„Pracownicy administracji akademickiej” – wszystko wskazuje na to, że właśnie w ten sposób w ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce będą już wkrótce określani „pracownicy niebędący nauczycielami akademickimi”. To zwieńczenie wielu lat starań przedstawicieli tej grupy uczelnianej wspólnoty.
O planowanej zmianie poinformował Marcin Czaja, dyrektor Departamentu Organizacji Uczelni, Kształcenia i Spraw Studenckich w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, podczas II Forum Administracji Akademickiej. W szykowanej właśnie nowelizacji ustawy PSWiN dotychczasowe określenie „pracownicy niebędący nauczycielami akademickimi” (NNA) ma zostać zastąpione innym: „pracownicy administracji akademickiej”.
Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że określanie grupy pracowników poprzez to, kim nie są, jest niewłaściwe. Zamiast włączać do społeczności uczelni – wyklucza, nie mówiąc już o tym, że nie niesie ze sobą dumy z wykonywanej pracy. Zmiana tego określenia jest jednak zadaniem karkołomnym – i to nie tylko dlatego, że wiąże się z przekonaniem ustawodawcy do zmiany ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Problematyczne jest także znalezienie alternatywnego określenia, które byłoby lepsze, a przy tym we właściwy sposób odzwierciedlało podział na „będących” i „niebędących” – tłumaczyła na naszych łamach dr hab. Katarzyna Górak-Sosnowska, prezes Forum Administracji Akademickiej.
Kilka tygodni temu przeprowadzono wśród NNA konsultacje środowiskowe. Wzięło w nich udział ponad 6,8 tys. osób, a więc blisko 10% polskich NNA. Aż 44% respondentów zagłosowało za „administracją akademicką”. Tyle że, jak zwracała uwagę prezes FAA, w określeniu tym trudno się odnaleźć pracownikom naukowo-/inżynieryjno-technicznym oraz pracownikom kreatywnym, jak również bibliotekarzom i pracownikom obsługi. Ministerstwo, do którego trafiły wszystkie propozycje, sięgnęło więc po kompromisowe rozwiązanie i wybrało inną ze zgłoszonych nazw: „pracownicy administracji akademickiej”. Żeby nikogo nie skrzywdzić, postanowiono jednocześnie, że w kategorii tej uwzględnione zostaną także podgrupy.
W opisach relacji na uczelniach używa się niekiedy porównania do dworu – z wszelkimi jego hierarchiami i intrygami, a czasami do przaśnych folwarków. Z tego względu zmiana nazwy „niebędący” – o ile nastąpi – będzie pierwszym, ale z pewnością jednym z wielu niezbędnych kroków w dążeniach do upodmiotowienia NNA na uczelniach, aby stali się „pracownikami docenianymi” – podsumowała dr hab. Katarzyna Górak-Sosnowska.
MK
Już niedługo nauczyciele będą stanowic grupę "niebędący pracownikami administracyjnymi'". U mnie już rządzą radcy prawni, nie rektorzy.
kolejny bezsensowny pomysł. doprawdy nie rozumiem co jest niewłaściwego w określeniu niebędący nauczycielami akademickimi. oczywistym jest, że sprzątaczka nauczycielem nie jest. nie jest też sekretarką. piramidalną głupotą było zrównanie wiecznych doktorów z doktorami habilitowanymi i nadanie tym pierwszym prof. ucz. , włączenie ich w nary naukowe (sic!) i umożliwienie decydowania o procedowanych doktoratach.i teraz każdy taki odwieczny doktor puszy się, że profesorem jest. do czego ten świat zmierza???
Dziwne. Większość świata ma tych doktorów profesrów, i to nawet ta część przodująca. A ta z habilitacjami do przodujacych niespecjalnie należy.
Naprawdę nie wystarczy "pracownik administracyjny"? Chyba że kolejnym "problemem" będzie, że ma być nie pracownik tylko "osoba administracyjna". Widzę, że jeszcze dużo jakże pożytecznego marnowania czasu przed nami...
Nie wystarczy. Informatycy, pracownicy inżynieryjno-techniczni, laboranci, pracownicy naukowo-techniczni nie są pracownikami administracyjnymi. Natomiast od biedy uznać można, iż są pracownikami uczelni, chociaż de facto tak nie jest. No, ale jeszcze się taki nie urodził...
Jestem pracownikiem inżynieryjno-technicznym/laborantem i nie-nauczyciel jest dla mnie ok :) jeszcze mi więcej biurokracji dołożą, skoro jestem pracownikiem administracyjnym...
Miało być oczywiście: "pracownikami administracji uczelni", a nie "pracownikami uczelni", bo tymi są oczywiście. No cóż, chochlik ;)
Bardzo mi się ta propozycja podoba. Za tym też powinno pójść nie używanie określenia pracownicy niesamodzielni dla naukowców bez habilitacji.
Ten przykład pokazuje na co idzie energia ministerstwa nieuctwa wyższego
Po prostu brawo.
Inicjatywa wyszła ze środowiska NGO i z jego energii. Zły przykład Pan wybrał
Po prostu od razu widać nieznajomość przepisów o równym traktowaniu. Brawa nie będzie, bo to wstyd się przyznawać na forum.
Od razu u Pani Doktor widać feministyczno-lewackie podejście do życia wpojone na ulicznych wiecach przez fioletowo wlose krzykaczki.
Kolejny kretynizm forsowany przez ZNP, kompletnie nietrafione określenie, ale czego można się spodziewać po ZNP. Mózgowcy. To jest poniżanie KADRY SPECJALISTÓW, od których zaleza badania i dydaktyka. Przecież oni nie są kadra administracyjną ani zarządzająca. To jest skutek nadmiernego rozbudowywania administracji na uczelniach, która zamiast wspomagać i wspierać badania i dydaktykę, utrudnia i spowalnia działania poprzez nadmiar procedur.
Panie Henryku, w którym miejscu powyższego tekstu dopatrzył się Pan literek ZNP? Tak z ciekawości pytam.