Aktualności
Sprawy nauki
17 Lutego
Źródło: MNiSW
Opublikowano: 2025-02-17

Wiceministra nauki: Zbudujmy „dom”, w którym naukowcy będą chcieli mieszkać

Chciałabym przyczynić się do tego, żeby ludzie pracujący w nauce, ale też dopiero zamierzający wejść na tę ścieżkę, poczuli sens tego, czym się zajmują. Zgłębianie ważnych tematów i dzielenie się wiedzą – to podstawa pracy badawczej. Te zadania powinny być realizowane w komfortowych warunkach – mówi w wywiadzie dla FA dr Karolina Zioło-Pużuk, wiceministra nauki i szkolnictwa wyższego.

Czy opcja odejścia od ewaluacji jest brana pod uwagę przez władze ministerstwa? Jak zamierzają one ukrócić nieuczciwe praktyki publikacyjne? Co dalej z listą czasopism i z nowelizacją ustaw Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce oraz o Polskiej Akademii Nauk? Czy zamówienia publiczne zostaną dostosowane do potrzeb badaczy? Czy będą zmiany w systemie grantowym? Jakie są szanse na zmniejszenie pensum? Z dr Karoliną Zioło-Pużuk, wiceministrą nauki i szkolnictwa wyższego, rozmawia Mariusz Karwowski.

Jakie kroki podejmie ministerstwo, by ukrócić nieetyczne praktyki publikacyjne części polskich naukowców?

Dostrzegamy problem tzw. papierni, dostajemy też sygnały, zarówno z Polski, jak i z zagranicy dotyczące takich praktyk. Chcemy działać dwutorowo. Po pierwsze, potrzebna jest współpraca w tym względzie z ministerstwami nauki w innych krajach i w ogóle ze światem nauki, bo to problem, który dotyczy nie tylko nas. Druga rzecz to etyka. Ona jest bardzo ważna, naukowcy powinni postępować zgodnie z jej zasadami, tym niemniej uważam, że część tych nagannych zachowań wymusza sam system. Więc, owszem, można wskazywać konkretne osoby, które dopuszczają się niegodnych naukowca zachowań, ale tak naprawdę to punktoza wygenerowała te patologie. Jeżeli stworzone zostały warunki, w których nie zawsze wygrywa się za działanie zgodne z etyką, to nie dziwmy się, że mamy to, co mamy. Dla wielu osób była to kwestia tego, czy stracą pracę, czy nie, czy utrzymają grant, czy nie. Dlatego uważam, że wprowadzenie zmian w obecnym systemie oceny czasopism i ewaluacji jest niezbędne.

Co konkretnie?

Powstanie w ministerstwie Zespół do spraw zapobiegania nieetycznym praktykom publikacyjnym. Wyślemy wkrótce do niektórych instytucji naukowych prośbę, by wytypowały swoich przedstawicieli. Zespół będzie liczył około siedmiu osób. Zależy nam, by jego członkowie byli w stanie nie tylko wskazać luki w systemie, ale też podpowiedzieć – w kontekście przyszłej ewaluacji – gdzie zaszyć odpowiednie bezpieczniki, które pozwolą dosyć szybko rozpoznać negatywne zjawiska, na przykład „spółdzielnie” publikacyjne.

Ale to nie wszystko. Obecnie przecież, zgodnie z §25 rozporządzenia, Komisja Ewaluacji Nauki może w trakcie oceny nie uwzględnić osiągnięcia naukowego albo artystycznego, m.in. w sytuacji, gdy w systemie POL-on zostały nieprawidłowo wprowadzone informacje charakteryzujące to osiągnięcie. W tym zakresie pojawiła się propozycja weryfikacji istnienia osiągnięcia publikacyjnego poprzez sprawdzenie jego numeru DOI. Zwróciliśmy się do OPI-PIB, które przygotowuje system do oceny jakości działalności naukowej, o potwierdzenie, czy taka operacja będzie możliwa. Jeśli tak, po negatywnej weryfikacji istnienia numeru DOI, dane osiągnięcie będzie kierowane do oceny eksperckiej.

Wiem, że MNiSW zwróciło się do politechnik: Gdańskiej i Śląskiej o wyjaśnienia w sprawach ewentualnego uczestnictwa ich badaczy w „papierniach”. Obie uczelnie biorą udział w programie IDUB, czy grożą im jakieś konsekwencje?

Rzeczywiście, skierowaliśmy zapytanie, czekamy na odpowiedź. Wówczas, w zależności od tego, jak się do tego odniosą, będziemy podejmowali dalsze kroki.

Jaki los czeka listę czasopism? Odnosząc się do rozporządzenia, Komisja Ewaluacji Nauki napisała, że „skala krytyki wyklucza akceptację projektu”.

Do rozporządzenia, które w tej chwili jest procedowane, zgłoszono około siedemset uwag. W najbliższych tygodniach odniesiemy się do nich, prace są już na ukończeniu. Przeanalizujemy, które uwagi mogą zostać wprowadzone. Potrzebujemy również zespołu, o którym wspomniałam, żeby odpowiedział nam na wiele pytań dotyczących wspomnianych już nieprawidłowości publikacyjnych. Jeżeli dzisiaj nie zareagujemy, to za chwilę będziemy mieli kolejne kłopoty. Wszystkim nam zależy na tym, żeby nie było drapieżnych czasopism w wykazie. Teraz doszły jeszcze „papiernie”. Dlatego działamy i już w obecnej ewaluacji, jeżeli tekst zostanie zgłoszony redakcji jako nieetyczna publikacja, a w konsekwencji usunięty z czasopisma, nie będzie uwzględniany w ocenie. Podobnie z czasopismem – jeśli jest drapieżne, to trzeba się zastanowić, czy opublikowane w nim artykuły powinny być zaliczone do osiągnięć danego badacza.

Z tego wynika, że ministerstwo przychyla się do rekomendacji Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, by periodyków drapieżnych oraz publikacji z „fabryk artykułów” nie uwzględniać w ewaluacji?

Kluczowe jest opracowanie mechanizmów ich identyfikowania, a nade wszystko zdefiniowanie. Oczywiście, nadal nie mamy jednoznacznej definicji drapieżnego czasopisma i „papierni” i jeśli będziemy to robić „na czuja”, niczym nie będzie się to różnić od działań osób, które w przeszłości właśnie tak arbitralnie podnosiły punktację. Tu właśnie widzę dużą rolę ekspertów. Mam nadzieję, że zespół powstanie jak najszybciej i uda się bez zwłoki zatamować te patologie. Odpowiadając jednoznacznie na pana pytanie: lista, która obowiązuje od początku 2024 roku, po zmianie dokonanej przez ministra Dariusza Wieczorka, będzie obowiązywać do końca tego roku.

Rektorzy uczelni medycznych postulują w ogóle odejście od bieżącej ewaluacji.

To nie wchodzi w rachubę, chcę jasno powiedzieć, że ocena jakości działalności naukowej odbędzie się zgodnie z planem, a więc już za niecałe 11 miesięcy. Odstąpienie od ewaluacji jest niezgodne z ustawą, musielibyśmy ją zmienić, a nie ma już na to czasu. Osobiście uważam, że nawet przesunięcie jej o rok, co również wymaga ustawowej zmiany, niewiele zmienia, bo znajdziemy się w bardzo podobnym miejscu. Dlatego przeprowadzimy tę ewaluację zgodnie z obecnymi zasadami, które są znane, jednocześnie starając się zapobiegać patologicznym zjawiskom, o których przed chwilą rozmawialiśmy, oraz wprowadzając nieznaczne, punktowe zmiany będące odpowiedzią na propozycje środowiska naukowego. Jednak wolałabym nie mówić o szczegółach przed opublikowaniem projektu rozporządzenia, co stanie się w ciągu kilku najbliższych tygodni. Wówczas będę zachęcać wszystkich zainteresowanych, całe środowisko, do zgłaszania uwag, które pozwolą tę ostatnią na starych zasadach ewaluację przejść i zakończyć. Poprawmy, co możemy, ale już bez znaczących zmian w ostatnim roku ewaluacji. Później, na szczęście, będzie czas na wprowadzenie większych zmian, które są oczekiwane.

Dobrze byłoby jednak poznać zasady kolejnej ewaluacji przed rozpoczęciem okresu oceny.

Zgadzam się, dlatego na wiosnę zaczniemy prace nad nową ewaluacją, która będzie przede wszystkim jasna, zrozumiała, otwarta, wypracowana od początku w dialogu ze środowiskiem. Chciałabym, żeby udało się ten proces zamknąć do końca tego roku, a zatem na początku przyszłego reguły byłyby już znane i można byłoby wedle nich planować swoją aktywność w kolejnej czterolatce. Przy czym, to nie jest tak, że zaczynamy od zera. Wszystkie gremia przedstawicielskie, z którymi rozmawiamy, na bieżąco przedstawiały i przedstawiają nam swoje propozycje i uwagi, więc te sugerowane zmiany mamy zebrane. Potraktujemy je jako wkład na przyszłość, podstawę do rozmowy o przyszłej ewaluacji.

Wracając jeszcze do rektorów uczelni medycznych skupionych w KRAUM, wskazują oni jasno wady systemu: „obecny algorytm preferuje jednostki małe w stosunku do dużych, łączy w jednej ocenie instytuty badawcze bez obowiązków dydaktycznych oraz jednocześnie kształcące studentów uniwersytety, przypisuje ponadto tę samą liczbę slotów pracownikom badawczym co badawczo-dydaktycznym”. A jakby tego było mało, przekonują, system jest wyjątkowo podatny na manipulacje.

Wiemy, że ten system jest niedoskonały, i to mówiąc bardzo delikatnie, i wymaga gruntownej zmiany. Odziedziczyliśmy go po ministrach Gowinie i Czarnku, konieczna jest jego radykalna zmiana. Ale, pamiętajmy, jesteśmy w ostatnim roku bieżącej ewaluacji i na operację jest już za późno. Musimy ją przejść możliwie jak najmniej boleśnie i ministerstwo zrobi wszystko, by tak właśnie było. W rozporządzeniu ewaluacyjnym będą zmiany postulowane przez środowisko, ale nie rewolucyjne. Zresztą, i KRASP, i Rada Doskonałości Naukowej, i KEN jednoznacznie opowiedziały się za tym, byśmy, jedynie po drobnych modyfikacjach, przeprowadzili bieżącą ewaluację wedle obecnych założeń.

Czyli znaczących zmian można się spodziewać przy kolejnej ocenie?

Tak, jeżeli wychodzimy z założenia, że obecny system jest zły, to trzeba go gruntownie przebudować.

Czy w związku z tym zrealizowany zostanie jeden z postulatów środowiska popularyzatorskiego, by ten obszar aktywności również był odpowiednio punktowany?

Jeszcze nie mogę jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć, bo wszystkie szczegóły ewaluacji, jak już wspomniałam, będą dyskutowane ze środowiskiem, ale osobiście bardzo bym chciała. W Hiszpanii, na przykład, popularyzacja jest bardzo ważnym elementem oceny. U nas musielibyśmy najpierw poważnie się zastanowić, czym tak naprawdę popularyzacja jest i jak powinna wyglądać. Na nasze zlecenie powstał w grudniu 2024 roku raport, z którego jasno wynika, że wciąż mamy za mało entuzjastów-popularyzatorów oraz projektów popularyzatorskich na dużą skalę.

Sami jako ministerstwo staramy się wychodzić z inicjatywą. Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie realizuje pod naszym patronatem program badawczy dotyczący nawyków żywieniowych wśród dzieci, jego wyniki prezentowane są w TVP Nauka. W programie eksperci pokazują również, jak w codziennym życiu wprowadzać zasady zdrowego żywienia w oparciu o najnowsze badania naukowe. Realizujemy również wspólne zadania z Centrum Nauki Kopernik. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jest tego mało, ale widać wyraźnie, że w ostatnim czasie nauka staje się już przedmiotem zainteresowania opinii publicznej, mówi o niej i premier, i minister finansów, jesteśmy na dobrej fali i zamierzamy to wykorzystać. Co mnie cieszy, na ostatniej konferencji na Giełdzie Papierów Wartościowych premier Donald Tusk mówił też o wskaźniku szczęścia i że mamy być w tej kategorii w pierwszej dziesiątce. To realne, ale nie osiągniemy tak wysokiego poziomu bez inwestycji w nauki humanistyczne i społeczne. Bo tu nie chodzi tylko o dobrobyt ekonomiczny, konsumpcyjny, ale przede wszystkim o dobrostan.

Na bazie tego raportu powstanie jakaś kompleksowa strategia dotycząca popularyzacji i komunikacji?

Takie są plany. Wszystkie działania z tego obszaru nie były do tej pory ujęte w jakieś jedne ramy, chcemy więc je stworzyć i dołożyć do tego kwestie, których naszym zdaniem brakuje do skutecznego komunikowania. Będziemy, jednym słowem, próbowali to ogromne pole zagospodarować. Idea jest taka, by zintegrować wszystkie działania w zakresie popularyzacji nauki oraz samo środowisko popularyzatorów. Planujemy wraz z Centrum Nauki Kopernik stworzyć Akademię komunikacji naukowej dla osób, które chcą popularyzować naukę. Będzie tam szansa rozwinąć swoje umiejętności w komunikowaniu wyników badań. Naszym zamiarem jest, by co roku korzystało z tego kilkadziesiąt osób. Chcemy zachęcić badaczy, pokazać im narzędzia komunikowania się, przekazywania swojej wiedzy na zewnątrz. Współczesne technologie oferują w tej kwestii bardzo wiele skutecznych rozwiązań.

W niedawnej rozmowie z FA dr Bartosz Rydliński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, ale też współzałożyciel Centrum Daszyńskiego – obu instytucji pani bliskich – podkreślił, że bez poważnej rozmowy o wzroście budżetu na badania i rozwój w Polsce nie ruszymy do przodu. „Minister będzie mógł przecinać wstęgi, uśmiechać się, ale nic więcej” – powiedział dobitnie.

Po tym, co 10 lutego zadeklarował na GPW premier Donald Tusk, liczę, że pieniędzy na naukę będzie zdecydowanie więcej. Od jakiegoś czasu naukowcy dopominają się o 3% PKB, i słusznie, ale uważam, że już nawet osiągnięcie średniej unijnej, czyli 2,2% PKB, dałoby odczuwalny wzrost. Przy czym, na uczelniach pracują nie tylko badacze i nauczyciele akademiccy, więc myśląc o wzroście nakładów trzeba pamiętać również o pozostałych grupach pracowników tego sektora.

Ten wzrost finansowania jest w ogóle realny?

Mam nadzieję, że tak. Nie ma dziedziny życia, która by nie czerpała z nauki i która by nie korzystała z tego, co wypracują naukowcy. Nauka jest bazą postępu. Musimy więc inwestować w badaczy, naukowców, ale też dydaktyków, bo jakość kształcenia idzie w parze z jakością nauki. Młodzi ludzie są nadal zainteresowani studiowaniem, chcą się kształcić, nauczanie na uczelniach musi być na wysokim poziomie.

A czy młodzi ludzie chcą pracować w nauce?

No nie. Widzimy w ostatnich latach bardzo duży spadek liczby doktorantów. W porównaniu z innymi krajami europejskimi, jesteśmy na szarym końcu.

Przyczyny są chyba znane?

Oczywiście, nie będę oryginalna, to pieniądze. Pomimo wprowadzenia powszechnego stypendium w szkołach doktorskich, jego wysokość jest niska, szczególnie przed oceną śródokresową. To jest kwestia, nad którą trzeba bardzo pilnie się pochylić. Nie lepiej pod względem finansowym jest na dalszych etapach kariery. Do tego trudne warunki pracy, presja, duże wymagania, trudności z pogodzeniem zaangażowania w obowiązki zawodowe z życiem osobistym, brak czasu na badania i notoryczne zmiany w systemie. Mieliśmy w ostatnich latach wielkich reformatorów nauki, a ja chciałabym nie być reformatorem, tylko stworzyć przyjazne środowisko pracy, stymulujące do rozwijania pasji naukowej i dydaktycznej. Lubię zmiany, sama pracowałam w różnych miejscach, od dwudziestu lat jestem w nauce, ale ta niestabilność i mnie nieraz dopadała, dlatego potrafię sobie wyobrazić, jak mały komfort towarzyszy dziś pracy w akademii. Jesteśmy coraz bardziej obciążeni, mamy masę obowiązków, a przecież spoczywa na nas odpowiedzialność za przygotowanie młodych ludzi na nowe wyzwania. Zmęczeni, nie jesteśmy w stanie ich wystarczająco dobrze do tego przygotować.

Co dalej z ustawami Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce oraz o Polskiej Akademii Nauk?

Nowelizacja tej pierwszej została wycofana z prac legislacyjnych. Będziemy do niej wracać, ale musimy pomyśleć o metodyce pracy nad tą ustawą, jest wiele rzeczy, które musimy koniecznie zmienić. Choćby kwestie o ewaluacji, które poruszyliśmy przed chwilą w naszej rozmowie. Chcemy zaproponować środowisku rozmowę o poszczególnych obszarach. Mamy ekspertyzę przygotowaną przez Departament Nauki, która pokazuje z naszej, ministerialnej, perspektywy – ale też uwzględniającej przychodzące do nas sygnały od środowiska – które obszary wymagają pilnych zmian i w jakim zakresie. Zainicjujemy konsultacje i liczę na to, że bazą dla nich będą dotychczas już zgłaszane, a jeszcze nie „skonsumowane” pomysły, że po prostu nie będzie potrzeby zaczynać znów od zera. Ogromnie dużo wysiłku środowiska poszło na to, by na różnych etapach poprawiać tę ustawę. Niech to już będzie punktem wyjścia do dalszych etapów prac.

Jest szansa, że w tym roku dojdzie do nowelizacji?

W tym roku na pewno zaczniemy konsultacje, ale na razie koncentrujemy się na obecnej ewaluacji. Jak tylko rozpoczniemy rozmowy o nowej ocenie, to jednocześnie otworzymy rozdział „Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce”.

W takim razie może ustawa o PAN będzie szybciej?

Jestem już po rozmowie z prezesem Polskiej Akademii Nauk, trwają konsultacje nad ich projektem, czekam na efekt tego procesu. Nie chcę powiedzieć, że ta ustawa będzie szybciej, ale na pewno jest na dalszym etapie zaawansowania niż PSWiN. W każdym razie w przypadku obu zmieniliśmy podejście do procesu konsultacyjnego, otwieramy się jeszcze bardziej na środowisko.

Wielu komentatorów zmroziły propozycje odnośnie do nauki zawarte w „Raporcie o stanie państwa” sporządzonym przez Lewicę przed wyborami w 2023 roku. Była pani wśród jego autorów, zresztą obok m.in. ministra Marcina Kulaska. Napisaliście, że należy odejść od finansowania konkursowego, a granty miałyby być przyznawane jedynie na duże, międzynarodowe projekty. Zapytam wprost, czy planowane są jakieś zmiany w systemie grantowym?

Na razie o tym nie rozmawiamy. Trudno jednak nie dostrzec – sam zresztą NCN o tym mówi – że o granty stara się ledwie 1/3 polskich naukowców. Pozostali nie są zainteresowani udziałem w konkursach. To może oznaczać, że nie mają zaufania do tego systemu, brakuje im wiary w swoje możliwości oraz nie wierzą w otrzymanie grantu. Rozmawiamy w Międzynarodowy Dzień Kobiet i Dziewcząt w Nauce (wywiad przeprowadzono 11 lutego – dop. MK), a badania pokazują, że kobiety w ogóle dużo gorzej niż mężczyźni postrzegają swoje szanse na dostanie grantu, gorzej widzą swoje możliwości rozwoju w nauce. Wyobraźmy sobie system bez zatrudnionych w nim 43% naukowczyń. Trudno, prawda? W systemie konkurencyjnym porażki się zdarzają, choć nikt nie lubi ich ponosić, ale wszelkie jego defekty należy poprawiać. Dodam przy okazji, że w ministerstwie zostanie powołany specjalny Zespół ds. sytuacji kobiet w nauce i szkolnictwie wyższym.

Pytam o te granty nie bez kozery. Kiedy w listopadzie przyznano Narodowemu Centrum Nauki dodatkowe obligacje o wartości pół miliarda zł, prof. Krzysztof Jóźwiak, dyrektor agencji, stwierdził, że „to zabezpieczenie finansowe, które pozwala na podjęcie strategicznej dyskusji o tym, jak mógłby w przyszłości wyglądać system grantowy” (cyt. za PAP). Wasze – autorów „Raportu o stanie państwa” – pomysły idą w kierunku przeniesienia siły ciężkości na badania statutowe.

Chcę powiedzieć jasno: nie jest moim celem zmniejszanie roli NCN-u w całym systemie. Znaczenie takiej agencji jest niepodważalne. Ale jednocześnie widać jak na dłoni, że im mniej pieniędzy, tym współczynnik sukcesu w konkursach mniejszy. Nie jest więc sztuką przeniesienie siły ciężkości, np. na badania statutowe, lecz należy dążyć do sytuacji, w której po prostu będzie więcej pieniędzy na naukę. Ale zgadzam się z dyrektorem Jóźwiakiem w tym, że dyskusję należy rozpocząć. We wspomnianym raporcie Centrum Daszyńskiego wskazaliśmy kierunki, o których chcielibyśmy rozmawiać, obszary, które wymagają namysłu, dlatego że – tak jak w przypadku PSWiN, ustawy konstytuującej cały sektor, czy w przypadku ustawy o PAN – nie ma sensu budować „domu”, w którym naukowcy nie chcą mieszkać. Zbudujmy zatem go tak, by nam odpowiadał.

Na osi Warszawa-Kraków?

Zależy nam na tym, żeby mniejsze ośrodki też były włączone do tego krwiobiegu, może nawet w większej skali niż obecnie, przecież też prowadzą ważne badania, tylko mają tam problem z przebiciem się. Różne są pomysły, jak temu przeciwdziałać. Na stole wciąż leży koncepcja ministra Dariusza Wieczorka dotycząca federalizacji, nie zarzucamy jej, rozmawiajmy dalej. Chodzi o to, żeby zwiększać potencjał tych uczelni, nie włączając ich w większe struktury, ale federalizując z innymi podmiotami.

Kończąc wątek NCN-u – mamy dziś polską agencję, która zawiaduje europejskim programem kwantowym QuantERA, a jako jeden z nielicznych krajów nie mamy jeszcze krajowej strategii kwantowej. Co z nią?

Za opracowanie strategii kwantowej odpowiada Ministerstwo Cyfryzacji. Nasz resort będzie jednym z podmiotów aktywnie uczestniczących w pracach. W ministerstwie funkcjonował dotychczas nieformalny Zespół ds. kwantów, w skład którego wchodzili przedstawiciele wiodących jednostek naukowych (m.in. Cyfronet, PCSS). W najbliższych miesiącach nastąpi „sformalizowanie” prac i powołanie Zespołu doradczego przy MNiSW ds. kwantów.

Jednym z niezałatwionych od dawna problemów nauki jest prawo zamówień publicznych. To był jeden z głównych postulatów w naszej ubiegłorocznej akcji „Nauka do naprawy” (współorganizowanej wraz z PAN). Czy w tej kwestii coś się zmieni?

Mam pewien pomysł, co z tym zrobić, ale nie dotyczy on zmiany ustawy. Otóż chcę namówić Urząd Zamówień Publicznych, by przyjrzał się specyfice pracy naukowej pod tym kątem i byśmy wypracowali takie ścieżki, które będą z jednej strony zgodne z ustawą, a z drugiej nie będą jawiły się naukowcom jako droga przez mękę. Pamiętajmy, że to są środki publiczne i muszą być wydatkowane w nauce zgodnie z takimi zasadami, jak w innych sektorach, ale wierzę, że można tu znaleźć jakieś rozwiązanie. Będziemy wraz z UZP się nad tym zastanawiać.

Rada Szkolnictwa Wyższego i Nauki Związku Nauczycielstwa Polskiego postuluje ustawowe obniżenie pensum dydaktycznego o 60 godzin dla asystentów i adiunktów oraz 30 godzin dla profesorów. Jakie są na to szanse?

W ustawie wskazane są poziomy maksymalne, teoretycznie uczelnia może ustanowić swoje własne pensum, ale wiadomo, w rzeczywistości wszyscy mają najwyższe. Uważam, że warto rozpocząć dyskusję o obniżeniu pensum, ale zaznaczam, że to moja osobista opinia. Jeśli każda złotówka zainwestowana w naukę, daje dodatkowe 4 zł, to pomyślmy, ile każda godzina wykładowcy jest warta jako wkład we własny rozwój, badania, itp. Skoro zależy nam na dobrej jakości kształcenia, to należy zainicjować tę rozmowę. Oczywiście, będzie to obciążenie dla budżetu, dlatego pewnie jeszcze nie teraz, nie od razu uda się to wprowadzić, może też nie w takim wymiarze, ale pytania o wysokość pensum możemy zadawać. Byłabym nieuczciwa wobec siebie, gdybym jako członkini ZNP przestała wspierać ten pomysł.

Znalazła się pani w ciekawej sytuacji: pracuje pani w ścisłym kierownictwie ministerstwa i jednocześnie należy do związku zawodowego. Da się to pogodzić?

Tak, bez problemu i powiem więcej – całkiem poważnie podchodzę do swojej związkowej roli. Zapisałam się do związków w Wielkiej Brytanii, na Uniwersytecie w Sheffield, gdzie robiłam doktorat. To było ważne miejsce mojego rozwoju. Tam mi pokazano i zrozumiałam, że związki zawodowe są ogromną wartością. W Polsce lat dziewięćdziesiątych, w której się wychowywałam, związki znajdowały się na marginesie. Dopiero na Wyspach zobaczyłam ich prawdziwe znaczenie. Kiedy więc kilka tygodni temu przyszłam do ministerstwa, w pierwszej kolejności spotkałam się z szefem związków. Byłoby nie w porządku, gdybym związkowy postulat o obniżce pensum odrzuciła z urzędu. Podobnie jak wsparcie dla mniejszych uczelni, bo realnie widzę je jako centra rozwoju lokalnego, które napędzają dany region, kształcąc zgodnie z potrzebami tego miejsca.

Pojutrze Dzień Nauki Polskiej, czego przy tej okazji życzyłaby pani naszym naukowcom?

Chciałabym przyczynić się do tego, żeby ludzie pracujący w nauce, ale też dopiero zamierzający wejść na tę ścieżkę, poczuli sens tego, czym się zajmują. Zgłębianie ważnych tematów i dzielenie się wiedzą – to podstawa pracy badawczej. Chciałabym, aby te zadania realizowane były w komfortowych warunkach.

Rozmawiał Mariusz Karwowski

Dyskusja (101 komentarzy)
  • ~Dr 21.02.2025 22:48

    Bardzo ważny, ciekawy i merytoryczny wywiad. Dziękuję! Daje nadzieję na rychłą poprawę sytuacji nauki w Polsce.

  • ~Prośba 20.02.2025 10:46

    Samo opublikowanie dobrych wyników nic nie gwarantuje!
    a jeszcze mało kto może zapoznać się z wynikami badań, bo za dostęp do artykułów się płaci, głównie w wielu renomowanych Wydawnictwach - prawie nigdy nie masz darmowego dostępu do artykułu.
    Ktoś mi polecił, że wystarczy poprosić autora o pdf.
    To są żarty!
    Przygotowuję przegląd literatury i trzeba by zatrudnić sekretarkę, żeby pisała e-maile z prośbą do autorów o udostępnienie pdf. To są żarty, jeżeli chcę rzetelnie przestudiować zawartość 300, a nawet większą liczbę opracowań!Mam żebrać o "pdf artykułu" u 300 Autorów?
    Tak ma wyglądać postęp?

    Proszę o bezpłatny dostęp do artykułów w Renomowanych Wydawnictwach!
    Płacimy krocie (grube tysiące zł) za publikacje w tych renomowanych Wydawnictwach i jeszcze nie możemy przeczytać i zapoznać się z tymi badaniami!
    TO ABSURD!

  • ~Patrząc z boku 20.02.2025 10:34

    WAŻNE,
    Krytykować, karać, piętnować i dawać subiektywne oceny, nierzadko krzywdzące - każdy to potrafi!
    Mimo, że jest w tym kraju tylu "Wybitnych" uzdrowicieli nauki, którzy już wiedzą jak powinna wyglądać parametryzacja/ocena i itd. ...
    to ZAPYTAM: Dlaczego ciągle z Noblami, Patentami w Polsce jest tak źle......?
    Dlaczego Te wybitne artykuły z np. Nature itp... nie przekładają się na konkurencyjność Polskiej gospodarki?
    Czyżby to pozory wybitności ? a może Potrzeba czasu? nie wiem...?
    Jeżeli ktoś ma uznanie, publikuje tylko w tych Starych, Uznanych, gloryfikowanych Wydawnictwach, to powinien mieć w dorobku obowiązkowo patenty, racjonalizacje i wymierny wkład w rozwój gospodarki!
    Najwyżej usytuowani naukowcy powinni być oceniani inaczej np.:
    -Obowiązkowy patent/4 lata
    -Racjonalizacje/4 lata
    -Wykazany finansowy wkład w rozwój Gospodarki!/ (przeliczony na PLN).
    Wydaje się, że MAGISTER/ DOKTOR NIE MOŻE BYĆ OCENIANY według TYCH SAMYCH KRYTERIÓW CO PROFESOR?
    Dlaczego nikt o tym nie dyskutuje ?
    Potrzeba jest dyskusja w tym zakresie.

  • ~Podwórkowy 19.02.2025 16:57

    Kulasek to ma łeb. Postanowił przechytrzyć wszystkich, a zwłaszcza nie popełniać błędów Wieczorka, który za bardzo był na widoku. Kulasek nie wypowiada się przezornie w żadnej sprawie i nie pokazuje w mediach. Wysłał na sprawdzenie terenu bojem swą bulterierkę, specjalistkę od PR. Udało się?

    • ~Profesor PAN 19.02.2025 18:02

      Nie

      • ~Podwórkowy 19.02.2025 20:32

        Trzeba było zapytać pani wiceministry, gdzie się podział lewicowy program zmian w SWIN, wyrażony niegdyś przez Marcina Kulaska hasłem: koniec z punktozą, grantozą, czarnkozą i biedą? Jak czytamy w wywiadzie, nie da się. Na pewne sprawy jest za późno, na inne za wcześnie, na jeszcze inne nie ma pieniążków… To za co wy w tym ministerstwie pensje bierzecie? CV sobie poprawiacie na przyszłość ministerialnymi posadami?

  • ~Profesor z długim stażem 19.02.2025 16:28

    Szanowna Pani Minister,
    Będę wdzięczna za wskazanie mi kraju, w którym, w ewaluacji osiągnięć naukowych obowiązuje "punktoza" - w mojej ocenie źródło patologii publikacyjnych. Można dowolnie 'ulepszać' punktozę, ale nadal to będzie ten sam system ewaluacji. Nie merytoryczny a ilościowy. Jeśli istnieje kraj z 'punktozą', to jak tam funkcjonuje nauka? Mam znajomych z innych krajów, recenzuję dorobek naukowy w kilku krajach, ale tam nie tylko nie znają punktozy, ale nie są w stanie zrozumieć dlaczego 'chcemy' mierzyć coś, co jest z definicji niemierzalne, jak "osiągnięcie naukowe".
    Społeczność (w ogólności) dostosowuje się do systemu, w którym działa. Jest to zgodne z tzw. teorią racjonalnego wyboru: ludzie podejmują decyzje maksymalizujące ich zyski w określonym systemie. To system psuje społeczność, nie odwrotnie. W nauce, ‘punktoza’ premiuje liczbę publikacji, zatem naukowcy starają się publikować jak najwięcej kosztem jakości, nawet nie łamiąc przy tym etycznych wartości (w sensie dopisywania współautorów, plagiatowania, zmyślania wyników itp. patologicznych zachowań). Czy o to chodzi w rozwoju nauki?
    ‘Punktoza’ premiuje ilość nad jakością, przyczynia się do rozwoju patologii naukowej, a w konsekwencji do obniżenia prestiżu nauki. Gdy miara staje się celem, przestaje być dobrą miarą - to oczywista prawda [Charles Goodhart, 1975 rok: „Jakakolwiek miara, która staje się celem, przestaje być dobrą miarą”.]
    Łączę pozdrowienia i życzę sukcesów,
    Halina Kwaśnicka

    • ~Marcin Przewloka 20.02.2025 01:26

      @Profesor z długim stażem

      Pani Profesor, jako biolog nauczylem sie tego, ze jak w przyrodzie cos wyglada na "bardzo proste" i "nieskomplikowane", to to sa tylko pozory. Tak naprawde nie ma prostych spraw i prostych rozwiazan, bo jesli one by istnialy, to juz dawno ktos by je zastosowal i o problemie bysmy w ogole nie slyszeli.
      Poniewaz pieniadze wydane na nauke bardzo czesto pochodza z budzetu panstwa (podatkow), podatnicy chcieliby wiedziec, jak one sa wydawane. I w niektorych krajach politycy oraz urzednicy staraja sie tego dowiedziec w sposob ktory nie jest bardzo chory. W tych krajach tez naukowcy narzekaja na te ich ewaluacje, ale nie jest bardzo traumatyczne przezycie. Wydaje mi sie, ze przynajmniej w wiekszosci - jesli nie we wszystkich - krajach europejskich jakis rodzaj ewaluacji jest i on zwykle na koniec zostaje w jakis sposob wyrazony liczbowo. Liczbowo, czy.... punktowo, jak zwal tak zwal.
      Podam przyklad mi bliski: w Wielkiej Brytanii za publikacje nie dostaje sie punktow tylko gwiazdki. Tak jak dzieci w przedszkolu dostaja nalepki, na przyklad serduszka i sloneczka, to my w Wielkiej Brytanii dostajemy gwiazdki. Mozna dostac od 1 do 4 gwiazdek. Tak, to nie sa punkty, ale jednak jakby punkty, zgodzi sie Pani?
      Ale na ocenie publikacji sie nie konczy, bo - jak pisalem powyzej - rzeczy zwykle sa duzo bardziej skomplikowane, niz nam sie wydaje. Sa 3 kategorie oceny naukowcow i wszystkie one maja znaczenie, publikacje i inne jak to nazywamy "outputs" to jeden z tych 3 elementow.

      USA to jednak troszke inne zwierze. O tym tez mozna podyskutowac, ale w tym temacie Europa jak USA raczej nie bedzie.
      Mysle, ze Polska moze znalezc swoja droge w tym gaszczu. Nie jest to latwe, na pewno nie wszyscy beda zadowoleni, ale jesli sie wie, co sie robi i o czym sie mowi, to mozna wymyslec cos, co nie jest zupelnie bez sensu.

    • ~Profesor PAN 19.02.2025 18:13

      "Będę wdzięczna za wskazanie mi kraju, w którym, w ewaluacji osiągnięć naukowych obowiązuje punktoza"

      Każdy. Przydział finansowania jest już ewaluacją i to właściwie tą jedyną znaczącą - bo bułek (i mikroskopów) nie kupuję za punkty tylko za złotówki. W USA co prawda jedyne uczelnie federalne to akademie wojskowe ale uniwersytety stanowe istnieją i mają znaczenie. W innych krajach większość znaczących uczelni wyższych jest państwowa. Poza tym przeprowadzana jest ewaluacja podobna do tej polskiej, w którymś z wpisów dr Przewłoka opisywał angielską. Różnica jest tylko taka, że gdzie indziej systemy ewaluacji nie są tak monstrualnie głupie.

  • ~PŻ 19.02.2025 14:48

    Do ~Marcin Przewloka 18.02.2025 19:46. Panie Marcinie. W podanym przez Pana linku wymieniono następujące wydawnictwa, publikujące artykuły, stworzone przez fabryki papierni: Elsevier, Oxford University Press, Springer Nature, Taylor & Francis, Wolters Kluwer i Wiley-Blackwell. Trudno nazwać te wydawnictwa „drapieżnymi”. Co prawda, wspomniano tam i o MDPI. To jak, chwalić te pierwsze i zachęcać do publikowania w nich? Lub karć za publikowanie w MDPI?
    Jak widać, jest to zjawisko powszechne i nie omija tak zwanych starych dobrych wydawnictw. Nagonka na MDPI, jak wynika z badań zachodnich, jest sztuczna i wywołana po to, żeby móc wrócić do uznaniowości i sterowania ręcznego. Jeżeli to zostanie wdrożone, to, po pierwsze, przyczyni się to do unicestwienia znaczącego dorobku, poczynionego w latach 2018 – 2025 ( 8 lat) przez wielu uczciwych naukowców. Po drugie, prawo zacznie działać wstecz. I skrzywdzi, tym samym, wielu uczciwych naukowców.

    • ~Marcin Przewloka 20.02.2025 01:42

      @PŻ

      Chcialbym podkreslic, ze nie jestem specjalista w temacie. Tym nie mniej odpowiem "to the best of my knowledge". Dwie wazne sprawy, o ktorych chyba trzeba tutaj pamietac:

      1.
      Temat papierni to temat CALKOWICIE rozny od tematu czasopism drapieznych. Obydwa te zjawiska mozna uznac za patologie w swiecie nauki, ale jednak to sa zupelnie inne "choroby" naszego srodowiska.

      2.
      Kiedy mowimy o "drapieznosci", lub nawet o publikowaniu artykulow pochodzacych z papierni, to mamy na mysli publikowanie w jakichs konkretnych czasopismach. Wydawnictwa nic do tego nie maja. Dlatego jest wlasnie dokladnie tak, jak Pan/Pani pisze: problem dotyka wlasciwie wszystkich wydawnictw. Czy to MDPI, czy nie, to nie ma nic do rzeczy. Ja osobiscie nie znam jednak przypadku publikacji z papierni w najlepszych czasopismach w mojej dziedzinie wiedzy. Wydaje mi sie, ze jest tak dlatego, iz te najlepsze czasopisma maja jednak dosyc rygorystyczne peer-review, ktore natychmiast odsialoby cos z papierni. Zgaduje, ze zasada (lub trend) bedzie mniej wiecej taka: im wyzszy IF danego pisma, tym mniejsze prawdopodobienstwo napotkania artykulu z papierni. Jesli ktos mialby dane, ktore przecza tej korelacji, bardzo chetnie bym o nich poczytal.

    • ~maciej 19.02.2025 18:59

      Prosiłbym o podlinkowanie tych "badań zachodnich", chętnie poczytam. To Forum Akademickie, powołując się na jakiekolwiek badania wypadałoby je wprost zacytować.

      "Jeżeli to zostanie wdrożone, to, po pierwsze, przyczyni się to do unicestwienia znaczącego dorobku, poczynionego w latach 2018 – 2025 ( 8 lat) przez wielu uczciwych naukowców."

      Niezbyt się zgadzam. Dorobek, o ile artykuły nie zostaną wycofane zostanie nienaruszony, co najwyżej nie będzie wzięty pod uwagę w ewaluacji. To co dobre będzie się cytować (oczywiście proporcjonalnie do dziedziny) niezależnie od tego ile punktów zostało przyznane czasopismom w jakimkolwiek rankingu, mniej lub bardziej śmiesznym.

      • ~PŻ 20.02.2025 13:35

        Do ~maciej 19.02.2025 18:59.
        Pan ~Marcin Przewloka 18.02.2025 19:46 podał link do badń zachodnich, które analizowano w moim komentarzu. Pisze on: Papiernicy to ci, ktorzy korzystaja z uslog papierni (paper mills), a co to jest papiernia, to prosze spojrzec tutaj:
        https://en.wikipedia.org/wiki/Research_paper_mill
        O drugiej części komentarza:
        W ~PŻ 19.02.2025 11:58 napisałem:

        Znacznie łatwiej walczyć z wydawnictwami drapieżnymi. Wystarczy, żeby eksperci ogłosili, że wydawnictwa X, Y, Z i inne są drapieżnymi. Dalej eksperci obniżają czasopismom z tych wydawnictw punktację, RDN nie uznaje artykułów z tych wydawnictw w postepowaniach awansowych, NCN i NCBiR odrzucają wnioski o granty dla wnioskodawców posiadających publikacje w wydawnictwach drapieżnych. I można ogłosić – zwalczyliśmy plagę czasopism drapieżnych.
        Jak widać, chodziło mi nie o cytowania, tylko o inne konsekwencje wygumkowania czasopism tak zwanych drapieżnych, związane z awansami (ja już dawno nie muszę tym martwić się).

  • ~Stanisław Stworzony 19.02.2025 13:02

    Dajmy spokój "pani wiceministrze" — jest, jaką ją Pan Bóg stworzył; a nasz naród (ze środowiskiem akademickim w szczególności) najwyraźniej czymś zawinił, że ma takie władze, jakie ma… Za to Szanowna Redakcja mogłaby przyjąć do wiadomości, że w polszczyźnie literackiej nie ma takich słów, jak "ministra" czy "wiceministra". Jest to przykład ideologizacji języka, w myśl feministycznej koncepcji walki płci. A jak się ta walka skończy, jeśli wszyscy panowie postanowią się poddać i korzystać z praw… jeńców wojennych? Trzeba będzie nas karmić i zapewnić nam dach nad głową, bo zmuszanie jeńców do pracy jest zbrodnią wojenną.

    • ~PŻ 19.02.2025 13:38

      Do ~Stanisław Stworzony 19.02.2025 13:02. Cytuję: „..nasz naród (ze środowiskiem akademickim w szczególności)”. W Polsce jest szczególna grupa osób, trudno powiedzieć, 1 % lub więcej, która próbuje uzurpować prawo wypowiadać się o całym narodzie lub w imieniu narodu i nazywać siebie patriotami. Panie nie Stworzony, a poczęty, podejrzewam, że większość tego narodu ma inne zdanie niż Pan. Pan najlepiej przydał by się do wygłaszania swoich opinii, dotyczących obecnej władzy, na wiecach poparcia dla poprzedniej.

  • ~PŻ 19.02.2025 11:58

    Znów w komentarzach wrzucono do jednego worka papierników oraz czasopisma tak zwane drapieżne. Powstaje pytanie – po co? Z dyskusji wynika, że papiernictwo, prawdopodobnie, przywieziono do Polski z innych krajów, gdzie „naukowcy” mają do dyspozycji znacznie więcej pieniędzy, którymi płacą za produkowane dla nich artykuły. I walka z tym w kraju możliwa jedynie poprzez wyłapywanie takich artykułów przez ekspertów i wyeliminowanie ich z ewaluacji oraz z wniosków o granty. Jak udowodnić, że artykuł jest dziełem papierni? Na ile takie „sito” będzie szczelne? Poza tym, „skrzywdzone” przez ekspertów autorzy mogą odwołać się do sądów.

    Znacznie łatwiej walczyć z wydawnictwami drapieżnymi. Wystarczy, żeby eksperci ogłosili, że wydawnictwa X, Y, Z i inne są drapieżnymi. Dalej eksperci obniżają czasopismom z tych wydawnictw punktację, RDN nie uznaje artykułów z tych wydawnictw w postepowaniach awansowych, NCN i NCBiR odrzucają wnioski o granty dla wnioskodawców posiadających publikacje w wydawnictwach drapieżnych. I można ogłosić – zwalczyliśmy plagę czasopism drapieżnych.

    Walka wygrana. Przy tym ekspertów nie obchodzi, że w badania, wyniki których opublikowano w tak zwanych czasopismach drapieżnych, włożono nieporównywalnie więcej pracy, niż w artykuły papierników, którzy czasami nawet nie mają pojęcia o zagadnieniach, których dotyczą artykuły, sygnowane ich nazwiskami.

    A teraz odpowiedź na pytanie, postawione na początku – po co wrzucono do jednego worka papierników i czasopisma drapieżne. Z papiernikami mogą walczyć jedynie eksperci. Jakie będą skutki ich działań, nie do końca wiadomo. Natomiast znacznie łatwiejsza jest walka z wydawnictwami drapieżnymi. Obniżyć punktację, i kropka. Załatwiono. A żeby to zrobić, potrzebne są eksperci oraz nadanie im uprawnień do zmiany punktacji, jak to jest obecnie, o ± dwie pozycje. I tu wkracza uznaniowość, lub inaczej ręczne sterowanie. Eksperci najpierw obliczą punkty według IF lub CiteScore, a następnie mogą robić z tym wszystko, co chcą.

    Ewaluacja była wprowadzona po raz pierwszy w 1998 r. po to, żeby wyeliminować uznaniowość w ocenie i finansowaniu jednostek naukowych. W późniejszych ewaluacjach zmieniano zasady, tak żeby zwiększyć możliwości uznaniowości. Najbardziej widoczne było to w poprzednich kadencjach władz. Wtedy odstąpiono od punktacji obliczanej na podstawie IF, gdzie eksperci byli niepotrzebni, i wprowadzono możliwość zmiany punktacji, w porównaniu z obliczeniami, o ±
    dwa stopnie. Należy przypomnieć, że w projekcie rozporządzenia zakładano ± jeden stopień. Prawdopodobnie ktoś uznał, że jest to za mało i podwyższono do dwóch. Owszem, nie było to narzucono bezapelacyjnie. Były bardzo „klarowne i wyczerpujące” uzasadnienia wprowadzenia takich rozwiązań, które, niewątpliwie, pozwoliły na szersze zastosowanie sterowania ręcznego.

    Odnośnie kryterium II. W poprzednich ewaluacjach podkreślano, że ewaluacją objęte publikacje, wykonane w ramach badań statutowych. Nie powinny były być uwzględniane publikacje, powstałe przy wykonaniu projektów. I to było słuszne. Przecież na podstawie ewaluacji przydzielano środki na tak zwane badania statutowe. Uwzględnienie wyników finansowych projektów w ewaluacji (Kryterium II) wykracza poza subwencję, ponieważ jest, w taki sposób, finansowane podwójnie – raz z projektu, drugi raz dodatkowo – z subwencji.
    Kryterium III. Obecnie jest sporo firm, które regularnie zapraszają na szkolenia (płatne), na których uczą, jak najlepiej opisać wpływ potrzebny do uzyskania dobrej punktacji w tym kryterium. A poza tym, ocena leży wyłącznie po stronie ekspertów. O roli ekspertów pisano wielokrotnie w dyskusjach na lamach FA. Jest to możliwe źródło uznaniowości. Wniosek – Kryterium III jest możliwym źródłem uznaniowości i najlepiej go wyeliminować.

    I jeszcze o jednym drobiazgu - jednakowej liczbie slotów pracowników naukowo dydaktycznych i naukowych. Adiunkt dydaktyczny ma maksymalne pensum w 360 h. Naukowo dydaktyczny – 240 h. Oznacza to, że ma on w czasie 1/3 etatu wyrobić 4 sloty w czteroletnim okresie ewaluacji. Od naukowego należało by oczekiwać, w takiej proporcji, 12 slotów. Jest to chyba lekka przesada. Może 8? A może 6? Niewątpliwie, należy coś z tym zrobić. Ale już wyczuwam, jaki był by przy tym wrzask, zwłaszcza w PAN.

  • ~Profesor z długim stażem 19.02.2025 11:39

    Szanowna Pani Minister,
    Będę wdzięczna za wskazanie mi kraju, w którym, w ewaluacji osiągnięć naukowych obowiązuje "punktoza" - w mojej ocenie źródło patologii publikacyjnych. Można dowolnie 'ulepszać' punktozę, ale nadal to będzie ten sam system ewaluacji. Nie merytoryczny a ilościowy. Jeśli istnieje kraj z 'punktozą', to jak tam funkcjonuje nauka? Mam znajomych z innych krajów, recenzuję dorobek naukowy w kilku krajach, ale tam nie tylko nie znają punktozy, ale nie są w stanie zrozumieć dlaczego 'chcemy' mierzyć coś, co jest z definicji niemierzalne, jak "osiągnięcie nukowe".
    Społeczność (w ogólności) dostosowuje się do systemu, w którym działa. Jest to zgodne z tzw. teorią racjonalnego wyboru: ludzie podejmują decyzje maksymalizujące ich zyski w określonym systemie. To system psuje społeczność, nie odwrotnie. W nauce, ‘punktoza’ premiuje liczbę publikacji, zatem naukowcy starają się publikować jak najwięcej kosztem jakości, nawet nie łamiąc przy tym etycznych wartości (w sensie dopisywania współautorów, plagiatowania, zmyślania wyników itp. patologicznych zachowań). Czy o to chodzi w rozwoju nauki?
    ‘Punktoza’ premiuje ilość nad jakością, przyczynia się do rozwoju patologii naukowej, a w konsekwencji do obniżenia prestiżu nauki. Gdy miara staje się celem, przestaje być dobrą miarą - to oczywista prawda [Charles Goodhart, 1975 rok: „Jakakolwiek miara, która staje się celem, przestaje być dobrą miarą”.]
    Łączę pozdrowienia i życzę sukcesów,
    Halina Kwaśnicka

  • ~PŻ 19.02.2025 10:06

    Tak jak i poprzednio, nie pojawiają się komentarze pod komentarzami. W związku z tym muszę zamieścić moje komentarze pod wywiadem.

    Do ~Repetitio 17.02.2025 17:30. Coś Panu pomyliło się. Z wywiadu wyraźnie widać, że obniżenie pensum to propozycja związków zawodowych, a nie ministerstwa. Będziesz Pan rozliczał związki, a nie ministerstwo. Co do studentów na kierunku Fizyka – tam jest nadmiar wykładowców przy braku od wielu lat chętnych do studiowania. Stąd również braki doktorantów na tym kierunku.

    Do ~Mateusz 17.02.2025 14:11. Panie Mateuszu. Pana porównanie MDPI z Measurement nie jest trafne. W ostatnich latach, prawdopodobnie ze względu na zainteresowania naukowe Naczelnego redaktora, zawęziło swój profil i przekształciło się z czasopisma „Pomiary” w czasopismo „Metrologia”. Acceptance rate ok. 15 % wynika nie z recenzowania, a z nagminnego odrzucania w ciągu parę godzin artykułów z uzasadnieniem – nie odpowiada tematyce czasopisma – czytaj, nie jest z zagadnień metrologii.

    • ~Mateusz 19.02.2025 10:38

      No tak, w zasadzie tak może być jak Pan/Pani mówi. Trudno powiedzieć, czy ten acceptance rate wynika z desk rejection czy po rundzie recenzji. Jeśli tak jak Pan/Pani mówi to może się okazać, że jest to swego rodzaju "widzimisię" redaktora. Niemniej jednak, to pokazuje, że niezależnie od tego nieuzasadnione jest stawianie tezy, że MDPI jest "predatory", nie mówiąc o tym, że nie można mówić o wydawnictwie, a o danych czasopismach. Tak jak przy Elsevierze i tym czasopiśmie Measurement. W każdym razie, niezależnie od tego czasopisma z MDPI nie przepuszczają wszystkich prac i również robią sito. Wobec tego nie klasyfikują się do tego miana. Nie mówiąc o tym, że niektóre z nich są indeksowane. Na stronie mają ilość prac, które odrzucają podobnie jak chociażby to wspominane Measurement. Co do czasu recenzji, wielokrotnie w różnych miejscach było to poruszane, że tak naprawdę wystarczy kilka dni na zrecenzowanie pracy, nie ma potrzeby 3 miesięcy na to. To nie jest monografia 200-stronnicowa. Skupmy się na problemie papierni i tym, aby autorzy, którzy mają wątpliwe artykuły z szajką Pakistańczyków, etc. stanęli i mogli się wypowiedzieć, w jaki sposób osiągają takie parametry bibliometryczne. Druga kwestia to retrakcje, które niewątpliwie nie powinny być brane pod uwagę w przypadku żadnych osiągnięć. Bezwzględnie.

      • ~PŻ 19.02.2025 12:57

        Do ~Mateusz 19.02.2025 10:38.

        P.S. Obawiam się, że chcemy wyprzedzić USA. Tam nakładają cła na Chiny. My nie możemy tego zrobić, to ogłaszamy ich czasopisma naukowe „drapieżnymi”. Zamiast zastanowić się, jak podnieść poziom czasopism krajowych, gdzie pierwszeństwo publikowania mają „koledzy”, atakujemy innych, którzy śmiało weszły na rynek. Lobbowanie za tzw. dobrymi czasopismami oznacza zakonserwowanie starego systemu, w którym autor był pionkiem, któremu narzucono reguły, od których nie było odstępstwa. Nowe „drapieżne” czasopisma zabierają im kasę. Widać to po spadających wartościach IF starych czasopism. Naukowcy wolą publikować szybko i nie bawić się w wielomiesięczne oczekiwanie na recenzje.

      • ~PŻ 19.02.2025 12:15

        Do ~Mateusz 19.02.2025 10:38. Panie Mateuszu. Jestem przekonany, że czasopisma z MDPI, zwłaszcza posiadające stosunkowo duże IF, są pożyteczne i nie należy się im nagonka. Tym bardziej, że mają przewagę nad pozostałymi, bo publikują znacznie szybciej, niż tak zwane dobre. Obawiam się, że piętnowanie tych czasopism spowoduje, że różni decydenci, tacy jak z RDN, NCN, NCBiR i inni zaczną tępić takie artykuły w postępowaniach awansowych i grantowych. A to spowoduje, że dorobek sporej części badaczy, poczyniony w latach 2018 – 2025 ( 8 lat) zostanie unicestwiony. Oznacza to, że tak jak to wielokrotnie było w nauce krajowej, prawo zacznie działać wstecz. I skrzywdzi, tym samym, wielu uczciwych naukowców.

  • ~Krystyna 18.02.2025 19:43

    CZY RESORT MA ZAMIAR ZROBIĆ COŚ Z NIEUCZCIWYMI REKTORAMI? Mamy w kraju plagę 'książąt' na uczelniach - rektorów, którzy mają władzę absolutną, traktują pracowników niesprawiedliwie i faworyzują swoich. Są przypadki molestowania, dyskryminacji, a także udziału w szemranych 'papierniach'. O ZGROZO są też tacy, którzy zasiadają w radach nadzorczych, legitymując się MBA z Collegium Humanum. Ostatnio TVN mówił o dwóch z Wrocławia. Czy ministerstwo ma nad tym jakikolwiek nadzór? Jak on wygląda? Czy resort w ogóle jest w stanie cokolwiek z tym zrobić? Czy rektor który kupuje dyplom by czerpać korzyści to norma?

  • ~xd 18.02.2025 19:10

    Moze wypadałoby sie zastanowić nad wyjalawianiem młodych naukowców, którzy nierzadko 'robia' na przełożonych. Kolejny problem to 'elity', ktore stale otrzymuja granty. Jak jestes nowy, to nie masz szans, żeby sie 'wbic' do zrodelka. A jak nie masz grantow, nie masz nic. Kolejna sprawa to oczywiscie wynagrodzenie, ktore nie uwzglednia tego, ze na stanowisku badawczo-dydaktycznym robisz co najmniej na 2 etaty. Pracujesz po godzinach i w weekendy, nadrabiasz w urlop, na ktory i tak albo Cie nie stac, albo dostaniesz telefon, ze natychmiast masz cos zrobic. Dydaktyke trzeba poprowadzic, ale tez sie do niej przygotowac, sprawdzac prace studentow, wlacznie z dyplomowymi. Na co dzien musisz robic nauke, a to znaczy, ze miec na nia innowacyjne pomysly i kreatywnosc przy niedoborach sprzętów i odczynnikow, jak sie zle 'ustawisz'. Poza tym wieczne sledzenie literatury, pisanie publikacji, bo przeciez trzeba miec punkty. To ostatnie, o ile przyznaja Ci środki wewnętrzne na pracę. A jeszcze pozostaja zamowienia, tworzenie planow zajec, papierologia i inne sprawy administracyjne. Zyc nie umierac, ale nie masz wyboru, bo nie ma alternatywy w zawodzie. O jakim work life balance mowa? Nie, te problemy nie istnieja, bo ci, ktorzy by o tym powiedzieli nie maja prawa glosu na uczelniach. A co dopiero w trakcie wielkich konsultacji ze 'srodowiskiem naukowym'.

    • ~maciej 19.02.2025 09:24

      "Jak jestes nowy, to nie masz szans, żeby sie 'wbic' do zrodelka."

      Bez przesady, znam co najmniej 5 osób, które w ubiegłym roku dostały granty po raz pierwszy i była ich to pierwsza aplikacja.

  • ~JAK 18.02.2025 14:06

    Co za paplanina. Miałki tekst nie wnoszący nic. I znamienne, że to ona a nie minister się wypowiada. Jeśli ktoś miał nadzieje, ze będzie lepiej, to może ja właśnie porzucić. Może chociaż gorzej nie będzie.

    • ~Profesor PAN 18.02.2025 14:36

      Jeśli ktoś miał nadzieje, ze będzie lepiej, to zademonstrował poziom IQ nie kwalifikujący do pracy naukowej.

      • ~K 18.02.2025 18:38

        Człowiek niby wiedział, ale się łudził.

        • ~Tom 19.02.2025 22:04

          Kto się łudzi co do komunistów, jest niespełna rozumu.

  • ~KAJ 18.02.2025 12:48

    Niech model polskiej nauki, w tym funkcjonowania uczelni wyższych, wypracują nauczyciele o największym dorobku naukowym i największym doświadczeniu. Co to za wpieranie nauki, gdy zwalnia się z uczelni za wiek a nie brak dorobku naukowego. Rządy głupców w polskiej nauce sprawiły to co mamy. Dlatego należy odwołać się do niezależnych pracowników zajmujących się nauką bez politycznego i nie tylko wspierania. Deklaruję w tej mierze udział w takiej komisji bez pobierania za to wynagrodzenia!!!! Taką komisję ekspercką trzeba natychmiast powołać aby uratować to co jeszcze zostało.
    Andrzej Józef Kozłowski

  • ~Badaczka 18.02.2025 12:18

    Niestety, każdy polityk kłamie bądź pudruje zły stan rzeczy. Obecny rząď po dwóch latach nie zrobił nic w temacie punktacji, pomysłu na ewaluację, zrobienia audytu czy słusznie wypływają z kraju pieniądze na Otwarty Dostęp, wkłady in-kind oraz składki na infrastrukturę obcą oraz składki wszelakie. Może wyjście na ulicę i blokady, jak to dawniej dokonało środowisko lekarzy? Dziś lekarz pobiera dwie pensje w tym samym czasie pracy plus dodatkowo praktyka prywatna. A naukowcom bieda. Mój młody postoc otrzymuje wynagrodzenie pracownika sprzątającego budynek. Mamy zbyt mało charyzmatycznych liderów stosujących twardsze metody nacisku.

  • ~Komentator 18.02.2025 10:51

    Pani Ministra "chciałaby przyczynić się" zbudowania „domu”, w którym naukowcy będą chcieli mieszkać i "poczuli sens tego, czym się zajmują". Tymczasem podejmując odpowiedzialność za resort (z jakiegoś powodu określany przez niektórych mianem "Ministerstwa Nieuki i Szkodnictwa Wyższego"), a zarazem dysponując władzą i narzędziami umożliwiającymi realizację tych deklaracji, de facto odsuwa jakiekolwiek istotne działania naprawcze ad Kalendas Graecas. Petryfikując tym samym patologię, którą ostatnio (bo wylano już o tym morze atramentu) dobrze opisano w artykule W.J. Katnera, Tzw. punktoza jako pseudosystem oceny pracowników nauki mogący prowadzić do naruszenia ich dóbr osobistych, Przegląd Sądowy 2/2025. Polecam tę lekturę Pani Ministrze i wszystkim zainteresowanym. Natomiast po deklaracjach Pani Ministry "hunwejbini" ewaluacji i ci, którzy żerują na tym pseudosystemie mogą zacierać ręce. Takiej groteski nie powstydziliby się Mrożek i Ionesco. Pożałowania godne.

    • ~Ireneusz 18.02.2025 16:47

      https://www.wolterskluwer.com/pl-pl/news/przeglad-sadowy-2-2025

      Również polecam artykuł Profesora Katnera

  • ~św. Ignacy Antiocheński 17.02.2025 22:43

    Pani Ministra usprawiedliwia papierników. Bo przecież chcą utrzymać pracę, albo dostać grant. No po prostu ręce opadają.

    Rzeczywiście przerażający wywiad. Zupełna kompromitacja moralna i intelektualna.

    • ~Prośba 18.02.2025 10:28

      Kim są papiernicy? To trzeba wyjaśnić.
      Kogo można nazwać papiernikiem?,
      Czy są jakieś kryteria?
      Proszę o wyjaśnienie tego terminu.

      • ~Marcin Przewloka 18.02.2025 19:46

        @Prośba

        Moglbym pewnie sprobowac wymyslac cos "swojego", ale latwiej, i chyba lepiej, podlinkowac jakies zrodlo.

        Papiernicy to ci, ktorzy korzystaja z uslog papierni (paper mills), a co to jest papiernia, to prosze spojrzec tutaj:
        https://en.wikipedia.org/wiki/Research_paper_mill

        (jesli latwiej, to jezyk mozna zmienic na polski)

    • ~pax 18.02.2025 10:08

      A co w nim przerażającego? Skąd taka frustracja ?
      Jeżeli ktoś jest taki Genialny, że nawet Ministra próbuje detronizować ... to się tu chyba marnuje na forum.

      Proszę o więcej kultury.

      • ~św. Ignacy Antiocheński 18.02.2025 16:18

        Pan/i ma rację. Przywykłem już do sytuacji, że minister sprawiedliwości kryje oszustów. Dlaczego miałbym oczekiwac więcej od wiceministry nauki.

  • ~Dobi 17.02.2025 21:26

    To przerażające. pani która przyszła z rady miasta do ministerstwa miesiąc temu (przyszła bo tak kazała partia) mówi jakby zjadła na nauce zęby i wiedziała wszystko. Nie powiedział tylko, że ludzi którzy coś o nauce wiedzieli zwolniła z roboty jej partyjną koleżanka dyrektorka lady diana, którą do ministerstwa też z ZUS przysłała partia. A teraz pani minister zrobiła z lady di dyrektorkę w tym samym ministerstwie.
    Fajnie się bawicie panie. Do zobaczenia w komisji śledczej którą za 3 lata powoła PiS.

    • ~K 18.02.2025 18:36

      Czy odnosi się Pan do tej Pani dyrektor, która przyznawała punkty w konkursie na dyrektora NAWA w sposób wzbudzający wątpliwości? Z tego co widziałem, to nie urzęduje już w ministerstwie, jest nowy dyrektor generalny.

      • ~aaaa 19.02.2025 09:45

        Dyrektor generalny jest nowy, ale lejdi di nadal pracuje w ministerstwie. Dyrektorem generalnym nie jest i w urzędzie się nie pojawia. Co robi jest zagadką. Ale za to nie oddala służbowego samochodu. To na pewno nie jest tak, że nim jeździ w czasie tego urlopu/choroby/braku świadczenia pracy - niepotrzebne skreślić. Czy to nagroda za ustawienie konkursu?

  • ~Repetitio 17.02.2025 17:30

    Obniżenie pensum niewątpliwie podniesie poziom działalności naukowej i dydaktycznej większości zatrudnionych. Warto z tej zapowiedzi rozliczać Panią doktor już do końca, naszego albo jej. Nie ma róży bez kolców. Na kierunkach studiów o wysokiej liczbie studentów podniesie się poziom wskutek zmniejszenia liczby studentów przypadającej na jednego pracownika (prawo, psychologia, filologie itd). Na kierunkach, na które zgłasza się mało chętnych będzie ich studiować jeszcze mniej, gdyż obniżone pensum będzie na przykład na fizyce skutkować problemami z obsadą. Po "reformie" Gowina nie można liczyć na masowy napływ doktorantów szkół doktorskich kształcących się w dyscyplinach takich jak: fizyka, matematyka, geografia społeczno-ekonomiczna, geografia fizyczna, chemia.

    • ~PŻ 19.02.2025 09:44

      Do ~Repetitio 17.02.2025 17:30. Coś Panu pomyliło się. Z wywiadu wyraźnie widać, że obniżenie pensum to propozycja związków zawodowych, a nie ministerstwa. Będziesz Pan rozliczał związki, a nie ministerstwo.

    • ~PŻ 19.02.2025 09:43

      Do ~Repetitio 17.02.2025 17:30. Coś Panu pomyliło się. Z wywiadu wyraźnie widać, że obniżenie pensum to propozycja związków zawodowych, a nie ministerstwa. Będziesz Pan rozliczał związki, a nie ministerstwo.

    • ~kk 17.02.2025 19:30

      To obniżanie pensum to jak obniżanie wymagań. Coraz słabsi ci naukowcy w Polsce.

      • ~Tom 17.02.2025 21:11

        Wręcz odwrotnie, duże pensum to jak fabryka studentów. Nie ma czasu i możliwości, aby indywidualnie podejść do każdego studenta. Po prostu masówka, gdzie mając kilkuset studentów nawet nie można zapamiętać nazwisk. A jeszcze w tym wszystkim trzeba znaleźć czas na badania, pisanie artykułów. Oczywiście zmniejszenie pensum pociągnie za sobą wzrost kosztów kształcenia dla uczelni, ale też wzrost jakości absolwentów kończących studia.

  • ~Zofia 17.02.2025 16:20

    Pozwalam sobie zwrócić uwagę, że nauki ścisłe miały, mają i będą miały zawsze charakter międzynarodowy i dotyczy to ery przed i po Chrystusie. Oczywiście badania w obszarze bezpieczeństwa muszą być utajniane, ale pozostałe badania w zakresie nauk ścisłych nie mają dużego znaczenia, jeżeli są publikowane lokalnie lub w czasopismach, które sztucznie przez MNiSW są promowane. Wszystkie czasopisma JCR mają swoją pozycję w poszczególnych dziedzinach. Pozycje te są co roku uaktualniane – nie występują tu też żadne gwałtowne ruchy. Dlaczego nie korzystać z tych pozycji? Dlaczego MNiSW nie zrezygnuje z komisji, które pewnie dużo kasy przepalają by przypisać punkty ministerialne do czasopism, ale więcej z tego szkody niż pożytku? Czy bylibyśmy teraz dumni ze Stefana Banacha gdyby jego prace nie ukazywały się już przed wojną w Stanach Zjednoczonych a nie jedynie w lwowskich periodykach?
    Co do dziedzin humanistycznych, to nie mam zdania.

    • ~TMS 17.02.2025 17:03

      Banach najważniejsze prace opublikował w polskich czasopismach, co prawda warszawskich, a nie lwowskich, i nawet nie po angielsku, tylko po francusku.

      • ~Zofia 17.02.2025 19:33

        Dziękuję za doprecyzowanie. Fakty są oczywiście ważne.
        Jednak to dużo nie zmienia w mojej argumentacji.
        Jak podaje M. Urbanek w "Genialni: Lwowska Szkoła matematyczna" ważne, że prace Banacha były prawie natychmiast tłumaczone i kolportowane w Stanach.
        A czy Kolega/Koleżanka nie zgadza się, że pora odejść od nadawania komisyjnie punktów czasopismom.
        Kosztuje to dużo, bo praca jakby syzyfowa, a efekt marny. Z jednej strony pewne czasopisma są nadmiernie promowane, a inne deprecjonowane i ustawiane na pozycji czasem znacznie poniżej pozycji w światowym rankingu czasopism w danej dziedzinie. To jest dość dziwaczne.

        • ~Bobowa 18.02.2025 21:36

          Stefan Banach był genialnym matematykiem, ale prace publikował w lokalnych czasopismach: krakowskim, warszawskim, lwowskim. Wszystkie te czasopisma miały, a te nadal wychodzące mają światowe uznanie. Banach pisał po francusku, bo 1) znał język 2) był to jeden z kilku języków kongresowych. Pisywał też po niemiecku. Zaledwie KILKA jego prac ukazało się w zagranicznych czasopismach, w Paryżu, Londynie. Kilka, tak zaledwie kilka, przetłumaczono na obce języki, i to na francuski lub rosyjski (po 1940), a na angielski tłumaczono w Polsce, po II wojnie, a nie w USA (można i warto sprawdzić w jednej z dwóch baz referencyjnych prac matematycznych). Chwała Banachowi i Steinhausowi, za to, że założone przez nich czasopismo osiągnęło międzynarodową rozpoznawalność. Trzeba uważać na lektury! Książka redaktora Urbanka "Genialni" nie jest źródłem informacji, to źródło anegdotek i plotek, wielokrotnie nieprawdziwych lub przesadzonych. W recenzji - historyka matematyki i matematyka publikującego w tej samej dziedziną co Banach - Lecha Maligrandy padły słowa: "Jako matematyk, który publikuje prace z historii matematyki jestem przerażony tym, że książka Urbanka stała się źródłem informacji nawet dla matematyków i autorów prac o Lwowskiej Szkole Matematycznej".

          • ~Profesor PAN 19.02.2025 10:42

            Bardzo słusznie, że Banach publikował po francusku i niemiecku (po angielsku opublikował tylko trzy prace), bo wtedy były to języki matematyki, w samej Getyndze było więcej wybitnych matematyków niż w całych Stanach. Języki kongresowe się zmieniają.

      • ~Marcin Przewloka 17.02.2025 19:32

        @TMS

        Byl czas, kiedy chemia wydawala sie domena nauki Niemiec do tego stopnia, ze najwazniejsze byly periodyki wlasnie niemieckie, gdzie publikowano zwykle po niemiecku. Ladnych pareset lat wczesniej, naukowcy pisali po lacinie.

        A teraz akurat jest czas jezyka angielskiego. Jak dlugo? Tego nikt nie wie, ale moze lepiej trzymac sie na razie tego jezyka, bo nie jest on bardzo trudny i przy okazji jego znajomosc pomaga nawiazywac kontakty i prowadzic wspolnie badania.

        Humanisci zreszta tez powinni publikowac po angielsku. Sa przeciez setki, jesli nie tysiace, tytulow czasopism dla humanistow.

      • ~Profesor PAN 17.02.2025 19:09

        Najwięcej w Studia Mathematica czyli piśmie lwowskim, trochę w CRAS (rekomendował Cartan), trochę w Fundamenta Mathematicae. Studia Mathematica zostały założone w roku 1929, wcześniej tam publikować nie mógł. A fracuski był językiem kongresowym jeszcze w latach 80-tych.

      • ~Zofia 17.02.2025 19:04

        Zgadza się częściowo,.
        A chodzi o to, że prace jego były tłumaczone i wydawane w Stanach jeszcze przed wojną i to jest ważne..

        • ~Profesor PAN 17.02.2025 20:08

          Stany jeszcze wtedy nie były centrum, dla matematyki chyba ważniejsze były Niemcy (Hilbert!) ale i Francja się liczyła.

  • ~FanKomentsów 17.02.2025 15:50

    Kto ma tak jak ja? Przewija jak najszybciej to lanie wody i czyta tylko komentarze?

    • ~problemy_polskiej_nauki 17.02.2025 16:47

      Większość tak nie ma, bo większość nie jest prosta.

    • ~Profesor PAN 17.02.2025 16:25

      Wszyscy?

  • ~Ireneusz 17.02.2025 14:33

    ....Zbudujmy „dom”, w którym naukowcy będą chcieli mieszkać....
    Jestem za - potrzebne są szybko decyzje i działania . Jest luty 2025 ustawę można poprawić w 4 tygodnie . Poprzedni minister prowadził prace nad zmianami, chyba że się mylę.

  • ~Mateusz 17.02.2025 14:11

    Szanowna Pani Minister,

    proszę skupić się na problemie papierni, plagiatów czy też sfałszowanych badań, które notabene są przedstawiane w czasopismach, np. z wydawnictwa Elsevier (Chemosphere utraciło na przykład Impact Factor za to, a miało dość wysoki i było szanowanym czasopismem). Proponuję te sprawy dociągnąć, ponieważ mam wrażenie, że jest to zamiatane pod dywan i stosowana jest narracja na zasadzie: problem jest gdzieś indziej. Musi nastąpić oczyszczenie, bo praktyki papiernii i dopisywanie się do list z Arabii, Pakistanu, w każdej pracy z innymi autorami powinno być potępione. Naprawdę proponuję zostawić średniej klasy wydawnictwo MDPI, które mimo wszystko ma proces recenzji, dodatkowo open review, niektóre czasopisma mają IF. Zdarzyło mi się recenzować i na 8 moich recenzji 3 dostały odrzucenie, a 1 został wycofany, 4 przeszły dalej. Na małej skali pokazuje to, że nie przyjmowane są tam wszystkie prace. Może nie jest to sito pokroju np. Measurement (acceptance rate ok. 15 %), ale jednak jest. Nawet JUFO w Finladnii nie kwestionuje poziomu kilkunastu czasopism z MDPI na poziomie 1, a więc pokazuje to, że stosowanie sformułowań predatory w odniesieniu do wydawnictwa nie jest dobrą drogą. Uważam, że czasopismo, które nie ma przedstawionych zasad peer-review, nie jest sygnatariuszem COPE, nie jest indeksowane przez Clarivate czy Scopus, nie ma na stronie informacji o acceptance rate - takie czasopismo można uznać za drapieżne.

    • ~PŻ 19.02.2025 09:58

      Do ~Mateusz 17.02.2025 14:11. Panie Mateuszu. Pana porównanie MDPI z Measurement nie jest trafne. W ostatnich latach, prawdopodobnie ze względu na zainteresowani a naukowe Naczelnego redaktora, przekształciło się z czasopisma „Pomiary” w czasopismo „Metrologia”. Acceptance rate ok. 15 % wynika nie z recenzowania, a z odrzucania w ciągu parę godzin artykułów z uzasadnieniem – nie odpowiada tematyce czasopisma – czytaj, nie jest z zagadnień metrologii.

    • ~św. Ignacy Antiocheński 17.02.2025 22:50

      Pani minister doskonale rozumie papierników. To nie ich wina, taki jest system.

      • ~ala 18.02.2025 10:13

        polecam czytać teksty ze zrozumieniem!

        • ~św. Ignacy Antiocheński 18.02.2025 15:58

          Polecam przemyśleć wypowiedź Pani Ministry. Zwłaszcza to charakterystyczne stwierdzenie, "Jeżeli stworzone zostały warunki, w których nie zawsze wygrywa się za działanie zgodne z etyką, to nie dziwmy się, że mamy to, co mamy."

          Po pierwsze, papiernictwo zawsze, w każdych warunkach, przynosi znaczne korzyści naukowcom, którzy się nim parają. (Dopóki komuś wycofają tak z 10 publikacji w ciągu miesiąca.) Dlatego właśnie w papierniach publikują naukowcy z tak wielu krajów, nie tylko z Polski. Nie ma na świecie systemu, w którym sfabrykowanie sobie dorobku nie przynosi korzyści. To nie jest kwestia naszego systemu. Nie da się rozwiązać problemu, zmieniając zasady ewaluacji.

          Po drugie, chęć utrzymania pracy albo zdobycia grantu nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla oszustwa. Bo papiernictwo to oszustwo, i w momencie, gdy taki oszust dostaje stanowisko albo grant, odbiera je komuś, kto może bardziej na niego zasługuje.

  • ~Koszt 17.02.2025 12:25

    UWAGA!
    Pewne wydawnictwo... które na siłę niektórzy próbują określić "drapieżnym" daje nam możliwość publikowania artykułów nieodpłatnie! (za recenzje otrzymujesz vouchery i zniżki na publikacje).
    Czy to ktoś bierze pod uwagę koszty publikacji!?
    Trzeba dywersyfikować na liście czasopism MNiSW wydawnictwa, bo jak umieścimy tylko 1 lub 2 to ceny publikacji zapewne dla nas wszystkich drastycznie wzrosną ! a tu nie o to chodzi aby przepłacać i nabijać kieszenie wydawnictwom często bez open access!
    Za artykuły w tzw. "prestiżowych wydawnictwach" NIESTETY polski podatnik płaci podwójnie: pierwszy raz po przyjęciu artykułu od polskiego naukowca i drugi raz zapłaci za każdy dostęp do tego artykułu przez Polaków (to absurd!)
    CZY NIKT TEGO NIE ZAUWAŻA???

    Mimo, że niektórym się to nie podoba konieczna jest dywersyfikacja wydawnictw (Azjatyckie, Europejskie, Amerykańskie i wg innych kluczy)...
    Pozdrawiam

    • ~Bartosz 17.02.2025 20:13

      Zgadzam się w 100%!

    • ~Ireneusz 17.02.2025 15:30

      W rzeczy samej

  • ~Ania 17.02.2025 12:13

    Pani Minister, Szanowni Państwo,

    Moim skromnym zdaniem nie wszystko jest białe lub czarne, istnieją całe odcienie szarości.... również w nauce!
    Patologii z nauki w 100% nikt nie jest w stanie wyeliminować, co do tego niemal każdy naukowiec to potwierdzi....
    bo jak nie papiernie, to układy.. , jak nie układy to wpływy...

    Najważniejsze, aby nie karać ludzi za publikacje z listy MNiSW, wiele osób ciężko pracowało aby opublikować dobre artykuły w czasopismach, na które zrobiono nagonkę w 2024 r. i próbowano okrzyknąć "tzw drapieżnymi".

    Należy poprawić listę i na spokojnie informować środowisko naukowe, które zapewne zmieni kierunki publikowania.
    Szanowni Państwo, działalność naukowa to nie jest "piekarnia", efekty pracy widać często po wielu latach, dajmy szansę środowisku spokojnie przejść przez zmiany, w tych niepewnych czasach!

    Życzę wszystkim zdrowego rozsądku i trafnych - wyważonych decyzji!

    • ~M 18.02.2025 00:23

      Bardzo mądry komentarz, środowsko naukowe Prosi Panią minister o rozsądne i wyważone decyzje.

      MDPI powinno na drodze prawnej bronić swojej reputacji, gdy ktoś bezpodstawnie, bazkarnie i bez powodów deprecjonuje to wydawnictwo! Kazdy biznes może się bronić przed oczernianiem!, dochodzi do absurdów z nagonką na 'drapieżne' bez podania ich definicji. Cały świat publikujew MDP, proszę spawdzić afiliacje!
      Znajomy z USA jest zszokowany obecną nagonką i twierdzi, że działania, które bez powodu oczerniają wydawnictwa powinny być ujawniane.

      • ~W 18.02.2025 23:02

        Drogie "środowisko",
        Cały świat publikuje w MDPI, ale w przeliczeniu na mieszkańca, niektórzy jednak więcej. Polska jest w czołówce. Ponadto w większości krajów publikacje w MDPI niewiele znaczą. W Polsce, niektóre znaczą bardzo dużo, nieadekwatnie dużo do przeciętnej jakości publikacji. Oczywiście nie znaczy to , że wszystkie artykuły są złe, tak jak nie wszystkie publikowane w "renomowanych" czasopismach są dobre. W Polsce jednak dają one nieadekwatnie dużo, nawet w stosunku do zasad jakie ustalone zostały w ustawie 2.0.
        Ponadto, niekiedy sami publikujący dostrzegają absurdy systemu. Przypadek z życia wzięty - jednostka uczelni dostaje łącznie kilka (!) tysięcy złotych rocznie na badania, ale jednocześnie grant dla uczelni pozwala na publikację kilku artykułów w czasopismach z MDPI po ca. 10.000 każdy. Wszyscy wiedzą , że to absurd, ale pieniądze leżą i czekają, a wydać je można wyłącznie na tego rodzaju cele a na badania nie.
        Pozdrawiam

  • ~akademik 17.02.2025 11:46

    Czasopisma drapieżne ! Już w 2021 roku w FA M.Wroński pisał o "drapieżnych wskazując niektóre z nich. W najnowszych numerach /2025/ w wielu z nich są śmieszne objętościowo i merytorycznie artykuły po 100 punktów. ""Dorobek"" rośnie !

    • ~Fidelio 17.02.2025 15:01

      Ja takie pisma nazywam "komiksami".

  • ~Janusz 17.02.2025 11:41

    Tak jak pisałem, niech Tusk da ministrostwo jakiemuś Dasiowi. Odnośnie budowy domu, to coś mi się zdaje, że naukowcy wchodzą w fazę bezdomności. Nie chce mis się już komentować.

  • ~JK 17.02.2025 11:32

    Uprzejmie proszę o dopisanie do listy drapieżnych czasopism następującego czasopisma:

    „Science” – wydawane przez prywatną korporację, która żeruje na darmowej pracy autorów, nie płaci za recenzje ani za publikację artykułów. Żąda opłat sięgających kilku tysięcy PLN za to, że zamieści PDF z artykułem na swojej stronie internetowej.

    Czy można je usnąć z listy? Bo ja uważa ze to predator jakich mało, ile on nałowił publicznych pieniędzy!

    A na poważnie – kto ma decydować o tym, które czasopismo jest drapieżne? Większość, tzw. czasopisma drapieżnych, oprócz skrajnych przypadków, wszystko robi zgodnie z „regułami gry”. W MDPI, o którym ciągle się słyszy, że jest "drapieżne", kilkadziesiąt czasopism ma wysoki IF a cytowanie artykułów idą w setki. Kto i jak będzie teraz wykazywała, że to jest "nieuczciwe" i "nietyczne" ?

    Dopóki wyznacznikiem pracy naukowej będą listy czasopism i to, gdzie kto publikuje oraz jaki ma IF, tak długo będzie kontynuowane "masowanie" wskaźników. Na tym wolnym rynku, co nie jest zakazane, jest dozwolone.

    Ministerstwo zorganizowało igrzyska śmierci i jest zdziwione, że ludzie zachowują się nieetycznie





    • ~John Kowalsky 17.02.2025 14:59

      Wystarczy dzielić osiągnięcia jednostek przez liczbe autorów z danej jednostki i przecenić w dół, do zakresu 20p-70p wszystkie czasopisma które maja powyżej 2 wydań specjalnych w roku (czyli wszystkie MDPI) i problem zmniejszy się znacząco. NB. W czasach listy z zakresu 15-50p (10-15 lat temu) tak cenione były czasopisma MDPI i nie było z nimi problemu. Metodą małych kroków tez da się wiele osiagnąć. Szczególnie gdy grozi nam pozostanie aktualnego systemu jeszcze przez rok.

      • ~Ireneusz 17.02.2025 22:14

        Tylko po co, jak jednym artykułem można wyprodukować 2000 punktów. Punkty są FAJNE PRZYDAJĄ SIĘ W PARAMETRYZACJI.

    • ~Profesor PAN 17.02.2025 14:12

      Wytrawić w miedzi i niech każdy uczony powiesi sobie nad biurkiem.

      PS. Science nie życzy sobie tysięcy złotych za umieszczenie pdfa na stronie tylko dziesiątków tysięcy.

      • ~Ireneusz 17.02.2025 14:42

        W rzeczy samej

    • ~OPW 17.02.2025 14:08

      MDPI, Frontiers, Hindawi, Scientific Reports, i kilka podobnych... To, że są tam artykuły dobre i bardzo dobre, nie oznacza, że czasopismo nie jest drapieżne. Jak ktoś kiedyś to trafnie określił, w drapieznych pojawiają się doskonae prace, ale nie sa one efektem procesu redakcyjnego i edytorskiego. One były już bardzo dobre w chwili złożenia. Porównując Science z czymś z MDPI łatwo zauwazyć, że w Science każda praca jest na bardzo wysokim poziomie, a nie tylko jedna na kilkaset...

      Kiedyś ze zdziwieniem znajdowałem prace bardzo cenionych w branży naukowców w MDPI. Mogi publikować absolutnie w każdym periodyku, bo badania były na doskonałym poziomie, co ważne - z wynikami, które coś znaczyły. Zapytałem ich daczego tam, wiedząc jaką lichą renomę ma MDPI? Ponieważ tak, czy tak muszą zapłacić za publikację, a tu przynajmniej w tej cenie jest otwarty dostęp, którego wymagali od nich grantodawcy... (Nie inaczej było z NCN w Polsce, już się tego wymogu wycofali).

      • ~Marcin Przewloka 17.02.2025 16:02

        @OPW

        Musialby Pan/Pani zdefiniowac, co to dokladnie oznacza, ze publikacja "jest na bardzo wysokim poziomie".

        Ja osobiscie cenie sobie Scientific Reports, PLoS ONE i tego typu tytuly, poniewaz mozna w nich publikowac wyniki, ktore sa dobrej jakosci, ale nie zmienia swiata. Nie trzeba sie tam spierac z redakcja, czy dany artykul bedzie mial wielki wplyw w danej dziedzinie nauki, czy nie. To na przyklad pozwala na publikowanie tzw. "wynikow negatywnych". Jestem wielkim zwolennikiem publikowania wszystkich wynikow, rowniez tych negatywnych, o ile tylko wyniki te sa generowane we wlasciwy sposob, zgodnie z metodami naukowymi.

      • ~Profesor PAN 17.02.2025 14:29

        Scientific Reports należy do grupy Springer Nature a HIndawi już nie ma - zostało kupionej przez Wileya a brand jest stopniowo wygaszany. Springer, Nature i Wiley to wydawnictwa drapieżne? Jak już tak szaleć, to doliczyłbym Elseviera, który w ostatnim czasie miał najwięcej wpadek. Coś zostanie?

        Patrzę na niektórych co bardziej zacietrzewionych i mam wrażenie, że mrówki chcą się włączyć w bijatykę słoni.

  • ~Komentator 17.02.2025 11:13

    Niedasizm w pełnej krasie. Prawie rok na nowelizację ustawy, która choćby tylko łagodziłaby opłakane skutki zdegenerowanego systemu ewaluacji nauki, to za mało? Ręce opadają...

  • ~opw 17.02.2025 10:09

    "Chciałabym przyczynić się do tego...."

    Z tego co kojarzę, badania pokazują, że to jak mówimy wpływa na to, jak działamy. I czy działamy. Tryb "chciałabym przyczynić się" sugeruje życzeniowość, brak zdecydowania, zwątpienie w swoje możliwości. "Przyczynię się" sugeruje natomiast zdecydowanie. Z okazji dnia nauki polskiej, życzę Pani ministrze, by nie chciała zrobić, ale zrobiła. I nich mówią czyny, nie słowa.

  • ~Naukowiec 17.02.2025 10:00

    "Poprawmy, co możemy, ale już bez znaczących zmian w ostatnim roku ewaluacji. Później, na szczęście, będzie czas na wprowadzenie większych zmian, które są oczekiwane."

    Zasady są kiepskie, ale obowiązują od lat i są wspólne dla wszytskich. Dlatego pierwsze zdanie jestem w stanie jakoś zrozumieć. Ale drugiego już nie. Jakie "później"? Czy ta Pani nie widzi, że "później" jest teraz, o ile już nie minęło? Przecież 2026 rok zacznie się za ~10 miesięcy i od 1 stycznia 2026 mają obowiązywać owe "nowe zasady" ewaluacji. Jeśli coś ma działać od 1 stycznia 2026 już teraz powinno być wszytskim znane, przedyskutowane, zaakceptowane (konsensus!) oraz wprowadzane (podpisane ustawy i rozporządzenia), tak by wszyscy mieszkańcy tego "domu", o którym Pani ministra malowniczo mówi, wiedzieli, w jakich warunkach mają mieszkać. I ewentualnie mieli czas szansę by dom zmienić, np. na USA, Nową Zelandię, czy UK....

    A oni (= ministersto) mają zamiar "później" (czyli kiedy? w 2026? 2027?) zastanawiać się jakie zmiany wprowadzać??? Przecież powielają patologię, którą teraz rzekomo chcą zwalczyć.

    Sorry, nie kupuję tego.

  • ~Obserwator 17.02.2025 09:49

    "Powstanie w ministerstwie Zespół do spraw..." - w tym momencie dziękuję za współpracę. Może niech zespoły już powołane wezmą się do pracy?

    • ~Profesor PAN 17.02.2025 10:01

      Może lepiej nie? Nie podejrzewam, by byli w stanie zrobić coś dobrego.

  • ~kk 17.02.2025 09:44

    Rada Szkolnictwa Wyższego i Nauki Związku Nauczycielstwa Polskiego postuluje ustawowe obniżenie pensum dydaktycznego o 60 godzin dla asystentów i adiunktów oraz 30 godzin dla profesorów. Jakie są na to szanse?


    Obecnie można przejść na stanowisko badawcze.

    Uczelnie mogą w procentach zdefiniować obowiązki na stanowiskach badawczo-dydaktycznych np. nie jak obecnie 45% i 45% tylko na przykład 65 i 25 dla obowiązków naukowych i dydaktycznych odpowiednio.


    Po co obniżać pensum ? Chyba po to by habilitanci i profesorzy mogli łatwiej kombinować

    • ~Obserwator bałaganu 17.02.2025 13:59

      Obniżą pensum wszystkim po równo, natomiast praca na uczelni nie rozkłada się równo. Więc ci co nic nie robią też będą mieli mniejsze pensum. Gratuluje. Znowu nieroby dostaną bonus. Tak samo było z podwyżkami, czy się stoi czy się leży równo się należy. Cała pseudo afera z papierniami to wiatr w żagle dla nierobów. Czy komuś udowodniono zakup artykułu? Pewien dr hab z Uniwersytetu w Opolu poobrażać kilka osób, narobił zamieszania a okazało się że jest tak słaby naukowo że RDN odmówił mu tytułu. Jeżeli kierunek zmian mają wyznaczać osoby które nic nie robią naukowo to na pewno nauka polska będzie widoczna na świecie.

      • ~xyz 17.02.2025 15:00

        Czyli Pana zdaniem problem papierni w polskiej nauce nie istnieje?

    • ~ZF 17.02.2025 12:57

      A asystenci i adiunkci mogą mieć obniżone pensum i to jest ok?

      • ~xyz 17.02.2025 19:56

        Tak, to jest ok. Bo to oni zapieprzają na tych nierobów "samodzielnych".

        • ~sdf 18.02.2025 09:26

          Taa, jasne. Jak już się zostanie tym "nierobem" samodzielnym, to dopiero się widzi, ile głupiej, ale niezbędnej roboty dochodzi. Wolałbym już chyba mieć taki zakres obowiązków, jaki miałem przed habilitacją.

  • ~maciej 17.02.2025 09:41

    "Podobnie z czasopismem – jeśli jest drapieżne, to trzeba się zastanowić, czy opublikowane w nim artykuły powinny być zaliczone do osiągnięć danego badacza."

    Słucham? A kto umieścił te drapieżne czasopisma na liście ministerialnej? Odpowiadam wprost: Ministerstwo.
    Wskażcie wprost, które czasopisma są drapieżne zdejmując je z listy. Tylko pamiętajcie o zasadzie lex retro non agit, bo naukowcy raczej nie są w stanie przewidzieć losów czasopisma, a na pewno nie było w stanie zrobić tego samo ministerstwo umieszczając drapieżne czasopisma na liście.

    Moje odczucie tej wypowiedzi jest takie, że zastanawiacie się czy karać kogoś za to, że publikuje zgodnie z Rozporządzeniem?

    Nie potraficie przez rok naprawić listy czasopism, a teraz grozicie, że na podstawie pewnych przesłane

    • ~Marcin 17.02.2025 13:36

      W najbliższej ewaluacji zasad już zmieniać się nie powinno (a wręcz nie wolno!). Ale zaraz po niej, całe MDPI powinno zniknąć z listy.

      • ~sdf 17.02.2025 13:55

        A dlaczego akurat MDPI, a nie np. Elsevier powiązany z ostatnimi aferami? Albo czasopisma grupy Nature, kasujące horrendalne pieniądze za OA? MDPI to po prostu wydawnictwo z dużą liczbą przeciętnych pism. Nie gorsze i nie lepsze od innych.

        • ~Profesor PAN 17.02.2025 15:02

          Lepsze. Sprawnie zorganizowane i co ważniejsze - przestało rosnąć wszerz przejmując i tworząc dziesiątki nowych pism i teraz rośnie w górę bardziej dbając o skład komitetów redakcyjnych i poważniej traktując recenzje. W wielu posmach rate od acceptance nie odstaje od podobnych pism innych wydawnictw. A teraz kiedy tradycyjne wydawnictwa też zaczęły domagać się haraczu za publikację, MDPI okazuje się wydawnictwem, gdzie publikuje się szybciej, taniej i wcale nie mniej wiarygodnie.

          • ~Teodor 19.02.2025 09:42

            Dlatego "drapieżne", że odważyło się skubnąć ten torcik, który podzieliły już między siebie wielka wydawnictwa. Może, aby środowisko naukowe przemyślało ideę green open access? Środki przeznaczane na publikacje w "drogich" czasopismach przeznaczyć na rozwój dobrych repozytoriów?

            • ~Profesor PAN 19.02.2025 10:50

              Z technicznego punktu widzenia byłby to tydzień pracy. Ale nie zdarzy się z dwu powodów:

              1. Pierwszym są wręcz przysłowiowe nieudacznictwo i niezdolność do porozumienia naukowców.

              2. Wydawnictwa zarabiają krocie. Nikogo za rękę nie złapałem ale bardzo bym się zdziwił, jakby części tej kasy nie wydali na "przekonanie" niektórych naukowców do swoich racji.

              Dlatego co bardziej zacietrzewionym żołnierzom frontu walki z MDPI zasugerowałbym zastanowienie się, czy są gotowi ginąć w nieswojej wojnie.

          • ~gae 18.02.2025 17:15

            Elsevier, usredniajac, juz dawno spadl ponizej poziomu MDPI... podobnie jak SciRep.

    • ~maciej 17.02.2025 09:50

      kontynuacja komentarza:

      że na podstawie pewnych przesłanek będziecie wyciągać konsekwencje nieprzewidziane w przepisach?

      Bo z tego co wiem, to obecnie żadna ustawa nie definiuje czasopisma drapieżnego, papiernictwa i nieuczciwych praktyk publikacyjnych.

      • ~Profesor PAN 17.02.2025 10:04

        Ale to tak frajda powymachiwać naukowcom kijem nad głową. By za dobrze się nie czuli.

  • ~Profesor PAN 17.02.2025 09:39

    Słowa, słowa, słowa, słowa... Ech, ile ja się ich nasłuchałem. Może by to robiło lepsze wrażenie, gdyby były z akompaniamentem.