W serwisie Rządowego Centrum Legislacji pojawił się projekt rozporządzenia zmieniającego wysokość minimalnej pensji profesora w uczelni publicznej. Wzrośnie ona o około 3%, czyli tyle, ile od stycznia minimalne wynagrodzenie za pracę.
Przypomnijmy, że z minimalnym wynagrodzeniem profesora skorelowane są wynagrodzenia nauczycieli akademickich i pracowników naukowych PAN oraz inne świadczenia w systemie szkolnictwa wyższego. I to właśnie ich wysokość wymaga dostosowania do zmieniającej się pensji minimalnej.
Obecnie profesor w uczelni publicznej zarabia minimum 9370 zł. Pensja nauczyciela akademickiego na innym stanowisku nie może być niższa niż 50% tej stawki, przy czym profesor uczelni nie może dostawać mniej niż 83%, zaś adiunkt – nie mniej niż 73%. Przy obecnej minimalnej pensji profesorskiej (obowiązuje od 1 stycznia 2024 r.), asystent zarabia 4685 zł (50% wynagrodzenia profesora). To już poniżej minimalnego wynagrodzenia za pracę, które od tego roku wzrosło do 4806 zł (+3%). W związku z tym konieczna stała się korekta.
Podwyższono zatem, również o około 3%, minimalne wynagrodzenie profesora – do 9 650 zł (+280 zł), dzięki czemu pensja asystenta będzie odtąd kształtowała się na poziomie 4 825 zł (co stanowi 50% nowej najniższej stawki profesorskiej i 19 zł więcej niż minimalna). Po planowanej podwyżce nauczyciele akademiccy będą zatem zarabiać minimum:
Wraz ze wzrostem wynagrodzenia profesora do góry pójdzie też miesięczne stypendium doktoranckie. Przed oceną śródokresową (37% wynagrodzenia profesora) wynosić będzie 3570,50 zł (wzrost z 3466,90 zł), a po ocenie (57%) – 5500,50 zł (wzrost z 5340,90 zł).
Oprócz tego wzrosną także wynagrodzenia wypłacane promotorom, recenzentom oraz członkom komisji habilitacyjnych w postępowaniach w zakresie awansu naukowego. W przypadku stopnia doktora wynagrodzenie promotora wzrośnie do 8009,50 zł, promotora pomocniczego – do 4825 zł, zaś recenzenta – do 2605,50 zł. Jeśli chodzi o stopień doktora habilitowanego to wynagrodzenie przewodniczącego oraz sekretarza komisji habilitacyjnej wzrośnie do 3184,50 zł, członka komisji habilitacyjnej będącego równocześnie recenzentem – do 4825 zł, zaś członka komisji bez powierzonych dodatkowych zadań – do 1640,50 zł. W postępowaniu w sprawie nadania tytułu profesora wynagrodzenie każdego z 5 recenzentów wzrośnie do 3860 zł.
Projektowane rozporządzenie ma wejść w życie nazajutrz po ogłoszeniu, z mocą od 1 stycznia 2026 roku.
MK
Najciekawsze jest to, że minimalne wynagrodzenia są ustalane dla profesora uczelni publicznej, co oznacza, że inne placówki naukowe, wymienione na równi z uczelniami w Ustawie o Szkolnictwie Wyższym, mogą nadal proponować adiunktowi np. 6000 brutto, a nie 7044, jak przewiduje rozporządzenie.
Co więcej, dana placówka naukowa może sobie ustalić, że nawet jeśli bierze się udział w projektach międzynarodowych, gdzie na pracownika przewidziane są wynagrodzenia w kwocie np. 4500 euro/mies, pracownik tych pieniędzy nie zobaczy. Dostanie jakieś śmieciowe dodatki raz na trzy miesiące, a żeby się wyrobić z pracą, musi tyrać po godzinach. Patologia
Dopóki nie zostaną zmienione przepisy na szczeblu krajowym, dopóty te patologie będą się utrzymywać.
Praca w nauce w Polsce jest dla głupców i desperatów.
A ile slotów wypełnia kasjerka w supermarkecie?
Ten żenujący poziom wynagrodzeń wpływa na stosunek do nauki i pracy naukowej. Kto będzie rzetelnie pracował naukowo za grosze. Ciągłe oceny, sprawozdania, walka o projekty, granty, papierologia rozwinięta do maksimum. Jeśli uda się w końcu wywalczyc jakiś grant, to traci się czas na pracę naukową. Wiadomo, że tylko wolny umysł jest w stanie stworzyc coś oryginalnego. Natomiast w tej chwili w nauce mamy tylko niewolników, którzy zabiegają o dodatkowe zatrudnienie na prywatnych uczelniach bo wynagrodzenie w wysokości wynagrodzenia sprzątaczki nie pozwala na godne życie.
Notabene, nie obrażąjąc sprzątaczek, nie mają one/oni oceny co rok, sprawozdań i nikt ich bez przerwy nie weryfikuje. Pracują 8 godzin, może mniej, mają przerwy śniadaniowe, czy obiadowe, itp. Praca bezstresowa. Praca na uczelni to praca mocno stresująca, oceniają studenci i przełożeni. Dodatkowo, każdorazowa zmiana ministra zmienia wszystko, nawet zwykłe standardy nauczania. W tej chwili na uczelni każdy profesor jest podporządkowany urzędnikom: pan zrobi to, pani zrobi tamto... przecież urzędnicy nie wiedzą co napisac.
Istnieją "niby" bazy naukowe, ale każda baza zorganizowana jest w inny sposób i nie wystarczy opisanie dorobku w jednej bazie, a inne mogłyby ściągac dane z niej. Nie. Trzeba to samo zrobic wiel razy, bo każda baza to oddzielne państwo. Kto to zrobi - pan/pani profesor, oczywiście.
Dlatego nie ma czasu na badania naukowe, a każdy musi spac, jeśc i czasem spotkac się z rodziną. Aha, genialne pomysły mają powstawac w samochodowym korku między jedną pracą a drugą.
A gdzie konferencje (oczywiscie brak finansowania), gdzie dysputy naukowe, seminaria, sympozja?
Gdzie szacunek społeczeństawa dla nauki? Właśnie finanse i takie "Colegium Tumanum" oraz inne "prywatne uczelnie" prowadzą do takiej sytuacji. Tylko zmiany systemowe mogą coś zmienic.
Od czasu wejścia do wspaniałej UE nauka polska upada. Pierwsze negatywne zmiany pochodzą od pani minister Kudtycka (uciekła do unii), całkowicie pogrążył wszystko Gowin, a Wieczorek (inżynier kierujący nauką???) to już całkowita porażka. Co można było zepsuc to zepsuli. Tylko powrót do starych zasad, likwidacja tych "niby uczelni", ograniczenie biurokracji, "grantowania" swoich może cokolwiek zmienic.
Dlaczego w tych tak zwanych "komunistycznych" czasach nauka była na wysokim poziomie? Teraz polskich niby naukowców nikt na swiecie nie chce, bo są słabo wykształceni. I ciągnie się to od szkoły podstawowej. I nie ma co narzekac na starych dziadów, bo w systemie w którym brakowało papieru toaletowego wszyscy się o niego bili. A w systemie w którym tak totalnie brak pieniędzy, wszyscy się nawzajem "wycinają".
Niestety nie mam nadziei, że coś się zmieni na dobre.
Pani sprzątaczka ma zapewnione narzędzia pracy: wiadro, ścierka, odkurzacz, środki do sprzątania, pokój, czajnik, krzesło i stół. Administracja ma zapewnione komputery z oprogramowaniem i pokój socjalny. Pracownik naukowo-dydaktyczny ma sobie wszystko kupić z własnych środków. Z prywatnych, z pensji a jak ma szczęście to z własnego grantu. Tak wygląda nauka polska.
Sprzątaczka może sprzątać niedokładnie, administracja wystarczy, że przeniesie papierki na sąsiednie biurko i dostanie pozytywne oceny od koleżanek. Pracownika n-d rozliczają z wszystkiego publikacji, konferencji, popularyzacji i tryliona innych pierdoł nie zapewniając niczego.
W całej rozciągłości podzielam tę opinię.
Prywatne "pseudouczelnie" drenują edukację wyższą ( na poziomie dawnych szkół pomaturalnych) i dokładają się do tej destrukcji nauki w Polsce.
Polityka " w każdym powiecie Uniwersytet z wydziałem lekarskim" to także zagrożenie dla poziomu medycyny.
W zeszłym roku zrezygnowała moja niedoszła doktorantka. W Bangladeszu znalazła lepszą ofertę i tam się udała XD.
I teraz na poważnie - Polacy nie chcą robić doktoratów, mają WYWALONE na te stypendia!
Większość wypowiedzi - merytorycznie żałosna. Zapowiedziano podwyżki płac w 2026 o 3% i tylko o 3%. Implikuje je podwyżka płacy minimalnej. Podwyżka płacy profesorskiej jest tak "skonstruowana", aby najniższa płaca asystenta (wbrew temu co wypisujecie - nie jest to stanowisko wymierające) przekroczyła minimum krajowe. Ja mam szczęście pracować na Uczelni, gdzie wszystkie pochodne minima są znacznie przekroczone, a wywalczyły to związki zawodowe.
Skoro stypendium doktoranckie po ocenie śródokresowej wynosi 57% wynagrodzenia profesora, to pensja asystenta powinna zostać zwiększona z 50% do 60% wynagrodzenia profesora. Z drugiej strony, wtedy pensja asystenta byłaby nieco dalej od (obecnej) najniższej krajowej, zatem nie byłoby powodu żeby ją podwyższać (w latach bez wyborów).
Widełki powinny być również zróżnicowane lokalnie, w rozumieniu jakiegoś zapisu, który je automatycznie podnosi. Na przykład +15% w miejscowościach powyżej 300-400k mieszkańców.
Czy tylko ja uważam, że zarobki nauczycieli akademickich na etacie asystenta, które trzeba podnieść bo są poniżej pensji minimalnej to wstyd dla Państwa Polskiego? U nas na wydziale jest wielu pracowników z doktoratami zatrudnionych na stanowisku asystenta. Taka niekonsekwncja, że dostaje się stypendium wyższe niż potem pensję na etacie już nikogo nie dziwi, tylko wstyd się przyznać, że na przysłowiowej kasie w markecie pensje są wyższe niż na uczelni.
Czy tylko ja uważam, że zarobki nauczycieli akademickich na etacie asystenta, które trzeba podnieść bo są poniżej pensji minimalnej to wstyd dla Państwa Polskiego? U nas na wydziale jest wielu pracowników z doktoratami zatrudnionych na stanowisku asystenta. Taka niekonsekwncja, że dostaje się stypendium wyższe niż potem pensję na etacie już nikogo nie dziwi, tylko wstyd się przyznać, że na przysłowiowej kasie w markecie pensje są wyższe niż na uczelni.
Po pierwsze poziom tej dyskusji, obelgi i brak szacunku są żenujące i świadczą o poziomie niektórych osób. Po drugie przed podwyżka zarabiam więcej, więc co to za podwyżka?
Widać, że naukowiec nie rozumie co jest napisane i co to znaczy "zarabiać minimum". Obrażać to my a nie nas. A co to jest pośmiewisko? "Po drugie..." traktuje innych jak niedorozwiniętych. Typowy gość z kasty uśmiechniętych.
Wprowadzono szkoły doktorskie, a zatem stanowisko asystenta (tj. magistra pracującego przy katedrze/labie) co do zasady straciło rację bytu. Może warto je zlikwidować jako domyślną formę zatrudnienia? Wyjątek: praca w grantach. Chyba nikt się nie spodziewa, że najzdolniejsi doktorzy będą pracowali za minimalną? Wiodące uczelnie zatrudniają na stanowisko asystenta (!) osoby z doktoratem...w głowie się nie mieści.
To już problem patologii sposobu zatrudniania w danej jednostce. W żaden sposób SD nie ma wpływu na takie kwiatki. Ograniczone czasowo stypendium sprawia, że część doktorantów po 4-letnim okresie SD ląduje na asystencie. Dlaczego po obronie nie dostają awansu? No chyba nie przez kształcenie w SD. Prędzej przez kolesiostwo lub brak budżetu w jednostce.
To, że inne uczelnie to wykorzystują, to już nie jest w interesie magistrów. Najlepiej ich zwolnić według Twojej logiki i uniemożliwić rozwój i zdobywanie doświadczenia zawodowego. To na rzecz doktorów, którzy nie mają wystarczająco odwagi, aby upomnieć się o stanowisko adiunkta i grzać cztery litery na posadzie asystenta. Czyjś to wina?
A niby dlaczego? Jak jednostka ma sporo dydaktyki, doktorant ze szkoły doktorskiej daje niewiele, a asystent dużo. A po co mu doktorat, to już zupełnie inna sprawa.
Mamy podwyżkę. Minister bohater.
A minister i tak powie, ze przeciez to tylko minimum, mozna im płacić wiecej. Tylko jakos przynajmniej w PAN odbijają piłeczkę ze jak zapłacą więcej to im zarzuca niegospodarnosc... I tak wysoko wykwalifikowany specjalisci zarabiają co do grosza wg rozporządzenia. Możecie zdobyć grant - mówią. Przy 10-15% wskaźniku sukcesu, gdzie nawet kluczowy sprzet jest niesprawny bo naprawisz jak zdobędziesz grant i sam zapłacisz.
Chyba pora sie obudzić, bo polska nauka tonie i wymiera śmiercią naturalną
Taka sytuacja jest dla mnie jasnym sygnałem, żeby na uczelni robić minimum, a w pracy poza uczelnią maksimum. Jeśli podstawa wynagrodzenia jest tytuł, stopień to ja gratuluję innowacyjnej i wdrożeniowej nauce polskiej. Plagiaty, papiernie, marny poziom kształcenia, geriatria w nauce a młodych ma przyciągnąć 19 złotych nad minimalną krajową. Żalosne
Recenzowałam książkę jednego cwaniaka, który twierdził, że splagiatowała go promotorka i znalazłam pełno plagiatów z innych książek w jego żałosnej książce z 2024 roku opartej na danych z 2016 roku. Tabele przepisane z innych źródeł i napisane, że opracowanie własne na podstawie. W niektórych tych źródłach nawet nie było tego co niby cytował, a był dokładnie np. taki sam wykres w źródle, którego nie zacytował. Wkład własny i założenia był zupełnie niemerytoryczny - polegał na dodaniu do tabeli przepisanej z niego źródła i wywodu w książce, że tradycyjna gospodarka opierała się na założeniu o nieograniczoności zasobów, co jest całkowicie sprzeczne z teorią ekonomii, która od zarania swoich dziejów boryka się z problemem, nieograniczoności potrzeb, a ograniczoności zasobów. Mam zamiar napisać o tym do władz uczelni zatrudniającej tę osobę i do wydawnictwa, bo to książka, jak niestety wiele innych wydawanych w Polsce pseudonaukowych wypocin dla punktów, od której można zgłupieć nie zmądrzeć.
To napisz, zamiast się tu niepotrzebnie uzewnętrzniać
Oj, żałosny jesteś gościu i takie opowiadasz głupoty. Gdyby była to prawda i miałbyś ... to byś już dawno to zgłosił do odpowiednich władz. Tak to tylko możesz sobie pogadać, bo co mi zrobią, nie?. Oby nie okazało, że to ty jesteś plagiatorem prac promotorki?.
Dla nauczycieli akademicmich rownież wysługa lat do 25%, oraz dodatek mieszkaniowy i stołeczny jak dla np. strażaczków. Gdzie ta równość??? Ledwno po maturze chłopak w wojsku tyle ma z licznymi dodatkamk co profesor. On ma to wieku już 18 lat a profesor GDY KOŃCZY MU SIĘ ŻYCIE... PRZYKRE! WALCZMY O PRESTIŻ I GODNE ZAROBKI!
Asystent, 19 zł powyżej pensji minimalnejj.. Czy kogoś jeszcze dziwi, że mlodzi ludzie nie chcą studiować?
Studiować? Asystentem się jest po studiach...
Jest taka uczenia, gdzie jest "stanowisko" asystenta z doktoratem. Bo na adiunkta to sobie trzeba zasłużyć, np. 7 publikacji, najlepiej oryginalnych.
a nieoryginalne są w ogóle dozwolone?
Hańba. Starych dziadów i baby profesorów przyzwalających na głodzenie reszty naukowców należy wyrzucić z zawodu akademików.
Czas na strajk generalny ludzi nauki!
Ile jadu i nienawiści tu sączy gość, chyba nieudacznik, a do tego niegodziwiec. Głupota sięga bruku. Zawsze będzie tak, nie tylko u nas, że prof. będzie zarabiał więcej niż dr. U nas to jest żenująco niskie wynagrodzenie prof. Gdy prof. zarabiał godziwie, to i pozostali też. Ale kto z tych zapyziałych osobników to zrozumie?, najlepiej w walić w prof. Tacy niegodziwcy powinni wylatywać z uczelni i to z hukiem.
Procesory blokują strajk i dążą do życia z prestiżu, bo oni mają za co żyć. Asystenci im głodują a oni to pomijają.
Asystent ma najniższą krajową.
Lekarz stażysta bez uprawnień zawodowych ma dwa razy tyle. Lekarze strajkowali.
Początkujący nauczyciel ma więcej. Strajkowali.
Więc swoje komentarze o zachowaniu status quo wsadź w buty. Czas na zmiany i strajk.
Dobre nie, "do życia z prestiżu" i prof.y idą do sklepu i kupują "bułkę chleba" za prestiż. A kto ci zabrania strajkować. Może jeszcze pretensje do samego stwórcy, że ułomnym stworzył ciebie. Masz pretensje do lekarzy, nauczycieli itd., że walczą o siebie. Kim jesteś?, jak tchórzem, to bierzesz w d... i miej pretensje do siebie a nie do całego świata.
Kolejny przedstawiciel starego układu. Rozumiem, że jak się siedzi w jaskini to do chłodu można przywyknąć.
Jak się wczytasz w poprzedni wpis, dojdziesz do wniosku, że pretensje są do starych dziadków na stołkach, którzy nawet nie zająkną się w sprawie wynagrodzeń - Rada Główna nawet się nie zająknęła na temat wynagrodzeń w tym pięknym rozdaniu: https://www.gov.pl/web/nauka/rada-glowna-nauki-i-szkolnictwa-wyzszego
A samorząd lekarski wybrał młodych i ma 20% podwyżki zagwarantowane co roku. I to nie są pretensje, że walczą o siebie. Pretensje są do środowiska akdemików, że pozwalają od lat na głodzenie nauki. Rządzący robią to, na co mają pozwolenie.
Zachęcam do czytania ze zrozumieniem, będzie łatwiej o komunikację.
Jak ja czytam o tych układach to mi się śmiać chce. Ani żadnego bicia się na noże w konkursach nie było (w końcu jak sektor słabo płatny, to ludzie drzwiami i oknami nie walą). Ani o żadnych starych dziadków się na korytarzach nie potykam, chyba że ta definicja obejmuje 40-ków z habilitacją. Różnice, owszem, są. Te 40-latki walczą o zewnętrzne finansowanie, wyciągają z programów publikacyjnych co się da, nie marudzą na nadgodziny. Z kolei niektórych męczy jeden dzień dydaktyki w tygodniu i marny artykuł raz na rok czy dwa. A jeszcza Panie, oceny okresowe, habilitacje, profesury, same kłody pod nogi. W ustroju słusznie minionym też czy się stało, czy leżało, tyle samo się należało. To se ne vrati.
O i masz tu dziadki "do klatki", a młodzi "wybrał młodych i ma 20% podwyżki zagwarantowane co roku" Do kogo pretensja, że wybrali i co? A na uczelniach to młodzi siedzą jak myszy pod miotłą i boją się usta otworzyć, tylko po kątach gadają i to po cichu by nikt nie słyszał. Jak ktoś powie coś głośno i go wielcy wywalą, to młodzi się cieszą, a widzisz trzeba było być cicho. Skąd ja to znam i widziałem wielu takich co to podpuszczają innych a sami chowają się, czasami wręcz donoszą na innych, a nawet, jak ostatnio, też piszą anonimy do władz. Innych pouczają jak czytać, a sami nie umieją i nie rozumieją.
Bosh, kolejny pryk.
Lekarze wywalczyli podwyżki dlatego, że:
a) jako grupa zawodowa, jako całość (!) domagała się podwyżek,
b) jaja do tego mieli młodzi.
Podwyżki na jednej uczelni nie mają racji bytu bo uczelni opłaca się zmienić młodą kadrę jak coś. Jakby nauczyciele akademiccy przed 3 miesiące wolno podpisywali wszelkie dokumenty, np. tylko odręcznie wszelkie protokoły z wysyłaniem pocztą dokumentów, to ministerstwo by się zapłakało. Nagle spadło by tempo produkcji inżynierów, rozliczania grantów itd.
Ale stare dziadki nie widzą powodów do protestowania - im jest dobrze, za te 12k bo myślą kategoriami sprzed 10 lat, kiedy to był jakiś pieniądz. Dziś każdy absolwent licencjatu dostaje 4,5k minimum... akurat tyle ile asystent, który powinien lizać buty starej kadrze na uczelni. Z wdzięczności.
Pretensji nie mam do nikogo. Po prostu nawołuję, żeby dziady zajęły się innymi sprawami, a młoda kadra przejęła stery i walczyła o swoje, w tym godność. Praca na uczelni od lat nie ma już prestiżu. Tyle, że starzy nie widzą, bo mało widzą.
No i mamy kolejnego "Czapajewa" Gieroj jak wykopać "stare dziadki" a tak jeszcze trzeba "lizać buty starej kadrze" "Z wdzięczności" Może czas zmienić pracę?
Czas na strajk polskiej nauki.