Aktualności
Sprawy nauki
11 Grudnia
Źródło: www.uw.edu.pl
Opublikowano: 2024-12-11

Szef RGNiSW: Zbyt małe nakłady na naukę stają się nieefektywne

Inwestycje prywatne, które stanowią element niezbędny do rozwoju nauki, uruchamiane są dopiero wtedy, kiedy nakłady publiczne przekroczą określoną granicę. To mniej więcej 1,5% PKB. Innymi słowy, dopiero po uzyskaniu „masy krytycznej” finansowania publicznego, rozpoczyna się na dobrą sprawę finansowanie prywatne. To pokazuje, że jeżeli nakłady są małe, stają się po prostu nieefektywne – przekonuje dr hab. Marcin Pałys, przewodniczący Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, odnosząc się do postulatu przeznaczania na naukę 3% PKB.

Postulaty o konieczności zwiększenia finansowania były formułowane przez środowisko od kiedy sięgam pamięcią. Natomiast skierowanie uwagi przez opinię publiczną na inne kwestie, odwróciło na dłuższy czas zainteresowanie tym, co się dzieje w nauce. Dlatego nie zgadzam się z zarzutami, że środowisko było do tej pory nieaktywne i nie walczyło z determinacją o swoje – to raczej inne tematy, o charakterze powiedziałbym polityczno-światopoglądowym, przyciągały uwagę społeczeństwa. Teraz sytuacja się zmieniła. Przemawia za tym choćby argument dotyczący wzmocnienia potencjału obronnego kraju. Wydawanie pieniędzy na obronność to nie jest alternatywa dla inwestycji w naukę. Nie ma skutecznej obronności bez zaplecza pozwalającego na rozwój technologii i reagowanie na nowe formy zagrożeń.

Ci, którzy pamiętają „wyścig zbrojeń” z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, wiedzą, że była to rywalizacja przede wszystkim w obszarze badań i technologii, a dopiero na drugim miejscu – w szybkości produkcji. Stąd bardzo interesujący postulat, który się ostatnio pojawił, by 1% budżetu na obronność przeznaczyć na badania naukowe, jest wart rozważenia. Czasami tkwimy w koleinach swoich przyzwyczajeń, uważamy, że różnych rzeczy nie da się zrobić, że już próbowano i nic z tego nie wychodzi. Znaczący wzrost w ostatnich latach naszych nakładów na cele obronne dowodzi, że jednak można przełamać tego typu stereotypowe myślenie. Jestem przekonany, że wzrost nakładów na naukę, jeżeli będzie odpowiednio duży, może dać znakomite rezultaty. Weźmy pod uwagę, że w niektórych krajach europejskich, ze względów oszczędnościowych, ogranicza się wydatki na naukę. Jeśli postąpimy odwrotnie i zainwestujemy w tym momencie w badania, może to dać o wiele mocniejsze rezultaty niż gdyby to się działo w innym okresie.

Zwracam przy tym uwagę, że zarówno raport Konferencji Rektorów Uczelni Ekonomicznych, jak i publikacja Instytutu Problemów Współczesnej Cywilizacji o działalności naukowej jako niedocenianym czynniku rozwoju cywilizacyjnego Polski, pokazały, że inwestycje prywatne, które stanowią element niezbędny do rozwoju nauki, uruchamiane są dopiero wtedy, kiedy nakłady publiczne przekroczą określoną granicę. To mniej więcej 1,5% PKB – od tego momentu można mówić o jakichkolwiek zachętach dla sektora prywatnego. Innymi słowy, dopiero po uzyskaniu „masy krytycznej” finansowania publicznego, rozpoczyna się na dobrą sprawę finansowanie prywatne. To pokazuje, że jeżeli nakłady są zbyt małe, stają się po prostu nieefektywne, dopiero powyżej pewnej granicy prowadzą do przyspieszenia rozwoju. Wszystko co poniżej tego progu, jest niczym innym jak zwykłym wydawaniem pieniędzy. Na razie, przypomnę, 1,5% PKB osiągamy łącznie – licząc i środki publiczne, i prywatne.

Czy postulat 3% PKB na naukę jest zatem realny? Jestem optymistą, natomiast nie jest przesądzone, że tak się stanie. Aby osiągnąć ten cel, trzeba nieustannie pokazywać, w których miejscach inwestycje w nauce przynoszą korzyści odczuwalne dla szerszego grona odbiorców, nie tylko środowiska akademickiego. I tu widzę dużą rolę liderów instytucji badawczych, którzy w większym stopniu powinni zadbać o kulturę jakości badań naukowych i wspierać naukowców z ambicjami. Nie jest wprawdzie tak, że bez zwiększonego finansowania nie osiągniemy rezultatów w tych obszarach, ale sam wzrost środków nie będzie wystarczający. Potrzebne są projakościowe działania.

Odnoszę wrażenie, że znaczna część środowiska jest przekonana co do tego postulatu, Europa też wskazuje, że badania będą jednym z priorytetów w najbliższych latach, premier Donald Tusk stwierdził ostatnio, że naukowcy uosabiają nadzieję na lepszą Polskę, lepszy świat… Co więc jeszcze należałoby zrobić, by poszedł za tymi sygnałami
jakiś konkretny ruch? Cóż, może należałoby zakończyć w końcu mówienie o tym, że nakłady powinny wzrosnąć i przejść do etapu realizacji, czyli mówiąc wprost wykładania większych pieniędzy i uruchamiania programów, które przekażą te środki na badania naukowe.

Dodam, że temat ten jest regularnie dyskutowany w Radzie Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W grudniu, na ostatnim w tym roku posiedzeniu, zajmiemy się sprawami związanymi z ustawą PSWiN i dyskusją na tematy legislacyjne, natomiast od stycznia wrócimy do szerszej perspektywy i wtedy finansowanie na pewno będzie jednym z fundamentalnych zagadnień przez nas podejmowanych.

Not. MK

Dyskusja (6 komentarzy)
  • ~re(fleksje) 15.12.2024 15:07

    @Grzegorz cyt."Ostatnie lata to znaczący spadek współpracy z przemysłem oraz zmniejszenie rozpoznawalności i wpływu polskiej nauki. Duży kraj postulujący do G20 nie ma ani jednego HCR wpływającego na naukę światową.[...]"

    Yyyiii tam, ale narzekanie... Jakby Pan popatrzył na inauguracje roku akademickiego na tej, czy innej uczelni, to przecież mamy tylu naukowców, że nie bardzo wiadomo, dlaczego Pan tak narzeka. O np. tutaj, na jednym miejscu siedzi pani prof. zajmująca się literaturoznawstwem, a tam znowu pan prof. od prawa karnego, tak znowu dr hab. socjolog kultury, gdzie indziej znowu prof. dr hab. od... filozofii prawa (wow) itd. itd. itd. itd. itd. Wszyscy napisali kiedyś "n1" prac, każda z nich składała się z "n2", "n3",... stron, gdzie n1, n2, n3 - odpowiednio duże liczby naturalne, ale to i tak by nie wystarczyło, żeby mieli te swoje "prof. dr hab." przed imieniem i nazwiskiem, więc musieli mieć też i odpowiednio duże poparcie na rozwój swoich karier. Zatem musieli ich poprzeć kiedyś inni "prof. dr hab." zajmujący się podobną działalnością.

    A już całkiem NA SERIO: w Polsce MARNUJE SIĘ od WIELU lat potencjał ludzki. Przykłady ? Proszę, można sypać, jak "z rogu obfitości": Kolega po dr chciał pracować w swojej dziedzinie (fizyka teoretyczna), i NA PEWNO dużo by zdziałał, ale nie lubiano jego szefa. Aby zarabiać na życie, musiał zatrudnić się w bibliotece. Gdy był konkurs, na Radzie Wydziału wstał jeden z profesorskich VIP-ów i zapytał się, po co tamtemu etat, skoro przecież pracuje w bibliotece... W rezultacie, ów Kolega ani jednego dnia nie był adiunktem, przepracował ileś lat w bibliotece, zmarł parę lat temu. TAK SIĘ "załatwia" sprawy.
    Drugi z kolei, też po doktoracie i też fizyk, od lat jest na bezrobociu, mimo średniej ze studiów 4.5, dużego talentu naukowego i pracowitości. Też miał tego samego szefa, co tamten, na dodatek ów szef "nagrabił sobie" i to bardzo, więc łatwo się domyślić, co się stało w efekcie.
    Trzeci człowiek, też po doktoracie (zajmował się inną dziedziną ścisłą), był na tyle naiwny, że uważał, iż same wyniki naukowe wystarczą do kariery. Przeliczył się, bo o poparcie nie potrafił za bardzo zabiegać, a jeden z jego wyników chyba zdenerwował światek ludzi z tej branży naukowej, a on uparcie chciał to opublikować, praca była odrzucana przez redakcje czasopism (co ciekawe,NIGDY nie wytknęli żadnego błędu w pracy), habilitacji nigdy nie zrobił, i JUŻ, "trafiony-zatopiony", tzn. "zatopiony" na emeryturze, kto tam się będzie nim przejmował, prawda ?

    Parafrazując Wyspiańskiego:
    "Miałeś doktorze, złoty róg,
    teraz ci się ostał ino ZUS".

    Te trzy przykłady znam ja sam, a ile podobnych przykładów znają inni ? Przykładów OLEWANIA przez establishment naukowy i środowisko ?

  • ~Grzegorz 14.12.2024 11:47

    Podstawowa zmiana w obszarze uczelni powinna odbyć się w zarządzaniu. W ostatnim rozdaniu wielu rektorów to dydaktycy, część była ci prawda prorektorami ale nie odpowiedzialnymi za naukę, badania czy innowacyjność tylko za dydaktykę, studentów czy kształcenie ustawiczne. Te osoby nie udźwignęły ciężaru rozwoju swoich uczelni w obszarze nauki. Dodatkowo nigdy nie pracowali poza uczelniami i stali się marionetkami administracji która mówi nie da się bo nie ma interesu pracować więcej bez dodatkowych pieniędzy. Ostatnie lata to znaczący spadek współpracy z przemysłem oraz zmniejszenie rozpoznawalności i wpływu polskiej nauki. Duży kraj postulujący do G20 nie ma ani jednego HCR wpływającego na naukę światową. Zero zasad konkurencyjności na uczelniach, wieloletnia selekcja negatywna. Tylko zwiększenie nakładów na granty ale te przyznawane transparentnie i uczciwie a nie w sposób kontrowersyjny jak NCN.

  • ~re(fleksje) 12.12.2024 17:42

    Nieefektywne, szanowny prof. Pałys, to jest MARNOWANIE OD LAT zasobów ludzkich i ludzkich talentów, jakie ma miejsce w Polsce. Ale pan i duży odsetek habilitowanego towarzystwa, tego nie rozumiecie lub nie chcecie tego zrozumieć.
    Wystarczą do tego dwa przykłady (z WIELU):

    1. dr (nazwijmy Y.), fizyk, miał szefa, który sobie "nagrabił" w środowisku, więc dr Y. przepadł w konkursie na adiunkta, i był zmuszony pracować, jako... BIBLIOTEKARZ (!). Już nie żyje od paru lat. A więc pozamiatane.
    2. jeszcze inny, też fizyk i też po doktoracie, jest na bezrobociu. Miał tego samego szefa, co dr Y., więc chyba już wszystko jasne.

    W większości konkursów na adiunkta, stawia się wymóg, żeby kandydat na etat, miał stopień doktora uzyskany nie wcześniej, niż np. 5, czy 7 lat w dniu ogłoszenia konkursu, czy wysłania zgłoszenia na konkurs - to O CZYM tu mowa ?
    OBAJ mogliby dużo dać Polsce, pracując swoimi umysłami, ale decydenci mieli lub mają takich w "poważaniu najgłębszym", wszak żaden nie był "w klanie" naukowym, więc nie miał czego ? POPARCIA.

  • ~Sławomir Wacewicz 11.12.2024 16:52

    "Aby osiągnąć ten cel, trzeba nieustannie pokazywać, w których miejscach inwestycje w nauce przynoszą korzyści odczuwalne dla szerszego grona odbiorców, nie tylko środowiska akademickiego."

    To ważny komentarz. Większe finansowanie nauki jest niezbędne, ale (słusznie) upominając się o nie pamiętajmy o naszej roli, jaką jest pokazywanie społeczeństwu, jakie ma z nas korzyści.

    • ~PP 13.12.2024 10:34

      Kiedyś wylało się tu na mnie wiadro pomyj za stworzenie, że naukowcy powinni komunikować swoje odkrycia społeczeństwu.

      Nie bez powodu mamy na ten moment dosłownie zerową akceptację postulatów o zwiększeniu nakładów na naukę.

      Zwykły Kowalski widzi w mediach tylko "dej mje" pieniądze na badania :)

      • ~Marcin Przewloka 13.12.2024 15:57

        @PP
        @Sławomir Wacewicz

        To jest troche tak, ze naukowcy powinni robic duzo rzeczy. Bardzo duzo. I wszystkie one sa bardzo wazne. Problem z tym, ze jak zaczna je rzeczywiscie wszystkie robic, to nie zostanie czasu na prace naukowa, i wtedy ten "Zwykły Kowalski" zapyta, "to co wy w koncu robicie, naukowcy"?
        Podobnie na przyklad jest z komercjalizacja. Naukowcy powinni komercjalizowac swoje odkrycia, jak najszybciej. Dla dobra spoleczenstwa. Tylko czy to oznacza, ze kazdy naukowiec ma komercjalizowac swoje odktycia? Albo czy kazdy naukowiec "powinien komunikować swoje odkrycia społeczeństwu"?

        Ten "zwykły Kowalski" w krajach takich USA czy UK wcale nie ma o wiele wiekszego pojecia o tym, co tak naprawde robia naukowcy, niz ten "zwykły Kowalski" z Polski. Natomiast jesli ma, to nie jest to zasluga naukowcow, ktorzy "powinni komunikować swoje odkrycia społeczeństwu", tylko jest to zasluga edukacji szkolnej oraz dziennikarzy, ktorzy sa w tej dziedzinie profesjonalistami, i potrafia bardzo dobrze wytlumaczyc tym tzw. 'laypeople' rozne, czasem bardzo skomplikowane kwestie naukowe.

        Czyli jesli jakis naukowiec rzeczywiscie chce poswiecac swoj czas na przyklad na komercjalizacje albo popularyzcje wiedzy, albo doradzanie w przemysle, czy na polu edukacji, to swietnie. Nalezy mu dac taka mozliwosc, dac mu narzedzia do tego, zeby te dzialania szly efektywnie, i doceniac te aktywnosci na przyklad podczas ewalucji jego pracy. Ale nie robmy z tego obowiazku dla kazdego naukowca