Aktualności
Sprawy nauki
13 Lutego
Źródło: archiwum prywatne
Opublikowano: 2026-02-13

W kierunku światowej konkurencji czy lokalnej samowystarczalności?

Spór nie dotyczy jedynie punktów, ale także kto ma o nich decydować i według jakich kryteriów; czy język polski ma być premiowany jako wartość sama w sobie; czy system ma wspierać światowe ambicje, czy raczej ułatwiać punktową samowystarczalność w granicach kraju – pisze o nowych zasadach tworzenia listy czasopism dr hab. Piotr Siuda, medioznawca, socjolog i kulturoznawca z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.

W polskim środowisku akademickim trwa debata, która na pierwszy rzut oka wygląda jak wewnętrzna kłótnia akademików o tabelki i punkty, ale w rzeczywistości dotyczy czegoś znacznie poważniejszego: tego, jak państwo definiuje „dobrą naukę”. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przygotowuje zmiany w systemie oceny czasopism i wydawnictw naukowych, czyli w praktyce w mechanizmie, od którego zależy, gdzie opłaca się publikować, a tym samym jak w gruncie rzeczy budować karierę akademicką i jak rozdzielać pieniądze i prestiż w całym systemie szkolnictwa wyższego. To nie tylko techniczny szczegół, lecz mapa, która na kolejne lata wyznaczy kierunek rozwoju polskich badań: ku światowej konkurencji albo wygodnej lokalnej samowystarczalności.

Debata rozgrywa się dziś równolegle w kilku miejscach: na ogólnopolskich portalach internetowych, pod oficjalnymi komunikatami resortu, ale przede wszystkim – coraz częściej – w serwisie X, gdzie naukowa bańka potrafi zagotować się szybciej niż jakiekolwiek ministerialne konsultacje. Z jednej strony mamy narrację ministerstwa o „demokratyzacji”, „transparentności” i potrzebie mocniejszego docenienia polskojęzycznych czasopism oraz krajowych wydawnictw poprzez podwyższenie ich oceny za pomocą dodania punktów tak, by dorównały (punktowo) czasopismom i wydawnictwom zagranicznym. Z drugiej – rosnący niepokój wielu badaczy, zwłaszcza tych, którzy od lat próbują budować pozycję polskiej nauki w obiegu międzynarodowym, i którzy widzą w tych zmianach ryzyko powrotu do logiki znanej z najgorszych momentów poprzednich reform.

Spór nie dotyczy jednego technicznego parametru, czyli punktów. To raczej kilka nakładających się konfliktów: o to, kto ma o tych punktach decydować i według jakich kryteriów; o to, czy język polski ma być premiowany jako wartość sama w sobie; o to, czy „demokratyczna” ocena środowiskowa nie stanie się w praktyce polem do arbitralności; i wreszcie, o to, czy system ma wspierać światowe ambicje, czy raczej ułatwiać punktową samowystarczalność w granicach kraju.

Wąska demokracja

Ogromne kontrowersje budzi pomysł, by arbitralne podwyższanie punktacji polskich czasopism miało w dużej mierze spocząć w rękach członków komitetów naukowych Polskiej Akademii Nauk (PAN). Wiceministra Karolina Zioło-Pużuk argumentuje, że „ufa środowisku”, a komitety są ciałami demokratycznymi, bo ich skład wyłania się w wyborach. Problem w tym, że ta demokracja ma bardzo wąski zakres. W wyborach do komitetów PAN nie uczestniczy cała społeczność akademicka – nie głosują wszyscy naukowcy, nie głosują doktorzy, nie głosują młodsze pokolenia badaczy. Prawo wyborcze mają wyłącznie osoby ze stopniem doktora habilitowanego lub tytułem profesora. Już samo to podważa tezę, że komitety stanowią pełną reprezentację środowiska naukowego.

Co więcej – to tajemnica poliszynela – kandydowanie do takich gremiów wymaga czasu, zaplecza, zdolności organizacyjnych i często także gotowości do uprawiania akademickiej polityki. Nie jest to naturalna konsekwencja „najlepszego dorobku”, lecz raczej specyficznej ścieżki aktywności instytucjonalnej. W efekcie trudno uznać, że osoby decydujące o punktach będą zawsze tymi, które na co dzień funkcjonują w międzynarodowym obiegu badań czy publikują w najbardziej konkurencyjnych miejscach. A jeśli tak, to argument o „demokratycznej reprezentacji” brzmi bardziej jak retoryczna zasłona niż solidna gwarancja jakości procesu.

Nawet jeśli przyjmiemy dobrą wolę i zaufanie resortu, trudno nie zauważyć jeszcze jednego problemu: proponowany mechanizm nie chroni w pełni przed konfliktem interesów. Można bowiem podejrzewać, że część członków komitetów będzie miała naturalną skłonność do lepszej oceny czasopism, w których sami publikują lub z którymi są zawodowo związani. System oparty na tak szerokiej, środowiskowej uznaniowości z definicji otwiera pole do podejrzeń o punktowanie „swoich” – nawet jeśli formalnie wszystko odbywa się zgodnie z procedurą.

Na ratunek polskości w nauce

Jednym z najczęściej powtarzanych uzasadnień proponowanych zmian jest argument o konieczności „ratowania” publikowania w języku polskim, przede wszystkim w naukach społeczno-humanistycznych – jakby stały one na krawędzi ekstynkcji spowodowanej dominacją języka angielskiego. Problem w tym, że ten obraz nie wytrzymuje zderzenia z faktami. W obszarze HS zdecydowana większość dorobku i tak powstaje po polsku: w historii to około 89 proc. publikacji uwzględnianych w poprzedniej ewaluacji, w politologii 83 proc., w prawie aż 92 proc., w socjologii 74 proc. Podobnie wysokie odsetki można wskazać w pedagogice, naukach o mediach czy dyscyplinach humanistycznych. Trudno więc mówić o zagrożeniu dla języka polskiego w krajowej nauce – on nie jest marginalizowany, on jest dominujący.

Pojawia się zatem pytanie, czy stawką tej reformy rzeczywiście jest ochrona polszczyzny, czy raczej stworzenie systemu, który będzie premiował wygodną lokalną cyrkulację punktów i utrwalał status quo dla środowisk publikujących niemal wyłącznie w krajowym obiegu. A ten obieg – jakkolwiek potrzebny – ma swoje ograniczenia: krajowe periodyki funkcjonują zwykle w znacznie niższej lidze, cechują się wysokimi odsetkami akceptacji przyjmowanych tekstów, niską widzialnością (co za tym idzie, przedstawiają często niższej jakości badania) i słabszą profesjonalizacją wydawniczą niż czołówka międzynarodowa. W praktyce więc nie chodzi o to, czy publikować po polsku, lecz o to, czy system ma zachęcać do wychodzenia z badaniami poza granice kraju, czy raczej do komfortowego pozostawania w krajowej bańce.

Najsmutniejsze w tej debacie jest jednak coś jeszcze: coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że proponowane zmiany nie wynikają z rzetelnej, opartej na danych diagnozy ich realnego wpływu na polską naukę – w tym na humanistykę i nauki społeczne – lecz raczej z przekonań i intuicji rządzących. Przynajmniej taki obraz wyłania się z komunikatów płynących z MNiSW oraz z tonu, w jakim reforma bywa uzasadniana w portalach społecznościowych. Trudno doszukać się pogłębionych analiz pokazujących, jak nowa lista punktowa przełoży się na praktyki publikacyjne, na umiędzynarodowienie badań w HS, na konkurencyjność w programach takich jak Horizon Europe czy European Research Council. Zamiast tego pojawiają się sugestie, że „dosypanie” punktów polskim periodykom samo w sobie podniesie poziom nauki – albo że postulat umiędzynarodowienia to wyraz bezrefleksyjnego zapatrzenia w „zachodnie mody”. Zamiast rzeczowej rozmowy o różnorodności modeli publikowania, dyskusja została w dużej mierze przeniesiona na platformę X, gdzie logika krótkich komunikatów i emocjonalnych etykiet sprzyja polaryzacji. Efektem ubocznym stała się fala anonimowych komentarzy, trollingu i oskarżeń – zamiast argumentów pojawiają się hasła o „neoliberałach”, „bibliometrystach”, „technokratach nauki” czy „globalistach”. To nie jest klimat, w którym da się spokojnie projektować politykę naukową na lata.

Warto w tym miejscu zauważyć, że w podobnym duchu wypowiedział się dr Bartosz Rydliński, przeciwstawiając „globalistów” i „lokalistów” oraz sugerując, że spór o umiędzynarodowienie ma w istocie charakter klasowy i wynika z przewag biograficznych jednej strony. Tego rodzaju narracja jest kolejnym przykładem niebezpiecznego przesunięcia debaty: zamiast rzeczowej analizy dostajemy język etykiet, uproszczeń i insynuacji o rzekomej pogardzie czy wykluczaniu. Trudno zaakceptować tezę, że dążenie do obecności w międzynarodowym obiegu jest przywilejem „urodzonych w dużych miastach” – polska nauka pełna jest zróżnicowanych ścieżek, ośrodków i doświadczeń, których nie da się sprowadzić do takiego podziału. W efekcie zamiast rozmowy o systemowych bodźcach, jakości oceny i realnych konsekwencjach zmian, debata grzęźnie w absurdzie.

Brakuje spójnej wizji

O braku przemyślanej, długofalowej strategii resortu świadczy choćby sposób, w jaki wycofał się on z jednej z najbardziej kontrowersyjnych propozycji – dotyczącej punktacji konferencji w informatyce. Ministerstwo planowało obniżenie maksymalnej wartości punktowej dla najbardziej prestiżowych, światowych konferencji informatycznych z 200 do 100 punktów, co w tej dyscyplinie oznaczałoby realne zdeprecjonowanie kluczowego kanału publikowania wyników badań. Gdy tylko stało się to jasne, informatycy zaczęli głośno protestować w portalach społecznościowych, wskazując, że dla nich to właśnie konferencje – a nie czasopisma – są podstawowym miejscem prezentacji przełomowych prac. Głos zabrał między innymi powołany kilka dni temu przez premiera do Rady Przyszłości prof. Piotr Sankowski, dyrektor Instytutu Badawczego IDEAS, który podkreślał, że zmiana ta marginalizuje w Polsce publikacje rozpoznawane na arenie międzynarodowej. I wtedy wydarzyło się coś znamiennego: dosłownie dzień po kulminacji oburzenia, z niedzieli na poniedziałek, wiceszefowa resortu ogłosiła na platformie X, że jednak wraca do poprzedniej punktacji, a najważniejsze konferencje informatyczne znów będą warte 200 punktów. Trudno o bardziej wymowny przykład polityki naukowej prowadzonej w trybie doraźnych korekt pod presją medialnej burzy, zamiast w oparciu o stabilne analizy i konsekwentnie realizowaną wizję rozwoju nauki.

Naukowcy od dawna dyskutują o tym, jak powinien wyglądać sensowny system oceny czasopism i wydawnictw. I co istotne, w tych debatach rzadko pojawia się postulat bezrefleksyjnego „dosypywania punktów” – czy to periodykom polskim, czy zagranicznym. Przeciwnie, wiele propozycji zmierzało w stronę większej przejrzystości i ograniczenia uznaniowości: od powrotu do prostszych, hierarchicznych list opartych na międzynarodowych bazach, przez jasne rozróżnienie między obiegiem globalnym a lokalnym, aż po postulaty, by ekspertami oceniającymi polskie czasopisma byli badacze zagraniczni, wolni od podejrzeń o ręczne sterowanie. Pojawiały się konkretne, technicznie wykonalne pomysły – na przykład trójpodział na listę A (bazy Scopus/WoS), listę B (inne indeksowane bazy, jak ERIH+ czy wyspecjalizowane repozytoria dla prawa) oraz listę C dla wydawnictw polskich – rozwiązanie proste, tanie i trudniejsze do wewnętrznej manipulacji. Tego typu propozycje pokazują, że da się projektować system, który jednocześnie uznaje wagę języka polskiego i nie rezygnuje z ambicji światowych.

Tym bardziej niepokoi więc wrażenie, że ministerstwo zawodzi na kilku poziomach naraz: brakuje spójnej wizji rozwoju, która byłaby bezpośrednią pochodną projektowanej listy czasopism; brakuje analitycznego uzasadnienia skutków reformy; wreszcie – przyjęta strategia komunikacyjna zamiast uspokajać, często dolewa oliwy do ognia. Sugestie, że krytycy proponowanych rozwiązań chcą jedynie kopiować „zachodnie mody” i zubażać polską kulturę, a jedyną alternatywą jest punktowe dowartościowanie krajowego obiegu, budzą obawy o kierunek zmian. Nic dziwnego, że pojawiają się głosy, iż obecna propozycja to kontynuacja logiki znanej z czasów ministra Czarnka– tyle że ubrana w nowe hasła.

Piotr Siuda

Wydział Nauk o Kulturze

Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy

(tytuł i śródtytuły od redakcji)

Dyskusja (71 komentarzy)
  • ~Alek Rachwald 18.02.2026 20:04

    Brak spójnej linii rozwoju nie dziwi przy braku spójnej wizji finansowania. Trudno nawet rozwodzić się dalej nad tym.

  • ~Sławomir Wacewicz 15.02.2026 12:22

    Dziękuję za ten tekst.
    Dodałbym, że obecne możliwości translatorów powinny wkrótce skończyć te debaty o języku i zasłanianie się tezą, że angielski definiuje jakość. Wkrótce nie będzie wielkiej różnicy, w jakim (względnie dużym) języku coś jest opublikowane, czasami wręcz już nie ma - praktyczną różnicą między pismami światowymi a lokalnymi przestanie być język, a pozostanie wyłącznie jakość.

    Wniosek - za chwilę nie trzeba będzie dodatkowo premiować krajowych periodyków, bo poradzą sobie same - te wszystkie rewolucyjne i przełomowe publikacje niegdyś uwięzione w języku polskim wreszcie będą mogły być docenione przez naukę światową :).

    • ~Marcin Przewloka 15.02.2026 13:58

      @Sławomir Wacewicz

      Też mam taką nadzieję, że jeśli chodzi o czytanie, to przy artykule online będzie ikonka z językiem, na którą będziemy sobie klikać, i do wyboru będzie przynajmniej większość języków świata, jeśli nie wszystkie. Zaś jeśli chodzi o rozmowy to będziemy sobie nosić urządzonko, na przykład w okularach, które w czasie rzeczywistym będzie nam tłumaczyć rozmowę z dowolnego języka na nasz, prosto do ucha.

      Ale jeszcze tam nie jesteśmy. Na razie wszystkie artykuły w najważniejszych periodykach są praktycznie tylko po angielsku, a wszelakie konferencje i seminaria odbywają się również po angielsku. I dobrze by było, abyśmy na razie w tym anglojęzycznym świecie nauki mogli w pełni uczestniczyć.

  • ~Grześ 14.02.2026 16:32

    Miło się czyta jak każdy z wybitnych członków kasty naukowej, próbuje nagiąć w swoją stronę niemiarodajny system publikacyjnej punktozy.

    • ~X 14.02.2026 16:51

      Nie każdy, wystarczyło by posługiwać się kwartylami scopusa do oceny jakości, dokładniejsze miary (dobre czy złe) niczego nie wnoszą. Lista powinna być zlikwidowana.

      • ~Grześ 14.02.2026 19:52

        Każdy, ponieważ kryterium publikacyjne w ocenie jednostek naukowych, jak i samych naukowców jest już niemiarodajne.

      • ~A L 14.02.2026 19:06

        Czasopisma MDPI są często w Q1 a są bardzo kiepskie. Lista miałaby sens gdyby eksperci mieli prawo jedynie obniżyć punktację, ale nigdy podnieść.

        • ~Jan Cieśliński 24.02.2026 11:19

          Tak

        • ~KB 15.02.2026 00:19

          Q1 oznacza 25% "najlepszych" czasopism w danej dziedzinie. Myślę, że sami często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele jest czasopism w danej dyscyplinie. Zasadniczo, punktowane powinny być tylko czasopisma z Q1 i Q2, a pozostałe mogłyby mieć obecne 20 pkt. Wtedy

          100-91% - 200 pkt
          90-81% -140 pkt
          80-71% - 100 pkt
          70-61% - 70 pkt
          60-51% - 40 pkt
          <50% - 20 pkt

          Wychodzi z tego trochę skala szkolna, gdzie czasopisma Q3 i Q4 są "niedostateczne". Na takiej skali czasopisma MDPI raczej nie miałoby więcej niż 100 pkt. W rzeczywistości powinniśmy bardziej promować jakość i wzmocnić pozycję najlepszych, na przykład poprzez kwadrat danej wartości. Poza tym zamiast progów powinna to być faktycznie "pozycja" w rankingu danej dyscypliny. Wtedy:

          100% = 1
          1^2 * 100 pkt = 100 pkt
          0.9^2 * 100 pkt = 81 pkt
          0.8^2 * 100 pkt = 64 pkt
          0.5^2 *100 pkt = 25 pkt

          Powiedzmy, że w tym przypadku najniższym progiem byłoby 25 pkt albo wszystko poniżej top 50% ma na przykład 10 pkt.

          • ~Jan Cieśliński 07.03.2026 09:18

            O to, to... Ale lepiej znacznie mniej progów. Może nawet tylko 3 (z cofnięciem się do punktów jednocyfrowych)? 95% poziom 3, 85% (albo niechby choć Q1) poziom 2, reszta Scopusa - poziom 1.

            Z tym, że lepiej ważyć te centyle objętością czasopisma. Mega żurnal mający 5-10 tys. artykułów rocznie to nie to samo, co 10 małych czasopism po 100 artykułów rocznie.

          • ~X 15.02.2026 10:17

            Ciekawe czy przy tak wyśróbowanych zasadach znajdą się jeszcze ludzie chętni dołączyć do świata gdzie ludziom z doktoratem proponuje się stanowisko asystenta z pensją minimalną.

            • ~KB 15.02.2026 11:57

              To jest propozycja projakościowa. Samo bycie i utrzymanie się w systemie wymaga przecież jednego, bylejakiego artykułu raz na 4 lata.

              • ~X 15.02.2026 12:42

                To zależy jaka jest ocena na uczelni - u mnie wymagania są wyższe. Czy naprawdę potrzebujemy spierać się o różnicę między 80 a 82 procentem, dla mnie bezsensowna "zabawa" biurokratów i ludzi, którzy dali się wkręcić ("jestem wybitniejszy od kolegi o 2%", czy tego potrzebujemy?).

        • ~X 14.02.2026 19:48

          A po co tworzyć swoją listę, najwyżej obniżyć kwartyl jeżeli czasopismo stosuje złe praktyki. Nikt realnie nie jest w stanie przeanalizować tysięcy czasopism ani nikomu poza biurokratami taka praca nie jest potrzebna.

  • ~Marcin Przewloka 14.02.2026 10:53

    Polska jest w Unii Europejskiej. Już ten fakt wskazuje, że nasz kraj jest raczej nakierowany na współpracę i uczestnictwo w międzynarodowej społeczności. To również wskazuje na to, że wolimy coś robić razem, a nie osobno. Jednym z wielu przejawów tego zjawiska jest to, że uczestniczymy w finasowaniu europejskich programów ERC i MSCA.

    Przyjęcie języka angielskiego jako języka polskiej nauki jest tego konsekwencją. Polacy jeżdżący do zagranicznych ośrodków naukowych będą się tam porozumiewać po angielsku. Zagraniczni naukowcy z Europy przyjeżdzający do Polski będą się porozumiewać po angielsku. Międzynarodowe konferencje odbywają się po angielsku. Chyba nie ma w tym nic nowego ani zaskakującego w tych stwierdzeniach.

    Żeby to wszystko działało, polscy naukowcy powinni zrobić coś, co jest absolutnie naturalne i normalne w innych krajach (unijnych), czyli publikować po angielsku. I powinni to robić we wszystkich dziedzinach naukowych, ponieważ nie tylko nauki STEM są międzynarodowe. Wszystkie są.

  • ~Naukowiec 13.02.2026 14:27

    Należy również wspomnieć o tym, że lista czasopism ma być gotowa po wakacjach, ale z mocą obowiązywania od 1 stycznia 2026 r. Z takim podejściem nic w tej nauce się nie zmieni i nie dziwmy się, że jest coraz mniejsze zainteresowanie pracą naukową ze strony młodego pokolenia.

    • ~A. 13.02.2026 18:09

      Młode pokolenie to przede wszystkim na w d... pracę za minimalną krajową, przy wymaganych kompetencjach wysokiej klasy specjalisty, z wieloletnim doświadczeniem. Kulaski (niezależnie czy przez l czy przez k) nie mają dla nich żadnego znaczenia.

  • ~A. 13.02.2026 12:53

    Cała ta dyskusja to temat zastępczy, a środowisko jest rozgrywane przez polityków jak małe dzieci.
    Zamiast koncentrować się na wymuszeniu na politykach uczciwych zarobków, to gryziemy się o punkciki, które nic nikomu nie dają, a jedynie generują koszty.

    • ~maciej 17.02.2026 13:25

      Punkciki nic nikomu nie dają? Śmiem się nie zgodzić.
      Premia roczna za opublikowanie artykułu w czasopiśmie za 200/140 pkt to chyba nie jest "nic"?

    • ~Przemo 13.02.2026 15:16

      Dokładnie tak i nie chodzi tylko o zarobki, ale o to ile pieniędzy na "naukę" faktycznie możemy wykorzystać na prowadzenie badań, ponieważ to nikły odsetek tego co bierze lobby budowlane, producenci sprzętu i wydawnictwa. Zdarza się już przecież, że wydatek na publikację bywa większy od środków na badania. Zmierzamy w bardzo złym kierunku.

  • ~dr-On 13.02.2026 12:08

    No cóż... kolejny odcinek z cyklu "Niekończąca się opowieść o tym, jak uzdrowić polską naukę"... tyle, że NIC z tego i tak raczej nie wyniknie.

  • ~Matuzalem 13.02.2026 11:43

    Wartościowy głos w dyskusji o meandrach polskiej ewaluacji, a zwłaszcza o znaczeniu dla jej przebiegu i wyników polityki akademickiej. W przypadku jej narodowego a także uczelnianego wymiaru , gdzie demokracja jest wąska, tj. ograniczona dla ściśle określonych reprezentantów, a nie szerszej społeczności akademickiej, prorozwojowe zmiany w nauce nigdy nie nastąpią . Bo jeśli na uczelniach, a tak przecież jest, o punktacji publikacji naukowców, o ich poziomie i awansach decydują bardziej urzędnicy naukowi, którzy kariery w akademii zbudowali nie w oparciu o dorobek naukowy lecz "na specyficznej ścieżce instytucjonalnej" w hierarchicznych układach, to trudno spodziewać się merytorycznych wyników takiej ewaluacji.

  • ~PŻ 13.02.2026 11:10

    Pisze pan, cytuję: „Ogromne kontrowersje budzi pomysł, by arbitralne podwyższanie punktacji polskich czasopism miało w dużej mierze spocząć w rękach członków komitetów naukowych Polskiej Akademii Nauk (PAN).” Pomysł ministerstwa, o czy już pisałem, jest po to, żeby wyeliminować przyszłe zarzuty na temat punktacji – to nie my układaliśmy te listy. To komitety, które są ciałami demokratycznymi, bo ich skład wyłania się w wyborach. Zamiast ekspertów ministerialnych zostanie to zrzucone na PAN. W taki sposób odpowiedzialność za przyszłe listy i ich ułomność również spadnie na PAN. Moim zdaniem, decydenci z PAN powinni bronić się przed takim rozwiązaniem.

    • ~Profesor PAN 14.02.2026 14:45

      Jak to mawiał prof. Kotarbiński: Najlepszym sposobem na zamieszanie jest nadać jedną nazwę kilku pojęciom. Nazwę PAN nosi pięć niezależnych i najczęsciej wrogich sobie obiektów:

      1. Prezes, wiceprezesi i ich całe urzędnicze Bizacjum. Ma to wszelkie cechy głowy swobodnie unoszącej się nad ciałem.
      2. Instytuty PAN. Nie mają nic wspólnego z prezesem i z sobą nawzajem, są zresztą osobnymi bytami prawnymi.
      3. Wydziały PAN. Zajmują się wyborem dyrektorów instytutów i nie bardzo wiadomo czym poza tym. Prawdopodobnie niczym.
      4. Komitety PAN. Są wybierane przez ogół uczonych, więc wiele wspólnego z prezesem i instytutami nie mają. Czasem się spotykają, radzą i nawet potrafią nadać formę pisemną temu, co uradzą. Zwykle to nikogo nie interesuje.
      5. I wreszczcie teoretycznie najważniejsze ale praktycznie najmniej ważne: korporacja PAN. Zgromadzenie staruszków, z których niektórzy nawet mieli jakieś osiągnięcia pół wieku temu. Zdarzają się w tym gronie ludzie młodsi, muszą z tym czuć się paskudnie. Podobno czasem się spotykają ale to już zdecydowanie nie ma żadnego znaczenia.

      Więc jak pan pisze "decydenci z PAN powinni", powienen dodać którzy decydenci.

      • ~PŻ 17.02.2026 13:21

        Do ~Profesor PAN 14.02.2026 14:45. Panie profesorze, gdy ministerstwo informuje, że listy czasopism zrobią komitety PAN, to bez względu, ile jest instytucji pod tym szyldem, odpowiedzialność spada na PAN. Przecież PAN ogłaszała i przeprowadzała wybory do komitetów. Szefami większości komitetów są członkowie rzeczywiści lub członkowie korespondenci PAN. W nazwach komitetów też jest obowiązkowo: Komitet czegoś tam PAN. Jak nie wypieraj się, odpowiedzialność spadnie na PAN. A ministerstwo umyje ręce.

      • ~Maciek 14.02.2026 16:08

        @ Profesor PAN,

        Fundamenty są trwalsze niż wznoszone na nich budynki. To, co pan podnosi powyżej wynika z autonomii i samorządności obydwu pionów Akademii, które nadal stanowią integralną całość. Natomiast, co będzie np. za 10-11 lat, to czas pokaże. Obawiam się, że polskiego państwa nie będzie już stać na utrzymanie większości placówek badawczych nad Wisłą, które dziś istnieją, nie wspominając już o finansowaniu jakichkolwiek badań. Obym się mylił.

        • ~Profesor PAN 14.02.2026 16:32

          Obawiam się, że w tym przypadku fudamentem jest truchło Josifa Stalina. Ja bym bardzo chciał, by nie było trwałe, czas okaże, na ile jest.

          • ~Maciek 14.02.2026 17:01

            @ Profesor PAN,

            To optyczne złudzenie.

            • ~Profesor PAN 14.02.2026 17:09

              To jest jedna z niewielu absolutnie pewnych rzeczy na Ziemi. Wystarczy poznać fakty, nie są one w najmniejszym stopniu ukryte.

              • ~Maciek 14.02.2026 17:25

                @ Profesor PAN,

                Znam fakty i historię tej instytucji naukowej.

  • ~kk 13.02.2026 10:52

    Wow !!! Świetnie napisane.

    Ale ja jestem zwolennikiem rozwoju badań nastawionych na podniesienie militarnej przewagi nad innymi i publikowanie mnie nie obchodzi, które w mojej ocenie jest marnowaniem środków.

    Trzeba brać przykład z USA i Izraela, którą to ścieżką podążają Chiny. Rozwijać badania militarne.

    Czy to taka publikacja czy inna, nie gra większej roli. Odrzucone artykuły z tych czasopism o niskiej akceptowalności okazują się często być super. Wniosek procedura recenzji jest kiepska. Decyduje 2 lub 3 recenzentów i często subiektywnie.

    Jeśli ktoś zmuszony jest pisać dużo, to sam z siebie będzie optymalizował, by tak pisać, aby artykuły były przyjmowane od razu, a to się będzie cały czas uczył pisząc kolejne artykuły, w związku z czym wcześniej czy później dojdzie do poziomu, w którym jego artykuły będą spełniać wszelkie formalne warunki artykułu dojrzałego naukowo. Wymóg niewielkiej ilości artykułów (zmniejszanie slotów), to obniżanie wymogów treningowych, a to nie doprowadzi do zdobywania złotych medali. Punktacja w tym procesie ma drugorzędne znaczenie.


    • ~Marcin Przewloka 13.02.2026 14:34

      @kk

      Można brać przykład z USA. Zgadza się.
      30-40 miliardów dolarów rocznie z NIH, 8-10 miliardów dolarów rocznie z NSF, wszystko to na BADANIA PODSTAWOWE. Plus środki z innych agencji rządowych. Plus gigantyczne środki ze źródeł prywatnych.
      Publikacyjnie rzecz biorąc Stany obecnie ścigają się o pierwszeństwo z Chinami.

      Niech Polska bierze przykład.

      • ~kk 13.02.2026 15:11

        A tak w ogóle to wydatki na CERN czy na NASA to wydatki na badania podstawowe, więc chciałbym aby w Polsce w wydatkach podstawowych znalazł się program program pocisków laserowych do zestrzeliwania obiektów latających.

      • ~kk 13.02.2026 14:57

        Przede wszystkim chodzi o badania naukowe związane z militarnością, a nie badania podstawowe.

        Był czas, że w wydatkach na badani podstawowe przodowały kraje RWPG i nic im to nie dało.

        • ~Marcin Przewloka 13.02.2026 16:00

          @kk

          Proszę Pana, albo się stawia USA za przykład albo nie.
          35-40 miliardów dolarów wydawane rocznie z budżetu państwa na badania podstawowe.
          To jak, wchodzi Pan w to, czy nie?

          Wynalazki stosowane w wojskowości też swoje korzenie mają w badaniach podstawowych.
          A przykłady jak co działa lub nie działa lepiej brać z dzisiaj, a nie sprzed lat 50ciu (w czasach Kopernika czy też RWPG świat wyglądał inaczej, również świat nauki).

          • ~kk 13.02.2026 19:32

            Do Pana jakby nie docierało, że nie jestem przeciw wydatkom na badania podstawowe.
            Pan to tak zero-jedynkowo jak człowiek o niskiej inteligencji.
            Są badania podstawowe, która mają natychmiastowe zastosowanie, a więc są też badaniami implementacyjnymi jak kiedyś tam badania na bombą atomową.

            • ~Marcin Przewloka 14.02.2026 09:55



              Może ma pan wiec problem z pisaniem? Proszę jeszcze raz przeczytać swój własny tekst:

              „Ale ja jestem zwolennikiem rozwoju badań nastawionych na podniesienie militarnej przewagi nad innymi i publikowanie mnie nie obchodzi, które w mojej ocenie jest marnowaniem środków.
              Trzeba brać przykład z USA i Izraela, którą to ścieżką podążają Chiny.”

              Wszystkie te 3 kraje mają gigantyczne osiągnięcia na polu badań podstawowych, które to osiągnięcia docierają do świata nauki właśnie poprzez publikacje naukowe.
              Mnożąc te swoje bzdury tutaj na forum jedyne co pan osiąga to szum i dezinformację.

              • ~kk 14.02.2026 11:12

                USA na zbrojenia wydają najwięcej i są numer 1 na świecie.
                To Pan nie rozumie, że nauka ma być użyteczna dziś, a nie za 100 lat.
                Pana życie to studia, laboratorium z doktoratem, kilka artykułów, wyjazd do podobnego laboratorium i znowu podobne artykuły.
                Każda grzeczna dziewczynka tak potrafi, więc Pana osiągnięcia są zerowe, a i sposób myślenia podobny.
                Pan tylko potrafi powtarzać: badania podstawowe i dawać forsę na badania podstawowe, choć tak na prawdę jest to wyrzucanie pieniędzy, a Pan żyje na koszt podatnika nie dając nic w zamian.

                • ~dr-On 14.02.2026 17:04

                  "To Pan nie rozumie, że nauka ma być użyteczna dziś, a nie za 100 lat."

                  No, tego się nie da zaplanować, ZA ILE lat znajdą zastosowania te, czy inne badania naukowe. Np. chińskie twierdzenie o resztach ma zastosowanie w kryptografii.

                  "Pana życie to studia, laboratorium z doktoratem, kilka artykułów, wyjazd do podobnego laboratorium i znowu podobne artykuły.
                  Każda grzeczna dziewczynka tak potrafi, więc Pana osiągnięcia są zerowe, a i sposób myślenia podobny."

                  Bez obrażania innych, bo to nie jest dobre wyjście.

                  A może PAN (oczywiście, nie Polska Akademia Nauk ;=) ) pochwali się tutaj swoimi osiągnięciami?

                  • ~kk 14.02.2026 19:41

                    Proszę Pana badania podstawowe w krajach RWPG nie będą miały nigdy zastosowania, więc proszę nie siać magii, że każda proces myślowy do czegoś prowadzi.

                    • ~dr-On 14.02.2026 23:17

                      Widzę, że z upodobaniem stosuje Pan duże kwantyfikatory. :)
                      Nie uważam, że KAŻDY proces myślowy do czegoś prowadzi - to Pan tak "wywnioskował" z mojego komentarza.

                      • ~kk 15.02.2026 08:23

                        Ja niczego nie wnioskowałem. Oczywiście Panu potrzeba doprecyzować, że chodzi o proces myślowy wyrażony w artykule naukowym. Znam takie o poruszaniu się na przykład kurzu czy okruszka na płycie CD.

                        • ~dr-On 15.02.2026 11:13

                          Ale swoimi osiągnięciami jakoś nie chce się Pan pochwalić... No, chyba, że za chwilę Pan napisze, iż przebywa Pan poza którymkolwiek z "krajów RWPG", a więc już to samo wystarczy do wysnucia wniosku, że każdy PANA wynik naukowy (nawet jeśli dotyczyłby kurzu, czy okruszka), jest bardziej wartościowy, niż wszystkie wyniki naukowe rodem z "krajów RWPG", razem wzięte.
                          PS. Nie wiem, czy muszę dodawać, że ruchy pyłków (a więc można "podpiąć" pod to także i kurz) w cieczach, to ruchy Browna, wyjaśnione niezależnie przez Einsteina i Smoluchowskiego (zjawisko ruchów Browna w gazach wyjaśnił Łukasz Bodaszewski). Dało to początek fizyce statystycznej, a jej zastosowań nie da się przemilczeć. Oczywiście, ani Einstein, ani Smoluchowski nie pracowali w żadnym z krajów RWPG, ale to niczego nie zmienia.

                          • ~kk 15.02.2026 11:37

                            Tu zastosowano między innymi siły Coriolisa.

                            Nie podaję swoich wyników bo byłbym łatwy do namierzenia, a polskie naukowe środowisko jest dość mściwe.

                • ~Marcin Przewloka 14.02.2026 12:02

                  @kk

                  Kolejny raz sugeruje, aby się douczyć. Zwyczajnie doczytać nieco o tym, jak działa nauka.

                  • ~Hubert Wojtasek 14.02.2026 16:19

                    Szkoda czasu i energii.

                    • ~kk 14.02.2026 19:46

                      Panu życzę powodzenia w procesach sądowych, a to dopiero strata czasu i energii, w szczeólności, że wyroki w Polsce to rzut monetą.

                  • ~kk 14.02.2026 12:49

                    Nauka nie działa nawet tego Pan nie wie.
                    A niedouczony to Pan jest.

    • ~komentator (poprzedni) 13.02.2026 12:14

      "Wniosek procedura recenzji jest kiepska. Decyduje 2 lub 3 recenzentów i często subiektywnie."

      Przecież TAK SAMO jest w przypadku recenzowania wniosków habilitacyjnych. No, zbierze się kilku takich habilitowanych "mędrców" i sruuuu wniosek delikwenta do kosza, czyli "Spadaj dziadu, nic tu po tobie.".

      • ~A. 13.02.2026 12:51

        Bez przesady. Wystarczy przejrzeć raporty RDN by zobaczyć, że zdecydowana większość habilitacji i profesur (w tym bardzo mizernych) jest załatwiana pozytywnie. Żeby dostać negatywa trzeba mieć naprawdę nędzny dorobek (np. składając wniosek z sumarycznymi pojedynczymi cytowaniami w Google Scholar) albo stawiać kontrowersyjne tezy/prezentować kontrowersyjne wyniki badań.

  • ~Krzysztof Wasilewski 13.02.2026 10:51

    Zabrakło mi refleksji nad tym, ile kosztuje publikowanie w czasopismach zagranicznych. Oczywiście, zgadzam się, że jest to konieczność, aby być w obiegu międzynarodowym, ale nie możemy zapominać ile dziesiątek milionów złotych z budżetu na naukę nabija kabzę zagranicznym komercyjnym wydawnictwom. Może zgódźmy się co do tego, że w czasopismach zagranicznych warto publikować, ale niech to będą czasopisma open access bez opłat. Przecież już istnieją międzynarodowe repozytoria, gdzie bezpłatnie można zamieszczać swoje dokonania. Lepiej te kilkanaście tys. zł wydać na udział w dobrej konferencji zagranicznej, niż na druk jednego artykułu.

    • ~Sławomir Wacewicz 15.02.2026 12:04

      Mi z kolei brakuje refleksji nad tym, że własność intelektualna to podobna wartość co pieniądze, i że nie ma aż takiej różnicy, co dajemy zagranicznym wydawcom za darmo. Skarżymy się (słusznie), że pompujemy duże publiczne pieniądze w korporacje wydawnicze, ale nie dostrzegamy, że w alternatywnym modelu paywallowym robimy to samo, tylko zamiast pieniędzy korporacje dostają od nas - za darmo, na własność - wyniki badań. Nawet jeśli dawniej był pogląd, że to nie są wartościowe zasoby, albo nie da się ich sprawnie monetyzować, to po wejściu LLMów warto się zastanowić ponownie.

    • ~Piotr Siuda 13.02.2026 11:08

      Absolutnie to realny problem i temat, który powinien być częścią poważnej polityki naukowej. Opłaty APC w wielu czasopismach open access rzeczywiście są duże, a granica między prestiżowym OA a słabszą publikacją bywa cienka. Dlatego równolegle do dyskusji o listach i punktach potrzebujemy sensownego systemu finansowania tego, co rzeczywiście warte wsparcia: mechanizmów odsiewania drapieżców, jasnych kryteriów dla dobrych czasopism i konferencji )np. te, gdzie jest przesiew artykułow i gdzie są artykuły, a nie abstrakty), a także rozwijania repozytoriów i kultury preprintów - które w Polsce, zwłaszcza w HS, wciąż są słabo obecne. To wszystko jest ważne. Tyle że obecna debata dotyczy przede wszystkim tego, czy reforma punktacji nie stworzy bodźców do zamykania się w lokalnym obiegu i uznaniowego dosypywania punktów, zamiast wzmacniania jakości i konkurencyjności. Koszty publikowania są problemem do rozwiązania, ale nie powinny być argumentem za rezygnacją z międzynarodowych standardów, tylko za mądrzejszym wsparciem dla ich osiągania.

      • ~Hubert Wojtasek 13.02.2026 19:57

        Oczywiście ten system musi ulec zmianie, bo wielcy wydawcy mają jeden cel - zysk. W minionym roku pojawiło się kilka pomysłów rozwiązania tego problemu
        https://forumakademickie.pl/promowac-rzetelnosc-badan-eliminowac-zachowania-nieetyczne/
        https://forumakademickie.pl/deklaracja-sztokholmska-nagradzac-za-jakosc-zwalczac-oszustwa/
        Będzie to jednak wymagało międzynarodowego wysiłku środowiska naukowego i elementów decyzyjnych - rządowych. Perspektywy na to są na razie mizerne w obecnej sytuacji geopolitycznej. Choć "kk" to zdecydowanie nie moja bajka, ale w jednym muszę mu przyznać rację - teraz liczą się czołgi, drony i haubico-armaty.
        A poza tym gratulacje za odwagę - jasno przedstawił Pan problemy, z których wielu ludzi zdaje sobie sprawę, ale albo boi się o nich mówić, albo nie mówi, bo nie leży to w ich interesie.

      • ~Przemo 13.02.2026 14:32

        Odnośnie "odsiewania drapieżców", może należałoby odsiać wszystkich drapieżców i publikować na stronach własnej jednostki naukowej po prostu z numerem DOI, tak, jak to robią np. instytucje UE. Tu nie będzie żadnych opłat, a w dobie Internetu nie jest ważne gdzie publikujesz, ale co publikujesz i czy popularna naukowa wyszukiwarka znajdzie twój artykuł.


        Można mieć kilka cytowań artykułu opublikowanego w Nature i kilka cytowań artykułu opublikowanego po polsku. W dobie coraz lepszych translatorów, język nie jest już barierą dla zainteresowanych.

        I liczmy cytowania. Rama obrazu nie stanowi o jego wartości, chyba, że jest on faktycznie słaby.

        • ~Zbyszko 14.02.2026 10:01

          Jeśli przekona Pan cały naukowy świat do tego to spoko. Wszędzie rządzi WoS i Scopus.

  • ~Profesor PAN 13.02.2026 10:33

    Punktozy polska nauka nie przeżyje. Całkiem zresztą możliwe, że o to właśnie chodzi.

  • ~Przemo 13.02.2026 10:21

    Jeśli już tyle się tu pisze o punktach za publikacje, to znaczy, że te punkty mają całkiem konkretną wartość i jest o co się bić ;-)
    Miałbym zatem takie konkretne pytanie - na ile złotych można obecnie przeliczyć 100 punktów?

    • ~Profesor PAN 13.02.2026 11:13

      Od sześćdziesięciu tysięcy w przypadku adiunkta do stu dwudziestu tysięcy u profesora. Całkiem sporo z tym, że ten sam efekt daje 70 punktów - bo nie chodzi o konkretną punktozę tylko opublikowanie jednego przyzwoicie opunktowanego artykułu rocznie. Tyle u pracowników na etatach naukowych, u pracowników naukowo-dydaktycznych należy podzielić przez dwa.

      • ~Zbyszko 14.02.2026 10:05

        To jest trochę demagogia. 2/3 moich obowiązków służbowych to dydaktyka. I po to jestem zatrudniony na Uniwersytecie. Dochodzi jeszcze działalność organizacyjna. Badania naukowe robię w wolnym czasie :) To, że jestem oceniany na uczelni przede wszystkim przez pryzmat badań naukowych to taka aberracja naszego sytemu oceny.

        • ~Przemo 16.02.2026 09:54

          Uczelnie powinny być oceniane wyłącznie za jakość kształcenia. Badania to zajęcie badaczy - osobna indywidualna ocena.
          Dla porządku powinniśmy mieć Ministerstwo Edukacji i Ministerstwo Nauki. Uczelnie i uczeni podlegali by osobnej ocenie, co byłoby logiczne.

      • ~Przemo 13.02.2026 15:21

        Dziękuję za informację. Znaczy, jest jeszcze gorzej niż przypuszczałem. Do tego przecież dochodzi kolejny stopień zniekształcenia oceny, jakim jest podział wspólnej publikacji między jednostki. Liczenie tych punktów zdaje się być naukową kompromitacją tych, którzy je tak liczą.

      • ~prof. dr hab. ZS. 13.02.2026 12:26

        Co to jest jedna publikacja na rok dla etatu badawczego ??? Minimum przyzwoitości to 4 publikacje za co najmniej 70 pkt. oczywiście po angielsku i w dobrym bezpłatnym periodyku (nie mylić z OA bo jak ktoś chce palić kasę za OA to jego sprawa)

        • ~Alek Rachwald 18.02.2026 20:10

          Pierwsze zdanie jeszcze można było potraktować poważnie.

        • ~Hubert Wojtasek 13.02.2026 19:45

          Taa, jak już pisałem na tych łamach kilka razy, Peter Higgs by nie spełnił tego warunku. W ciągu 60-letniej kariery publikował w sumie 20 artykułów, z tego 10 to artykuły naukowe, reszta to notki biograficzne i komentarze, z tego ważne były 2. Profesor Tadeusz Dudycz w artykule Punktowa demoralizacja nauki (FA 7-8/2022) napisał tak:
          „Pogoń za produktywnością zmieniła drastycznie klimat i swobodę twórczą naukowców. Peter Higgs, laureat nagrody Nobla za odkrycie bozonu nazwanego jego imieniem, w rozmowie z Guardianem powiedział, że przypuszcza, iż żaden uniwersytet nie zatrudniłby go w dzisiejszym systemie akademickim, ponieważ nie byłby uważany za wystarczająco „produktywnego”. Komentując przemiany, jakie zaszły na uczelniach, powiedział: „Trudno sobie wyobrazić, że kiedykolwiek miałbym dość ciszy i spokoju w obecnym klimacie, żeby zrobić to, co zrobiłem w 1964 roku”.
          Według definicji wielu tu komentujących przez 3/4 swojej kariery był bezproduktywnym darmozjadem, bo nic nie opublikował. Dlaczego? Bo w swojej ocenie nie miał już nic ważnego do przekazania.

          • ~Zbyszko 14.02.2026 09:57

            Takie podejście w mojej ocenie nie do końca jest słuszne. Bo nie każda publikacja musi być na miarę nagrody Nobla. Możemy publikować z magistrantami, doktorantami, pisać lżejsze artykuły przeglądowe. Ważne by coś nowego wnosiły do naszego rozumienia świata. Nie w każdym musimy "odkrywać Amerykę". Oczywiście nie jestem za tym by publikować po 10 artykułów rocznie. Ale 2-3 dla aktywnego badacza to nie problem.

            • ~Hubert Wojtasek 14.02.2026 11:36

              No to chyba nie jestem aktywny, bo mój wynik za ubiegły rok to -6 (minus sześć). 😁
              https://www.pubpeer.com/publications/66112F1BE5796818B9DD273453F371
              https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S1385894724073777?via%3Dihub
              https://www.cell.com/heliyon/pdf/S2405-8440(22)01890-4.pdf?_returnURL
              =https%3A%2F%2Flinkinghub.elsevier.com%
              2Fretrieve%2Fpii%2FS2405844022018904%3Fshowall%3Dtrue
              https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0013935123012860?via%3Dihub
              https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0013935123019965?via%3Dihub
              https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0013935123004516?via%3Dihub
              Na ten rok planuję wynik przynajmniej -10.

              • ~kk 14.02.2026 20:07

                Ale to nie z obszaru matematyki są Pana artykuły, więc w moich oczach uznania Pan nie znajdzie.
                Ciekawe są te badania naukowe z muzykologii, teatrologii, nie wspominając o tych z prawa.

                Panie Wojtasik korzysta Pan z socjalistycznego rozdawnictwa środków na badania.
                Tak każdemu po równo, choć inne badania są bardziej niezbędne.

        • ~A. 13.02.2026 13:01

          Co za pomysł mierzyć przyzwoitość w punktach ministerialnych?
          Jak już wprowadzać progi przyzwoitości, to niech one będą wyrażone w kwartylach, które coś znaczą na świecie, a nie w "czarnkach", "wieczorkach" czy "kulaskach" (przez "l" albo przez "t", jak kto woli).
          Niech będzie 1 publikacja (ważona liczbą autorów, z progiem min. 0,1 za publikację z 11+ autorami) na rok w Q1/Q2 jako punkt wyjścia i za taki poziom uczciwe wynagrodzenie, zwiększane (nieliniowo, żeby nie opłacało się papierni otwierać) jak ktoś zrobi więcej i zmniejszane, jak ktoś minimum nie osiągnie.

          Ale i tak wszystko się rozbija o "uczciwe wynagrodzenie". Oczekiwanie, że ktoś będzie publikował w czymś więcej niż Zeszyty Naukowe Szkoły Gotowania na Gazie za etat ze stawką na poziomie minimalnej krajowej, jest samo w sobie kuriozalne i może być podstawą do zlecenia konsultacji psychiatrycznej.

          • ~prof. dr hab. ZS. 13.02.2026 15:58

            Proszę czytać ze zrozumieniem. Minimum przyzwoitości to 4 publikacje WoS rocznie.

            • ~A. 13.02.2026 18:06

              Nic wcześniej o WoS nie pisałeś:
              -----------
              ~prof. dr hab. ZS. 13.02.2026 12:26
              Co to jest jedna publikacja na rok dla etatu badawczego ??? Minimum przyzwoitości to 4 publikacje za co najmniej 70 pkt. oczywiście po angielsku i w dobrym bezpłatnym periodyku (nie mylić z OA bo jak ktoś chce palić kasę za OA to jego sprawa)
              ----------
              a teraz masz czelność zarzucać komuś brak umiejętności czytania ze zrozumieniem?
              Zacznij od siebie, bo ani czytać ze zrozumieniem nie potrafisz własnych wypocin, ani też najwyraźniej napisać tego co we łbie siedzi.