Misją PAN jest działanie na rzecz rozwoju nauki, w służbie społeczeństwa i dla wzbogacania kultury narodowej, z zachowaniem najwyższych standardów jakości badań i etyki. Odnoszę wrażenie, że w ostatnich latach realizujemy tę misję coraz mniej skutecznie. Mówię „my” z pełną świadomością. Przecież to nie kto inny tylko akademicy decydują, w którą stronę Akademia ma zmierzać – mówi w rozmowie z FA prof. Adam Liebert, kandydat w wyborach na prezesa Polskiej Akademii Nauk.
W tym miesiącu, podczas 157 sesji Zgromadzenia Ogólnego PAN, odbędą się wybory prezesa Polskiej Akademii Nauk na kadencję 2027–2030. O fotel ubiegają się: prof. Marek Konarzewski (obecny prezes PAN), prof. Paweł Rowiński (wiceprezes PAN w latach 2015–2022, obecny dyrektor Instytutu Geofizyki PAN, prezes Europejskiej Federacji Akademii Nauk, ALLEA) oraz prof. Adam Liebert (dyrektor Instytutu Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN w latach 2014–2022). Kontynuujemy rozmowy z kandydatami, w których pytamy ich o kondycję Akademii i najważniejsze punkty wyborczego programu. Przed tygodniem opublikowaliśmy wywiad z prof. Pawłem Rowińskim, dziś kolej na prof. Adama Lieberta. Rozmawiał z nim Mariusz Karwowski.
Dlaczego zdecydował się pan kandydować?
Nie była to łatwa decyzja. Zajmuję się ciekawym obszarem badawczym (optyczne metody diagnostyki medycznej – przyp. MK), w którym ciągle jestem aktywny naukowo, a decyzja o kandydowaniu niesie za sobą de facto ewentualną konieczność obniżenia tej aktywności. Ale Polska Akademia Nauk, z którą związałem całe moje zawodowe życie, grzęźnie w działalności wsobnej. Rozmawiamy dużo o tym, jak PAN ma być ustrukturyzowana i zorganizowana do podjęcia działania, natomiast niewiele mówi się o tym, jakie działania należy podjąć. Chciałbym, żebyśmy przy okazji tych wyborów i po nich zaczęli wreszcie dyskutować o tym, co jest faktycznie do zrobienia, a nie o tym, jak Akademia ma się do tej pracy zorganizować.
Przyjęcie noweli ustawy o PAN może być dobrym punktem startowym do takiej rozmowy?
Jestem po wielu rozmowach z członkami PAN i spora część z nich podziela pogląd, że ustawa wcale nie jest fundamentalnym problemem z punktu widzenia Akademii. Wyzwania stojące przed PAN wymagałyby głębokich reform, a tych brakuje w procedowanym projekcie. Uważam, że Akademia może się rozwijać i wykonywać swoją funkcję także bez zmian ustawowych. Tym niemniej, projekt wprowadza rozwiązania korzystne z punktu widzenia PAN i jestem zwolennikiem jego przyjęcia, co zamyka dyskusję na ten temat.
Powiedział pan, że Akademia ugrzęzła…
Misją PAN jest działanie na rzecz rozwoju nauki, w służbie społeczeństwa i dla wzbogacania kultury narodowej, z zachowaniem najwyższych standardów jakości badań i etyki. Odnoszę wrażenie, że w ostatnich latach realizujemy tę misję coraz mniej skutecznie. Mówię „my” z pełną świadomością. Przecież to nie kto inny tylko akademicy decydują, w którą stronę Akademia ma zmierzać. Nie jest moją intencją przypisywanie komukolwiek winy za ten stan – sytuacja PAN jest odzwierciedleniem wielu procesów zachodzących w społeczeństwie i w świecie polityki. Musimy natomiast odnieść się do tego zaniechania i rozpocząć realne działania.
Poproszę o konkrety.
Ustawą premiera Jarosława Gowina dokonano rewolucji w systemie nauki. Zgromadzenie Ogólne PAN, czyli grono najwybitniejszych polskich profesorów, nie podjęło szerszej dyskusji na ten temat. Nie rozmawiano o głębokich zmianach w systemie przyznawania stopni naukowych i ewaluacji jednostek. To kwestie odnoszące się do systemu nauki. Ale dlaczego nie dyskutujemy ostatnio o kwestiach ważnych społecznie?
Jeszcze przed pandemią poruszaliśmy ważny problem pojawienia się kornika w Puszczy Białowieskiej. Wielu członków po tamtej dyskusji zmieniło zdanie w wyniku przedstawionych argumentów. To była arcyciekawa przygoda intelektualna, która spotkała się z szerokim oddźwiękiem medialnym. Społeczeństwo powinno wiedzieć o tym, że naukowcy o takich sprawach dyskutują i że nauka wskazuje rozwiązania problemów społecznych. Inny przykład to dramatyczny spadek poziomu wyszczepialności dzieci. W tym przypadku ZO PAN zajęło również stanowisko. Jednym słowem, pokazywaliśmy użyteczność nauki i naukowców. A dziś? Zaniechaliśmy tej ważnej działalności ze szkodą dla nauki, Polskiej Akademii Nauk, a przede wszystkim dla społeczeństwa.
Może członkowie Akademii nie czują potrzeby społecznej użyteczności?
Polska Akademia Nauk to grono światłych umysłów – powinniśmy być dla społeczeństwa swego rodzaju drogowskazem. Jest cała masa wyzwań, przed którymi stoimy jako społeczeństwo i państwo – demografia, system opieki zdrowotnej, bezpieczeństwo, klimat, sztuczna inteligencja. To tylko kilka przykładów. Komitety naukowe czy problemowe PAN powinny przygotowywać debaty o tych zagadnieniach, a następnie akademicy powinni przedstawiać wspólne stanowisko oparte na wiedzy i faktach, które społecznie rezonuje. Na bazie komitetów należałoby także powołać zespoły eksperckie, które na bieżąco odpowiadałyby na dezinformacje, które zalewają przestrzeń publiczną.
Zdaję sobie sprawę, że naukowcy przestali być słuchani, ale to nie znaczy, że jesteśmy zwolnieni z tych działań. Mamy to robić z własnej inicjatywy, mamy cały czas utwierdzać w przekonaniu, że istnieje źródło informacji opartej na wiedzy. Jej przekaźnikiem powinna być właśnie Polska Akademia Nauk.
Chce pan powiedzieć, że Akademia nie uczestniczy w dyskursie publicznym? Ostatnio przecież zorganizowano, i to w parlamencie, debatę o klimacie.
To bardzo cenna debata. Dodam, że z inicjatywy Komitetu Nauk Klinicznych PAN i senackiej Komisji Zdrowia od kilku lat odbywają się w Senacie prezentacje oficjalnych rekomendacji wypracowanych podczas kolejnych edycji Kongresu „Zdrowie Polaków”. Mam jednak przekonanie, że Akademia powinna się zwracać bardziej do społeczeństwa niż do decydentów. Należy stworzyć kanały komunikacji bezpośredniej, dlatego że politycy, stanowiący reprezentację społeczeństwa, pomyślą o nauce i zwiększeniu jej finansowania dopiero wtedy, kiedy Jan Kowalski zapyta na wiecu wyborczym o naukę.
I z tym wiąże się kolejny mój postulat – Akademia musi się stać liderem środowiska nawołującym do zwiększenia finansowania badań. Na razie na barykadzie walki o środki na naukę stoi raczej naukowa młodzież, i to chwalebne, ale uważam, że Polska Akademia Nauk powinna tu mieć wiodącą rolę. Wszyscy jako pracownicy nauki i edukacji akademickiej zdajemy sobie sprawę z tego, że nauka nie będzie się rozwijać przy obecnym finansowaniu. To naszym obowiązkiem jest inicjowanie kampanii na rzecz zmiany tej sytuacji, a nasz głos, głos PAN, powinien być szczególnie donośny i jednoznaczny: poprawa finansowania nauki przyniesie korzyści i państwu, i społeczeństwu. Oczywiście, żeby statystyczny Kowalski w to uwierzył, należy przeprowadzić rzetelną analizę, jak dzisiaj pieniądze na naukę są wydawane i na jakie konkretne cele tych środków potrzebujemy. Trzeba zatem stworzyć plan finansowania nauki, uwzględniający jej strategiczne priorytety.
Mówi pan o Akademii jako głosie środowiska w kwestii finansowania, a ja mam poczucie, że PAN powinna być w ogóle liderem nauki w Polsce. Jednak czy jej obecna sytuacja predysponuje ją do tego miana?
PAN powinna stać się wiodącym ośrodkiem refleksji nad długoterminową polityką naukową państwa. Dlatego należałoby zacieśnić współpracę z instytucjami reprezentatywnymi dla systemu nauki, w szczególności z Konferencją Rektorów Akademickich Szkół Polskich oraz całym ruchem towarzystw naukowych. Powinniśmy działać w partnerstwie z Polską Akademią Umiejętności i Towarzystwem Naukowym Warszawskim – dwiema instytucjami o tradycyjnie ważnej pozycji w polskim środowisku naukowym.
PAN dysponuje wyjątkowym potencjałem wynikającym z połączenia trzech filarów. Pierwszy to korporacja uczonych o uznanej pozycji międzynarodowej, rozpoznawalnych w przestrzeni publicznej, którzy wiedzą jak się uprawia naukę. Członkowie PAN powinni nadawać ton dyskusjom o ważnych problemach społecznych. Ich ekspertyzy powinny służyć wszystkim obywatelom.
Kolejny filar to komitety naukowe, z których każdy animuje konkretny obszar badawczy. To niezwykle ważna aktywność, ale mam wrażenie, że ten potencjał jest nie do końca wykorzystany w kontekście działań interdyscyplinarnych, międzykomitetowych. Widzę tu też duży problem z komunikacją komitetów ze społeczeństwem i konieczność wzmocnienia organizacyjnego, wsparcia komitetów przez administrację PAN.
I wreszcie trzeci filar, związany z codzienną pracą naukową, czyli instytuty PAN. To jednostki, które w mojej ocenie rozwijają się bardzo dobrze. Z uwagi na wielkość instytuty są bardziej elastyczne od uczelni, potrafią się w miarę szybko dostosować do prowadzenia nowych kierunków badawczych. Obecnie mają olbrzymie problemy kadrowe. Trudno się zresztą dziwić, skoro doktorant dostanie w instytucie PAN równowartość minimalnego krajowego wynagrodzenia, a na rynku pracy kilkakrotnie więcej. Ten problem odpływu potencjalnych kandydatów do kariery naukowej – także do zagranicznych ośrodków – dotyczy oczywiście także uczelni.
Mimo tych finansowych problemów, polscy naukowcy osiągają spektakularne sukcesy. Chciałbym, abyśmy w większym stopniu promowali osiągnięcia instytutów PAN oraz całego środowiska, a zapewniam, że jest się czym pochwalić. Ostatnio odwiedziłem Instytut Fizyki Jądrowej w Krakowie, gdzie z terapii protonowej skorzystało w ubiegłym roku ponad trzystu pacjentów. W Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, pod kierunkiem prof. Macieja Wojtkowskiego, powstał tomograf koherencyjny do oceny struktury siatkówki oka. Firma Scope Fluidics skutecznie skomercjalizowała technologie mikroprzepływowe rozwijane w Instytucie Chemii Fizycznej PAN. Przykładów takich społecznych korzyści wynikających z prowadzonych w Polsce badań naukowych jest więcej. One mówią o nauce uprawianej w naszym kraju tyle, że gdybyśmy zwiększyli jej finansowanie, to takich wyników byłoby więcej.
Jakie zadania widzi pan w tej sytuacji dla Polskiej Akademii Nauk?
Uważam, że we współpracy z wcześniej wspomnianymi partnerami PAN powinna zainicjować szeroką debatę nad stanem i przyszłością polskiej nauki, prowadzącą do wypracowania spójnej polityki naukowej państwa, zasad stabilnego finansowania badań oraz systemu oceny premiującego jakość, oryginalność, rzetelność i znaczenie społeczne badań. PAN powinna także zabiegać o ustanowienie spójnego i trwałego systemu doradztwa naukowego w strukturze państwa. Równocześnie Akademia powinna wzmocnić swoją rolę strażnika etyki naukowej. Środowisko naukowe z rosnącym zażenowaniem śledzi narastające problemy w systemie publikacji wyników badań naukowych. Akademia powinna znaleźć sposoby odnoszenia się do tych problemów. Należy rozważyć powołanie przez PAN otwartej platformy wydawniczej zapewniającej wysokie standardy recenzji i międzynarodową widoczność polskich czasopism.
PAN mogłaby być inicjatorem współpracy i ciągłych konsultacji pomiędzy Radą Doskonałości Naukowej, Komisją Ewaluacji Nauki, Radą Główną Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Konferencją Rektorów Akademickich Szkół Polskich, których celem byłoby wypracowywanie propozycji modyfikacji zasad działania systemu nauki w Polsce. W przeszłości takie konsultacje prowadziły do wypracowania użytecznych rozwiązań akceptowanych przez całe środowisko naukowe. Taka formuła współpracy powinna pozwolić na wypracowanie systemowych mechanizmów współpracy między instytutami naukowymi, badawczymi i uczelniami.
Niedawno minister zwiększył subwencję instytutom, w których średnie wynagrodzenie nie przekracza 10 tys. zł. Takie „dosypki” robi się praktycznie co roku. Czy to nie jest plaster na ropiejącą ranę?
Finansowanie instytutów powinno mieć charakter systemowy i długofalowy. Opowiem anegdotę: członkiem międzynarodowego komitetu doradczego w Instytucie Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN jest prof. Jos Vander Slotten, dziekan Wydziału Biomechaniki i Projektowania Inżynieryjnego na Katolickim Uniwersytecie w Leuven. Podczas jednego ze spotkań zwierzył się, że podjął decyzję kadrową, której konsekwencje finansowe będą odczuwane w perspektywie kilkuletniej, a on nie wie, jak będzie wyglądał wtedy budżet jego jednostki. Obawiał się, czy nie obciąży skutkami swoich następców. Odpowiedziałem mu, a rozmowa toczyła się w czerwcu, że ja nie wiem jeszcze nawet, ile będzie wynosiła subwencja dla instytutu na ten rok. W takiej sytuacji instytuty nie są w stanie podejmować żadnych perspektywicznych decyzji dotyczących swojego rozwoju.
Drugi, równie ważny aspekt, to podział środków między instytuty. Dziwię się, że ministerstwo podejmuje decyzje w tych sprawach bez rzetelnych konsultacji z Polską Akademią Nauk, z prezesem, ze Zgromadzeniem Dyrektorów. Corocznie słyszymy o „dosypkach” i konieczności dofinansowywania instytutów znajdujących się w dramatycznej sytuacji pod koniec roku. To świadczy o chronicznej niewydolności całego systemu finansowania instytutów. Decyzje o finansowaniu powinny być powiązane z analizą perspektyw rozwoju poszczególnych placówek.
Co pan proponuje?
Instytuty potrzebują partnerskiego mecenatu. To kierownictwo Polskiej Akademii Nauk powinno go zapewnić. Część dyrektorów instytutów nie czuje tego partnerstwa, co powoduje, że pojawiają się głosy wskazujące na możliwość wyłączenia tych instytucji spod mecenatu PAN. Uważam, że sposobem, aby temu zapobiec, jest roztoczenie przez korporację ścisłej opieki nad instytutami. Akademia powinna stworzyć silniejszy system wsparcia obejmujący pozyskiwanie dużych grantów, budowę konsorcjów (zwłaszcza interdyscyplinarnych czy międzydziedzinowych), wsparcie rozwoju karier młodych badaczy, profesjonalizację zarządzania, współpracę z uczelniami, obsługę prawną.
Chcę przypomnieć, że półtora roku temu prezes Polskiej Akademii Nauk rekomendował projekt ustawy, w którym decyzje dotyczące wyborów dyrektorów instytutów scedowano na Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Gdyby taki projekt został przyjęty, byłby to czarny dzień Akademii. Prezydium PAN zareagowało jednoznacznym stanowiskiem, wskazując, że miejsce instytutów jest i pod mecenatem, i pod nadzorem Polskiej Akademii Nauk. Kierownictwo PAN nie powinno podejmować działań, które zmierzają do wydzielenia instytutów spod tej opieki.
Jest pan drugim z kandydatów, który w rozmowie z nami, wskazuje na problem z integralnością Akademii.
Chcę powiedzieć bardzo wyraźnie: relacje między korporacją, kierownictwem Akademii, prezesem a instytutami powinny opierać się przede wszystkim na partnerstwie oraz na przekonaniu o niezależności naukowej, finansowej i organizacyjnej instytutów. Dyrektorzy podejmują poważne decyzje majątkowe, personalne i rolą prezesa nie może być ingerowanie w te decyzje. Ale jest grupa kilku instytutów, w przypadku których uprawnienia nadzorcze, leżące po stronie władz PAN, powinny być realizowane. Dla dobra samych instytutów i dla dobra PAN. Marka instytutu PAN musi mieć swoją wagę. Prof. Andrzej Legocki, były prezes PAN, powiedział kiedyś, że wartość kolekcji sztuki ocenia się na podstawie najmniej cennego jej elementu. Tak samo jest z instytutami: wartość całej sieci spada, jeżeli mamy instytuty, które nie dają sobie rady z funkcjonowaniem w obecnych realiach. W przypadku niektórych instytutów są wątpliwości co do jakości uprawianej w nich nauki. Ten problem podnoszony jest od lat. Konieczne jest przygotowanie racjonalnych planów naprawczych dla tych jednostek i planów ich restrukturyzacji oraz pozyskanie środków niezbędnych dla przeprowadzenia takich procesów z uwzględnieniem aspektów osobowych, konieczności racjonalnego wygaszania prac badawczych, zaopiekowania się kadrą i infrastrukturą oraz przeprowadzenia procesów majątkowych i prawnych.
Wspomniał pan o międzynarodowym komitecie doradczym. Takie ciała działają w nielicznych instytutach. Czy powinny być we wszystkich?
Jestem zwolennikiem takich komitetów, które stanowią miejsce dyskusji o istotnych problemach danego instytutu, ale w szczególności wskazują kierunek jego rozwoju. Są obszary badawcze, które trzeba wspierać i rozwijać, i takie, które wymagają zamknięcia, czy to z uwagi na zmiany trendów w nauce, czy z powodu zapaści kadrowej. Takie trudne decyzje należy podejmować dla dobra nauki, a międzynarodowy komitet doradczy służy wsparciem w takich przypadkach.
Ale nikt nie może zastępować samej Akademii. Przypomnę, że instytuty podlegają systematycznym ocenom eksperckim, które przeprowadzają Rady Kuratorów w Wydziałach. Oceny te zawierają zwykle bardzo wartościowe uwagi dotyczące poziomu naukowego i pespektyw rozwoju jednostki. Fundamentalnym problemem instytutów jest ich chroniczne niedofinansowanie. We wspólnym oddziaływaniu dyrektorów oraz kierownictwa Akademii na społeczeństwo i decydentów widzę szansę na poprawę sytuacji finansowej instytutów.
Jak pan postrzega organizację PAN? Czy w obecnej rzeczywistości taka formuła się sprawdza?
Pojawiają się propozycje wyłączenia instytutów do odrębnej sieci, którą miałby nadzorować minister nauki. Jestem przeciwnikiem takiego rozwiązania, które jest niebezpieczne dla instytutów. Znamy przykłady placówek naukowych podległych ministrom, w których dyrektorów wymienia się bardzo często, a decyzje dostarcza faksem. Opowiadam się za obecnym systemem wyłaniania kierownictwa instytutów naukowych PAN. Dyrektorzy powoływani są na czteroletnie kadencje, daje to pewną systematyczność i stabilność zarządzania placówkami.
Pojawia się też propozycja, żeby to PAN dystrybuowała środki między instytuty. Historycznie tak już było – Akademia miała pieniądze z budżetu państwa, które rozdzielała między instytuty. Uważam, że powrót do tego sposobu finansowania instytutów nie jest obecnie możliwy.
Natomiast jeśli chodzi o komitety naukowe i problemowe PAN, to jest to jeden z kluczowych elementów konstytuujących Akademię. Zapewniają one bezpośredni kontakt PAN z szerokim środowiskiem naukowym. Decyzją prezydium PAN komitety muszą umieszczać w swoich uchwałach oświadczenie o tym, że nie jest to stanowisko całej Akademii. W komitetach bardzo źle to odebrano, jest to traktowane jako wotum nieufności PAN w stosunku do tych ciał. Uważam, że Akademia nie powinna unikać odpowiedzialności za uchwały komitetów, strzec wolności nauki i zapewniać szeroką komunikację wyników eksperckich działań komitetów.
Pisał pan niedawno, że „Akademia potrzebuje nie tyle reformy organizacyjnej, co reformy sposobu myślenia, efektywności działania i zakresu oddziaływania. Reforma taka powinna zaktywizować członków Akademii, członków komitetów PAN, pracowników instytutów naukowych oraz sympatyków PAN do wspólnego działania na rzecz realizacji misji Akademii i prowadzić do istotnej zmiany nastawienia społeczeństwa i decydentów do nauki i samej Akademii”. Widzi pan w tym zadanie dla prezesa PAN?
Polska Akademia Nauk jest tak ukonstytuowana, że fundamentalna rola w inicjacji takich działań leży po stronie jej prezesa. To prezes PAN wraz z całym kierownictwem powinien motywować do wspólnego działania, tworzyć do niego warunki i monitorować postęp projektów. Powinien także budować wspólnotę z innymi instytucjami reprezentującymi polskie środowisko naukowe. W kierownictwie chciałbym widzieć osoby aktywne, doświadczone, z poważnymi kompetencjami zarządczymi, rozumiejące różne aspekty polskiego życia akademickiego.
Jestem pod wpływem książki „Dark Academia” prof. Petera Fleminga, który twierdzi, że uniwersytety umierają z powodu przeniesienia środka ciężkości decyzyjnej z ciał kolegialnych, które przez wieki były jądrem funkcjonowania świata akademickiego, na jednostkę, CEO, który liczy się tylko z wynikiem ekonomicznym, nie oglądając się na realizację misji. Tymczasem w działaniach różnego rodzaju gremiów kolegialnych misja miała pierwszorzędne znaczenie. Szukano kompromisu, ucierano stanowiska, negocjowano. Sam jestem wielkim zwolennikiem dyskusji, rozmowy, wymiany poglądów. Uważam, że w każdej sprawie można znaleźć takie rozwiązanie, które nie będzie zgniłym kompromisem, i zostanie zaakceptowane przez zdecydowaną większość. Właśnie takie działanie w środowisku akademickim jest mi bliskie.
Zarządzanie PAN musi być w większym stopniu oparte na decyzjach kolegialnych i reprezentatywności tych ciał. Decyzje powinny być w większym zakresie konsultowane i uzgadniane z przedstawicielami Wydziałów i Oddziałów, Zgromadzenia Dyrektorów Instytutów Naukowych, Rady Przewodniczących Komitetów PAN i Akademii Młodych Uczonych. Członkowie PAN, dyrektorzy instytutów, przewodniczący komitetów powinni być na bieżąco informowani o działaniach kierownictwa PAN. Uważam, że funkcja prezesa PAN powinna być sprawowana w myśl zasady primus inter pares. Zadaniem prezesa jest bowiem integrowanie środowiska, inicjowanie wspólnych działań i budowanie kompromisu.
Rozmawiał Mariusz Karwowski
Prof. Adam Liebert jest inżynierem biomedycznym, jednym z czołowych specjalistów w zakresie biocybernetyki, biopomiarów i optycznych metod diagnostyki medycznej. Od początku kariery związany z Instytutem Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN, którego dyrektorem był w latach 2014–2022. Kieruje Pracownią Pomiarów Biofizycznych oraz Zakładem Obrazowania i Pomiarów Biofizycznych. Od 2020 roku przewodniczy Komitetowi Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN.
Chciałbym się odnieść do ciał kolegialnych – działanie uczelni trudno wprost odnieść do działania instytutów ze względu na inną skalę działania, rozbieżność tematyki, a także sposobu działania jednostek uczelni.
Ciała kolegialne na uczelniach są niezwykle istotne – trudno się nie zgodzić, jednak instytut działający w ramach uczelni lub samodzielnie, powinien mieć dyrektora, który pokazał wcześniej, że potrafi zbudować dobry zespół i sprawnie nim zarządzać. Taki dyrektor, wybierany nie przez ministra, tylko przez środowisko naukowe określonej dziedziny, na podstawie jasnych, uniwersalnych kryteriów, powinien mieć w instytucie bardzo silną pozycję i niemal pełną swobodę działania w decyzjach kadrowych, płacowych i inwestycyjnych.
Instytut powinien otrzymywać finansowanie statutowe badań na poziomie, na którym przerwa między grantami nie spowolni pracy zespołów badawczych i pozwoli im pracować w trybie ciągłym. To samo powinno dotyczyć instytutów działających w ramach uczelni: stanowisko dyrektora za osiągnięcia, a granty na realizację najlepszych pomysłów. Dyrektorzy powinni zmieniać się co kilka lat, żeby, żaden z nich nie utracił kontaktu z pracą naukową z powodu obowiązków administracyjnych: podział instytutu na kilka mocnych departamentów powinien pozwolić na sprawną rotację dyrektorów i wicedyrektorów.