży - mam nadzieję że tym 25% REKORZY podniosą pensje !!!!!, a leżącym obniżą.

  • ~Ram 24.07.2025 22:12

    Posprzątajcie wreszcie leśne dziadki z Politechnik, które w życiu nie podjęły się prowadzenia żadnego projektu badawczego, a będąc już w wieku emerytalnym nadal "trzymają" etaty i prowadzą wątpliwej jakości dydaktykę. Do tego padają prośby o dopisanie ich do publikacji (ze strony kierownictwa Katedry) żeby nie psuli statystyk - "zapewnimy fundusze nawet na jakieś MDPI"

    • ~fizyk 27.07.2025 13:42

      Jako mgr fizyki po 20 latach pracy rozwiązałem zagadkę bezemisyjnego ruchu elektronu wokół protonu i znalazłem mechanizm tego ruchu potwiedzający jego zgodność z prawem elektrodynamiki. Mimo usilnych działań nie doczekałem się merytorycznej opinii ludzi zabiegająch lub posiadających stopnie naukowe. Prof. UWr B.J. któremu 20 lat temu zaproponowałem nadzór nad doktoratem, w którym wykażę błąd fizyków i bezzasadność jednego z postulatów Bohra, z troską odparł: "nigdy na to się nie zgodzę, pan wie co to by było?" Już wiem i dlatego praca zostanie podana do publicznej widomości, najważniejszym uczelniom w kraju plus MNiSW aby wiedzieli jak sporządzać zasady oceny artykułów naukowych uniemożliwiające anonimowym recenzentom działającym na szkodę rozwoju nauki chroniąc "pozycję naukowej świata nauki" . DOŚĆ TEGO!

  • ~marlew 24.07.2025 14:18

    A propos pisania po polsku w naukach społecznych, polecam nasz artykuł w FA 2019:
    https://prenumeruj.forumakademickie.pl/fa/2019/09/psychologii-sie-udalo/

    Napisałam już na ten temat tyle, że nic więcej nie mam do dodania.

    • ~Ireneusz 25.07.2025 11:52

      Chińscy naukowcy – łącznie z STEM i projektami kluczowymi wspieranymi przez Narodową Fundację Naukową – publikują obecnie większość swoich artykułów w języku angielskim. W najnowszym dużym badaniu obejmującym 2 209 987 publikacji z 183 457 projektów w Chinach odnotowano, że:

      66,2 % publikacji zostało napisanych po angielsku,

      33,8 % w języku chińskim .



      ---

      📌 Czynniki wpływające na wybór języka

      🧪 Dziedziny i poziom projektu

      Projekty z dziedzin nauk przyrodniczych i inżynierii częściej publikują po angielsku.

      Projekty regionalne oraz z obszaru nauk społecznych i humanistycznych mają większy udział publikacji po chińsku .


      ⏰ Trendy czasowe

      Od paru lat widoczny jest trend wzrostu udziału angielskich publikacji we wszystkich typach projektów, dyscyplinach i rodzajach wydawnictw.

      W sektorze medycznym, natomiast, od 1950 do 2020 r. udział publikacji po chińsku wciąż wzrastał, choć większość materiałów była i jest po angielsku .



      ---

      💬 Dyscypliny nauk społeczn-humanistycznych (SSH)

      W SSH światowych trendów anglojęzycznych, publikacje w języku ojczystym nadal odgrywają ważną rolę – choć międzynarodowe bazy danych jak Scopus czy WoS mają silną przewagę języka angielskiego, co częściowo pomniejsza rolę języka chińskiego w ocenie globalnej .



      ---

      🗣 Opinie i praktyka środowisk akademickich

      Użytkownicy społeczności takich jak Reddit często wskazują, że w STEM język angielski jest dominujący – zwłaszcza w czołowych uniwersytetach chińskich, które starają się publikować w renomowanych międzynarodowych czasopismach .

      Publikacje po chińsku zazwyczaj pojawiają się w czasopismach lokalnych, też jako tłumaczenia lub uzupełnienia do wersji angielskich .



      ---

      ✅ Podsumowanie

      Język publikacji Udział publikacji

      Angielski ~66 %
      Chiński (mandaryński) ~34 %


      Więc odpowiedź na Twoje pytanie:

      > Chińscy naukowcy publikują więcej artykułów po angielsku niż po chińsku.



      Szczególnie dominuje to w naukach ścisłych, projektach kluczowych i międzynarodowych czasopismach. W naukach społecznych i humanistycznych udział publikacji w lokalnym języku jest wyższy, ale nadal to język chiński stanowi mniejszość w całkowitej liczbie produkcji naukowej Chin.

      Wg Chatgpt

    • ~Ireneusz 25.07.2025 11:45

      Dla AI język w którym się publikuje wyniki badań NIE MA ŻADNEGO ZNACZENIA. PUBLIKUJMY w języku polskim, myślimy po POLSKU. Chyba że polski naukowiec myśli po angielsku 🤣🤣🤣🤣🤣🤣

      • ~Marcin Przewloka 25.07.2025 13:37

        @Ireneusz

        Publikowanie to jest tylko jeden z przykladow, jak naukowcy interaguja miedzy soba. Jezdzenie na wizyty naukowe, kilkutygoniowe czy tez kilkuletnie, wymaga porozumiewania sie z innymi naukowcami z innych krajow. Wyklady, seminaria, spotkania w gronie miedzynarodowym, miedzynarodowe komitety i zespoly, konferencje, naukowcy zapraszani do Polski, wszedzie tam mowimy po angielsku. A i "polski naukowiec, który myśli po angielsku" tez sie znajdzie.
        Tak wiec lepiej juz zostawic ten angielski, jako ze jest w miare prosty, nauczyc sie go, i pozniej sie nim zwyczajnie poslugiwac. Rowniez do pisania publikacji naukowych.

    • ~KB 24.07.2025 18:09

      Warto byłoby ten tekst opublikować ponownie, aby dotarł do większej ilości czytelników. Najlepiej, wysłać do Pani Minister.

      • ~marlew 24.07.2025 19:57

        Wiem, jaki będzie komentarz większości - że psychologia to nie nauka społeczna i że psychologowie nie rozumieją specyfiki i misji nauk społecznych (i humanistycznych) w Polsce :-)

        • ~Przemo 25.07.2025 10:22

          Kiedyś językiem nauki była łacina, później język niemiecki, aktualnie angielski, a za parę lat może to być język mandaryński. Żyjemy w czasach sprawnych translatorów i język, w którym się publikuje nie ma już większego znaczenia. Lepszy w odbiorze jest dobry polski niż kiepski angielski. Porozmawiajcie z Anglikami, którzy pracując naukowo w Europie cierpią katusze, skazani są na słuchanie okaleczonego języka angielskiego, służącego międzynarodowej nauce do prostej komunikacji w sprawach oczywistych.
          Może problem w tym, że większość Polaków kiepsko pisze po polsku?

          • ~marlew 25.07.2025 10:38

            Jedną z niewątpliwych zalet Chata GPT jest to, że stał się sprawnym proofreaderem artykułów naukowych. Jeden z redaktorów naczelnych jednego z międzynarodowych czasopism powiedział mi, że wreszcie angielski składanych do czasopisma artykułów jest na przyzwoitym poziomie, bo wcześniej często nie rozumiał, co tam jest napisane.

            Obawiam się jednak, że żaden redaktor nie będzie chciał przekładać na swój język (czytaj: język angielski) artykułu napisanego sprawnym polskim :-) . Trudno, pozostaje nam pisać po angielsku i korzystać z usług korektorskich oferowanych przez AI. W komunikacji bezpośredniej możemy się oczywiście posługiwać translatorami ale to raczej w sprawach prywatnych niż naukowych. A Anglicy niech przestaną cierpieć katusze bo są w luksusowej sytuacji w porównaniu do osób, dla których angielski nie jest językiem ojczystym.

            • ~Marcin Przewloka 25.07.2025 11:33

              @marlew
              @Przemo

              Kiedy czytam komentarze, tutaj na Forum Akademickim, to przebija z nich jakis wielki bol i cierpienie, ze trzeba porozumiewac sie w nauce po angielsku. Na przyklad pisac publikacje po angielsku. Tak, rzeczywiscie, ChatGPT i ewentualnie jakies translatory (nie znam zadnych, nie moge podac przykladu) pomagaja "wyszlifowac" tekst. Nota bene, pomagaja one w pisaniu po angielsku rowniez osobom anglojezycznym.
              Ale jak Panstwo dajecie wyklad lub seminarium na konferencji miedzynarodowej, to przeciez nie uzywacie zadnego translatora. Kiedy rozmawiacie z czasie rzeczywistym z naukowcami z innych krajow, to tez nie uzywacie translatora. Wiec moze nalezy przyjac, ze praca naukowca czasach dzisiejszych wymaga dobrej znajomosci angielskiego, i tyle. Jest szereg zawodow, ktore tego wymagaja. Nie slyszalem, zeby w tych innych zawodach ludzie jakos bardzo cierpieli, ze musza porozumiewac sie po angielsku. Dlaczego jest takie obciazenie dla naukowcow polskich?

              Jestem pewien, ze przeciagu najblizszych 10-20 lat powszechne beda translatory w sluchawkach, ktore beda w czasie rzeczywistym tlumaczyc wszystko, na biezaco, z kazdego jezyka na dowolny inny. Ale jeszcze tego nie mamy, wiec moze latwiej po prostu zalozyc, ze naukowcy musza mowic i pisac po angielsku. I nie przyjmowac tego jako kary lub tortury, tylko jako cos normalnego dla tego wlasnie zawodu.

              • ~Przemo 25.07.2025 21:13

                Z bólem to przesada i to gruba. Jeśli ktoś woli pisać w swoim języku, powinien mieć do tego zawsze prawo. Kiedy chcesz się więcej dowiedzieć od nauczyciela, lepiej kiedy mówicie w swoim języku. To oczywiste, tak jest łatwiej, lepiej i skuteczniej.

                • ~Marcin Przewloka 25.07.2025 22:27

                  @Przemo

                  To wlasnie tak mi to brzmi. Wystarczy poczytac komentarze pod tym artykulem. Brzmia dosyc bolesnie.

                  Zas co do tej nauki od nauczyciela, to moze bylaby to prawda, gdyby ten nauczyciel byl poeta i chcial opowiedziec innemu poecie o niuansach swojego rzemiosla. Ale raczej nie kiedy on bylby psychologiem rozwojowym, biologiem molekularnym lub fizykiem kwantowym, a raczej o takich wlasnie przypadkach tutaj mowimy.

  • ~Marek Kosmulski 24.07.2025 08:52

    Zanim wymyślicie nowy sposób ewaluacji poczytajcie o starym
    https://allegro.pl/oferta/lepiej-wypelnione-sloty-poradnik-dla-mlodych-naukowcow-17458592850?srsltid=AfmBOoq1NchHelTgKPRXo6b4J3fpam2vWmjTTEitMmFg9_Z_aeMhnIiE

    • ~prezes klubu łub dubu 24.07.2025 11:34

      Ludzie kupujcie i cieszcie się, że przeczytacie dzieło o bla blaniu, i chwalić dzieło i się na nie powoływać. A nauka to dla nieuka, kto by sobie głowę zawracał. Najważniejszy jest PR. Wpisuje się w IV Kryterium, i to będzie najważniejsze kryterium. To powiedział jak prezes klubu łub dubu.

    • ~~Robert Lew 24.07.2025 10:06

      W mojej ocenie książka Pana Profesora nie jest głównie o tym. I dobrze. Jest aktualnym a przystępnym wprowadzeniem do bibliometrii, ale i innych zagadnień związanych z publikowaniem w czasopismach. Bardzo dobra książka nie tylko dla młodych naukowców, moim zdaniem obowiązkowa lektura dla władz uczelni i jednostek jak i KEN.

      • ~Ireneusz 24.07.2025 14:05

        Bibliometria zabija NAUKĘ na śmierć

  • ~Ja 24.07.2025 07:16

    Były takie znane badania, w których dzieciom z jednej klasy powiedziano, krocie mało naczyń z gliny, ale najlepszej jakości, a drugim bawcie się, kwocie jak najwięcej garnków. I teraz pytanie kto miał lepsze efekty. Te, które mogły lepić jak najwięcej. Po prostu nie ma pieniędzy i wymyślamy komu jeszcze zabrać. To jest droga donikąd, podobnie jak bazowanie na kilku ekspertach. Ludzie na uczelniach mają dość cyrku i kolejnych durnych reform. Skończy się tak jak w szkołach podstawowych i średnich. Robicie ludziom na uczelniach piekło na ziemi i udajecie że podawana przez GUS inflacja ma cokolwiek wspólnego ze zmianami cen żywności.. To, że ktoś pisze artykuły do wspaniałych czasopism to kwestia kasy na ilościowca i na badania. A to kto te kasę dostaje jest nadal jakie jest. Zobaczymy kto będzie tak głupi, żeby pracować na uczelni i robić naukę. Coraz więcej pracuje na etacie poza uczelnią a na uczelni ma etat dydaktyczny.

    • ~Przemo 24.07.2025 10:23

      Oczywiście! Uczelnie budują rzetelne rzemiosło kiedy mają zlecenia od rządu, np. na stałe monitorowanie jakości leków, żywności, na mapy właściwości chemicznych i mikrobiologii gleb, na jakość wód, poszukiwanie źródeł skażeń i opracowywanie metod zapobiegania im, na badanie istniejącego prawa i jego ulepszane.
      Uczelnie mogą dla Państwa wykonać tysiące istotnych dla jego optymalnego funkcjonowania badań.

      Problem w tym, że rząd musiałby wiedzieć, że potrzebuje wiedzy o systemie, którym zarządza. Jak dotąd w Polsce tak nie jest. Pytanie za 100 punktów: co zrobić, żeby wiedział?

      • ~Ireneusz 24.07.2025 14:07

        Trzeba zaproponować rządowi RP kursy i szkolenia z wykorzystania wyników badań naukowych

        • ~Przemo 24.07.2025 22:16

          Zamożni nie słuchają ubogich chyba, że muszą.
          Żeby nas wysłuchać musieliby się obawiać, że stracą wyborców.
          Spójrzmy na liderów partii politycznych (nie tylko w Polsce).
          Oni wszystko już wiedzą ;-)

  • ~Przemo 23.07.2025 20:33

    Jakość w tytule, a nie dostrzegam jak dotąd oceny jakości nauczania, a to najważniejszy powód finansowania uczelni.
    Jeśli jakość edukacji jest nieistotna, może wystarczą nam same instytuty?

    • ~Michu 24.07.2025 09:29

      A jakosc nauki gdzie da sie dostrzec w tym wszystkim?

      Publikowanie po polsku, podniesienie roli czasopism krajowych, zero o tym jak przyciagnac zdolnych ludzi do nauki, place skasujace nauke na role dodatkowego etatu...

      • ~Przemo 24.07.2025 10:30

        Nauka została w Polsce przez rządzących ograbiona i ubezwłasnowolniona.
        Są duże pieniądze, ale na budynki i zakup zagranicznego sprzętu. Badania wydają się być tutaj absolutnie niepotrzebne - wystarczą awanse, tytuły, ordery.
        Problemem są dla rządzących publikacje - po nich widać jaka jest smutna prawda o nauce w Polsce.

  • ~Krzys 23.07.2025 19:39

    Kolejny minister zapowiada „rewolucję” w ewaluacji, obiecując odejście od liczenia punktów na rzecz jakości, umiędzynarodowienia i jawności. Słyszeliśmy to już tyle razy, że trudno o entuzjazm: kryteria nadal są mgliste, opisowe i podatne na uznaniowość, a nowe hasła – inkluzywność, równe szanse, społeczne oddziaływanie – brzmią pięknie, lecz bez twardych wskaźników sprowadzą się do kolorowych slajdów i kreatywnego pisania.
    Opcja „ewaluacji na życzenie” tylko pogłębi wyścig na szybkie podbijanie wskaźników przed końcem kadencji, zamiast nagradzać długofalową pracę. Bez jawnych algorytmów i pełnych danych znów skończy się na dwóch latach spokoju, roku panicznych poprawek i kolejnych dwóch latach chaosu.
    Chcemy merytokracji opartej na otwartych danych: publicznych wzorów, wag i progów, normalizowanych wskaźników oraz realnych mierników oddziaływania, zweryfikowanych w pilotażu bez konsekwencji finansowych. Inaczej czeka nas kolejny cykl biurokratycznego déjà vu.

  • ~Alien 23.07.2025 19:33

    Ciekawe w jaki sposób będzie realizowane rozdzielenie oceny ewaluacyjnej od oceny pracowniczej? Przecież kategorie są nadawane na podstawie osiągnięć, które wypracowują ludzie zatrudnieni w danych jednostkach. Nic dziwnego, że ów jednostki, żeby mieć lepsze kategorie, sięgają po "bacik zachęty" w postaci oceny pracowniczej.

    • ~Paweł 24.07.2025 11:10

      Dokładnie tak. Jeśli kryteria oceny nie będą zbieżne, to nie wiem, w jaki sposób ocena instytucjonalna zostanie przygotowana - brak będzie materiału do oceny, bo pracownicy będą robić coś innego (to, za co dostaną ocenę pracowniczą).

  • ~Krzys 23.07.2025 19:30

    Ach, te nieśmiertelne obietnice! Każda kolejna ekipa w ministerstwie, niczym gwiazda rocka na emeryturze, wychodzi na scenę i zapowiada "ostatnią, pożegnalną trasę" z nowym modelem ewaluacji. I za każdym razem słyszymy tę samą mantrę: "Teraz to już naprawdę będzie o jakości, a nie o ilości! Koniec z fabryki punktów, witajcie w krainie umiędzynarodowienia i transparentności!". Brzmi znajomo? Bo brzmi! Toż to jak powracający koszmar senny, w którym uciekasz przed biurokratycznym potworem z tabelkami, a on ciągle zmienia formę. A my, naukowcy, naiwnie wierzymy, że tym razem będzie inaczej. No cóż, historia lubi się powtarzać, szczególnie w polskiej nauce. Warto zatem zachować zdrowy sceptycyzm wobec zapewnienia, że to akurat to rozwiązanie jest najlepsze z możliwych. Mówią o jawności oceny eksperckiej. Świetnie! Teraz zamiast po cichu domyślać się, dlaczego dostaliśmy po łapkach, będziemy mogli jawnie podziwiać artystyczne interpretacje naszych osiągnięć. Bo przecież uznaniowość to nasza narodowa specjalność! Kryteria opisowe, niedookreślone? Proszę bardzo! To jak w tym teleturnieju, gdzie masz zgadnąć hasło, ale podpowiedzi są tak ogólne, że równie dobrze mógłbyś rzucać kostką. Weźmy na ten przykład to nowe kryterium inkluzywności i równych szans. To brzmi jak hasło z reklamy banku – pięknie, szczytnie, ale jak to zmierzyć? Czy będą nas oceniać na podstawie uśmiechów na korytarzu, czy może zliczania liczby wegańskich opcji w stołówce? Bez twardych danych – typu "ile osób wytrzymało z nami dłużej niż rok, nie uciekając w popłochu?" albo "czy płacimy kobietom tyle samo, co facetom, czy tylko udajemy?" – to się sprowadzi do slajdów tak kolorowych, że aż oczy bolą, i do deklaracji, które rozwieje pierwszy lepszy wiatr. A oddziaływanie społeczne? Oj, tu to dopiero będzie pole do popisu! Kto napisze barwniejszą bajkę o tym, jak zbawiliśmy świat naszą nauką, ten wygrywa Puchar Dziejopisa. Zamiast realnie działać, będziemy trenować w pisaniu peanów na własną cześć. Jak to mawiają, "jak nie wiesz, co zrobić, to napisz, że zrobiłeś." Opcja "ewaluacji na życzenie" to już w ogóle majstersztyk! Brzmi jak zaproszenie do strategicznej gry w "Kto szybciej podciągnie cyfry, zanim się kapną, że coś kręcimy?". Wyobrażam sobie te nerwowe telefony: "Profesorze, ile nam brakuje do kategorii A? Tylko szybko, bo rektor chce się ewaluować przed końcem kadencji, a potem idzie na zasłużoną emeryturę i zostawi nam ten bałagan!". Toż to nie zachęta do długofalowej pracy, tylko do gorączkowego sprintu z przeszkodami. A jak jeszcze w międzyczasie zmienią się zasady gry, to w ogóle będzie cyrk na kółkach. My, naukowcy, w permanentnej niepewności, niczym kot na rozgrzanym blaszanym dachu. Dlatego, zamiast kolejnych mglistych obietnic, prosimy o merytokrację opartą na otwartych danych! Chcemy wzorów, wag i progów, które możemy sprawdzić samodzielnie, zamiast czekać na wyrocznię z góry. Dajcie nam arkusze kalkulacyjne, a sami obliczymy naszą kategorię – bez wróżenia z fusów! Niech twarde wskaźniki będą normalizowane, a oddziaływanie społeczne mierzone liczbą rzeczywistych beneficjentów, a nie opowieściami z mchu i paproci. I błagam, niech jakiś niezależny panel metodologiczny, złożony z ludzi, którzy naprawdę znają się na statystyce, przetestuje te pomysły, zanim puszczą je w obieg. Pilotaż, to słowo klucz! Bez konsekwencji finansowych, żebyśmy nie musieli później leczyć kaca po kolejnym eksperymencie na żywym organizmie. Pięcioletni cykl ma sens tylko wtedy, gdy zasady są tak stabilne jak góra, a nie jak domki z kart. Jeśli algorytmy i dane nie będą jawne od pierwszego dnia, to powtórzymy schemat: dwa lata względnego spokoju (na luzie), rok nerwowego "poprawiania" przepisów (w panice) i kolejne dwa lata chaotycznego dostosowywania się do nowości (na bezdechu). Jeśli naprawdę chcemy promować jakość, a nie ilość, to zacznijmy od wyeliminowania uznaniowości i deklaracji o pełnej mierzalności. Inaczej nawet najlepsze intencje utoną w oceanie biurokracji, a my znowu będziemy czekać na kolejnego Mesjasza ewaluacji.

  • ~Ireneusz 23.07.2025 17:12



    Wg Chatgpt Polska, podobnie jak wiele innych krajów, przeznacza znaczne środki budżetowe (publiczne) na wspieranie publikacji wyników badań naukowych, zwłaszcza w zagranicznych czasopismach naukowych. Dzieje się to głównie poprzez:

    🔹 1. Finansowanie opłat za publikacje (APC – Article Processing Charges)

    Publikacje w wielu renomowanych czasopismach naukowych (szczególnie z tzw. listy filadelfijskiej, np. Scopus, Web of Science) są odpłatne. Opłaty te często sięgają od 1 000 do nawet 10 000 USD za jeden artykuł. Instytucje naukowe w Polsce pokrywają te koszty:

    bezpośrednio z budżetów jednostek naukowych (np. uniwersytetów, instytutów PAN),

    ze środków grantowych (NCN, NCBiR),

    z subwencji z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.


    🔹 2. Programy grantowe (NCN, NCBiR)

    Narodowe Centrum Nauki (NCN) oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) przewidują w budżetach projektów finansowanie publikacji, w tym również open access. Przykładowo:

    NCN w swoich projektach umożliwia rozliczenie opłat publikacyjnych (zwłaszcza w grantach OPUS, PRELUDIUM, SONATA).

    Programy Horyzont Europa oraz wcześniejsze Horyzont 2020 wymagają publikacji wyników badań w trybie otwartego dostępu, co również generuje koszty.


    🔹 3. Programy wsparcia otwartego dostępu (OA)

    Ministerstwo Nauki i instytucje badawcze wspierają politykę open access — zarówno tzw. złoty OA (publikacja w czasopismach otwartych), jak i zielony OA (archiwizacja wersji autorskiej). Niektóre uczelnie mają też umowy transformacyjne z wydawcami (np. Elsevier, Springer), które pozwalają publikować artykuły w OA bez dodatkowych opłat dla autorów.

    🔹 4. Koszty pośrednie

    Poza bezpośrednimi opłatami, państwo ponosi też koszty wynagrodzeń naukowców, infrastruktur, tłumaczeń, redakcji tekstów, opłat konferencyjnych itp., co składa się na ogólny koszt „produkcji” wiedzy naukowej publikowanej za granicą.


    ---

    📊 Szacunki finansowe (przybliżone):

    Choć dokładne dane zależą od roku i instytucji, to według raportów:

    setki milionów złotych rocznie mogą być przeznaczane na opłaty publikacyjne w zagranicznych wydawnictwach,

    np. w 2022 r. polskie instytucje naukowe zapłaciły ponad 100 mln zł za dostęp i publikację artykułów naukowych (w ramach tzw. licencji krajowych i APC).



    ---

    🔎 Krytyka i debata publiczna

    Coraz częściej podnosi się głosy krytyki wobec tego modelu:

    uzależnienie polskiej nauki od zagranicznych wydawnictw,

    transfer pieniędzy publicznych do prywatnych koncernów wydawniczych (Elsevier, Springer, Wiley),

    brak rozwoju krajowych czasopism naukowych,

    niedostępność wyników badań finansowanych z publicznych środków dla społeczeństwa.



    ---


    • ~Przemo 23.07.2025 18:29

      Co więcej kosztuje, próżność czy naiwność, oto jest pytanie.
      Jak już wspominałem liczba uniwersytetów na świecie jest bardzo podobna do liczby czasopism naukowych.
      Publikowanie na stronie instytucji z numerem DOI jest praktykowane, a gdyby zastosowały to uczelnie - widzę same korzyści takiego rozwiązania.

  • ~Kyos 23.07.2025 17:10

    A tak prosto z mostu - będzie nowa lista czasopism, a jeśli tak to kiedy? Ale tak na poważnie, bez jaj jakie mamy od 2 lat.

  • ~Sławomir Wacewicz 23.07.2025 16:37

    Pani Minister stwierdziła, że "bazy danych [Scopus, WoS] defaworyzują nauki humanistyczne i społeczne" i zapowiedziała dowartościowanie publikowania po polsku, ponieważ w niektórych dyscyplinach jest to rzekomo konieczne.
    Takie przekonanie jest niestety empirycznie fałszywe, staroświeckie i szkodliwe. W tych naukach jest normalny światowy obieg wiedzy i dyskusja odbywa się na poziomie globalnym a nie paralelnie w 100 różnych językach. Gdyby w językoznawstwie każdy publikował w swoim języku, to nie byłoby w ogóle teorii języka, a o większości języków w ogóle nie dałoby się pisać, bo nie mają pisma. Nie byłoby tematu języków migowych, które co do zasady nie mają swojego własnego alfabetu. I twierdzenia, że badania o specyfice polskiego języka czy systemu prawnego nikogo nie interesują są empirycznie fałszywe - interesują i są potrzebne, żeby robić teorię i porównania. Nie dałoby się zrobić badań porównawczych w prawie - jak porównać rozwiązania no nie wiem, choćby windykacji, w krajach Europy, jeśli badania z Polski byłyby po polsku, z Węgier po węgiersku itd. Robienie nauki polega na innowacji, czyli odkrywaniu tego, czego jeszcze nie odkrył nikt na świecie (a nie w Polsce) i w humanistce jak w każdej dziedzinie jest jak najbardziej nie tylko możliwa, ale i konieczna dyskusja na poziomie globalnym. Inaczej będziemy mieli zacofaną humanistykę na poziomie lokalnym.

    • ~Ireneusz 24.07.2025 14:12

      SCOPUS I WOS najważniejsze w nauce, angielski też, NIECH BĘDZIE POCHWALONY, naukowiec za opublikowane, a nie za nowe prawdziwe zdania. 🤣🤣🤣🤣🤣

    • ~Paweł 24.07.2025 11:15

      I znowu te mantry o światowej nauce... Niech pan przyjmie do wiadomości, że o polskim prawie można i trzeba pisać w 95% po polsku, bo wiedza o nim jest potrzebna tu na miejscu, a nie gdzie indziej...

      • ~Marcin Przewloka 24.07.2025 17:32

        @Paweł

        Kiedy polonista pisze dla spoleczenstwa, na przyklad opracowuje jakis slownik, to pisze po polsku.
        Kiedy polonista pisze artykul naukowy o jezyku polskim, to pisze po angielsku.

        Jak prawnik pisze o prawie dla prawnikow, jako praktyczny komentarz, przewodnik lub opinie, to pisze po polsku.
        Jak prawnik pisze artykul naukowy o prawie (dowolnym prawie), prezentuje wyniki swoich badan, to pisze po angielsku.

        Nauka TYLKO po angielsku.
        Popularyzacja TYLKO po polsku.

        • ~Paweł 25.07.2025 01:04

          Kompletna bzdura! Trzeba na siłę forsować to, co dotyczy science i przerzucać na inne obszary, bo nie jesteście w stanie zrozumieć, że nauka nie jest jednakowa i rozwija się w różny sposób w różnych dziedzinach i dyscyplinach.

          • ~Marcin Przewloka 25.07.2025 08:50

            @Paweł

            Jak najbardziej, niech nauka "rozwija się w różny sposób w różnych dziedzinach i dyscyplinach", a pozniej wyniki tego rozwoju niech beda publikowane po angielsku.
            Przypominam - mam na mysli badania naukowe, a nie teksty przeznaczone na natychmiastowy uzytek spoleczenstwa, czy tez jakichs scisle zdefiniowanych grup w tym spoleczenstwie.

            Wszysto, co w nauce prowadzi do zamykania sie w swoim grajdolku i zawezania przestrzeni naukowej jest zle. Nauka powinna byc otwarta na poznawanie i dyskusje miedzynarodowo. To dotyczy wszystkich dziedzin wiedzy.

      • ~Sławomir Wacewicz 24.07.2025 16:05

        O polskim prawie (tak samo jak o dydaktyce, o rolnictwie itd. itp.) można i trzeba pisać po polsku, i owszem ta wiedza jest potrzebna tu na miejscu i nawet mi się osobiście parę razy się przydała. To wszystko jest cenne i stanowi wpływ społeczny, który powinien być doceniany ALE jako kryterium trzecie. Trzeba odróżnić popularyzację/eksploatację (wykorzystanie) od robienia samych badań i upowszechniania ich wyników; upowszechnianie z definicji powinno być globalne, bo lokalne nie ma sensu.
        A w prawie uczestnictwo w globalnym dyskursie jest być może nawet ważniejsze niż gdzie indziej w humanistyce, ze względów praktycznych, takich jak tworzenie wspólnych rozwiązań na poziomie europejskim. I generalnie odłączenie od globalnego obiegu informacji będzie miało taki sam skutek w każdej dyscyplinie, czy to w chemii czy w prawie. Jak odłączymy chemię, to będziemy mieli zacofaną chemię. Jak odłaczymy prawo, to będziemy mieli zacofane prawo.

      • ~maciej 24.07.2025 14:49

        A to polscy prawnicy, uważający się za najbardziej wykształconą elitę tego kraju nie znają angielskiego?

        • ~Paweł 25.07.2025 01:01

          Znają, problem w tym, że nasze prawo funkcjonuje lokalnie - podobnie jak prawo innych krajów (suwerenność polega na tym, że można je samodzielnie stanowić). Ile tekstów popularyzujących polskie prawo są skłonni czytać czytelnicy w innych krajach?? Niewiele. Prawo rozwija się zasadniczo lokalnie, więc nie ma potrzeby publikowania o nim na siłę zagranicą. A w kraju nie ma sensu publikowania o nim w innym języku niż polski.

          • ~Sławomir Wacewicz 25.07.2025 12:54

            Jeśli przyjmujemy, że "w naukach prawnych każdy dyskutuje w swoim języku o prawie w swoim kraju", to trzeba też zwrócić uwagę na takie fakty:
            - wg Scimago https://www.scimagojr.com/journalrank.php?category=3308
            na Scopusie jest ponad 1000 czasopism z dyscypliny "Law"
            - w tym obszarze badań (jak w każdym) jest też co najmniej kilkadziesiąt dobrych konferencji międzynarodowych.

            Pytanie jest takie - po co?

    • ~Robert Lew 24.07.2025 10:14

      10/10

    • ~Marcin Przewloka 23.07.2025 18:29

      @Sławomir Wacewicz

      Chcialem wyrazic swoje calkowite poparcie dla publikowania prac naukowych tylko po angielsku. Pisalem o tym wielokrotnie, rowniez tutaj na Forum Akademickim, ale spod mojej klawiatury nigdy nie wychodzi to tak skladnie, jak w panskim komentarzu.

    • ~Profesor PAN 23.07.2025 17:15

      Prace z egiptologii pisane byłby hieroglifami a prace o prekolumbijskiej historii Ameryki Południowej pismem węzełkowym. Najzabawniej wyglądałaby średniowieczna historia Anglii - język staroangielski jest dosyć odległy od współczesnej angielszczyzny.

      Aż nie chce się wierzyć, że w obecnym zglobalizowaym świecie ktoś może jeszcze promować lokalną naukę.

      • ~zation 24.07.2025 10:05

        Chodzi o to, że polskie czasopisma muszą się rozwijać, zwłaszcza te nowe, a nikt nie zacznie rozwoju od razu od światowej półki. Z kolei jeśli czasopismo ma najniższą liczbę punktów (jest takich wiele np. w naukach społecznych), to także krajowi badacze nie chcą w nich publikować. Jak nie ma dobrych tekstów krajowych, także po angielsku, to nie ma co marzyć o wejściu do Scopusa czy WoS i błędne koło się zamyka. Dlatego polskie czasopisma muszą, przynajmniej na jakiś czas (np. na 5 lat), dostać więcej punktów.

        • ~Profesor PAN 24.07.2025 13:05

          A co ma jedno do drugiego? Kogo obchodzi, w jakim kraju pismo jest zarejestrowane? Tym bardziej, że obecnie prawie cały obieg informacji idzie przez internet. Pisałem o konieczności publikowania w języku koferencyjnym, dziś jest to angielski. Cieszmy się: arabski, greka koine i łacina są dużo trudniejsze. Najgorzej było oczywiście sto lat temu, kiedy tych języków konferecyjnych było więcej i bez znajomości niemieckiego, francuskiego i angielskiego człowiek nie mógł nadążyć za postępem nauki. A rosyjski i włoski też mogły się przydać.

      • ~Przemo 23.07.2025 18:25

        Zastanawiam się nad pisaniem o polskim prawie w języku angielskim i wydaje mi się, że mogłoby to być pożyteczne, ponieważ zdania nielogiczne i równoważniki zdań automatyczne translatory fatalnie tłumaczą, ale kiedy zdania są jednoznaczne (a prawo powinno takie być) to nie ma problemu.

        • ~Profesor PAN 23.07.2025 19:54

          Prawo jest wyjątkiem, bo systemy prawne u Anglosasów i na europejskim kontynencie są różne i to na bardzo niskim poziomie - my bazujemy na Kodeksie Napoleona a oni mają prawo precedesowe. Zagadnienia są wręcz nieprzetłumaczalne.

          • ~Przemo 23.07.2025 20:49

            Bazujemy na Kodeksie Napoleona? Poważnie?
            Polskie prawo jest tak bełkotliwe i niejasne, że nawet Konstytucję trzeba interpretować.
            "Samorząd może...", " A współpracuje z..." itp. itd.
            Oszczędzam kompletnych bzdur, które nawet NIK od lat raportuje bez skutku jak "ochrona tajemnicy kodu genetycznego policjantów".
            Koń by się uśmiał.

            • ~Profesor PAN 23.07.2025 23:06

              A kto panu powiedział, że jeśli się bazuje na Kodeksie Napoleona, to wszystko musi być jasne i precyzyjne?

              • ~Przemo 24.07.2025 09:07

                Niejasności bronią się jedynie tym, że prawo może opisywać "dozwolone zachowania", ale należy je dobrze opisać. Jeśli pisze się, tylko, że ktoś z kimś współpracuje to nic to nie znaczy, a jeśli oferuje się prawo do pewnej korzyści w państwie, np. edukacji "każdemu", to jest to zwyczajnie niewykonalne.

                • ~Profesor PAN 24.07.2025 14:58

                  A kto broni niejasności?

                  • ~Przemo 24.07.2025 22:42

                    Trudno mi wyobrazić sobie nieprzetłumaczalność prawa jednoznacznego.

                    • ~Profesor PAN 25.07.2025 09:03

                      W takim razie proszę sobie poczytać rozważania amerykańskich prawników o mocy precedensów. W całkiem poważnych pismach prawniczych. Sędzia stanowy w Wisconsin w roku 1936 wydał taki wyrok ale za to sędzia stanowy w Luizjanie w roku 1922 taki i dlatego ten precedens się liczy a tamten mniej albo odwrotnie.

                      Amerykanie są to ludzie praktyczni i nauczyli się żyć w tym gąszczu, my byśmy zginęli pierwszego dnia. Napoleonowi należy się pomnik.

                      • ~Przemo 25.07.2025 10:34

                        Jeśli precedens ma moc, nie jest zerojedynkowy, nie jest jednoznaczny.

                        • ~Profesor PAN 25.07.2025 12:23

                          I tak to w Stanach wygląda - wożenie się, czy przestępstwo jest federalne czy stanowe, różne wyroki przed sądami o różnych statusach (najsłyniejszy przypadek to OJ Simpson ale jest tego więcej) a jeszcze mają zasadę owoców zatrutego drzewa...

                          Z drugiej strony sędzia przychodzi do pracy a 9:00, wychodzi o 17:00 i w tym czasie wydaje 10 wyroków. A jak sprawa jest skomplikowana, to istotnie zdarza im się odłożyć kolejne posiedzenie... Na następny dzień.

                          W Anglii z kolei attorney rozmawia z klientem a przed sądem występuje lawyer, który może go nie widzieć na oczy.

                          Anglosasi mają prawo bardzo różne od naszego.

      • ~W 23.07.2025 18:04

        Co do zasady się zgadzam, ale jednak są wyjątki. Historia Polski jest mniej atrakcyjna w skali światowej niż np historia starożytnego Egiptu. Owszem mogą się pojawić prace z historii Polski, które da się publikować międzynarodowo, ale to raczej nie jest reguła. Nie każda praca może być też porównawcza.
        Podobnie będzie w przypadku polonistyki czy prawa.
        Ale istotnie, obawiam się, że Ministerstwo rozciągnie te wyjątki na całe nauki humanistyczne i społeczne, włącznie z np. ekonomią czy zarządzaniem.

        • ~Profesor PAN 23.07.2025 19:59

          A skąd pan wie, że historia Polski jest mniej atrakcyjna w skali światowej niż historia starożytnego Egiptu? A może jest odwrotnie, Egiptu ludzie mają już dosyć i chętnie by poczytali o najbardziej tajemniczym państwie świata: Polsce. Ale nie poczytają, bo wszystkie publikacje są w ich niezrozumiałym języku.

          • ~komentator (poprzedni) 24.07.2025 00:15

            ... a najchętniej poczytaliby o historii polskiego systemu nauki i szkolnictwa wyższego... ;=]. Pewnie mieliby niezły ubaw. Ciekaw jestem, co o tym naszym cyrku sądzą naukowcy z innych krajów. Intryguje mnie to.

    • ~Ireneusz 23.07.2025 17:03

      PANI MINISTER WŁAŚNIE MA RACJĘ, TRZEBA OCENIAĆ EFEKTY BADAŃ, A NIE MIEJSCE ICH PUBLIKACJI. - ZWŁASZCZA WSPÓŁCZEŚNIE. W ten sposób polski budżet może oszczędzić około 350 mln zł rocznie.

      • ~rozbawiony 24.07.2025 14:06

        Oczywiście, Polska jest fenomenem na mapie świata. Tylko my jesteśmy w stanie ocenić osiągnięcia naukowe. Działający od dawien dawna system, w którym do niektórych czasopism bez wybitnych wyników nie ma nawet co podchodzić, jest nudny. Po co wierzyć dziesiątkom recenzentów, którzy już w kilku fazach dany artykuł oceniali. Lepiej powołać tysiąc zespołów roboczych z dziesiątkami tysięcy prof. Marianów, którzy będą czytać od dechy do dechy wszystko od nowa. Oczywiście deklaratywnie, bo prof. Marian z góry wie, że kolegom krzywda stać się nie może i efekty ich badań są zawsze świetne. A konkurencji się napisze paszkwila, i niech sobie w kąciku płaczą. A że prof. Marian za darmo pracować nie będzie, to oszczędności z tego będą takie, że ho ho...