Kobiety pracujące w sektorze szkolnictwa wyższego i nauki częściej niż meżczyźni doświadczają objawów wypalenia zawodowego – wynika z najnowszego badania Ośrodka Przetwarzania Informacji. Podwyższone wskaźniki wypalenia zaobserwowano także u osób sprawujących opiekę nad osobami zależnymi, pracowników badawczo-dydaktycznych oraz przedstawicieli nauk medycznych, nauk o zdrowiu oraz nauk rolniczych i weterynaryjnych.
Zgodnie z definicją Światowej Organizacji Zdrowia wypalenie zawodowe jest syndromem wynikającym z przewlekłego stresu w miejscu pracy, który nie został skutecznie opanowany. Objawia się przede wszystkim wyczerpaniem, dystansem psychicznym wobec pracy oraz poczuciem nieskuteczności.
Praca naukowa wymaga jednoczesnego prowadzenia badań, publikowania wyników, pozyskiwania grantów, realizacji zajęć dydaktycznych, wykonywania obowiązków administracyjnych oraz ciągłego rozwoju kompetencji. Niewiele osób z zewnątrz ma tego świadomość. Kumulacja tych zadań może prowadzić do przeciążenia i wzrostu poziomu stresu. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego od dawna analizuje sytuację na polskich uczelniach i stara się opracować odpowiednie narzędzia, które mają na celu poprawę dobrostanu – mówi dr Karolina Zioło-Pużuk, sekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Na zlecenie MNiSW Ośrodek Przetwarzania Informacji przeprowadził badanie dotyczące wypalenia zawodowego wśród osób pracujących w sektorze nauki i szkolnictwa wyższego. Analizie poddano warunki pracy, równowagę między życiem zawodowym a prywatnym, poziom wypalenia zawodowego, indywidualne strategie radzenia sobie ze stresem oraz ocenę dostępnych form wsparcia instytucjonalnego. Badanie miało charakter kompleksowy i obejmowało reprezentatywne badanie ankietowe CAWI na próbie 1160 osób oraz 20 indywidualnych wywiadów pogłębionych z przedstawicielami kadry akademickiej.
Wyniki pokazują pozorny paradoks. Z jednej strony 57 proc. respondentów deklaruje ogólne zadowolenie z pracy, a aż 67 proc. jest zadowolonych z harmonogramu pracy. Z drugiej strony za satysfakcją zawodową kryje się duże przeciążenie. Ponad połowa badanych jest niezadowolona z proporcji między pracą a życiem prywatnym. Aż 75 proc. regularnie pracuje w czasie wolnym, a 74 proc. odbiera służbowe telefony lub odpowiada na wiadomości poza godzinami pracy. Ponad połowa badanych przyznaje również, że często martwi się problemami zawodowymi po zakończeniu pracy – raportuje Joanna Mirosław, jedna ze współautorek badania.
Respondenci powszechnie wskazywali na niedobór czasu na działalność naukową. Aż 63% badanych deklarowało zbyt mało czasu na badania, a 58% – na pisanie tekstów akademickich. Najsilniej deficyt ten odczuwali doktorzy, pracownicy badawczo-dydaktyczni oraz pracownicy instytutów badawczych.
Jednocześnie 83% pytanych uważało, że poświęca zbyt dużo czasu zadaniom administracyjnym, a 55% deklarowało przeciążenie dydaktyką. Ponad połowa (53%) pracowników badawczo-dydaktycznych realizowała zajęcia dydaktyczne w wymiarze przekraczającym 240 godzin rocznie.
Jako podstawowe symptomy wypalenia wymieniano najczęściej poczucie psychicznego i fizycznego wyczerpania, natomiast wśród symptomów wtórnych dominował dystres psychologiczny (m.in. zaburzenia snu, napięcie, stres, niepokój oraz nadwrażliwość na bodźce). Najwyższe nasilenie objawów obserwowano u doktorów i doktorów habilitowanych, wśród kobiet oraz osób sprawujących opiekę nad osobami zależnymi.
Choć większość respondentów (56%) deklarowała zamiar pozostania w obecnym miejscu pracy, niemal co piąty (19%) rozważał zmianę zatrudnienia w ciągu najbliższych 12 miesięcy, a co czwarty pozostawał w tej kwestii niezdecydowany. Najczęściej zamiar zmiany pracy zgłaszali doktorzy (23%).
Autorzy badania pytali także o przyczyny stresu i napięcia. Najczęściej wskazywano presję wynikającą z konieczności równoczesnego prowadzenia badań, publikowania, pozyskiwania finansowania oraz realizacji projektów w warunkach rozbudowanych i zmiennych procedur administracyjnych. Nadmiar obowiązków biurokratycznych ograniczał możliwość koncentracji na pracy naukowej i rozwoju zawodowym.
Zgłaszano także problemy interpersonalne i niejasną organizację pracy, prowadzące do konfliktów w zespołach oraz poczucia braku sprawiedliwości i uznania. Badani mówili też o wykonywaniu pracy poniżej własnych kwalifikacji oraz o braku realnych perspektyw awansu, co skutkowało spadkiem motywacji i poczuciem zawodowej stagnacji. Dodatkowym źródłem obciążenia były niskie wynagrodzenia i brak stabilności finansowej.
W raporcie podsumowującym zidentyfikowano także działania wspierające dobrostan pracowników oraz zapobiegające wypaleniu zawodowemu. Na poziomie indywidualnym uczestnicy badania wskazywali na różnorodne strategie radzenia sobie ze stresem i obciążeniami zawodowymi, m.in. zarządzanie czasem, korzystanie ze wsparcia psychologicznego lub terapii, aktywność fizyczną, techniki uważności i relaksacji, utrzymywanie relacji społecznych, angażowanie się w hobby oraz świadome wyznaczanie granic między pracą a życiem prywatnym.
Wyniki badania pokazały, że pracownicy najwyżej oceniają rozwiązania o charakterze strukturalnym i organizacyjnym. Jako najbardziej potrzebne wskazywane były: elastyczna organizacja czasu pracy, uwzględnianie faktycznego czasu pracy w systemach oceny i ewaluacji, możliwość pracy zdalnej lub hybrydowej, wsparcie asystenckie oraz uwzględnianie obowiązków opiekuńczych w planowaniu harmonogramu pracy. Stosunkowo szeroką akceptację uzyskały także benefity zdrowotne i sportowe oraz pomoc psychologiczna finansowana przez podmiot zatrudniający.
Raport „Wypalenie zawodowe wśród osób pracujących w systemie szkolnictwa wyższego i nauki” dostępny jest na portalu RAD-on.
MK, źródło: OPI
Wszystko to bardzo ważne, ciekawe itd. Natomiast, jedno pytanie: CZEMU i KOMU ma to służyć? Czy skorzystają na tym ci wypaleni zawodowo? Pytam się, bowiem sam należę do tych, co się niejako "dopalają", może jeszcze się nie tlą, ale "dopalają się".
Sporządzono raport, czy ktoś wziął za to kasę, tego nie wiem, ale najważniejsze jest: CO DALEJ?
Wypalenie zawodowe po części spowodowane jest działaniami, zaznaczmy nielogicznymi ministra nauki. Głos zabrały nieroby naukowe i ministerstwo postanowiło pozwolić naukowcom nie publikować czyli nie trzeba prowadzić badań bo i po co? Nie dano żadnego celu w zamian a awanse niewiele zmieniają finansowo więc szkoda na nie energii. Nie są potrzebne bo nie liczą się do praw habilitowania także. Czyli mamy przychodzić na uczelnię robić dydaktykę co zajmuje dwa dni. Naukowcy, nie pisze o tych pracujących naukowo, pracują dwa dni a pozostałe 5 to weekend. To nie przepracowanie ale przemęczenie od nic nierobienia. Skąd ministrowie mają wiedzieć na czym polega praca naukowa skoro tylko Mrowczynska pracowała naukowo, a reszta nie popełniła nic naukowego w życiu.
Ciekawe dlaczego w badaniu nie uwzględniono osób zatrudnionych na stanowiskach badawczo-dydaktycznych z tytułem zawodowym mgr?
Bo pewnie takich nie ma. Teraz nawet na stanowisko asystenta zatrudnia się tylko po doktoracie.
Nieprawda. Są jednostki, w których polityka zatrudniania wymaga stopnia doktora, żeby zostać zatrudnionym jako asystent.
"wskazywano presję wynikającą z konieczności równoczesnego prowadzenia badań, publikowania, pozyskiwania finansowania oraz realizacji projektów w warunkach rozbudowanych i zmiennych procedur administracyjnych"
czyli gdyby nie było wiadomo, to już wiadomo co trzeba naprawić ;-)
Biedni uciemiężeni doktorzy, których praca polega na prowadzeniu badań, poszerzaniu swojej wiedzy w danym temacie i publikowaniu wyników badań, są zestresowani, że muszą prowadzić badania i publikować xD "a wniosek napisać, przecież to trudne, pani z działu nauki pomoże bo ja nie mam czasu taki zapracowany jestem zaraz na urlop naukowy jadem do grecji" :]
Wkurzony, wypalony, początkujący emeryt.
Może brałeś wszystko zbyt dosłownie...? Trzeba mieć trochę elastyczności i dystansu.
Boję sie, że ten cały zbiurokratyzowany system nauki hoduje cierpiących ludzi... a czy o to chodzi w życiu, aby w dniu przejscia na emerturę żałować swojej drogi życiowej...? wkrótce sie jeszcze okaże, że dane które wytworzyli naukowcy, tylko AI się chce je obrabiać.
Dobrze, że o tym się już mówi. To forma terapii zbiorowmej.
Panie profesorze, jak zwykle ma Pan rację.
Teraz „biorę wszystko... co medycyna wymyśliła”. Jest to forma terapii, wypisywanie, jak postrzegam świat pod różnymi pseudonimami z autoodpowiedziami.
Przemo, to widać po wpisach, kiedy i jaką medycynę bierzesz, kiedy zapomniałeś, a kiedy przedawkowałeś, ale wpływ medycyny na postrzeganie świata to nie nauka. Pomyliłeś fora, co jest zrozumiałe przy oddziaływaniu medycyny na postrzeganie. Czasem zapominasz, co napisałeś i piszesz, że to nie Ty?