Minister nauki i szkolnictwa wyższego Marcin Kulasek przyznał 230 stypendiów dla wybitnych młodych naukowców. Wśród beneficjentów jest 35 doktorantów. Wszyscy będą przez 3 lata otrzymywali miesięcznie 5 390 zł.
To już 21 konkurs stypendialny dla wybitnych młodych naukowców. Kandydatów zgłaszali w grudniu ubiegłego roku rektorzy uczelni oraz dyrektorzy instytutów PAN, instytutów badawczych i instytutów międzynarodowych. Tym razem nadesłano 1640 wniosków. Oceniał je metodą punktową zespół ekspertów.
Stypendium ministra może otrzymać młody naukowiec wykazujący się znaczącymi osiągnięciami w działalności naukowej. Młody naukowiec to osoba prowadząca działalność naukową, która:
Wyłaniając stypendystów stosowano podejście wynikające z równości dyscyplin naukowych i artystycznych, które polega na przyznawaniu w dyscyplinach podobnej liczby stypendiów. Tym samym młodzi naukowcy konkurowali ze sobą w ramach danej dyscypliny, a nie całej dziedziny. W poszczególnych dyscyplinach można było przyznać maksymalnie 5 stypendiów, z czego 1 dla doktoranta. Natomiast w dyscyplinach z większą liczbą wniosków przyznano więcej niż 5 stypendiów, wykorzystując dziedzinowy mechanizm wyrównawczy. Zatem niewykorzystane w danej dyscyplinie stypendia mogły być wykorzystane w innych dyscyplinach zaliczanych do tej samej dziedziny. Oznacza to, że bardziej popularne dyscypliny miały stosunkowo więcej stypendystów.
W tym roku minister Marcin Kulasek przyznał stypendia 230 osobom, w tym 35 doktorantom. Laureaci będą otrzymywać wsparcie w wysokości 5390 zł miesięcznie przez okres trzech lat. Na ten cel Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przeznaczy w sumie ponad 44 mln złotych.
Stypendia otrzymali młodzi naukowcy reprezentujący 54 dyscypliny naukowe i artystyczne. Najwięcej stypendystów wywodzi się z: Uniwersytetu Warszawskiego (20), Politechniki Wrocławskiej (16) i Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (14).
MK
Jaki był próg punktowy w dyscyplinie inżynieria materiałowa?
Witam wszystkich. Czy znajdzie się duszyczka, która podzieli się informacja o punktach zdobytych za projekty? Jak oceniany jest projekt Miniatura?
Pozdrawiam
w zakładkach portalu OSF naukowiec pisane jest małą literą "Młody naukowiec", natomiast minister dużą "Decyzja Ministra", zgodnie ze słownikiem niepotrzebne jest duża litera w przypadku ministra :)
Dzień dobry, czy podzieli się ktoś wiedzą jak oceniane są wnioski. Czy za same publikacje można uzyskać stypendium czy trzeba mieć wypełnione wszystkie kryteria? Projekty, staże itp.
Nie oceniając nikogo....ale mam.wtazenie że w każdych konkursach pojawiają się te same nazwiska jeśli chodzi o laureatów: stypendium Start, konkursy NCN, Loreal ....
Nie trzeba wszystkich, jesli sie uzbiera z publikacji tyle zeby przekroczyc prog to wystarczy.
Nie trzeba wszystkich, jesli sie uzbiera z publikacji tyle zeby przekroczyc prog to wystarczy.
podbijam pytanie, oraz ile artykułów miało podniesioną punktację w wygranych wnioskach, to jednak różnica jeśli punktacja obniżona ze względu na liczbę współautorów np. 60 jest podniesiona do 200
O, widzę standardowo mamy sporo "wybitnych" naukowców robiących 90% dorobku w MDPI. Wspaniale, państwo dopłaca do 50 publikacji (najlepiej w special issues) i potem jeszcze wypłaca stypendium za tak znamienity dorobek. Śmiech na sali.
No, mi już to "nie grozi". Nawet nie groziło mi ponad 2 lat temu, gdy byłem świeżo po obronie doktoratu. Ani przez kolejne kilka lat też nie. Po prostu, moi opiekunowie pracy doktorskiej zdawali się nie mieć wyobraźni, że trzeba kierować swojego ucznia do takich konkursów, trzeba powodować, żeby miał "przebicie", żeby był zauważany. Niestety, trafiłem na ludzi NIEODPOWIEDZIALNYCH.
Chłopie, ile miałeś lat na tym doktoracie, siedem? Do konkursu jak ten zgłaszasz się sam, a nie promotor Cie tam "kieruje". Sam jesteś nieodpowiedzialny i zwalasz na innych swoje losy, zamiast wziąć odpowiedzialność za to gdzie jesteś. Koledzy i mentorzy mieli zadbać żeby Ci poszło w nauce?
Tutaj to się z Panem zgodzę. Do konkursu zgłasza się delikwent. Jednakże, NAJPIERW ktoś musi o tym konkursie powiedzieć.
Ale w mojej wypowiedzi miałem na myśli to, że to promotor, będący po habilitacji lub profesorem, zna innych ludzi kierujących grupami badawczymi, i powinien do nich skierować swojego doktoranta. Przecież chyba nie należy oczekiwać, że jakiś szef grupy badawczej weźmie człowieka po doktoracie, niejako "z ulicy", tzn. mu nieznanego. Poza tym, to na RADZIE WYDZIAŁU lub Radzie Naukowej, gdzie decydują się losy osób chcących po doktoracie uzyskać etat, zasiadają ich promotorzy i/albo ludzie tych promotorów znający i popierają (przynajmniej powinni) kandydaturę danej osoby.
Trochę nie rozumiem. W jakiej to cudownej dyscyplinie bądź dyscyplinach promotor jest od prowadzenia za rączkę. Ja reprezentuje archeologię śródziemnomorską. U mnie to od licencjatu po rozprawę doktorską to w większości przypadków promotor chce całą dostać całą pracę już gotową. Gdzie potrafi wszystko wywrócić by na nowo pisać. No trzeba mieć szczęście do dobrych promotorów. Jedni coś zasugerują a inni nie. Jak samemu się nie dopyta to można nawet zapomnieć o sugestiach. Jednak nikt nie dba czy będziesz pisał artykuły czy monografie (rzadkie przypadki), albo czy pojedziesz na dobrą konferencje. Samemu trzeba dbać o dorobek. W sumie jest to element wejścia do świata nauki, tzw. samodzielność. A z artykułami jest tak, że od razu się wchodzi w najlepsze branżowe czasopisma, w językach kongresowych, i to jako samodzielny autor. Po doktoracie, jak się chce byś najlepszy, to działa się praktycznie samodzielnie. Oczywiście zależy od polityki i projektów instytucji gdzie się jest zatrudniony. Jednak wszystko jest dla ludzi. Część ludzi po prostu nie nadaje się do takiej pracy.
Proszę Pana. Wcale się nie dziwię, że Pan nie rozumie, bo sam bym nie rozumiał, gdybym nie miał takiej sytuacji, jaką miałem.
Pisze Pan m.in. "Jednak nikt nie dba czy będziesz pisał artykuły czy monografie (rzadkie przypadki), albo czy pojedziesz na dobrą konferencje. Samemu trzeba dbać o dorobek. W sumie jest to element wejścia do świata nauki, tzw. samodzielność."
U mnie nie było na to miejsca, gdyż mój mentor (już nieżyjący) rządził trochę, jak swego rodzaju dyktator, i chciał mieć wszystko pod kontrolą.
Cyt." A z artykułami jest tak, że od razu się wchodzi w najlepsze branżowe czasopisma, w językach kongresowych, i to jako samodzielny autor. Po doktoracie, jak się chce byś najlepszy, to działa się praktycznie samodzielnie. "
Samodzielnie, to panie Piotrze przez 1.5 ROKU po doktoracie byłem zajęty PRZEKWALIFIKOWYWANIEM SIĘ (częściowym) na INNĄ dziedzinę, żeby W OGÓLE MIEĆ ETAT na uczelni, czyli żeby mieć wypełnione pensum dydaktyczne tzn. żeby móc prowadzić zajęcia dydaktyczne, na prowadzenie których było zapotrzebowanie. I POD TYM kątem patrzono się na moją osobę, a NIE pod kątem, z jakiej dziedziny chciałbym prowadzić badania naukowe.
Niestety, ale widzę, że niemało osób w Polsce, także tych pracujących w branży akademickiej, jest tego NIEŚWIADOMYCH.
Ww. pan mentor przyjeżdżał do miasta, z którego wcześniej "wyemigrował", a w którym mieszkałem, tak 1 raz/1.5 - 2 miesięcy, żeby pogadać ze mną przy kawie przez 20 minut na tematy naukowe. Kontakt via mail był, ale on ciągle był zajęty czymś innym. W tym czasie moi Koledzy, z którymi robiłem równolegle doktorat, rozwijali się naukowo, pracowali i publikowali. Dzisiaj wielu z nich już dawno jest po wkroczeniu do świata habilitowanych.
Pan mentor, jakoś nie miał ochoty kierować mnie do innej grupy badawczej. Może tak było trochę z racji tego, że był podejrzliwy, i bał się, że ktoś go "przeskoczy" współpracując ze mną w tym, co sam robił (nie wiem, ale przestrzegał mnie i moich Kolegów przed chwaleniem się w kuluarach o tym, nad czym pracujemy, bo inni mogą ukraść pomysł lub wynik), a przy tym był "pyskaty", więc chyba zdawał sobie sprawę, że jest "lubiany" przez niemały odsetek środowiska naukowego.
W KAŻDYM RAZIE, NIKT z jego grupy badawczej, w której byłem, jak doktorant, NIE zrobił habilitacji (oprócz jednej osoby).
NIESTETY, ale jeśli spróbuje Pan zastosować typowe rozumowanie, że "tak powinno być" albo "tak nie powinno być", bo "to przecież normalne jest, że..." do mojej sytuacji, to Pan "polegnie". Tu niemal NIC nie było tak, jak powinno było być.
Dostaną sami swoi. "Wybitni", czyli tata dziekanem, wujek profesorem, dopisali do papierów i wszystko ładnie wygląda...
Jestem pierwsza osoba z wyższym wykształceniem w rodzinie, nie mialem żadnych znajomosci i stypendium wpadło niejako samo - po prostu solidnie pracuje. Życzę pomysłów i determinacji w ich realizacji, bo same pomysły wiadomo ze nie są wiele warte :)
To gratuluję Tobie i Twojemu Promotorowi, że odpowiedzialnie podszedł do tematu, a nie zostawił Cię samego. OD RAZU DZISIAJ myślcie obaj o Twojej przyszłości. Obyś nie ugrzązł na lata w "grajdole", tak jak mi się to przytrafiło.
Swojego promotora widziałem na oczy RAZ. Byłbym dębiłem gdybym oczekiwał ze będzie myślał o mojej przyszłości :)
No to gratuluję panu, że nie był pan i nie jest pan debilem.
W moim (byłym już) Instytucie, to właśnie PROMOTORZY lobbowali za swoimi doktorantami, żeby wywalczyć dla nich etaty lub kierowali ich do innych ośrodków badawczych. Moi promotorzy jakoś na to nie wpadli, że tak trzeba tzn. udawali, że nic o tym nie wiedzą.
Gratulacje dla nagrodzonych. Również otrzymałem w 2024 r. i nadal pobieram. Zaskakujący (chociaż w niewielkim stopniu) jest brak jakiejkolwiek waloryzacji.
Stypendium w obecnej kwocie jest niezmienione od 2015 :) wtedy może coś te pieniądze znaczyły, natomiast teraz jest ledwo powyżej najnizszej krajowej. Na tyle wyceniane są te "prestiżowe" sylwetki osób :)
Wszyscy będą przez trzy lata otrzymywali miesięcznie 5390 zł, jeśli wytrwają w tym systemie. Ja po dwóch latach pracy na pół etatu na stanowisku asystenta mimo doktoratu, z nadgodzinami przekraczającymi etat, zrezygnowałem z pracy na uczelni. Nacisk na dydaktykę, brak czasu na badania, czyli na to, za co wcześniej otrzymało się stypendium, śmieszne zarobki i hierarchiczny system nastawiony na poddańczość. Do tego kwestie osobiste, rodzinne i zdrowotne, na które według „systemu” na tym etapie kariery nie ma jeszcze miejsca, bo jesteś „na zawodowym dorobku” i masz się żyłować, by zasłużyć na konkurs i pełen etat. Podziękowałem. Wróciła chęć do badań i pisania. A że bez afiliacji i bez perspektywy kolejnego stopnia awansu naukowego? Trudno.
Zdrowia system Ci nie odda, bo sam jest chory.
Wskaźnik sukcesu 12%. No, jest się czym chwalić...😅
należy pamiętać, że 1640 naukowców złożyło wnioski, czyli to byli Ci co myśleli, że mają szansę dostać stypendium.. bo przecież nie złożyli "dla sportu". Zatem współczynnik sukcesu liczyłbym od puli wszystkich naukowców max. 7 lat po doktoracie i doktorantów.
230 ÷ 1640 = 0,14, czyli 14%, a nie 12%
Trochę za wysoki, to ma być stypendium dla wybitnych, a nie dla co 10 naukowca,.
Dlatego śmieszy mnie ta nazwa. Albo zostajemy przy "wybitnych", czyli powiedzmy maksymalnie 5% naukowców danej dyscypliny, albo po prostu "stypendium ministra dla młodych naukowców" o charakterze konkursu, przyznawane według określonych kryteriów. To, co nasi naukowcy lubią uważać za wybitne, na zachodniej uczelni jest po prostu na przyzwoitym, dobrym lub bardzo dobrym poziomie, w zależności od poziomu danej uczelni. Taka osoba po prostu nie odstawałaby od reszty, która się tam znalazła, co samo w sobie dobrze o niej świadczy, skoro przy ograniczonych zasobach była w stanie osiągnąć zbliżony poziom naukowy.
Biorąc pod uwagę, że 1/3 laureatów (?) z NZJ ma doktoraty przy h=1 w Scopusie, to strach się bać jaki był poziom tych 88% odrzuconych kandydatów. Może i lepiej, że wskaźnik sukcesu nie był wyższy.
No dobrze, ale jaki ma sens stosowanie indeksu h w ocenie jakości dorobku naukowców na samym starcie kariery? Większość z tych, którzy mają ten indeks dość wysoki w młodym wieku, po prostu wywodzi się z dużych zespołów, gdzie im dorobek trochę podpompowano. To nie ma być jednak konkurs dla najsilniejszych zespołów, tylko dla obiecujących młodych badaczy.
Nie prawda, jestem doktorantem w dyscyplinie AEEiTK, mam h-index 9 a mimo to zostałem odrzucony. Co prawda laureat w tej konkurencji ma h-index około 5, także zastanawiam się nad przebiegiem ewaluacji wniosków. Ocena punktowa projektów jest zupełnie umowna. Dla przykładu za ten sam projekt w dwóch naborach dostałem maksymalną punktację, jak i zerową. Nie jestem pewien jak wygląda sytuacja w przypadku podwyższenia punktacji za publikacje.
Dlaczego twierdzisz, że napisałem nieprawdę (pisaną łącznie, tak przy okazji)?
Sprawdź sobie sam - 2 na 6 nagrodzonych w NZJ ma doktoraty i h=1 w Scopusie. Dyskutujesz z faktami?
Zapytam tylko z ciekawości. Co z tego że mają h=1? Czy to znaczy że ich prace są słabe? Czy liczba H to jest taki super wskaźnik który ocenia jakość pracy i całego dorobku doktoranta czy doktora? Ja coś czytałem że ten wskaźnik jest wspaniały dla klik gdzie koledzy kolegom cytują prace. Ale kto takiemu doktorantowi bez znajomości ma cytować? Nie bądźmy naiwni ale można odważnie zaryzykować stwierdzenie że 99% prac, nawet "wybitnych" polskich naukowców to jest nikomu niepotrzebny spam.
Kochani...To nie jest konkurs, kto ma większy h-index i więcej publikacji. To można łatwo sobie nadmuchać... W ogóle przeczytaliście zasady konkursu? Każdy podaje maks. 5 swoich publikacji. One juz nie maja w tych stypenduach takej wagi. Poza artykułami konkuruje się projektami badawczymi, wdrożeniami, stażami i stypendiami zagranicznymi? Tak tu lubicie nas dyskredytować...
To nadmuchaj wskaźnik, tak piszą tylko ci którzy nie mają wskaźników. Jakby to było takie proste to każdy doktorant miałby H 20
Zgadzam się ze Stypendystka, choć jakieś minimum wypadało by mieć - np scopusowe H3 w humanistycznych, H5 w społecznych, H10 w STEM...
Czyli w stem wymagania wyższe niż do Haba... Nieźle patykiem na wodzie pisane oderwane od realiów
Wiem o czym pisze i wiem ile zajmuje osiągnięcie takiego H-indexu w STEM. A ze habilitacje obecnie można znaleźć w chipsach to inna sprawa.