Aktualności
Życie akademickie
07 Września
Źródło: Peexels
Opublikowano: 2026-09-07

Wypalenie zawodowe w akademii – nowy raport OPI

Kobiety pracujące w sektorze szkolnictwa wyższego i nauki częściej niż meżczyźni doświadczają objawów wypalenia zawodowego – wynika z najnowszego badania Ośrodka Przetwarzania Informacji. Podwyższone wskaźniki wypalenia zaobserwowano także u osób sprawujących opiekę nad osobami zależnymi, pracowników badawczo-dydaktycznych oraz przedstawicieli nauk medycznych, nauk o zdrowiu oraz nauk rolniczych i weterynaryjnych.

Zgodnie z definicją Światowej Organizacji Zdrowia wypalenie zawodowe jest syndromem wynikającym z przewlekłego stresu w miejscu pracy, który nie został skutecznie opanowany. Objawia się przede wszystkim wyczerpaniem, dystansem psychicznym wobec pracy oraz poczuciem nieskuteczności.

Praca naukowa wymaga jednoczesnego prowadzenia badań, publikowania wyników, pozyskiwania grantów, realizacji zajęć dydaktycznych, wykonywania obowiązków administracyjnych oraz ciągłego rozwoju kompetencji. Niewiele osób z zewnątrz ma tego świadomość. Kumulacja tych zadań może prowadzić do przeciążenia i wzrostu poziomu stresu. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego od dawna analizuje sytuację na polskich uczelniach i stara się opracować odpowiednie narzędzia, które mają na celu poprawę dobrostanu – mówi dr Karolina Zioło-Pużuk, sekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Na zlecenie MNiSW Ośrodek Przetwarzania Informacji przeprowadził badanie dotyczące wypalenia zawodowego wśród osób pracujących w sektorze nauki i szkolnictwa wyższego. Analizie poddano warunki pracy, równowagę między życiem zawodowym a prywatnym, poziom wypalenia zawodowego, indywidualne strategie radzenia sobie ze stresem oraz ocenę dostępnych form wsparcia instytucjonalnego. Badanie miało charakter kompleksowy i obejmowało reprezentatywne badanie ankietowe CAWI na próbie 1160 osób oraz 20 indywidualnych wywiadów pogłębionych z przedstawicielami kadry akademickiej.

Wyniki pokazują pozorny paradoks. Z jednej strony 57 proc. respondentów deklaruje ogólne zadowolenie z pracy, a aż 67 proc. jest zadowolonych z harmonogramu pracy. Z drugiej strony za satysfakcją zawodową kryje się duże przeciążenie. Ponad połowa badanych jest niezadowolona z proporcji między pracą a życiem prywatnym. Aż 75 proc. regularnie pracuje w czasie wolnym, a 74 proc. odbiera służbowe telefony lub odpowiada na wiadomości poza godzinami pracy. Ponad połowa badanych przyznaje również, że często martwi się problemami zawodowymi po zakończeniu pracy – raportuje Joanna Mirosław, jedna ze współautorek badania.

Respondenci powszechnie wskazywali na niedobór czasu na działalność naukową. Aż 63% badanych deklarowało zbyt mało czasu na badania, a 58% – na pisanie tekstów akademickich. Najsilniej deficyt ten odczuwali doktorzy, pracownicy badawczo-dydaktyczni oraz pracownicy instytutów badawczych.

Jednocześnie 83% pytanych uważało, że poświęca zbyt dużo czasu zadaniom administracyjnym, a 55% deklarowało przeciążenie dydaktyką. Ponad połowa (53%) pracowników badawczo-dydaktycznych realizowała zajęcia dydaktyczne w wymiarze przekraczającym 240 godzin rocznie.

Jako podstawowe symptomy wypalenia wymieniano najczęściej poczucie psychicznego i fizycznego wyczerpania, natomiast wśród symptomów wtórnych dominował dystres psychologiczny (m.in. zaburzenia snu, napięcie, stres, niepokój oraz nadwrażliwość na bodźce). Najwyższe nasilenie objawów obserwowano u doktorów i doktorów habilitowanych, wśród kobiet oraz osób sprawujących opiekę nad osobami zależnymi.

Choć większość respondentów (56%) deklarowała zamiar pozostania w obecnym miejscu pracy, niemal co piąty (19%) rozważał zmianę zatrudnienia w ciągu najbliższych 12 miesięcy, a co czwarty pozostawał w tej kwestii niezdecydowany. Najczęściej zamiar zmiany pracy zgłaszali doktorzy (23%).

Autorzy badania pytali także o przyczyny stresu i napięcia. Najczęściej wskazywano presję wynikającą z konieczności równoczesnego prowadzenia badań, publikowania, pozyskiwania finansowania oraz realizacji projektów w warunkach rozbudowanych i zmiennych procedur administracyjnych. Nadmiar obowiązków biurokratycznych ograniczał możliwość koncentracji na pracy naukowej i rozwoju zawodowym.

Zgłaszano także problemy interpersonalne i niejasną organizację pracy, prowadzące do konfliktów w zespołach oraz poczucia braku sprawiedliwości i uznania. Badani mówili też o wykonywaniu pracy poniżej własnych kwalifikacji oraz o braku realnych perspektyw awansu, co skutkowało spadkiem motywacji i poczuciem zawodowej stagnacji. Dodatkowym źródłem obciążenia były niskie wynagrodzenia i brak stabilności finansowej.

W raporcie podsumowującym zidentyfikowano także działania wspierające dobrostan pracowników oraz zapobiegające wypaleniu zawodowemu. Na poziomie indywidualnym uczestnicy badania wskazywali na różnorodne strategie radzenia sobie ze stresem i obciążeniami zawodowymi, m.in. zarządzanie czasem, korzystanie ze wsparcia psychologicznego lub terapii, aktywność fizyczną, techniki uważności i relaksacji, utrzymywanie relacji społecznych, angażowanie się w hobby oraz świadome wyznaczanie granic między pracą a życiem prywatnym.

Wyniki badania pokazały, że pracownicy najwyżej oceniają rozwiązania o charakterze strukturalnym i organizacyjnym. Jako najbardziej potrzebne wskazywane były: elastyczna organizacja czasu pracy, uwzględnianie faktycznego czasu pracy w systemach oceny i ewaluacji, możliwość pracy zdalnej lub hybrydowej, wsparcie asystenckie oraz uwzględnianie obowiązków opiekuńczych w planowaniu harmonogramu pracy. Stosunkowo szeroką akceptację uzyskały także benefity zdrowotne i sportowe oraz pomoc psychologiczna finansowana przez podmiot zatrudniający.

Raport „Wypalenie zawodowe wśród osób pracujących w systemie szkolnictwa wyższego i nauki”  dostępny jest na portalu RAD-on.

MK, źródło: OPI

Dyskusja (34 komentarzy)
  • ~MB 09.09.2026 20:51

    Polecam odejście do innej pracy. Poważnie, po ostatecznym przekroczeniu progu uczelni często się okazuje, że uczelnia tylko ograniczała zarówno w zakresie kreatywności jak i zarobków.
    Naprawdę - nie marnujecie życia, bo na uczelniach jesteście tylko numerkiem dla administracji.

    • ~komentator 2 10.09.2026 19:21

      No, ale dlaczego Pan jest tak źle nastawiony? No przecież, za niedługo będzie inauguracja roku akademickiego, i pan minister, czy wiceminister nas zapewni, że "inwestycja w naukę, to inwestycja w przyszłość" itp. itp. Wszyscy będą podniesieni na duchu i w ogóle będzie bardzo miło. :=) No, nie można aż tak bardzo narzekać. ;=) Wszyscy wyjdą z auli po inauguracji uśmiechnięci i podniesieni na duchu, zwłaszcza ci, których udekorowano medalami lub dostali nagrody. Oczywiście, wnet zadziała "grawitacja" życia codziennego, i ten duch zacznie trochę opadać, przynajmniej u niektórych, bowiem większość z tych, co wywindowali się do góry na wyższe szczeble drabiny akademickiej (Dr Józef Wieczorek nazywa ją "dr(hab).iną akademicką"), będzie zadowolona.
      Reszta, a zwłaszcza część "plebsu akademickiego", czyli ci, co stoją u stóp tej drabiny lub są na jej szczeblach nr 1 i 2, już tak zadowoleni nie będą.
      No, ale co tam... ;=) Powinni wiedzieć, że w najgorszym razie mogą się pocieszyć np. tym, że gdy sprawdzą rozwiązania zadań studentów, i że ujrzą, iż student(ka) napisał(a) np. sin(pi) = 0, czy że "2 do kwadratu, to 4", to po raz kolejny odkryli prawdę. Oczywiście, nie będą pierwsi, jeśli chodzi o takie odkrycie, no ale to i tak lepsze, niż odkrycie nieprawdy, np. sin(pi) = pi albo że "2 do kwadratu, to zero" itp., prawda? ;=)))) ;=]

      • ~MB 10.09.2026 22:47

        Ja jestem bardzo dobrze nastawiony, bo sam odszedłem z Uczelni i to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Prawdopodobnie nie zdążyłem zakazić się umiejętnością marnowania całych spotkań/rad polegających na setnym omawianiu tego samego problemu i zastanawianiu się nad potencjalnym jego rozwiązaniem. Oczywiście wszelki duch rewolucyjny uciekał wraz z zakończeniem spotkania.
        Ale to chyba skaza tego środowiska. Nic się nie da, do niczego nie ma chęci, sił i umiejętności. W dużej części jednak na uczelniach zostawały osoby potencjalnie wyplute przez rynek pracy i to się niestety sprawdza w codzienności. Odszedłem definitywnie zaraz po doktoracie gdy zobaczyłem stawkę na UoP (4 miesiące miałem przychodzić bez jakiejkolwiek umowy i formalnych związków z uczelnią). Kilka miesięcy wcześniej w przemyśle "na start" dostałem 2,5 razy więcej a o 15:00 zapominałem, że pracuję i wracałem do rodziny.
        A koledzy na grillach dalej narzekają na to samo. Starsi koledzy zdążyli przejść na emeryturę albo umrzeć. Narzekali do końca i nigdy nic z tym nie zrobili. Ani z własnym życiem.

        • ~komentator 2 11.09.2026 10:08

          Widzi Pan, ja napisałem ten mini-felieton powyżej w ironiczno-żartobliwym tonie. Natomiast, na poważnie, to jak napisałem poniżej, NIE WIERZĘ już w żadne zmiany sytuacji na WYRAŹNIE lepszą, CHYBA ŻE zmianie, i to wyraźnej, ulegną sposoby zarządzania światem akademickim (czyli nauką i szkolnictwem wyższym) oraz że zmieni się poziom chętnych na studia. Dopóki kolejni ministrowie (MNiSW i MEN, odpowiednio), nie widzą ani potrzeby zmiany tego sposobu, ani potrzeby podniesienia poziomu przyszłych studentów, ani recept na to, jak tego dokonać, ŻADNYCH zmian nie powinno się oczekiwać.
          Mam wrażenie, że tak naprawdę, to "guzik" ich to obchodzi.

          • ~student 11.09.2026 15:06

            Taaak, ten mini- wybitny felieton zapewne powstał przy trudnościach z postawieniem klocka. Posiada wiele cech stopnia trudności w/w czynności.

  • ~Swoja Nazwa 08.09.2026 16:15

    Ciekawe badania. Chętnie zobaczyłbym jakie jest tu przełożenie terapeutyczne. Ile osób było/jest w trakcie terapii, ile bierze takie lub inne środki farmakologiczne, które pomagają w tym.

    • ~ewaluacja 08.09.2026 19:02

      Coś jest na rzeczy, niektórzy zachowują się jak na silnych środkach - odrealnienie i depersonalizacja ?

      • ~Swoja Nazwa 10.09.2026 11:44

        Pozwolę sobie zareagować, bo wypowiedź odebrałem trochę krzywdząco. Odrealnienie i depersonalizacja to są (na tyle na ile się orientuję, ale zaznaczam, ze to nie moja działka) symptomy zaburzenia i mogą zanikać PO przyjęciu odpowiednich środków, czy terapii. Więc z całym szacunkiem.... owszem, coś może być na rzeczy, ale chyba nie ten kierunek interpretacji.

      • ~ewaluacja 09.09.2026 06:22

        Problem pojawia się wówczas, gdy środowisko akademickie – dotknięte kryzysem odrealnienia i depersonalizacji arbitralnie definiuje granice nauki oraz rozstrzyga o nadawaniu stopni naukowych (stopień naukowy jako forma terapii) ?

        • ~sdf 09.09.2026 20:53

          Eee tam, ci co definiują i rozstrzygają to raczej na dużych dozach alko lecą ;)

          • ~ewaluacja 10.09.2026 13:52

            Redukowanie problemu wypalenia do żartu o alkoholu jest właśnie przykładem odrealnienia i depersonalizacji, o którym mowa w raporcie.

  • ~komentator 2 08.09.2026 11:14

    Wszystko to bardzo ważne, ciekawe itd. Natomiast, jedno pytanie: CZEMU i KOMU ma to służyć? Czy skorzystają na tym ci wypaleni zawodowo? Pytam się, bowiem sam należę do tych, co się niejako "dopalają", może jeszcze się nie tlą, ale "dopalają się".
    Sporządzono raport, czy ktoś wziął za to kasę, tego nie wiem, ale najważniejsze jest: CO DALEJ?

    • ~kk 08.09.2026 18:49

      roczny płatny urlop od dydaktyki i uprawiania nauki raz na 10 lat dla chętnych jest wskazany (nie można publikować w tym okresie)

    • ~Swoja Nazwa 08.09.2026 16:56

      Dotychczasowa ewaluacja jednostek naukowych uwzględni teraz nowe kryterium dobrostanu. Takie badanie jest argumentem "za" dla tych, co to kryterium wprowadzili.

      • ~Swoja Nazwa 08.09.2026 18:42

        * którzy!

  • ~Prof dr hab 08.09.2026 10:22

    Wypalenie zawodowe po części spowodowane jest działaniami, zaznaczmy nielogicznymi ministra nauki. Głos zabrały nieroby naukowe i ministerstwo postanowiło pozwolić naukowcom nie publikować czyli nie trzeba prowadzić badań bo i po co? Nie dano żadnego celu w zamian a awanse niewiele zmieniają finansowo więc szkoda na nie energii. Nie są potrzebne bo nie liczą się do praw habilitowania także. Czyli mamy przychodzić na uczelnię robić dydaktykę co zajmuje dwa dni. Naukowcy, nie pisze o tych pracujących naukowo, pracują dwa dni a pozostałe 5 to weekend. To nie przepracowanie ale przemęczenie od nic nierobienia. Skąd ministrowie mają wiedzieć na czym polega praca naukowa skoro tylko Mrowczynska pracowała naukowo, a reszta nie popełniła nic naukowego w życiu.

    • ~Fhhj 08.09.2026 21:25

      Mam do was pytanie innego sortu. Jeśli chodzi o habilitację. Wcześniej wystarczyło napisać książkę i artykuły po doktoracie i wszystko szło do recenzentów którzy opiniowali dorobek. Wtedy hurtowo dużo osób dostało hab. Potem zmieniono tryb i wprowadzono wykład i kolokwium które rzadko kto przechodzi z różnych przyczyn. Czyli zamieniono prawo aby było trudniej?

      • ~komentator 2 10.09.2026 19:38

        Ja tam kolokwium nie miałem, wykładu też nie. Po prostu, prof. dr hab., który był moim mentorem, otarł się ponoć o Nagrodę Nobla, no i to m.in. spowodowało, że dałem mu się namówić na złożenie wniosku habilitacyjnego. Nie wziąłem pod uwagę, że ZAWSZE finał danego przedsięwzięcia może być INNY, niż to może się wydawać. No i tak się stało w moim przypadku. Mój mentor już nie bardzo się orientował w obecnych realiach przyznawania habilitacji, niejako "zatrzymał się" w swoim myśleniu w latach 80-tych i 90-tych XX w. Obecnie raczej nie myślę o habilitacji, ale na ZBADANIU ZJAWISK, które mnie interesują, bo to przecież jest podobno (?) najważniejsze, przecież to jest "odkrywanie prawdy", no i ja ją odkrywam... A habilitacji nie mam i gwiżdżę sobie na to, że jej nie mam.

      • ~sdf 09.09.2026 20:54

        Rzadko kto? Masz jakieś dane? Tak cząstkowo u mnie to raczej pogromu nie ma.

    • ~adiunkt 08.09.2026 16:33

      Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. U mnie dydaktyka zajmuje 5 dni z 7 (pomimo etatu naukowo-dydaktycznego) w tym gargantuiczna ilość nadgodzin, dodatkowych niewliczanych do pensum atrakcji w stylu organizacji i pilnowania na 4., 5., 6. terminie zaliczenia itp. Wypalenie w tym scenariuszu występuje ze względu na niemożliwe do przerobienia ilości zajęć i tym samym konieczność robienia ich po łebkach, byle jak.

    • ~komentator 2 08.09.2026 14:15

      Wypalenie na uczelni ma miejsce na pewno wtedy (oczywiście, to nie jedyna tego przyczyna), gdy ktoś, kto zajmuje się naukowo dziedziną X., musi (aby pokryć pensum), prowadzić zajęcia z dziedziny Y., która ma się nijak do dziedziny X., a do której nie pała jakimś specjalnym entuzjazmem.
      Jak dotąd, ŻADEN z ministrów, czy tych ważnych członków rozmaitych gremiów np. KRASP, czy Rady Nauki i Szkolnictwa Wyższego itp., jakoś nie raczył tego zauważyć. Oni wszyscy UDAJĄ, że "wszystko jest w porządku".

  • ~Asystent 07.09.2026 21:34

    Ciekawe dlaczego w badaniu nie uwzględniono osób zatrudnionych na stanowiskach badawczo-dydaktycznych z tytułem zawodowym mgr?

    • ~Z.K. 08.09.2026 07:42

      Bo pewnie takich nie ma. Teraz nawet na stanowisko asystenta zatrudnia się tylko po doktoracie.

      • ~B 08.09.2026 09:35

        Nieprawda. Są jednostki, w których polityka zatrudniania wymaga stopnia doktora, żeby zostać zatrudnionym jako asystent.

  • ~Przemo 07.09.2026 20:04

    "wskazywano presję wynikającą z konieczności równoczesnego prowadzenia badań, publikowania, pozyskiwania finansowania oraz realizacji projektów w warunkach rozbudowanych i zmiennych procedur administracyjnych"

    czyli gdyby nie było wiadomo, to już wiadomo co trzeba naprawić ;-)

    • ~XYZ 08.09.2026 08:24

      Biedni uciemiężeni doktorzy, których praca polega na prowadzeniu badań, poszerzaniu swojej wiedzy w danym temacie i publikowaniu wyników badań, są zestresowani, że muszą prowadzić badania i publikować xD "a wniosek napisać, przecież to trudne, pani z działu nauki pomoże bo ja nie mam czasu taki zapracowany jestem zaraz na urlop naukowy jadem do grecji" :]

      • ~komentator 2 09.09.2026 20:24

        Ci doktorzy, o których pisze Pan z przekąsem, co roku mają też, jako jedną z "przyjemności", konieczność opracowywania na nowo sylabusów przedmiotów. Pół biedy, jeśli dotyczy to aktualizacji sylabusów już istniejących.
        Podobnie rzecz się ma, gdy prowadzą przedmiot, który już prowadzili, CHYBA ŻE program przedmiotu zmienił się znacząco. Pamiętam, jak równo 20 lat temu, we wrześniu 2006 r. musiałem przygotowywać w zasadzie na nowo, wykład z "Inżynierii oprogramowania" (który już przedtem prowadziłem, a która to dziedzina ma się do mojej dziedziny badawczej, jak przysłowiowy "piernik do wiatraka"). Co najmniej 2 - 3 tygodnie zabrało mi przygotowanie 60 % samej tylko GŁÓWNEJ części wykładu.
        Nauką w Polsce może zajmować się z reguły (tzn. mają do tego warunki) jakieś 40 % - 50 % pracowników badawczych i badawczo-dydaktycznych. I TO ONI najczęściej wypowiadają się np. na łamach "FA", przedstawiając swoje bolączki (które owszem, na pewno mają). Zatem, czytelnicy tych wypowiedzi mają ZAWĘŻONY obraz sytuacji.
        Reszta zaś, najczęściej milczy. W sumie, nic dziwnego. Bowiem, ludzie są już zmęczeni, i chyba nie wierzą w REALNE szanse zmiany sytuacji na WYRAŹNIE lepszą.
        W każdym razie, ja NIE WIERZĘ w takie szanse, JEŚLI obecny system ma funkcjonować tak, jak funkcjonuje.

      • ~adiunkt 08.09.2026 16:37

        Na mojej uczelni rzeczywistość wygląda raczej tak, że administracja zwala obowiązki na naukowców, władze generują kolejne nikomu niepotrzebne zadania, a na jednoczesne uczenie studentów, uczenie się i badania brakuje godzin w dobie i dni w tygodniu.

  • ~WkurzonyPoczątkujący 07.09.2026 16:29

    Wkurzony, wypalony, początkujący emeryt.

    • ~Tomorrow 07.09.2026 22:44

      Może brałeś wszystko zbyt dosłownie...? Trzeba mieć trochę elastyczności i dystansu.

      Boję sie, że ten cały zbiurokratyzowany system nauki hoduje cierpiących ludzi... a czy o to chodzi w życiu, aby w dniu przejscia na emerturę żałować swojej drogi życiowej...? wkrótce sie jeszcze okaże, że dane które wytworzyli naukowcy, tylko AI się chce je obrabiać.

      Dobrze, że o tym się już mówi. To forma terapii zbiorowmej.

      • ~Prof dr hab 08.09.2026 11:32

        Autoterapia poprzez trolling pod wieloma pseudonimami nie jest ani nauką, ani dyskusją — to tylko wzmacnianie własnych zniekształceń.

      • ~Przemo 08.09.2026 08:22

        Panie profesorze, jak zwykle ma Pan rację.
        Teraz „biorę wszystko... co medycyna wymyśliła”. Jest to forma terapii, wypisywanie, jak postrzegam świat pod różnymi pseudonimami z autoodpowiedziami.

        • ~Przemo 09.09.2026 13:22

          @ Przemo
          zabawne, że mamy ten sam nick ;-)
          Można nie gadać ze sobą samym, a jakby się gadało z sobą samym.
          Ciekawe co na to tutejszy moderator?

        • ~Marcin Przewloka 09.09.2026 01:32

          @Marcin Przewloka

          Osobo, która się pode mnie podszywa, nie bój się i nie wstydź, i napisz coś pod swoim własnym imieniem i nazwiskiem.

          Zaś do właścicieli tego forum apeluję, aby wprowadzić logowanie się i komentowanie pod tym samym, własnym ‘nickiem’, tak jak na przykład jest to możliwe pod artykułami na stronie BBC.