Aktualności
Sprawy nauki
19 Grudnia
Fot. Tomasz Hołod
Opublikowano: 2024-12-19

Czy nie stać nas na racjonalną politykę naukową?

Konstytucja dla Nauki poważnie przebudowała polskie uczelnie. Po sześciu latach wiemy już, co się udało, a co zawiodło. Może więc przyszła pora, żeby poprawić to, co nie działa? Stosunkowo niewielkie zmiany mogłyby przynieść zaskakujące korzyści – pisze prof. Marcin Wodziński z Katedry Judaistyki im. T. Taubego Uniwersytetu Wrocławskiego, laureat Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

Nikt z nas nie pamięta czasów, w których nie narzekalibyśmy na stan nauki i politykę naukową kolejnych polskich rządów. Dlatego łatwo te skargi zignorować jako puste, rytualne narzekanie. Czy jednak rzeczywiście jest „jak zawsze”? Ministerstwo nauki robi wiele, żeby tak nie było. Oczywiście, porównanie z poprzednim ministrem Przemysławem Czarnkiem poprawia wizerunek obecnych władz ministerialnych. Resort nie prowadzi dziś otwartej wojny z zarządzaną społecznością. Ale jak długo jeszcze środowiska naukowe mogą pocieszać się tym, że rok temu było gorzej?

Prawdą jest też, że wiele problemów nauki w Polsce ma charakter strukturalny, że nie naprawi się ich w rok ani nawet w dekadę. Ale czy to znaczy, że w ogóle nie warto się za to zabierać? Sporo można poprawić nawet bez skokowego, od dawna postulowanego zwiększenia nakładów finansowych czy radykalnych rozwiązań ustrojowych, jak proponowana niedawno przez Leszka Pacholskiego zmiana struktury zarządczej polskich uczelni (zob.: A gdyby rektorów zastąpili prezydenci? Anglosaska recepta na bolączki polskich uczelni, „Polityka”, 1 października 2024). Czy polskiego rządu naprawdę nie stać na racjonalną, nawet jeśli skromną i oszczędną, politykę naukową?

Poprawianie Gowina

Rozmowy o poprawianiu polskiej nauki nie musimy zaczynać od pieniędzy. Bo jeden z dwóch największych problemów wcale nie dotyczy budżetu. Wprowadzona w 2018 r. przez ówczesnego ministra Jarosława Gowina Konstytucja dla Nauki, czyli ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, poważnie przebudowała polskie uczelnie. Po sześciu latach wiemy już, co się udało, a co zawiodło. Może więc przyszła pora, żeby poprawić to, co nie działa? Nie mówię o rewolucji (tych mamy już dość), a jedynie kuracji najgorzej działających elementów. Stosunkowo niewielkie zmiany mogłyby przynieść tu zaskakujące korzyści.

Trzeba przyznać, że ministerstwo zabrało się za naprawianie tego aspektu ustawy, na który środowisko naukowe narzeka najbardziej. System ewaluacji jednostek naukowych był od początku wadliwy, a w ostatnich latach został kompletnie rozregulowany ręcznymi ingerencjami ministra Czarnka. Dobrze, że ministerstwo nad tym pracuje. Skierowany ostatnio do konsultacji środowiskowych projekt rozporządzenia nie rozwiązuje wprawdzie największych problemów procesu ewaluacji, ale przynajmniej właściwie nazywa jego dysfunkcje. Jest nadzieja.

Ale to, co najgłośniej oprotestowywane, nie musi być wcale największym problemem. Znacznie poważniejsze zagrożenia czają się moim zdaniem w organizacji władz uczelni. Ustawa obdarzyła rektorów wyjątkowo silną, jednoosobową władzą, jednocześnie pozostawiając ich wybór w rękach quasi-demokratycznych struktur akademickich, a więc ciał elektorskich złożonych z przedstawicieli wykładowców, pracowników administracyjnych i studentów. To mieszanka wybuchowa. Bo z jednej strony pozycja rektora zdefiniowana w Ustawie 2.0 sprawia, że gra toczy się o wyższą stawkę, a więc w wyborach pojawiają się siły dotychczas w polityce akademickiej nieobecne, z partiami politycznymi włącznie. A z drugiej, społeczność akademicka jest w istocie pozbawiona bieżących instrumentów kontroli i wpływania na politykę uczelni. Nie powinno więc nikogo dziwić, że wybory wygrywają osoby, które potem bezwstydnie spłacają polityczne długi, dorabiają w radach nadzorczych, czy – ostatnio w Białymstoku – wygumkowują ze zdjęć nielubianych prorektorów. To co wygląda z zewnątrz jak wypadek przy pracy, jest w istocie regułą. Bez przemyślanej interwencji na poziomie ustawowym naprawa tego będzie niemożliwa. Tymczasem minister zdaje się problemu nie dostrzegać…

Tak zwany samorząd

Sytuację komplikuje problem tzw. samorządności studenckiej. Obdarzony potężną władzą dwudziestu procent głosów elektorskich przy wyborze rektora, dysponujący znacznym budżetem samorząd na wielu polskich uczelniach przestał reprezentować studentów, a stał się aktywnym uczestnikiem gry politycznej. Często brudnej, sterowanej z zewnątrz, celowo ograniczającej udział szeregowych studentów w wyborach czy wręcz korumpującej system wyborczy.

Minister Dariusz Wieczorek wydaje się zakładnikiem przekonania, że „samorządy” reprezentują studentów, a więc demokratyzują uczelnie. To w rozumieniu lewicowego ministra jest wartością samą w sobie. Mam wątpliwości, czy na przykład czterokrotna przewaga studentów nad pracownikami administracyjnymi (którzy w przeciwieństwie do studentów nie opuszczą uczelni za jeden lub dwa semestry) w senatach uczelni nie jest populistycznym nadużyciem. Ale nawet jeśli nie chcemy wchodzić w spór z samą ideą samorządności studenckiej, to czy nie powinniśmy rozważyć zmian, które poprawią rzeczywistą reprezentację studentów w ich ciałach – dziś tylko de nomine – przedstawicielskich? Niektóre z takich rozwiązań są łatwe do wprowadzenia, intuicyjne, a nawet oczywiście sprawiedliwe.

Na przykład, najbardziej niedoreprezentowaną grupą na uczelniach są dziś doktoranci, pozbawieni wpływu na wybór rektora i istotnej reprezentacji w ciałach wybieralnych. Wystarczyłoby zmienić proporcję między przedstawicielami studentów i doktorantów, by wyraźnie poprawić nie tylko pozycję doktorantów, ale i jakość uczelnianych ciał przedstawicielskich. No tak, ale to wymagałoby dostrzeżenia kryzysu tzw. samorządności studenckiej, sytuacji doktorantów, problemów zarządczych uczelni, a do tego połączenia tych kwestii.

Alternatywna nauka

Innym dość oczywistym działaniem, które mogłoby doprowadzić do szybkiej poprawy stanu nauki w Polsce jest konsekwentna likwidacja odziedziczonej po poprzednim rządzie alternatywnej rzeczywistości, czyli instytutów dublujących instytucje już istniejące, zaspokajających puste ambicje tego czy innego polityka. Rząd zabrał się za likwidację kilku najjaskrawszych przypadków, jak Instytut De Republica czy Akademia Kopernikańska. Świetnie, budżet zlikwidowanej pseudo akademii na pewno przyda się do zasilenia rzeczywistych działań naukowych. Tyle, że 25 milionów z Akademii Kopernikańskiej nijak się ma do naprawdę gigantycznych wydatków Instytutu Pamięci Narodowej (prawie 600 milionów rocznie) czy Sieci Badawczej Łukasiewicz (1,7 miliarda!). Zasilenie tymi kwotami Narodowego Centrum Nauki – najlepiej działającej, a jednocześnie najbardziej niedofinansowanej instytucji zarządzania nauką w Polsce – pozwoliłoby na dwuipółkrotne zwiększenie wydatków na projekty badawcze. A na nich przecież stoi niemal cały system badań naukowych w Polsce.

Nie mam wątpliwości, że utrzymywanie odziedziczonych po poprzednich rządach fasadowych instytucji może być doraźnie łatwiejsze niż procesy likwidacyjne, zwłaszcza że instytucje są dziś rozproszone w różnych ministerstwach. I że przynajmniej niektóre z nich – jeśli tylko właściwie zarządzane – mogą prowadzić pożyteczną działalność. Dwie niedawne nominacje wybitnych specjalistów – prof. Adama Leszczyńskiego na szefa Instytutu Dmowskiego (przemianowanego na Instytut Narutowicza) i prof. Krzysztofa Ruchniewicza na szefa Instytutu Pileckiego – dają nadzieję, że nie chodzi tu o obsadzanie „swoich” i że rząd rzeczywiście próbuje znaleźć formułę ich sensownego funkcjonowania. Tyle, że jednocześnie rozwiązanie to ignoruje inne, fundamentalne pytanie, czy utrzymywanie tych paranaukowych instytucji nie oznacza rozproszenia środków, których jest w polskim systemie tak mało. A więc, czy nas na to stać? I czyim kosztem tak się dzieje?

Nie trzeba być detektywem, żeby odkryć, że pierwszą ofiarą tego systemu są radykalnie niedofinansowane „klasyczne” instytucje nauki: uczelnie, instytuty Polskiej Akademii Nauk, Narodowe Centrum Nauki. Powtarzane od miesięcy apele o zaprzestanie „głodzenia” polskiej nauki zaowocowały triumfalnie ogłoszonym programem dofinansowania uczelnianych inwestycji (ze wskazaniem, że nie pójdą one do „pieszczochów Czarnka”). W ten sposób obecny rząd wchodzi w buty poprzedniego, kontynuując politykę rozdawania kartonowych czeków. Świetnie, że nauka zostanie zasilona dodatkowymi środkami, bo przecież za kartonowymi czekami kryją się realne środki z obligacji skarbowych. Jaki jest jednak długofalowy plan? Czy za rok znów się dowiemy o piszczącej biedzie polskiej nauki, przy jednoczesnym marnowaniu środków na dublowanie jej struktur i zadań? A potem ktoś znów dosypie nam grosza, licząc że będziemy za to wdzięczni? Gdzie tu myślenie strategiczne?

Co zamiast?

Skoro ministerstwo nie zajmuje się tym, co mogłoby szybko i tanio poprawić, to czym właściwie się zajmuje? Dwie najgłośniejsze awanturki, jakie w ostatnich miesiącach antagonizowały środowisko, to projekt ustawy o Polskiej Akademii Nauk i konkurs na szefa instytutu badającego sztuczną inteligencję IDEAS.

O konflikcie wokół Polskiej Akademii Nauk napisano już chyba dość. Dla mnie najważniejsze jest zasadnicze pytanie, dlaczego ministerstwo pisało ustawę, ignorując dwa wcześniejsze projekty przygotowane przez samo środowisko PAN-u. Odpowiedź wydaje się tyleż oczywista, co przygnębiająca. Jako historyk doskonale rozpoznaję mechanizmy zarządzania społecznościami, których się nie lubi lub którym się nie wierzy. Ministerstwo zwyczajnie nie ufa środowisku akademii. W PAN-owskich projektach zakłada istnienie pułapek i drugiego dna, obrony sprzecznych z interesem państwa interesów grupowych.

Co proponuje więc w zamian? Wielki skok na kasę, czyli próbę przejęcia kontroli nad znacznym majątkiem PAN-u i obniżenie statusu instytucji. Kto chce, może ministrowi uwierzyć, że wyszło mu tak tylko przez przypadek i że nie to było jego intencją. Równie kompromitująca dla władzy jest jednak sytuacja, w której minister nie jest w stanie przedstawić rzeczywistych celów regulacji prawnej, jej głównych założeń, a zamiast tego proponuje poprawianie pojedynczych zapisów.

Awantura z IDEAS obrazuje dokładnie ten sam problem: ministerstwo zarządza społecznością akademicką, całkowicie jej nie ufając. Z obu zderzeń minister wyszedł boleśnie poobijany. Można być więc umiarkowanym optymistą: w szczególnie drastycznych sytuacjach środowisko potrafi się obronić. Ale dlaczego w ogóle musimy się bronić?

Dlaczego?

Trudno zrozumieć, dlaczego obecnemu rządowi tak źle współpracuje się ze środowiskiem naukowym. Co prawda sam minister Wieczorek nie ma żadnego doświadczenia w tym zakresie, ale jego wiceministrowie wywodzą się z polskich uczelni i na własnej skórze doświadczyli dysfunkcji tego systemu. Środowisko akademickie w większości popierało też w jesiennych wyborach obecną władzę, a po 15 października uznało nową koalicję za swoją. Skąd więc takie zgrzyty?

Być może źródłem problemu jest właśnie to szerokie sympatyzowanie z obecną władzą i wynikłe z niego przeświadczenie ekipy rządzącej, że środowiska akademickie są skazane na popieranie liberalno-lewicowych ugrupowań politycznych. A skoro tak, to o ich głosy nie trzeba zabiegać. Dochodzi do tego dość wyraźnie artykułowane przekonanie o niewielkim znaczeniu środowiska naukowego oraz o drugorzędnym wpływie nauki na bieżącą politykę i przyszłość państwa. Manifestacją tego było powierzenie resortu nauki najsłabszemu koalicjantowi i zgoda na oddanie go w ręce osoby tak nieprzygotowanej jak Dariusz Wieczorek. A na co dzień wyraża się nieobecnością przedstawicieli władz państwowych w życiu środowiska naukowego. Trudniej o mocniej wyrażone désintéressement. Ostatni przykład to nieobecność jakiegokolwiek przedstawiciela prezydenta, rządu czy ministerstwa podczas wręczania Nagród Fundacji na rzecz Nauki Polskiej – być może najważniejszej polskiej nagrody naukowej przyznawanej przez niewątpliwie najważniejszą pozabudżetową instytucję polskiej nauki. Obecność marszałek Senatu, Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, nie uratuje jednoosobowo honoru państwa polskiego.

Wszystkie te założenia – o bezwzględnym poparciu środowisk naukowych dla obecnej władzy, o wpływie tych środowisk na opinię publiczną i niewielkim znaczeniu nauki dla bieżących i przyszłych sprawa państwa – są moim zdaniem błędne. Nawet jeśli większość naukowców w poczuciu odpowiedzialności nie przerzuci swoich sympatii politycznych na partie skrajne i populistyczne, nie znaczy to, że coraz głośniej artykułowane niezadowolenie nie wybrzmiewa w przestrzeni publicznej. A to ma pośredni wpływ na zachowanie wyborców. Wystarczy, że część z nich, w poczuciu rozczarowania, nie będzie odnajdowała się w żadnej politycznej opcji i w dniu wyborów zostanie w domu.

Równie fatalne jest założenie, że politykę naukową państwa możemy zacząć „od jutra”, a dziś zajmiemy się sprawami naprawdę ważnymi (czytaj: pilnymi). Konserwowanie obecnego dysfunkcyjnego systemu zarządzania uczelniami z każdym rokiem pogarsza ich kondycję. Każdy budżet utrzymujący naukę polską na poziomie niedofinansowanego skansenu opóźnia nas nie tylko o kolejny rok, ale powiększa dystans, który kiedyś będziemy musieli nadrobić. Z każdym kolejnym rokiem będzie to coraz trudniejsze.

Pozostaje mieć nadzieję, że nie jest za późno. Może właśnie w słabości jest nadzieja. Z wszystkich ministrów Dariusz Wieczorek jest tak jednoznacznie najsłabszy, że jest dość naturalnym kandydatem do wymiany przy najbliższej rekonstrukcji gabinetu. A później może być tylko lepiej. Zmiany – nawet stosunkowo niewielkie, jak drobne, ale konsekwentne przesunięcia budżetowe czy naprawa samorządności studenckiej i statusu doktorantów – mogą przynieść szybkie i wymierne efekty. Od rządu tylko zależy, czy takie działania podejmie.

Marcin Wodziński

Dyskusja (37 komentarzy)
  • ~Konrad 22.12.2024 20:44

    Czy ktoś wreszcie zrozumie, że od samego mieszania herbata nie staje się słodsza? Można robić różne reformy, ale bez dodatkowych pieniędzy będą one zawsze skażone zasadami służącymi wyłącznie do ukrywania naszego ubóstwa naukowego. Chcemy znać prawdę? Porównujmy się z najlepszymi uczelniami na świecie (w danej dyscyplinie).

  • ~Akademik 21.12.2024 17:16

    Racjonalną polityka naukowa nie potrzebuje ideologi a potrzebuje spokoju i pieniędzy

  • ~re(fleksje) 20.12.2024 15:36

    Szanowny panie prof. Wodziński.
    Jak to ktoś kiedyś powiedział, że "aby się nic nie zmieniło, musi się zmienić wszystko". WŁAŚNIE TO się stało w przypadku tzw,. nauki polskiej i tej szumnej "Konstytucji dla nauki".
    Pan (podobnie, jak zresztą duża część habilitowanego towarzystwa), nie zauważa lub nie chce zauważyć, że w Polsce od wielu lat MARNUJE SIĘ talenty ludzi uzdolnionych w dziedzinach ścisłych. Niestety, nie dostrzegacie tego.

  • ~Ireneusz 20.12.2024 13:52

    Autor tego artykułu - pomysłu na strategię rozwoju szkolnictwa wyższego i nauki - proponuje strategię likwidacji. NCN nie jest i nie będzie przy aktualnej strukturze zarządzania najlepszą instytucją naukową w Polsce. Zresztą
    NCN nie jest instytucją naukową tylko hurtownią projektów finansowanych i niefinansowych. Od początku działalności NCN otrzymał chyba 50 mld zł na finansowanie kilkudziesięciu tysięcy projektów. Jakie są efekty społeczne i gospodarcze -mierne. Poza kilkoma tysiącami artykułów, za opublikowanie których autorzy z grantów zapłacili ogromne pieniądze i to zagranicznym często wydawcom. Pomysł likwidacji IPN oraz ŁUKASZEWICZA jest zdumiewający i żenujący bo te instytucje naukowe mają większe osiągnięcia niż NCN. A Pan Wieczorek już nie jest ministrem. I nim nie powinien zostać.

    • ~Alek Rachwald 22.12.2024 16:09

      Jakiej znowu likwidacji? Nic podobnego w tym artykule nie zauważyłem. Bo chyba nie chodziło koledze o likwidowanie hucpiarskich pseudo-instytucji pseudo-naukowych powoływanych masowo w latach 2015-2023 (a zwłaszcza pod koniec, ciekawe czemu). Usunięcie takich przywr jest konieczne i niechęć może budzić raczej opieszałość rządu w tej robocie.

  • ~M 19.12.2024 17:22

    Dlaczego Minister nauki (ktokolwiek nim jest) nie ufa planom reformy PAN tworzonym przez PAN? Gdyż albowiem ten plan się nie powiódł od lat, a końca sporów nie widać. Gerontokracja się umacnia, tak w korporacji PAN jak i w niektórych instytutach, a starszym nie zależy na żadnej reformie, bo znają to co było, i przez lata działało. Dodatkowo pobierają wynagrodzenie i emeryturę, więc kto by podcinał gałąź na której siedzi? (w Instytutach nie było ograniczenia wieku zatrudnienia jak na uczelniach!). A że świat się zmienia to tym gorzej dla świata. Często słyszę u siebie w instytucji "zawsze tak było", "tradycja akademicka" oraz "my to dopiero mieliśmy źle" jako argument przeciwko zmianom proponowanym przez młodszych naukowców (w wieku średnim, nie żeby samorząd doktorantów, Ci to są dopiero bagatelizowani przez skostniałe struktury). Czekając na reformy PAN młodsze pokolenie się zestarzeje, skostnieje i ....znów nici z reformy. Tylko to się w końcu czkawką odbije tym instytutom, które się nie reformują oddolnie.

    • ~Alek Rachwald 22.12.2024 16:11

      W jakim sensie się "nie powiódł"? Przecież taki plan nie był realizowany, więc powodzenie lub nie nie jest tutaj kwestią.

    • ~bywa roznie 19.12.2024 20:09

      To jakby pijani kierowcy decydowali o losie pijanych kierowcow, albo kobiety o losie kobiet... ;)

      Jak sie rozne branze same reformuja to widac po gornictwie. Zlikwidowanie korporacji PAN wyjdzie tylko na plus, to instytucja bez znaczenia, na ktora nikt decyzyjny nie zwraca uwagi. A prof. Jemielniak moze przeciez zostac YouTuberem zeby zaspokoic potrzebe pokazywania sie.

  • ~"młody" 19.12.2024 16:09

    Artykuł z serii: Kolejny naukowiec wspiera "dziadostwo" uznając istnienie tworu pod nazwą MNiSW jako coś pozytywnego.

    Sz.P. Prof. Wodziński a może by tak zlikwidować ten postkomunistyczny twór i zamiast marnować pieniądze na jego istnienie to wydać na te mityczne akademiki?

    Traktuje się nas tak jak na to zasługujemy. Sami stajemy się "dziadami" grając w dziadowską grę z MNiSW pod nazwą ewaluacja jedn0stek nauk0wych.

    Od mieszania, herbata nie staje się słodsza. Tymczasem co robi środowisko? Myśli nad techniką mieszania. Ot może stanie się cud.

    Co do kwestii wyboru rektora, to zapomniał Sz.P. Profesor o tym, że obecnie nie istnieje żadna demokracja na uczelniach, wybieramy sobie samowładnego kniazia na 4 lata, na resztę nie mamy żadnego wpływu.

    • ~MariuszP 19.12.2024 20:12

      Oczywiscie ze herbata moze zrobic sie slodsza. Obetnijmy o 90% IPN, zlikwidujemy Korporacje PAN, przytnijmy teologie o kolejne 90% i juz jest miliard do przodu. Potem 50% budzetu NCBIR do NCN i juz mamy zupelnie inny naukowy swiat.

      • ~Alek Rachwald 22.12.2024 16:13

        Korporacja PAN kosztuje akurat drobne rupie. To jest łącznie kilkaset osób, które w dodatku utrzymują się zwykle same.

  • ~PŻ 19.12.2024 15:55

    Odnośnie PAN. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Obecnie PAN jest finansowana przez MNiSW, a zarządzana przez Premiera. Wiadomo, że Premier nie ma ani czasu, ani środków, żeby zarządzać PAN. Oznacza to, że biorąc kasę z jednego źródła, PAN, tak naprawdę, nie jest kontrolowana przez nikogo. I władze PAN dzielą tę kasę samodzielnie. Przyjęto, z reguły, że kto daje, ten powinien mieć i pewną kontrolę nad wydatkami. A to nie podoba się władzom PAN. Nikt z nich wprost nie powie, że chodzi o podział pieniędzy. Argumentacja jest zupełnie inna - o szkodzie dla nauki, podporządkowaniu nauki MNiSW i szereg innych, nie dotykając najistotniejszej sprawy - podziału pieniędzy. A czy obecnie PAN nie jest podporządkowana rządowi w osobie Premiera?
    Kolejna sprawa. Nie podoba się władzom PAN ograniczenie wieku czynnego udziału do 75 lat. Jak za poprzedniej władzy wprowadzono zakaz zasiadania w radach dyscyplin po 67 latach (obecnie po 70) nikt z PAN nie protestował. Jak ich dotyczy - to mówią, że to niesprawiedliwie w stosunku do dobrych i wybitnych naukowców. Może i mają rację, ale należało by to uwzględnić i w stosunku do pozostałych dr hab. i profesorów. Wśród nich są również dobrzy i wybitni. Przed powstaniem "Konstytucji dla nauki" wysyłano ich na przymusową emeryturę w wieku 67 oraz 70 lat odpowiednio.

    • ~Maciek 19.12.2024 16:39

      O czym pan pisze? Nadzór nad Polską Akademią Nauk sprawuje Prezes Rady Ministrów w zakresie zgodności działania organów Akademii z przepisami ustawy, statutu PAN czy statutów jednostek naukowych Akademii. Natomiast MNiSzW odpowiada za gospodarkę finansową Akademii. Ponadto pieniądze dla instytutów naukowych Akademii dzieliła jak dotąd Rada Dyrektorów Jednostek Naukowych, a obecnie Zgromadzenie Dyrektorów Instytutów Naukowych PAN.

      To co proponowano w kwestii czynnego prawa wyborczego, to był jawny zamach na autonomię i samorządność PAN-u. Niech pan poczyta o organizacji i zasadach funkcjonowania narodowych akademii nauk w Europie i na świecie, bo to jest ważne.

      • ~niekorporant 20.12.2024 13:09

        Pan Maciek buja w obłokach... Nie przyjmuje niczego do wiadomości. Niektóre rzeczy mnie bawią:

        "Ponadto pieniądze dla instytutów naukowych Akademii dzieliła jak dotąd Rada Dyrektorów Jednostek Naukowych, a obecnie Zgromadzenie Dyrektorów Instytutów Naukowych PAN."

        Nigdy żadna rada dyrektorów czy obecne zgromadzenie dyrektorów nie było upoważnione do dzielenia pieniędzy na instytuty. Podział dokonywany jest algorytmicznie przez MNiSW, które ma do tego wyłączną delegację ustawową (i oby tak pozostało!!!), w taki sam sposób, jak w przypadku uczelni, z tą różnicą, że sposób podziału dla instytutów znajduje się w załączniku 3 do rozporządzenia.

        A to, że w ostatnim roku (nigdy wcześniej) dyrektorzy byli proszeni o przedstawienie propozycji podziału DODATKOWYCH środków, przede wszystkim wiosną na wynagrodzenia, jedynie potwierdza to, o czym pisze PŻ. Mamy tu do czynienia ze strukturalną wadą, która polega na tym, że KPRM sprawuje nadzór nad całą Akademią, ale finansowanie instytutów i inne ich sprawy są przy MNiSW. W związku z czym MNiSW nie wie, bo nie ma danych, jak ma to podzielić. Minister oczywiście mógłby to przepuścić przez algorytm, ale byłoby to pozorne rozwiązanie problemu, bo działanie algorytmu nie miałoby związku z realnymi potrzebami podwyżkowymi w każdym instytucie z osobna. Byłoby to wylanie dziecka z kąpielą, więc Minister pyta dyrektorów, co myślą - choć finalnie decyduje Minister. Jednak i to rozwiązanie jest dalekie od doskonałości, a wręcz nie powinno być stosowane. Jedynym rozwiązaniem jest przeniesienie instytutów pod nadzór MNiSW, z pełną sprawozdawczością, która pozwoli działowi finansów podejmować właściwe decyzje, w oparciu o pełny zestaw danych, bez udziału dyrektorów i niepotrzebnych kłótni. Tak jak to ma miejsce w przypadku uczelni.

        PS. PŻ doskonale wie, co mówi, wskazując na dzielenie środków przez Władze PAN, ponieważ PAN ma własny budżet, odrębny od budżetu instytutów.

        • ~Maciek 20.12.2024 13:38

          Szanowny Panie,

          Ja miałem na uwadze te dodatkowe środki finansowe, które były dzielone w bieżącym roku na wynagrodzenia, jak i te ostatnie 100 mln zł. przyznane instytutom Akademii. To wszystko.

          • ~niekorporant 20.12.2024 13:47

            Nie wynika to z powyższej wypowiedzi, pomijając już zasadniczy fakt, że dyrektorzy niczego nie dzielili - jedynie doradzali. A to, co w artykule mówi się o projekcie reformy, wynika z nikłej wiedzy Autora na temat samej reformy i problemów wewnętrznych w PAN.

            • ~Maciek 20.12.2024 14:01

              Może pan to tak odbierać. Niemniej dyrektorzy instytutów Akademii mieli wpływ na podział środków finansowych o których mowa powyżej.

      • ~PŻ 20.12.2024 10:39

        Jak przeczytasz pewne komentarze, to naprawdę ręce opadają. Dotyczy to również powyższego komentarza Pana Maćka: ~Maciek 19.12.2024 16:39.

        Ja napisałem, cytuję: "Wiadomo, że Premier nie ma ani czasu, ani środków, żeby zarządzać PAN." A Pan Maciek na to, cytuję: "Nadzór nad Polską Akademią Nauk sprawuje Prezes Rady Ministrów w zakresie zgodności działania organów Akademii z przepisami ustawy, statutu PAN czy statutów jednostek naukowych Akademii." Czy wyobrażacie sobie Państwo, że Premier oraz jego ludzie sprawdzają zgodność działań kilkudziesięciu jednostek PAN z ich statutami???

        Ja napisałem, cytuję: " I władze PAN dzielą tę kasę samodzielnie." Pan Maciej, chcąc, prawdopodobnie temu zaprzeczyć, jedynie co zrobił, to wymienił te władze z nazwy, cytuję: "Ponadto pieniądze dla instytutów naukowych Akademii dzieliła jak dotąd Rada Dyrektorów Jednostek Naukowych, a obecnie Zgromadzenie Dyrektorów Instytutów Naukowych PAN."

        Drugi akapit komentarza Pana Maćka, cytuję: "Niech pan poczyta o organizacji i zasadach funkcjonowania narodowych akademii nauk w Europie i na świecie, bo to jest ważne." Jak komentator potrzebuje wsparcia z zagranicy, to mówi: "Przecież w Europie i na świecie jest tak, jak u nas". Jak nie, to: "Europa i Bruksela są głupie. My lepiej wiemy, jak to powinno być."

        • ~Maciek 20.12.2024 12:31

          Szanowny Panie,

          Nie wie pan o czym pan pisze. Premier nadzoruje działalność Akademii w określonym zakresie, a nie zarządza instytucją, która jest autonomiczna i samorządna. Jest tutaj pewna różnica. Podobnie z podziałem funduszy w ramach samej Akademii. Kto ma dzielić pieniądze dla Akademii? Pracownicy między sobą? Inne kwestie pominę.

          • ~PŻ 20.12.2024 12:59

            ~Maciek 20.12.2024 12:31
            Pan Maciej pisze, cytuję: "Nie wie pan o czym pan pisze." Jest to typowe nie dla naukowca, a dla polityka - powiedzieć, ze dyskutant mija się z prawdą, absolutnie nie zna się na omawianych zagadnieniach i w związku z tym nie ma o czym z nim dyskutować.

            Autonomiczna i samorządna? Jak brać kasę, to autonomiczna i samorządna. Każda uczelnia wyższa (państwowa) jest autonomiczna. Jednak kasę uczelni przydziela nie rada rektorów (w PAN - dyrektorów), a MNiSW.

            Pozostałych uwag Pan po prostu unika, bo wie że są nie do obronienia.

            • ~Alek Rachwald 22.12.2024 16:16

              Nie chciałbym być nieuprzejmy, ale nam wrażenie, że szanowny kolega upiera się przy swoim w trosce, żeby jego było na wierzchu, wyraźnie już unikając wysuwania argumentów. To żadna dyskusja.

            • ~Maciek 20.12.2024 14:36

              O czym pan pisze? Jakich uwag unikam, a które ponoć są nie do obrony?

      • ~PŻ 20.12.2024 09:52

        Panie Maćku, ja przytoczyłem fakt. To, co po roku 2018 uczyniono ze "zwykłymi" pracownikami samodzielnymi na uczelniach - to był zamach. Przeczytaj Pan komentarz ~M 19.12.2024 17:22.

        • ~Maciek 20.12.2024 12:40

          Szanowny Panie,

          Jawny zamach na autonomię i samorządność Akademii dotyczył próby pozbawienia akademików po 75 roku życia czynnego prawa wyborczego. Niech pan nie stosuje tutaj analogii do samodzielnych pracowników naukowych zatrudnionych na uczelniach.

          • ~PŻ 20.12.2024 13:33

            Do ~Maciek 20.12.2024 12:40
            Zastosuję zwroty z poprzednich komentarzy Pana Maćka: "Nie wie pan o czym pan pisze... Jawny zamach na autonomię i samorządność Akademii..." Panie, obecna ustawa pozbawiła dr hab i profesorów po 67 roku życia (nowelizacja - po 70) zarówno czynnego, jak i biernego prawa wyborczego oraz udziału w radach dyscyplin. Czy należy to traktować, jak Pan to zrobił w przypadku PAN, jako zamach na autonomię uczelni?

            • ~Maciek 20.12.2024 13:46

              Szanowny Panie,

              Nie ma tutaj analogii, gdyż mówimy o różnych instytucjach, a także ich randze i znaczeniu.

              • ~PŻ 20.12.2024 14:27

                ~Maciek 20.12.2024 13:46
                Dziwne stwierdzenie, odnoszące się do mojego komentarza ~PŻ 20.12.2024 13:33
                Do ~Maciek 20.12.2024 12:40, cytuje: "Nie ma tutaj analogii, gdyż mówimy o różnych instytucjach, a także ich randze i znaczeniu."

                PAN - autonomiczna, państwowe uczelnie - autonomiczne. I jedne, i drugie uprawiają naukę. Obowiązki pod tym kątem są jednakowe. Poza tym, uczelnie jeszcze i kształcą młodzież.

                Z kontekstu wypowiedzi widać gołym okiem, że Pan Maciej uważa, że instytuty PAN są lepsze (wyższa ranga i znaczenie). Co oznacza, że należy się im więcej. Analogia pomiędzy PAN i uczelniami jest jednak klarowna - zarówno PAN, jak i uczelnie żyją z pieniędzy podatników, za które należy się rozliczać.
                Oznacza to, że wszystkie kryteria, co do zatrudnienia, sprawozdawczości finansowej i inne powinny być jednakowe. Czego obecnie brak - patrz wiele komentarzy do artykułu.

                • ~Maciek 23.12.2024 23:07

                  Szanowny Panie P.Ż,

                  Odpowiedź na post z 21.12.2024 z g. 20:14.,

                  Przepraszam za poślizg w czasie, ale mam wyjazd na Święta i Nowy Rok na Morawy. Wprowadzenie kategorii profesorów badawczych w szkolnictwie wyższym, czy wyodrębnienie w ramach konkursu IDUB 10 publicznych uczelni wyższych jako badawczych na czas określony w realiach polskich, nie ma bezpośredniego przełożenia na organizacje i funkcjonowanie pozauniwersyteckich instytucji naukowych, jak PAN czy instytuty badawcze. To nadal są różnorodne instytucje naukowe. Rzecz rozbija się o jakość kadr badawczych, a także o badania naukowe o charakterze interdyscyplinarnym, które nadal są rzadkością na krajowych uczelniach wyższych. Oczywiście są wyspy np. Centrum Nowych Technologii UW lub Małopolskie Centrum Biotechnologii UJ, które wzorowane są na instytutach naukowych PAN można też uwzględnić konsorcja wydziałów uczelni wyższych, instytutów badawczych i instytutów naukowych PAN ubiegające się o granty, ale to nadal są wyspy. Czyli różnorodność i jakość badawcza gra tu pierwsze skrzypce i stanowi zasadniczą różnice. Natomiast ma pan rację, że nie orientuje się w sprawach, problemach pracowników uczelni wyższych, gdyż nie jestem członkiem tej społeczności akademickiej. Życzę wesołych, radosnych Świąt i dużo sukcesów, szczęścia w Nowym Roku 2025. Pozdrawiam serdecznie.

                • ~P.Ż, 21.12.2024 20:14

                  Odpowiedź na ~Maciek 21.12.2024 12:47 zamieściłem w tym miejscu, ponieważ redakcja FA nie pozwala na dalszą dyskusję.

                  Na temat różnić w zatrudnieniu w PAN i na uczelniach. W szkołach wyższych są nie tylko pracownicy badawczo -dydaktyczni. Od roku 2018 są profesorowie badawcze, którzy zajmują się tylko nauką. Pełnią dokładnie taką funkcję jak w PAN i instytutach badawczych. Panie Maćku, ich również obejmuje zakaz czynnego i biernego głosowania oraz udziału w radach dyscyplin po 70.

                  Zacytuję ostatnie zdanie z ostatniej wypowiedzi Pana, cytuję: " To chyba byłoby tchórzostwem dla polityka? Jak pan sądzi?" Sądzę, że wyczułem z Pana wypowiedzi, że prawdopodobnie jest Pan politykiem. A może jest Pan po trosze politykiem, po trosze naukowcem PAN? Taki wniosek nasuwa się z tego, że Pan nie orientuje w tych sprawach, z którymi mają na co dzień pracownicy, zwłaszcza samodzielni, szkół wyższych.
                  Pozdrawiam serdecznie. Życzę wszystkiego najlepszego z okazji Świąt oraz dużo zdrowia i sukcesów w Nowym Roku.

                • ~Maciek 21.12.2024 12:47

                  Szanowny Panie P.Ż,

                  Wychodzi na to, że myślimy i mówimy o zupełnie różnych kwestiach. Zapewne źle odczytałem treść pana pierwszego postu tu umieszczonego np. w sprawie wieku czynnego (do kogo dokładnie się odnosi w Akademii), ale takie są uroki i smaczki forumowych dyskusji. Porównanie budżetów UW, UJ i PAN jest jak najbardziej zasadne. Ministerialne dane są dostępne, to żadna przecież tajemnica. PAN (pion korporacyjny+pion badawczy) ma mniejszy budżet od dwóch czołowych publicznych uczelni wyższych nad Wisłą. Następnie wiek czynny w odniesieniu do pracowników badawczych zatrudnionych w pozauniwersyteckich instytucjach badawczych nie może być ograniczeniem, a jeśli badacz jest produktywny tzn. realizuje i prowadzi badania. Jak już mówiłem tutaj jest inna specyfika pracy i funkcjonowania niż na uczelniach wyższych. Na koniec nigdy nie uciekałem, i nie uciekam przed jakimikolwiek pytaniami w trakcie forumowych dyskusji. To chyba byłoby tchórzostwem dla polityka? Jak pan sądzi?

                • ~P.Ż, 20.12.2024 21:49

                  Do ~Maciek 20.12.2024 15:49
                  Odpowiedź na poniższy komentarz ~Maciek 20.12.2024 15:49 zamieściłem w tym miejscu, ponieważ redakcja FA nie pozwala na dalszą dyskusję.

                  Panie Macieju, pisze Pan o czym innym, niż ja zawarłem w odpowiedzi ~PŻ 20.12.2024 13:33. Ja - jednakowości kryteriów, dotyczących czynnego udziału. PAN - obecnie do 85?. Uczelnie - do 70. Inne kryteria również muszą być jednakowe.

                  Niedofinansowane są zarówno PAN, instytuty badawcze jak i uczelnie. Pan wrzuca no jednego worka budżety UW, UJ i PAN, na które składają się dydaktyka, stypendia i wiele innych, związanych z kształceniem. Proszę o porównanie nakładów na naukę pochodzących z ministerstwa dla PAN, UW i UJ i nie wliczać do tego grantów. Bo granty mogą pozyskiwać wszyscy - z PAN, instytutów oraz uczelni. Zobaczy Pan kto ma lepiej.

                  Tłumaczyć różnice wieku czynnego nieco inną specyfiką pracy i funkcjonowania w przypadku PAN oraz uczelni chyba nie na miejscu.

                  A poza tym, Pan, jak i w poprzednich komentarzach, ucieka w odpowiedziach od pytań niewygodnych, zawartych w kilku komentarzach dotyczących Pana wypowiedzi.

                • ~Maciek 20.12.2024 15:49

                  Szanowny Panie,

                  Mamy trzy piony polskiej nauki: uczelnie wyższe, instytuty badawcze i instytuty naukowe PAN. To prawda, iż wszystkie one zajmują się badaniami naukowymi, choć są one różnorodne. Doceniam wkład badawczy każdego z nich. Natomiast instytuty naukowe PAN były i są chronicznie niedofinansowane. Budżety UW czy UJ są większe niż PAN-u. Trudno tutaj mówić o faworyzowaniu instytutów Akademii przez władze państwowe. Prawda? Poza tym czy to instytuty badawcze, czy instytuty naukowe Akademii, to mowa jest tutaj o pozauniwersyteckich instytucjach badawczych, które mają nieco inną specyfikę pracy i funkcjonowania.

      • ~M 19.12.2024 17:18

        Obawiam się, że system przekazywania informacji Ministrowi nauki na temat rozliczenia finansów PAN jest ....nazwijmy to niedoskonały. Tabelki, raporty są mętne, z nich finansowo nic nie wynika, i wydaje mi się, że o to chodzi. Szczegółów brak, a o większą kasę można się upominać bez ryzyka poważnej kontroli wydatków, ich rzeczowości i gospodarności.

        • ~Alek Rachwald 22.12.2024 16:18

          Na jakiej podstawie kolega tak sądzi? Tj. o jakie tabelki (czy nawet tabele) i raporty chodzi?

        • ~Maciek 19.12.2024 20:15

          Naprawdę? Akurat Akademia jest dobrze kontrolowana pod względem gospodarki finansowej zarówno przez MNiSzW, NIK, międzynarodowe i krajowe agencje grantowe i inne instytucje.

  • ~Ireneusz 19.12.2024 13:38

    Pan Minister Wieczorek właśnie podał się do dymisji.

    • ~maciej 19.12.2024 16:11

      I bardzo k dobrze. Dodatkowo, myślę, że sprawą powinna zająć się prokuratura. I to jak najszybciej