Z czasem zdałem sobie sprawę, jak dużym poważaniem cieszy się „Nature”, jaką ma reputację w środowisku naukowym. Niekiedy ze znajomymi akademikami żartuję, że muszą wiele lat dobijać się ze swoim artykułem, a ja, skromny grafik, bez wykształcenia naukowego, już parę razy na tych łamach zagościłem – mówi Jasiek Krzysztofiak, projektant informacji, redaktor artystyczny czasopisma „Nature”.
O wizualizacji informacji dyskutowano niedawno podczas piątej edycji konferencji naukowej „Architektura informacji jako dyscyplina akademicka” zorganizowanej na Uniwersytecie Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Gościem specjalnym był Jasiek Krzysztofiak, projektant informacji, redaktor artystyczny czasopisma „Nature”. Rozmawiamy z nim o tym, jak wygląda jego praca, za co odpowiada, jakie tematy naukowe są trudne do graficznego „ugryzienia” i od czego zależy, jak dany artykuł zostanie zobrazowany. Wywiad przeprowadził Mariusz Karwowski.
Ma pan swoją ulubioną rozkładówkę?
Całkiem miło wspominam tę o… toaletach (przykłady rozkładówek z „Nature” w galerii pod tekstem i na https://jasiek.co.uk/ – dop. MK).
Dla nauki nie ma tematów nieważnych.
Najciekawsze w tej pracy są właśnie takie zaskakujące, nieoczywiste tematy, przy których można nieco bardziej zaszaleć projektując strony. Może wydawać się to śmieszne, ale sam temat jest bardzo poważny. Chodziło o to, żeby naświetlić globalny problem rosnącego zapotrzebowania na nawozy i w tym celu odzyskiwania niektórych cennych substancji ze ścieków. Okazuje się, że najlepszym rozwiązaniem może być recykling. Oddzielenie moczu od reszty ścieków złagodziłoby niektóre problemy środowiskowe.
Jak to zobrazować?
Zrobiliśmy cztery ilustracje, które wyjaśniają, w jaki sposób taki system może w praktyce funkcjonować. Do tego dołożyliśmy trochę ciekawych danych, np. wykres mówiący, czy ludzie byliby zainteresowani piciem wody odzyskiwanej z moczu. Okazuje się, że to zależy od tego, w jakim kraju, w jakiej kulturze żyją. I jeszcze dołożyliśmy wykres o skali zanieczyszczeń na świecie. Spojrzenie na jeden temat z różnych punktów widzenia. Praca przy tym artykule bardzo mi się podobała.
Pracuje pan w „Nature” od 15 lat. Jak się pan tam znalazł?
Kiedy aplikowałem na to stanowisko, nawet do końca nie byłem świadomy, co to za pismo. Mam artystyczne wykształcenie, studiowałem najpierw w Krakowie na Wydziale Form Przemysłowych Akademii Sztuk Pięknych, gdzie zajmowaliśmy się zarówno produktem, jak i grafiką. Wtedy zacząłem się interesować projektowaniem informacji. Temat mocniej zgłębiłem na studiach magisterskich Information Design na Uniwersytecie w Reading. Po studiach zależało mi, żeby znaleźć jakąś pracę. O „Nature” w ogóle nie słyszałem. Na początku nie byłem zresztą do końca przekonany, czy w ogóle tam pasuję. Miałem niewielkie doświadczenie ze studiów graficznych, gdzie praca wyglądała jednak zgoła inaczej. Przyzwyczajenie się do takiego molocha jak „Nature” trochę mi zajęło. Z czasem zdałem sobie sprawę, jak dużym poważaniem cieszy się „Nature”, jaką ma reputację w środowisku naukowym. Niekiedy ze znajomymi akademikami żartuję, że muszą wiele lat dobijać się ze swoim artykułem do „Nature”, a ja, skromny grafik, bez wykształcenia naukowego, już parę razy na tych łamach zagościłem.
Za co pan odpowiada jako redaktor artystyczny?
Mój zespół zajmuje się infografikami, wizualizacją danych, ilustrowanymi diagramami naukowymi (graphical abstracts) głównie do eksperckiej części News & Views. Wykonujemy także konceptualne ilustracje do artykułów popularnonaukowych czy może raczej na tematy naukowe pisanych przez naszych dziennikarzy.
Jak wygląda praca w najbardziej prestiżowym czasopiśmie naukowym?
Najważniejsza rzecz to współpraca z ekspertami, którzy specjalizują się w różnych tematach. W większości tematów, z którymi się stykam, nie jestem rozeznany, więc muszę polegać na współpracy z autorami, którzy wyjaśniają wszelkie niejasności na etapie przygotowywania koncepcji graficznej artykułu. Z drugiej strony bycie laikiem też ma swoje zalety, bo jestem w stanie spojrzeć na pewne rzeczy świeżym okiem. Dzięki temu graficznie mogę ukazać dany problem tak, jak sam bym chciał go poznać, zrozumieć.
Od czego zaczyna pan pracę przy artykule?
Dostajemy na wstępie sugestię od redaktora, jak można zilustrować tekst. To są uwagi typu, czy na początek artykułu dać fotografię, czy lepiej jakąś ilustrację, jakie infografiki w środku, wykresy, o ile mamy dane, które można wykorzystać i zwizualizować, a może w ogóle zrobić rysunek bardziej objaśniający temat.
Mamy oczywiście własną księgę stylu, w której ściśle określono kolorystykę, typografię etc., natomiast przy samym projektowaniu i budowaniu hierarchii informacji odwołujemy się do ogólnych zasad, które nie tylko w piśmie naukowym pozwalają sensownie i spójnie ułożyć wszystkie zaplanowane elementy.
W „Nature” obowiązują też reguły dotyczące dokładności i precyzji przekazywania informacji, i dotyczy to zarówno redakcji tekstu, jak i strony wizualnej. Chodzi o to, w jaki sposób objaśniać treść w artykułach i dostosowywać do tego celu grafikę. Ona nie może być tylko dodatkiem, czymś wstawianym „na siłę”, to równoprawny element, który pomaga zrozumieć tekst.
Czy grafika zawsze opiera się na treści artykułu, czy może czasem wychodzicie poza to, co napisane?
W niektórych artykułach grafika odnosi się bezpośrednio do tekstu i pomaga zrozumieć treść, a w innych stanowi wartość dodaną, rozszerza opisany temat. Przykładowo, jakiś czas temu opublikowaliśmy artykuł „Living on the Moon”, nietypowy jak dla nas, bo taki trochę science fiction, co będzie się działo za 50 lat. Pracowaliśmy ze znakomitym ilustratorem z Polski, Maciejem Rebiszem, któremu zleciliśmy główny rysunek. Motywem przewodnim były przeszkody, które nadal istnieją w wyścigu na Księżyc. Pokazaliśmy ponadto kilka aspektów interesujących z naukowego punktu widzenia.
Czy jest coś, co charakteryzuje pod względem graficznym pisma ze stajni „Nature”?
Bardzo trudno mi to ocenić, pewne rzeczy są dla mnie oczywiste, ale to dlatego, że żyję tym na co dzień. Oczywiście, są tytuły, które zbudowały własny, na tyle charakterystyczny styl w wizualnej oprawie danych, że jesteśmy go w stanie od razu zidentyfikować. Przychodzą mi do głowy „New York Times”, „The Economist” czy „Financial Times”. Niewątpliwie branżowym punktem odniesienia w kwestii ilustrowanych infografik jest też „National Geographic”. My też się wyróżniamy, ale pytanie, czy czytelnicy to odbierają w ten sam sposób.
W części News & Views, pomiędzy nauką a materiałami stricte dziennikarskimi, jest więcej ilustracji, diagramów i ten styl nieco łatwiej odnaleźć. Publikowane tam artykuły technicznie rzecz ujmując nie są traktowane jako prasowe, ponieważ tworzą je specjaliści dla specjalistów. Ilustracje, które tam zamieszczamy, już od paru lat mają dosyć jednolitą stylistykę, której się trzymamy. Powinno to być rozpoznawalne.
Kiedy kilka lat temu współuczestniczyłem w procesie przeprojektowania czasopisma, dużo rozmawialiśmy o tym, jak zbudować nasz własny język, a więc co pokazujemy i jak pokazujemy. Ostatecznie jednak myślę, że dużo zależy od odbiorców, oni mogą powiedzieć, czy to funkcjonuje odpowiednio, czy nie, i po czym rozpoznają nasze grafiki.
Zdarzyło się, żeby autor tekstu nie był zadowolony z grafiki?
Tak, owszem, ale nie dlatego, że coś się nie podoba. Od redaktora i autora dostaję na początku sugestie i uwagi objaśniające, co mam narysować. Do pewnego stopnia to jednak moja interpretacja. I może się zdarzyć, że nie do końca dobrze coś zinterpretuję, w efekcie czego zamysł i wykonanie rozmijają się.
Pamięta pan artykuł, którego od strony graficznej nie mógł za nic ugryźć?
Jest trochę trudniejszych tematów. Trudniejszych nie tyle z uwagi na kwestie merytoryczne, ale dlatego, że ciągle wracają, więc trzeba do ich zobrazowania wymyślać ciągle coś nowego. Cały rok 2020 to był w zasadzie COVID. Można mieć parę pomysłów, jak to zobrazować, ale przy dwudziestym artykule może być to już trudne.
W tym roku mamy mnóstwo materiałów związanych ze sztuczną inteligencją i to jest też wyjątkowo niewdzięczne, jeśli chodzi o grafikę, bo nie da się tu wstawić zdjęcia, średnio sprawdzają się też wykresy, próbujemy uciekać się więc do ilustracji. Wyjątkowo trudne są artykuły o oszustwach w pracach naukowych, o „papierniach”…
W Polsce to temat rzeka.
Dosyć dużo o tym piszemy, ale nie jest to zagadnienie, które łatwo pokazać. Nie ma dokładnych danych, więc diagramy odpadają. W grę wchodzą ogólne ilustracje. Osobiście najlepiej pracuje mi się przy tematach związanych ze środowiskiem, ekologią, gdzie możliwości są wręcz nieograniczone, można popuścić wodze swojej kreatywności.
Od czego zależy, jak dany artykuł zostanie zobrazowany?
W największym stopniu determinuje to temat i treść artykułów. Niekiedy czytam artykuł i od razu wiem, jak go pokazać, innym razem trzeba się dłużej zastanowić, co zrobić. Rozmawiamy wspólnie z zespołem, gdzie najlepiej sprawdzi się fotografia, a gdzie ilustracja konceptualna.
Osobna dyskusja dotyczy wersji na Internet. Artykuł musi żyć na stronie, więc kluczową sprawą jest dobór ilustracji głównej. Czasem tworzymy ją sami, innym razem zlecamy ilustratorom. Jeśli chodzi o grafiki, to zazwyczaj autor z redaktorem są w stanie coś zaproponować, bo wiedzą np. czy istnieją rzetelne dane na opisywany temat, które możemy wykorzystać i na których moglibyśmy się oprzeć.
Przy diagramach objaśniających z kolei pokazujemy albo dany proces, np. tworzenie nowego leku, w określonym kontekście, albo demonstrujemy, jak coś jest zbudowane i z czego. To dwa najbardziej fundamentalne sposoby tworzenia grafik objaśniających.
Czy w jakimś stopniu sztuczna inteligencja pomaga wam w pracy?
Do pewnych zadań rzeczywiście się przydaje.
Podpowiada, jak zilustrować artykuł?
Nie, taka dobra nie jest. Ale np. przydaje się do podsumowania długiego tekstu, wyciągnięcia z niego esencji. Pomaga również w szybkich tłumaczeniach czy w czysto technicznych sprawach. Oprogramowania graficzne są dziś na tyle multifunkcyjne, że nie sposób znać wszystkich opcji, więc AI może podpowiedzieć, jak i z czego skorzystać. Ale do generowania wartościowych obrazów się nie nadaje.
Inna sprawa to wątpliwości natury etycznej i prawnej. Mamy wewnętrzną politykę związaną z generowaniem obrazów i ogólnie rzecz ujmując jesteśmy temu przeciwni. Z mojego, kreatywnego punktu widzenia najbardziej frustrujące jest to, że nie mam żadnej kontroli nad tym, co zostanie wygenerowane. Ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że to prawdopodobnie przyszłość tej branży, od której nie ma odwrotu. To walka z wiatrakami. Tym niemniej, nie jestem zagorzałym fanem.
Czy tekst bez ilustracji ma dziś szansę zaistnieć?
Żyjemy w takiej kulturze, w której treść wizualna odgrywa bardzo istotną rolę. Natomiast nie jest tak, że tworzymy wizualne elementy po to tylko, żeby były wyłącznie dekoracją. Istotne dla nas jest to, żeby te grafiki stanowiły część informacji, tłumaczyły ją. W książce ilustracje mogą być jedynie ozdobnikiem, u nas są nieodłączną częścią tekstu. Nawiasem mówiąc, osobiście lubię czytać książki, w których nie ma ilustracji, i wcale mi to nie przeszkadza.
Czy storytelling jest dziś jedną z kluczowych kompetencji grafika?
Myślę, że to bardzo ważny element i to zawsze miało dla nas znaczenie, zwłaszcza przy artykułach z bardziej rozbudowanymi wizualizacjami. To tworzenie narracji jest związane z budowaniem hierarchii informacji, a więc w jaki sposób opowiadamy dany temat i jak czytelnik będzie to odbierał.
Obecnie dużo bardziej skupiamy się na treściach online, nie poświęcamy już tyle uwagi i energii bardziej skomplikowanym grafikom w druku, które są dosyć czasochłonne, a też i format narzuca pewne ograniczenia. Musimy się zmieścić w określonej formie, wpasować w nią. W druku trudniej wszystko upchać, ułożyć na stronie. W przypadku online nie ma z tym problemu. Narrację online buduje się więc zupełnie inaczej. Z punktu widzenia projektowego to spory przeskok.
Jak przez te 15 lat zmieniło się „Nature”?
Z graficznego punktu widzenia po rebrandingu na pewno zmieniło się od strony wizualnej, estetycznej. Natomiast podstawowe zasady projektowe pozostały. Nadal priorytetem jest to, żeby w sposób czytelny komunikować informacje, żeby nasze grafiki były jasne i przejrzyste, żeby czytelnik nie musiał się zastanawiać nad tym, o co właściwie chodzi. Wszystko musi być klarownie opisane. Grafika ma pokazać artykuł w obrazie, mieć czytelną hierarchię informacji i objaśnić to, co skomplikowane i trudne do zrozumienia. To są zasady uniwersalne, które się nie zmieniają.
Rozmawiał Mariusz Karwowski