Obecny model ewaluacji jest nie do utrzymania i prędzej czy później trzeba będzie z niego zrezygnować. Koncepcja, którą przedstawiliśmy, jest mniej czasochłonna, a bardziej sprzyjająca rozwojowi. To ocena bliższa modelowi akredytacyjnemu, a nie „księgowo-dyscyplinowemu”, z jakim mamy teraz do czynienia – mówi dla FA prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich.
Od kwietnia w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego działa Zespół do spraw opracowania założeń do nowego modelu ewaluacji. Grono 31 ekspertek i ekspertów ma przedstawić rozwiązania, według których odbędzie się najbliższa ocena jakości działalności naukowej (za okres 2026–2029). Po pierwszych spotkaniach wiadomo już, że członkowie tego gremium opowiadają się za zwiększeniem roli ekspertów, w tym zagranicznych, a także zmniejszeniem liczby osiągnięć uwzględnianych w ewaluacji. Rozwiązanie to ma, zdaniem zespołu, przeciwdziałać presji tworzenia dużej liczby dzieł o mniejszej jakości i tzw. punktozie. Wśród dyskutowanych kwestii jest także liczba N.
Zaproponowane zmiany będą teraz poddawane symulacjom i analizom. Eksperci zgadzają się, że nowo tworzone mechanizmy powinny wspierać rozwój nauki i naukowców oraz zachęcać ich do prowadzenia wysokiej jakości badań naukowych. To w naturalny sposób wyklucza dotychczasowy kierunek, w którym naukowcy i zarządzający byli zorientowani na efektowne sprawozdawanie osiągnięcia, zamiast skupiać się na jego przedmiocie – czytamy w komunikacie podsumowującym dotychczasowe prace zespołu.
Temat ewaluacji poruszano także podczas ostatniej wizyty w Lublinie prof. Marka Gzika, sekretarza stanu w MNiSW. W trakcie spotkania „Porozmawiajmy o polskiej nauce” na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej wiceminister zaznaczył, że nie ma idealnego modelu oceny, który byłby do zaakceptowania przez wszystkich. Wskazał jednocześnie leżącą dziś na stole ostatnią propozycję Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Byłaby to zmiana rewolucyjna, wywracająca ewaluacyjny stolik do góry nogami. O szczegóły zapytaliśmy prof. Bogumiłę Kaniewską, rektorkę Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza i przewodniczącą KRASP:
– Jeszcze w poprzedniej kadencji władz KRASP przedstawiliśmy Ministerstwu Nauki koncepcję opartą na ocenie instytucjonalnej. Propozycję przesłaliśmy w oficjalnym piśmie do ministra. Chodzi w niej nie tyle o ocenę jednostek uczelni, jak to było dawniej, ile o ocenę całych instytucji, bo przecież podlegają jej też inne podmioty. Polegałaby, w wielkim skrócie, na tym, że instytucje prezentują swoje osiągnięcia, a eksperci weryfikują je na podstawie wyznaczników, które obrazowałyby stopień realizacji założonych celów. Podmioty same decydowałyby, które osiągnięcia i w jakich dyscyplinach pokazać, żeby uzyskać uprawnienia do nadawania stopni naukowych bądź utrzymać te już uzyskane – informuje prof. Kaniewska.
Dodaje, że ewaluacja instytucjonalna obowiązuje obecnie m.in. w Szwecji i Czechach. Jak wynika z jej słów, rektorzy z tych krajów mają dobre doświadczenia i są chętni, by się nimi podzielić.
– Mam ogromną nadzieję, że dojdzie do dyskusji nad przedstawioną propozycją i wypracujemy nowy wzorzec ewaluacji, wolny od błędów dotychczasowej oceny. Aktualny model jest nie do utrzymania i prędzej czy później będzie trzeba z niego zrezygnować. Koncepcja, którą jako KRASP przedstawiliśmy, jest mniej czasochłonna niż obecna, a bardziej sprzyjająca rozwojowi. To ewaluacja bliższa modelowi akredytacyjnemu, a nie „księgowo-dyscyplinowemu”, z jakim mamy teraz do czynienia. Pamiętając doświadczenia z ostatniej oceny, postulujemy, żeby jej wyniki stanowiły jedynie punkt wyjścia, a nie jedyny warunek do uzyskania uprawnień akademickich – zaznacza przewodnicząca KRASP.
Jak podkreśla, w przypadku tej propozycji mowa jest jedynie o nauce, a nie całościowej ocenie instytucji, choć – jej zdaniem – idealnie byłoby wypracować w przyszłości model łączący dzisiejszą ocenę jakości działalności naukowej i ocenę instytucjonalną dokonywaną przez Polską Komisję Akredytacyjną. Taka synergia, w opinii rektorki UAM, dawałaby pełniejszy obraz, a ocenianym instytucjom pozwoliłaby na trochę oddechu.
– Powtórzę jeszcze raz: model instytucjonalnej ewaluacji KRASP opracował jeszcze w poprzedniej kadencji, jest to propozycja sygnowana przez obecnego honorowego przewodniczącego prof. Arkadiusza Mężyka. Można z nią polemizować, udoskonalać, zmieniać – jest w naszym gronie wciąż dyskutowana. Niezależnie od szczegółowych rozwiązań, które z pewnością trzeba dopracować, uzgodnić, większość rektorów wchodzących w skład Prezydium KRASP opowiada się za modelem ekspercko-instytucjonalnym – wskazuje prof. Bogumiła Kaniewska.
Przypomnijmy, że prof. Arkadiusz Mężyk jest jednym z członków ministerialnego Zespołu do spraw opracowania założeń do nowego modelu ewaluacji. Kolejne posiedzenie gremium, którym kieruje wiceministra Karolina Zioło-Pużuk, zaplanowano na 27 maja.
Mariusz Karwowski, PK
Ludzie ciężko pracują a ci od padań podstawowych w żaden sposób nie wpłynęli na rozwój Polski w ostatnich 35 latach (jak przez 40 lat PRL), a teraz znów ocena ekspercka zagraniczna, czyli ludzi nie znających polskie realia, którzy będą się kierować jakimiś podkręconymi prestiżowymi ponoć rankingami nie uwzględniającymi czas pracy pracowników instytucji uwzględnionych w rankingach na prowadzenie badań i znów PAN będzie królował. Gratulacje, po co ta ściema skoro i tak PAN ma być najlepszym, choć nie jest .
"Po co ta ściema" nauki w Warszawie, Krakowie i innych miastach jak jest najlepsza w Berlinie i .... Na bruk wszystkich naukowców wywalić z Warszawy, z Krakowa i ... i wielkich naukowców do zbierania cebuli, szparagi i ... zagonić, bo przecież PAN nie może być najlepszym. Człowieku, od "choć nie jest" lekarz już ci nie pomoże, ale biologia, Berlin i Niemcy z pewnością tak.
A może by tak zacząć od zweryfikowania czemu ma służyć ta ewaluacja i czy w ogóle jest potrzebna. Bo obecnie skutki ma dwa. Po pierwsze uprawnienia do prowadzenia postępowań awansowych. Czy zbadał ktoś czy obecne kategorie przekładają się na jakość doktoratów czy habilitacji? Czy w ewaluacji bierze się pod uwagę np. osiągnięcia naukowe związane z postępowaniami? Skoro doktoraty są stopniem kształcenia to uprawnienia doktorskie powinna przyznawać PKA? A habilitacje przecież i tak są w zasadzie pod kontrolą KDN.
Po drugie ewaluacja wpływa na wysokość subwencji. Czy nie lepiej zrezygnować z tego związku i wprowadzić prostą zasadę, że subwencja częściowo uzależniona jest od sukcesu w pozyskiwaniu grantów? Oczywiście przy uwzględnieniu różnic między dyscyplinami. Przecież ośrodki o wyższej pozycji naukowej powinny mieć lepszą skuteczność pozyskiwania grantów.
Uważam, że ewaluacja jest niepotrzebna, a nawet szkodliwa. Można wskazać ‘sposoby’ zwiększania osiągnięć. Dzielenie publikacji – zamiast 1 dobrej 10 przyczynkowych. Przesuwanie ludzi na etaty dydaktyczne (często ze szkodą dla dydaktyki). Liczyłem na to, że coś się dobrego urodzi z tych prac ministerialnych, ale chyba jak zwykle się zawiodę.
Tak trzeba zabrać pieniądze z dydaktyki i przeznaczyć na granty, a subwencje tak jak jest teraz to są środki na otarcie łez i utrzymanie administracji i części budynków. Wtedy hordy z uczelni pokażą co są warci w pozyskiwaniu, by utrzymać siebie i kształcić studentów. Większość uczelni pójdzie z torbami i na bruk wielcy naukowcy wylecą co to w życiu żadnego grantu nie napisali, nie mówiąc już o zdobyciu. Dobrze się wozić jak mają finansowanie na dydaktykę i do tego jeszcze inne obrywki z samorządów i zasiadania w różnych radach, spółkach, zespołach i nic nie robić i pisać takie bzdury, nie mając zielonego pojęcia o finansowaniu i stabilności systemu nauki. Publikacje pisać, toć to obraza takich wielkich naukowców. Tu encyklika prof Betona. Palnę byle co, niech wiedzą jaki to ja "mądry".
Subwencja dydaktyczna powinna być na 10-20% najlepszych maturzystów. Uczelnie skupiłyby się na dobrym kształceniu a nie na utrzymywaniu każdego studenta na liście.
O i chcą się wozić na kasie na dydaktykę i jeszcze 10-20% najlepszych maturzystów. Zero trzeba dać na dydaktykę, a głównie powinni utrzymywać się ci co chcą pracować w nauce i na uczelniach z grantów przy minimalnej subwencji. Tak, najpierw wywalić wszystkich prof, dr hab. i dr co nie mają wspaniałych wyników w nauce, w badaniach, publikacjach i grantach bo to balast niepotrzebny w nauce. A tak, mamy gości co to poobsiadali stołki, bo mają hab. i nic nie robią w nauce, dorobek naukowy mierny lub żaden. Większej bzdury z maturzystami chyba nie da się wymyślić.
Polska na tle państw europejskich zwiększa sukcesywnie lecz umiarkowanie wydatki na naukę. To dobrze. Jednak mamy wyjątkowo dużą liczbę jednostek naukowych. Czy wydawanie pieniędzy na rozcieńczanie nauki jest rozsądne?
https://ehea.info/Upload/Chapter_1_EHEA_key_data_1_.pdf
@Przemo
Dobre pytanie, odpowiedz nielatwa.
W pierwszym odruchu mozna odpowiedzic, "nie, bo nas na tyle nie stac" i zmniejszyc na przyklad o 1/3 liczbe jednostek naukowych. Tak, jest to jakies podejwscie.
Problem polega na tym, ze niezaleznie od tego, jak wazne sa te jednostki naukowo (zwykle malo-wazne, niestety...), pelnia one rowniez bardzo istotna role w napedzaniu lokalnej gospodarki.
Tak wiec ja osobiscie rzeczywiscie zlikwidowalbym duza czesc tych uczelni, ale staralbym sie to robic tak, aby raczej zamknac jedna z 2 lub 3 lokalnych szkol, niz taka, ktora jest jedna jedyna w okolicy.
Ale, jak mowie, ta decyzja to jest raczej decyzja polityczna, niz taka, ktora ma cokolwiek wspolnego z rozwojem nauki i z rozwojem zaplecza nauki w Polsce. Trudny temat.
Jeśli już mamy coś takiego, jak ewaluacja, proponowałbym inne podejście.
Po pierwsze: nie zwiększajmy już za dużej ilości jednostek naukowych, przynajmniej na pewien czas, powiedzmy na 10 lat.
Po drugie nie likwidujmy, tylko poddajmy te które mają największe problemy solidnemu audytowi i całkowitej restrukturyzacji. Powiedzmy 2-4 na rok. Zwalnia się wtedy 50% do 100% zatrudnionych (nawet losowo), rozpisuje konkursy na nowo, jasno określa cel działania i wymaga wykonania. Za 2 lub 4 lata kolejny audyt i jeśli nie ma poprawy - zwalnia się pozostałą część poprzedniej ekipy i jeszcze raz to samo. Do skutku. W ten sposób niewielkim kosztem ludzie nauki nauczą się zarządzać jednostkami naukowymi, tak byśmy za niedługo byli z nich wszystkich zadowoleni.
Nie da się naprawić całej nauki jednym rozporządzeniem ministra.
@Przemo
W ogole nie zgadzam sie z takim podejsciem.
Nauka potrzebuje spokoju.
Zmiany powinny byc przemyslane, a jak juz sie je wprowadzi, to nalezy poczekac na to, jakie przyniosly efekty. Poczekac lat 5, albo 8, albo 10.
Zatrudnianie i wyrzucanie ludzi co dwa lata nie ma najmniejszego sensu.
Nikt normalny w takim srodowisku nie chcialby pracowac.
Nic nowego w tak krotkim okresie czasu nie da sie zrobic, w sensie kierunku rozwoju jakiejs organizacji, uczelni.
Wiem, że to brutalne, ale tylko to działa. Chodzi tylko o instytucje najgorsze. Jedna, dwie, cztery.
Pozostali sami zrobią u siebie porządek. Tak to działa w Niemczech, tak to działa w Singapurze.
Jest płacz, pot i łzy, ale to działa.
Inaczej kontynuujemy radosne wyrzucanie pieniędzy podatnika i tracimy jego szacunek.
Ma być dobrze, a nie jakoś tam.
Czy chodzi Panu o reformy na uczelniach w byłej NRD? Bo one sprowadzały się do wymiany kadr na ludzi z RFN. Taka kolonizacja jednych uczelni przez drugie.
Aż boję się myśleć, jak by to wyglądało w polskich warunkach.
Każde zadanie można wykonać dobrze, ale można też wykonać źle. Nie zakładałbym z góry tego drugiego. Proszę mnie dobrze zrozumieć, nie chodzi mi o likwidację czy "kolonizację" najsłabszych jednostek naukowych, ale o prowadzenie skutecznych działań naprawczych.
Uczelnie i instytuty naukowe są zdaje się ostatnimi instytucjami, które powinny skłaniać rządy do marnowania pieniędzy podatników.
Napisano:
Zaproponowane zmiany będą teraz poddawane symulacjom i analizom.
To pod kogo to będzie robione. Jaki ma być wynik symulacji. Pytam o dane walidacyjne.
Wygląda to, że jest to robione pod kogoś.
Następnie, po dwóch edycjach zasad ma następować zmiana zasad.
Komuś się nie podoba. i chce zmian.
Po dwóch okresach to nic nie można powiedzieć, najwidoczniej komuś nie wychodzi jak miało wychodzić.
Z obecnej ewaluacji wyszło, że w PAN się obijają.
Chyba, że celem nowych propozycji jest ogólnie pójście w krzaki i odpoczywanie.
Wyjątkowo marna muszą być osiągnięcia naukowe gościa i jego uczelni co to wieści "Z obecnej ewaluacji wyszło, że w PAN się obijają." Do pięt nie dorastacie PANu ze swymi wynikami naukowymi i stąd atak miernot na PAN. Takie miernoty co to wieszczą o obijaniu PAN powinny być wyeliminowane z nauki bo tylko psują naukę.
Proszę bardzo, Profesor z PAN pokazał link:
https://www.nauka-pan.pl/index.php/nauka/article/view/1091/1138https://www.nauka-pan.pl/index.php/nauka/article/view/1091/1138
strona 26
Liczba autorów z PAN przewyższa z UJ
dalej biorąc, że połowę czas pracy na uczelni to dydaktyka
to liczba publikacji na PAN winna wynieść więcej niż 45 tysięcy , a jest 33 tysiące
liczba cytowań na publikację pokazuje, że wcale jakościowo PAN nie jest lepsze od UJ
i można tak z każdą kolejną uczelnią.
Więc zastanów się niezbyt inteligentna osobo z PAN co wypisujesz, PAN to skansen socjalizmu. Jaka była w PRL jest taka obecnie. Żadnych zmian. Samozadowolenie w najlepsze.
@ kk,
Witam kolego. Widzę, że nadal brniesz w stare koleiny. Spójrz na ranking SCImago 2025 badania naukowe i innowacje w Europie Wschodniej. Pierwsze miejsce Rosyjska Akademia Nauk, a potem Polska Akademia Nauk, Akademia Nauk Republiki Czeskiej, Uniwersytet Karola w Pradze, Uniwersytet w Lublanie, Instytut Genetyki Molekularnej Akademii Nauk Republiki Czeskiej i Uniwersytet Jagielloński, który jest dopiero na 7 miejscu w regionie. Dobry skansen ha, ha, ha.....
A i liczby pracowników.
@ kk,
Na UJ zatrudnionych jest 4844 nauczycieli akademickich, którzy zajmują się dydaktyką i prowadzą badania naukowe. W PAN zatrudnionych jest 4200+ pracowników badawczych. Nie uwzględniam w obydwu instytucjach pozostałych pracowników administracyjnych, technicznych czy inżynieryjnych.
Kolego, wspominany przez kolegę ranking nie uwzględnia tego, że na UJ na pracę naukową poświęca się 50% czasu pracy, a na PAN to chyba 100%.
@ kk,
Nie ma to żadnego znaczenia w międzynarodowej ocenie dorobku badawczego danej instytucji naukowej. Tam, gdzie nie ma dydaktyki lub jest ona ograniczona są inne czasochłonne zajęcia.
Przepraszam. Nie popieram krucjaty anty-PAN w wykonaniu kk, ale spytać muszę. Jakież to inne czasochłonne zajęcia są w PAN, których nie ma na uczelniach?
@ sdf,
Pozauniwersyteckie instytucje naukowe mają nieco inną specyfikę pracy niż uczelnie wyższe. Prawda? To, co mi wiadomo o organizacji tych instytucji, to już na forum powiedziałem.
Zapewne mają inną specyfikę, ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie. Na uczelniach też mamy wiele innych czasochłonnych zajęć. Co to za argument?
@ sdf,
Proszę nie traktować mojej wypowiedzi powyżej jako wybiegu czy ucieczki. Poniżej, gdzie umieścił pan post postaram się odpowiedzieć na pana pytanie.
A ciekawe jakie to dodatkowe zajęcia tak czasochłonne są w PAN ?
Na uczelniach w ramach czasu pracy naukowej jest współpraca z przemysłem czy patentowanie.
@ kk,
A w PAN-ie takowej współpracy nie ma? Udział w międzynarodowych projektach badawczych, granty krajowe i zagraniczne przychodzą same?
No to na uczelniach jest w 50% czasu pracy, a w PAN w 100%.
A co Pan opowiada, skoro ktoś nie może poświęcić całego czasu zatrudnienia na badania to mniej publikuje.
I teraz widać wyraźnie,, że PAN-owi obecna ewaluacja nie odpowiada i woli ocenę ekspercką instytucjonalną, bo może ją oprzeć na rankingach skrytych pod Rosję i ukryć niezbyt wysoką wydajność pracy naukowej w stosunku do uczelni.
@ kk,
Problem polega na tym, że dotychczasowy dorobek badawczy krajowych uczelni wyższych, ani ich wysoka wydajność pracy jak pan twierdzi, nie ma przełożenia na ich pozycje w międzynarodowych rankingach akademickich.
No właśnie taki rankingi jak Scimago.
Nie uwzględniają czasu pracy przeznaczonego na naukę na uczelni, który wynosi połowę tego co w PAN.
A Pan nie chce powiedzieć, co robicie takiego czasochłonnego, w drugiej połowie czasu, w drugich 50% czasu pracy..
Na razie słyszę tylko takie prace, które są wykonywane na uczelniach w pierwszych 50% czasu pracy, więc co robicie w drugiej połowie czasu, w drugich 50% czasu pracy?
Pan(i?) wie, jaka jest główna zaleta SCImago? A pan o czasie pracy. Co tu przeszkadza dydaktyka? Tak jak dobremu śpiewakowi ruch na scenie (np. w operze) nie przeszkadza w śpiewaniu, a wręcz pomaga, tak dobremu naukowcowi dydaktyka też pomaga. Służy higienie psychicznej, pozwala zmienić rodzaj aktywności, wbrew pozorom jest niezłym ćwiczeniem fizycznym, sprawia olbrzymią przyjemność, no i - nie ukrywajmy - stanowi dobry bodziec do uzupełniania wiedzy, bo perspektywa zrobienia z siebie idioty przed kilkudziesięcio- lub kilkusetosobowym audytorium mobilizuje do nauki, jak mało co. Nauka nie fabryka, efekty nie są prostą pochodną czasu pracy i nie są mierzone na metry.
I na koniec uwaga - z takiej mąki - dogryzania, że wy to tacy a owacy - chleba, naukowego, wielkich rezultatów, nie będzie.
Problem jest taki, że doba na uniwersytecie w i PAN ma 24 godziny. Jeśli na dydaktykę poświęcam 50% swojego czasu pracy to na badania naukowe mam o tyle godzin mniej. W konkretnym roku przeprowadzę mniej badań, terenowych, laboratoryjnych, będę miał mniej czasu na pisanie grantów i prac. W czasie gdy badacz z PAN będzie pisał artykuł ja będę prowadził zajęcia. Czy to tak trudno zrozumieć?
@ Nikodem,
OK. Niemniej w PAN też jest dydaktyka, co prawda w ograniczonym zakresie w ramach studiów doktoranckich i podyplomowych, ale jest. Ponadto PAN angażuje się w różne inicjatywy związane np. z rozwojem kultury narodowej. To wszystko też jest czasochłonne.
Tak szczerze, to na uczelniach nikt nie traktuje studiów doktoranckich jako dydaktyki. To raczej budowanie zespołu. Podyplomówki (rzadkie już, ale są) to z kolei raczej dorabianie w weekendy. Ponadto uczelnie angażują się w różne inicjatywy związane np. z popularyzacją wiedzy. Ale co tam, z rozwojem kultury narodowej (brzmi poważnie, ale i dość enigmatycznie) pewnie czasami też. To wszystko też jest czasochłonne ;)
@ sdf,
PAN podobnie jak krajowe uczelnie wyższe zaangażowany jest w rozwój edukacji i kultury narodowej. W przypadku tego drugiego zagadnienia mowa jest tutaj o różnych inicjatywach podejmowanych w tym zakresie przez archiwa, biblioteki i przede wszystkim stacje zagraniczne PAN. Instytuty naukowe PAN też angażują się w proces popularyzacji wiedzy. Nie wiem, co mógłbym jeszcze tutaj dodać?
Czyli wychodzi na to, że zasadniczo i w PAN, i na uczelniach mamy liczne dodatkowe obowiązki, które niekoniecznie wiążą się z robieniem nauki. Przy czym istotnie, ten rozwój kultury narodowej w PAN istnieje. Proszę nie traktować tego jako kpiny. Właśnie uzmysłowiłem sobie, że znakomity, kilkutomowy katalog znalezisk monet średniowiecznych w Polsce to dzieło jednego z instytutów PAN. Gdzie, umówmy się, to nie przynosi wielkiej chwały i uznania, a wymaga mnóstwa mrówczej pracy. Wspaniała robota, prawdopodobnie jedna z najlepszych na świecie. Zakładam jednak, że te instytuty, które zajmują się "światową" nauką, raczej nie poświęcają na taką działalność wiele czasu.
@ sdf,
Najłatwiej jest mi wypowiadać się w obszarze nauk H-S. Tutaj ukazują się ciekawe czasopisma naukowe, monografie, publikacje, ale i atlasy historyczne, leksykony czy słowniki. Na pewno szereg instytutów naukowych PAN np. archeologii i etnologii, badań literackich, filozofii i socjologii, historii, historii nauki, slawistyki, sztuki itd., jest znanych w Europie i na świecie. Nie wiem dokładnie, jak to wygląda w przypadku nauk internacjonalnych w Akademii. Mogę tylko powiedzieć tyle, że podróżując po Europie i zbierając materiały o narodowych akademiach nauk, to marka PAN jest najbardziej rozpoznawalną spośród polskich instytucji naukowych. Potem jest UJ, UW, PW, UG i PG. Przynajmniej takie były pierwsze przemyślenia zagranicznych uczonych, a których pytałem o polską naukę.
Zdziwiłby się pan.
Też uważam, że w PAN powinna być dydaktyka. Ale fakt, że jej nie ma, nie jest wyborem pracowników PAN tylko konsekwencją zaszłości z lat 50-tych. Zawziętość pana kk przeciw PAN jest przerażająca, przestałem liczyć jego posty na ten temat (w różnych wątkach), kiedy ich liczba przekroczyła 100. Ktoś mu krzywdę zrobił?
@ kk,
SCImago to jeden z najbardziej prestiżowych rankingów akademickich globu. Według mnie najciekawszy, bo jest najbardziej zróżnicowany i ciekawie opracowany metodologicznie. Jak każdy ranking bierze pod lupę przede wszystkim dorobek badawczy instytucji naukowych. Jeżeli chodzi o mnie, to ja zawodowo nie jestem związany z PAN stąd harmonogramu pracy panu nie podam.
Nie wiem czy ktoś z was czytał dokument KRASP. Propozycja oceny to kopia modelu oceny programu IDUB (wymyślonego tak aby tylko 20 uczelni mogło przystąpi). Zatem mamy 10 uczelnie które dostały kilkaset milonów na realizację tego programu oraz 10 innych ze znacznie mniejszymi kwotami. Kto zatem będzie najlepszy w ewaluacji? Już podaję:
Uniwersytet Warszawski
Politechnika Gdańska
Akademia Górniczo-Hutnicza im. Stanisława Staszica w Krakowie
Politechnika Warszawska
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu
Uniwersytet Jagielloński
Gdański Uniwersytet Medyczny
Politechnika Śląska
Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu
Uniwersytet Wrocławski.
Oh jaki przypadek jest i tutaj UAM... - Pani Rektor jako można zaproponować taki model gdzie Pani uczelnia dominuje.... Miałem nadzieje że kobieta w KRASP w końcu zacznie proponować OBIEKTYWNE kryteria, a nie takie które promują jej najbliższe otoczenie - WSTYD !
Przypominam że IDUB = dobry wynik w EWALUACJI = NIKT nie ufa EWALUACJI = jaki sens ma IDUB gdzie na PG i PŚ kupuje 100 prac niewypracowanych na ich uczelniach......
Nie wiem, czy pani pamięta, że głównym założeniem ministerialnego programu IDUB na czas określony, który wyłonił 10 publicznych uczelni wyższych miał być ich awans w międzynarodowych rankingach akademickich, jak ARWU, THEWUR itp. Niestety pomimo wzrostu subwencji, nic takiego nie nastąpiło, a wręcz przeciwnie jest obsuwa w dół. Tym samym trzeba sobie zadać pytanie, czy ten konkurs ma jakikolwiek sens?
Nie wspomnę o AGH - analiza baz danych wskazuje, że tam jest najwięcej osób w Polsce, które publikują pracę co 3 dni!!!!! CO 3 DNI!!!! Ponad 100 rocznie na jedna osobę !! - takich osób tam jest kilkanaście - to dopiero FABRYKA DOSKONAŁOSCI....
Ja nie rozumiem tej obsesji związanej z "walką" z punktozą, o której słyszę jako kluczowym argumencie zmiany kryteriów ewaluacyjnych. Jeśli sloty w ciągu 4 lat są ograniczone do 4 publikacji a w podanym przez Pana przykładzie AGH kilku najwybitniejszych Stachanowców mogłoby wypełnić sloty dla siebie i pozostałych pracowników swoich wydziałów. Nie rozumiem jak zmniejszenie udziału oceny dorobku naukowego opartego tylko na 4 artykułach na 4 lata miałoby wpłynąć na walkę z punktozą i uzdrowić Nasze szkolnictwo wyższe. Przecież są jakieś statystyki, które pokazują, ile średnio w danej dziedzinie przypada w Polsce publikacji na jednego pracownika i jeśli są dziedziny, które wymagają większej ilości czasu na przygotowanie badań i publikacji, to można wydłużyć okres ewaluacji albo w tych dziedzinach ograniczyć sloty na przykład do dwóch publikacji na 4 lata. Po co miałbym się zajmować punktozą i wydawaniem swoich prac w czasopismach drapieżnych, czymkolwiek one są, skoro z około 25-30 artykułów w ciągu 4 lat do ewaluacji zostanie przedstawione 15%?
@ Górnik,
Dziękuję za info. Zainteresuje się tym zagadnieniem.
Oni "WSTYD !" to mają w głębokim poważaniu. Nie nauka jest najważniejsza w ich mniemaniu, a słynna encyklika prof. Józefa Betona "A zgodnie z moim nauczaniem szkoły wyższe, są nie po to by zaspokajac rynek potrzeb edukacyjnych studenta na wiedze, a rynek pracy samodzielnych pracowników naukowych posiadajacych stopień doktora habilitowanego nauki w Polsce. I bydło ma płacić za krynice wiedzy udzielana przez naszych Noblistów. I tyrać a nie dyskutować i burzyc się . Co za bydło ?. Kwiat habilitacyjny może sie jedynie wypowiadać . " Tak mieszać by było jak Pani przewiduje. A nauka, kto by ją zawracał głowę.