Narodowe Centrum Nauki odchodzi od wymogu publikowania wyłącznie w otwartym dostępie! Nowe zasady obejmą nie tylko nowe konkursy, które zostaną ogłoszone we wrześniu, ale i trwające już projekty.
O zmianie polityki publikowania wyników badań stanowiących efekty realizacji projektów badawczych, staży, stypendiów naukowych, działań naukowych i komponentów badawczych finansowanych przez Narodowe Centrum Nauki mówiło się już od co najmniej kilku miesięcy. Przypomnijmy, że pod koniec ubiegłego roku ówczesny skład Rady NCN wypowiedział się przeciw nakładaniu na grantobiorców ograniczeń rozliczenia projektu poprzez konieczność udostępniania w otwartym dostępie publikacji powstałych w czasie jego realizacji. Taką też rekomendację przedstawiono dyrektorowi Centrum.
Od tamtej pory trwało opracowywanie nowych zasad. Na początku czerwca Rada NCN pozytywnie je zaopiniowała. Najważniejsza to odejście od wymogu publikowania wyłącznie w otwartym dostępie. W komunikacie agencja poinformowała, że od 26 czerwca w raportach będzie można uwzględniać również artykuły opublikowane w modelu tradycyjnym – tzw. zamkniętym. Dotyczy to zarówno przyszłych konkursów, jak i projektów będących już w realizacji. Nowe reguły oznaczają, że jeśli do tej pory nie można było wykazać w raporcie danej publikacji, bo nie spełniała wymogów Open Access, to od teraz jest to już możliwe.
Centrum informuje także, że kierownicy projektów będą mogli pokrywać koszty publikowania w otwartym dostępie (Article Processing Charge, APC), również w czasopismach hybrydowych, co dotychczas nie było dopuszczalne. Nadal jednak koszty APC można pokrywać wyłącznie w ramach 2% kosztów pośrednich, tzw. kosztów Open Access, oraz ewentualnie z innych kosztów pośrednich.
Jak zaznacza prof. Krzysztof Jóźwiak, dyrektor NCN, nowe reguły nie oznaczają, że agencja wycofuje się ze wspierania idei otwartości.
– Otwarty dostęp pozostaje dla nas bardzo ważny. Nadal będziemy promować ścieżki, które ułatwiają zapewnienie otwartego dostępu. Zalecamy w szczególności korzystanie z tzw. zielonego otwartego dostępu, czyli deponowanie wersji manuskryptu w uznanych repozytoriach dziedzinowych lub instytucjonalnych, zgodnie z polityką wydawcy i obowiązującymi przepisami. Przykładem mogą być repozytoria takie, jak arXiv czy Zenodo – wskazuje dyrektor agencji, cytowany w jej internetowym serwisie.
Zaktualizowana polityka, jak podkreślono w komunikacie, obowiązuje jedynie w konkursach krajowych. W międzynarodowych sprawa wygląda różnorako. I tak, podobnie elastyczne reguły dotyczyć będą m.in. konkursów sieci QuantERA III. Restrykcyjne wymogi zostaną z kolei utrzymane dla projektów realizowanych w sieciach CHANSE, CHIST-ERA i w ramach programu POLONEZ BIS. Natomiast w przypadku konkursów Biodiversa+ zastosowanie, tak jak do tej pory, będą miały zasady programu Horyzont Europa.
MK
Zarządzenie dyrektora NCN w sprawie polityki publikowania w OA
Alleluja!
A co jeśli Wam powiem, że Elsevier niczym nie różni się od MDPI i potrafi przekazać do recenzji artykuły ewidentnie pisane przez AI, które są przeróbką wcześniej opublikowanych prac?
Proszę Państwa - funkcjonujemy w systemie.
Rozumiem że wg Pana mamy omijać AI i wykluczyć ją z życia bo ludzie nie potrafią zachowywać się etycznie??? Myślenie średniowieczne. Za późno na zale bo AI będzie promowane i wdrażane coraz intensywniej bo to jakbym pan nie zauważył jest postęp technologiczny i cywilizacyjny, taki sam jak na przestrzeni wieków inne przełomowe technologie. Obraża się pan na płynący czas i rozwój??? To wy naukowcy zróbcie u siebie etos żelazny żeby nie zatrudniać ludzi nieetycznych i narzędzia które umożliwią sprawdzanie pisanych prac...defacto takie AI które pan krytykuje może do tego być wykorzystywane. Mi AI bardzo pomaga w pracy zawodowej, a to że na uczelniach robią doktoraty i habilitacje ludzie którzy nie umieją pisać, ba są cwaniakami wykorzystującymi czyjś dorobek i pracę to już świadczy tylko o was źle, bo to wy ich wychowujecie, szkolicie i zatruniacie...sami się nie biorą w waszym środowisku. Żenujące te wasze wieczne jęczenie, tak świat ma zastopować bo naukowcy nie umieją pracować etycznie. Szok
I wracamy do punktu wyjścia: wszystko jednak zależy i powinno zależeć od człowieka i standardów, które wytyczy.
Jeżeli jednostka zatrudnia wątpliwe osoby zarówno naukowo jak i etycznie (to często jest skorelowane), to mamy co mamy.
I nie udowodni mi nikt, że to punkty i ewaluacje wymuszają takie zachowania….albo się jest rzetelnym albo ….sie kombinuje.
W US za ściąganie, a co dopiero za plagiat, wylatuje się z uczelni.
Czysta prawda.... Od lat w USA od szkoły średniej uczniowie wiedzą że za próbę ściągania lub udowodnienie ściągania, patrz plagiat, zostaje się wydalonym ze szkoły. Dlatego nauczyciel nawet nie pilnuje na egzaminie, sorawdzianie, kolokwium , bo nikt nie odwazy sie na taki czyn i to jest wpojone we krwi. Ściąganie, plagiat są zresztą przestępstwem ściganym z urzędu, dlatego nikt nie odwazy sie ściągać. A u nas czyta się ze ludzie dorośli pracujący jako naukowcy plagiatuja nagminnie czyjeś prace, a potem co niektórzy szukają usprawiedliwia we wszystkim tylko nie w etosie człowieka. Tysiące argumentów typu że AI ułatwia itd., przy czym nawet AI nie karze komuś plagiatowac czyjegoś dorobku, co najwyżej pomaga napisać artykuł ale nigdy nie plagiatuje, bo podaje źródła. To ludzie z premedytacją kopiują czyjś dorobek.
To tak nie do końca prawda z tą Ameryką. Przez 4,5 roku się napatrzyłem (do moich obowiązków dydaktycznych jako asystenta należało m.in. pilnowanie na egzaminach przeprowadzanych przez profesorów). Co jakiś czas puszczam swoim studentom ten film z wykładem prof. Richarda Quinna z University of Central Florida.
https://www.youtube.com/watch?v=rbzJTTDO9f4&t=30s
Tak zrobiłem 5 lat temu, gdy ze względu na COVID musieliśmy przeprowadzić egzamin zdalnie w Moodle'u. Tak jak na egzaminie prof. Quinna, średnia ocen była o 1,5 wyższa niż w okresie poprzednich 15 lat. Na 4 pytania nikt nie odpowiedział prawidłowo - wszyscy wybrali tę samą błędną odpowiedź. Tak zrobiłem 2 lata temu, gdy studenci oddawali sprawozdania z laboratorium, a technik zgłosił brak zużycia odczynników na niektórych stanowiskach. Po wyświetleniu tego filmu jedna studentka z płaczem się przyznała. Generalnie mamy spadek uczciwości w całym społeczeństwie, nie tylko na uczelniach. Liczy się fura, skóra i komóra (na uczelniach czytaj: stopnie, tytuły, stanowiska, granty i nagrody). Czekam na kolejne komentarze dotyczące moich osiągnięć.
Myślenie średniowieczne byłó na o wiele wyższym poziomie niż jest myślenie współczesne. Metodologii to obecni naukowcy od św. Tomasza z Akwinu to mogliby się tylko uczyć.
@Ram
Jak rozumiem chodzi o przekazanie manuskryptu do review recenzentom przez edytora jakiegos pisma.
Prosze powiedziec, skad ten edytor ma wiedziec, ze przekazuje do recenzji "artykuły ewidentnie pisane przez AI, które są przeróbką wcześniej opublikowanych prac" ?
Czy wsrod narzedzi edytora jest jakies, ktore mu/jej jasno i jednoznacznie powie, ze jakis artykuł jest "ewidentnie pisany przez AI" oraz ze jest "przeróbką wcześniej opublikowanych prac"?
To sa sprawy zupelnie niezalezne od wydawcy.
Są takie narzędzia informatyczne, który oceniają to przynajmniej ze znacznym prawdopodobieństwem.
@Alek Rachwald
Nie jestem pewien czy ta walka z rzeczywistoscia ma sens.
Poza tym, edytorzy raczej nie zamienia sie w detektywow czy tez policjantow, ktorzy staraja sie znalezc jak najnowsze programy do wykrywania tekstow pisanych przez AI stosowanych przez autorow, ktorzy to z kolei stara sie znalezc jak najlepsze programy, ktore nie sa latwo-wykrywalne.
Przypomina mi to nieco walke nauczycieli akademickich ze studentami, ktorzy stosuja AI do pisania zadanych prac.
To prawda, że trzeba było się trochę nagimnastykować, żeby mieć publikacje w OA i nie kończyć w MDPI. Jednak mi w ciągu ostatnich dwóch lat udało się opublikować sześć artykułów w OA, nie ponosząc przy tym żadnych kosztów z własnych środków. Kluczowe było świadome wybieranie czasopism należących do wydawnictw takich jak ACS, Elsevier czy Springer, objętych programem publikowania otwartego w ramach WBN, finansowanym przez Ministerstwo. Więc nie było to niewykonalne, a moim zdaniem trochę poprawiało jakość, bo jak wszyscy wiemy MDPI (na które pieniędzy przewidzianych w grantach rzeczywiście było za mało) przyjmie wszystko. Natomiast w czasopismach z punktacją powyżej 100, wydawanych przez ACS, Elsevier czy Springer, naprawdę trzeba się wysilić, żeby publikacja została przyjęta. Taki system niejako wymuszał publikowanie w tytułach o wyższej renomie i jakości, co nie jest już tak łatwe.
Nie bądźmy naiwni, wydawcy nie pogodzą się ze stratą opłat za OA. Znajdą nowe modele biznesowe, a my na pewno zapłacimy więcej za subskrypcję czasopism.
Konsorcja wydawnicze zarabiają podobno lepiej niż Google i podobnie jak Google na produkcie o ogromnej wartości, który dostają za darmo: autor płaci za wydanie, recenzent pracuje za darmo, dodajmy wpływy za reklamę i najlepszy kąsek – horrendalne ceny prenumeraty, które są tak wysokie, że umowy bywają poufne.
Od dawna zdajemy sobie sprawę, że to układ tak chory, że bardziej chyba być nie może i pozostajemy bierni.
Weźmy przykład JOVE: www.jove.com. – ludzie publikowali tam za darmo wspaniałe materiały dydaktyczne po to, żeby wszystkie uczelnie na świecie mogły z nich korzystać. Ktoś to jednak kupił i narzuca ceny prenumeraty, które są absolutnie nie do przyjęcia – nie stać nas na korzystanie z czegoś, co oddaliśmy kiedyś w „dobre ręce” za darmo.
Przeciwnik jest silny, ale bez nas biernych - bezsilny, jak czarownik z krainy Oz.
Rozwiązanie byłoby takie, jak przekroczenie Rubikonu – bez drogi powrotnej:
Publikujemy na własnych serwerach i nie potrzebujemy prenumeraty.
Da się, ale trzeba by przekonać wszystkie uczelnie w UE. Niemcy już parę lat temu próbowali się zbuntować, ale to było za mało.
za wrzucenie na serwer nie dostaniesz punktów:) dwa, na serwer mogłeś wrzucić wcześniej, trzeba tylko chcieć
Punktów nie rozdaje Pan Bóg tylko grzeszni ludzie. Jak kto postawi dolary, że są absolutnie niepodatni na korupcję, to nie dam orzechów na tezę przeciwną.
Jeśli ktoś mądry przyznaje punkty, dostanę, ale jeśli przyznający punkty (ważniejsze są konkretne pieniądze na badania) w swoim lenistwie musi się oprzeć na ocenie innych (recenzentów ha, ha) i na modzie - faktycznie nie dostanę punktów ;-)
A gdyby tak swoje pieniądze, albo z własnej firmy trzeba było wydać na publikację? Zmienisz zdanie?
Patrząc na to z jeszcze innej strony: jeśli praca ma wartość, jej autor nie musi płacić klakierom, nieprawdaż?
Mamy niedofinansowaną naukę, ale stać nas na płacenie wydawcom komercyjnym? "Prestiż"?!
Słowo prestiż pochodzi z j. francuskiego i znaczy dokładnie tyle, co iluzja. W odniesieniu do nauki to słowo jest wyjątkowo pocieszne ;-)
Moim zdaniem NCN + ABM + FNP mogłyby stworzyć silny własny serwer.
Plus wybierać recenzentów zgodnie ze standardami.
@Samosia
Reviewers oceniaja manuskrypty przed publikacja, ale robia to dla pewnych czasopism. Nie robia tego "dla serwera".
Jak wiec zachecic recenzentow, aby nagle zaczeli robic review tysiecy manuskryptow dla NCN + ABM + FNP ?
Nie rozumiem Pana obawy: co za różnica, dla kogo wykonuje się recenzję? Za serwerem stoją ludzie - edytorzy, redaktorzy, etc. Manuskrypt to manuskrypt. Recenzja to recenzja. Jeżeli taki serwer działaby na zasadzie wydawnictwa/czasopisma, to w czym rzecz? Niektóre czasopisma płacą recenzentom (chociażby pośrednio dając vouchery), większość raczej nie, więc takie serwerowe czasopismo nie odbiegałoby standardem wydawniczym od innych.
Oczywiście wsparcie finansowe byłoby potrzebne do jego utrzymania, ale bez przesady, to nie byłyby miliony monet.
A wybór recenzentów akurat dla tych agencji nie stanowiłby problemu :-)
@Samosia
To znaczy mowi Pani o innym przypadku, niz @Przemo, ktory - jesli dobrze rozumiem - chcialby placic za recenzje. To czy placic, czy nie placic, ma kolosne znaczenie, wlasnie z finansowego punktu widzenia.
Z tego pamietam z Polski produkuje sie ponad 50 tysiecy artykulow rocznie. Tak wiec ogolnie wysilek w kierunku zebrania tych recenzji bylby niemaly.
Utrzymanie calosci, nawet jesli recenzje nie bylyby platne, na pewno szlo by w miliony, chociaz to ciagle finansowo mogloby sie oplacac bardziej, niz obecny system.
Nie mowie, ze takie podejscie z definicji jest skazane na niepowodzenie, ale moglyby po drodze wystapic spore trudnosci. Chocby z tego powodu, ze bylby to system drastycznie inny od tego, co dzieje sie w innych panstwach, czyli Polska znowu raczej odcinalaby sie od miedzynarodowej nauki, zamiast do niej zblizac.
Rowniez, jest kwestia przekonania reviewers do recenzji artykulow (o ile mialaby byc za darmo). Teraz welu z nich robi to z satysfakcja, bo wspiera pisma, z ktorymi jakos ci recenzenci sa zwiazani. Na przyklad popieraja polityke pewnego pisma, albo sa w towarzystwach naukowych (societies), ktore te pisma wydaja, itd. Mysle, ze wielu z nich zwyczajnie nie byloby zainteresowanych robieniem reviews dla jakiegos serwera.
Ale moze patrze na to zbyt pesymistycznie i sprawa by sie udala. Rzeczywiscie, byloby to rozwiazanie w koncu calkowicie zgodne z DORA... :-)
@Marcin Przewłoka
Dla instytucji finansujących naukę i dla uniwersytetów także recenzują i będą recenzować, tyle, że może nie za darmo = lepiej dla wszystkich.
@Przemo
Kto dokladnie mialby recenzowac manuskrypty artykulow naukowych dla "serwera NCN + ABM + FNP"? Jesli te wszystkie recenzje mialyby byc robione za pieniadze, to koszt tego bylby gigantyczny. Jak rozumiem, wlasciciel tego serwera mialby za to placic.
Warto jednak sprawę konsultować i namawiać UE do synchronicznego działania, ponieważ konsorcja mają tak duże zyski, że będą przekonywały innych by nie postąpili solidarnie: mogą wybranym jednostkom obniżyć ceny prenumerat, a nawet zacząć płacić recenzentom, czekając aż zmiękniemy. Tak postępuje każdy monopolista wobec drobnej konkurencji – zawsze krótkotrwały dumping pozwala eliminować część słabszej konkurencji i kupić zamożnych klientów tylko dla siebie.
Wydaje mi się, że 3 lata solidarnego działania w ramach UE, powinno pozwolić ucywilizować układ z wydawcami: chcą publikować – płacą za artkuły i zarabiają na popularyzacji nauki, a nie na punktacjach i dotacjach.
Świetny pomysł, z szansą na to, że i inni pójdą tą drogą!
Bardzo dobra decyzja. Lobby MDPI nie będzie zadowolone i bez walki nie odpuści.. 183 mln. PLN jakie wypłynęły w 2024 to łakomy kąsek.
Jeśli to łakomy kąsek, nie płaćmy wydawnictwom wcale. Publikujmy na stronach uniwersytetów za darmo i płaćmy tylko recenzentom.
Niepotrzebnie wyrzucamy pieniądze niezależnie od tego, które lobby na tym zarobi.
Ciekaw jestem, kto z ""wielkich i ważnych " naukowców zapomniał o OA i grantu nie mógł rozliczyć... A teraz cyk i może. Prawo działa wstecz, a wszyscy i tak zadowoleni....
Nie ma Pani/Pan pojęcia o czym pisze... system skazywał ludzi do negatywnej selekcji czasopism (ważne zeby bylo OA, chociazby tio bylo MDPI)co raczej wiązało się że spadkiem jakosci niż jej wzrostem.
bzdura! nie ma obowiązku wyboru czasopisma otwartego. Polityka dotyczy otwartego dostępu do treści, które można zrealizować za pomocą repozytorium. Publikujesz w czasopiśmie zamkniętym i wrzucasz preprint do repozytorium.
To jest niestety stwierdzenie wynikające z ograniczonej informacji. NCN żądał bardzo konkretnego rodzaju licencji dla publikacji w OA, a większość czasopism z wyższej półki nie pozwalała na ten rodzaj dostępu bez wpłaty APC, bowiem nie był to dla nich dobry interes. Spędziłem sporo czasu, poszukując sposobu bezpłatnego zaspokojenia wymogu nakładanego przez NCN, i zawsze ostatecznie wychodziło mi czasopismo za 40 punktów lub niżej. Co z kolei mogło poskutkować niską oceną raportu z realizacji grantu. Obecnie mamy w recenzjach trzy publikacje z grantu, o rozpiętości od 140 do 70 pkt, wszystkie w czasopismach z płatnym OA. Nie było wyjścia, a środki na to z projektu już zostały zamknięte. Dzięki obecnej pozostałe 3-4 papiery poślemy już do dobrych pism w jakimś normalnym trybie.
Są pisma, które wykluczają taką możliwość.
preprint jest własnością autora. Jeśli czasopismo nie pozwala na jego dystrybucje, to łamie prawo. I tyle. na całym świecie autorzy wrzucają preprint, po lub po opublikowaniu artykułu (w niektórych krajach istnieje wymóg, by publikacja uwzględniana w lokalnej ewaluacji był archiwizowana w repozytorium). Tylko w Polsce mamy problem :)
Proszę pani, czy pani zrozumiała? Są pisma, które wymagają od autora wycofania wszystkich preprintów. Jak kto nie podpisze takiego zobowiązania, publikacja nie nastąpi. A copyright artykułu wcale nie jest własnością autora, bo przy tradycyjnej publikacji autor się go zrzeka. Dziwne, że nie zna pani takich podstaw, i proszę się nie kłócić.
proszę podać czasopismo, które ma wymóg wycofania preprintu. Nawet jeśli takie są, nie ma obowiązku tam publikowania. Po drugie, preprint udostępniamy po publikacji. Po trzecie: preprintu Pan nie udostępni, ale cały artykuł z copyright na Researchgate czy innej Academii już tak
Właściwy open access, a nie ten wypaczony przez komercyjnych wydawców, miał to zmienić. Prawa autorskie majątkowe mają zostawać "przy autorze". Monopol wydawców komercyjnych sprawił, że naukowcy są ich zakładnikami. Dodatkowo, nie miejsce publikowania, a jakość pracy mają się liczyć. Mamy dość sporo przypadków, które pokazują, że wysoko punktowane czasopismo wcale nie musi gwarantować jakości. Środki, które są przeznaczane na tradycyjne publikowanie oraz APC w gold open access, mogłyby z powodzeniem uniezależnić naukę od reguł narzucanych przez wydawców. Open access to nie kolejny model biznesowy, ale sposób na otwartą naukę. Do tego potrzeba zmiany myślenia całego środowiska.
@Teodor Dokładnie. To, że oligopol komercyjnych wydawnictw zrobił sobie z OA nowe źródełko dochodu, całkiem pokaźne, to nie jest wina OA. A wina chociażby systemu ewaluacji, który kompletnie nie uwzględnia publikowania w czasopismach OA. Są takie bez APC i są z APC ale odzwierciedlającym rzeczywiste koszty wydania artykułu, a nie z kwotami z kosmosu. Tylko że nam każe się dowozić punkty, co się ma nijak do promocji idei OA. To absurd. I nie jest prawdą, że czasopisma OA są niskiej jakości, chociaż niewątpliwie też są, ale OA to nie to samo co MDPI. Warto zmienić sposób działania i zanim się wybierze czasopismo do publikacji sprawdzać po prostu jaka jest jego polityka otwartości. Rozumiem, że w różnych dyscyplinach, obszarach są czasopisma wiodące, no ale chyba więcej niż jedno? To my powinniśmy naszymi decyzjami wybierać te, które nas nie ograniczają, nie pozbawiają praw autorskich. I nie powinniśmy płacić komercyjnym wydawnictwom za naszą pracę, za którą oni nam nie płacą - co samo w sobie jest patologią. Nie dziwi w tej sytuacji, że taki Elsevier ma profit margin prawie 40% (a Alphabet, właścicel Google, około 20%). To trochę jak z Orlenem, który takie wspaniałe wyniki wykazał - szkoda, że kosztem konsumentów i horrendalnych cen paliwa.
Upiera się, pani. Im bardziej nie ma racji, tym bardziej się upiera, tym bardziej odmawia przyjęcia informacji. Wróżę pani błyskotliwą karierę z takim podejściem (to była ironia).
Rzadki krok w dobrym kierunku.
To tyle?
Ale to musiał być wysiłek!
Dokładnie tak. Dlaczego tak bardzo trudno jest zrezygnować z tych komercyjnych reguł? Może ktoś na tym zarabia. Ogólnie mówiąc, OA daje możliwość dużej ilości cytowań, to jest w porządku. Natomiast opłaty za tą usługę są już nie w porządku, zrobił się z tego biznes dla wydawnictw, które z tego jak najbardziej korzystają. A kiedyś niby miało być tak, że Nauka jest dla wszystkich. Za darmo.
Należy kierować się dobrymi zasadami, uczciwością i zdrowym rozsądkiem, a nie potrzebą chwili: podatnik, który płaci za badania naukowe, powinien mieć prawo dostępu do publikowanych wyników badań.
Ale to tylko, takie tam nieistotne banały, kiedy brutalna siła istotniejsza jest od moralności i prawa. Dają - bierz!
Proste rozwiązanie:
Opłaty za OA są zbójeckie, ale numery DOI może dostać także uczelnia i publikować na swoich stronach za darmo. Mogłaby też płacić recenzentom.
Mamy na świecie 50 tys. uniwersytetów i 35 tys. czasopism naukowych - płacenie wydawnictwom nie ma już sensu.
A czy ktoś potem będzie w ogóle wiedział, gdzie szukać mojej publikacji? Ten system działał już w PRL, każda WSI i Wysrol miały własne "zeszyty", których nikt nie czytał poza (ewentualnie) kolegami autora.
Przemo,
"Należy kierować się dobrymi zasadami, uczciwością i zdrowym rozsądkiem, a nie potrzebą chwili" 🤣🤣🤣🤣
Myślę, że zdaje Pan sobie sprawę z tego, że to się nie może udać. Naruszyłoby interesy zbyt wielu ludzi. I to nie tylko wielkich wydawców. A jak nasze ministerstwo przeprowadziłoby wtedy ewaluację? I co robiłoby wtedy chociażby tych 400+ ekspertów z "zespołów doradczych do spraw wykazów czasopism naukowych i recenzowanych materiałów z konferencji międzynarodowych"? Przecież za darmo tego nie robią.
Hubert,
Może się udać, ale oczywiście nie musi.
O ekspertów bym się nie martwił i bardzo bym się ucieszył (oni pewnie także) gdyby zajęli się czymś bardziej przydatnym. Szkoda ich czasu. Zdolni ludzie niepotrzebnie się marnują.
Przemo
Nie dawaj się wkręcić w dyskusję z dezinformacją rosyjską. Płacze o ekspertów bo nikt go nie powołał i nie powoła na eksperta, na ekspertów bierze się ludzi stabilnych i takich co wstydu nie przyniosą a doradzą. Na czym zna się ktoś kto swoj dorobek naukowy buduje na artykułach krytykujących publikacje innych. Jako chemik ma zaledwie jeden patent i kilka publikacji pod kontrolą naukowców z zagranicy opublikowanych w zeszłym wieku. Zdziwiony potem jest że RDN niemal jednogłośnie odmawia tytułu komuś o tak miernym dorobku. Już wcześniej komisja z UO zabroniła finansowania wniosku o profesurę. Teraz mądrzy się tutaj na forum o publikowaniu tak jakby coś na ten temat wiedział? Czy HW prowadził kiedyś czasopismo? Był członkiem boards czasopisma? Brał udział w ewakuacji? Nawet w swojej uczelni nie jest członkiem gremiów odpowiedzialnych za awanse.
Tak, brałem udział w ewakuacji - w 1997 mieliśmy w Tsukubie trzęsienie ziemi. Co prawda tylko 5,5 i potłukło się tylko kilka szklanek, ale lepiej było opuścić budynek. A mój patent jest patentem międzynarodowym. To jak Pani myśli, ilu polskich uczonych ma taki? Bo polskich to se można produkować na pęczki i nic z tego nie wynika. No, poza punkcikami do ewaluacji, oczywiście.
Fuj, łaskawa pani.
" Płacze o ekspertów bo nikt go nie powołał i nie powoła na eksperta"
Czy zdaje sobie pani sprawę, że jest to najbardziej paskudny sposób argumentacji? Jakże pani nie wstyd? Uczony nigdy nie powinien argumentować na tym poziomie.
Poza wszystkim, ta "pani" z Lublina (a więc zapewne pan ze Szczecina) nawypisywała kłamstewek. Omawiany naukowiec ma na WoS wykazane 45 publikacji (H=16), z czego około 30 papierów jak najbardziej w wieku XXI.
Zwróciłem na to uwagę, bowiem również za mną łaził tutaj jakiś psychofan, wypisujący kłamstwa wierutne. Ale to przecież nie normalni naukowcy się tym trudnią, tylko jakaś sfrustrowana czeladź.
Tacy ludzie zawsze mnie bardzo dziwili.
Na sci-hub i libgen jest za darmo
i annas archive