Aktualności
Sprawy nauki
21 Października
Źródło: www.pixabay.com
Opublikowano: 2025-10-21

Promować rzetelność badań, eliminować zachowania nieetyczne

Czy nauka staje się zakładnikiem własnych wskaźników, a świat publikacji rynkiem, na którym jakość przegrywa z ilością, a niezależność z koleżeńskimi układami? Czy sami nie stworzyliśmy warunków sprzyjających rozwojowi nierzetelnych praktyk, napędzanych mechanizmami popytu i podaży? Czy stosowane miary nie przyczyniły się do przekształcenia zjawiska fałszywej nauki w zinstytucjonalizowany system, wspierany przez liczne „agencje” oferujące drogi na skróty przy powstawaniu publikacji naukowych?

W środowisku akademickim coraz częściej słychać głosy frustracji wynikające z ułomności systemów oceny jakości publikacji naukowych. Coraz powszechniej artykułowane są zastrzeżenia dotyczące metod oceny dorobku i działalności badawczej opartych na liczbach publikacji i cytowaniach. Czy nauka staje się zakładnikiem własnych wskaźników, a świat publikacji rynkiem, na którym jakość przegrywa z ilością, a niezależność z koleżeńskimi układami? Czy sami nie stworzyliśmy warunków sprzyjających rozwojowi nierzetelnych praktyk, napędzanych mechanizmami popytu i podaży? Czy stosowane miary nie przyczyniły się do przekształcenia zjawiska fałszywej nauki – niegdyś marginalnego i przypisywanego nielicznym „czarnym owcom” – w zinstytucjonalizowany system, wspierany przez liczne „agencje” oferujące drogi na skróty przy powstawaniu publikacji naukowych? Problem ma zasięg globalny, nie tylko polski. Zastanówmy się „co poszło nie tak” i czy istnieje jeszcze nadzieja na zmianę, która pozwoli postawić świat nauki z powrotem na nogi.

Patologie systemów oceny jakości działalności naukowej wykorzystujących bibliometrię obejmują takie zjawiska, jak fabrykacja wyników badań, mnożenie publikacji poprzez fragmentowanie wyników, formowanie karteli cytowań i manipulowanie systemami naliczania cytowań. Zapotrzebowanie na punkty będące odzwierciedleniem liczby publikacji naukowych i ich cytowań spowodowało, że aktywnie rozwijają się komercyjne wydawnictwa publikujące masowo artykuły w systemie open access, często z pominięciem rzetelnej procedury recenzji. Działają także fabryki artykułów naukowych zwane papierniami, a na rynku pojawiają się metody handlu autorstwem i cytowaniami.

Liczba artykułów naukowych lawinowo przyrasta z każdym rokiem i coraz trudniej wyłowić użyteczne i dobrze zweryfikowane informacje. Problem mają edytorzy, rośnie bowiem liczba tekstów wymagających recenzji, a niedostatek skrupulatnych i kompetentnych recenzentów prowadzi do poważnych nierzetelności w systemie peer review. W obronie jakości edytorzy skłaniają się przypisywać większą wiarygodność wynikom naukowym pochodzącym od wybranych badaczy i/lub instytucji. Jakość wykonywanych recenzji ulega pogorszeniu i pojawiają się zorganizowane grupy manipulujące recenzjami. To tylko niektóre przykłady, które podważają wiarygodność całego procesu peer review. Procesu, który był do niedawna podstawowym narzędziem weryfikacji jakości artykułu naukowego.

Wspomniane patologie mają charakter uniwersalny i są przedmiotem analiz na całym świecie. Decydenci, a przede wszystkim środowisko naukowe powinni być żywotnie zainteresowani podjęciem działań, które sprawią, że nierzetelne praktyki staną się nieopłacalne. Wprowadzenie odpowiednich rozwiązań wymaga jednak konsekwencji, determinacji i autentycznego zaangażowania. Co zatem możemy zrobić, aby powrócić na drogę poszukiwania prawdy i uczciwości w nauce? Oto nasze propozycje:

  • Może warto uważniej spojrzeć na prace przeglądowe w dorobku naukowym w procesach awansowych lub znacznie ograniczyć ich wagę? Krytycy tego pomysłu zapewne przypomną, że ideą prac przeglądowych, monografii czy książek jest krytyczne ujęcie jakiegoś szerszego zagadnienia naukowego albo wartościowe podsumowanie pewnego etapu działalności badawczej. To prawda, ale czy także na niższych szczeblach awansu naukowego?
  • Może trzeba z większą dozą krytycyzmu przyjrzeć się pracom wieloautorskim oraz analizować je pod względem wagi merytorycznego udziału i powiązania tematyki z dotychczasowym dorobkiem autora/autorów? Te wieloautorskie prace z niewielkim wkładem polskiego naukowca nie mogą istotnie wpływać na rozwój nauki uprawianej w Polsce. Silna argumentacja naszego środowiska naukowego za wspieraniem współpracy międzynarodowej, choć zasadna, może niestety również sprzyjać rozwojowi nieuczciwych praktyk.
  • Może trzeba aktywniej działać na rzecz retrakcji nierzetelnych publikacji? Czy naukowcy są gotowi podjąć trud weryfikacji osiągnięć innych naukowców? Czy nie warto byłoby szerzej wykorzystywać w procedurach awansowych i ewaluacyjnych tzw. recenzji-po-publikacji, czyli oceny prac już po ich ukazaniu się (np. platforma PubPeer), które umożliwiają komentowanie opublikowanych artykułów naukowych? A może warto sięgnąć po narzędzia takie jak Problematic Paper Screener, które automatyzują proces identyfikacji potencjalnie nierzetelnych publikacji.
  • Może potrzebne są systemy raportowania cytowań nierzetelnych, niezwiązanych z tematyką artykułu i poruszanym problemem? Czy nie warto byłoby rozważyć wprowadzenie procedur ułatwiających eliminowanie takich pozornych cytowań? A może warto sięgnąć po algorytmy pomagające identyfikować patologiczne praktyki w tym kartele cytowań?
  • Może należałoby zrezygnować z ocen opartych na liczbie publikacji i cytowań? Alternatywą dla systemów parametrycznych byłaby ocena ekspercka, trudna, bo zależna od doświadczeń oceniającego i wymagająca od wszystkich uczestników systemu wzajemnego zaufania. Czy środowisko naukowe jest gotowe do zaakceptowania ocen o charakterze eksperckim? Czy ze względu na wielkość naszego środowiska oceny takie nie powinny być oddane w ręce ekspertów zagranicznych?
  • Może powinniśmy zauważyć i docenić w ocenach indywidualnych i instytucjonalnych działalność edytorów czasopism i recenzentów, których praca istotnie wpływa na jakość publikowanych prac naukowych? Czy praca recenzentów nie wymaga oceny jakości przygotowywanych recenzji i jak takie oceny przeprowadzać z uwzględnieniem anonimowości recenzentów?
  • Może powinniśmy w większym zakresie promować publikowanie prac, których celem jest potwierdzenie wyników uzyskanych przez innych naukowców lub prezentacja negatywnych wyników badań? Pozwoliłoby to poprawić jakość metodyczną prac oraz uchronić środowisko przed powtórnym podejmowaniem hipotez zweryfikowanych negatywnie przez innych naukowców.
  • A może, wzorem propozycji zgłaszanych już dawno, rozwiązaniem byłoby samoograniczenie środowiska? Naukowcy deklarowaliby wolę publikowania maksymalnie np. 2 oryginalnych prac naukowych rocznie. Czy poprawiłoby to jakość publikacji, która rzadko kiedy idzie w parze z ich ilością? Może zamiast oceniać całokształt dorobku, wystarczy oprzeć ocenę naukowca/instytucji na analizie kilku wybranych publikacji, uznanych w samoocenie za najważniejsze?
  • Może czas budować własne, niezależne wydawnictwa, w których recenzenci i edytorzy będą rozliczani z jakości, a nie z liczby publikacji? Czy Polska Akademia Nauk, która obecnie utrzymuje kilkadziesiąt czasopism wydawanych przez instytuty i komitety naukowe, nie mogłaby podjąć się zbudowania takiego wydawnictwa? Czy środki kierowane z polskiego systemu nauki na finansowanie publikacji w systemie open access, w tym w tzw. drapieżnych czasopismach, nie mogłyby być przekierowane na jego sfinansowanie?
  • Może warto rozważyć wprowadzenie obowiązku zgłaszania przez jednostki do systemu POL-on wszystkich publikacji, których rzetelność została publicznie zakwestionowana (np. poddanych retrakcji) wraz z informacją o podjętych działaniach wyjaśniających i ich rezultatach. Taki mechanizm mógłby skłonić kierownictwa jednostek naukowych do bardziej aktywnego przeciwdziałania nierzetelnym praktykom oraz zwiększyć przejrzystość i odpowiedzialność w zarządzaniu jakością badań.
  • Czy nie należałoby wyposażyć agencje zajmujące się ewaluacją i finansowaniem badań naukowych w narzędzia, które – na wzór funkcjonującego już jednolitego systemu antyplagiatowego – umożliwiałoby automatyczną analizę pod względem potencjalnych nieprawidłowości publikacji, takich jak podejrzane cytowania, sieci pozornych kolaboracji oraz artykuły pochodzące z papierni?
  • Może należałoby powołać do życia krajową instytucję zajmującą się rzetelnością naukową? Do jej zadań należałoby prowadzenie szkoleń z dobrych praktyk, monitorowanie przypadków nierzetelności przy użyciu nowoczesnych narzędzi do wykrywania nieuczciwych praktyk, takich jak fałszowanie danych czy obrazów. Instytucje takie działają w innych krajach. Czy Polska Akademia Nauk nie powinna, w ramach misji wyznaczania standardów etycznych w nauce, stać się bazą organizacyjną i kadrową dla takiej instytucji?

Najważniejsze pytania dotyczące systemu oceny działalności naukowej dotyczą jego celowości. Czy istniejący system oceny wypełnia swoją oczywistą funkcję motywacyjną w odniesieniu do konkretnego naukowca i jego macierzystej instytucji? Czy spowodował polepszenie jakości badań prowadzonych w Polsce? Czy system dotychczasowy motywował jednostki naukowe i uczelnie do działań nakierowanych na systematyczny rozwój zespołów badawczych i umacnianie ich pozycji międzynarodowej? Czy motywował do podejmowania badań w nowych, otwierających się obszarach naukowych, w szczególności w kierunkach interdyscyplinarnych? Czy istotnie wpływał na sposób dystrybucji środków pomiędzy instytucjami naukowymi? Dziś już chyba wszyscy mamy przekonanie, że odpowiedzi na te pytania są negatywne.

W związku z dyskusją nad systemem oceny jakości działalności instytucji naukowych i naukowców zadajemy pytania, na które powinniśmy próbować odpowiedzieć, zanim zaczniemy modelować taki system. Na pewno trzeba głośno powiedzieć to, co wszyscy widzą: obecny system zapewniania jakości badań naukowych oraz oceny publikacji i pracy naukowców ulega erozji. Nasze środowisko musi znaleźć nowe sposoby oceny działalności naukowej, a na razie toniemy w wątpliwych analizach parametrów i rankingach.

prof. Adam Liebert, czł. koresp. PAN

prof. Romuald Zabielski, czł. koresp. PAN, SGGW w Warszawie

prof. Michał Mrozowski, czł. koresp. PAN, Politechnika Gdańska

Rozwinięta wersja tego artykułu pod tytułem Gdy w nauce pojawia się gra rynkowa: o patologiach współczesnego systemu publikacji wyników badań naukowych ukaże się w kwartalniku „Nauka” 3/2025.

Dyskusja (83 komentarzy)
  • ~Hubert Wojtasek 11.11.2025 22:00

    No to może jeszcze to. Znalazłem dzisiaj link do tego raportu na Retraction Watch.
    https://www.cambridge.org/core/services/aop-file-manager/file/68ef9df9a6c3702e57eae12a/Cambridge-University-Press-Publishing-futures.pdf
    Pytanie tylko, gdzie w tym wszystkim jest i w najbliższym czasie będzie polska nauka? I co na to nasi decydenci? Zostało 6 tygodni na opracowanie nowego modelu ewaluacji. Moim zdaniem zmian nie widać.

  • ~Michał Mrozowski 11.11.2025 10:57

    Pełny tekst artykułu
    https://www.nauka-pan.pl/index.php/nauka/article/view/1132

    całkowicie w duchu Deklaracji Sztokholmskiej https://sciii-it.org/stockholm-declaration/

    • ~Hubert Wojtasek 07.01.2026 14:30

      Kolejny głos w sprawie patologii w publikowaniu i konieczności odejścia od obecnego systemu.
      https://theconversation.com/the-5-stages-of-the-enshittification-of-academic-publishing-269714
      Nie podejmuję się przetłumaczyć tytułu. 😁

    • ~Hubert Wojtasek 18.11.2025 10:24

      Wczoraj For Better Science, według niektórych propagandowa tuba Putina, opublikowało artykuł autorstwa Csaba Szabó, profesora farmakologii na uniwersytecie we Fryburgu.
      https://forbetterscience.com/2025/11/17/the-fribourg-declaration/
      Pomysły zbieżne z tymi powyżej i z Deklaracją Sztokholmską, choć szczegółowe rozwiązania trochę się różnią (repozytoria tworzone przez agencje grantowe).

    • ~Hubert Wojtasek 13.11.2025 10:17

      Panie Profesorze,
      Przeczytałem artykuł. Zdumiała mnie niebywała zgodność z tekstem mojego odwołania od decyzji Prezydium RDN w sprawie mojego wniosku o tytuł. Pozwolę sobie zacytować fragmenty Panów artykułu:
      "Odkryto istnienie powiązanych z wydawnictwami zorganizowanych grup manipulujących recenzjami, określanych jako review mills lub peer review rings."
      "Niechlubnym przykładem jest rektor Uniwersytetu w Salamance, który wymuszał na podwładnych cytowanie jego własnych prac."
      Po co tak daleko szukać? Proszę spojrzeć na stronę tej konferencji. Jest to wersja zarchiwizowana. Oryginalna strona została usunięta w ciągu tygodnia po tym, jak poinformowałem o niej Elseviera (którego kilkunastu redaktorów było jej uczestnikami - m.in. prelegentami plenarnymi i kluczowymi).
      https://web.archive.org/web/20250126053843/https:/gtse24.com/about/
      Na stronie konferencji organizatorzy chwalili się nawet, że: „The conference began with the “Meet the Editors” workshops.” Konferencja uzyskała 330 000 zł dofinansowania z ministerialnego programu „Doskonała nauka II”.
      Polecam również komentarze na temat np. tego artykułu na PubPeer.
      https://www.pubpeer.com/publications/9345F100769B90201D5068C31DF9AE
      To nie jedyny przypadek członka Akademii stosującego takie praktyki. W ciągu ostatnich miesięcy zidentyfikowałem kolejne. Na razie nie będę ich upubliczniał, bo ciągle zbieram dowody. Może najpierw Akademia powinna oczyścić swoje własne szeregi?

  • ~Hubert Wojtasek 07.11.2025 18:40

    Gdzie indziej ludzie też widzą, że nauka zapędziła się w kozi róg.
    https://royalsocietypublishing.org/doi/epdf/10.1098/rsos.251805

  • ~Roman Jaskulski 23.10.2025 21:56

    Oczywiście, że potrzebujemy niezależnego organu czuwającego nad rzetelnością naukową, z urzędu ściągającego plagiaty i prowadzacego profesjonalne postępowania dyscyplinarne. Obecna odpowiedzialność dyscyplinarna to szyderczy śmiech z ofiar. Wszystkie prace doktorskie i habilitacyjne powinny być jawne i weryfikowane antyplagiatowo. Zwłaszcza teraz, gdy z powodu zniesienia limitów zarobków tak wielu narcyzów i psychopatów zostaje rektorami

  • ~PŻ 23.10.2025 14:06

    Panie i panowie dyskutanci. W ostatnim punkcie z ptaszkiem napisano, cytuję: „Może należałoby powołać do życia krajową instytucję zajmującą się rzetelnością naukową? Do jej zadań należałoby prowadzenie szkoleń z dobrych praktyk, monitorowanie przypadków nierzetelności przy użyciu nowoczesnych narzędzi do wykrywania nieuczciwych praktyk, takich jak fałszowanie danych czy obrazów.”

    Wygląda to tak – zróbmy kolejną instytucję, która będzie kontrolowała wcześniej powołane osoby i instytucje, które powinny zajmować się rzetelnością naukową. Przypominam, że naukowcy są pracownikami katedr lub zakładów i mają nad sobą kierowników. Nad kierownikami są rady dyscyplin ze swoimi kierownikami i zastępcami. Nad nimi są dziekani, prorektorzy ds. nauki. W jednostkach PAN i placówkach badawczych również jest odpowiednie kierownictwo.

    Kierownik katedry lub zakładu musi, zgodnie z obowiązkami służbowymi, pilnować rzetelności jedynie kilkunastu lub, rzadko, większej liczby osób. To samo, co prawda w większym zakresie, przewodniczący rady dyscypliny. Bo to on, w końcu raportuje wyniki do ewaluacji i musi odpowiadać za ich rzetelność.

    Jak, zgodnie z propozycją autorów, zostanie stworzona ogólnokrajowa instytucja, to musi ona pilnować kilkadziesiąt tysięcy osób. Taka instytucja może jedynie wystosować do naukowców apel o rzetelności i uczciwości w prowadzeniu badań i opracowaniu artykułów. Bo na więcej nie starczy jej sił, kadry i środków. I para pójdzie w gwizdek.

    • ~Hubert Wojtasek 23.10.2025 15:51

      "Jak, zgodnie z propozycją autorów, zostanie stworzona ogólnokrajowa instytucja, to musi ona pilnować kilkadziesiąt tysięcy osób. Taka instytucja może jedynie wystosować do naukowców apel o rzetelności i uczciwości w prowadzeniu badań i opracowaniu artykułów. Bo na więcej nie starczy jej sił, kadry i środków. I para pójdzie w gwizdek."
      Najnieprawdziwsza nieprawda. Są do tego odpowiednie narzędzia. W ciągu 2 miesięcy stosując Argos samojeden zanalizowałem 10 polskich uczelni publicznych wykrywając >300 osób o bardzo podejrzanym dorobku, współpracujących z czołowymi oszustami naukowymi na świecie. Listę (nie naszych rodzimych cwaniaków tylko ich światowych guru) można znaleźć tu:
      https://forbetterscience.com/2025/10/10/schneider-shorts-10-10-2025-a-forum-for-finding-irrelevant-issues-that-pillory-young-scientists/#comment-763937
      Jak łatwo policzyć, na wszystkie uczelnie publiczne wyjdzie mi niecałe 2 lata. I właśnie piszę wniosek o grant na takie działanie, bo już mi się znudziło robienie tego za friko i słuchanie, że "nie leży to w zakresie moich obowiązków służbowych". Ale gdyby powołać krajowy zespół złożony z 10 osób, to po odpowiednim przeszkoleniu zrobi to do końca roku, no może do 15 stycznia bo po drodze przecież jeszcze święta, a wtedy się nie pracuje. Takie ciało po wykonaniu analizy wysyła listy cwaniaków do rektorów z nakazem przeprowadzenia postępowań wyjaśniających. Po 6 miesiącach żąda ich wyników. Trzeba mu tylko nadać odpowiednie uprawnienia. W ciągu roku 90% oszustów zostanie zesłanych do naukowego piekła, tak jak prof. Królczyk. Problem polega na tym, że na tych listach znaleźliby się co niektórzy "najwybitniejsi polscy naukowcy", więc pomysł nigdy nie zostanie zrealizowany.

      • ~PŻ 24.10.2025 14:15

        Do ~Hubert Wojtasek 23.10.2025 15:51. Widzi pan, na stwierdzenie, cytuję: „Najnieprawdziwsza nieprawda. Są do tego odpowiednie narzędzia. W ciągu 2 miesięcy stosując Argos samojeden zanalizowałem 10 polskich uczelni publicznych wykrywając >300 osób o bardzo podejrzanym dorobku, współpracujących z czołowymi oszustami naukowymi na świecie. Listę (nie naszych rodzimych cwaniaków tylko ich światowych guru) można znaleźć tu:,,,” sam pan dał odpowiedź w ostatnim zdaniu, cytuję: „ Problem polega na tym, że na tych listach znaleźliby się co niektórzy "najwybitniejsi polscy naukowcy", więc pomysł nigdy nie zostanie zrealizowany.”

        • ~Hubert Wojtasek 24.10.2025 14:46

          Ale zadanie jest jak najbardziej wykonalne i nie potrzeba do tego nie wiadomo jakich środków i zasobów ludzkich. W każdym razie ja zamierzam to zrobić. A co z tym zrobi państwo polskie, to już jego sprawa. Powinno jednak wziąć pod uwagę, że na świecie nastawienie do tego problemu dość szybko się zmienia. Ludzie po prostu zdają sobie sprawę z tego, że już wkrótce doprowadzi to do całkowitego chaosu w nauce - nie będzie wiadomo, czemu można wierzyć.

          • ~PŻ 24.10.2025 20:07

            Do ~Hubert Wojtasek 24.10.2025 14:46. Oczywiście że takie zadanie jest wykonalne. Pan wie o tym, ja również. Tylko powstaje pytanie, po co są ci wszyscy, a jest ich sporo, którzy zobowiązani dbać o rzetelność i uczciwość, pobierając za to dodatki funkcyjne?

  • ~Tomasz Wilanowski 22.10.2025 11:21

    Problem nie jest nowy i dotyczy nie tylko nauki polskiej, ale i światowej. Oto odsyłacze do publikacji mojego byłego szefa Glenna Begleya; szczególnie ta w "Nature" z 2012 roku odbiła się szerokim echem:
    https://www.nature.com/articles/483531a
    https://www.nature.com/articles/525025a
    https://www.nature.com/articles/d41586-018-07549-w
    W powyższych pracach Glenn sugeruje możliwe rozwiązania. Ze swojej strony pamiętam spotkanie w Vienna Biocenter w 2018 roku, gdzie przedstawiciele przemysłu mówili, że w ogóle nie czytają publikacji naukowych bo i tak wszystkie eksperymenty trzeba powtarzać, i tak nic się nigdy nie zgadza. Nie, wcale im nie chodziło o publikacje z Polski, tylko z krajów zachodnich.

    • ~Marcin Przewloka 22.10.2025 12:36

      @Tomasz Wilanowski

      OK
      To znaczy chyba trzeba troche bardziej uważać na język jakiego tutaj używamy.
      Otóż problem z powtarzalnością jest gigantyczny. To absolutnie nie ulega żadnej wątpliwości. Jest to problem znacznie głębszy i dużo ważniejszy, niż paper mills czy predatory journals. A to dlatego, że prace , o których mowa, zwykle ukazują się w bardzo dobrych periodykach i na wynikach prezentowanych w tych publikacjach zasadzają się nowe podejścia diagnostyczne i terapeutyczne.

      Ale to nie jest, jak Pan pisze, że "nic się nigdy nie zgadza". Zgadza się, tylko w stopniu zdecydowanie niezadowalającym.
      Tutaj jest praca, która opisuje projekt 'Reproducibility Project: Cancer Biology (RPCB)'. w którym udało się zreplikować około połowy wyników prezentowanych w ważnych publikacjach w dziedzinie biologii raka.

      Tak więc jeszcze raz: powtarzalność jest znacznie, zdecydowanie poniżej spodziewanej, ale to nie jest tak, że "nic się nigdy nie zgadza".
      Proszę spojrzeć tutaj:
      https://www.nature.com/articles/d41586-021-03691-0

      • ~Profesor PAN 22.10.2025 13:32

        Ioannidis (link niżej) twierdzi, że nic się nie zgadza. Nie jestem ani statystykiem ani lekarzem, więc muszę się posłużyć argumentem z autorytetu, więc będę powtarzać za Ioannidesem (który autorytetem jest znaczącym): nic się nie zgadza.

        Jak już napisałem, nie jestem ani statystykiem ani lekarzem, ale oba środowiska znam dość dobrze (nie rozpisując się dlaczego) i potwierdzam: znajomość statystyki u lekarzy występuje w stopniu homeopatyczym. Ogromna większość eksperymetów medycznych nie spełnia minimalnych wymagań metodologii.

    • ~Profesor PAN 22.10.2025 12:31

      Przede wszystkim to https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/16060722/

      Kryzys reprodukowalności jest problemem światowej nauki. Polska nauka ma jeszcze sporo własnych problemów.

      • ~Marcin Przewloka 22.10.2025 14:29

        @Profesor PAN

        Musialbym dokladnie przeczytac ten artykul, zeby sie do niego odniesc.
        Tym nie mniej, w tytule mamy wyraz "most", czyli jednak nie wszystko.

        Dwa komentarze na szybko:
        - o ile jest to mozliwe, to ja jednak zdecydowanie wole praktyczne podejscie (niz teoria i modelowanie) i stad te 50% powtarzalnosci, ktora byla potwierdzona w projekcie, o ktorym pisalem powyzej, jest dla mnie osobiscie latwiejsze do przelkniecia, czy tez do uwierzenia, niz stwierdzenie, ze "nic się nigdy nie zgadza". "Nic się nigdy nie zgadza" to 0% powtarzalnosci. Powtarzalnosc 50%, chociaz ciagle dramatycznie niezadawalajaca, to jednak znacznie wiecej, niz zero.
        - gdyby rzeczywiscie "nic się nigdy nie zgadzalo", postep w dziedzinie biomedycyny bylby zerowy; a wiemy, ze tak nie jest. Sa na to niezaprzeczalne dowody.

        Jestem naukowcem, i jak slysze, kiedy mowiac o wynikach badan inni naukowcy posluguja sie takimi wyrazami, jak "nic", nigdy", "na pewno", to zwykle wychodze, albo zmieniam temat. :)

        I badziej ogolnie, juz w temacie artykulu, wydaje mi sie ze jest bardzo wazne, aby w dyskusjach zdawac sobie dobrze sprawe z tego, co jest problemem ogolnoswiatowym, a co naszym typowo polskim, czyli dokladnie to, co zauwazyl @Tomasz Wilanowski. To ma duze znaczenie przy omawianiu potencjalnych rozwiazan tych problemow.

        • ~Profesor PAN 22.10.2025 14:40

          Warto przeczytać tezy Ionnidisa. Może je przytoczę dla skrótu:

          1: The smaller the studies conducted in a scientific field, the less likely the research findings are to be true.

          2: The smaller the effect sizes in a scientific field, the less likely the research findings are to be true.

          3: The greater the number and the lesser the selection of tested relationships in a scientific field, the less likely the research findings are to be true.

          4: The greater the flexibility in designs, definitions, outcomes, and analytical modes in a scientific field, the less likely the research findings are to be true.

          5: The greater the financial and other interests and prejudices in a scientific field, the less likely the research findings are to be true.

          6: The hotter a scientific field (with more scientific teams involved), the less likely the research findings are to be true.

          Oczywiście, że tytuł jest przesadzoy dla większego efektu ale dotąd mi się wydawało, że w nauce czytamy całe artykuły a nie tylko tytuły. Bez względu na to jaka jest skala zjawiska - problem jest.

          • ~Marcin Przewloka 22.10.2025 18:19

            @Profesor PAN

            To znaczy może first things first.
            Nie zagłębiając się w szczegóły metodyczne, ani nawet nawet nie wchodząc w abstract tej pracy, tytuł brzmi następująco:
            "Why most published research findings are false"

            Wyraz "most", czyli "większosć" zdecydowanie nie oznacza ani "nic się nie zgadza", ani "nic się nigdy nie zgadza". Ponieważ zwyczajnie "most" to nie jest ani "all", ani "everything", ani "each one", czy jakoś podobnie.
            No tak, czepiam sie słów, bo słowa są ważne. Szczególnie dla naukowców słowa i wyrazy powinny być ważne.
            Stwierdzenia typu "nic się nigdy nie zgadza" brzmią dramatycznie i przez to bardzo chwytliwie, ale są po prostu nieprawdziwe.
            Jeżeli istotnie miałoby być tak, ze "nic się nigdy nie zgadza", to wszystkie prace, ktore opublikowaliśmy, możnaby z czystym sumieniem wyrzucić do kosza, a później zamknąć kramik na klucz i pójść sobie, i wtedy również dokładnie tak samo powinni zrobić wszyscy naukowcy na całym świecie. A nauka i stan naszej wiedzy w ostatnich latach nie posunęłyby się nawet o milimetr do przodu, co także jest przecież oczywistą nieprawdą.

            Wydaje mi się, że powinniśmy starać się zachowywać pewne strandardy, bo inaczej żadna dyskusja nie ma sensu.

            A co do meritum, to tak jak wspominałem, problem jest gigantyczny. I nie ma dobrego pomysłu jak go rozwiązać, zupełnie jak z tym płaceniem za publikowanie.

            • ~Profesor PAN 22.10.2025 18:51

              Św. Tomasz z Akwinu twierdził, że rozmowa o znaczeniu słów jest najniższym rodzajem polemiki. Przesada jest dopuszczalną formą argumentacji. Wiemy o co chodzi, a jeśli udajemy że nie, to równie dobrze możemy się kopać po kostkach.

              • ~Marcin Przewloka 22.10.2025 19:13

                @Profesor PAN

                Spalmy więc słowniki i encyklopedie. Te wszystkie grube tomiska są o niczym więcej, jak właśnie o znaczeniu wyrazów. Wikipedia - też do wykasowania.

                Ale ciągle chętnie porozmawiam o problemie powtarzalności wyników eksperymentalnych publikowanych w pracach naukowych.

                • ~Profesor PAN 22.10.2025 23:33

                  Myślę, że jeśli zapozna się pan z artykułem Ioannidesa, znakomicie podniesie to poziom dyskusji.

  • ~Przemo 21.10.2025 23:38

    Spójrzmy na sytuację z pewnej perspektywy, dalszej, niż akapit ostatniej przeglądówki pisanej dla punktów.
    Należy się nam 3% PKB?
    A co takiego polska nauka zrobiła w ostatnich 30 latach, żeby Polska była czymś więcej, niż drobnym eksporterem ziemniaków, jabłek, kurczaków i miedzi w sztabach?
    Około 40 uczelni oferuje kierunek studiów o nowoczesnej nazwie biotechnologia. Od lat.
    Ile zarabiają biotechnolodzy w Polsce? Jakie są przychody firm biotechnologicznych?
    Ile testów i szczepionek produkuje się w Polsce?
    Przemysł samochodowy, stoczniowy, elektronika, ... ?
    Kto ma zarabiać na te 3% PKB dla nauki i w jakim celu?


    • ~Profesor PAN 22.10.2025 10:31

      Nam? Proszę pana, ja jestem dużym chłopcem i umiem o siebie zadbać. Jeśli nie składam wymówienia, to znaczy, że warunki pracy i płacy mi odpowiadają. Powinien pan zapytać: czy 3% PKB na naukę należy się Polsce? Odpowiedź na to jest prosta: Polsce należy się dokładnie to, czego chcą Polacy. A czego chcą Polacy? Każdy niech odpowie za siebie.

      • ~Przemo 22.10.2025 11:03

        Nauka na poziomie, który daje coś gospodarce jest grą zespołową w bardzo szerokim znaczeniu.

        • ~Profesor PAN 22.10.2025 12:14

          Za zrobienie czegoś takiego pensje pobierają premier, minister nauki i wiceministrowie. Czy nieco ich nie przepłacamy, to też każdy powinien sam ocenić i wyciągnąć wnioski.

          • ~Przemo 22.10.2025 12:58

            Nie pensja jest tu problemem, ale kadencyjność. W 4 lata ledwie się zorientują jak system działa i co należało w nim naprawiać już na początku kadencji. Musieliby mieć stały organ doradczy złożony z doświadczonych przedstawicieli nauki i gospodarki, działający niezależnie od tego, kto akurat wygra wybory.

            • ~Profesor PAN 22.10.2025 13:34

              No tak, na tym ich praca polega a przynajmniej powinna polegać. Słyszałem o tam pojęciu jak gabinet cieni. A co, nie wykonują jej?

              • ~Przemo 22.10.2025 15:23

                "Gabinet cieni" oznacza anonimowość, a to zła droga, którą podążają....

                • ~Profesor PAN 22.10.2025 16:02

                  Ten gabinet cieni, o którym pisałem, bierze się z angielskiej tradycji parlamentarnej i nie ma nic wspólnego z anonimowością. To jest równoległy rząd (alteratywna nazwa: rząd oczekujący), który przygotowuje się do rządzenia i recenzuje rząd obecny, jak najbardziej imienny. W Anglii nawet pensje dostają a te trzeba płacić konkretnym osobom. Jest po to, by następnego dnia po wyborach być w stanie przejąć władzę.

                  • ~Przemo 22.10.2025 16:47

                    Stawiałbym na wybieralność i jawność.

                    • ~Profesor PAN 22.10.2025 18:52

                      Dokładnie tak jest w parlamentaryzmie.

                      • ~Przemo 22.10.2025 21:03

                        A zatem Ministerstwo Nauki powinno mieć w jasny i prosty sposób wybierane przez środowisko naukowe i stowarzyszenia przedsiębiorców, gabinety możliwie apolitycznych doradców.

                        • ~Profesor PAN 22.10.2025 21:28

                          Okręgi jednomandatowe są pamiątką po terytorialnej organizacji państwa, Siciński na zawsze pozostanie posłem upickim a Reytan posłem z Nowogródka. Dziś posłów kojarzymy raczej z partiami. Korporacyjny sposób organizacji państwa (że lekarze wybierają ministra zdrowia) może niektórym wydawać się atrakcyjny ale nie jest nigdzie znany a ja zawsze będę sceptyczny wobec pomysłów naprawiania świata jednym posunięciem.

                          • ~Przemo 22.10.2025 21:56

                            Dlaczego lekarze mieliby wybierać ministra zdrowia?
                            Nie o tym piszę.

                            • ~Profesor PAN 23.10.2025 19:40

                              Zaproponował pan wybory ministrów przez kręgi zawodowe (bo domyślam się, że nie byłby to wyjątek tylko dla ministra nauki), taki system polityczny nazywamy korporacjonizmem. Nigdzie na świecie nie został on zrealizowany, choć Włochy Mussoliniego były całkiem blisko. Napisałem tylko, że jestem sceptyczny wobec eksperymetów społecznych.

  • ~PŻ 21.10.2025 17:03

    W dzisiejszym artykule podjęto próbę diagnozy stanu nauki. Napisano w nim, cytuję: „Patologie systemów oceny jakości działalności naukowej wykorzystujących bibliometrię ….”. Autorzy w nieco zawoalowanej formie, lecz jednoznacznie wskazują tym samym, że ewaluacja w oparciu o listę czasopism to patologia. W następnym akapicie, prawdopodobnie, żeby uzasadnić, dlaczego jest tak źle w Polsce, dodano: „Wspomniane patologie mają charakter uniwersalny i są przedmiotem analiz na całym świecie.”

    Wygląda mi na to, że autorzy postanowili rozciągnąć patologiczny sposób układania obecnej listy czasopism na cały system ewaluacji. O patologii układania listy dyskutowano w FA od dawna. Zarzuty, stawiane zespołowi, który przygotował listę oraz ministrowi, który wprowadzał odręczne jej korekty również są znane od dawna. Od pierwszej parametryzacji (1998 r.) do 2018 r. punkty były równomiernie przydzielane (15, 20, 25,…45, 50) w zależności od wartości IF (WoS) i nikt nie narzekał. Patologia pojawiła się w roku 2018, gdy zespół uzyskał prawo zmieniać punktację o ±2 poziomy. W dyskusjach w FA wielokrotnie podawano przykłady, gdy czasopisma o wysokich IF uzyskały 40 -70 pkt. A czasopisma z małymi IF 140 lub nawet 200 pkt. Wbrew twierdzeniom autorów artykułu, nie bibliometria jest przyczyną obecnej patologii. Patologia powstała przez złamanie klarownych zasad, opartych o bibliometrię. PANOWIE AURORZY, PATOLOGIA KRYJE SIĘ NIE W STOSOWANIU BIBLIOMETRII, TYLKO W JEJ LEKCEWAŻENIU. Często stosowane uzasadnienie odejścia od bibliometrii polega na tym, że powstają artykuły, produkowane w papierniach. Łapać trzeba złodziei a nie karać za ich grzechy uczciwych naukowców. To wy rządzicie nauką. To niektórzy wasi podwładni grzeszą. To wy powinni ich tępić. A wy próbujecie wymigać się z tego waszego obowiązku i obciążyć tym wszystkich.

    Drugi atak na ewaluację polegał na podziale czasopism na „dobre” i „drapieżne”. Atak ten przeprowadzano przeważnie z „góry” – kierownictwo PAN i inni decydenci. Polegało to na lobbowaniu tych dobrych czasopism i negowaniu czasopism nowej generacji, które lobbyści określili jako drapieżne. Atak był wściekły. Dlaczego? Bo założyciele czasopism nowej generacji przeanalizowali wady tych dobrych czasopism i postanowili je wyeliminować. Główne wady to, po pierwsze, nieograniczony czas na recenzje. Często zdarza się że recenzowanie 15 stronicowego artykułu zajmuje kilka miesięcy. Po jednej stronie tygodniowo!!! Po drugie, długi czas przygotowania do druku. Po trzecie, kilka miesięcy od przyjęcia do druku do opublikowania. Daje to w sumie od roku i wzwyż od wysłania do opublikowania. W dyskusji w FA jeden z obecnych decydentów nauki napisał, że opublikowanie zajęło mu dwa lata. A w tym wielokrotnie poniewieranym MDPI góra dwa miesiące. Te dobre czasopisma widzą odpływ autorów i wynajmują świadomych lub nieświadomych lobbystów do dyskredytowania tych tzw. drapieżnych czasopism. Obecnie da się zauważyć pewien pozytywny wpływ drapieżnych czasopism na te tzw. dobre. Niektóre z nich zaczęli ograniczać czas na recenzowanie.

    A jaki główny wniosek z tych ataków? Powrót do czasów sprzed roku 1998, do ekspertów. Eksperci po wykonaniu przez nich ewaluacji ogłoszą, które artykułu oraz ich autorzy i ich jednostki są dobre i zasługują na kategorię A+ lub A, a które są kiepskie i należy się im B lub C.

    Obecna pani ministra była początkowo zwolennikiem likwidacji uznaniowości. Pod wpływem stworzonych przez siebie komisji i zespołów promuje ona ewaluację ekspercką, która jest najkrótszą drogą do sterowania ręcznego i uznaniowości.

    • ~Anonim 22.10.2025 14:51

      Kiedyś wydawało mi się, że to grupa osób niepełnosprawnych intelektualnie, skoro nie potrafią zrobić prostego arkusza, przeliczającego IF na punkty. Po paru latach w nauce, już wiem, że rąsia, rąsię myje i odpowiednie punkty są przyznawane pociotkom, krewnym i znajomym królika.

  • ~Ireneusz 21.10.2025 16:00

    3 razy TAK, to odpowiedzi na pytania postawione na początku artykułu Pana Profesora

    • ~Profesor na Uniwersytecie Warszawskim 22.10.2025 11:12

      Zgadzam się. Z tym, że dotyczy to nie tylko nauki polskiej, ale ogólnie światowej.

  • ~ZDS 21.10.2025 15:27

    Przyklad do wgladu ze strony internetowej....UNESCO, jak ewaulacja badan naukowych zostala "opracowana i wdrozona" do praktyki....... w Finlandii: < https://www.unesco.org/en/open-science/inclusive-science/finlands-national-recommendation-responsible-evaluation > .



  • ~b-minor 21.10.2025 14:59

    Jestem tzw. młodym naukowcem, nauki humanistyczne. W moim przypadku „mniej, a lepiej” to elegancka forma samobójstwa akademickiego. Nie mam barona, który by mnie „wkręcił” w odpowiednie kręgi czy poinformował o "konkursie", na który wpływa tylko moje cv. Muszę polegać wyłącznie na sobie. I na grantach NCN. A żeby wygrać grant NCN, trzeba dziś nie tyle myśleć, co publikować. Dużo publikować. Jeden świetny artykuł? Brzmi szlachetnie, ale w starciu z fabrykami tekstów nie mam szans. Zwłaszcza gdy konkurencja ma jeszcze wpływowego szefa (w NPRH nie ma szans bez kontaktów). Próbowałam więc stylu „szybko i dużo” — i, niestety, okazało się, że właśnie to działa najlepiej.

    • ~komentator (poprzedni) 22.10.2025 17:37

      Cyt." Nie mam barona, który by mnie „wkręcił” w odpowiednie kręgi czy poinformował o "konkursie", na który wpływa tylko moje cv. "

      Cóż... w Polsce obowiązuje "prawo klanu". Domyślam się, że promotor Pani doktoratu machnął na Panią ręką lub vice versa?

  • ~Orcid 21.10.2025 14:37

    Zadziwia mnie pan dr hab. Hubert Wojtasek, którego dobre cytowania dotyczą prac z ubiegłego wieku. Weź się pan za naukę, za dorobek na dobrą profesurę, za aktualne badania, za zdobycie grantu, a nie za pierdoły. Do roboty.

    https://www.scopus.com/authid/detail.uri?authorId=6701686418

    • ~Hubert Wojtasek 21.10.2025 14:50

      Właśnie piszę wniosek grantowy. Roboczy tytuł projektu: "Zastosowanie narzędzi informatycznych do wykrywania oszust naukowych w Polsce". Nawet wiem kto mógłby go zrecenzować - Grzegorz Królczyk i Grzegorz Boczkaj (zbieżność imion przypadkowa). Do 15 grudnia może znajdzie się jeszcze kilku kandydatów na recenzentów.
      https://www.pubpeer.com/search?q=Wojtasek

    • ~B-minor 21.10.2025 14:48

      Widzę, że zamiast dyskusji merytorycznej wybrał Pan atak personalny. I tak właśnie wygląda nauka polska....

      • ~Alek Rachwald 21.10.2025 15:07

        W dodatku był to anonimowy atak personalny. Czyli rzecz niegodna uczonego i niewarta jednego spojrzenia. A z punktu widzenia kogoś, kto stał się obiektem takich podszczypywań, jest to najlepszy dowód, że idzie we właściwym kierunku.

  • ~Przemo 21.10.2025 14:31

    Po co się twórcę lub dzieło ocenia?
    Po to tylko, żeby dać twórcy lub twórcom nagrodę.

    Żeby dzieło powstało, ktoś musi dać twórcy pieniądze i nie po to je daje, żeby twórca dostał nagrodę, ale po to, żeby na dziele dobrze zarobić.
    Pamiętajmy, że nieliczne nagradzane filmy przynoszą satysfakcjonujące przychody, a do finansowania przekonują producentów przychody, a nie nagrody.

    Przydatność -> finansowanie, ocena -> nagroda
    W nauce? Tym bardziej!

    • ~maciej 21.10.2025 16:42

      Problem w tym, że w przypadku nauki, nikt nie wie co i kiedy będzie przydatne.

      • ~Przemo 21.10.2025 17:35

        Zbieranie i porządkowanie informacji jest nieodłączną częścią nauki, a to zawsze jest przydatne. Nie tylko dla badacza. Te informacje, rzetelnie zebrane i zorganizowane, mają swoją wartość. Wyobraźmy sobie świat bez słowników, encyklopedii, podręczników, bez baz danych, a z drugiej strony wyobraźmy sobie, że przydatne bazy danych mamy także w Polsce.

  • ~maciej 21.10.2025 14:29

    Jest:

    "a niedostatek skrupulatnych i kompetentnych recenzentów prowadzi do poważnych nierzetelności w systemie peer review."

    Powinno być:

    "a niedostatek skrupulatnych i kompetentnych recenzentów - wolontariuszy prowadzi do poważnych nierzetelności w systemie peer review."

    Wydawnictwa zgarniają miliardy a recenzenci marne podziękowania poprzedzone pospieszaniem.

  • ~Hubert Wojtasek 21.10.2025 13:53

    „Czy nie należałoby wyposażyć agencje zajmujące się ewaluacją i finansowaniem badań naukowych w narzędzia, które – na wzór funkcjonującego już jednolitego systemu antyplagiatowego – umożliwiałoby automatyczną analizę pod względem potencjalnych nieprawidłowości publikacji, takich jak podejrzane cytowania, sieci pozornych kolaboracji oraz artykuły pochodzące z papierni?”
    Nie chciałbym być tutaj oskarżony o reklamowanie osoby, z którą jestem jakoś związany (od ponad roku współpracujemy), ale polecam Alexandra Magazinova. To obecnie chyba najlepszy na świecie specjalista w tym zakresie. Dysponuje swoim własnym oprogramowaniem do analizy cytowań (OpenAlex). Natomiast do analizy sieci polecam Dimensions i Argos.
    https://www.dimensions.ai/
    (trzeba założyć konto, ale jest ono darmowe, przynajmniej podstawowe, z którego korzystam)
    https://www.scitility.com/argos
    (trzeba założyć konto, konto podstawowe jest darmowe, ale daje możliwości niewiele większe niż Retraction Watch Database, konta Pro i Pro+ są płatne - odpowiednio 10 i 20 USD/miesiąc, ale dają o wiele większe możliwości)

  • ~Hubert Wojtasek 21.10.2025 13:34

    „Może czas budować własne, niezależne wydawnictwa, w których recenzenci i edytorzy będą rozliczani z jakości, a nie z liczby publikacji? Czy Polska Akademia Nauk, która obecnie utrzymuje kilkadziesiąt czasopism wydawanych przez instytuty i komitety naukowe, nie mogłaby podjąć się zbudowania takiego wydawnictwa? Czy środki kierowane z polskiego systemu nauki na finansowanie publikacji w systemie open access, w tym w tzw. drapieżnych czasopismach, nie mogłyby być przekierowane na jego sfinansowanie?”
    Myślę, że jest to droga w dobrym kierunku, ale pomysł jest zbyt zachowawczy. Uważam, że sytuacja dojrzała już do tego, żeby radykalnie zmienić model publikowania wyników badań naukowych. Artykuły i czasopisma naukowe przestały już spełniać role, do których zostały stworzone. Już za czasów moich studiów doktoranckich, na początku lat 90-tych, Alen Bard, wówczas redaktor naczelny Journal of the American Chemical Society, napisał tak:
    „In many ways, publication no longer represents a way of communicating with your scientific peers, but a way to enhance your status and accumulate points for promotion and grants.”
    Czasopisma naukowe stały się bytami komercyjnymi, których nadrzędnym celem jest zysk. W przypadku największych wydawców wynosi on miliardy dolarów rocznie. Zmniejszenie liczby publikacji nie leży w ich interesie, więc na pewno z własnej woli tego nie zrobią. Trzeba pamiętać, że „środki kierowane z polskiego systemu nauki na finansowanie publikacji w systemie open access, w tym w tzw. drapieżnych czasopismach” to tylko część problemu. Znacznie większe koszty ponosimy na dostęp do czasopism w ramach subskrypcji i do baz danych (Scopus, WoS, etc.). To są setki milionów złotych rocznie. W innych krajach jest podobnie. Publikowanie artykułów odbywa się w tej chwili i tak w większości tylko w wersji elektronicznej. Może to robić ktokolwiek. Drukarnie nie są potrzebne. Dlaczego więc nie stworzyć międzynarodowego repozytorium (ewentualnie repozytoriów dyscyplinowych) działającego na zasadach czasopism (redaktorzy, peer-review), ale zarządzanego przez instytucje publiczne? Oczywiście opór wielkich wydawców będzie ogromny, bo zagrozi to ich istnieniu, ale moim zdaniem to jedyna droga aby ograniczyć obecny zalew naukowych śmieci, za których publikowanie płacą wydawcom podatnicy na całym świecie. Niestety, jak już kiedyś pisałem, wymagałoby to też zmiany mentalności znacznej części naukowców, którzy prowadzą badania "dla dorobku", a nie po to, żeby rozwiązać jakiś istotny problem, zdobyć nową wiedzę.

  • ~Marek Wroński 21.10.2025 12:54

    Mam wrażenie, że to są " krokodyle łzy " nad brakiem solidnej, instytucjonalnej walki z nierzetelnością naukową. Co innego się dzieje w uczelniach, a co innego jest " na sztandarach" ....

    W dodatku kolejni włodarze Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego "zamykają oczy" , i odwracają się od tego problemu bądź z nim walczą poprzez powoływanie kolejnych komisji, których rekomendacji nikt nie słucha.

    Komisja Etyki PAN pod kierownictwem prof. Andrzeja Górskiego została od paru lat zmarginalizowana przez kierownictwo tej instytucji, działalność komisji dyscyplinarnych dr facto utajniona przez ministerstwo, a w tych co coś robią indywidualnie na polu walki z patologią nauki , uderza się jestem i procesami sądowymi.
    Nie łudzę się, że coś można tutaj zrobić....

    Marek Wroński,
    Z Archiwum Nieuczciwości Naukowej,

    • ~Prawo_i_rozliczenie 21.10.2025 15:57

      Wyrok Sądu Okręgowego w Lublinie I Wydział Cywilny z dnia 6 maja 2024 roku
      Sygn. akt I C 1153/17

      :)

      • ~Hubert Wojtasek 21.10.2025 21:41

        A dla mnie nie macie jakiegoś procesiku? Nie? A to szkoda. Ale może spotkamy się na procesie wytoczonym O!Polskiej, na którym może będę występował jako świadek powołany przez pozwanego.

        • ~Alicja 21.10.2025 22:30

          Tutaj chyba jest wszystko co potrzeba. Obserwowałam sprawę od początku. Przykład jak zazdrość i zawiść potrafią zniszczyć człowieka., ale finalnie obnażają "nieczyste" zagrywki. Ta sprawa pokazała jasno, kto ma "najwięcej za uszami".

          Polecam lekturę:
          https://sciencewatch.pl/index.php/389-bez-domniemania-niewinnosci
          https://sciencewatch.pl/index.php/400-bez-domniemania-niewinnosci-postanowienie

          Polecam też inną lekturę. Podobna sytuacja.
          https://miesiecznik.forumakademickie.pl/czasopisma/fa-7-8-2024/czasami-bywa-za-wczesnie%E2%80%A9/

          Wniosek:
          I co? I nic - tylko niektórzy się ośmieszyli i ale miejmy nadzieję, że sprawiedliwość zawsze wygra i czasami trzeba przeprosić jak w znanym Liście do doktora Khuri.

          Polecam, wręcz rekomenduję: Ew. Św. Mateusza
          "1 Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. 2 Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. 3 Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? 4 Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka [tkwi] w twoim oku? 5 Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata. 6 Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały" (Nowy Testament, Ewangelia Św. Mateusza, Pismo Święte)

          • ~komentator (poprzedni) 22.10.2025 21:21

            Pani Alicjo. To, o czym można przeczytać na stronach, do których umieściła Pani linki, to rzecz jasna, sprawa BULWERSUJĄCA. Tyle, że proszę zauważyć, ILU ludzi się tym przejęło? Po tym, co mnie spotkało, chyba mało co mnie zaskoczy, np. wizyta w Polsce szefa Rady Doskonałości Naukowej z Marsa - o tak, byłbym zaskoczony. Byłbym też zaskoczony, gdyby pewni ludzie z Komisji Habilitacyjnej, która mnie UPOKORZYŁA, mnie przeprosili. Otóż, do dorobku głównego z dziedziny X. dołączyłem tzw. dorobek pozostały (z dziedziny Y.). Mimo, że panowie recenzenci NIE MIELI ŻADNEGO dorobku naukowego z dziedziny Y., orzekli że mój dorobek z tej dziedziny jest... słaby (sic!), NIE podając ŻADNEGO uzasadnienia tej swojej opinii. Wśród prac wchodzących w skład tego dorobku, była jedna zawierająca wynik dość mocno spektakularny, ale co tam... habilitowanych Komisarzy to już jakoś nie interesowało...
            Wielce szanowny pan prof. dr hab. przewodniczący tej Komisji nie protestował... Jako przewodniczący, MIAŁ OBOWIĄZEK czuwać nad przebiegiem prac tej Komisji, widać od razu, jak się z tego obowiązku wywiązał.
            Wracając do trzeciego zdania z tej mojej wypowiedzi, widać że niestety, środowisko akademickie jest ZNIECZULONE na tego typu sytuacje.

            • ~Obserwator (aktualny) 22.10.2025 22:22

              Panie @komentator (poprzedni)

              To niezwykle przykre co Pana spotkało. Żadna rada tutaj nie pomoże, ani takiego bólu nie złagodzi, może tylko to, żeby taką energię przekuć i za 2 lata spróbować ponownie, po czym wrócić na tarczy.

              Zapoznałem się z tymi linkami. One są faktycznie BULWERSUJĄCE, bowiem pokazują jedno w tym przypadku, a mianowicie imaginacje nierzetelnośći i oskarżanie innych. W takim wypadku nierzetelnością naukową jest oskarżeanie innych o nierzetelność bez dowodów. Przypadek opisany w tych 2 linkach + 1 dodatkowy, pokazuje, że "można obrzućic błotem dowolną osobę i a może coś się przyklei" Po co? Zwykle po to, żeby odsunąć (przykład poza linkami) podejrzenia od tego co jest za uszami.

              Co do rekomendacji w tym artykule pełna zgoda, ale całego świata nie zbawimy niestety. Wierzmy w zaufanie, dobrą wolę ludzi, a prace jakościowo wysokie obronią się same. Każdy z nas, zwłaszcza w naukach eksperymentalnych widzi co jest wartościowe, a co warto po abstrakcie pominąć.

              • ~komentator (poprzedni) 24.10.2025 13:08

                Dziękuję za odpowiedź. Cóż... nie jestem jedynym, który doznał bardzo wątpliwej "przyjemności" zetknięcia się z pewnymi niuansami polskiego systemu nauki i szkolnictwa wyższego. Po prostu, moja sprawa, to tylko jedna z ODMIAN, swego rodzaju, schizofrenii tego systemu. Zastanawiam się, KIM są ci ludzie, którzy tego typu sytuacje generują? Czy mają w ogóle jakieś kręgosłupy etyczno-moralne, czy mają coś w rodzaju sumienia? Jak widać, nie trzeba komunikować się z chatGpt, żeby doświadczyć swego rodzaju, bezduszności. Bardzo dobrze bowiem, w pewnych sytuacjach, chataGpt emulują niektórzy z ludzi.
                Pisze Pan m.in. "Wierzmy w zaufanie, dobrą wolę ludzi, a prace jakościowo wysokie obronią się same."

                Cóż... wnioskując po sposobie funkcjonowania tego systemu, pomyślałem sobie, że raczej należy ufać Prawu Wielkich Liczb. Mianowicie, proporcjonalnie do upływu czasu wzrasta prawdopodobieństwo zdarzenia, że gdy będę za "n" lat w DPS-ie, odwiedzi mnie rektor, czy minister, wręczy "dyplom uznania" itp. Może jeszcze jakaś ekipa telewizyjna mnie sfilmuje, jak mi to wręczają. Zawsze coś... ;=]]
                A na serio, co do wiary, to wierzę w Boga, i przede wszystkim, jestem zobowiązany wybaczać wrogom, zatem to czynię. Niech się natomiast oni sami, zastanowią, czy Bóg im wybaczy. Bowiem, patrząc na to wszystko, można mieć wątpliwości, czy aby na pewno nie będą mieć z tym problemu...

    • ~Hubert Wojtasek 21.10.2025 13:57

      Panie Marku,
      Wiem, że po tylu latach może Pan już być zmęczony, ale może nie poddawajmy się jeszcze. Moim zdaniem propozycje panów profesorów są bardzo sensowne. Gdyby tylko udało się je wprowadzić w życie...
      Pozdrawiam

  • ~ada 21.10.2025 12:52

    "Może należałoby powołać do życia krajową instytucję zajmującą się rzetelnością naukową? " Koniecznie, z pewnością pojawią się tam te same nazwiska co w pozostałych ciałach....

  • ~Maria Reut 21.10.2025 12:34

    "Może należałoby powołać do życia krajową instytucję zajmującą się rzetelnością naukową? Do jej zadań należałoby prowadzenie szkoleń z dobrych praktyk (...). " - czytamy. To jest już aż tak źle, że naukowcom potrzebne są na ten temat "szkolenia"? Może tak, skoro pojawia się pytanie: "Może trzeba aktywniej działać na rzecz retrakcji nierzetelnych publikacji? " Ale może rzeczywiście, w niektórych środowiskach zasadne jest pytanie: "Czy naukowcy są gotowi podjąć trud weryfikacji osiągnięć innych naukowców"? Może nie, ale -gdyby już tak było -to w takiej sytuacji Krajowa Instytucja Zajmująca Się Rzetelnością Naukową zapewne będzie gotowa.

  • ~John Kowalsky 21.10.2025 12:09

    Temat tzw. "papierni" to sprawa trudna gdyż zawiera znacząca szara strefę: Od zrobienia z 3-sobowego artykułu 4-osobowego poprzez grzecznościowe dopisanie szefa lub asystenta "w potrzebie" poprzez udawaną współpracę kilku ośrodków prowadząca do mnozenia dorobku aż po kupowanie prawdziwych i fałszywych prac. Niestety nie ma tu magicznych rozwiązań w czasach gdy edytorzy czasopism nie sa w stanie spełniać swojej roli, tak jak to było w czasach przed-internetowych. W Polsce "na szybko" tendencje te możnaby najprościej zredukowac poprzez bezwględne uwzglednianie dorobku wyłacznie osobom z danej jednostki, a przy awansach tylko wkład danej osoby. Ktoś powie ze to niedocenianie prac zespołowych? Odpowiedzią będzie wskazanie że im wiekszy zespół tym więcej oryginalnych prac powinien publikować.
    Aby spojrzeć z pewnej perspektywy na problem "paper milling", w jakim stopniu jest to światowy temat i jak zalezy on od zleceniodawców badań naukowych polecam jeden z najnowszych video bardzo przenikliwej naukowej "youtuberki" z Niemiec". 5 minut bardzo wnikliwej analizy i ostrzeżenie na przyszłość
    https://youtu.be/fBH0s1ZUYLY?si=xL6rtlZW6nCCHiCQ

    • ~Hubert Wojtasek 21.10.2025 21:37

      Oj tam "bardzo wnikliwej analizy". To fakty znane od dość dawna pozbierane z kilku źródeł - różnych portali, gazet i czasopism, np. przypadek prof. Królczyka z naszej O!Opolskiej i For Better Science. Reszta to m.in. artykuł zespołu detektywów naukowych, który ukazał się Nature w styczniu tego roku
      https://www.nature.com/articles/d41586-025-00212-1
      News również z Nature o ukraińskiej papierni, o której Anna Abalkina pisała już 3 lata temu
      https://www.nature.com/articles/d41586-025-02809-y#:~:text=An%20investigation%20has%20identified%20more%20than%201%2C500%20research,fake%20or%20low-quality%20research%20papers%20and%20sell%20authorships.
      Artykuł na temat Sameera Quazi wzięty z Retraction Watch
      https://retractionwatch.com/2025/01/30/former-student-was-running-a-paper-mill-says-university-of-manchester/#:~:text=An%20English%20university%20has%20issued%20a%20finding%20of,they%20say%20bears%20the%20marks%20of%20being%20papermilled.
      No i wreszcie raport na temat Juana Manuela Corchado z El Pais
      https://english.elpais.com/science-tech/2024-10-17/springer-nature-retracts-75-studies-by-the-university-of-salamanca-rector-and-his-collaborators-for-fraudulent-practices.html
      Choć trzeba przyznać, że przedstawione w dość atrakcyjny sposób. Może zainteresuje więcej ludzi tym problemem.

  • ~Hubert Wojtasek 21.10.2025 12:07

    „Może trzeba aktywniej działać na rzecz retrakcji nierzetelnych publikacji?”
    YES! Na PubPeer mamy obecnie komentarze na temat ok. 192 000 artykułów (rocznie publikuje się 5-6 mln), ale regularnie komentujących jest zaledwie kilkaset osób. Z tego ok. 40% to dzieło zaledwie kilku ludzi: Hoya camphorifolia – 29201, Elisabeth Bik – 9934, Guillaume Cabanac - 5842, Desmococcus antarctica - 5370, Dysdera arabisenen – 4137, Sholto David – 2722, Alexander Magazinov – 2212, Archasia belfragei – 2025, Aneurus inconstans – 1428, Reese Richardson - 1187. Choć ostatnio uaktywniło się kilka osób komentujących artykuły z Polski: Olearia ramulosa, Gymnopus aquosus, Saxifraga hartii, Herzogiella striatella, Sphingomonas oligophenolica. Bardzo im za to dziękuję, bo jest to duża pomoc.

    • ~Stan 21.10.2025 14:04

      dodam: Pourouma myrmecophila, Aneurus inconstans, Philopedon plagiatum, Hermannia incana i oczywiście Hubert Wojtasek :)

      • ~Zenon 21.10.2025 17:46

        W większości to "mali ludzie" a pubpeer, jak ewaluacja przyjmuje wszystko bez większej refleksji...

  • ~Hubert Wojtasek 21.10.2025 11:23

    „Może warto uważniej spojrzeć na prace przeglądowe w dorobku naukowym w procesach awansowych lub znacznie ograniczyć ich wagę? Krytycy tego pomysłu zapewne przypomną, że ideą prac przeglądowych, monografii czy książek jest krytyczne ujęcie jakiegoś szerszego zagadnienia naukowego albo wartościowe podsumowanie pewnego etapu działalności badawczej.”
    Prace przeglądowe są obecnie w większości pisane przez AI, szczególnie w przypadku autorów, którzy mają ich >20%. Przypomnę, że dr Muhammad Bilal miał ich w swoim dorobku 50%, spośród 33 publikacji z prof. Jesionowskim 19 to były artykuły przeglądowe, do tego 2 rozdziały w książkach. W przypadku dr Amina Mousavi Khaneghaha było to 37%, z 12 artykułów z prof. Marszałkiem 9 to były prace przeglądowe, z tego 6 w Critical Reviews in Food Science and Nutrition, w którym pan Amin do dzisiaj jest członkiem Rady Redakcyjnej.
    Ich głównym celem jest nabijanie cytowań autorom i/lub osobom z nimi powiązanym, albo osobom, które za nie zapłaciły. Ceny nie są wygórowane - 200-500 USD za 100 cytowań. Przy większych zamówieniach ceny spadają. I tu ciekawostka. W sierpniu wszedłem na stronę ukraińskiej papierni
    https://spubl.pl/pl
    I zobaczyłem ogłoszenie: „Mamy dla Ciebie prezent! Darmowa usługa cytowania Państwa prac lub zniżka na koszty publikacji artykułu - wybierz swój wariant!”. Kup pan pralkę, a ekspres do kawy dostanie pan gratis. To tak a propos tej komercjalizacji.

    • ~Aa 21.10.2025 13:09

      Topowi badacze z Cochrane mają w swoim dorobku często powyżej 90% przeglądów. Głównym celem przeglądów i meta-analiz jest dostarczenie kierunków pracy klinicznej, czyli pełnią w zasadzie rolę elementu aplikacji nauki do społeczeństwa. Oczywiście, tego typu prace cytują się lepiej, bo zbierają problem w jedno miejsce. Ale czy to znaczy, że od razu powinniśmy traktować to jak nieetyczne praktyki i wrzucać wszystkich do bilalowego worka?

      • ~Hubert Wojtasek 21.10.2025 14:04

        Nie znam się na tych meta-analizach medycznych. Jedyne co o nich wiem to to, że wśród tych tysięcy autorów ukrywają się setki papierników. Piszę o tych "normalnych" przeglądówkach mających do ok. 30 autorów.

      • ~prof. dr hab. ZS. 21.10.2025 13:57

        Właśnie tak!

  • ~Aa 21.10.2025 09:44

    Jak zwykle, całe zamieszanie stworzone jest przez próbę pogodzenia specyfik różnych obszarów badawczych i przyłożenia do nich jednej miary. Trzech podpisanych autorów wypowiada się z perspektywy inżyniera biomed/weterynarza/inżyniera telekomunikacji, nie widząc innych lub nie chcąc widzieć obszarów badawczych.

    Ad 1. Prace przeglądowe - z perspektywy nauk medycznych i nauk o zdrowiu systematyczne przeglądy piśmiennictwa i meta-analizy to trzon evidence-based medicine, czyli nurtu, w którym funkcjonuje zachodnia opieka zdrowotna i na ich podstawie stowarzyszenia kliniczne decydują o wdrożeniu lub niewdrożeniu jakiegoś postępowania klinicznego. Prace typu scoping review służą do mapowania obszaru badawczego, bo obecnie mamy mnóstwo danych, ale chaotycznie rozłożonych. Dziwe się, że bioinżynier nie dostrzega w tym wartości. Uwaga pt. "To prawda, ale czy także na niższych szczeblach awansu naukowego?" jest absurdalna, bo na świecie, wiele osób, które biorą udział w przygotowaniu takich prac to PhD, bo nie ma tam hab, a poza uniwersytetami nie zostaje się profesorem. Please see: Cochrane Collaboration

    Ad2. Prace wieloautorskie: ponownie, RCT i meta-analizy, najwyższy poziom dowodów naukowych w EBM, od strony metodologicznej wymagają zaangażowania większej liczy osób. Jeśli prace te przeprowadzone są jedno/dwuautorsko powoduje to bias. Rozwiązaniem byłoby premiowanie pierwszego/ostatniego autora. Oczywiście rozumiem, że w niektórych dyscyplinach jest inaczej. PS. żaden z sygnatariuszy nie opublikował w ostatnich 10 latach pracy jednoautorskiej.

    Ad3. To mogłoby być ciekawe, ale wyłącznie z możliwością dyskusji ze strony aplikanta, ponieważ wiedza recenzentów jest często ograniczona.

    Ad4. Ciekawy pomysł, ale może raczej bardzo trudny do przeprowadzenia w Scopus/WOS. Może do rozważenia w analizie eksperckiej na etapie awansu naukowego, np. że recenzent ma obowiązek zbadanie tego obszaru i próba wyłapania nieprawidłowości? Oczywiście obowiązek zgłaszania liczby cytowań bez autocytowań oraz cytowań współautorów.

    Ad5. Ocena ekspercka w naukach medycznych i naukach o zdrowiu nie ma racji bytu. Środowisko medyczne jest środowiskiem specyficznym, hermetycznym, ręka rękę myje, dyrektor kliniki/oddziału/szpitala może być szefem/podwładnym. To środowisko ma duże możliwości lobbingu na swoją korzyść. Ogromna ilość mobingu i nieetycznych praktyk. Jeśli są środki na zagranicznych to ocena ekspercka pewnie byłaby na miejscu.

    Ad6. Pełna zgoda co do doceniania własnych czasopism i ich redaktorów. Za chwile będą tylko najwięksi wydawcy, zmonopolizują rynek i narzucą jeszcze gorsze standardy i ceny niż obecnie. Z kolei docenienie recenzentów to grząski grunt, jak rozdzielić ocenę recenzenta MDPI, który robi recenzje za vouchery od recenzenta, który robi recenzje w pełni za free?

    Ad7. Świetny pomysł, ale przy wolności naukowej nie do zrobienia systemowo na wyższych poziomach. Może zasadnym byłoby, aby np. prace mgr były pracami replikowanymi, wraz z obowiązkiem udostępniania baz danych w otwartym dostępie?

    Ad8. Znów, od strony mojej dyscypliny nie rozumiem takiego podejścia. Medycy publikują przeważnie dużo, często są to małe klocki, nieprzełomowe w różnych celach. Doktoranci włączani są w zespoły badawcze, aby się uczyć i później są uwzględniani w pracach, bo wykonali pracę. Tu rozwiązaniem też byłoby premiowanie pierwszych/ostatnich miejsc w tej dziedzinie i może wtedy dwie prace/rok miałby sens

    Ad9. Rozwój własnych czasopism, jak najbardziej. Ale jakość może być rozumiana różnie. Jeśli jest czasopismo, które się rozwija w swojej dyscyplinie, to wiadomo, że autorzy nie będą tam wysyłali swoich najlepszych prac, bo przeważnie one idą do najlepszych czasopism. I pojawia się problem, bo można powiedzieć, że zbyt wysokiej jakości tam nie ma. Jeśli chodzi o "czasopisma drapieżne" to potrzebna jest ich definicja, czy frontiers, MDPI, scientific reports nimi są? Jeśli tak, to sygnatariusze tego listu publikują w drapieżnych.

    • ~Profesor PAN 21.10.2025 10:11

      Jak rozdzielić ocenę recenzenta MDPI, który robi recenzje za vouchery od recenzenta, który robi recenzje w pełni za free?

      Kiedy uczono mnie ekonomii, to mi powiedziano, że płaca jest miarą wartości pracy. Z punktu widzenia ekonomicznego rzecz czy usługa jest warta tyle, ile za nią zapłacono. Jeśli jest za darmo, to jest bezwartościowa.

      Wiele bym mógł opowiedzieć o recenzjach z tzw. "renomowanych" czasopism. Pamiętam jednozdaniowe recenzje po roku przetrzymywania artykułu, pamiętam recenzję trzydziestostronicowej pracy treści "nic w tej pracy nie ma", pamiętam recenzje wskazujące na to, że recenzent nic ale to zupełnie nic z pracy nie zrozumiał. Moją ulubioną recenzją jest recenzja treści: Może i praca jest wartościowa ale wymaga większych poprawek, chciałbym mianowicie, by autor napisał zupełnie inną pracę. Zdarza się ona zadziwiająco często.

      Recenzje z MDPI są sto razy rzetelniejsze.

      • ~PŻ 23.10.2025 11:26

        Do ~Profesor PAN 21.10.2025 10:11.
        Podam panu zdumiewający przykład. W recenzji artykułu, wysłanego do tak zwanego dobrego czasopisma o stratach energii elektrycznej w materiałach izolacyjnych, miarą których jest tangens delta, przeczytałem: „Długo szukałem w literaturze, co to jest tangens delta.” Oznaczało to, że recenzent nie miał pojęcia o zagadnieniu. Należy zaznaczyć, że po zarzutach ogólnikowych recenzja była pozytywna.
        Świeży przykład z dobrego czasopisma. W recenzji napisano, że należy odrzucić, bo nie uwzględniono wyników prac X, Y, Z. Prace te dotyczyły zupełnie innych materiałów i ich wytwarzania, niż w naszym artykule. Według mojej wiedzy, nie mieli nic wspólnego z naszymi. Po merytorycznej, z mojej strony, dyskusji z czasopismem zwyciężyła jednak opinia recenzenta.

        • ~Profesor PAN 23.10.2025 14:57

          Jasne, nikt nie chce być recenzentem, każdy chce być autorem. Recenzent jest dobrem rzadkim, dlatego redaktorzy praktycznie zawsze biorą stronę recenzenta a nigdy autora, żeby nie wiem jak absurdalna recenzja była. Dlatego Shu-Kun Lin z MDPI wpadł na genialny pomysł - recenzje nie będą za darmo. Jeśli płacimy recenzentowi voucherem, możemy już wymagać minimalnej jakości pracy. Moje wrażenia z tzw. "renomowanych" pism są takie, że ludzie przyjmują recenzje prawie wyłącznie po to, by odreagować na kimś swoje życiowe nieszczęścia.

      • ~Przemo 21.10.2025 14:17

        Po co komu recenzja? Pozwoliłbym ludziom nauki pisać co chcą, bez ograniczania ich wolności, na własną odpowiedzialność i na chwałę własnej jednostki naukowej.
        Byłoby uczciwie.
        Artykuły i inna twórczość, powinny być dostępne dla podatnika na stronach internetowych jednostki naukowej z unikalnymi numerami DOI (jak pisma urzędowe UE), recenzja byłaby opcją, o która można by poprosić. Powinno być też miejsce na komentarze - taka opcja zwykle zwiększa czytelnictwo.
        Ministerstwo, które zapłaciło za badania wybierałoby te lepsze prace, jako przykład dla innych i publikowało w tematycznych zbiorach i bazie danych podobnej do NCBI.
        Dlaczego polskie ministerstwo nauki nie zbiera i nie udostępnia danych naukowych? Tego nie wiem i nie rozumiem. Warto to potężne zaniedbanie naprawić.
        Oczywiście nawet ZA DARMO można by pozwolić na opublikowanie pracy wydawcy Science lub Nature - dla popularyzacji :-)

        • ~Profesor PAN 21.10.2025 14:57

          Tak przecież jest, każdy może napisać, co chce, i umieścić na jednym z wielu serwerów preprintów albo wręcz na własnej stronie. W przypadku Grigorija Perelmana wystarczyło to na nagrodę milenijną.

          Recenzja to stosunkowo niedawny wynalazek, upowszechniła się dopiero w latach 50-tych XX wieku. Wszelkie klasyczne prace, na które wszyscy się powołują, nie były recenzowane. Wielkim wrogiem recenzowania prac był znany wszystkim Albert Einstein.

          Internet zmienił zaczenie słowa "publikacja."

          • ~komentator (poprzedni) 21.10.2025 22:40

            Perelman po prostu, miał "farta". Na jego wynik było ZAPOTRZEBOWANIE, wszyscy bowiem (lub przynajmniej większość), chyba oczekiwali dowodu hipotezy Poincarego, który Perelman przedstawił - właśnie dlatego problem udowodnienia hipotezy Poincarego ogłoszono, jako problem milenijny. GORZEJ, gdy ktoś ma WAŻNY wynik, ale NIEOCZEKIWANY lub MAŁO oczekiwany przez większość establishmentu, do tego stopnia, że zaakceptowanie tego wyniku kosztowałoby ten establishment zbyt wiele... Wtedy establishment stosuje prosty wzorzec postępowania: po prostu woli taki wynik przemilczeć. Autor lub autorzy mogą sobie publikować, czy w arXiv, czy w jakimś czasopiśmie, a i tak jest cisza. W środowisku fizyków (zwłaszcza polskich), jest dobrze znana kwantowa teoria ładunku elektrycznego sformułowana przez Prof. Andrzeja Staruszkiewicza (Instytut Fizyki UJ). Na pewno Pan ją zna (a być może, także i jej Autora). W 2004 r. przeprowadziła z Nim wywiad Pani Mira Kuś, i zapytała m.in. cyt."Czy Pańska teoria jest dostępna w druku dla chętnego czytelnika?"
            W odpowiedzi Profesor odpowiedział cyt."Tak, jest dostępna, tylko że nie ma na nią żadnej reakcji. Od 16. lat. I to mnie trochę martwi. Czasem zastanawiam się, kto tu zwariował: ja czy reszta świata?" Od tamtego czasu coś się zmieniło w tej kwestii, i prace Prof. Staruszkiewicza odnośnie kwantowej teorii ładunku, są cytowane, i to od kilkunastu lat. Jednakże, przez pewien czas były jakby przemilczane...

          • ~Przemo 21.10.2025 17:43

            Każdy z nas z osobna oczywiście może tak robić, ale jeśli zastanawiamy się nad ocenianiem instytucji - jeśli patrzymy na ich strony internetowe - te instytucje warte są tyle, ile konkretnych informacji znajdziemy na ich stronach, jak kiedyś w bibliotekach. Proste kryterium przydatności.
            Dlatego przypisanie publikacji i innych opracowań do stron instytucji naukowych ma sens dla reklamy i zachęty do finansowego wspierania tychże, a także dla tych, którzy chcieliby w wybranych sprawach z nauką współpracować.
            Podatnicy mogliby też świadomie wybierać na którą instytucję naukową chcą przeznaczać swoją część podatku, przeznaczoną na wsparcie nauki ;-)

      • ~komentator (poprzedni) 21.10.2025 13:23

        A mi się przypomina z kolei sytuacja, gdy redakcja czasopisma (renomowanego), zażądała od autora pisemnej deklaracji, że wyraża zgodę na to, iż redakcja skieruje pracę do recenzji, ale w zamian za to, autor zobowiąże się (!), iż w razie negatywnej recenzji nie będzie nadsyłał nie tylko kolejnej wersji TEJ pracy, ale też JAKIEJKOLWIEK INNEJ pracy do tego czasopisma... BEZCZELNOŚĆ tego żądania była tak wysoka, że autor nie odpowiedział na naciski redakcji, żeby wysłał im tę pracę.

  • ~Profesor PAN 21.10.2025 09:08

    Panowie profesorowie tradycyjnie łapią kij za zły koniec. Problemem nauki nie są oszustwa tylko jałowość. Prace naukowe w ogromnej większości opierają się na rzetelnych badaniach i są rzetelnie napisane tylko absolutnie nic nie wnoszą do nauki. Ale to nie kryzys tylko rezultat - jeśli ministerstwo daje pieniądze za punkty, to zadaniem naukowca jest zbieranie punktów. Mówią to całkiem otwarcie rektorzy, dziekani i dyrektorzy instytutów.

    A pomysł obciążenia PAN dodatkowymi obowiązkami jest uroczy w swej niedorzeczności. Ta zagłodzona instytucja coraz bardziej upodabnia się do domu starców.

    • ~ala 22.10.2025 20:03

      100/100 racji!