Prof. Marek Konarzewski, prezes Polskiej Akademii Nauk, jest czwartym uczestnikiem naszej wtorkowej debaty o nowej ewaluacji. Początek transmisji o godzinie 18:00 na kanale YouTube PAN.
Od poniedziałku przedstawiamy kolejnych uczestników współorganizowanej przez „Forum Akademickie” i Polską Akademię Nauk debaty o ewaluacji. Spośród pięciorga zaproszonych przez nas gości, zaprezentowaliśmy już troje: prof. Magdalenę Musiał-Karg z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, prof. Agnieszkę Chacińską, dyrektorkę Międzynarodowego Instytutu Mechanizmów i Maszyn Molekularnych PAN oraz prof. Krzysztofa Pyrcia z Małopolskiego Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego i prezesa-elekta Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.
Dziś możemy ogłosić kolejne nazwisko – to prof. Marek Konarzewski, prezes Polskiej Akademii Nauk (od 2023 r.). Jego zainteresowania naukowe koncentrują się na ekologii ewolucyjnej, fizjologii i genetyki zwierząt. Jest autorem licznych prac poświęconych ewolucji podstawowego tempa metabolizmu (BMR) u ptaków i ssaków, w tym człowieka. Do badań nad ewolucją BMR wykorzystuje opracowany przez siebie unikalny model laboratoryjny odtwarzający ewolucję BMR u ssaków. Jego zainteresowania badawcze obejmują również metodologię współpracy międzydziedzinowej, łączącej nauki humanistyczne i przyrodnicze, czego przykładem jest współredagowana przez niego książka „Ekologia interdyscyplinarności”, wydana w 2021 r.
Przed rokiem, wraz z całym Prezydium PAN, opowiedział się za przygotowaniem do końca 2025 roku nowych zasad ewaluacji jakości działalności naukowej. Kluczowym elementem powinno być ogłoszenie zasad tworzenia wykazu czasopism i wydawnictw. Zasugerowano kilka kryteriów opracowania takiej listy:
Przypomnijmy, debata „Ewaluacja do naprawy” odbędzie się 11 marca o godzinie 18:00. Transmisja na kanale YouTube PAN.
Mariusz Karwowski
Tak na marginesie, bo tu się chwalą na FA, że nie płacili za publikacje.
Czy zapłaciliście podatek od uzyskanej korzyści ?
Tutaj należałoby zreformować cały system szkolnictwa od średniego po studia. Może warto wrócić do kształcenia zawodowego i techników. Wiele kierunków studiów można zastąpić szkolnictwem zawodowym średnim typu pielęgniarki lub księgowi. A studia powinny dawać realne uprawnienia zawodowe tak jak na zachodzie. Masz mastera masz uprawnienia zawodowe do podpisywania dokumentów. Czas skończyć z fikcją kształcenia zawodowego. Na to wystarczy wydać pieniądze. Może warto przyjrzeć się jakie kierunki studiów mogą być przyszłościowe które nie i na podstawie danych z zusu zobaczyć ilu absolwentów pracuje w zawodzie i ilu fachowców będzie potrzebnych w przyszłości w danym regionie? Może warto przestać dotować większe uniwersytety klasyczne które kojarzą się z produkcją bezrobocia i przestarzałymi studiami które nic nie mają z rynkiem pracy? Może warto na kierunkach humanistycznych zmienić program studiów aby miały one profil bardziej sciene. Więcej godzin ze statystyki prognozowania analizowania danych na nowoczesnych programach komputerowych plus przedmioty medyczne. Np na psychologii czy pedagogice takie studia byłyby hitem. Może warto zrobić studia jak mówimy o pedagogice takie które dają uprawnienia do zostania psychoterapeutą. Może warto skupić się na dawaniu młodym ludziom szansy na zdobycie nowoczesnej wiedzy i realnych uprawnień zawodowych. A nie teoretycznych bajek uprawiania fikcji edukacji na poziomie szkolnictwa wyższego i średniego oraz zawodowego? Ale tak żeby się stało trzeba było mieć kasę. Dlatego jak długo będzie w Polsce kościół katolicki dotowany przez polityków milinów dotąd nigdy nie będzie pieniądzy na modernizację szkolnictwa zawodowego wyższego i nauczycieli. Zapamiętajcie sobie tutaj. Jeśli młodzi ludzie idą na jakie kolwiek studia w Polsce a nawet za które płacą wymagają uzyskania dyplomów i realnych uprawnień zawodowych. A nie branie udziału w teatrzyku aby kadra miała pracę do emerytury. Da się wiele kierunków studiów zmienić. Tylko trzeba chcieć to zrobić.
"jak długo będzie w Polsce kościół katolicki dotowan..." Odpowiem, tak długo jak będzie Polska praworządna istnieć. Komuniści zabrali wszelkie dobra Kościoła, lasy, pola, budynki, place w miastach i budynki, przedsiębiorstwa i inne dobra i zobowiązało do rekompensaty za utracone dobra i ich działanie gdyby były nadal własnością Kościoła. Dziś widzimy zapędy odebrania tego na co komuniści się zobowiązali. Czyżby dziś złodziejstwo miało być przed praworządnością. Proszę odpowiedzieć sobie i nie kompromitować się.
Panie Rotker,
KK odzyskał znacjonalizowane mienie i dobra z nawiązką po 1989 r. Na ile mi wiadomo, to KK jest największym obszarnikiem ziemskim po Skarbie Państwa. Polecam panu ciekawą książeczkę autorstwa P. Williamsa pt. Watykan zdemaskowany. Autor był analitykiem FBI z wykształcenia filozof i historyk Kościoła, który chłodnym okiem analizował raporty agentów FBI, którzy tropili m. in. włoskie organizacje przestępcze i ich działalność w Europie Środkowo-Wschodniej po 1989 r. Ciekawe są wątki poświęcone współczesnej Polsce. Świat jest bardzo skomplikowany panie Rotker.
Widzę, że na inny temat schodzi dyskusja. Jednak chodzi tu o finansowanie nauki i co niektórzy szukają źródeł i to w perfidny sposób chcą to łączyć z finansami państwa z KK. Dodam jednak, że nie wiele wiadomo Panu, ile oddali a ile zabrali. Insynuacje i zestawienie "FBI, którzy tropili m. in. włoskie organizacje przestępcze i ich działalność w Europie Środkowo-Wschodniej " z KK wskazuje na Pana stosunek do KK i nie ma wiele wspólnego z tym co było i jest w Polsce. Może jeszcze Pan przywoła GRU, NKWD, KGB, UB, SB to będzie już wiadomo co chodzi i kto tu gra na skrzypcach i jakie melodie. Znam te ostatnie organizacje i wiem na co ich stać.
A że jestem już wiekowym, to wiem z życia, gdzie były dobra KK, dziadkowie, ojciec opowiadali pokazywali jakie, gdzie były,dobra KK, setki ha, las, pola, place i co, dziś KK oddali, tyle co nic. Pola sprzedawali chłopom, próżniej też kościelne pola po PGR które padły państwo posprzedawało chłopom, a las nadal jest w rękach Lasów Państwowych. I to takie frukta ma dziś KK, a gdzie zyski płynęły z tych dóbr, tyle lat, częściowo w jakimś nikłym procencie też na rekompensaty, a głównie do państwa.
Panie Rotker,
To, że dyskusja zboczyła z tematu nieco na inne tory, to przecież pana zasługa. Koledzy szukają funduszy publicznych na rozwój polskiej nauki, a że dotknęli kwestii finansowania KK przez polskie państwo i społeczeństwo, to inna sprawa. Niemniej warto się nad tym tematem pochylić. Twierdzi pan, że niewiele mi wiadomo, ile oddano dóbr KK, a ile mu odebrano. Przyznaje, że nie dysponuje dokładnymi danymi, ale zarazem ten majątek jest policzalny. Następnie niech pan przeczyta krótkie i syntetyczne opracowanie Williamsa, co więcej mogę podać kilka innych. Trudno raporty służb specjalnych wraz z danymi np. Interpolu określić insynuacjami. Przykro mi panie Rotker. Świat naprawdę jest bardzo skomplikowany.
Ty ty chłopcze się nie kompromituj: 1) większość "majątku" KK zdobył nielegalnie; 2) w ramach rekompensaty został utworzony fundusz kościelny; 3) w tej chwili KK ciągnie pieniądze z tacy (której nie rozlicza), funduszu kościelnego oraz odzyskuje "swoje" mienie sądownie. A potem sprzedaje na wolnym rynku, vide afera krakowska.
Dla takich to nie ma lekarstwa, tu biologia tylko rozwiązuje ich problemy umysłowe.
Proponowałbym, by administracja nie czekała, aż biologia zadziała.
Komunista się znalazł.
Czy baza Scopus jest sponsorem debaty?
Po co tak spłaszczać ocenę działania uczelni?
Pomyślmy, czy można jedną miarą oceniać tenisistów, piłkarzy i oszczepników?
Czy istnieje sprawiedliwa ocena bardzo zróżnicowanych działań? Nie istnieje. To oczywiste.
Jest jednak coś takiego jak użyteczność dla podatników, którzy za te bardzo zróżnicowane działalności płacą.
Ilu uczelnie powinny wykształcić lekarzy, ilu inżynierów, ilu filologów? Jak dobrze powinni być wykształceni, żeby wesprzeć rozwój zdrowego społeczeństwa i pomyślnie rozwijającej się gospodarki? Jeśli poszukamy odpowiedzi na to pytanie, będziemy wiedzieć co i jak finansować.
Szkoda płacić tylko za pisanie i nader kosztowne publikowanie artykułów, których prawie nikt nie czyta.
Czy nie lepiej by było publikować na stronie internetowej uniwersytetu za darmo?
Kandydaci na studia i potencjalni sponsorzy wiedzieliby co się aktualnie dzieje na uniwersytetach.
Ukrywamy się? Nie jesteśmy pewni wartości naszej pracy?
Proszę nie mylić miary z normą. Ja rozumiem, że dla humanistów to wszystko jedno, ale może zamiast kompromitować się lepiej pomilczeć?
@Przemo
Na pytanie "Pomyślmy, czy można jedną miarą oceniać tenisistów, piłkarzy i oszczepników?" odpowiedz brzmi "tak, mozna".
Wystarczy zapytac, ile medali, i jakich, zdobyli na olimpiadzie, miedzynarodowych mistrzostwach, czy tez innych wysokiej klasy zawodach. Ile trofeow zdobyli w swoich dyscyplinach. Jesli nie bylo medali, to czy sie zakwalifikowali do tych miedzynarodowych zawodow, ktore miejsca tam zdobyli.
Jesli nie poziom miedzynarodowy, to czy startowali w nizszej klasy zawodach lokalnych, i jak im poszlo.
Porownania czesto nie sa odekwatne, ale to porownanie dziala akurat calkiem dobrze.
Zwrócił Pan uwagę na kilka ważnych kwestii, dziękuję za Pana głos Panie Przemku.
Tak jak pisałem w innym poście co do tego spotkania, przestańmy oceniać jedynie działalność naukową, i to na poziomie publikacji, kto ma większego... hirszlcha i IFy, etc. Proponuję podejście niemieckie, gdzie doceniana jest współpraca z firmami, transfer technologiczny. Wtedy znika problem tego ciągłego gadania o punktozie: opublikowałem w czasopiśmie za 140 pkt, mogę to wymienić na znaczki albo na kawę na stacji Orlen czy BP.
Zróbmy coś w końcu pożytecznego i pokażemy społeczeństwu, że jesteśmy pożyteczni, a ich pieniądze nie są przejadanie na trwające badania, których wyniki zobaczymy za 100 lat. W tym momencie musimy gonić świat i nie ma na to czasu.
Druga kwestia to DOCENIENIE ROLI UCZELNI JAKO KSZTAłCENIA KADR DLA MŚP, KTÓRE ROBIĄ PRAWIE CAŁE PKB W UNII EUROPEJSKIEJ. W takiej sytuacji wypromowanie inżyniera, który trafia do firmy, wpływa na wzrost PKB, tak ogólnie rzecz ujmując.
1) Wzrost znaczenia dydaktyki w procesie ewaluacji uczelni
2) Wzrost współpracy i ocena efektów pracy w powiązaniu z sektorem przedsiębiorstw
3) Ocena najważniejszych projektów, prac, projektów na uczelniach
4) Rozdzielnie roli nauczycieli akademickich dydaktycznych i badawczych i inna ocena na uczelniach na poziomie zmiany ustawy
5) Powiązanie czasopism z bazami międzynarodowymi i stworzenie systemu, który się aktualizuje po aktualizacji wskaźników
6) Zmniejszenie procentu znaczenia publikacji w procesie oceny uczelni
7) Przypisanie punktów za konferencje. Środowiska danych dyscyplin wiedzą, które konferencje są ważne. To mogłoby częściowo wyeliminować problem papierników. Dobre konferencje, nie tylko z IT, są w Scopusie czy WoS, mają poziomy w systemie norweskiej oceny na równi z czasopismami!!! Proszę spojrzeć. Druga sprawa, te konferencje są często peer-review. I jest selekcja prac, więc wytrącam argument, że nie ma peer-review.
Mylenie pojęć. Od oceny dydaktyki jest PKA. Inna sprawa, że PKA jest niewydolna i źle umocowana (ma pozycję jedynie doradczą, nie wykonawczą). No i oczywiście jest to - niestety - ocena ,,ekspercka'', co chwilami bywa żałosne. (Szczególnie mam na myśli pytania [czy wręcz wymądrzanie się] studentów z przybyłej komisji.)
@MB
Proszę mnie nie rozśmieszać, Pan pisze o PKA, naprawdę? Czy faktycznie jest tak dobrze? Proszę spojrzeć na wysyp szkółek, typu collegium tummanum.
Chodzi o faktyczną ewaluację uczelni, w tym porządne kształcenie kadr dla gospodarki. W to powinny być docenione i premiowane projekty ukierunkowane na rozwój kadry, rozwój kompetencji cyfrowych, rozwój studentów i pracowników - obecnie lepiej mieć publikacje za 200 pkt. A wiele z tych publikacji jest po prostu niewidocznych dla tego, kto daje nam kolokwialną kasę. A więc do meritum premiowanie projektów i jego efektów związanych z kształceniem! Analiza wskaźników wykonania projektów, w tym na przykład wzrost zatrudnienia, poprawa społeczeństwa w zakresie kompetencji, np. cyfrowych. Bardzo ważny początek! Potem monitorowanie losów absolwentów, to też coś nas czym trzeba dyskutować. Na pewno kolejna ewaluacją to nie mogą być znowu liczenie kto ma więcej punktów, za które wymieni sobie to na swoje postępowania i nie będzie to miało wpływu na społeczeństwo.
Czasopisma z bazy danych Scopus po zaobserwowaniu zwiększonego zainteresowania umieszczaniem w nich publikacji podniosą opłaty, a przy okazji usprawniając proces recenzji skrócą ja do 2 tygodni. Tak działa rynek.
Czy wtedy to nie będą czasopisma drapieżne ?
Politolog i trójka biologów, gdyż jak wiadomo polska nauka słynie znakomitą politologią i jeszcze lepszą biologią, o matematyce, fizyce i informatyce nie ma co wspominać, takie są beznadziejne. Wszystko opada: ręce, skarpetki i stopa życiowa.
No, polskiej fizyki i matematyki nie zalicza Pan chyba do kiepskich?
To był sarkazm...
Dziwi mnie to zdziwienie, biorąc pod uwagę liczbę ministrów nauki na przestrzeni ostatnich 30 lat, którzy w istocie byli naukowcami.
Po staropolsku, galicyjsku - chylę czoła . Ale od kilku lat czekam na realną ocenę mojej uczelni, wydziału, instytutu . Wyścig szczurów trzeba zatrzymać. Powinien liczyć się realny ,czytany, oceniany dorobek a nie punkty w drapieżnych periodykach.
Albo po staropolsku albo po galicyjsku. Galizien und Lodomerien (po polsku Galicja i Lodomeria) to nazwa prowincji Cesarstwa Austriackiego z czasów, kiedy Polska nie istniała.
Szanowny Panie Profesorze , zwyczaje, tradycje I Rzeczypospolitej w naturalny sposób zostały przejęte przez następne pokolenia .- również w Galicji i Lodomerii . Prof. N.Davies w pracy "Galicja" to ciekawie ukazał .
A co mieli ludzie zrobić - zniemczyć się całkiem, bo tak chce zaborca? Jeśli dla pana Galizien und Lodomerien nie jest antypolskie, to cóż mogę na to powiedzieć... A pan Davies nie jest bogiem i ma błędy i nawet jawne kłamstwa na koncie.
Szanowny Panie Profesorze , ujmuje Pan zwrot zbyt naukowo a nie tradycyjnie ,charakterystyczny sposób dla tej części Polski która dziś zwie się Małopolską , Podkarpaciem /itp./ Prof .Norman Davies w swojej monografii "Galicja" tą właściwą dla tego regionu specyfikę właściwie przedstawił.
"a nie punkty w drapieżnych periodykach" czy to w tych drapieżnych periodykach publikuje profesor "Ścieżkami Puszczy Knyszyńskiej". Nie powiem, ładne są zdjęcia i opisy, ale czy tam jest nauka?
Nie ta dziedzina , dyscyplina ale naukowo poznałem "ducha puszczy" .
No to już wiadomo skąd tego "ducha puszczy" naukowo poznać można A po drodze naukowej kariery i osiągnięć naukowych przypadkiem "Szeptuchy z Podlasia" nie miały swego udziału?
Na szczęście nie miały . Abstynenci mają zmysł obserwacji !!
Wyjątkowo nie ! jestem abstynentem !