Aktualności
Sprawy nauki
08 Stycznia
Źródło: www.uj.edu.pl
Opublikowano: 2025-01-08

Chcą więcej dobrej jakościowo nauki

Mam cichą nadzieję, że nasze postulaty staną się wskazówką dla innych, w tym dla resortu nauki, który prędzej czy później będzie musiał podjąć się reformy systemu. To nieuniknione – mówi dr Krzysztof Szade, biotechnolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który wraz z ośmiorgiem innych badaczy od kilku miesięcy forsuje potrzebę zmian na uczelni. 

Kwiecień ubiegłego roku, apogeum kampanii wyborczej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Tym razem o fotel rektora walczy czworo prorektorów. Właśnie wtedy, nieco ponad trzy tygodnie przed głosowaniem, ukazuje się list o konieczności wprowadzenia projakościowych zmian na najstarszej polskiej uczelni. „Chcemy uczynić Uniwersytet Jagielloński wiodącą instytucją naukową nie tylko w Polsce, ale także na arenie międzynarodowej” – piszą autorzy. I dodają: „Wprowadzenie zmian będzie zadaniem ambitnym i wymagającym determinacji, lecz to jedyna droga do przełamania obecnego status quo, które hamuje rozwój doskonałości naukowej”.

Pod listem podpisało się dziewięcioro naukowców z pięciu uczelnianych jednostek, to laureaci grantów European Research Council bądź kierownicy centrów Dioscuri. Mimo że od publikacji minęło już dziewięć miesięcy – w międzyczasie doszło do zmiany władz rektorskich, a jeden z sygnatariuszy zanim odebrał „polskiego Nobla” ogłosił, że w czerwcu 2025 roku… kończy pracę w Polsce – to autorzy nie tracą nadziei. Temat wprawdzie nie poszedł w zapomnienie, powiedziano już nawet „sprawdzam” nowej ekipie rektorskiej, ale chciałoby się wreszcie móc zobaczyć na horyzoncie pierwsze jaskółki zmian.

Każda reforma jest na początku bolesna, bo zmienia dotychczasowe reguły gry. Nasz uniwersytet jest jednym z liderów nauki w Polsce i gdzie, jeśli nie tu, wprowadzać najlepsze standardy. To konieczność, inaczej świat całkiem nam odjedzie. Polska jest w czołówce europejskich gospodarek, ale naukowo wleczemy się w ogonie – bez ogródek zaczyna naszą rozmowę dr Krzysztof Szade.

Do czego mają wracać?

Termin opublikowania listu nie był przypadkowy. Kiedy, jak nie w trakcie kampanii wyborczej, pytać o kierunki rozwoju uczelni, od kogo, jak nie od kandydatów do najważniejszego fotela, oczekiwać jasnych deklaracji, wreszcie – dlaczego nie miałyby to być propozycje z katalogu tych rewolucyjnych.

To nie żadna rewolucja – zaprzecza dr Ewa Chrostek. – Jeżeli są naukowcy, którzy chcą robić dobrą naukę, a nie mają gdzie prowadzić swoich badań, podczas gdy część laboratoriów jest niewykorzystywana, to trzeba to zmienić, dostosować bazę do potrzeb. Walczę o to, choć ja mam swój lab, ale chcę, żeby nowych grup, grantów ERC było na UJ więcej. Podpisałam się pod listem bez chwili wahania – dodaje.

Kiedy więc studenci podnosili wobec kandydatów kwestię akademików, pracownicy administracji – warunków pracy, kilkoro laureatów prestiżowych grantów zasygnalizowało konieczność poprawy jakości uprawianej na UJ nauki.

Mówiąc najogólniej, chcieliśmy – i nadal to podtrzymujemy – wprowadzić więcej nowoczesności. System działania, i to w każdym obszarze, jest niczym z poprzedniej epoki, która już dawno – wydawałoby się – odeszła w zapomnienie. Pociąg nam odjeżdża, a my się temu tylko przyglądamy. Dlatego zapytaliśmy kandydatów, jaka jest ich wizja dalszego rozwoju. Mimo że reprezentujemy różne dyscypliny, łączy nas dążenie do szeroko pojętej projakościowej zmiany, widzimy taką konieczność, dla nas to oczywiste – tłumaczy K. Szade.

Na macierzystą uczelnię wrócił po stażu podoktorskim w Stanfordzie. Zbudował własną grupę, zainicjował samodzielne badania, z powodzeniem ubiegał się o ERC StG (2021). Przyznaje, że gdyby go nie dostał, prawdopodobnie byłby już poza nauką, a nawet jeśli, to na pewno nie w Polsce. I przekonuje, że ścieżką obraną przez niego podąża wielu, lecz przez brak wsparcia prędzej czy później rezygnują, w efekcie czego Polska traci znakomitych badaczy.

Świadomie zdecydowałem się na powrót do kraju i chcę zrobić wszystko, by w dłuższej perspektywie takich osób było więcej. Kluczowe wydaje mi się, by nie odstraszać ich przed przyjazdem tutaj. Promujemy mobilność – wyjeżdżajcie na postdoka, uczcie się robić dobrą naukę – ale do czego później mają wracać, nikt ich tu nie wyczekuje – mówi.

Wśród propozycji zmian wskazano, m.in. udostępnianie zasobów w oparciu o aktualnie prowadzone badania, a nie – o historycznie określoną strukturę wewnętrzną. Zasada: mam swój zakład, to moje królestwo i nikt nie ma tu prawa wstępu, powoduje, że część labów stoi przez jakiś czas pusta, a tracą na tym bardziej aktywni badacze.

Jeżeli ktoś ma do dyspozycji laboratorium, w którym rzadko bywa, zaprośmy kogoś z zagranicy, albo ludzi wracających po stażach zagranicznych, którzy stworzą nowe grupy badaczy aktywnie starających się o granty, w tym te z ERC. Przy rozdzielaniu powierzchni wedle działalności naukowej konieczna jest rzetelna, samokrytyczna ocena. Wiadomo, w jednych miejscach jest lepiej, w innych gorzej, ale trzeba się z tym zmierzyć – nie ma wątpliwości biotechnolog z UJ.

Inny z postulatów to przejrzyste i niezależne konkursy na stanowiska. Jak przyznaje mój rozmówca, nie tak wcale rzadko dochodzi do dziedziczenia stanowisk, a więc awansowania nowych kierowników wyłącznie w obrębie członków grup.

Kiszenie się we własnym sosie niczemu i nikomu nie służy. Na UJ pracuje wielu dobrych naukowców, ale kolejni, nawet jeśliby chcieli, nie mają szans się dostać. Trzeba dopuścić ludzi z zewnątrz, oczywiście według kryteriów jakościowych – zauważa K. Szade.

Koło zamachowe nauki

Zaapelowano również o tworzenie miejsca dla nowych niezależnych grup badawczych. Ten postulat jest najbliższy dr. hab. inż. Rafałowi Kucharskiemu. Zgłaszał go już rok temu, przy okazji akcji „Nauka do naprawy”. Jego zdaniem takie zespoły mogą infekować uczelniany ekosystem innym sposobem prowadzenia nauki i przełamywać skorupę tradycji i nawyków.

To warunek konieczny do tego, żeby uczelnia się rozwijała – nie ma wątpliwości. – Trzeba zadbać o przyciągnięcie liderów, których powinno się wybierać w transparentnych konkursach. W ten sposób pozyskamy najlepszych badaczy, spośród tych, którzy chcą u nas pracować.

Jak sam przyznaje, gdyby nie ERC StG, po który sięgnął w 2022 roku, byłby dziś w zupełnie innym miejscu. Mógł samodzielnie zatrudnić nowe osoby, powiększył tym samym swoją grupę, ma dziś swobodę naukową, prowadzi duże badania. Nawet nie potrafi sobie wyobrazić pracy w innych warunkach. A ponieważ grant dostał tuż po powrocie z postdoka na Technische Universiteit Delft (Niderlandy), to na szczęście nie zdążył jeszcze przeżyć rozczarowania, jakiego doświadcza część naukowców w związku z brakiem albo niewystarczającym poziomem finansowania ich projektów.

Mam bardzo dobre warunki i nie widzę żadnych strukturalnych ograniczeń, które mogłyby mnie jakoś wiązać. To za sprawą grantu ERC, ale też wsparcia, jakie daje mi Wydział Matematyki i Informatyki. Uważam UJ za świetne miejsce do robienia nauki, natomiast nam chodzi o to, żeby labów podobnych do tych, które mają grantobiorcy ERC, było więcej. Jest ich mało i co gorsza nie staramy się jako uczelnia, żeby zmienić ten stan rzeczy – podkreśla.

Zdaniem autorów listu, nowe grupy badawcze to koło zamachowe nauki. Idealnym przykładem niech będą Centra Dioscuri. Działa ich w Polsce osiem, ale tylko trzy uczelniane – wszystkie właśnie na UJ. Wyselekcjonowani kandydaci, choć mogliby prowadzić badania w Niemczech czy Szwajcarii, aplikowali o to, żeby właśnie w Polsce zakładać swoje zespoły.

Jeśli moglibyśmy tworzyć więcej takich grup, byłby to najefektywniejszy sposób na szybkie uzdrowienie polskiej nauki. A jak to robić? Otwierać konkursy, w których oferuje się dobre warunki. I co istotne, w kontekście ostatnich doniesień z kilku polskich uczelni, jak Politechnika Śląska czy Gdańska, nie tylko aktywnie starać się o kandydatów, ale też robić dokładną ich selekcję. Nie sztuka wziąć sobie kogoś z wysokim indeksem Hirscha i dać mu pieniądze, bo tak można trafić na oszusta. Znacznie trudniej wyjść poza bibliometrię i opierać się przy wyborze kierowników grup na uznanych autorytetach w panelach recenzenckich. Wbrew pozorom środki na to są, ale potrzeba bardziej efektywnej ich alokacji – wskazuje R. Kucharski.

Wszystkie zgłoszone w liście problemy, zauważa z kolei K. Szade, mają jeden wspólny mianownik – to struktura, w jakiej muszą obecnie funkcjonować. Jest skostniała, zamknięta, brak w niej miejsca dla osób, które dopiero wchodzą do nauki.

Otwierając się na ludzi z zewnątrz, kierując się zasadami projakościowymi, zapraszając do współpracy niezależne ciała, które pomogą w ocenianiu, zbliżymy się do standardów obecnych na Zachodzie. Teraz wygląda to tak, że najpierw ustalamy zasady, a potem sami według nich się oceniamy. Kończy się to tym, że zawsze wypadamy świetnie, jesteśmy najlepsi. Gdyby wprowadzić rozwiązania, wcale nie nowe, istniejące już na zachodnich uczelniach, myślę, że wiele z naszych problemów udałoby się rozwiązać – przewiduje K. Szade.

Drzwi szeroko otwarte

Na tle polskich uczelni UJ wygląda bardzo dobrze. Znacznie gorzej rysuje się sytuacja w kontekście globalnym czy nawet europejskim. Wówczas atrakcyjność najstarszej polskiej Alma Mater radykalnie spada.

To nie jest miejsce, które w naturalny sposób przyciągałoby naukowców chcących założyć swoją grupę. To nie jest też wymarzony kierunek dla doktorantów. Jednym słowem, nie ściągamy najlepszych talentów. W tym aspekcie mamy bardzo dużo do nadrobienia – twierdzi R. Kucharski i dodaje: – Patrząc na potencjał polskiego PKB, to nasze najlepsze uczelnie powinny jak równy z równym stawać do wyścigu o talenty na wszystkich szczeblach kariery naukowej. Nie chodzi o to, by podbierać ludzi z Oxfordu czy ETH w Zurichu, ale by w ogóle mieć konkurencyjną ofertę, zbudować ekosystem realnie wspierający badania naukowe.

Jego zdaniem, i podkreśla, że to nie kurtuazja, UJ jest najlepszym miejscem w Polsce do realizacji grantu ERC. Ostatnio przeniesiono tu nawet jeden z Uniwersytetu Helsińskiego.

To nie przypadek, mamy bowiem możliwości, żeby ściągać świetnych naukowców. Chodzi teraz o to, żeby te drzwi otworzyć jeszcze szerzej. Granty ERC pokazały, że można w Polsce założyć grupę, która będzie konkurować i o ludzi, i o badania naukowe ze światową czołówką. Zespołów z takim wsparciem jest jednak za mało, by decydowały one o całym ekosystemie. Przy czym naukowców z potencjałem pozwalającym się w to włączyć jest sporo, ale niewielu się włącza. Jako grantobiorcy ERC mamy wyjątkowe warunki, natomiast problemem jest to, że nie robi się nic, by były one dostępne dla większego grona.

Wspomniany przez niego grant z Finlandii należy do dr. hab. Kamila Mamaka. Na jego powrocie do Krakowa nie zaważyły jednak kwestie jakości nauki, lecz względy rodzinne. Z kolei w przypadku dr Ewy Chrostek zadecydował… brexit. Żeby móc realizować swój ERC StG (2022) musiała po pięciu latach opuścić Uniwersytet w Liverpoolu. Dostała kilka atrakcyjnych propozycji z zagranicznych instytucji, ale znajomi polecali jej też Uniwersytet Jagielloński jako bardzo dobre miejsce do pracy. Pod Wawelem skończyła studia, później zrobiła doktorat w Portugalii, przez dwa lata pracowała w Berlinie. Nie chciała zaczynać w kolejnym miejscu od zera, stwierdziła, że woli coś, co już zna.

Pracuję w Instytucie Nauk o Środowisku, nie jestem częścią żadnego zakładu, mam swoje laboratorium, podlegam bezpośrednio szefowi instytutu – to struktura, którą znam z zagranicy i bardzo mi odpowiada. Rozmawiałam też z paroma placówkami w Warszawie i w Gdańsku i żadna nie była mi w stanie zapewnić przestrzeni, której potrzebuję do pracy. Badam owady, prowadzę hodowle komórkowe, one potrzebują osobnych pomieszczeń i był problem, żeby komuś z krótkim stażem pracy udostępnić od razu aż taką powierzchnię – wspomina.

Na UJ nie było z tym kłopotu. Dostała m.in. 1 mln zł na przystosowanie pomieszczeń, zakup dobrego sprzętu. Stworzyła insektaria z prawdziwego zdarzenia. Jest tak, jak miało być. Ale zdarza się, że i jej opadają ręce.

W codziennej pracy najbardziej dokuczają ograniczenia administracyjne. Jak chcę kupić taboret laboratoryjny, to potrzeba na to odpowiedniej zgody. Bardzo mnie też dziwi, że kiedy minister daje podwyżki, to staje się to moim problemem. Trzeba uruchomić całą machinę administracyjną, żeby się dowiedzieć, z jakich środków mają być one wypłacone. Przyjeżdżając do Krakowa przebudżetowałam grant, a po kilku miesiącach okazuje się, że jednak brakuje nam na wynagrodzenia. Taka dynamiczna sytuacja wytrąca mnie z równowagi, przynajmniej na chwilę. Dobrze byłoby wiedzieć, co nas czeka i jak ktoś daje podwyżkę, żeby szły za tym pieniądze – mówi.

Największą barierę dostrzega jednak w braku stabilności zatrudnienia i przejrzystości polityki kadrowej.

Mam w tej chwili umowę na czas określony, na 5 lat, czyli do końca grantu. Co dalej? Nie wiadomo. Dobrze się czuję w miejscach ustrukturyzowanych, w których wiadomo, co z czego wynika. Zdaję sobie sprawę, że sztywne kryteria nie zawsze są dobre, ale ich totalny brak powoduje moją niepewność. Mobilność nie jest dla mnie niczym nowym, jeśli gdzieś będą lepsze warunki, to się przeniosę, niemniej fajnie byłoby mieć po prostu świadomość kryteriów, jakie rządzą przedłużaniem zatrudnienia – twierdzi.

W swojej grupie ma osoby z zagranicy: dwie z Indii, jedną z Białorusi. Inna kandydatka odrzuciła jej ofertę, ale nie z uwagi na sceptycyzm co do rozwoju polskiej nauki, lecz z powodu wojny w Ukrainie.

Zagraniczni kandydaci kierują się renomą laboratorium, my zaczynaliśmy jego tworzenie praktycznie od zera, to nie była świetna oferta dla kogoś rozpatrującego start swojej kariery. Natomiast wydaje mi się, że jeżeli uda mi się ten grant doprowadzić do końca, to już nie będzie problemu z rekrutowaniem badaczy z Zachodu.

Przyznaje, podobnie jak pozostali moi rozmówcy, że jako grantobiorcy ERC czy Dioscuri mają się na Uniwersytecie Jagiellońskim niczym pączki w maśle. Dostają dodatkowy budżet, mają zapewnioną obsługę administracyjną, do tego project managera. O co więc im jeszcze chodzi – mógłby ktoś zapytać. Mają dużo, a chcą jeszcze więcej?

Nasze warunki rzeczywiście są bardzo dobre. Ale chcemy pracować w środowisku, które jest nowoczesne i zapewnia rozwój naukowy nie tylko tym z europejskimi grantami, lecz wszystkim ludziom aktywnym, starającym się uprawiać dobrą naukę. Nasze postulaty wynikają z potrzeby pracy w środowisku sprzyjającym naukowej jakości – precyzuje K. Szade i dodaje, że celem jest taka reforma systemu, która w dłuższej perspektywie zaowocuje większą liczbą grantów ERC. – Jeśli po 17 latach nie mamy ich, jako Polska, nawet stu, to widać, że coś zawodzi.

Poczuli się zobligowani, by coś z tym zrobić. Ich inicjatywa nie przeszła niezauważona, list pojawił się nawet na mediach społecznościowych European Research Council. Ale na uczelni wzbudził skrajne reakcje. Z jednej strony słychać było głosy poparcia, także od doświadczonych naukowców, którzy starają się o grant ERC i mierzą się właśnie z zasygnalizowanymi problemami. Lecz nie zabrakło i takich: nie macie w ogóle prawa pisać takich rzeczy, dostaliście grant ERC i się wymądrzacie, jesteście bezczelni, bo powinniście wcześniej zapytać, czy możecie zabrać głos w tej sprawie.

Chyba wszystkim zależy, by była tu i dobra dydaktyka, i dobra nauka. Otwórzmy się więc na dyskusję, jak to zrobić. Jestem świadomy tego, że część ludzi boi się zmian. Tym niemniej, uważamy, że najwyższy czas, by zdecydować, czy coś zmieniamy, czy nie – kwitują moi rozmówcy.

Ani bliżej, ani dalej

Do ich propozycji odnosili się również kandydaci na rektora. Kampania rządzi się jednak swoimi prawami, poza tym wiadomo, że szansę wdrożenia postulatów będzie miał tylko zwycięzca. Wybory wygrał prof. Piotr Jedynak, który nie tylko zapewniał o swojej przychylności dla projakościowych zmian, ale zaprosił też sygnatariuszy listu na rozmowę o szczegółach. Słowa dotrzymał, pierwsze ze spotkań odbyło się w grudniu.

Władze rektorskie muszą mieć na względzie cały uniwersytet, nie tylko naszą grupę. Doceniamy chęć rozmowy, natomiast do jakichkolwiek zmian droga daleka. To nie jest jeszcze etap konkretnych wniosków i rozwiązań. Zdajemy sobie sprawę z tego, że kroki, które proponujemy, będą niepopularne, a więc i opór przed nimi jest duży. Brakuje jeszcze jasnej wizji, jak to wszystko mogłoby wyglądać i jak przekonać tę najbardziej oporną część środowiska. Liczymy jednak na długofalową współpracę z rektorem w tym zakresie – mówi K. Szade.

Wstępnie dostali zapewnienie o zwiększeniu wsparcia dla składających wnioski grantowe do ERC. Planowane jest zatrudnienie profesjonalnej ekipy, która ma polepszyć jakość aplikacji. Kolejnym krokiem, już ze strony inicjatorów apelu, ma być przedstawienie konkretnych rozwiązań. Pomysły, jak wykorzystać środki do wsparcia projakościowej polityki i w jaki sposób zachęcić ludzi, by stali się katalizatorami zmian, już są. Być może uruchomione zostaną specjalne programy, które powiążą fundusze z reformami.

Na razie nie jesteśmy ani bliżej, ani dalej celu. Nie usłyszeliśmy dotąd żadnego realnego planu, natomiast jest np. wola do tego, by wykorzystać ideę naszego listu przy aplikacji w kolejnym konkursie IDUB – zdradza Rafał Kucharski.

Z kolei Krzysztof Szade nawiązuje do ostatnich inwestycji infrastrukturalnych.

Potrafiliśmy zbudować świetny kampus, mamy znakomite warunki, odwiedzają mnie koledzy z zagranicy: Słuchaj, rewelacyjnie to wygląda – mówią. Tylko że baza to jedno, ale żeby ją w pełni wykorzystać, trzeba zreformować strukturę działalności naukowej. Na razie, przyznaję, to jak walenie głową w mur – frasuje się, po czym dodaje: – Być może to bolesne, co powiem, ale dalsze wkładanie dodatkowych pieniędzy, czy to będzie 3% PKB, czy mniej, w taką strukturę jak obecnie, w imię zasady każdemu po równo, nie ma sensu. Oczywiście jako środowisko musimy walczyć o zwiększenie wydatków na naukę do poziomu krajów rozwiniętych, ale jednocześnie musimy reformować naszą strukturę naukową. W przeciwnym razie te dodatkowe środki niczego nie uzdrowią, a tylko pogłębią stan, który jest obecnie.

Ewa Chrostek nie sądzi, by to, co proponują, było zbyt wysoko postawioną poprzeczką.

Te zmiany mają na celu podniesienie jakości nauki. Chciałabym, żeby więcej osób miało takie warunki, jak ja. Wszyscy na tym skorzystamy. Wydaje mi się, że to zupełnie inna sytuacja, kiedy pracujemy na swój sukces, nie musimy uwzględniać istniejących układów i prosić o pozwolenie na realizację projektu. Nasze postulaty wychodzą naprzeciw zapotrzebowaniu takich ludzi, którzy narzekają na przykład na brak przestrzeni laboratoryjnej, albo nie mają stanowisk między grantami. Instytucje zagraniczne, w których pracowałam, dają sobie z tym radę i nie widzę przeszkód, by i w Polsce nie było to możliwe.

Przygotowując ten tekst, chciałem poznać również zdanie władz rektorskich, zarówno co do samych postulatów, jak i możliwości ich realizacji. Na początku grudnia ub.r. wysłałem do biura prasowego UJ maila w tej sprawie. Do dziś czekam na odpowiedź.

My jesteśmy tylko jednym elementem tego mechanizmu, który chce zmieniać naukę. Prawda jest jednak taka, że postulaty z wielu różnych środowisk akademickich są ostatnio zaskakująco zbieżne. Oczywiście, nie będziemy wychodzić na ulicę, demonstrować ani pikietować pod ministerstwem, chociaż jakiś czas temu było blisko. Natomiast wybieramy dyskusję i widzimy, że zaczyna to odnosić skutek. Mam cichą nadzieję, że pójdzie to w zaproponowanym przez nas kierunku, a nasze postulaty staną się wskazówką dla innych, w tym dla resortu, który prędzej czy później będzie musiał podjąć się reformy systemu. To nieuniknione – podsumowuje Krzysztof Szade.

Mariusz Karwowski

Pod listem podpisali się także: Szymon Chorąży (ERC StG 2022), Mikołaj Frączyk (Dioscuri 2022), Sebastian Glatt (ERC CoG 2020), Przemysław Nogły (Dioscuri 2022), Dawid Pinkowicz (ERC CoG 2022), Mateusz Sikora (Dioscuri 2022).

Dyskusja (36 komentarzy)
  • ~Paweł Płatek 11.01.2025 13:24

    Reprezentuję środowisko, którego istnienie jest uwarunkowane rezultatami projektów badawczych możliwymi do zaimplementowania w otoczeniu społeczno-gospodarczym.

    Ale moja uwaga dotyczy zupełnie czego innego. Obserwując gorącą dyskusję, nie tylko pod tym postem, SMUCI MNIE BARDZO, że znaczna część dyskutantów (dyskutantek?), jak mniemam z polskiej nauki, ukrywa się pod pseudonimami, nickami i inicjałami.

    Czy też w ten sposób podpisujecie się Szanowni Państwo pod swoimi publikacjami? Gdy na swoich uczelniach wchodzicie w dyskusję naukową, czy też ukrywacie się za parawanami i zmieniacie głos, aby nie zostać rozpoznanym?

    Poziom dyskusji na tym forum (w końcu akademickim) może zawierać treści kontrowersyjne, polemiki, ale żeby być anonimowym? To po prostu w tym środowisku nie powinno mieć miejsca.

    • ~Profesor PAN 11.01.2025 14:35

      Jak zagwarantuje pan swoim majątkiem i zdrowiem, że nikt nigdy, przenigdy nie użyje wyzwiska, zrezygnuję z tego obyczaju. Wie pa, ja źle znoszę obelgi.

  • ~Alicja Józkowicz 10.01.2025 03:18

    To bardzo racjonalne postulaty i działania zgodne z potrzebami znacznie szerszego grona osób, dla których priorytetem jest nauka. Powiedziałabym, że to postulaty bardzo pro-uniwersyteckie: udostępnianie zasobów w oparciu o aktualnie prowadzone badania i nie raz na zawsze, dostęp do istniejącej na uniwersytecie infrastruktury, jasne kryteria przedłużania zatrudnienia, czyli perspektywa stabilizacji zawodowej - nie w wersji "czy się stoi czy się leży lab i etat się należy", ale pewność, że wypełnienie konkretnych kryteriów pozwala planować dalszy ciąg prac bez startowania co dwa lata od zera. Opieranie się przy ocenie badań i wyborze kierowników grup na panelach recenzenckich? - oczywiście. Tylko jeden warunek - panel nie może składać się "z kolegów-ekspertów z naszego wydziału". To muszą być panele międzynarodowe. Chcę wierzyć, że nasz uniwersytet pójdzie w tym kierunku, nawet jeśli będzie potrzebował trochę czasu. Ale gutta cavat lapidem. A czy się uda? Chcę wierzyć, że tak - bo przecież plus ratio quam vis, a 660 lat tradycji zobowiązuje.

  • ~re(fleksje) 09.01.2025 13:46

    I jeszcze jedno: z UPOREM maniaka jeszcze raz napiszę, że dopóki Iksińscy OD MAŁEGO w szkole nie będą uświadamiani o wadze i znaczeniu dziedzin ścisłych, a STRUKTURA SYSTEMU nauki i szkolnictwa wyższego nie zostanie ODPOWIEDNIO ZMIENIONA, to można sobie co najwyżej POMARZYĆ o lepszych pozycjach w rankingach uczelni, Noblach itp. itp. miłych rzeczach.
    CHYBA NIKT jakoś do tej pory nie zauważył też i tego, że podatnicy właściwie NIE WIEDZĄ, NA CO tak naprawdę jest wydawana ta część pieniędzy, która pochodzi z podatków, które płacą, a która jest przeznaczona na finansowanie tych dwóch "naczyń połączonych": systemu edukacji oraz systemu nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce. Właściwie to rozdają te pieniądze "na lewo i prawo", nie wiedząc, co dalej się z nimi dzieje, na co są tak NAPRAWDĘ przeznaczone.

  • ~re(fleksje) 09.01.2025 13:39

    Wielka szkoda, że nikt nie chce nadal zauważyć, że nie brakuje w Polsce ludzi, których nie doceniono i/albo którym uniemożliwiono prowadzenie badań naukowych, czy kariery akademickiej, ze względów czysto ludzkich. Np. nie lubiano promotora czyjejś pracy doktorskiej, czy też delikwent sam komuś podpadł itp. Już o tym niejednokrotnie pisałem. Wszyscy widzą tylko te osoby, które są w jakichś grupach badawczych, a laboratoriach itd., a nie widzą osób będących "w tle", którzy MOGLIBY sami dużo zdziałać. San dobrze znam/znałem takie osoby, jedna już nie żyje, druga jest na bezrobociu, a trzecia, myśląc naiwnie, że wystarczy sama publikacja dobrych wyników naukowych, wylądowała na emeryturze.
    Mówiąc w przenośni, widzi się z reguły tylko wierzchołek "góry lodowej", podczas gdy jej reszta tonie w ciemnościach i/albo jest "pod wodą".

  • ~Krzysztof 08.01.2025 22:55

    Proponuję przyjąć przesłanie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej: "Wspierać najlepszych, aby mogli stać się jeszcze lepsi". To prosta zasada, a jednocześnie bardzo trudna w realiach instytucji akademickiej. Ale czy jest inna droga?

    • ~Profesor PAN 09.01.2025 11:23

      Wspierać najlepszych, aby mogli stać się jeszcze lepsi. Brzmi ładnie ale naprawdę znaczy co innego: tłusto finansować niektórych i zagłodzić pozostałych. A których niektórych? Tych, co najgłośniej krzyczą i najwięcej machają rękami. Nas.

    • ~Rafal 09.01.2025 07:51

      ale dla dużej grupy ludzi zaangażowanych w naszą naukę takie podejście to 'neoliberalizm' i należy z niego zrezygnować. Nazywają to 'efektem Św Mateusza' - przy czym jest to dla nich określenie negatywnego zjawiska. Zakładają, że każdy (badacz i uczelnia) powinien być wspierany, by móc stać się dobrym, a nie "Wspierać najlepszych, aby mogli stać się jeszcze lepsi". I ten głos jest powszechny w ministerstwie i w grupach decydujących o kształcie PL nauki. Np. tutaj: https://forumakademickie.pl/sprawy-nauki/dr-bartosz-rydlinski-wiecej-srodkow-mniejsze-pensum-i-spokoj/

      • ~Andrzej Jajszczyk 09.01.2025 08:55

        Od kilkudziesięciu lat pracuję w obszarze nauki i szkolnictwa wyższego. Byłem wielokrotnie świadkiem argumentacji przedstawionej wyżej przez słabe jednostki uczelni bądź wydziału, że ich zwiększone wsparcie pozwoli im dogonić najlepszych. Czasami nawet jednostki dostawały te dodatkowe środki - w każdym przypadku były to środki zmarnowane. Nie biorę tu pod uwagę jednostek nowo tworzonych, bo to zupełnie inna sprawa.

        • ~Marcin Przewloka 12.01.2025 14:42

          @Andrzej Jajszczyk

          Panie profesorze, dyskusje nad tym tematem nalezaloby zaczac o przynajmniej jeden schodek wyzej.
          Jesli istnieja w Polsce uczelnie, ktore sa calkowicie zalezne od finansowania z budzetu (czyli uczelnie "panstwowe", a nie "prywatne"), to znaczy, ze panstwo polskie zdecydowalo, iz sa one potrzebne. Konsekwentnie wiec powinno wspierac te uczelnie, poniewaz - jak rozumiem - widzi w ich istnieniu jakis glebszy sens. Powinien wiec istniec system, ktory wspiera wszystkie uczlenie publiczne. Niekonieczne wspira jednakowo, ale jednak wspiera. I dodatkowo, niemalze niezaleznie, powinien istniec system przyznawania grantow na ambitne i naukowo interesujace badania naukowe.
          Ten system grantowy rzeczywiscie moze kierowac sie haslem FNP, czyli "Wspierać najlepszych, aby mogli stać się jeszcze lepsi", chociaz mi osobiscie nie bardzo sie to podoba, a to dlatego, ze system grantowy moim zdaniem powinien wspierac bardziej pomysly, niz ludzi. FNP jako organizacja pozarzadowa, moze miec - i ma! - swoje wlasne cele, i te cele nie musza przeciez byc w 100% jednoznaczne z celami NCN. Podobnie, jak w Stanach HHMI to nie NIH, a w Wielkiej Brytanii Wellcome Trust to UKRI, prawda?

          Wracajac do pierwszej mysli, trzeba sie moze zastanowic, czy taka liczba uczelni, jaka obecnie jest w Polsce wspierana z budzetu panstwa, rzeczywiscie jest potrzebna. Szczegolnie w obecnych warunkach demograficznych. Srodki sa i zawsze beda ograniczone; trzeba kazda zlotowke budzetowa ogladac z dwoch stron po trzykroc.

          • ~Andrzej Jajszczyk 12.01.2025 17:05

            Ależ jestem dokładnie za takim systemem, o którym Pan pisze. I w zasadzie tak został on skonstruowany w naszym kraju - to że działa słabo, to już inna sprawa. Uczelnie publiczne dostają subsydium zależne od liczby pracowników i kosztochłonności poszczególnych obszarów badań naukowych. Subsydium to powinno wystarczyć do funkcjonowania jednostki, w tym prowadzenia tzw. prac własnych. Natomiast bardziej ambitne i bardziej kosztowne badania są finansowane konkursowo z grantów. Granty przyznaje się za pomysł badawczy i za ocenę głównego wykonawcy. Niektóre agencje obie te oceny uwzględniają równorzędnie, ale już w ERC większą wagę ma teraz pomysł niż dorobek aplikanta.

            Jestem za ograniczeniem liczby i wielkości uczelni publicznych - po prostu nas nie stać na tyle, co mamy obecnie, a bezsensowne jest utrzymywanie uczelni bardzo słabych. Przy ograniczaniu liczby uczelni należy wziąć pod uwagę ich rolę kulturową w danym regionie, co oznacza, że nie mogą wszystkie być skoncentrowane tylko w kilku ośrodkach.

            • ~Marcin Przewloka 13.01.2025 12:44

              @Andrzej Jajszczyk

              No wiec pozostaje pytanie, czy ten system "działa słabo", poniewaz brakuje pieniedzy, i gdyby tych pieniedzy znaczaco dodac, to by wystarczylo na znaczaca poprawe jakosci, czy jednak nie?
              Mi sie wydaje, ze chyba nie. Nalezy niemalze rownolegle, dosypac pieniedzy, ale rowniez zmienic podejscie i oczekiwania. Tylko wtedy mozemy zauwazyc poprawe jakosci w przeciagu najblizszych 5-7 lat.

              Jesli chodzi o liczbe uniwersytetow, to nie wydaje mi sie, zeby Polske stac bylo na utrzymanie obecnej liczby uniwersytetow. Ale ja nabardziej, nalezy tutaj brac pod uwage funkcje uczelni w regionalnym rozwoju kraju, tak wiec znowu nie ma prostych odpowiedzu. I znowu mowimy o pieniadzach......

              • ~Andrzej Jajszczyk 13.01.2025 15:24

                To właśnie było powodem mojego pierwszego wpisu - po prostu dodanie pieniędzy słabeuszom, bez konkretnych wymagań, oznacza ich zmarnowanie. Pieniędzy jest oczywiście za mało, ale warto je dawać tym, którzy będą umieli je sensownie użyć. Czyli tym najlepszym oraz tym słabym, którzy dokonują odważnych zmian projakościowych. Czyli najpierw zmiany bądź weryfikowalny plan ich przeprowadzenia, a potem pieniądze.

                Oczywiście redukcja liczby uczelni publicznych to zadanie herkulesowe i politycznie ryzykowne.

          • ~Marcin Przewloka 12.01.2025 14:44

            "Wellcome Trust to nie UKRI", mialem oczywiscie na mysli.

        • ~Profesor PAN 09.01.2025 11:32

          Wyciągnijmy wnioski z tego stwierdzenia. Ponieważ polska nauka jest najsłabsza (a przynajmniej jedna ze słabszych) w Unii Europejskiej, zrezygnujmy w ogóle z uprawiania nauki między Odrą a Bugiem. Bo jeśli słabe (czyli polskie) jednostki dostaną dodatkowe środki, w każdym przypadku będą to środki zmarnowane (to cytat dosłowny). Polak ma umieć liczyć do 500, podpisać się i rozpozawać znaki drogowe. Twierdził tak pewien prekursor Unii Europejskiej.

          • ~re(fleksje) 09.01.2025 13:57

            Niestety, to gorzka refleksja.
            Polaków wychowuje się na IDIOTÓW, dla których najważniejsze mają być rozmaite doznania plus praca za dużą kasę. ZMIENIONO MENTALNOŚĆ: ilu nastoletnich, czy 20+ -letnich dzieciaków stać na choćby chwilową zadumę nad historią, czy filozofią (o fizyce, czy matematyce nie mówiąc) ? Obgadać kogoś, wyśmiać, interesować się plotkami o sąsiedzie, czy o jakimś celebrycie, no i oczywiście "trzaskać kasę" - to są główne treści ich życia.
            Dal nich szczytem intelektualnych osiągnięć jest ukończenie kierunków typu "medycyna" i "prawo" - oczywiście, przyczyną jest podlanie tematu studiowania smakowitym "sosem" wizji potencjalnych dużych zarobków po ukończeniu takich studiów.
            A matematyka, czy fizyka ? PO CO ? NA CO ? Popatrzeć sobie i podziwiać w Internecie, czy telewizji od czasu do czasu dużą maszynę typu zderzacz z CERNu, czy podziwiać "fajerwerki" w postaci efektywnego pokazu jakieś zjawiska, z które jakiś X. (rzecz jasna z Chin, Francji, Japonii, Niemiec, USA itd. itd.) dostanie Nobla o, to mogą zrobić. Oczywiście, na to żeby ów X. był z Polski, raczej szans nie ma.
            PODSUMOWUJĄC: dlatego napiszę też wprost, że gdy słucham tych natchnionych przemówień rektorów na kolejnych inauguracjach roku akademickiego, to nie wiem, czy się śmiać, czy zgrzytać zębami.

          • ~Andrzej Jajszczyk 09.01.2025 12:03

            Ja bym wyciągnął z moich obserwacji zupełnie inne wnioski.

            • ~Profesor PAN 09.01.2025 12:33

              Wiele różnych wniosków da się z różnych tekstów wyciągnąć. Pytanie tylko brzmi - jak uniknąć wyciągnięcia tego wniosku, który przedstawiłem?

  • ~Ireneusz 08.01.2025 22:34

    No no , doktory chcą rządzić Rektorami i Uczelnią. Co za czasy, i chwalą się projektem międzynarodowym zamiast rezultatami grantu. Lewicowa ahierarchia w natarciu.

    • ~Profesor PAN 11.01.2025 18:58

      Poniekąd mają rację, bo artykuły to tylko słowa, słowa, słowa a grant to pieniądze. A przecież tylko o to chodzi, prawda?

    • ~Marek 09.01.2025 09:23

      Zapiekło. I dobrze.

  • ~Emerytowany profesor 08.01.2025 18:52

    Ogromnie pretensjonalne jest dopisywanie grantu ERC po nazwiskach. Przykre, że dobrzy naukowcy zamiast zostawać liderami swojej społeczności wolą pisać o tym, że są lepsi od innych. Ja tam już na emeryturze, 90 na karku, ale dobrze to nie wróży.

    • ~RK 08.01.2025 21:24

      smutne jest też to, że tylko dzięki tym dopiskom po nazwisku ktokolwiek słucha nas gdy mówimy o oczywistych (dla zewnętrznego obserwatora) potrzebach zmian - tych dla pokolenia znacznie młodszego niż 90 lat. Smutne jest to, że tylko kilkadziesiąt osób w Polsce może sobie to dopisać, przy kilkuset Czechach i kilku tysiącach w UK, DE i FR. Tam ten dopisek nie ma znaczenia - u nas niestety ma: i dla nas (bo dzięki niezależności możemy budować grupy na swoich zasadach i naśladować dobre wzorce a nie powielać zastygłe układy) i dla mediów (bo wszystkim rektorom, ministrom, dziekanom zależy na ERC - chyba bardziej niż powinno).

      • ~Profesor PAN 08.01.2025 23:16

        Emerytowany profesor pewnie pamięta zamierzchłe czasy, kiedy ceniono uczonych za ich osiągnięcia naukowe a nie mistrzowskie obietnice osiągnięć naukowych.

        • ~Ariel2 09.01.2025 08:43

          Komentarz w sedno. Te czasy już nie wrócą i będzie co raz więcej wirtuozów, zanim za niedlugo będą już tylko wirtuozi AI/promtów.

        • ~RK 09.01.2025 07:54

          jeśli wczytać się w tekst, który komentujemy, to Ci z "mistrzowskimi obietnicami osiągnięć naukowych" właśnie postulują docenienie "osiągnięć naukowych" i stworzenie warunków do ich osiągania.

          • ~Profesor PAN 09.01.2025 09:58

            Za czasów Emerytowanego profesora i moich (nie jestem jeszcze emerytowany ale to tylko dlatego, że profesorom się pozwala pracować dłużej) osiągnięciem naukowym był artykuł a nie grantowy proposal.

            • ~KB 09.01.2025 22:23

              Problem jest taki, że duża część profesorów 65+ nie ma nawet tych osiągnięć naukowych w postaci artykułów. Proposali nie trzeba było pisać, bo granty były rozdawane za wysługę lat i picie z odpowiednimi osobami.

              • ~Profesor PAN 10.01.2025 09:09

                Profesorów (emerytowanych lub nie) w wieku powyżej 65 lat jest w Polsce kilka tysięcy, więc można znaleźć indywidualne przypadki potwierdzające każdą tezę. Jeśli kto wnioskuje na ich podstawie co do całej zbiorowości, to łamie podstawowe zasady metodologii naukowej i powinien zostać cofnięty do szkoły celem uzupełnienia wykształcenia. Podstawowej.

                A argumentum ad personam jest nie tylko niegrzeczny ale i naraża rozmowę na paradoks Eubulidesa.

                • ~KB 10.01.2025 19:25

                  Tak jak Pan nie ma czasu zaglądać do Scopusa, tak i ja nie mam czasu sprawdzać dorobku profesorów. Dobrze, że napisanie komentarza na tym forum zajmuje mniej czasu.

            • ~RK 09.01.2025 10:44

              czy to jest już wprost implikacja, ze sygnatariusze nie mają osiągnięć? jeśli tak, to proszę wprost. z tego co wiem, to jednym z istotnych kryteriów w tej procedurze grantowej są dotychczasowe osiągnięcia, w szczególności artykuły. Proposal jest przyjęty jeśli dotychczasowe osiągnięcia wskazują że jest duża szansa na jego realizacje.

              • ~Profesor PAN 09.01.2025 11:48

                Czy sygnatariusze listu nie mają osiągnięć? Nie wiem, proszę pana, musiałbym zajrzeć do Scopusa a życie jest za krótkie, poza tym nie chce mi się. Uważam za dobre i naturalne, że człowiek się chwali swoimi osiągnięciami. A chwalą się nie odkryciem mechanizmu starzenia myszy tylko otrzymaniem darowizny. Tak, grant nie jest nagrodą tylko darowizną. My ludzie starszego pokolenia nie wiemy, co o tym myśleć, ale godzimy się z upływem czasu i tego konsekwecjami.

  • ~Zdzislaw M . Szulc 08.01.2025 16:17

    Sposob dzialania to jedno, zasady/standardy postepowania to drugie. Obie rzeczy sa niezbedna dla wlasciwego funksjonowania zycia naukowego....Niestety, lista koniecznych potrzeb/zmian organizacyjnych, ujetych w liscie, to za malo aby wlasciwy rozwoj nastapil. Do wgladu podaje e-strone na temat zasad, jakie w danych krajach, sa wprowadzone i stosowane w zyciu naukowym danego srodowiska : < https://embassy.science/wiki/Special:BrowseData/Report >

  • ~Marcin Przewloka 08.01.2025 14:30

    "Jak chcę kupić taboret laboratoryjny, to zgodę na to musi podpisać rektor."
    Okej....... za dobrze to nie wyglada.....

    Wydaje mi sie, ze wiekszosc z tych propozycji nie powinna dotyczyc tylko UJ, ale calej sfery nauki finansowanej z budzetu panstwa.
    Jednak zdaje sobie sprawe z tego, ze takie zmiany nie wszyscy chcieliby zaakceptowac.

    • ~Profesor PAN 08.01.2025 18:26

      Od dawna drobny sprzęt w rodzaju monitorów i foteli biurowych kupuję sobie sam. Byłem o krok od kupienia sobie komputera (do biura, w domu mam kilka dużo mocniejszych) ale w ostatniej chwili instytut jednak zadziałał. Więc jeśli myśli pan o powrocie do ojczyzy, to też proszę brać pod uwagę.

  • ~Piotr 08.01.2025 14:16

    Tymczasem w listopadzie 2024 na UJ przestał działać pion administracji (Centrum Wsparcia Nauki) zajmujący się wsparciem w administrowaniu projektami międzynarodowymi.