Aktualności
Sprawy nauki
04 Kwietnia
Źródło: archiwum prywatne
Opublikowano: 2025-04-04

Recenzje w postępowaniach naukowych

Artykuły w czasopismach naukowych albo monografie same w sobie nie są osiągnięciami naukowymi, a tym bardziej wybitnymi osiągnięciami. Osiągnięciami takimi mogą być uzyskane i opisane w artykułach lub książkach wyniki badań i wyciągnięte na ich podstawie wnioski. Osiągnięcia te powinny wynikać z działalności naukowej kandydatów, a nie głównie współautorów ich publikacji – o najważniejszych kwestiach dotyczących recenzowania w postępowaniach awansowych pisze prof. Marian Gorynia z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, wiceprzewodniczący Rady Doskonałości Naukowej.

Najważniejsze zagadnienia związane z przygotowaniem recenzji w postępowaniach naukowych to: rola i status recenzentów oraz ich opinii, opinie w postępowaniu w sprawie nadania stopnia doktora, doktora habilitowanego, tytułu profesora, a także opinie sporządzane na zlecenie w innych postępowaniach, zlecanie sporządzenia opinii i dobre praktyki dotyczące recenzowania.

Prawidłowe sporządzenie recenzji w postępowaniu o awans naukowy przez osobę, która posiada legitymację do pełnienia funkcji recenzenta w danym postępowaniu, jest jednym z podstawowych warunków zachowania i przestrzegania norm proceduralnych, pozwalających uznać dane postępowanie za przeprowadzone zgodnie z obowiązującymi przepisami, zawartą umową i obyczajami akademickimi. Ponadto autor recenzji zawsze powinien kierować się zasadami etyki pracownika naukowego, mając przede wszystkim na względzie rzetelność i uczciwość naukową.

Na stronie internetowej RDN w zakładce „Dobre praktyki” można zapoznać się zarówno z poradnikami dotyczącymi postępowania w sprawie nadania stopnia doktora habilitowanego, tytułu profesora, poradnikiem w dotyczącym recenzowania, jak również z przykładowym wzorem umowy z recenzentem na sporządzenie opinii w sprawie nadania stopnia doktora, doktora habilitowanego oraz tytułu profesora. W umowach tych uwzględnione zostały niezbędne wymogi, które – w opinii Rady – powinien określić zamawiający (np. wymogi formalne, możliwość zwrócenia się z prośbą o uzupełnienie opinii, jak również możliwość rozwiązania umowy z powodu nierzetelnego jej wykonania czy rażącego naruszenia terminu sporządzenia opinii).

Przepisy ustawy z dnia 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce precyzyjnie określają rolę, jaką przypisuje się recenzentom w postępowaniach o awans naukowy. W zależności od typu postępowania rola ta będzie kształtowała się nieco odmiennie. Niewątpliwie można natomiast wyróżnić pewne cechy wspólne, niezależne od rodzaju postępowania i trybu, które będą odnosiły się do roli recenzentów. Należą do nich: obiektywność, rzetelność, dokonywanie oceny zgodnie z najlepszą posiadaną wiedzą, poufność.

Na tej podstawie możliwe jest określenie pewnych dobrych praktyk związanych z pełnieniem roli recenzenta. Nie powinien on podejmować się zadania związanego z oceną wniosku lub sprawy, gdy wykracza to poza zakres jego naukowego doświadczenia i kompetencji. Powinien odmówić udziału w procesie oceniania, gdy występuje konflikt interesów pomiędzy nim a stroną postępowania, w szczególności gdy: recenzent jest współautorem prac naukowych strony postępowania; uczestniczył lub uczestniczy wspólnie ze stroną postępowania w zespołach badawczych realizujących projekty finansowane w drodze konkursów krajowych lub zagranicznych; prowadził lub prowadzi wspólnie ze stroną postępowania prace naukowe w instytucjach naukowych; między recenzentem a stroną postępowania zachodzi stosunek nadrzędności służbowej; występują inne okoliczności określone w szczególności w art. 24 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. Kodeks postępowania administracyjnego.

Recenzje powinny być kompletne, rzetelne, dokładne i obiektywne, a oceny odpowiednio uzasadnione. Nieuzasadnione recenzje pozytywne należy uznać za równie niewłaściwe, jak i nieuzasadnione recenzje negatywne. Recenzenci powinni zachowywać swoje opinie w poufności w stosunku do strony postępowania oraz podmiotów nieuczestniczących w danym postępowaniu o awans naukowy do czasu zakończenia tego postępowania.

Ponadto recenzent nie powinien pozostawać ze stroną postępowania w takim stosunku prawnym, aby wynik sprawy mógł mieć wpływ na jego prawa lub obowiązki. Nie powinno się także oceniać dorobku swego małżonka oraz krewnych i powinowatych do drugiego stopnia, a także osób związanych z tytułu przysposobienia, opieki lub kurateli. Nie należy podejmować się recenzowania, jeżeli wypowiadało się już w danej sprawie w ramach innego postępowania.

Kwestia wybitności osiągnięć naukowych kandydatów do tytułu profesora pojawiła się w regulacjach ustawowych po raz pierwszy w ustawie z dnia 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Do dziś interpretacja tego kryterium wzbudza wątpliwości. Po pierwsze, nie występuje formalna, ustawowa definicja wybitności. Nie jest to jednak sytuacja wyjątkowa, gdyż w ustawie występuje wiele określeń o podobnym charakterze, takich jak: znaczący dorobek naukowy lub artystyczny, znaczny wkład w rozwój dyscypliny, najwyższa jakość osiągnięć naukowych, oryginalne rozwiązanie problemu naukowego.

Po drugie, w takiej sytuacji mamy do czynienia z rozumieniem domyślnym, intuicyjnym i częściowo subiektywnym, które jest indywidualnym wyrazem odpowiedzialności każdego recenzenta. Jednocześnie należy mieć na uwadze, że przy interpretacji pojęć niezdefiniowanych ustawowo, należy przyjmować znaczenie, jakie pojęcia te mają w języku prawniczym, który w takiej sytuacji w pierwszej kolejności odwołuje się do wykładni językowej. W tym kontekście przez wybitne osiągnięcia, uwzględniając powszechne znaczenie słowa „wybitność”, należy rozumieć dorobek naukowy, który „wybija się ponad przeciętność” oraz jest „znaczny co do rozmiaru lub natężenia” (Słownik Języka Polskiego PWN, dostęp: 28.12.2024 r.). Podstawową dyrektywą oceny osiągnięcia naukowego jako wybitnego powinno być zatem kryterium merytoryczne.

Po trzecie, niektórzy recenzenci mają tendencję do unikania posługiwania się explicite terminem wybitności. Zamiast tego wolą stwierdzić spełnienie przesłanki ustawowej zawartej w określonym przepisie ustawy (art. 227, ustęp 1, punkt 1a). Praktyka taka zauważalna jest zwłaszcza w recenzjach niejednoznacznie pozytywnych.

Po czwarte, czasami podnoszona jest wątpliwość odnośnie do tego, czy wybitność dotyczy całości dorobku, czy tylko jego części oraz jak znaczący jest udział wybitnych osiągnięć w całości dorobku (w tym kontekście można mówić o wybitności całościowej versus wybitności częściowej albo sfragmentaryzowanej).

Po piąte, w obliczu braku ustawowej definicji wybitności niektórzy recenzenci podejmują się sformułowania własnych kryteriów wybitności i testują je przy ocenie dorobku. Wśród tych kryteriów znajdują się: nowość i oryginalność osiągniętych wyników badań, ogłaszanie wyników badań w prestiżowych czasopismach, widoczny ślad uzyskanych wyników badań w literaturze głównego nurtu (cytowania), łączna liczba cytowań itp. Formułowanie podobnych kryteriów powinno pełnić co najwyżej rolę wspomagającą proces oceny, a bezwzględne wymaganie ich spełnienia byłoby sprzeczne z ustawą.

Istotną kwestią jest rola bibliometrii w sporządzaniu recenzji. Artykuły w czasopismach naukowych albo monografie same w sobie nie są osiągnięciami naukowymi, a tym bardziej wybitnymi osiągnięciami. Osiągnięciami takimi mogą być uzyskane i opisane w artykułach lub książkach wyniki badań i wyciągnięte na ich podstawie wnioski. Osiągnięcia te powinny wynikać z działalności naukowej kandydatów, a nie głównie współautorów ich publikacji.

O wartości naukowej osiągnięcia nie decydują wskaźniki bibliometryczne ani żadne inne parametry naukometryczne. Decyduje o niej treść publikacji opisującej uzyskane wyniki i wyciągnięte wnioski. Przy rozpatrywaniu wniosków o tytuł profesora kluczowa jest także rola osoby ubiegającej się o ten tytuł w powstaniu dzieł opisujących osiągnięcia. O wartości naukowej osiągnięcia nie decyduje miejsce jego opublikowania (czasopismo, wydawnictwo), ale treść pracy. RDN nie ma kompetencji ani żadnych zadań związanych z oceną czasopism i wydawnictw naukowych, zatem żadne współczynniki (typu Impact Factor, punkty MNiSW i inne) ani tytuł czasopisma czy nazwa wydawnictwa nie mogą być kluczowe przy ocenie wniosku awansowego.

Rada nie oczekuje od recenzentów analizy bibliometrycznej prac naukowych kandydatów ani punktowej oceny ich dorobku. Tego typu analiza nie wymaga żadnych kompetencji ani wiedzy w zakresie danej dyscypliny naukowej i mogłaby być dokonana przez dowolnego pracownika administracyjnego w Biurze RDN. Jest ona jednak bezużyteczna przy rozpatrywaniu wniosków o nadanie tytułu profesora.

Za to Rada oczekuje od recenzentów analizy merytorycznej osiągnięć naukowych kandydatów, zapoznania się z ich publikacjami i stwierdzenia, czy rezultaty ich aktywności naukowej wniosły istotny wkład do nauki, a ich osiągnięcia można określić jako wybitne. Każdy specjalista w danej dyscyplinie posiadający tytuł profesora powinien być zdolny do dokonania takiej oceny merytorycznej bez konieczności analizy bibliometrycznej.

Jednak niektóre wskaźniki bibliometryczne mogą być pomocne w ocenie osiągnięć kandydatów, np. wysoka liczba cytowań ich prac może (ale nie musi) świadczyć o ich rozpoznawalności w środowisku naukowym. Niemniej wskaźniki te powinny być traktowane z dużą ostrożnością oraz jedynie jako informacje pomocnicze o dorobku kandydatów, jednak nie decydujące o poparciu albo odmowie poparcia wniosku o tytuł profesora.

Marian Gorynia

Przedstawione powyżej problemy zostały omówione w opracowaniach: 

  • Recenzje w postępowaniach o awans naukowy. Poradnik, który przygotowała i opublikowała Rada Doskonałości Naukowej, Warszawa 2022;
  • Dobre praktyki w procedurach recenzyjnych w nauce, które zostały opracowane przez Zespół do spraw Etyki w Nauce przy MNiSW w latach 2009–2010;
  • Kodeks Etyki Pracownika Naukowego opracowany przez Komisję do spraw Etyki w Nauce, uchwalony przez Zgromadzenie Ogólne Polskiej Akademii Nauk 25 czerwca 2020 r.

Są one dostępne na stronie internetowej Rady Doskonałości Naukowej www.rdn.gov.pl.

Dyskusja (49 komentarzy)
  • ~stinker 06.04.2025 23:37

    Cyt: "Prawidłowe sporządzenie recenzji w postępowaniu o awans naukowy przez osobę, która posiada legitymację do pełnienia funkcji recenzenta w danym postępowaniu, jest jednym z podstawowych warunków zachowania i przestrzegania norm proceduralnych [...]" w Polsce recenzować mój dorobek mogłyby (w teorii) 4-5 osób (w praktyce 0 bo wspołne publikacje, konflikt interesów).. Pytam: dlaczego w ani jednej z trzech prób tzw. postępowania awansowego ten PODSTAWOWY WARUNEK nie został spełniony? Odp. na pewno zna ktoś z tzw. RDN

    • ~komentator (poprzedni) 08.04.2025 14:24

      Pana pytania pozostaną prawdopodobnie bez odpowiedzi. Raczej nie odpowiedzą na nie ani zadowolony ze siebie Prof. Gorynia, ani nikt z pozostałych "kardynałów" nauki polskiej. Może Pan sobie czekać. Niewinność Komisarzy Habilitacyjnych jest niezmiennicza w czasie i przestrzeni, nie zależy też ani od słuszności zarzutów im stawianych, ani od liczby tych zarzutów. Czy jest tych zarzutów jeden, dwa, czy "alef zero" (podpowiem, że "alef zero" to ilość liczb naturalnych), czy nawet continuum (ilość liczb rzeczywistych), to jest nieważne. To, co najważniejsze, to "święcenia" na stopień "dr hab." i tytuł profesora belwederskiego oraz wyznaczenie tego, czy innego "kardynała" nauki polskiej na Komisarza Habilitacyjnego. To jest najistotniejsze, to ci ludzie ustalają prawdę. A Pan ma być wobec nich grzeczny i uprzejmy, ma się Pan do nich uśmiechać, mówić "dzień dobry" itd. Zaś w razie próby "podskoczenia" im, grozi Panu coś w rodzaju "ekskomuniki" ze świata nauki, w najlepszym przypadku, w pewnym sensie, coś w rodzaju "suspensy". To jest towarzystwo "świętych", i należy o tym pamiętać. Są nieskazitelni, niewinni i nieposzlakowani.

  • ~itp itd 06.04.2025 10:29

    W czasopismie rola edytora jest ocena jakosci i formy recenzji. Zgodnie z wytycznymi np COPE, edytor-redaktor moze zmieniac recenzje jesli jest niegrzeczna, niezgodna z wytycznymi pisma, lub nierzetelna. Moze czas zeby RDN patrzylo, za jakie recenzje placi i puszcza w swiat? I wyciagala konsekwencje - finansowe/skreslala z listy recenzentow.

    Jakies dziwne podzialy dorobkow na przed/po doktoracie czy hablitacji juz dawno nie sa umocowane w prawie, a stanowia czesto bat na naukowcow z nieszablonowa sciezka kariery.

    Czy wspolautorstwo pracy z kims z zagranicy oznacza prowadzenie dzialalnosci naukowej w wiecej niz jednej jednostce?

    Czy publikacja musi byc potwierdzeniem stazu?

    Itp itp

    • ~stinker 06.04.2025 23:04

      święte słowa! u nas w kraju w postępowaniu hab. recenzent pisze, co chce i jak chce, że Ziemia jest płaska, robi błedy, myli się (czasem kłamie).. habilitant robi co może, wskazuje wszystkie nieprawidłowości, błędy, pomyłki, idzie do WSA, aby dowiedzieć się.. że recenzent ma zawsze racje (nawet jeśli się myli, a często tak jest), bo ma prawo do tzw. opinii (z którą ja nie mam prawa polemizować).. Absurd, zero konsekwencji prawnych za pomyłki w tzw. postępowaniu awansowym czyt. sąd kapturowy niedouków..

      • ~komentator (poprzedni) 08.04.2025 14:30

        Cyt."u nas w kraju w postępowaniu hab. recenzent pisze, co chce i jak chce, że Ziemia jest płaska, robi błedy, myli się (czasem kłamie)"

        DOKŁADNIE TAK. Powtórzę: bez "kija" w rodzaju odpowiednio funkcjonującego prawa, które może być SKUTECZNIE wyegzekwowane, konkretnie, bez świadomości o możliwości poniesienia odpowiedzialności KARNEJ za swoje decyzje, Komisarze Habilitacyjni będą mieli poczucie bezkarności. Czy Pan uważa, że po przeczytaniu tej dyskusji tutaj, któryś z tych, co ochoczo uprawiali "nieradosną twórczość" recenzencką, przejął się tą dyskusją tzn. że postanowił się zreflektować? Bo ja tak nie uważam.

  • ~PŻ 05.04.2025 10:36

    O jakości obowiązującej ustawy wielokrotnie pisano w FA, rugając przy tym ministra oraz ministerstwo. Potwierdza to i Pan wiceprzewodniczący RDN, zapominając przy tym podać nazwisko autora tej ustawy. Młodzi naukowcy mogą pomyśleć, że winę za to ponosi obecny minister. Pisze Pan, cytuję: „Kwestia wybitności osiągnięć naukowych kandydatów do tytułu profesora pojawiła się w regulacjach ustawowych po raz pierwszy w ustawie z dnia 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Do dziś interpretacja tego kryterium wzbudza wątpliwości. Po pierwsze, nie występuje formalna, ustawowa definicja wybitności. Nie jest to jednak sytuacja wyjątkowa, gdyż w ustawie występuje wiele określeń o podobnym charakterze, takich jak: znaczący dorobek naukowy lub artystyczny, znaczny wkład w rozwój dyscypliny, najwyższa jakość osiągnięć naukowych, oryginalne rozwiązanie problemu naukowego.
    Po drugie, w takiej sytuacji mamy do czynienia z rozumieniem domyślnym, intuicyjnym i częściowo subiektywnym, które jest indywidualnym wyrazem odpowiedzialności każdego recenzenta.”

    Nieco dalej Pan profesor pisze, cytuję: „W tym kontekście przez wybitne osiągnięcia, uwzględniając powszechne znaczenie słowa „wybitność”, należy rozumieć dorobek naukowy, który „wybija się ponad przeciętność” oraz jest „znaczny co do rozmiaru lub natężenia” (Słownik Języka Polskiego PWN, dostęp: 28.12.2024 r.).”
    Z tej definicji słownikowej wynika kilka okazji dla recenzenta. Bo w jednym zdaniu zawarto aż trzy możliwości uznania osiągnięć za „wybitne”. A mianowicie: a) który wybija się ponad przeciętność. Jak nie jest wybitny zgodnie z tą definicją, to recenzent może zastosować następną składową: b) znaczny co do rozmiaru. Oznacza to, że „wybitność” można zastąpić „rozmiarem”. I tu recenzent ma kilka możliwości. Na przykład, duża liczba publikacji (stąd papiernictwo). Lub wysoki hirsch. Lub wysoka suma IF. Możliwość trzecia – zastosowanie kolejnej składowej tego słownikowego kryterium. A mianowicie c) lub natężenia. Pozwala to na zastąpienie pojęcie „wybitne” pojęciem „natężenie”. Może to oznaczać, na przykład, duże natężenie liczby publikacji w krótkim odcinku czasowym, wynoszącym, na przykład, kilka lat. A to również może prowadzić do papiernictwa.

    Przetłumaczenie tych słów na język ludzki oznacza, że recenzent ma dowolność interpretacji kryteriów wymienionych, lecz nie zdefiniowanych w ustawie. Jak chce dać recenzję pozytywną, to w uzasadnieniu wymieni te kryteria ze znakiem plus. Jak nie, to ze znakiem minus. I nikt mu nie udowodni, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Bo w ustawie brak odpowiednich definicji.

    • ~komentator (poprzedni) 08.04.2025 13:31

      Cyt."Przetłumaczenie tych słów na język ludzki oznacza, że recenzent ma dowolność interpretacji kryteriów wymienionych, lecz nie zdefiniowanych w ustawie. Jak chce dać recenzję pozytywną, to w uzasadnieniu wymieni te kryteria ze znakiem plus. Jak nie, to ze znakiem minus. I nikt mu nie udowodni, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Bo w ustawie brak odpowiednich definicji."

      No cóż... wygląda na to, że ta niejednoznaczność jest przyczyną problemu. A skoro po "uwaleniu" wniosku habilitacyjnego lub profesorskiego, delikwent nie ośmieli się "podskoczyć" i wytoczyć np. procesu przed sądem, bo "trzęsie portkami", żeby nie pogrzebać już całkiem swoich szans na jakikolwiek awans kiedyś-tam, no to "(nie)radosna twórczość" pewnego odsetka Komisji kwitnie sobie, niczym kwiaty na łące w lato. PAPIEŻA wolno skrytykować, jeśli wygłasza np. herezje (były takie przypadki), on oczywiście może ekskomunikować takiego śmiałka (Franciszek jakiś czas temu karał przynajmniej niektórych krytykantów m.in. ekskomuniką), ale zaraz media się tym zainteresują. Natomiast "uwalonym" habilitantem, który chciałby pokazać recenzentom i Komisji WŁAŚCIWE znaczenie kolorów czarnego i białego, przysłowiowy pies z kulawą nogą się nie przejmie.

    • ~stinker 06.04.2025 23:07

      właśnie i cofamy się do punktu wyjścia czyli do nikąd.. i cytując klasyka: "ja najlepszego upierdzielę a najgorszego przepcham"- brzmi znajomo??

  • ~Glass Onion 05.04.2025 07:33

    "Artykuły w czasopismach naukowych albo monografie same w sobie nie są osiągnięciami naukowymi, a tym bardziej wybitnymi osiągnięciami. Osiągnięciami takimi mogą być uzyskane i opisane w artykułach lub książkach wyniki badań i wyciągnięte na ich podstawie wnioski."

    Merytorycznie zgoda. Proszę jednak zgłosić tę uwagę do ustawodawczy, który w swej mądrości pisze (np., w odniesieniu do habilitacji, w art 219):

    "posiada w dorobku osiągnięcia naukowe albo artystyczne, stanowiące znaczny
    wkład w rozwój określonej dyscypliny, w tym co najmniej:
    a) 1 monografię naukową wydaną przez wydawnictwo, które (itd...)
    b) 1 cykl powiązanych tematycznie artykułów naukowych opublikowanych
    w czasopismach naukowych lub w recenzowanych materiałach
    z konferencji międzynarodowych, które (itd...)"

    Zapis oznacza, ni mniej ni więcej, że to ta monografia, lub publikacje są osiągnięciami, a nie to co jest w nich opisane...

    Podoba mi się, że wiceprzewodniczący RDN nie zgadza się z ustawą, na podstawie której działa.

    • ~Alek Rachwald 08.04.2025 12:52

      Bardzo słusznie wydobyta gruba, wręcz podstawowa sprzeczność. Można uzupełnić to opinią że, z punktu widzenia uprawiania aktywności zwanej nauką, rację ma autor artykułu, nie zaś ustawa.

  • ~Paweł 05.04.2025 01:06

    Szkoda, że większość recenzji nie spełnia wymogów ustawowych. Ale RDN tego nie dostrzega...

  • ~Grześ 05.04.2025 00:29

    A gdyby tak zlikwidować habilitacje i profesury to ile by ubyło światu wybitności?

    • ~Przemo 06.04.2025 11:03

      Należałoby, ponieważ te ponad-uczelniane habilitacje i profesury to system zwyczajnie chory.
      Uniwersytety powinny być w tych sprawach całkowicie autonomiczne, czyli powinny same decydować kogo i na jak długo chcą zatrudniać na stanowisku profesora. Jedne postąpią dobrze, inne gorzej i co z tego? Rynek te decyzje szybko zweryfikuje, a naukowcy powinni zajmować się nauką, a nie ciągłym wzajemnym ocenianiem się nawzajem.

      • ~Alek Rachwald 08.04.2025 13:04

        Nawet nie chce mi się śmiać z takiej naiwności.

        • ~Przemo 08.04.2025 22:50

          Gdyby nie naiwność naszych rodziców, nie byłoby nas tutaj ;-)

      • ~stinker 06.04.2025 23:11

        Tak jest @Przemo - przewaga systemu anglosaskiego nad naszym, archaicznym, przestarzałym na glinianych nogach, za to zprzebrzmiałym ego..

        • ~Przemo 08.04.2025 22:55

          Cóż, instytuty mniemanologii stosowanej nie zbudują nam ani elektrowni jądrowych, ani samochodu izera, ani nawet myszki do komputera :-)))

    • ~Xxx 05.04.2025 10:35

      Alleluja!

  • ~Olaf 04.04.2025 22:53

    "RDN nie ma kompetencji ani żadnych zadań związanych z oceną czasopism i wydawnictw naukowych, zatem żadne współczynniki (typu Impact Factor, punkty MNiSW i inne) ani tytuł czasopisma czy nazwa wydawnictwa nie mogą być kluczowe przy ocenie wniosku awansowego."

    To ja również, jak i inni komentujący pozwolę sobie dolać oliwy do ognia, ale odnosząc się do innej sprawy. A kwestia, do której chcę się odnieść, to stypendia ministra dla studentów (tylko dla studentów, ponieważ nie wiem, czy u doktorantów nie występuje ten sam problem). Zastanawiam się, na jakiej podstawie osoby oceniające i przyznające punkty za dane publikacje, zamiast trzymać się wewnętrznych ustaleń, rozporządzenia Ministra i zasad oceny wniosków, pozwalają sobie na uszczypliwe uwagi dotyczące WYŁĄCZNIE tego, gdzie studenci (czyli osoby de facto gdzieś na samym początku swojego rozwoju naukowego) publikują - w jakich czasopismach i wydawnictwach.
    Na jakiej podstawie osoby te, pozwalają sobie na komentarze typu, że „mocne merytoryczne i etyczne wątpliwości budzą praktyki” danego wydawnictwa (oczywiście z listy ministerialnej), szerzej tego nie wyjaśniając? Jeśli mają miejsce jakiegoś rodzaju „nieetyczne” działa, dlaczego osoby te, jeśli mają pełną wiedzę na ten temat, nie zgłaszają tego np. do Ministra, celem weryfikacji i analizy danego przypadku. Jaki jest cel rzucania w eter tego typu sformułowań? Jeśli mają „duże” doświadczenie publikacyjne, dlaczego nie skontaktują się z tym konkretnym wydawnictwem i nie powiedzą mu – „hej, to co robisz nie jest dobre, nie wiem czy wynika to z błędu, niewiedzy czy jest to świadome działanie, ale będą na tym cierpieć niewinne osoby, które u ciebie publikują”. Mogłoby się wydawać, że wszyscy gramy do tej samej bramki. Mogłoby się wydawać, że wszystkim nam zależy, by polska nauka była na coraz lepszym poziomie. Jednak jak widać wyobrażenie to jest złudne.
    Kolejna kwestia (sytuacja ta również miała miejsce) – dwie odrębne publikacje, dwóch różnych osób, reprezentujących dwie odrębne dyscypliny – wnioski tych osób oceniane były przez dwie różne osoby, u jednej wszystko super, a u drugiej – komentarze, które wskazałem wyżej.
    Kończąc już ten wywód odniosę się do wspomnianej „nieetyczności” wydawnictwa z tego konkretnego przypadku. Otóż określenie to należałoby przypisać osobie, która publikowała w tym wydawnictwie, a nie samej instytucji, która o niczym nie wiedziała, a gdy dowiedziała się (niestety trochę za późno), zerwała całkowicie jakąkolwiek współpracę z tą osoba i wycofała jej publikacje, które były w trakcie procesu wydawniczego. Ciekawe jest, że osoba, działająca nietycznie, która przez kilka lat dostawała stypendium ministra (łącznie zgarnęła ponad 50 tys. zł), nie została posądzona o tego typu praktyki, a cała krytyka spadła na wydawnictwo.

    • ~Alek Rachwald 08.04.2025 13:03

      Przywołane opinie zawarte w recenzjach, deprecjonujące dorobek dajmy na to studenta, opublikowany w czasopiśmie uznawanym i obdarzonym punktami przez ministra, uważam za nie do przyjęcia. Owszem, mogę sobie wyobrazić sytuację, gdy student (zwykle zachęcony przez promotora) opublikuje coś w dajmy na to powszechnie znanym predatorze, który na liście ministerstwa znalazł się wskutek ciemnych machinacji (i w którym nieco wcześniej setki artykułów opublikowała kadra tej czy innej szkoły wyższej, a jakże!). Jest na liście parę takich świerszczyków. Ale nawet w tym przypadku recenzent powinien panować nad swą ekspresją, a zwłaszcza nie kierować całego ognia na studenta, który zwykle pracuje pod czyimś kierownictwem.

  • ~Maria 04.04.2025 18:45

    Pyste słowa. Praktyka jest taka, że jak ktoś pisze negatywne recenzje to ich nie dostaje.

    • ~Komentator:ka 04.04.2025 23:30

      Czy można prosić o używanie języka polskiego?

      • ~garnek do dzbana 06.04.2025 15:17

        Komentator:ka

        komentatorka. Wielki słownik ortograficzny PWN*
        komen•tator•ka -r•ce, -r•kę; -rek

  • ~Moonstruck 04.04.2025 18:40

    Przewspaniały ten wywód a zawarte w nim fale geniuszu są ucztą duchową i ukojeniem. Zwłaszcza, że pisze istny geniusz, inspirator maluczkich. Jak taki tytan intelektu coś napisze to ludzkości przestają być potrzebne wszelakie dobra doczesne... A tak bardziej serio -patrzy pan sobie rano w lusterko i kogo pan widzi panie Gorynia?

    • ~Ferdynand 05.04.2025 06:38

      Wywiad, zapewne Mesjasza nauki. "Ja nieśmiertelność czuje, ja nieśmiertelność tworzę...." A co z profesora,i, którzy fałszują wyniki, przepisują sobie czyjeś osiągnięcia. Z tymi, których prace zostały wycofane przez czasopisma, jako fałszerstwa.. Znam takich, którzy są również członkami PAN i nic. Może powinno profesorom urządzać sie spowiedź co 5 lat dotyczącą rzetelności badań. Ryba psuje się od głowy. .Gdyby tak oceniano osiągnięcia naukowe to Einstein nie dostałby tytułu profesora bo większość członków komisji RDN nie wiedziałaby o czym pisze.

      • ~stinker 06.04.2025 23:15

        idealny komentarz- trafność 10/10, rzetelność i precyzja również!

    • ~Katarzyna 04.04.2025 22:24

      100/100

  • ~Marcin 04.04.2025 16:48

    Wybitne to są osiągnięcia noblistów i powiedzmy 1% naukowców, o których czytamy w podręcznikach. Ustawodawca użył tu zbyt mocnego określenia.

    • ~M 05.04.2025 08:44

      Też mam takie przemyślenia, słowo "wybitne" jest na wyrost, i miałam z nim ogromny problem składając wniosek o nadanie tytulu profesora., bo uważam że moje osiągnięcia uprawnisja mnie fo starania się o tytuł profesora, ale czy są wybitne? Natomiast niektórym to chyba schlebia i są w stanie w "wybitność" nawet uwierzyć.

  • ~maciej 04.04.2025 15:38

    "RDN nie ma kompetencji ani żadnych zadań związanych z oceną czasopism i wydawnictw naukowych, zatem żadne współczynniki (typu Impact Factor, punkty MNiSW i inne) ani tytuł czasopisma czy nazwa wydawnictwa nie mogą być kluczowe przy ocenie wniosku awansowego."

    Ale takie kompetencje przypisało sobie Ministerstwo tworząc listę ze sztywnymi punktami. Dlaczego zatem recenzent ma z niej nie korzystać? Ujednolićmy system oceny w różnych miejscach (NCN, ewaluacja, postępowania awansowe wewnątrzuczelniane, recenzje)!

  • ~maciejj 04.04.2025 15:03

    "zgodnie z obowiązującymi przepisami, zawartą umową i obyczajami akademickimi."

    Po raz kolejny te obyczaje. Po to są właśnie ustawy i inne akty prawne, żeby rola obyczajów była praktycznie zerowa.

  • ~Patologiawnauce 04.04.2025 13:29

    Gdyby rzeczywiście w postulowany sposób oceniać kandydatów na poszczególne stopnie, czy spełniają kryterium wybitności, okazałoby się że nie mamy "prawdziwych" (spełniających bezsprzecznie wszystkie 3 kryteria ustawowe) lub nie powinniśmy mieć większości obecnych habilitantów, profesorów.

  • ~komentator (poprzedni) 04.04.2025 11:46

    Cyt."Za to Rada oczekuje od recenzentów analizy merytorycznej osiągnięć naukowych kandydatów, zapoznania się z ich publikacjami i stwierdzenia, czy rezultaty ich aktywności naukowej wniosły istotny wkład do nauki, a ich osiągnięcia można określić jako wybitne. "

    Trochę za późno, o te kilka lat, gdy Komisja Habilitacyjna upokorzyła mnie, KOMPROMITUJĄC SIĘ zresztą sama, poprzez ocenę, jako słabego, dorobku z dziedziny, z której... sami nie mieli dorobku.

  • ~komentator (poprzedni) 04.04.2025 11:40

    Szanowny Prof. Gorynia

    Przede wszystkim, proszę przekazać WSZYSTKIM potencjalnym zainteresowanym recenzowaniem w postępowaniach awansowych (których Pan zna), żeby przypadkiem nie podkusiło ich do zabierania się za ocenę dorobku naukowego z dziedziny, z której SAMI nie mają żadnego dorobku. Taka sytuacja miała miejsce w przypadku mojego wniosku habilitacyjnego, w którym obok dorobku z dziedziny X. był też wymieniony dorobek z dziedziny Y. ŻADEN z członków Komisji Habilitacyjnej nie miał ANI JEDNEJ publikacji z dziedziny Y. (nawet ani jednego preprintu, czy chociażby abstraktu), a mimo to nie przeszkadzało tej Komisji przegłosować uchwałę o tym, że dorobek z dziedziny Y. jest... słaby, BEZ podania JAKIEGOKOLWIEK uzasadnienia (sic!). Oczywiście, ci wszyscy członkowie tej Komisji mają się za niewinnych i nieskazitelnych, no jakże inaczej, indeksy Hirscha mają wysokie, w przeciwieństwie do zasobów odwagi, żeby się przyznać do wyrządzenia krzywdy...

    • ~stinker 06.04.2025 23:24

      ~komentator (poprzedni)- współczuje.. mnie to samo spotkało.. aż trzy razy.. jestem tu chyba weteranem haha

      • ~komentator (poprzedni) 07.04.2025 16:06

        Tzn. Pana dorobek oceniono podobnie, jak mój, czyli grupa osób niekompetentnych z dziedziny Y., będących członkami Komisji Habilitacyjnej, wypowiedziała się negatywnie o Pana dorobku z tej dziedziny, nie podając żadnego uzasadnienia?
        Wie Pan, niepowodzenie przy habilitacji, to jedno, ale potraktowanie dorobku z taką arogancją i lekceważeniem. Zastanawia mnie jedno: dlaczego ci członkowie tej Komisji, którzy to przegłosowali (tzn. wskazali na słabość pozostałego dorobku BEZ uzasadnienia), nie obawiali się, że może z tego wyniknąć niezła afera? Nie obawiali się, że mogą znaleźć się na wokandzie sądowej, gdzie mogą usłyszeć nieprzyjemny dla siebie wyrok, a na koncie będą mieli właśnie ten prawomocny wyrok sądowy? Oczywiście, zakładając, że sąd taki wyrok by wydał (bo to różnie bywa).
        Co to za ludzie, jeśli chodzi o ich kręgosłup etyczno-moralny?
        DLATEGO właśnie, uważam, że członkowie Komisji w postępowaniach awansowych, MUSZĄ mieć świadomość, iż może spotkać ich ODPOWIEDZIALNOŚĆ KARNA za swoje decyzje, jakie podejmowali w ramach postępowania awansowego. Bez tego będziemy nadal mieli festiwal "(nie)radosnej twórczości" rozmaitych Komisji.

    • ~Pytajacy 05.04.2025 01:03

      Z dziedzin X i Y, czy dyscyplin??

      • ~komentator (poprzedni) 05.04.2025 11:00

        Chodziło mi o dorobek główny z dziedziny X. i tzw. dorobek pozostały z dziedziny Y., a każda z nich należy do innej dyscypliny. Habilitacja miała być z dziedziny X. Było wymienionych tam kilka prac z dziedziny Y. zawierających pewne dość istotne wyniki, m.in. pewna praca (nazwijmy ją "pracą A"), która zawiera rezultat zwracający uwagę nawet tych osób, które nie zajmują się tą dziedziną. Jak postąpiła Komisja Habilitacyjna? Bardzo prosto, w myśl zasady: "Jeśli nie możesz sobie poradzić z problemem, a boisz się do tego przyznać, to udaj, że go nie ma.". Komisja widocznie nie miała zamiaru przyznawać się do tego, że przeczytanie zawartości tej pracy zwyczajnie przerasta możliwości Komisji, więc sobie napisali tylko w uchwale, że zwracają uwagę na słabość pozostałego dorobku, NIE PODAJĄC przy tym żadnego uzasadnienia, tylko "ot, tak". Jeden z recenzentów tylko zapytał, jaki jest mój udział w powstawaniu tych prac, "indukcyjnie dowodząc", że skoro w powstaniu jednej z prac miałem tyle-a-tyle, to w przypadku pozostałych też mam niewiele. Dziwnym trafem pominął mój wkład do "pracy A", który wynosił 40%. Pan recenzent powinien sobie powtórzyć wiadomości z dowodzenia indukcyjnego i wnioskowania logicznego, a ma się za znawcę logiki (nie mając przy tym ani jednej pracy opublikowanej z tej dziedziny).

  • ~kk 04.04.2025 11:22

    Wybitność - subiektywne, a nie merytoryczne kryterium. Dla kogoś może być wybitne, a dla innego nie.

    Osiągnięcia tee powinny wynikać z działalności naukowej kandydatów, a nie głównie współautorów ich publikacji.
    - Bardzo trudne do realizacji. Dzielić liczbę cytowań przez liczbę współautorów.

    O wartości naukowej osiągnięcia nie decydują wskaźniki bibliometryczne ani żadne inne parametry naukometryczne.
    - A czy recenzent potrafi to wykonać. Może głosowanie środowiska poprzez internet.

    O wartości naukowej osiągnięcia nie decyduje miejsce jego opublikowania (czasopismo, wydawnictwo), ale treść pracy. co do treści to czy taki recenzent istnieje ?
    - Miejsce publikowania ?e Nature i Scence są pewnie pożądanymi miejscami i zarazem są celem działalności patologicznej jakim są wytwórnie artykułów.

    Rada nie oczekuje od recenzentów analizy bibliometrycznej prac naukowych kandydatów ani punktowej oceny ich dorobku. - A w zasadzie recenzje do tego się sprowadzają, gdyż pytanie jest czy recenzent jest w stanie ocenić wybitność i w ogóle dorobek kandydata, skoro nawet ustalić jest trudno jaki jest jego rzeczywisty wkład a nie deklarowany w szczególności, gdy artykuły są wieloautorskie.

    Za to Rada oczekuje od recenzentów analizy merytorycznej osiągnięć naukowych kandydatów, zapoznania się z ich publikacjami i stwierdzenia, czy rezultaty ich aktywności naukowej wniosły istotny wkład do nauki, a ich osiągnięcia można określić jako wybitne. Każdy specjalista w danej dyscyplinie posiadający tytuł profesora powinien być zdolny do dokonania takiej oceny merytorycznej bez konieczności analizy bibliometrycznej.
    - Czy ludzka natura nie jest taka, że wszystko maksymalizuje ?
    Zysk z procesu recenzowania też temu podlega. Minimalizacja czasu poświęconego, a więc nie czytanie.
    Recenzja pozytywna, by nie być odrzuconym z grona recenzentów - władza, pieniądze.
    Jak ocenić wniesienie istotnego wkładu do nauki ?

    Wszystkie oczekiwania RDN od recenzentów są mętne i subiektywne.
    Może jednak postawić warunki formalne takie jak:
    - liczba IF dzielona przez liczbę współautorów czasopisma gdzie ulokowano artykuł
    - liczba cytowań dzielona przez liczbę współautorów (można stworzyć nowy indeks h-nowy)
    - liczba punktów MNiSW dzielona przez liczbę współautorów

    Wybitne wówczas będą te, które będą podnosić poprzeczkę warunków formalnych ogłaszanych raz do roku.

    • ~Pawel 04.04.2025 12:08

      Dzielenie IF bądź cytować przez liczbę autorów to fatalny pomysł. W naukach o życiu/medycznych najważniejsze prace to wieloosrodkowe badania (często prospektywne) publikowane w NEJM, JAMA, Lancet etc. Takie prace często mają po >30 autorów pochodzących np z 30 ośrodków. Wtedy pierwszy autor takiego badania zmieniającego praktykę na całym świecie będzie miał taką sama wartość punktową jak autor publikacji jako jedyny autor w czasopismach płatnych/predatory

      • ~kk 04.04.2025 13:01

        Tak tak wieloletnie tak rozbudowane artykuły, że nikt nie powinien się podejmować ich recenzji, gdyż taka recenzja to fikcja, gdyż jeden recenzent nie jest w stanie stwierdzić, czy ten artykuł z wynikami z wielu lat pracy zespołu wieloosobowego tonie fikcja.
        No proszę wytłumaczyć na zdrowy rozum taka recenzja przebiega, skoro jest to w badaniach, które nikt nie robił i stąd artykuł, a i recenzent ich też nie robił.
        A może >30 autorów z ponad 30 ośrodków to zna się z tym recenzentem jednym drugim ?

        • ~Pawel 04.04.2025 13:42

          🙃🙃🙃🙃

          Czasy gdy jeden naukowiec bez zespołu/wspolpracy międzynarodowej/wieloosrodkowej już dawno minęły.

          • ~komentator (poprzedni) 08.04.2025 13:21

            Jeśli już, to należałoby raczej powiedzieć, że minęły czasy DOCENIANIA naukowców pracujących stricte "solo", czyli będących poza "klanami" naukowymi. Akurat z tym się zgadzam. Tacy są bowiem najczęściej "olewani" przez tzw. establishment naukowy, choć oczywiście, zdarzają się wyjątki od tej reguły.

          • ~rozbawiony 06.04.2025 19:56

            W żaden sposób nie przeszkadza to w procesie normalizacji wskaźników ilościowych

          • ~kk 04.04.2025 13:55

            Skoro tak to jaki problem. Ocena jest w ramach dyscypliny. Więc gdzie problem Pan widzi skoro nie ma artykułów w tych dyscyplinach jednego autorstwa ?

  • ~Matuzalem 04.04.2025 11:17

    Brawo Panie Profesorze!
    Ta syntetyczna opinia, ale jednocześnie wielkiej wagi, powinna być przesłana mailem na skrzynki wszystkich pracowników naukowych w Polsce, a przede wszystkim do Rektorów, Dziekanów, Dyrektorów Instytutów i Kierowników Katedr!
    Powinna być przełomem w polityce kadrowej, awansów, nagród itp.
    Skończą się wreszcie niezłomne przekonania w/w. ciał o wybitności bądź to monografii (bez względu na ich treść i wkład do rozwoju wiedzy) i takich samych publikacji w znanym chińskim wydawnictwie ze Szwajcarii, które wdrażane w praktyce na uczelniach doprowadziły do nieuczciwej oceny pracowników, pompowania karier jednych, poniżania innych, a w efekcie- marnej kondycji polskiej nauki!

    • ~20. 05.04.2025 17:30

      No właśnie ocena merytoryczna a nie kastrowanie kotków czy piesków.

    • ~20. 05.04.2025 16:53

      Doskonale, może jakość będzie wyznacznikiem kastrowanie psów i kotów. Moim zdaniem nie mozna wynajmować mieszkań osobom, które mogą być recenzentami albo z którymi pisze się książkę czy rekomendacje do stypendium.

    • ~007 05.04.2025 16:15

      Zgadzam się w 100%.
      Świetny tekst i głos rozsądku w powszechnej gonitwie za punktami i wskaźnikami.
      Proponuję, aby te opinię przesłać również do recenzentów i paneli NCN.